Przejdź do treści

Zmiany w in vitro, czyli wszyscy na nie

protestpodsejm

Sejm zdecydował o przekazaniu projektu ustawy o in vitro dalszych prac w komisji. Społeczeństwo się buntuje. Internauci wylewają swoje żale, za nimi murem stoją blogerzy, instytucje, fundacje i znane osobistości. Czy władza się ugnie?

Podział prawej strony

Marta Kaczyńska nigdy nie ukrywała swoich poglądów. Zawsze była utożsamiana i otwarcie sympatyzowała z prawą stroną sceny politycznej. Tym razem zaszokowała opinię publiczną sprzeciwiając się decyzji władzy rządzącej. Na łamach tygodnika „wSieci” zgłosiła podwójne veto: „nie” dla zaostrzenia prawa aborcyjnego oraz „nie” dla zmian w ustawie o in vitro.

– Wejście w życie przepisów konstytuujących rygor spowoduje, że pary zdeterminowane do tego, by posiadać dzieci, które inne metody zawiodą, będą kilkukrotnie poddawane terapii hormonalnej, a także obciążone kosztami procedur in vitro, by próbować kolejny raz – napisała w swoim felietonie córka byłego prezydenta.

Celebryckie veto

Jej głos spotkał się aplauzem internetowej społeczności. Kolejne portale i anonimowi użytkownicy udostępniali informację opatrując ją hasztagiem #brawomarta. O zajściu poinformował nawet najpopularniejszy, polski portal plotkarki. – Miejmy nadzieję, że politycy PiS-u posłuchają jej apelu, a nie Tomasza Terlikowskiego – podsumował Pudelek.

Za wsparcie protestujących kobiet podziękowała również Agata Młynarska. – Dziękuję Marcie Kaczyńskiej za to, że zajęła stanowisko. To dla nas cenne i ważne –napisała na swoim fanpage’u.

Krzyk Internetu

Słowa sprzeciwu wobec decyzji posłów płynął zewsząd. Blogosfera, choć przed komputerem, walczy równie zaciekle, jak protestujący na ulicach.

– Nie wychodziłyśmy na ulice, nie znasz naszych twarzy, nie krzyczałyśmy przed Sejmem. Powiem Ci, dlaczego: bo niepłodność to też poczucie wstydu. Wstydzimy się pokazać swoją twarz i dostać etykietę kobiety niepłodnej, a także słuchać o bruździe dotykowej czy zespole ocaleńca. – tłumaczy autorka jednego z najpoczytniejszych blogów o niepłodności i bezpłodności.

Krotki.blog.pl ma sobą całą gwardię kobiet – 63 tys. unikalnych użytkowników w 2016 roku i 160 tys. od początku istnienia bloga, czyli 2012 roku.

– Niepłodność jest jak rak, czy byłbyś w stanie zagłosować za ustawą, która odbiera chorym lekarstwo na raka. Czy mógłbyś im powiedzieć, że nie dostaną chemii? Przecież cierpienie jest częścią życia, co więcej podobno uszlachetnia i zbliża do Boga , więc czemu nie pozwolić chorym cierpieć, po co nowe terapie, lekarstwa, badania? Tak łatwo naciskasz guzik, który odmawia nam prawa do leczenia, jaką widzisz różnicę pomiędzy mną a chorym na inną nieuleczalną chorobę? – czytamy na łamach krotki.blog.pl

Niemy krzyk

Post z listem otwartym w sprawie projektu dotyczącego zmian w in vitro przeczytało tysiące ludzi, setki internatów podpisało się pod nim. 27- letnia Monika chora na endometriozę, która ma za sobą pięć lat leczenia i jedną straconą ciążę, 36-letnia Franczeska z niedrożnymi jajowodami, przed pierwszą próbą in vitro, 32-letni Agnieszka i Dawid po siedmiu lat starań, trzech inseminacjach, dwóch laparoskopiach udrażniania jajowodów i laparotomii – usuwanie mięśniaków, leczenie tarczycy, 28-letnia Marysia i jej partner z kryptozoospermią , którzy po czterech latach leczenia różnymi metodami podjęli decyzję o IVF – to czytelnicy tylko niewielki promil sygnatariuszy listu Izy z krotki.blog.pl. Może ich wizerunki nie są tak znane, jak celebryckie twarze, a nazwiska, których i tak nie ujawniają nie zdobią pierwszych stron gazet, ale to właśnie tych osób jest najwięcej. Tych zwykłych, których nie stać na leczenie za granicą, nie stać na in vitro, którzy swoją tragedię przyzywają we własnych czterech ścianach.

Ludzki głos

W sytuacji, gdy decyzje polityków bezpośrednio zwykłych obywateli rodzi się bunt społeczny. Do głosu dochodzą ludzie, którzy codziennie zmagają się z niepłodnością, dla których zmiana prawa wiąże się wielkim dramatem. Na fanpage’u Stowarzyszenia „Nasz Bocian” pojawił się kolejny list otwarty. Tym razem do Jana Klawitera, wnioskodawcy  projektu zmian w ustawie in vitro. List wysłała oburzona sympatyczka Bociana, jedna z tych „zwykłych” kobiet, która każdego dnia prowadzi nierówną walkę ze swoją chorobą.

– Ludzie nie stosują tej metody, bo ją lubią i nie mają co robić z pieniędzmi, a lekarze nie tworzą więcej zarodków, bo chcą się pobawić nimi w laboratorium. Celem in vitro jest walka z niepłodnością, a zarodki tworzy się, aby zwiększyć szansę na ciążę. Proszę sprawdzić, jak wiele najpierw komórek jajowych, potem zarodków, a wreszcie płodów kończy się odpowiednio pustą komórką, brakiem zagnieżdżenia w macicy czy poronieniem. I pan chce te szanse jeszcze zmniejszyć? W imię czego? Własnego światopoglądu? – pyta oburzona autorka listu.

Cała naprzód

Stowarzyszenie Nasz Bocian przeszło 14 lat walczy od prawa pacjentów. Jako jedna z najprężniej działających organizacji pacjenckich ze szczególną pieczołowitością od wielu lat dba o bezpieczeństwo i przejrzystość zabiegów in vitro. Nasz Bocian niewątpliwie zasłużył się w walce o ustawę o zapłodnieniu pozaustrojowym. Półtora roku później Stowarzyszenie znów staje do walki o prawa najsłabszych.

– Stanowisko Stowarzyszenia Nasz Bocian jest jednoznacznie krytyczne wobec proponowanych zmian. Stoją one w sprzeczności z osiągnięciami nowoczesnej medycyny i uczynią zapłodnienie pozaustrojowe w sugerowanym kształcie niemal całkowicie nieefektywnym, co w połączeniu z jego wysokimi kosztami doprowadzi w konsekwencji do derogowania metody spośród dostępnych w Polsce terapii. Przyniesie to niepożądane skutki zdrowotne i społeczne, a pacjentów, dla których in vitro jest jedyną szansa na potomstwo, skaże na trwanie w niezamierzonej bezdzietności. Uderzy przede wszystkim w osoby niezamożne, dla których sfinansowanie leczenia za granicą jest nieosiągalne. Nowelizację w sugerowanym brzmieniu uważamy za wysoce szkodliwą, opartą wyłącznie na przesłankach ideologicznych i całkowicie ignorującą dobro pacjentów. Nie godzimy sie na narażanie szeroko rozumianego zdrowia pacjentów i ograniczenie ich prawa do skutecznego leczenia przy równoczesnym drenowaniu ich kieszeni. – czytamy na fanpage’u Naszego Bociana.

Za cicho?

Larum poniesione przez społeczeństwo, internatów, celebrytów, portale plotkarskie, ludzi związanych z polityką to wciąż za mało. Głównym tematem protestów i manifestacji pozostaje aborcja, in vitro zostało zepchnięte na margines. Podobnie, jak tysiące niepłodnych par.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

co jeść przed i po transferze

Transfer zarodków jest jednym z ostatnich elementów leczenia in vitro. Najczęściej odbywa się 3 dni po pobraniu komórek jajowych. Wokół tego szczególnego etapu pojawia się wiele pytań, które mają na celu zwiększenie skuteczności terapii. W końcu jeśli można lepiej o siebie zadbać, dlaczego tego nie zrobić? Jednym z komponentów wsparcia leczenia jest żywienie.

Zadaliśmy pytanie specjalistce:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

„Należy ograniczyć kofeinę, laktozę, gluten, ostre przyprawy, cukry proste. Zaleca się spożywanie dużej ilości płynów (ok. 2 litry dziennie) oraz wysokobiałkową, dobrze zbilansowaną dietę” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Żywienie – warto o nie dbać

Przede wszystkim należy podkreślić, że zbilansowana dieta ważna jest nie tylko w czasie około transferowym, ale podczas całego okresu starań o ciążę. Nawiązując do wypowiedzi ekspertki postanowiliśmy przybliżyć konkretne zagadnienia:

Dieta bez glutenu

Brak tolerancji glutenu, czyli białka znajdującego się np. w pszenicy, jest cechą charakterystyczną choroby zwanej celiakią. Jest to choroba immunologiczna, która może wiązać się także z innymi objawami, związanymi m.in. z układem rozrodczym. „Związek pomiędzy płodnością i celiakią nadal zastanawia lekarzy, tak samo jak unikanie glutenu w staraniach. Stephanie M. Moleski z Thomas Jefferson University Hospitals w Filadelfii odkryła jednak, że chore na celiakię częściej borykają się z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i rodzą mniej dzieci niż kobiety zdrowe. Schorzenie zwiększa też ryzyko poronień, przedwczesnego porodu i wymusza cesarskie cięcie. Portal Furtherfood.com pisze jeszcze o innych, równie niepokojących wynikach badań. Te wskazują, że nadwrażliwość na gluten wiąże się z brakiem miesiączki, endometriozą czy niską wagą noworodków” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Kofeina

Badania wskazują, że zbyt duże spożycie kofeiny utrudnia nie tylko zajście w ciążę, ale i jej utrzymanie. Co więcej, okazuje się, że nie jest to tylko kwestia spożyci kofeiny przez przyszłą mamę, ale też jej partnera.

W jednym z badań analizie poddano 344 pary, które były w ciąży. „Wnioski były zatrważające – 98 zakończyło się przerwaniem, a to połączono z sięganiem po kofeinę przynajmniej trzy razy dziennie. Ryzyko utraty płodu rosło aż do ponad 70 proc.” – pisaliśmy >>KLIK<<. Jeśli zaś chodzi o zmniejszenie prawdopodobieństwa zajścia w ciążę, inny eksperci wskazują, iż kofeina: „obniża aktywność mięśni w jajowodach, których zadaniem jest przemieszczenie jajeczek z jajników do macicy„. Stąd też pojawiają się wnioski mówiące o dłuższym czasie, jakiego kobiety spożywające duże ilości kofeiny, potrzebują na zajście w ciążę. Pamiętajmy przy tym, że kofeina to nie tylko kawa, ale też herbata, kakao, cola.

Dietetyczne wskazówki

Wspomniana już wyżej dieta wysokobiałkowa (istotne jest spożywanie co najmniej 60-70 g białka dziennie) pomoże organizmowi produkować zdrowsze komórki jajowe, ale wpłynie także na większą ich ilość. Skąd czerpać białko? Chude mięso i ryby, fasola, soczewica, tofu, jajka.

Warto też pamiętać o żywności, która bogata jest w wapń. Znajdziemy go m.in. w jogurtach, migdałach, serach, czy warzywach takich jak rzepa, czy szpinak.

Podstawą jest również odpowiednie nawodnienie: „Zaleca się picie 2 litrów płynów dziennie, co pozwoli utrzymać odpowiednie nawodnienie organizmu, dzięki czemu szanse na udany zabieg wzrosną” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Zobacz też:

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Instynkt macierzyński – prawda i mit

instynkt macierzyński

Ludzkość nie przetrwałaby, gdyby nie instynkt, zwłaszcza macierzyński. Kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, karmią piersią. Instynkt macierzyński przyspiesza w pewnym momencie; podporządkowuje sobie inne życiowe cele, a niemożność jego realizacji wywołuje bolesne uczucia. Kiedy wreszcie dziecko się rodzi, kobieta karmi je piersią, taka jest naturalna kolej rzeczy. Wieź z dzieckiem pojawia się również instynktownie, bo matka biologiczna jest predystynowana do tego, by kochać, chronić i dbać o swoje dziecko.

Instynkt jest biologiczny; podlega wpływom hormonów oraz innych zjawisk zachodzących w organizmie oraz na styku człowiek-środowisko zewnętrzne.

Czy tak rzeczywiście jest? Instynkt jest definiowany jako zachowanie automatyczne, nieodwracalne, wywoływane przez środowisko biologiczne, nie jest wyuczalny i w zasadzie nie podlega modyfikacji na drodze uczenia się, jest wreszcie typowe dla określonego gatunku.

Ale przecież nawet w tak podstawowym obszarze, wspólnym dla wszystkich gatunków, jak rozmnażanie się, nie ma rzeczy pewnych i powtarzalnych. Wiele matek nie jest w stanie – z wyboru, niechęci lub ogromnych trudności – karmić piersią, przeżywa wczesne macierzyństwo bardziej jak konieczny do przejścia etap, nieprzyjemny i naznaczony ogromnym zmęczeniem. Wiele nie kocha swoich dzieci od pierwszego dnia; czasami potrzebują wielu miesięcy, żeby poczuć coś do swojego dziecka.

A jeśli macierzyństwo byłoby zależne przede wszystkim od instynktu, to co z kobietami, które nie decydują się na dzieci? Które nie czują, że chcą być matkami i wybierają inne sprawy w życiu ponad rodzicielstwo? Na ile więc macierzyństwo jest doświadczeniem instynktowym?

Biologia czy świadomy wybór?

Psychologia dla opisania działań instynktownych sięga po termin „popęd”. Jest to znaczna różnica; już Freud mówił popędzie śmierci i życia. W tym rozumieniu macierzyństwo byłoby pragnieniem życia właśnie. Ale dążeniem ku życiu będzie również dbanie o własne samopoczucie, o odpowiednią ilość i jakość snu, odpoczynek. To wszystko zwykle nie idzie w parze z wczesnym macierzyństwem.

Kilka lat temu widzami wstrząsnął film Musimy porozmawiać o Kevinie. Wstrząsnął nie tylko dlatego, że pokazuje okrutną zbrodnię, ale również dlatego, że przełamuje tabu macierzyństwa. Okazuje się, że oprócz miłości, matka może do dziecka żywić wiele innych uczuć. Może go zwyczajnie nie lubić, nie rozumieć, czuć się nim przytłoczona i zmęczona, może czuć, że wraz z jego narodzinami znalazła się w potrzasku. Matka może zupełnie nie radzić sobie z płaczem dziecka. Może być wreszcie tak głęboko nieszczęśliwa, że fantazjuje o śmierci własnej lub dziecka. Czasami te fantazje realizuje.

Próbując wytłumaczyć to zjawisko, chętnie sięgamy po terminy medyczne. Mówimy wówczas o depresji lub nawet psychozie poporodowej, które w skrajnych przypadkach wymagają interwencji lekarskiej i hospitalizacji. Te skrajne przypadki pokazują jednak zwielokrotnioną rzeczywistość, z która radzi sobie większość młodych matek. Emocje, których doświadczają są często bardzo nieprzyjemne i wywołują ogromne poczucie wstydu i porażki. Matki zaczynają się zadręczać myślą, że nie kocha swojego dziecka, że na nie nie zasługuje i że z pewnością coś z nią jest nie tak. Nie mają pojęcia, że inne kobiety podobnie przechodzą początki macierzyństwa i że można jednocześnie odczuwać złość, irytację i zmęczenie oraz miłość.

Popęd a przyjemność

Wydaje się, ze skoro coś jest wrodzone, to jest naturalne i w związku z tym musi być dobre dla człowieka. A skoro jest dobre, to powinno również być źródłem przyjemności. A tak przecież nie jest. Nawet jeśli macierzyństwo jest zjawiskiem w części instynktownym lub popędowym, to wcale nie musi wiązać się z przyjemnością czy radością. Oprócz biologii jest jeszcze psychika, doświadczenia, historia, które również determinują to, jak funkcjonujemy na co dzień, jak przeżywamy macierzyństwo.

Wydaje się, że najbardziej skrajnym dowodem na to, że macierzyństwo w relatywnie niewielkim stopniu jest zależne od instynktu są bardzo intensywne próby regulowania własnej płodności. Źródła donoszą, że już w starożytności kobiety starały się planować swoje macierzyństwo sięgając choćby po aborcję. Dopiero ostatnie dziesięciolecia zaowocowały realnymi i bezpiecznymi środkami antykoncepcyjnymi, z których kobiety chętnie i świadomie korzystają. Czyżby więc rozwój technologii zaburzył nasz instynkt, czy może raczej dzieci pojawiały się jako skutek życia seksualnego, niekoniecznie chciany? I paradoksalnie to rozwój antykoncepcji wymusił podejmowanie świadomych i przemyślanych decyzji. Okiełznanie biologii pozwoliło też zobaczyć, czym naprawdę jest macierzyństwo – kombinacją wielu czynników, mieszanką wielu uczuć, nauką i adaptacją, zdolnością do przystawania się i akceptacją zmian. Nie pojawia się z dnia na dzień, nie ma więc powodu oczekiwać od siebie zbyt wiele.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dodatkowy nabór do in vitro w Częstochowie

Do 18 lipca można składać w Urzędzie Miasta w Częstochowie wnioski o dofinansowanie in vitro. Okazało się, że niektóre pary zrezygnowały lub nie zostały zakwalifikowane do programu.

Jak pisaliśmy na naszym portalu, Częstochowa to pierwsze polskie miasto, które wprowadziło dofinansowanie do zabiegów in vitro. Program ruszył w 2012 roku. Miał zakończyć się w 2015, ale zdecydowano o jego kontynuacji. W ramach jego działania, w 2016 roku pojawiło się 10 ciąż ( w tym bliźniacza). Wnioski do końca lutego mogły składać pary:

pozostające w związku małżeńskim lub partnerskim zamieszkujący Częstochowę;

wiek kobiety 20-40 lat (dopuszczalnie 42, ale zależnie od wyników AMH);

gdy inne leczenie niepłodności zakończyło się niepowodzeniem lub pojawiły się bezpośrednie wskazania do in vitro.

Uczestnikom programu przysługuje możliwość jednorazowego dofinansowania do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego w wysokości do 5000 zł pod warunkiem przeprowadzenia co najmniej jednej procedury. Pozostałe koszty procedury ponoszą pacjenci” – czytamy na stronie Urzędu Miasta Częstochowy, gdzie można znaleźć więcej informacji o Programie.
W tym roku na realizację programu zarezerwowano 235 tys. zł

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Agnieszka Grobelna: „Pokochaj swoją miesiączkę” – o zgodzie na kobiecość i sile, jaka z niej płynie

agnieszka grobelna

Przez 10 lat starała się o dziecko, przeżyła cztery poronienia – Agnieszka Grobelna na bazie swoich doświadczeń postanowiła stworzyć niezależną przestrzeń, w której płodność kobiety będzie zaopiekowana na każdym etapie jej życia. Stąd powstał pomysł Centrum Wspierania Płodności, które znajduje się we Wrocławiu. Ciało, seksualność, cykl – oto rozmowa o sekretach kobiecości.

CHBR: W kobiecości jest siła?

Agnieszka Grobelna: Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem współgrania kobiecego ciała i psychiki. Zdarza się, że przychodzi do mnie kobieta, która doświadcza bolesności cyklu. Rozmawiam z nią, pokazuję między innymi czym jest cykl i jak można wykorzystać jego moc. Zdaje się, że nie robię wiele, a później nagle ból znika. Kobiety mówią wtedy do mnie: „Agnieszka, to jest takie proste?! Dlaczego nikt o tym nie mówi?! To ja nic więcej nie muszę robić?! Nie muszę brać tony leków?!”. Nie, nie musisz – pokochaj swoją miesiączkę, rozmawiaj ze swoją macicą.

Przyzna pani, że brzmi to co najmniej tajemniczo.

Na jednym z warsztatów powiedziałam, że kocham swoją miesiączkę i za każdym razem na nią czekam. Wstała wtedy pani będąca już po menopauzie i powiedziała niemal z oburzeniem: „Pierwszy raz widzę osobę, która mówi, że kocha swoją miesiączkę. Ja się cieszę, że jej nie mam!”. Odpowiedziałam, że to błąd, bo w naszym cyklu jest ogromna siła! Naprawdę niewiele potrzeba, by móc ją wykorzystać. Zresztą wielokrotnie trafiały do mnie panie z niepłodnością, które miały całą masę różnych przeciwwskazań i zaburzenia hormonalne, nie miały nawet kwalifikacji do in vitro. Po jednej lub kilku sesjach nagle zachodziły w ciążę naturalnie. Oczywiście są to spektakularne przypadki, u niektórych ta praca wymaga więcej czasu, u innych mniej, ale chcę zobrazować, jak proste rozwiązania są czasami najlepsze.

Tak naprawdę płodność jest nieprzewidywalna i na bazie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie powinno się mówić, iż kobieta nigdy nie zajdzie w ciążę. Gdy jest jeden plemnik i chociażby jedna komórka jajowa, to zawsze istnieje szansa. Jest jednak wiele blokad, także tych emocjonalnych. Z moich obserwacji wynika, że u dużej większości kobiet zmagających się z niepłodnością to właśnie emocje leżą u podstaw. Kobiety są teraz za bardzo pogrążone w męskiej energii. Są silne, na wysokich stanowiskach, zarządzają grupą osób. Siła jest męska, czasami trzeba zbliżyć się do kobiecości i wtedy ciało się odblokowuje. Kobiety zagarnęły przestrzeń mężczyznom, którzy przy tym wszystkim osłabli. Stąd problemy chociażby z ilością plemników. Ja staram się patrzeć na płodność bardzo holistycznie i wykorzystuję w swojej pracy różne metody.

Różne pewnie też dlatego, że każdy przypadek jest bardzo indywidualny.

Dokładnie, nie powinno się nikogo porównywać, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy co jest czynnikiem decydującym. Jak bowiem można wytłumaczymy, że kobieta z diagnozą Hashimoto, czy PCOS, zachodzi w naturalną ciążę, a teoretycznie zdrowy człowiek nie? Nie wiemy wtedy, czy czynnikiem decydującym nie jest np. lęk. Pracowałam kiedyś z panią, która miała go w sobie bardzo wiele. Leczyła się, ponieważ nie miała prawidłowej owulacji i płodnego śluzu. Kiedy porozmawiałyśmy o tym, by dali sobie z partnerem luz, także od seksu, nagle jej śluz się poprawił. Kiedy postanowili wrócić do starań, śluzu znowu nie było. Podobnie było z inną panią, która dostawała stany grzybicze pochwy. Wszystko sterowane było u nich lękiem, który niezwykle trudno było odkryć czego dotyczył. Pokazuje to jednak, jak psychika silnie działa na naszą płodność.

I uczyć powinny się o tym już małe dziewczynki?

Zdecydowanie. Mam 8-letnią córkę i odkąd pamiętam mówiłam jej: „Tu gdzie jest twoja macica, tam jest twoja moc”. Dzięki temu córka ma do kobiecości bardzo pozytywny stosunek. Wie, że kiedy pojawi się pierwsza miesiączka, będziemy świętować. Jest to dla mnie ważne, bowiem pracując z kobietami niepłodnymi zdarza mi się wracać do ich korzeni. Kiedy cofamy się do momentu pierwszej miesiączki, okazuje się, że one jej wcale nie przyjęły. Jedna z moich pacjentek teoretycznie była przygotowana przez mamę na pierwszy okres. Gdy jednak zapytałam, co jeszcze się wtedy działo, okazało się, że w dniu swojej pierwszej miesiączki miała jechać z rodziną do Aquaparku. Pytając jak się czuła, usłyszałam, że był wściekła. Co ciekawe, ciągle cierpiała na bardzo silne bóle w czasie menstruacji. Powiedziałam wtedy: „Ty w ogóle nie przyjęłaś tej miesiączki. Odrzuciłaś ją, bo pokrzyżowała ci plany”. Zaczęłyśmy rozmawiać i przyznała mi rację. Poleciłam jej, żeby „pogadała ze swoją macicą”. W następnym cyklu bólu nie było.

Ból jest dla nas tylko informacją, a my zagłuszamy go tabletkami. Jeśli to robimy, to jak mamy dojść do jego pierwotnej przyczyny? Może to być właśnie lęk, ale też wspominana już przeze mnie męska energia.

Rozmawiałam kiedyś z panią, która także cierpiała na silne bóle w czasie miesiączki. Takie, które ścinały ją z nóg, musiała zwalniać się w tym czasie z pracy. Pierwszy okres przeżyła bardzo w porządku, ale zapytana o to, co robi w trakcie menstruacji odpowiedziała: „Wszystko – idę na fitness, daję sobie w kość.” Dla mnie jest to jasny sygnał, że nie ma w niej zgody na miesiączkę. Menstruacja to czas odpoczynku, regeneracji, przemyśleń. Jest to czas na herbatę, książkę, na dopieszczenie siebie. Jeśli dajesz sobie w tym czasie w kość, oznacza to, że ciągle się z nią siłujesz.

Rozmowa lekiem na wszystko?

Oczywiście, że nie. Zdarza się, że musimy włączyć terapię witaminową, zmienić odżywianie, znieść stres umiejscowiony w miednicy czy też wprowadzić konkretne leki – nieraz jest to niezbędne. Wiele czynników ma wpływ na naszą płodność, dlatego, tak ważne jest całościowe spojrzenie na kobiece ciało i kompleksowe działanie. Najważniejsze jednak, to dostrzec, jak wielka w nas jest siła w postaci naszego cyklu, od niego wszystko się zaczyna i jeśli tylko pokochamy swoją kobiecość, możemy być płodne i radosne na każdym etapie swojego życia.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.