Przejdź do treści

Zmiany w in vitro, czyli wszyscy na nie

protestpodsejm

Sejm zdecydował o przekazaniu projektu ustawy o in vitro dalszych prac w komisji. Społeczeństwo się buntuje. Internauci wylewają swoje żale, za nimi murem stoją blogerzy, instytucje, fundacje i znane osobistości. Czy władza się ugnie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podział prawej strony

Marta Kaczyńska nigdy nie ukrywała swoich poglądów. Zawsze była utożsamiana i otwarcie sympatyzowała z prawą stroną sceny politycznej. Tym razem zaszokowała opinię publiczną sprzeciwiając się decyzji władzy rządzącej. Na łamach tygodnika „wSieci” zgłosiła podwójne veto: „nie” dla zaostrzenia prawa aborcyjnego oraz „nie” dla zmian w ustawie o in vitro.

– Wejście w życie przepisów konstytuujących rygor spowoduje, że pary zdeterminowane do tego, by posiadać dzieci, które inne metody zawiodą, będą kilkukrotnie poddawane terapii hormonalnej, a także obciążone kosztami procedur in vitro, by próbować kolejny raz – napisała w swoim felietonie córka byłego prezydenta.

Celebryckie veto

Jej głos spotkał się aplauzem internetowej społeczności. Kolejne portale i anonimowi użytkownicy udostępniali informację opatrując ją hasztagiem #brawomarta. O zajściu poinformował nawet najpopularniejszy, polski portal plotkarki. – Miejmy nadzieję, że politycy PiS-u posłuchają jej apelu, a nie Tomasza Terlikowskiego – podsumował Pudelek.

Za wsparcie protestujących kobiet podziękowała również Agata Młynarska. – Dziękuję Marcie Kaczyńskiej za to, że zajęła stanowisko. To dla nas cenne i ważne –napisała na swoim fanpage’u.

Krzyk Internetu

Słowa sprzeciwu wobec decyzji posłów płynął zewsząd. Blogosfera, choć przed komputerem, walczy równie zaciekle, jak protestujący na ulicach.

– Nie wychodziłyśmy na ulice, nie znasz naszych twarzy, nie krzyczałyśmy przed Sejmem. Powiem Ci, dlaczego: bo niepłodność to też poczucie wstydu. Wstydzimy się pokazać swoją twarz i dostać etykietę kobiety niepłodnej, a także słuchać o bruździe dotykowej czy zespole ocaleńca. – tłumaczy autorka jednego z najpoczytniejszych blogów o niepłodności i bezpłodności.

Krotki.blog.pl ma sobą całą gwardię kobiet – 63 tys. unikalnych użytkowników w 2016 roku i 160 tys. od początku istnienia bloga, czyli 2012 roku.

– Niepłodność jest jak rak, czy byłbyś w stanie zagłosować za ustawą, która odbiera chorym lekarstwo na raka. Czy mógłbyś im powiedzieć, że nie dostaną chemii? Przecież cierpienie jest częścią życia, co więcej podobno uszlachetnia i zbliża do Boga , więc czemu nie pozwolić chorym cierpieć, po co nowe terapie, lekarstwa, badania? Tak łatwo naciskasz guzik, który odmawia nam prawa do leczenia, jaką widzisz różnicę pomiędzy mną a chorym na inną nieuleczalną chorobę? – czytamy na łamach krotki.blog.pl

Niemy krzyk

Post z listem otwartym w sprawie projektu dotyczącego zmian w in vitro przeczytało tysiące ludzi, setki internatów podpisało się pod nim. 27- letnia Monika chora na endometriozę, która ma za sobą pięć lat leczenia i jedną straconą ciążę, 36-letnia Franczeska z niedrożnymi jajowodami, przed pierwszą próbą in vitro, 32-letni Agnieszka i Dawid po siedmiu lat starań, trzech inseminacjach, dwóch laparoskopiach udrażniania jajowodów i laparotomii – usuwanie mięśniaków, leczenie tarczycy, 28-letnia Marysia i jej partner z kryptozoospermią , którzy po czterech latach leczenia różnymi metodami podjęli decyzję o IVF – to czytelnicy tylko niewielki promil sygnatariuszy listu Izy z krotki.blog.pl. Może ich wizerunki nie są tak znane, jak celebryckie twarze, a nazwiska, których i tak nie ujawniają nie zdobią pierwszych stron gazet, ale to właśnie tych osób jest najwięcej. Tych zwykłych, których nie stać na leczenie za granicą, nie stać na in vitro, którzy swoją tragedię przyzywają we własnych czterech ścianach.

Ludzki głos

W sytuacji, gdy decyzje polityków bezpośrednio zwykłych obywateli rodzi się bunt społeczny. Do głosu dochodzą ludzie, którzy codziennie zmagają się z niepłodnością, dla których zmiana prawa wiąże się wielkim dramatem. Na fanpage’u Stowarzyszenia „Nasz Bocian” pojawił się kolejny list otwarty. Tym razem do Jana Klawitera, wnioskodawcy  projektu zmian w ustawie in vitro. List wysłała oburzona sympatyczka Bociana, jedna z tych „zwykłych” kobiet, która każdego dnia prowadzi nierówną walkę ze swoją chorobą.

– Ludzie nie stosują tej metody, bo ją lubią i nie mają co robić z pieniędzmi, a lekarze nie tworzą więcej zarodków, bo chcą się pobawić nimi w laboratorium. Celem in vitro jest walka z niepłodnością, a zarodki tworzy się, aby zwiększyć szansę na ciążę. Proszę sprawdzić, jak wiele najpierw komórek jajowych, potem zarodków, a wreszcie płodów kończy się odpowiednio pustą komórką, brakiem zagnieżdżenia w macicy czy poronieniem. I pan chce te szanse jeszcze zmniejszyć? W imię czego? Własnego światopoglądu? – pyta oburzona autorka listu.

Cała naprzód

Stowarzyszenie Nasz Bocian przeszło 14 lat walczy od prawa pacjentów. Jako jedna z najprężniej działających organizacji pacjenckich ze szczególną pieczołowitością od wielu lat dba o bezpieczeństwo i przejrzystość zabiegów in vitro. Nasz Bocian niewątpliwie zasłużył się w walce o ustawę o zapłodnieniu pozaustrojowym. Półtora roku później Stowarzyszenie znów staje do walki o prawa najsłabszych.

– Stanowisko Stowarzyszenia Nasz Bocian jest jednoznacznie krytyczne wobec proponowanych zmian. Stoją one w sprzeczności z osiągnięciami nowoczesnej medycyny i uczynią zapłodnienie pozaustrojowe w sugerowanym kształcie niemal całkowicie nieefektywnym, co w połączeniu z jego wysokimi kosztami doprowadzi w konsekwencji do derogowania metody spośród dostępnych w Polsce terapii. Przyniesie to niepożądane skutki zdrowotne i społeczne, a pacjentów, dla których in vitro jest jedyną szansa na potomstwo, skaże na trwanie w niezamierzonej bezdzietności. Uderzy przede wszystkim w osoby niezamożne, dla których sfinansowanie leczenia za granicą jest nieosiągalne. Nowelizację w sugerowanym brzmieniu uważamy za wysoce szkodliwą, opartą wyłącznie na przesłankach ideologicznych i całkowicie ignorującą dobro pacjentów. Nie godzimy sie na narażanie szeroko rozumianego zdrowia pacjentów i ograniczenie ich prawa do skutecznego leczenia przy równoczesnym drenowaniu ich kieszeni. – czytamy na fanpage’u Naszego Bociana.

Za cicho?

Larum poniesione przez społeczeństwo, internatów, celebrytów, portale plotkarskie, ludzi związanych z polityką to wciąż za mało. Głównym tematem protestów i manifestacji pozostaje aborcja, in vitro zostało zepchnięte na margines. Podobnie, jak tysiące niepłodnych par.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

In vitro w Bydgoszczy. Refundacji na razie nie będzie

In vitro w Bydgoszczy
Pixabay

Nie dla in vitro w Bydgoszczy. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz (PiS) słusznie uchylił uchwałę bydgoskich radnych w sprawie refundacji in vitro. Politycy Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej już zapowiadają, że przegłosują nowy program.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podała „Wyborcza”, 6 września w sali wojewódzkiego sądu administracyjnego w Bydgoszczy odbyła się rozprawa w sprawie projektu dofinansowania programu zapłodnienia pozaustrojowego z budżetu miasta. Sąd oddalił skargę Bydgoszczy na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody.

Projekt obywatelski w tej sprawie ogłosiła Nowoczesna i od kwietnia 2016 roku i rozpoczęto zbieranie podpisów. Inicjatywę poprali radni PO i SLD.

In vitro – w tym roku planowano przeznaczyć 250 tys. złotych

„Do spodziewanych efektów Programu należy eliminowanie bądź ograniczanie somatycznych i społecznych skutków niepłodności. W zakresie polityki zdrowotnej samorządu bydgoskiego oczekiwanym efektem jest obniżenie odsetka par bezdzietnych w populacji Miasta Bydgoszczy” – można było wówczas przeczytać w bydgoskim programie.

W marcu 2017 roku radni koalicji PO-SLD przegłosowali uchwalenie programu in vitro. Miasto planowało przeznaczyć w bieżącym roku na ten cel 250 tys. złotych, a skorzystać z inicjatywy miało 50 par. W roku 2018 i 2019 zarówno środki na ten cel, jak i liczba par miała wzrosnąć.

In vitro – wojewoda przeciwny refundacji

Uchwałę uchylił jednak wojewoda Mikołaj Bodganowicz (PiS). Jego zdaniem przez błędy proceduralne można było mówić o naruszeniu prawa. WSA przyznał mu rację i stwierdził istotne naruszenie przepisów ustawy o oświadczeniu opieki zdrowotnej. – Nie ma żadnych wątpliwości, że nie może dojść do sytuacji, iż konkretna gmina przyjmuje sporządzony nawet przez zespół fachowców program, który powstał na potrzeby innej gminy – powiedziała cytowana przez „Wyborczą” Joanna Brzezińska, sędzia sprawozdawca.

Pomysłodawcy ustawy nie poddają się i już zapowiadają nową inicjatywę. – Rozumiem tok myślenia sądu. Temat wróci. Jestem po rozmowach, czekałem tylko na wyrok. Projekt trafi do rady miasta na jednej z najbliższych sesji rady miasta – zapowiada w „Wyborczej” poseł Michał Stasiński (PO). – Na pewno powstanie nowa uchwała. Cały czas chcemy wprowadzić refundację in vitro – wtóruje mu Ireneusz Nitkiewicz (SLD).

Zobacz także:

Bydgoszcz za in vitro

In vitro dla Bydgoszczy

Źródło: Wyborcza, Gazeta Pomorska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Miejski program in vitro w Warszawie – kto może z niego skorzystać?

Miejski program in vitro w Warszawie
Sześć klinik będzie realizować miejski program in vitro w Warszawie / fot/ Pixabay

Warszawskie kliniki leczenia niepłodności wkrótce przyjmą pierwsze pary, które skorzystają z zabiegów in vitro. Wczoraj ogłoszono listę klinik, które będą przeprowadzać zabiegi w ramach miejskiego programu dofinansowania in vitro. Zobacz, czy również ty możesz z niego skorzystać.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rusza miejski program refundacji zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców Warszawy. Każdej zakwalifikowanej parze przysługiwać będzie dofinansowanie w wysokości do 5 tys. zł do każdej procedury i nie więcej niż 80% całej procedury. Maksymalnie można skorzystać z 3 zabiegów, o ile w wyniku poprzednich prób nie doszło do urodzenia dziecka.

Do stołecznego programu zostaną zakwalifikowane pary, które spełniają następujące kryteria:

  • wiek kobiety mieści się w przedziale 25-40 lat,
  • rezerwa jajnikowa mierzona stężeniem AMH wynosi powyżej 0,7 ng/ml,
  •  zostały zakwalifikowane do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego przez realizatorów programu, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii (istnieją pierwotne wskazania do leczenia metodą pozaustrojowego zapłodnienia lub inne metody leczenia, rekomendowane przez PTMRiE zakończyły się niepowodzeniem) i ustawą z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności,
  • pozostają w związku, o jakim mowa w definicji dawstwa partnerskiego, zawartej w art. 2 ust. 1 pkt 8 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (związek partnerski lub małżeński),
  • w dniu kwalifikacji do programu para zamieszkuje na terenie Warszawy przynajmniej od dwóch lat.

Program będzie realizować sześć klinik: Centrum Bocian sp z o. o. sp.k., FertiMedica Centrum Płodności sp. z o.o. sp.k., Invicta sp.z o.o., Invimed-T sp. z o.o., Przychodnia Lekarska „nOvum” oraz Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego sp. z o.o. Na ten cel miasto zarezerwowało 22 mln złotych. Do końca roku kliniki dostaną 2 mln złotych, a w latach 2018-2019, 10 mln złotych.

Wysokość dofinansowania

Taka refundacja jest zbawieniem dla par, które dzięki metodzie in vitro mają szansę na potomstwo. Według cenników klinik, koszt in vitro to ok. 10-12 tys. złotych. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej, okazuje się, że cała procedura może przewyższyć początkową cenę nawet o 100 proc. Więcej na temat kosztów in vitro przeczytasz tu.

Co do kosztów, to w pewnym momencie przestałam liczyć, myślę że są to pieniądze warte dobrego samochodu – ok.40 tys. złotych – pisze pani Ania z Warszawy.

– Będziemy się starać o dofinansowanie, bo obecnie nie stać nas, żeby wydać 15 tys. złotych na całą procedurę. Kiedy dowiedziałam, że Warszawa będzie refundować in vitro, pierwszą reakcją była radość i wzruszenie. W końcu udało się. Czekaliśmy na to bardzo długo, to nadzieja i szansa na upragnione dziecko – dodaje.

„Pierwszą reakcją była radość i wzruszenie”

– Szacuje się, że w Warszawie około 2,5 tys. niepłodnych par wymaga leczenia za pomocą nowoczesnych metod zapłodnienia pozaustrojowego, by miały szansę na urodzenie dziecka. Refundacja in vitro ze strony miasta jest zatem dużym wsparciem dla mieszkańców stolicy, którzy potrzebują podejść do tej procedury, żeby uzyskać upragnioną ciążę – mówi dr Jarosław Niemoczyński, dyrektor medyczny Kliniki Bocian w Warszawie, realizatora miejskiego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców stolicy.

Oprócz tego, kliniki będą się angażować w akcje edukacyjne kierowanego do młodzieży ze stołecznych szkół. Działania te mają na celu zwiększenie świadomości młodych ludzi na temat płodności i problemów zdrowotnych mogących stanąć na drodze do rodzicielstwa.

Informacje o rozpoczęciu rekrutacji par do programu refundacji in vitro zostaną opublikowane na stronach klinik oraz na stronie Urzędu m.st. Warszawy.

Zobacz także:

Refundacja in vitro w Warszawie. Te kliniki dostaną pieniądze

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Klinika Bocian, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Magdalena Boczarska poparła czarny protest. Fani oburzeni

Magdalena Boczarska o aborcji
Instagram- @magdalena_boczarska

W miniony wtorek tysiące Polek wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciwko zaostrzeniu polityki antyaborcyjnej i karaniu przez rząd samorządów dofinansowujących in vitro. Aktorka Magdalena Boczarska również postanowiła poprzeć ideę Czarnego Wtorku i na swoim profilu na Instagramie zamieściła grafikę wyrażającą solidarność z uczestniczkami czarnego protestu. Jej wpis wywołał burzę w internecie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„#CzarnyWtorek Nie składamy parasolek” – napisała na swoim profilu Boczarska. Post od razu skomentowała jedna z internautek.

Pani Magdo, jest Pani w ciąży, czy usunęłaby Pani taką ciążę?? Bo właśnie postulatami między innymi jest aborcja do końca ciąży, zgadza się Pani z tym?? – zapytała.

„Nie krytykuję aborcji ze względów zdrowotnych czy w wyniku gwałtu, ale mówię stanowcze NIE aborcji na życzenie „bo mieszkanie było za małe”” – napisała z kolei inna internautka.

Magdalena Boczarska o in vitro i aborcji

Aktorka zdecydowała się odpowiedzieć na kontrowersyjne wpisy i wytłumaczyła, że nigdy nie była zwolenniczką aborcji na życzenie. „Myślę, że nie jest Pani dobrze poinformowana. Aborcja do końca ciąży nigdy nie była i nie będzie możliwa. Nie jestem też zwolenniczką aborcji na życzenie.. co wielokrotnie podkreślałam. Chodzi o zachowanie kompromisu tylko w trzech i tak dramatycznych przypadkach. To nigdy nie była wyłącznie kwestia prawa do przerywania ciąży. Zawsze chodziło o coś więcej. Jak choćby dostęp do refundowanego in vitro dla wszystkich którzy marzą o dziecku, a in vitro jest właśnie dla nich ostatecznością. Myślę też, ze KAŻDA Kobieta ma prawo do własnego wyboru i własne sumienie. Serdeczności” – odpowiedziała gwiazda.

Magdalena Boczarska (38 l.) znana jest m.in. z roli w filmie pt. „Sztuka kochania”, w którym zagrała wyzwoloną lekarkę Michalinę Wisłocką. Aktorka jest w szóstym miesiącu ciąży i wraz ze swoim partnerem Mateuszem Banasiukiem oczekują pierwszego dziecka.

Zobacz także:

Czarny protest – czy leczenie niepłodności jest prawem człowieka

Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Instagram – @magdalena_boczarska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Klauzula sumienia a prawa reprodukcyjne

IMG_8227

 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ostatnimi czasy do mediów przedostaje się coraz więcej doniesień o odmowach wykonania świadczeń zdrowotnych przez lekarzy z powołaniem się na klauzulę sumienia. Klauzulę sumienia, wyrażoną wprost lub nie („nie, bo nie”, „ja takich rzeczy nie robię”, „to zły adres”). Czymże jest ta osławiona klauzula sumienia? Zgodnie z art. 39 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty[1] jest to prawo lekarza do powstrzymania się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z wyjątkiem przypadków, gdy zwłoka w udzieleniu pomocy lekarskiej mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. W praktyce oznacza to, że lekarz nie mógłby np. odmówić wykonania zabiegu aborcji w przypadku, gdy brak jej natychmiastowego wykonania zagrażałby życiu kobiety w ciąży. Gdy jednak brak takiego bezpośredniego zagrożenia, pacjentka po odmowie lekarza zostaje z problemem sama – lekarz nie udzielił jej świadczenia i często nie wie, gdzie pójść. Sytuacja jest tym trudniejsza, odkąd dnia 7 października 2015 r. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok[2], stwierdzający, że obowiązek lekarza powołującego się na klauzulę sumienia do wskazania realnej możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym jest niekonstytucyjny. Jednocześnie w tym samym wyroku stwierdził, że tego typu zadanie powinno ciążyć na jakimś podmiocie publicznoprawnym, by zapewnić pacjentom dostęp do informacji i świadczenia zdrowotnego[3]. Niestety do tej pory żaden z uprawnionych podmiotów nie rozpoczął prac legislacyjnych, by taki podmiot wyłonić.

Co ciekawe, choć przepis o sprzeciwie sumienia sformułowany jest uniwersalnie,  opisywane w prasie i zgłaszane do Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przypadki odmowy dotyczą przede wszystkim świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, czyli zabiegu aborcji, recepty na środki antykoncepcyjne, skierowania na badania prenatalne. Z doświadczeń Federacji wynika, że lekarze – wbrew obowiązkom nałożonym na nich przez ustawę[4] – nie odnotowują ani nie uzasadniają faktu skorzystania z klauzuli ani nie powiadamiają o tym przełożonego. Praktyka stosowania klauzuli sumienia wykazuje także inne nieprawidłowości: otóż na „ogólną” klauzulę w stosunku do zabiegów legalnej aborcji powołują się z góry całe szpitale[5]. W związku z charakterem sumienia, które ma wymiar indywidualny i może przysługiwać tylko jednostce[6], powoływanie się na klauzulę sumienia przez całą instytucję jest niezgodne z prawem. Potwierdza to wydane w maju 2016 r. stanowisko Ministerstwa Zdrowia[7].

Kamieniem milowym w interpretacji przepisów o klauzuli sumienia jest stanowisko Komitetu Bioetyki przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk nr 4/2013. Komitet podkreśla w nim – zauważając coraz częściej obecne na łamach prasy przypadki odmowy wykonania przez polskich lekarzy legalnych i uzasadnionych świadczeń zdrowotnych – że lekarz nie ma prawa zasłonić się klauzulą sumienia w przypadku następujących świadczeń z zakresu medycyny reprodukcyjnej:

  • udzielanie informacji o skutecznych, dostępnych i uznanych metodach planowania rodziny, metodach leczenia niepłodności, w tym technikach zapłodnienia pozaustrojowego, oraz metodach diagnostyki i terapii prenatalnej;
  • udzielanie informacji na temat warunków dopuszczalności legalnego przerwania ciąży;
  • udzielanie informacji na temat konsekwencji kontynuowania ciąży dla życia lub zdrowia kobiety w ciąży bądź też informacji na temat stanu zdrowia rozwijającego się płodu;
  • wystawienie skierowania na badania prenatalne albo na inne badania specjalistyczne;
  • wydanie pacjentce orzeczenia w sprawie istnienia wskazań zdrowotnych bądź dotyczących patologii płodu, uprawniających ją do legalnego przerwania ciąży;
  • wypisanie pacjentowi recepty na legalny środek antykoncepcyjny (w tym antykoncepcji awaryjnej), który chce i może on bezpiecznie stosować.

Komitet Bioetyki zaznacza jednakże, że lekarz (ale także pielęgniarka i położna[8]) mają prawo odmówić osobistego wykonania bądź uczestniczenia w wykonaniu zabiegu przerwania ciąży (poza przypadkami, o których mowa w art. 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty) lub procedury zapłodnienia pozaustrojowego. Swoje stanowisko Komitet motywuje szczególnym statusem profesji medycznej, będącej zawodem zaufania publicznego. Zawód ten dotyczy fundamentalnych dóbr takich jak życie i zdrowie człowieka, a podstawowym zadaniem przedstawicieli tych zawodów jest troska o dobro pacjenta.

Z tego powodu konstytucyjne wartości wolności sumienia i prawa do ochrony zdrowia muszą zostać w demokratycznym państwie prawa zrównoważone ze względu na wskazane wyżej okoliczności zawodu (w tym dobrowolność jego wyboru) i konieczność zapewnienia opieki zdrowotnej nad pacjentkami i pacjentami. W doktrynie prawa wskazuje się, że świadczenia zdrowotne o charakterze informacyjnym (a tym jest skierowanie na badanie, które ma dostarczyć pewnej porcji wiedzy) nie mogą być objęte sprzeciwem sumienia, ponieważ informacja jest „etycznie obojętna”[9]. Również wystawienie recepty ma charakter informacyjny – jest potwierdzeniem przez lekarza braku medycznych przeciwwskazań dla pacjenta do przyjmowania produktu leczniczego, który to komunikat przekazywany jest następnie farmaceucie sprzedającemu produkt. Podjęcie decyzji o skorzystaniu z przekazanej informacji (realizacja recepty, podjęcie dalszego leczenia, terminacja ciąży itd.) należy już wyłącznie do pacjentki/pacjenta i to ich sumienie może obciążyć lub nie. Informacja sama w sobie nie może być uznana za szkodliwą lub niemoralną, sprzeczną z sumieniem lekarza.

Przedstawione powyżej ograniczenia stosowania klauzuli sumienia wynikają również z reguły interpretacyjnej, że wyjątki w prawie należy wykładać wąsko, a prawo do odmowy świadczenia w związku ze sprzeciwem sumienia jest właśnie odstępstwem od zasady niesienia pomocy pacjentkom i pacjentom. Powyższe uwagi prowadzą także do wniosku, ze obecna praktyka stosowania klauzuli sumienia jest jej nadużyciem i konieczne jest wdrożenie rozwiązań, które by temu przeciwdziałały.

Dopóki nie pojawią się w regulacji klauzuli, zwanej czasem w piśmiennictwie „dishonourable disobedience” (pol. „niehonorowe nieposłuszeństwo”)[10], zmiany systemowe, bieżąca reakcja na przypadki nadużywania klauzuli sumienia może polegać na skarżeniu tego stanu rzeczy przez pokrzywdzone pacjentki i pacjentów. Wzory stosownych skarg – do Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej i – jeśli placówka ma umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia – także do NFZ, można znaleźć na stronie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Warto jednak już w samym gabinecie zakomunikować lekarzowi sprzeciw wobec jego nieuprawnionego zachowania i świadomość własnych praw. Wszystkich odmów lekarza należy żądać na piśmie.

[1] Dz.U. 2017 poz. 125 ze zm.

[2] Wyrok TK o sygn. K 12/14, OTK ZU 9A/2015, poz. 143.

[3] Są to prawa gwarantowane ustawą z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz.U. 2017 poz. 1318 ze zm.).

[4] Obowiązki te wskazane są we wspomnianym już art. 39 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

[5] Najgłośniejszymi medialnie przypadkami były Szpital Specjalistyczny Pro-Familia w Rzeszowie oraz Szpital w Wołominie, na który ogólną antyaborcyjną klauzulę sumienia „nakładała” uchwała rady powiatu
w Wołominie, a która została potem wpisana w statut Szpitala.

[6] W doktrynie prawa istnieje także głos przeciwny, odnoszący swobodę sumienia także do instytucji
i podmiotów zbiorowych; por. L. Bosek, Prawo osobiste do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem – na przykładzie lekarza, Forum Prawnicze 2014, nr 1 (21).

[7] Stanowisko stwierdza, że „na klauzulę sumienia mogą się powoływać tylko poszczególne osoby; szpital nie może deklarować, że pomimo iż udziela świadczeń ginekologiczno-położniczych, nie przeprowadza się w nim zabiegów przerwania ciąży”; http://www.nauka.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_nauka.pap.pl&_PageID=11&s=depesza&dz=&dep=311350&kat=ZDROWIE&_CheckSum=-1556832492 [data dostępu 13.09.2017].

[8] Na podstawie art. 12 ustawy z dnia 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej (Dz.U. 2016 poz. 1251 ze zm.).

[9] ”…ale stanowi dla pacjenta ustawowo określoną wartość podstawową – jako przesłanka rozeznanej zgody; stanowi warunek konieczny dla skorzystania z innych praw”; por. M. Boratyńska, Informacja i swobodny dostęp do genetycznych badań prenatalnych a klauzula sumienia i przywilej terapeutyczny, Etyka 2013, nr 47, s. 46.

[10] Por. Ch. Fiala, J. H. Arthur, There Is No Defence for “Conscientious Objection” in Reproductive Health Care, European Journal of Obstetrics and Gynecology and Reproductive Biology , Volume 216 , 254 – 258.

 

 

 

Tekst napisała Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Tekst powstał na potrzeby raportu październikowego wydania Chcemy Być Rodzicami – Czy leczenie niepłodności jest prawem człowieka.

Bardzo dziękujemy za to kompendium wiedzy. Redakcja ChBR

Kamila Ferenc

prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.