Przejdź do treści

Zdrowa dieta w ciąży zapobiega przedwczesnym porodom

220.jpg

U kobiet, które w trakcie ciąży dbają o zdrowe odżywianie się ryzyko porodu przedwczesnego jest nawet o 15 proc. niższe – wskazują Wyniki badań szwedzkich naukowców z Uniwersytetu w Göteborgu.

Badacze przeanalizowali odpowiedzi uzyskane W ankietach wśród pacjentek Sahlgrenska University Hospital dotyczące nawyków żywieniowych od momentu zajścia w ciążę do porodu, a także poziom wykształcenia, warunków życia, dochodów, masy ciała, aktywności fizycznej, palenia tytoniu, spożywania alkoholu oraz liczby wcześniej urodzonych dzieci. Dodatkowo kobiety wypełniały historie przedwczesnego porodu (tj. przed 37 tygodniem ciąży) – jeśli do takiego doszło. Wyniki więcej

portale medyczne

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

hCG – co to za hormon i jaki powinien być jego poziom?

poziom hCG

Starając się o dziecko dobrze jest mieć konkretną wiedzę o tym, jak funkcjonuje nasz organizm. Niezwykle istotna jest znajomość ważnych hormonów, ich działania oraz tego, jaki powinny mieć w danym momencie poziom. hCG to jeden z hormonów, bez którego ciąży po prostu nie ma – co o nim wiesz?

hCG – human chorionic gonadotropin – ludzka gonadotropina kosmówkowa

hCG to hormon, który w trakcie ciąży produkowany jest przez wyspecjalizowane komórki łożyska (syncytiotrofoblast). Łożysko to organ łączący płód z matką powstające w czasie implantacji blastocysty w jamie macicy.

Początkowo jego poziom bada się z krwi, nawet po 10 dniach od zapłodnienia. Po 12-14 dniach można wykryć jego obecność w moczu za pomocą dostępnych na rynku testów ciążowych. Zazwyczaj poziom hCG będzie podwajał się co 72 godziny i osiągnie swój szczyt w ciągu pierwszych 8-11 tygodni ciąży. Następnie nieznacznie spadnie i do końca ciąży będzie już wyrównany.

Poziom hCG oznacza się jednostkami mIU/ml. Niższy niż 5mIU/ml świadczy o braku ciąży, powyżej 25mIU/ml uważa się za pozytywny, tj. potwierdza ciążę. Niezwykle rzadko zdarza się otrzymać pozytywny wynik pomimo braku ciąży. Zdarza się to na przykład w sytuacjach pewnego rodzaju nowotworów, zatrzymanego poronienia, farmakoterapii lekami zawierającymi hCG, czy też działania niektórych przeciwciał.

Jednak tak jak to bywa w sprawach ludzkiego organizmu, należy zachować ostrożność przy interpretowaniu pojawiających się liczb. Prawidłowa ciąża może objawiać się niskim poziomem hCG i może przynieść na świat perfekcyjnie zdrowe dziecko. Zdecydowanie dokładniejsze wyniki daje wykonane 5-6 tygodni po zapłodnieniu badanie USG.

Poziom hCG w czasie ciąży

* Należy pamiętać, że są to wyniki orientacyjnie. U każdej kobiety mogą one wzrastać inaczej. Niekoniecznie więc sam poziom ma znaczenie, ale przede wszystkim pojawiające się w nim zmiany. Poniżej przykładowe normy, ale wynik zawsze należy porównywać z normami określonymi przez laboratorium w którym wykonano badanie.

  • 3 tydzień: 5 – 50 mIU/ml
  • 4 tydzień: 5 – 426 mIU/ml
  • 5 tydzień: 18 – 7,340 mIU/ml
  • 6 tydzień: 1,080 – 56,500 mIU/ml
  • 7 – 8 tydzień: 7, 650 – 229,000 mIU/ml
  • 9 – 12 tydzień: 25,700 – 288,000 mIU/ml
  • 13 – 16 tydzień: 13,300 – 254,000 mIU/ml
  • 17 – 24 tydzień: 4,060 – 165,400 mIU/ml
  • 25 – 40 tydzień: 3,640 – 117,000 mIU/ml
SŁOWNICZEK starających się o dziecko >>> sprawdź

Źródło: americanpregnancy.org

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

jak rozmawiać z dzieckiem

Chłopiec nie chce iść z mamą za rękę. Co chwila się wyrywa. Mama z dzieckiem idą chodnikiem obok ruchliwej ulicy. Matka jest coraz bardziej zniecierpliwiona, próbuje opanować dziecko, tłumaczy, ale niewiele to daje. Chłopiec nadal nie słucha. Matka więc, widząc po drugiej stronie ulicy policjanta mówi do syna, że jeśli ten się nie uspokoi, policjant go zabierze.

Albo inna historia: dziecko trafia na pediatryczną izbę przyjęć. Dziecko spaceruje po gabinecie, dotyka sprzętu, bierze do ręki leżący na biurku stetoskop. W odpowiedzi lekarz mówi do dziecka, że jeśli nie będzie grzeczne, pobierze mu krew.

Dzieci słyszą różne rzeczy. Rodzice i opiekunowie sięgają po najróżniejsze argumenty, żeby osiągnąć cel, z bezsilności, złości, rozczarowania. Co jednak z jawnym kłamstwem wypowiadanym do dziecka? Policjant, oczywiście, nie zabierze dziecka, a pielęgniarka i tak pobierze krew do badania.

Tak trudno mówić

Czasami może się wydawać, że kłamstwo ochroni dziecko przed cierpieniem. Na przykład w sytuacji zbliżającego się rozwodu rodzice, sami zaskoczeni lub przygnębieni sytuacji, sięgają po różne półprawdy i kłamstwa. Mówią na przykład, że tata wyjeżdża do pracy za granicę na jakiś czas, podczas kiedy w rzeczywistości się wyprowadza. Albo że pan, który spędza w domu coraz więcej czasu przychodzi, żeby naprawić cieknący kran.

W każdej rodzinie zdarzają się też sytuacje, o których nie wiadomo jak rozmawiać z dziećmi – ktoś pada ofiarą przestępstwa, zapada na ciężką lub wstydliwa chorobę, popełnia samobójstwo. Nie wiemy nie tylko, jak rozmawiać z dziećmi, ale czy w ogóle poruszać pewne tematy.

Nie wiemy też, jak rozmawiać z dziećmi o własnych uczuciach, o tym, co czujemy w związku z ich zachowaniem. A przecież reagujemy, nierzadko gwałtownie, bardzo często – kiedy dziecko pociągnie za włosy, ugryzie podczas karmienia, uderzy młodszą siostrę lub z jakiegoś powodu cierpi.

Czy powinniśmy mówić dzieciom, co czujemy? Jakie są granice szczerości? Czy kłamstwo wypowiedziane do dziecka jest innym kłamstwem niż to wypowiedziane do osoby dorosłej?

Niemal każdy rodzic chce mieć ze swoim dzieckiem szczerą, uczciwą i otwartą relację. Większość rodziców zdaje sobie sprawę, że jest to rzetelny i trwały fundament, na którym można budować relację z dzieckiem. Z drugiej strony jest obawa, że szczerość wobec dzieci, zwłaszcza dzielenie się z nim tym, jak czuje się rodzic, może być dla dziecka zbyt obciążające. Ostatecznie dzieci potrzebują silnych rodziców.

Dzieci wiedzą

Nie wiadomo skąd, ale żywa jest w umysłach wielu dorosłych myśl, że dzieci średnio rozumieją rzeczywistość wokół nich. Zwłaszcza małe dzieci, a już na pewno niemowlęta. Mówimy: „ono i tak nie rozumie, nie zapamięta, dzieci są silniejsze niż nam się wydaje”.

A przecież nawet bardzo małe dzieci mają czują świat wokół nich, jedynie nie potrafią o tym opowiedzieć. Eksperyment, w którym matka przestaje reagować na dziecko, ma niemy, pozbawiony emocji wyraz twarzy, jest jednym z najtrudniejszych, jakie można zobaczyć[1]. Dziecko jest przerażone, zdezorientowane. Wiemy również z licznych badań, że dzieci matek dotkniętych depresją same często zapadają na tę chorobę. I wcale nie ujawnia się ona w dorosłości, niestety.

Nie mówiąc nic, pozostawiamy więc dziecko w jego strachu i dezorientacji. To nie znaczy, że każde własne uczucie mamy wyjaśniać w detalach. Ważna jest relacja i reakcja na dziecko.

Tajemnice i zmartwienia

Jeśli więc dzieci odczuwają nasze emocje, jaki ma to na nie wpływ? Dzieci „czytają” rodziców z ich słów, zachowań, czynów. Jeśli rodzic nie mówi, a jednocześnie widać, że jest czymś poruszony, dziecko może czuć się zagubione. Co więcej, może pomyśleć, że skoro rodzic – najważniejszy dla niego człowiek – nie porusza pewnego tematu, to jest to temat, o którym nie należy w ogóle rozmawiać.

Z powodu doskonałej umiejętności odczytywania uczuć opiekunów dzieci przestają współpracować na przykład wówczas, kiedy rodzic bardzo się spieszy i próbuje na przykład zmienić dziecku pieluchę lub je ubrać. Lepiej wówczas powiedzieć: „Przepraszam, że tak bardzo się spieszę i cię popędzam. Za godzinę mamy wizytę u lekarza i musimy być na czas.”. Rodzic ma czas na wyciszenie i konieczne zwolnienie. To może zasadniczo zmienić przebieg sytuacji.

Wybuchy

Jedna z największych, nieuniknionych porażek rodziców to krzyk i niekontrolowanie swoich reakcji. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia, bywamy zmęczeni (czasem bardzo!), niewyspani (równie mocno), trudno wówczas pomieścić w sobie różne emocje i zachowania dziecka. Ale wybuch czy krzyk rodzica nie musi być niszczący dla dziecka. Może pokazywać, że rodzic jest właśnie niedoskonałym człowiekiem. To z kolei w umyśle dziecka stwarza przestrzeń do niedoskonałości i ludzkich przywar.

Z drugiej strony dziecko, całkowicie zależne od dorosłego, ma prawo czuć się zaniepokojone wybuchem rodzica, a nawet czuć winne. Dlatego zwykłe „przepraszam, „nie powinnam”, „to nie twoja wina” może całkowicie zmienić przebieg wydarzeń, a na pewno uspokoić dziecko.

Warto traktować dzieci uczciwie, uwzględniając ich możliwości poznawcze i emocjonalne. Im będą starsze, tym łatwiej będzie podjąć decyzję, co i kiedy mówić.

[1] http://www.regardingbaby.org/2011/05/03/myth-busting-babies-and-depression/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Bezdzietność po leczeniu niepłodności: „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

bezdzietność

Jakiś czas temu rozmawiałam z bezdzietną kobietą, która przeszła długie leczenie niepłodności. Dziś ma sporo ponad 40 lat. Teoretycznie temat mógłby być dla niej ciągle otwarty, przecież nawet starsze kobiety zostają matkami. Jednak ona zdecydowała, że jej droga rodzicielstwa kończy się w tym momencie. Zastanawia się, co się teraz będzie z nią działo, co będzie czuła w nadchodzących latach, które z uczuć będą „normalne”.

Szybki przegląd literatury – szybki również dlatego, że bardzo niewiele jest badań – pokazuje, że najpierw jest proces żałoby. Trzeba opłakać dzieci, które się nie urodziły, własne zdrowie, plany, które się nie ziściły. Ostatecznie jednak większość kobiet godzi się ze swoją sytuacją, zwłaszcza jeśli udało się im umieścić życiowe cele również w innych obszarach, na przykład zawodowym. Szczególnie pomocna okazuje się umiejętność aktywnego szukania pomocy i wsparcia u innych, bezpośrednio, w grupach wsparcia lub online. Wartością jest przebywanie wśród ludzi, którzy mają podobne doświadczenia lub też są wystarczająco empatyczni. Pomocna jest też umiejętność adaptowania się do zmieniających się warunków życia, niecodziennych sytuacji i szukania nowych możliwości.

Tyle statystyka i badania. Jak jest w rzeczywistości, to już inna sprawa, tak jak inna jest każda kobieta, która doświadcza traumy niepłodności. Jak więc wygląda godzenie się z niepłodnością z bliska, opowiedziane przez kobietę, która zdecydowała się na bezdzietność po latach starań?

Jak to się zaczęło?

Pierwszego męża poznałam na studiach. Nie zabezpieczaliśmy się, nie zachodziłam w ciążę, ale nieszczególnie się tym martwiliśmy. Byliśmy młodzi. Chcieliśmy się rozwijać zawodowo. Brak dzieci uznałam za szczęście, kiedy rozpadło się tamto małżeństwo. Naturalną konsekwencję nieudanego związku, również zrządzenie losu, ponieważ mogłam zrobić specjalizację. Drugi raz za mąż wyszłam mając 36 lat. O dziecko zaczęliśmy starać się od razu. Przez rok bez większego ciśnienia, ale ponieważ jestem lekarzem, wiedziałam że nie mam zbyt wiele czasu. Potem potoczyło się szybko – klinika, diagnoza, iui, trzy ivf, stymulacje. Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz.

Co jest najtrudniejsze w niepłodności?

Nie wiem, czy jest jedna odpowiedź. Dla mnie najtrudniejsza była świadomość, że jestem inna, nie taka jak inne kobiety, nawet nie taka jak moja matka. A druga sprawa to żal zmarnowanego czasu. Może gdybym poddała się diagnostyce mając dwadzieścia kilka lat, dziś byłabym matką?

Co powoduje, że w pewnym momencie przestajemy się starać o dziecko?

Wiedza i ograniczenia finansowe. Przede wszystkim świadomość, że wraz z wiekiem matki rośnie ryzyko wady wrodzonej płodu. Ale też to, że starsza matka ma swoje ograniczenia, że sama jest narażona na choroby pojawiające się z wiekiem. Na leczenie wydaliśmy kilkadziesiąt tysięcy. Mieliśmy szczęście, bo było nas stać, ale w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno o to chodzi. Czy może są w życiu inne cele, na które można by przeznaczyć środki. Uznaliśmy, że są.

Jak przebiega proces godzenia się z bezdzietnością?

Trudno to opisać, ponieważ nie wiadomo, kiedy on się właściwie kończy. Czy wówczas, kiedy  już nie płaczesz z bezsilności i żalu, czy może kiedy wiesz, że biologicznie macierzyństwo jest już absolutnie niemożliwe. Wyobrażam sobie, że nawet na starość będę do tego wracała, wyobrażała sobie, jak moje życie mogło wyglądać, gdybym podjęła inne decyzje. Teraz mogę powiedzieć, ze czuję się pogodzona. Ale na początku, kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec, była rozpacz, depresja chyba nawet, żal do wszystkich i do siebie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co zrobię ze swoim życiem. Co zyskam, nie zostając matką. To tez pomogło.

Czy decyzja o przerwaniu leczenia i bezdzietności ma wpływ na związek?

Na mój miała. Ja bardziej walczyłam, dłużej. Mój mąż szybciej zorientował się, że to się może nie udać. Jest też starszy i nie zawsze był przekonany, że chce mieć dzieci. Ani niepłodność, ani decyzja o zakończeniu leczenia nie wpłynęła jednak na nas destruktywnie. Być może znaczenie miał fakt, że spotkaliśmy się, kiedy obydwoje w jakiś sposób byliśmy już spełnieni?

Czy perspektywa czasowa pomaga zobaczyć, co można było zmienić w staraniach o dziecko?

Żałuję jedynie tego, że nie zaczęłam się leczyć wcześniej, że lekceważyłam objawy, nie chciałam ich widzieć. Oczywiście, efekt mógłby być ten sam.  Ale przynajmniej wiedziałabym, że to nie mój wiek lub nie tylko mój wiek przyczynił się do niepowodzenia.

Co ludzie powinni wiedzieć o osobach bezdzietnych?

Bezdzietność to nie lenistwo, droga na skróty, wybór kariery ponad życie rodzinne. Bezdzietność to nie kariera robiona kosztem rodziny. To również nie kara. Bezdzietność to często złożona i bolesna historia. Wybory, poświęcenie, koszty, których nikt nie widzi. I w jakimś sensie boli zawsze, nawet jeśli jest się z nią pogodzonym. Być może mogę dłużej pracować, brać zmiany w Święta, jestem w pracy regularnie, ponieważ nie musze zostać z chorym dzieckiem w domu. Czasami to ludzi złości. Ale nie wiedzą, że w mgnieniu oka zamieniłabym moją wygodę na wszystkie trudności związane z zajmowaniem się i wychowaniem dziecka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Siła zrealizowanych marzeń – dr Magdaleną Langner o medycynie, pasji i specjalizacji w Niemczech

Magdalena Langner

O pasji, zaangażowaniu, dużych emocjach i międzynarodowym doświadczeniu z dr Magdaleną Langner, specjalistką w zakresie położnictwa i ginekologii, rozmawiała Katarzyna Miłkowska.

Czy od zawsze chciała być Pani lekarzem?

Szczerze mówiąc, nie wiem, skąd wzięła się u mnie medycyna. Mój dziadek był lekarzem, jednak nie miałam szansy go poznać, ponieważ zmarł jeszcze przed moimi narodzinami. Natomiast rodzice lekarzami nie są. Pamiętam, że na pewnym etapie podstawówki po prostu zaczęłam mówić, że chcę iść właśnie na medycynę i konsekwentnie do tego dążyłam. Na piątym roku medycyny nie miałam żadnych wątpliwości, że mój kierunek to ginekologia, a szczególnie medycyna rozrodu. Moje marzenia się zrealizowały, zajmuję się leczeniem niepłodności w klinice o najlepszych wynikach i tradycjach w tym zakresie.

Rozumiem, że praca jest Pani pasją. Jest jednak bardzo wymagająca, czy znajduje Pani miejsce na jakieś inne zainteresowania?

Niestety tej przestrzeni jest bardzo mało. Staram się jednak wyrwać chwilę dla siebie, rodziny i przyjaciół. Jestem instruktorem narciarstwa, fanką żeglarstwa, gram też w tenisa – sport jest dla mnie ważny. Staram się zarażać dziecko swoimi pasjami, przede wszystkim właśnie sportem. Daje nam to możliwość rodzinnego spędzania czasu.

Pani rodzice nie byli lekarzami, ale czy obserwując swoje środowisko, może Pani powiedzieć, że ułatwia to rozumienie i wejście w świat medycyny?

Być może w rodzinach lekarskich wyrasta się w określonym porządku życia. Od dziecka poznaje się, z czym wiąże się medycyna, z jakimi wyrzeczeniami w życiu osobistym. Moja rodzina – choć niezwiązana z medycyną – bardzo mnie wspiera. Prawda jest taka, że gdyby nie oni, pewnie nie mogłabym wykonywać tego zawodu z takim zaangażowaniem, z jakim to robię.

Domyślam się, że dotyczy to nie tylko kwestii obciążenia fizycznego, lecz także psychicznego.

Zdecydowanie tak. Leczenie ludzi, sukcesy, a czasem niestety i porażki, czekanie na efekty terapii powodują duże emocje. Zwłaszcza że zajmuję się dziedziną związaną z powstawaniem nowego życia, narodzinami dzieci – to często najważniejsze momenty w życiu moich pacjentów, a ja im w tym towarzyszę. To duża odpowiedzialność i w takiej sytuacji trudno jest się całkowicie wyłączyć po wyjściu z gabinetu. Siłą rzeczy niektóre emocje przynosi się do domu.

Ma Pani doświadczenie związane z pracą zarówno w placówkach prywatnych, jak i w szpitalach. Czy na tej płaszczyźnie są jakieś różnice?

Szpital to żywioł, często nieprzewidywalny. Na pewno dodaje adrenaliny, która jednym jest potrzebna, innym nie. Mnie akurat jest. Lubię to życie, lubię, kiedy coś się dzieje, nawet jeśli jest trudno. Gabinet prywatny to zupełnie inna praca. Moim zdaniem często bardziej wymagająca.

Pracuję sam na sam z pacjentką, a każda z nich wymaga pełnego zaangażowania.

W szpitalu pracuje się zespołowo, gdy człowiek jest już kompletnie padnięty, ktoś z zespołu może go zastąpić. W gabinecie tak się nie da.

Wydaje się, że w Polsce niewiele mówi się o wypaleniu zawodowym lekarzy i o tym, że oni też powinni o siebie zadbać.

Specjalizację robiłam w Niemczech, gdzie pracowałam przez 10 lat. Kładzie się tam duży nacisk właśnie na to, aby lekarz umiał odpowiednio zadbać o swoją formę. Obowiązkowe warsztaty psychologiczne, podczas których uczymy się, jak to robić, przechodzi się przed egzaminem specjalizacyjnym. Z tego, co wiem, w Polsce czegoś takiego nie ma.

Co jeszcze daje doświadczenie zagranicznej praktyki?

Język niemiecki znam od trzeciego roku życia, bo tata pracował w Niemczech. Na etapie przedszkola były momenty, gdy lepiej mówiłam po niemiecku niż po polsku. Chociaż miałam taką możliwość, nie zdecydowałam się na studia medyczne w Niemczech. Kiedy jednak poznałam system dopuszczania do specjalizacji w naszym kraju, stwierdziłam, że może warto spróbować. To była dobra decyzja. Doświadczenie zawodowe zdobyte w innych realiach jest bardzo cenne, poszerza horyzonty, intensywnie kształci. W Niemczech np. przykłada się dużą wagę do kontaktu lekarza z pacjentem i dla mnie jakość tego kontaktu też jest bardzo ważna, ułatwia komunikację i pozytywnie wpływa na efekt leczenia.

Odmienna perspektywa pozwala odnieść się do tego, co widzi Pani na co dzień w Polsce?

Status społeczny lekarza w Niemczech jest wyższy, a współpraca między lekarzami zdecydowanie lepsza. Gdy do szpitala trafia tam młody pracownik, bardzo angażuje się go w pracę zespołu. Wszyscy koledzy chcą mu jak najwięcej przekazać, by szybko dołączył do ich grona i pomagał im w pracy. To daje bardzo dobre efekty w zakresie tempa i jakości kształcenia. U nas o taką współpracę trudniej, chociaż powoli zaczyna się to zmieniać. Myślę, że na lepsze.

 więcej ciekawych tekstów w numerze 4/2017

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Przeczytaj również

Trzy filary szczęśliwego dzieciństwa według polskich Mam

Według polskich Mam szczęśliwe dzieciństwo składa się z trzech kluczowych filarów: zabawy, aktywności i energii, miłości i kochającej rodziny oraz zdrowia (w tym zdrowego jedzenia i picia). Jak wynika z badania Maison & Partners przeprowadzonego na zlecenie marki Kubuś, ponad połowa polskich Mam uważa, że szczęśliwe dzieciństwo jest szczególnie ważne z punktu widzenia budowania poczucia własnej wartości u dziecka, a co trzecia ma poczucie, że dzięki temu wyrośnie na dobrego człowieka.

Cukier nie krzepi dzieci. WHO zaleca zmniejszenie spożycia cukrów prostych

Na początku marca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleciła ograniczenie w diecie dzieci i dorosłych spożycia cukrów prostych do mniej niż 10% ich dziennego zapotrzebowania energetycznego i wskazała dodatkowe korzyści z dalszego ograniczenia jego ilości do poniżej 5%. Niestety według danych GUS w Polsce średnie spożycie tego składnika wynosi aż 115 g dziennie, czyli ok. 20%. Taki wynik stawia nas w czołówce Europy. Niestety również najmłodsze dzieci spożywają za dużo cukru, a nadmiar tego składnika w diecie dziecka może bardzo niekorzystnie wpłynąć na jego rozwój i zdrowie w przyszłości. Alarmujące dane skłaniają do pochylenia się nad kwestią cukru w dziecięcym menu.

NIK o usamodzielnianiu dzieci z rodzin zastępczych i domów dziecka

Dla dużej części wychowanków z rodzin zastępczych i domów dziecka próby wejścia w dorosłość po 18. roku życia nie kończą się najlepiej: powiększają kolejki bezrobotnych w urzędach pracy i pobierają zapomogi z opieki społecznej. Wielu rezygnuje i wraca z powrotem do pieczy zastępczej, blokując miejsca dla młodszych. Powodem jest przede wszystkim brak mieszkań i pracy oraz mizerne świadczenia finansowe. Samodzielnie mieszkający wychowanek może liczyć na 500 zł za kontynuowanie nauki.