Przejdź do treści

Zaszczep się przeciwko żółtaczce

63.jpg

W przyszłym tygodniu rusza akcja Żółty Tydzień, której ideą jest edukacja na temat zagrożeń związanych z wirusowym zapaleniem wątroby typu A i typu B oraz popularyzacja szczepień ochronnych.

Od 14 do 25 października osoby dotychczas niezaszczepione lub te, które rozpoczęły cykl szczepień wiosną, będą mogły się zaszczepić w specjalnych punktach na terenie całego kraju (lista placówek dostępna na stronie: zoltytydzien.pl).

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zapalenie typu B (WZW B) jest najgroźniejszym dla płodu i noworodka typem wirusowego zapalenia wątroby, ponieważ przenika przez łożysko. Zakażenie dziecka niemal zawsze oznacza, że rozwinie się u niego przewlekłe zapalenie wątroby typu B, grożące marskością tego narządu lub jego przewlekłym złośliwym zapaleniem.

Wirusowe zapalenie wątroby typu B (WZW B), nazywane często żółtaczką wszczepienną, jest poważną i dolegliwą chorobą zakaźną. Wywołuje ją wirus zapalenia wątroby typu 
B (HBV). Do zakażenia wystarczy już bardzo niewielka ilość krwi, dlatego niebezpieczne mogą być wizyty w salonach kosmetycznych, fryzjerskich, gabinetach stomatologicznych, medycyny estetycznej, a nawet w placówkach medycznych, gdzie przyczyną zakażenia może być niedostatecznie zdezynfekowany sprzęt.

Test pod kątem WZW B jest jednym z podstawowych badań, jakie musi zrobić każda kobieta w ciąży. Gdy się okaże, że matka jest nosicielem wirusa, noworodkowi w ciągu pierwszych 12 godzin życia podaje się jedną dawkę szczepionki anty-HBV i dawkę gamma-globuliny anty-HBs. 

„Staraczki”, nie oglądajcie tego filmu! Na co nie wolno ci iść do kina?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Jeśli starasz się o dziecko, lub jesteś po poronieniu, albo w ciąży, błagam Cię nie idź na ten film do kina – apeluje jedna z kobiet na grupie osób starających się o zajście w ciążę w mediach społecznościowych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego kobietom starającym się o dziecko odradza się oglądanie tego filmu?

Po premierze filmu Botoks w Internecie zawrzało od kontrowersyjnych komentarzy. „Staraczki” (czyt. osoby starające się o zajście w ciążę – przyp. red) w swojej grupie dyskutują, co dobrego zrobił ten film, a dlaczego nie warto oglądać niektórych scen.

Botoks – recenzja „staraczek”

Zapytaliśmy o to jedną z nich Ewę Miterę, członkinię grupy na facebooku „In vitro – marzenia i oczekiwania”, która otwarcie mówi o swoim problemie z niepłodnością. Ona sama opisała w specjalnym poście swoje wrażenia z filmu Botoks.

„Dziewczyny wczoraj byłam w kinie na filmie „Botoks”. Film bardzo mną wstrząsnął. Pokazuje trochę rzeczywistość służby zdrowia i firm farmaceutycznych. Dużo wątków dotyczyło tematu związanego z niepłodnością. Pewne sceny mnie bardzo poruszyły i wzruszyły – aborcja, poród, scena z oddawaniem nasienia. Było w nim również na temat suplementacji wspomagającej płodność opartej na nieprawdziwych danych naukowych”

Na scenie z oddaniem nasienia krzyknęłam na całe kino

Film – zdaniem Ewy – pokazał, jak na osobach niepłodnych można zarobić. Było w nim też in vitro.
– Bardzo wstrząsnęła mną scena o aborcji, porodzie i śmierci, ale i ta, gdzie bohaterka oddała swoje komórki za granicę – opowiada Ewa Mitera. – A scena, gdzie było pokazane oddanie nasienia, oburzyła mnie. Jeszcze bardziej reakcja publiczności.

Ludzie się śmiali a ja wrzasnęłam na całe kino: co w tym śmiesznego?! Film dla mnie przerażający,  ale prawdziwy. Wielokrotnie płakałam…

Czy zachęciła by pani, albo poleciła film, skoro poruszone zostało tyle ważnych kwestii dotyczących osób walczących z niepłodnością w dość bezceremonialny sposób?
– Raczej bym zachęciła, mimo iż sceny są przerażające, ale z drugiej strony demaskują i pokazują bardzo bolesne kwestie. Na przykład to, jak instytucje medyczne zarabiają pieniądze na parach walczących z niepłodnością, które mają niezbyt dużą wiedzę na ten temat – mówi Pani Ewa. – Czasem warto otworzyć oczy. Czy obejrzałabym go po raz drugi? Nie wiem. Przytłoczyło mnie to wszystko. To chyba nie na moją wrażliwość. Sceny z aborcją masakra… płakałam i byłam w szoku. To ta słynna scena, w której płód ląduje w naczyniu i pielęgniarka wynosi go i pozostawia. Przypomniało mi się wtedy, że to scena oparta na faktach; o tej historii było głośna burza medialna w Polsce.

Inne opinie o filmie Botoks na grupie „staraczek”:

„Odradzam wszystkim „staraczkom”. Dużo prawdy, ale sceny drastyczne. Wyszłam i długo ryczałam.”

„Film w sposób drastyczny pokazuje, jak kliniki na nas żerują. Taka jest prawda. Żerują na nas – ludziach, którzy pragną mieć dziecko. Za wszystko trzeba płacić. Kolejne wizyty, badania i ciągle kasa, kasa, kasa. Ja jestem pracownikiem służby zdrowia. Na samym początku mojej walki o zajście w ciążę, myślałam że da się uzyskać pomoc z NFZ, szybko jednak musiałam zweryfikować swoje myślenie.”

„Byłam na filmie. Jestem po stracie i film dobił mnie totalnie.”

„Oglądałam Botoks. Moja siostra ma problem, by zajść w ciąże i kategorycznie zabroniłam jej iść na niego do kina”.

„Dobry film, który pokazuje prawdziwą ciemną stronę etyki lekarskiej, firm farmaceutycznych itd.”
„Jestem w ciąży i po tym, co przeczytałam na temat tego filmu na pewno się nie wybiorę”

POLECAMY: 

Jak to jest wiedzieć, że nie mogę mieć dzieci – film

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na uniwersytecie. Władze uczelni reagują

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na UMCS
Pixabay

„Aborcja jest zabiciem dziecka”, „Ponad 70 proc. dzieci poczętych z in vitro nie może się normalnie rozwijać” – takie i inne równie szokujące hasła mogli na plakatach przeczytać studenci i pracownicy Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Ktoś bezprawnie zamieścił je w szklanej gablocie, władze uczelni zareagowały błyskawicznie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„60 – 90 proc. dzieci poczętych z in vitro ginie przed narodzeniem” Po dokonaniu aborcji: 100% badanych kobiet doświadcza smutku, poczucia straty, 73% czuje się nieswojo w obecności dzieci, 69% czuje niechęć do współżycia seksualnego, 61% zaczęło nadużywać alkoholu, 23% podjęło próby samobójcze”. To tylko niektóre z kontrowersyjnych treści, które w piątek pojawiły się przy wejściu do Zakładu Anatomii Porównawczej i Antropologii na UMCS.

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na UMCS

Kto je tam zamieścił? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że musiał to być pracownik uniwersytetu, ponieważ gablotka zamykana jest na kluczyk. Jak poinformowała rzecznik UMCS Aneta Adamska, plakaty zostały umieszczone bez wiedzy i zgody władz Wydziału Biologii. Władze uczelni zareagowały błyskawicznie- plakaty zdjęto już w sobotę i zapowiedziano rozmowę dyscyplinującą z pracownikiem, który samowolnie umieścił treści w budynku.

KOD reaguje

Zdjęcia z lubelskiego Wydziału Biologii zobaczyła jedna z lokalnych działaczek KOD, która z wykształcenia jest biologiem. Kobieta zauważa, że informacje na temat aborcji zawierają dane liczbowe, nie ma jednak żadnej informacji na temat źródła, z którego zostały zaczerpnięte.

Z kolei treści dotyczące in vitro są jej zdaniem nacechowane negatywnie, co może budzić wątpliwość co do rzetelności danych. Działaczka podejrzewa, że autor „wystawy” zrobił ją na własną rękę. KOD wystosował już oficjalny list do rektora uczelni. Zdaniem działaczy uniwersytet nie jest miejscem do eksponowania treści „pod którymi śmiało mogliby podpisać się członkowie organizacji reprezentujących skrajne stanowisko”. Ponadto w liście zwrócono uwagę że dane oparte są na nieudokumentowanych źródłach.

Zobacz także:

Oszustwo metodą na „ciążę z in vitro”. Ukradła 10 tysięcy złotych

Siostry zakonne modlą się w intencji par starających się o dziecko

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Tok FM, TVP Info

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Niepłodność męskim okiem. To nie tylko problem kobiet!

Niepłodność męskim okiem
Pixabay

Niepłodność to nie tylko problem kobiet. Jest to oczywiste, jednak wciąż najwięcej publikacji na ten temat poświęconych jest właśnie emocjom kobiet. A przecież mężczyźni równie mocno przeżywają trudności związane z zajściem w ciążę swojej partnerki. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Należałoby zacząć od tego, że większość mężczyzn uważa poczęcie dziecka za sprawę prostą i naturalną. Bardziej obawiają się, czy podołają obowiązkom rodzicielskim, kiedy ich potomek przyjdzie już na świat.

– Przed ślubem, ja i moja żona wiedzieliśmy, że spłodzenie dziecka będzie trudne. Wtedy nie rozumiałem, co tak naprawdę oznacza niepłodność. Zrozumiałem dopiero, kiedy powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak” – opowiada o swoich doświadczeniach terapeuta William McKenna.

– Wraz żoną staraliśmy się o dzieci od dnia ślubu, jednak życie z niepłodnością jest pełne załamań. Mógłbym kłamać i mówić, że w pełni pogodziliśmy się z naszą rzeczywistością. Jednak emocjonalnie trudne do zniesienia przeżycia, czyli na przykład niepłodność, nigdy całkowicie nas nie opuszczają.

Niepłodność męskim okiem: bezsilność

Bezsilność i obniżone poczucie męskości to główne odczucia towarzyszące mężczyźnie zmagającemu się z niepłodnością. Świadczą o tym zarówno badania, jak i relacje terapeutów. Faktem jest, że bez względu na to, kto w związku cierpi na niepłodność, mężczyzna odczuwa negatywne emocje.

Jednym z najtrudniejszych przeżyć dla pary, która bez efektów stara się o dziecko, jest wysłuchiwanie rad ze strony rodziny i znajomych. „Uda się wam następnym razem, „Może to wola boska”, „Jeżeli przestaniecie się starać, to na pewno wa się uda” – często słyszą. Pomimo dobrych chęci, takie słowa mogą ranić i utwierdzać w przekonaniu, że nikt dookoła nie rozumie problemu niepłodności. Naruszona jest tu bowiem zasada: nigdy nie próbuj odbierać bólu, po prostu usiądź i wysłuchaj.

Obniżone poczucie męskości

Często mężczyźni mają zaniżone poczucie własnej męskości z powodu niepłodności. Po części wynika to z pewnego rodzaju fantazji i przeświadczenia, że jeżeli tylko próbowałoby się mocniej, rzeczywistość dałoby się odczarować. Innym powodem może być tzw. „efekt Disneya”, gdzie pary zapominają, że życie składa się zarówno z tych dobrych, jak i złych momentów.

Przy tym wszystkim obecny jest też lęk, że nie użyło się „nadprzyrodzonych mocy”, by pomóc w cierpieniu partnerce. Eksperci podkreślają, że ważne jest w takim przypadku danie sobie przestrzeni do własnych przemyśleń.

Mężczyźni uważają słabości za przejaw swego rodzaju braku męskości. A w końcu co może być większą słabością niż trudności w spłodzeniu dziecka? Chodzi w końcu o podstawową zdolność w życiu człowieka – rozmnażanie. Jednak co tak naprawdę jest wyznacznikiem męskości?

– Moim zdaniem męskość to zaangażowanie i radzenie sobie z odwagą ze słabościami własnymi i innych – twierdzi McKenna. – Jako terapeuta popieram pomysł postrzegania małżonka jako towarzysza, jednak jeżeli zmagacie się z niepłodnością, poleganie tylko i wyłącznie na partnerze może być szkodliwe. Ważną sprawą w małżeństwie jest wiedza, kiedy małżonkowi dać przestrzeń do poradzenia sobie z jego własnymi emocjami, które dotyczą tylko jego.

William McKenna to amerykański terapeuta i psycholog. Ukończył studia doktoranckie w Instytucie Psychologii na Divine Mercy University w Arlington w stanie Wirginia.

Zobacz także:

Niepłodność oczami mężczyzny

Co z tymi plemnikami, czyli najczęstsze przyczyny męskiej niepłodności

 

Źródło: vertilymag.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Czy postęp w endokrynologii rozrodu zapewni już wkrótce nowe metody leczenia niepłodności? To całkiem możliwe. Na celowniku naukowców znalazła się kisspeptyna. Ten hormon zawdzięczający swoją nazwę amerykańskim czekoladkom Hershey’s Kisses, a kojarzony głównie z dojrzewaniem i popędem płciowym, ma na to coraz większe szanse. Dlaczego?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kisspeptyna nadzieją medycyny reprodukcyjnej?

Kisspeptyna, czyli hormon produkowany przez gen KISS-1 wzbudza coraz większe zainteresowanie środowisk naukowych. Występuje on naturalnie w organizmie kobiet i mężczyzn, gdzie pełni kluczową rolę w regulacji osi podwzgórze-przysadka-gonady. Odpowiedzialny jest m.in. za stymulowanie wydzielania hormonów płciowych oraz proces dojrzewania, dlatego znacząco wpływa na mechanizm płodności i rozmnażania się. Nieprawidłowe działanie hormonu oraz jego niedobór w organizmie kobiety może np. skutkować ustaniem cyklu miesiączkowego, a co za tym idzie niemożliwością zajścia w ciążę. Dlatego mówi się, że wykorzystanie na tym polu kisspeptyny może być rewolucją w dziedzinie leczenia niepłodności.

Badania potwierdziły; kisspeptyna wpływa na płodność

Potwierdzają to m.in. badania naukowców z Imperial College London, w trakcie których kisspeptynę podano niepłodnym pacjentkom, u których występowały zaburzenia hormonalne i ustał cykl miesiączkowy. U kobiet, po podaniu substancji, w porównaniu do reszty badanych, odnotowano 48 – krotny wzrost hormonu luteinizującego (LH) i 16-krotny folikulotropowego (FSH), czyli hormonów niezbędnych dla procesu owulacji, a więc i płodności.

Komu może pomóc hormon seksu?

Kisspeptyna może być wsparciem dla kobiet z niskim poziomem hormonów płciowych i usprawniać biologiczne mechanizmy rozrodcze np. stymulować jajniki do produkcji komórek jajowych – w tym przy zastosowaniu metody IVF – ale również wpływać pozytywnie na psychiczne uwarunkowania procesów poprzedzających zapłodnienie. Hormon nie bez przyczyny jest nazywany „viagrą dla mózgu”. Gdy podczas badania podano go zdrowym mężczyznom, rezonans magnetyczny wykazał aktywność obszarów mózgu, które generują emocje związane z pożądaniem, zapoczątkowują romantyczne i seksualne bodźce.
To właśnie m.in. za sprawą kisspeptyny u młodych osób występuje burza hormonalna i niepohamowane libido. Dlatego też zastosowanie hormonu stanowiłoby wsparcie dla pacjentów z zaburzeniami psychoseksualnymi. Dodatkowo, jako substancja pozytywnie wpływająca na nastrój, trwają badania nad tym, czy może być ona pomóc osobom, które problemy z płodnością okupiły epizodami depresji.

Co na to ekspert?

Wiele par stara się o dziecko latami, często bezskutecznie. Nie dziwi więc, że każda nieudana próba to olbrzymi stres i rozczarowanie. Sporo z nich reaguje frustracją, czasem również depresją. Statystyki mówią, że 50 proc. kobiet i 15 proc. mężczyzn leczonych z powodu niepłodności wskazuje to doświadczenie jako najbardziej stresujące przeżycie, z jakim mieli do czynienia.

Zdarza się, że tak silne emocje i ciągły stan niepokoju napędza kolejny mechanizm, wywołujący tzw. niepłodność psychosomatyczną. Dochodzi do niej, gdy u kobiety wzrasta poziom kortyzolu, prolaktyny i adrenaliny, hormonów, których nadmiar powoduje zaburzenia owulacji – wyjaśnia dr n. med. Dariusz Mercik, ginekolog i endokrynolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Dlatego tak istotna jest nie tylko odpowiednio dobrana terapia medyczna, ale również wsparcie psychologa. Naukowcy sugerują, że z racji swojego działania kisspeptyna może być w przyszłości potencjalnym panaceum na zaburzenia nie tylko na tle endykronologicznym, ale również psychosomatycznym. Wówczas hormon aplikowany w zastrzykach lub w formie doustnej parom o odpowiednich wskazaniach medycznych, byłby ważnym elementem wspierającym terapię niepłodności.

POLECAMY:

11 objawów zaburzeń hormonalnych

Hormony – królowe ciąży

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.