Przejdź do treści

Zapalenie stawów powodem wczesnych porodów?

Dzieci matek z reumatoidalnym zapaleniem stawów mogą urodzić się przedwcześnie – do takich wniosków doszli duńscy i amerykańscy naukowcy.

Ciężarne kobiety z takim schorzeniem są narażone na wczesny poród 2 razy częściej, niż te zdrowe. Badania były jednak wtórne, zatem stawiana teza niekoniecznie  musi pokrywać się z rzeczywistością. Ane Rohm ze Szpitala Uniwersyteckiego w Kopenhadze, prowadząca grupę badaczy, korzystała z ogólnokrajowych rejestrów narodzin. Pod lupę wzięto obejmujące lata 1977 – 2008. Część – ze względu na brak związku między czasem porodu,  a dolegliwościami matki – wykluczono. Grupa studyjna wyniosła zatem ponad 1,9 miliona dzieci.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wyniki pokazały, że 13 500 niemowląt było narażonych na schorzenia, bez względu na to, czy chorobę rodzicielki zdiagnozowano przed lub po porodzie. Wymiary 2 101 – obwód głowy i brzucha – były podobne do wymiarów dzieci zdrowych kobiet. Różnica wagi to 87 gramów, ciężaru łożyska zaś 14. Iloraz szans na przedwczesny poród to 1,48 (już zdiagnozowane zapalenie stawów) oraz 1,32 (diagnoza postawiona po narodzinach).

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Jesz mało owoców? To wpływa na twoją płodność – naukowcy mają twarde dowody!

Talerz z kolorową kanapką, wokół naczynia ze świeżymi owocami / Ilustracja: fast food, Owoce a płodność. Naukowcy sprawdzili, jak dieta wpływa na zajście w ciążę
Fot.: Pixabay.com

Regularnie spożywasz żywność typu fast food, a twoja dieta jest uboga w owoce? Naukowcy odkryli, że takie menu istotnie wydłuży wasze starania o dziecko.  

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badaniem, którego wyniki opublikowano przed kilkoma dniami na łamach czasopisma naukowego „Human Reproduction”, objęto ok. 5598 kobiet w wieku rozrodczym (18-23 lata), które pochodziły z czterech krajów: Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Każda z nich była w początkowym okresie ciąży i miała za zadanie szczegółowo opisać swój codzienny jadłospis w miesiącach poprzedzających ciążę oraz określić czas, który był jej potrzebny na uzyskanie ciąży. Następnie deklaracje te wzięli pod lupę eksperci, by sprawdzić, jaki wpływ wywiera dobra i zła dieta na płodność kobiety.

ZOBACZ TEŻ: Pestycydy z owoców i warzyw utrudniają leczenie niepłodności

Owoce i płodność – dwoje do pary

Po szczegółowych analizach autorzy badań, którym przewodniczyła Claire Roberts z Robinson Research Institute na Uniwersytecie Adelaide, zauważyli powiązanie pomiędzy wskaźnikiem spożycia owoców a niepłodnością. Robertson zwróciła uwagę na to, że problemy z płodnością występowały u 12% kobiet, które rzadko włączały owoce do swojej diety – czyli mniej niż trzy razy w miesiącu. Co dość zaskakujące, naukowcy nie odkryli podobnych związków pomiędzy płodnością a jedzeniem zielonych warzyw liściastych i ryb.

To jednak nie koniec wniosków.

– Odnotowaliśmy także dwukrotny wzrost (z 8% do 16%) ryzyka niepłodności u kobiet, które jadły produkty typu fast food cztery lub więcej razy w tygodniu – zauważa badaczka.

Dodaje, że zajście w ciążę w tej grupie pań wymagało zazwyczaj o miesiąc dłuższych starań w porównaniu z kobietami, które nie spożywały regularnie takich produktów.

Zdrowa dieta a czas zajścia w ciążę

Chociaż badanie objęło dużą grupę kobiet, analizowano w nim ograniczoną gamę produktów spożywczych. Dodatkowo nie sprawdzono, jak na czas potrzebny do ciąży wpłynęła dieta partnerów badanych kobiet (wykluczono jednak pary, w których partner stosował terapię niepłodności). Ale zdaniem naukowców, nawet te niepełne dane udowadniają wyraźny wpływ diety na możliwość uzyskania ciąży.

– Żywność, którą spożywamy, oddziałuje na jakość naszych komórek jajowych. Diety oparte na fast foodach są bogate w cukier i sól, te zaś zmieniają metabolizm – podsumowuje autorka badań.

Badanie potwierdza więc to, o czym od lat mówią medycy: że zdrowa dieta jest korzystna dla par starających się o dziecko.

Źródło: bbc.com, focus.pl

POLECAMY TEŻ: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Najstarsi ojcowie na świecie. Zobacz, czy zgadniesz ile wynosił rekord – galeria zdjęć

najstarsi ojcowie na świecie
fot. Pixabay

Współcześnie ludzie coraz później zakładają rodzinę. Dziś o wiele częściej niż kiedyś można spotkać tatusiów po czterdziestym roku życia. Jednakże panowie wymienieni na tej liście doczekali się potomstwa grubo po czterdziestce. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obejrzyj galerię i dowiedz się, kim byli najstarsi ojcowie na świecie.

 

 

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.oldest.org

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

In vitro i ludzkie komórki na szkle? Takich witraży jeszcze nie widziałeś!

witraż z in vitro
fot. Pixabay

Fragmenty tkanek, komórki nerwowe, czy zapłodnienie in vitro – to tematy niezwykłych witraży. Ich autorką nie jest jednak plastyk, lecz profesor biologii Barbara Gawrońska-Kozak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Robienie witraży stało się dla pani Barbary ucieczką od stresów w pracy. Profesor Gwarońska-Kozak przez 11 lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała naukowo.  Od lat prowadzi badania nad bezbliznowym gojeniem ran.

Jak opowiada pani Barbara, aby utrzymać się w Stanach Zjednoczonych na stanowisku lidera grupy naukowej, trzeba zdobywać granty i przynosić pieniądze na coraz to nowsze projekty. To nie zawsze się udawało, co niosło za sobą frustracje i stresy.

Zobacz także: Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Na stresy najlepsza sztuka

W chwili zwątpienia pani Barbara postanowiła poszukać zajęcia, które ukoiłoby jej nerwy. W USA przy uczelniach często spotkać można ośrodki, w których w godzinach popołudniowych odbywają się różnorakie kursy.

Profesor od dziecka marzyła o robieniu ceramiki i to właśnie na takie zajęcia chciała się zapisać. Pech chciał, że wszystkie miejsca na kursie garncarstwa były już zajęte. Padło zatem na robienie witraży. Od pierwszych zajęć wiedziała już, że znalazła to, czego szukała.

Po powrocie do Polski profesor Gawrońska-Kozak doskonaliła swoje umiejętności. Inspirację czerpała… z pracy! Tematem jej witraży stały się mikroskopowe preparaty tkankowe.

– Preparaty są tak niesamowicie piękne, pomyślałam: a co by się stało, gdybym taki obraz przeniosła na szkło, na witraż? – cytuje słowa pani Barbary portal „Nauka w Polsce”.

Zobacz także: Malarka i niedoszła matka. Obrazy Fridy Kahlo

Witraż z in vitro

Na witraże profesor biologii przenosi m.in. tkankę tłuszczową żółtą i brązową, komórki nerwowe, tkanki ludzkiej skóry z mieszkiem włosowym, włosem i naczyniami krwionośnymi, czy komórki macierzyste tkanki tłuszczowej.

W swoim dorobku pani Barbara ma również witraż z in vitro, który przedstawia komórkę jajową z jądrem komórkowym, krążące wokół plemniki oraz igłę iniekcyjną wprowadzającą jeden z plemników do jajeczka.

Praca nad witrażem jest czasochłonna– zajmuje od jednego do trzech miesięcy. Najpierw na kartce papieru powstaje projekt, który z biegiem czasu przybiera realne kształty.

Pani Barbara podkreśla jednak, że nie jest artystką, lecz rzemieślnikiem. W roku 2015 odbyła się wystawa pt. „Tkanki ze szkła” na której można było podziwiać prace profesor.

Barbara Gawrońska Kozak – „Tkanki ze szkła”
18 września 2015 r. // fot. www.wbp.olsztyn.pl

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Nauka w Polsce

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

niepłodność psychologia

Gdy sprawy zaczynają być zbyt trudne, nie mamy już sił, brak nam nadziei oraz pomysłów na kolejne i kolejne rozwiązania… owszem, walka z niepłodnością może doprowadzić do takiego właśnie momentu. „To moja wina! Powinnam była temu wszystkiemu sprostać! Koniec, nic dobrego mi się już nie należy!’ – czy karanie siebie naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Kara” – brzmi groźnie, prawda? Po pierwsze dlatego, że mało kto lubi być karany. Po drugie, w wielu przypadkach ma sprawić ból, a przynajmniej zabrać choć odrobinę szczęścia. Tym trudniej pogodzić się z myślą, że karać możemy sami siebie. Zdrowe mechanizmy wydają się bowiem wskazywać na nieco inny kierunek – szacunku do siebie, miłości, opieki, zrozumienia własnego ciała, emocji, doświadczeń. Zdrowe mechanizmy dają też szansę na stawianie granic, gdy ktoś lub coś zaczyna je przekraczać. Dają przestrzeń na poszukiwanie tego, co pomoże nam o siebie zadbać. Dają siłę do działania – chyba każdy chciałby funkcjonować w ten właśnie sposób, a przynajmniej tego życzyłby swoim bliskim. Czy gdyby przyszła do ciebie przyjaciółka, która nie ma już sił i zmaga się z cierpieniem, powiedziałabyś jej: „To twoja wina, sama tego chciałaś!”? Pewnie nie. Więc teraz kluczowe pytanie – czy sama dla siebie jesteś przyjaciółką?

Ciosy, które ranią

Karanie siebie ma nieraz nie tylko wymiar wewnętrzny i nie zawsze są to „tylko” mówione we własnych myślach deprymujące zdania. Może to być także izolowanie się od ludzi, wprawianie się w poczucie bycia „inną”, niegodną kontaktu, nieciekawą, wybrakowaną, pustą. Karą może być wręcz samookaleczenie i innego rodzaju znęcanie się nad własnym ciałem, które przecież w końcu tak bardzo w niepłodności zawodzi…

Można odmawiać sobie za karę prawa do wsparcia i zrozumienia innych osób, bo ‘oni też mają swoje problemy’ i ‘nie powinno się ich dodatkowo obarczać’, można nie pozwalać sobie na odpoczynek i zadbanie o siebie zmuszając się do nadludzkiego wysiłku, jakim jest godzenia latami leczenia, pracy, wspierania swoich bliskich i pokazywania innym wizerunku osoby wyłącznie zadowolonej i szczęśliwej. Albo, jak jedna z moich pacjentek, przeżywać trudy leczenia jako karę za swoje dotychczasowe ‘niefrasobliwe’ życie, w którym z powodu braku odpowiedniego partnera nie było wcześniej miejsca na rodzicielstwo” – mówi psycholog Dorota Gawlikowska, która w klinice leczenia niepłodności InviMed na co dzień wspiera osoby zmagające się z niepłodnością.

Paradoksalnie, sprawiając sobie ból mamy nadzieję, że uda nam się go uniknąć. Uda się chociaż trochę obronić przez tym, co naprawdę powoduje nasze cierpienie. Warto jednak pamiętać, że samokaranie nie rozwiązuje istoty problemów. Jak najbardziej może dać nam poczucie sprawstwa, bo w końcu „coś” robimy. Szkoda tylko, że to „coś”, to ogromna destrukcyjna energia, którą moglibyśmy wykorzystać w imię dobra i miłości wobec siebie. Nieraz niestety wydaje się być ona zbyt silna, zbyt trudna do okiełznania, a skierowana przeciwko sobie uderza niczym huragan.

Zobacz także: Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Ile można wytrzymać?!

Z czym pozwala nam sobie radzić kara, czy wręcz agresja, jaką bijemy samych siebie? Może to być ogromny żal, przytłaczający smutek, rozrywająca złość i obezwładniający wstyd. Z jakimi jeszcze emocjami może się to wiązać?

Kobiety cierpiące z powodu niepłodności przeżywają ją dość często w atmosferze poczucia winy, a co za tym idzie, mają niestety potrzebę karania się za nieskuteczne próby zajścia w ciążę. Nasza kultura w ujęciu historycznym obarcza głównie kobietę odpowiedzialnością za brak dziecka. To ona ma ‘dać’ dziecko mężowi, zapewniając tym samym ciągłość rodzinie i wnuki przyszłym dziadkom. Niepłodność męska oraz wiedza o tym, że niepłodność jest zawsze problemem pary w świadomości społecznej nadal funkcjonuje rzadko. Jest to więc nadal sytuacja wstydliwa i stanowiąca tabu w wielu rodzinach, w których o wiele łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność za brak dziecka na kobietę” – opisuje ekspertka. Zaznacza tym samym siłę oddziaływań, jakie ma na nas kultura, społeczeństwo, środowisko, w którym funkcjonujemy, często też rodzina, a nawet lekarze.

Świat vs. niepłodność

„Doświadczenie osób, które na skutek okoliczności, takich jak choroba, utracili lub nigdy nie nabyli zdolności do zostania biologicznymi rodzicami, pokazuje, jak wielowymiara i złożona jest niepłodność. Nie widzimy mężczyzny, który stracił fragment swojego zdrowia, nie widzimy kobiety, której coś nie zostało dane. Widzimy natomiast kogoś, kto nie ma dzieci, a przecież powinien” – pisaliśmy w naszym portalu o trudach zmagania się nie tylko z niepłodnością, ale i z wizją innych ludzi, których oceny nieraz są niezwykle krzywdzące. Co więcej, mogą one brutalnie wzmacniać poczucie, iż kara jest jedynym wyjściem. Musimy w końcu ponieść ODPOWIEDZIALNOŚĆ za bycie – według świata – niewystarczającą, czy też niewystarczającym. Owa odpowiedzialność staje się niemal kluczowa, co podkreśla także psycholog: „Świadomie używam w tutaj sformułowania ‘odpowiedzialność’ na zmianę z ‘poczuciem winy’, choć oczywiście nie są to synonimy. W tym przypadku jednak wzięcie na siebie przez kobietę  jednoosobowej odpowiedzialności za sytuację jest moim zdaniem również zniekształceniem rzeczywistości, prowadzącym do podobnych konsekwencji emocjonalnych, jak ma to miejsce w przypadku poczucia winy”.

Język, jakim o niepłodności mówią niektórzy lekarze i media, akcentując nadmiernie wpływ odkładania macierzyństwa i stylu życia na potencjalne problemy z płodnością, przy jednoczesnym pomijaniu ich przyczyn medycznych, także sprzyja braniu na siebie przez kobiety głównej odpowiedzialności za doświadczaną niepłodność. Jeśli pomimo przeprowadzenia profesjonalnej diagnostyki niepłodności nie daje się ustalić przyczyny trudności albo jeżeli mimo zastosowanych nowoczesnych metod terapii kobieta nadal nie zachodzi w ciążę, bardzo trudno jest jej uniknąć pułapki myślenia o sytuacji w kategoriach własnej odpowiedzialności. Zazwyczaj zaczyna się ona zastanawiać co jeszcze, oprócz jej fizjologii, mogło spowodować niepłodność lub przyczynić się do niepowodzenia.”

Dorota Gawlikowska, psycholog

Zobacz także: Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

Dookoła siebie

Znasz koncepcję błędnego koła? Każdemu z nas zdarza się w nie wpadać, gdy pojawiające się myśli, czy też działania, zaczynają nakręcać kolejne mało konstruktywne sytuacje. Tak samo może być z poszukiwaniem winy za niepłodność w samej sobie. Kobieta zaczyna gubić się w tym, co się tak naprawdę stało. „Może coś przeoczyła, zaniedbała? Może niedostatecznie dbała o siebie po transferze zarodka? Albo we wczesnej ciąży poszła do pracy zamiast zostać w domu i dlatego poroniła? A może to wszystko przez to, że kiedyś przyjmowała pigułki antykoncepcyjne? Powodów do odczuwania poczucia winy zawsze znajdzie się wiele. Jeżeli kobieta ma gotowość do wzięcia jej na siebie, ponieważ przywykła do obarczania samej siebie winą za wszelkie życiowe niepowodzenia, trudno jej będzie tego uniknąć” – mówi ekspertka.

Jest to aspekt, nad którym każdy z nas powinien się głęboko zastanowić. Jak to jest ze mną? Czy biorę na siebie zbyt wiele odpowiedzialności? Czy moje poczucie własnej wartości jest na tyle niskie, że mam tendencję do samokarania?

Owszem, niektórym z nas przychodzi to niestety łatwiej. Często są to schematy wyniesione jeszcze z dzieciństwa, ukształtowane przez lata i bardzo trudne do zmiany. Są niemal częścią naszej osobowości. Nieraz niektóre z podobnych schematów potrafią bardzo hamować rozwój i umniejszać poczucie satysfakcji z życia. Ciągle bowiem każą nam ze sobą walczyć i momentalnie uruchamiają się w trudnych, obciążających nas sytuacjach.

Bardzo ciekawą formą odszukania w sobie owych schematów i próbą ich zmiany może być terapia schematów, stworzona przez Jeffrey’a Young’a. Jednym z dysfunkcyjnych schematów jest tam właśnie m.in. „Nastawienie na karanie”. Osoby, w których życiu można odnaleźć taki motyw, mają przekonanie o konieczności rygorystycznego karania za błędy. Zarówno oni, jak i inni ludzie, powinni bezdyskusyjnie i z całą surowością odpowiadać za potknięcia. Niezwykle trudno jest im zauważyć jakiekolwiek okoliczności łagodzące, czy też dostrzec słabości, jakie mogą utrudniać codzienne zmagania. Ciężko jest im empatyzować ze światem i z sobą samym – kara zwycięża nad wybaczeniem. Kiedy więc okazuje się, że niepłodność przejmuje życie takiej osoby, włączający się schemat potrafi wzmocnić skłonność do destrukcyjnych myśli i działań. Walka w pojedynkę może okazać się wtedy zbyt trudna i warto poprosić o wsparcie kogoś z zewnątrz. Kogoś, kto pomoże nam zmierzyć się nie tylko z okolicznościami zewnętrznymi, ale i wewnętrznymi „demonami”.

Pomocna dłoń uchroni przed karą

„Bywa, że najprostsze metody nie skutkują. Nie mogą, ponieważ nie są na niczym wsparte. Wewnętrzny, uspokajający głos nie może zabrzmieć, ponieważ nigdy nie miał szansy się narodzić. Wtedy też trzeba szukać pomocy na zewnątrz. W terapii uczymy się, jak sobie ufać, szanować, wierzyć swoim uczuciom. Dla wielu osób sam fakt bycia uważnie słuchanym jest bezcennym i jednym z pierwszych w życiu tego typu doświadczeń. Interpretacja terapeuty nie zawsze musi być trafiona, ale to, że ktoś nas próbuje zrozumieć, jest ważne” – pisała w naszym portalu psychoterapeutka Katarzyna Mirecka.

Rozmowa z psychologiem może dać też siłę i motywację do dalszej walki z niepłodnością. Może pomóc nie tylko z bieżącymi trudnościami, ale też poprowadzić w kierunku, który wykluczy (a przynajmniej zniweluje) potrzebę uderzania w siebie. Oczywiście terapeuci to nie cudotwórcy, którzy magiczną różdżką zmienią lata naszych przekonań. Nie pokolorują za nas świata, a często wręcz wprowadzą do niego czarne barwy. Pomogą jednak zaopiekować się całą paletą owych barw – także tych ciemnych.

O wiele łatwiej więc wpłynąć na swoją motywację oraz poradzić sobie z trudnymi emocjami, jeśli pozwolimy sobie i innym o nas zadbać. Nie da się jednocześnie wymagać od swojego ciała optymalnej współpracy w procesie leczenia i odmawiać mu prawa do zaspokojenia ważnych potrzeb, eksploatować go nadmiernie czy zaniedbywać. Pamiętajmy, że ciało jest jedynym narzędziem, którym dysponujemy by zajść w ciążę i dlatego odnoszenie się do niego z wrogością nie pomaga w osiągnięciu celu. Dlatego warto proces leczenia przeżywać ze wsparciem psychologicznym, które umożliwi nam zobaczenie niepłodności w kontekście całego naszego życia i odkrycie, jak bardzo złożone są kwestie odpowiedzialności za przeżywaną przez nas dzisiaj sytuację. Jak wiele czynników wpłynęło na fakt, że jesteśmy dzisiaj w tym konkretnym miejscu, jak wiele osób i zdarzeń miało i ma nadal wpływ na historię i przebieg naszych starań” – podkreśla psycholog.

Zobacz także: Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Nadzieja jest wewnątrz!

„Dzięki temu łatwiej nam będzie także odkryć, dlaczego chcemy karać siebie za niepowodzenia w leczeniu oraz jakie są źródła złości, czy poczucia winy, które nas do tego popychają. Będziemy mogli poradzić sobie wtedy z tymi emocjami oraz zadbać o siebie w sposób, który będzie najlepiej sprzyjał dalszym staraniom. To, co służy nam jako ludziom, co wspiera nas i nasze związki, najczęściej wpływa także pozytywnie na starania o dziecko. Człowiek jest całością i nie da się zadbać wybiórczo jedynie o jego płodność z pominięciem, czy lekceważeniem, innych obszarów jego funkcjonowania” – podsumowuje Dorota Gawlikowska.

Kiedy zatem kolejny raz usłyszysz w swojej głowie głosy mówiące: „Musisz. Powinnaś. Nie nadajesz się. To twoja wina. Wstyd” – złap głęboki oddech. Daj sobie przestrzeń na przeżycie bólu, który stoi za tymi głosami. Może okazać się, że wcale nie są one twoje. Może to głos płynący z mediów, a może słowa rodziców, które od małego słyszałaś w swoim domu? Wiedz, że wcale nie musisz się za nie karać. Niech przepłyną obok, bo jesteś zbyt ważna i silna by robić sobie krzywdę. Wątpisz? Przeczytaj zatem komentarz jednej z naszych czytelniczek: „Diagnoza niepłodności to dla kobiety cios rozwalający na łopatki. Czas mija, oswaja… ale jest blizna, która gdy sypnie się sól, staje się raną i boli. Osoby starające się o dziecko, zmagające się z niepłodnością, to wojownicy. Silni ludzie o wrażliwym sercu… Zrozumienie i wsparcie bardzo pomaga” – zrozum, weź wsparcie, ale nie szukaj kary, bowiem jak widzisz w przytoczonych tu słowach, wrażliwość i siła nie muszą się wykluczać. Obie te części są w tobie. I niezależnie od okoliczności, są piękne.

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.