Przejdź do treści

Zapalenie stawów powodem wczesnych porodów?

Dzieci matek z reumatoidalnym zapaleniem stawów mogą urodzić się przedwcześnie – do takich wniosków doszli duńscy i amerykańscy naukowcy.

Ciężarne kobiety z takim schorzeniem są narażone na wczesny poród 2 razy częściej, niż te zdrowe. Badania były jednak wtórne, zatem stawiana teza niekoniecznie  musi pokrywać się z rzeczywistością. Ane Rohm ze Szpitala Uniwersyteckiego w Kopenhadze, prowadząca grupę badaczy, korzystała z ogólnokrajowych rejestrów narodzin. Pod lupę wzięto obejmujące lata 1977 – 2008. Część – ze względu na brak związku między czasem porodu,  a dolegliwościami matki – wykluczono. Grupa studyjna wyniosła zatem ponad 1,9 miliona dzieci.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wyniki pokazały, że 13 500 niemowląt było narażonych na schorzenia, bez względu na to, czy chorobę rodzicielki zdiagnozowano przed lub po porodzie. Wymiary 2 101 – obwód głowy i brzucha – były podobne do wymiarów dzieci zdrowych kobiet. Różnica wagi to 87 gramów, ciężaru łożyska zaś 14. Iloraz szans na przedwczesny poród to 1,48 (już zdiagnozowane zapalenie stawów) oraz 1,32 (diagnoza postawiona po narodzinach).

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Glutation – związek zdrowia

glutation
fot. Fotolia

Nowy Rok to często okres postanowień związanych z lepszym dbaniem o własne zdrowie. Wiąże się z tym m.in. troska o odpowiednią dietę i dostarczane organizmowi niezbędne składniki. Jednym z nich jest glutation – czy wiesz, dlaczego w czasie starań o dziecko jest aż tak istotny?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Glutation to jeden ze związków budzących w ostatnim czasie ogromne zainteresowanie badaczy. We współczesnym zabieganym i niestety zanieczyszczonym świecie szukamy bowiem składników, które w jak najlepszy sposób pomogą naszemu ciału się regenerować.

Dzieje się to chociażby w procesie detoksykacji, a glutation właśnie odtruwa organizm z toksyn oraz wspomaga pracę wątroby. Jest to bardzo silny antyoksydant – pomaga zwalczać wolne rodniki, usuwa metale ciężkie z organizmu, poprawia pracę układu immunologicznego oraz opóźnia proces starzenia się komórek.

Glutation i jego dobroczynne właściwości

Ma to ogromne znaczenie dla płodności. Jeśli chodzi o panów, niedobory glutationu negatywnie wpływają na ruchliwość i budowę plemników. Może mieć to związek ze stresem oksydacyjnym, którego przyczyną jest zbyt wysoki poziom utleniaczy w organizmie.

Dlatego tak ważne jest zadbanie o utrzymanie odpowiedniej ilości antyoksydantów. Co ciekawe, glutation pomaga także hamować aktywność kortyzolu, a jest on zdecydowanym przeciwnikiem testosteronu wpływającego m.in. na męskie libido. U kobiet zaś brak antyoksydantów może negatywnie oddziaływać na cykl oraz powodować powstawanie stanów zapalnych.

Zobacz także: 10 superfoods dla płodności – masz je na swoim talerzu?

Gdzie szukać glutationu?

Glutation to związek zbudowany z kilku składowych i nie można dostarczyć go organizmowi bezpośrednio. Dlatego też zwiększanie jego ilości wiąże się raczej z dostarczeniem składników, które w organizmie będą mogły się dopiero w glutation przekształcić.

Ich źródłem są przede wszystkim owoce i warzywa – awokado, szparagi, brokuły, kapusta, szpinak, cebula, marchew, cukinia czy truskawki. Co ważne, w zachowaniu odpowiedniego poziomu glutationu duże znaczenie mają również witaminy C, B12 i E.

Jeśli umiemy odpowiednio zadbać o dietę, nie powinniśmy się martwić o swoje zdrowie. Bywa jednak, że potrzebujemy wsparcia. Dla panów może być nim Profertil, który zawiera w sobie właśnie m.in. glutation.

Warto postawić na skomponowane przez specjalistów produkty, które dostarczają niezbędnych składników. Dobrze byłoby bowiem podczas noworocznych postanowień zastanowić się nad tym, co dostarczamy swojemu organizmowi – zacznijmy rok z nową siłą!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Żyła tylko 96 minut, ale miała zdążyć pomóc innym dzieciom. Finał tej historii łamie serce

Dziecięce buciki w dłoni
fot. Pixabay

Donoszenie ciąży w sytuacji, gdy płód ma poważną wadę letalną, to zawsze heroiczny wysiłek. Rodzice małej Avy-Joy zdecydowali się go podjąć, by z tej dramatycznej historii wynieść coś dobrego dla innych. Tego, co się wydarzyło, nie mogli się jednak spodziewać.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Świat Hayley i Scotta Martinów legł w gruzach, gdy podczas połówkowego badania USG dowiedzieli się od lekarza, że córeczka, której się spodziewają, ma rzadką wadę letalną. U dziecka zdiagnozowano agenezję nerek, która charakteryzuje się brakiem obu nerek. Dodatkowo – z powodu niedostatecznej ilości płynu owodniowego – deformacji uległy płuca kształtującego się płodu. Takie wady prowadzą zwykle do obumarcia płodu w łonie matki lub śmierci dziecka tuż po porodzie.

Ava-Joy „będzie żyła w kimś innym”

Mimo ogromnego ciężaru emocjonalnego, jaki wiązał się z tą decyzją, 30-letnia Hayley postanowiła donosić ciążę. Para zdecydowała, że choć małej Avie-Joy (bo tak nazwano dziewczynkę) nie będzie dane przeżyć, może pomóc innym dzieciom, przekazując swoje narządy do transplantacji. Ta myśl dodawała brytyjskiej parze otuchy.

Jakaś jej część pozostanie przy życiu, nie zniknie całkowicie. Będzie żyła w kimś innym – mówiła wówczas mama Avy-Joy.

W 37. tygodniu ciąży konieczne było wykonanie cesarskiego cięcia – z każdym dniem wzrastało bowiem ryzyko martwego urodzenia. Ava-Joy przyszła na świat 8 stycznia 2018 r. w szpitalu w angielskim mieście Hull. Rodzice, nie wiedząc, ile będzie im dane spędzić z małą córeczką, przygotowali dla niej wszystko, co mogłoby sobie wymarzyć dziecko: swoje pełne ciepła ramiona, tuzin miękkich pluszaków, piękne ubranko i prezent od babci: wisiorek w kształcie motyla. Mała córeczka, otoczona miłością i troską, przeżyła 96 minut.

Mimo że młodzi rodzice wiedzieli, że ich córeczka nie ma szans na przeżycie, nie potrafili przygotować się na rozstanie.

– Personel medyczny, w tym lekarze, mówili nam, że mieliśmy 20 tygodni, by się na to przygotować. Ale nic nie jest w stanie przygotować cię na śmierć własnego dziecka. Każdego dnia myślisz, że w końcu obudzisz się z tego koszmaru, ale to się nie dzieje – przyznała Hayley Martin.

O 55 g za mało

Niestety, śmierć dziecka nie była jedyną złą wiadomością, z którą musieli się zmierzyć. Okazało się, że Ava-Joy jest zbyt mała, by być dawczynią narządów. Dziewczynce zabrakło zaledwie 55 g wagi, by jej organy – zgodnie z procedurami – mogły zostać wykorzystane do przeszczepu.

Choć finał tej historii był druzgocący i przyniósł młodym rodzicom bardzo wiele cierpienia, oboje zgodnie deklarują, że drugi raz postąpiliby tak samo.

– To było najlepsze 96 minut naszego życia – mówiła Hayley w rozmowie z dziennikiem Daily Mail.

Chociaż Ava-Joy nie mogła pomóc innym dzieciom, Martinowie postanowili uczcić pamięć o niej w inny sposób. Swoją historię opowiedzieli mediom w ramach kampanii na rzecz poprawy opieki szpitalnej dla rodziców, którzy spodziewają się dziecka z wadą letalną. Planują także założyć organizację charytatywną Motyli Szlak Avy, która ma pomagać rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci pogodzić się ze stratą.

Źródło: Metro.co.uk, Dailymail.co.uk

Przeczytaj również: Przez celiakię wielokrotnie poroniła. Lekarze nie umieli powiedzieć, co jej dolega

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dopłaty do in vitro w Częstochowie. Rusza kolejna edycja programu

Dopłaty do in vitro w Częstochowie
fot. Fotolia

W Częstochowie ogłoszono listę placówek, które w tym roku zrealizują miejski program in vitro. Chętne pary niedługo będą mogły składać wnioski o zakwalifikowanie do programu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

15 stycznia ukazała się lista klinik, w których pary mogą podjąć się leczenia niepłodności metodą in vitro.

W tym roku będzie to Provita i Gyncentrum Clinic z Katowic, Novomedica z Mysłowic, Gameta ze Rzgowa pod Łodzią, Invi-Med-T z Warszawy i białostockie Centrum Bocian.

Z programu mogą skorzystać pary i małżeństwa z Częstochowy. Kobieta powinna być w wieku od 20 do 40 lat, a przed przystąpieniem do in vitro para musi mieć udokumentowane próby leczenia niższego rzędu lub posiadać bezpośrednie wskazania do zapłodnienia pozaustrojowego.

Zobacz także: In vitro w Częstochowie w 2018 roku – miasto szuka klinik

Dopłaty do in vitro w Częstochowie

Miasto przeznaczy na ten cel 150 tys. zł, co wystarczy na pomoc dla 30 par. Dopłata jest jednorazowa i wynosi 5 tys. zł.

To już szósta edycja dopłat do zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego w Częstochowie. To miasto jako pierwsze w Polsce zdecydowało się na finansowanie leczenia niepłodności metodą in vitro z własnych pieniędzy.

Początkowo program miał trwać od roku 2012 do roku 2014. Ostatecznie przedłużono go jednak do roku 2020.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.czestochowa.wyborcza.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Specjaliści alarmują: Choroby weneryczne zbierają żniwo

choroby weneryczne
fot. Fotolia

W Polsce z roku na rok rośnie liczba zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową – wynika z danych przedstawionych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje z kolei, że każdego dnia na świecie odnotowywanych jest ponad 1 milion zakażeń chorobami wenerycznymi. Specjaliści biją na alarm – wiele osób lekceważy objawy i zaraża swoich partnerów seksualnych. Tymczasem nieleczone choroby weneryczne mogą prowadzić do groźnych dla zdrowia, a nawet życia, powikłań.

Swoboda seksualna, różnorodność praktyk seksualnych oraz brak elementarnej wiedzy na temat chorób wenerycznych – to główne przyczyny wzrostu liczby zakażeń. Niestety choroby weneryczne to wciąż temat tabu. Choć współczesna medycyna umożliwia dokładną diagnostykę oraz skuteczne leczenie, wstydzimy się pójść do lekarza i wykonać badania.

Choroby weneryczne i czynniki ryzyka

Choroby weneryczne przenoszone są poprzez kontakty seksualne. Wywołują je wirusy, bakterie, grzyby, pierwotniaki oraz niektóre pasożyty człowieka. Można się nimi zarazić nie tylko podczas tradycyjnego stosunku ale również podczas kontaktów analnych i oralnych.

Niestety nie ma metody, która w 100 proc. zabezpieczałaby przed zakażeniem. Zatem każda osoba aktywna seksualnie jest potencjalnie narażona na zakażenie i może stać się nosicielem choroby wenerycznej. Ryzyko zakażenia wzrasta wraz z liczbą partnerów seksualnych oraz liczbą stosunków bez użycia prezerwatywy.

Zobacz także: Dlaczego chlamydia ogranicza płodność – radzi ekspert!

Nie tylko HIV

Poziom wiedzy na temat chorób przenoszonych drogą płciową jest wciąż niski. Profilaktyka, wśród osób aktywnych seksualnie, ogranicza się zwykle do testów wykrywających zakażenie wirusem HIV.

Wielu nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że istnieje szereg chorób wenerycznych, do zakażenia którymi dochodzi dużo łatwiej i o wiele częściej niż wirusem HIV. WHO szacuje, że każdego roku 357 mln nowych zakażeń chorobami wenerycznymi dotyczy jednaj z czterech chorób: chlamydiozy (131 mln), rzeżączki (78 mln), kiły (5,6 mln) i rzęsistkowicy (143 mln).

Nie lekceważ objawów

Typowymi objawami chorób wenerycznych, które powinny wzbudzić Twoją czujność są:

  • ból pieczenie, swędzenie w okolicach narządów płciowych
  • ból i pieczenie podczas oddawania moczu
  • zmiany skórne w okolicach narządów płciowych (krosty, pęcherzyki, owrzodzenia, zaczerwienienia)
  • zmiana konsystencji i zapachu wydzieliny z pochwy/penisa
  • ból podczas stosunku
  • bóle podbrzusza
  • powiększenie węzłów chłonnych, szczególnie pachwinowych

W przypadku wystąpienia któregoś z powyższych objawów należy niezwłocznie udać się do lekarza (ginekologia, dermatologa, urologa) i poddać się leczeniu. Do czasu całkowitego wyleczenia należy unikać kontaktów seksualnych.

Mężczyźni na celowniku

Choroby weneryczne, szczególnie u mężczyzn, mogą przebiegać bezobjawowo przez długi czas a ewentualne symptomy są przez nich ignorowane. Mężczyźni niechętnie mówią o swoich dolegliwościach i unikają lekarza.

Dodatkowo, kiedy pojawia się problem intymny, nie wiedzą dokąd powinni się udać. Kobieta w takiej sytuacji idzie do ginekologa, a mężczyzna często udaje, że problem nie istnieje. Objawów chorób wenerycznych nie można lekceważyć! Nieleczone mogą prowadzić do pogorszenia jakości życia seksualnego, problemów zdrowotnych, niepłodności, a niektóre mogą okazać się groźne dla życia.

Zobacz także: Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! 

Sprawdź czy jesteś nosicielem

Prowadzisz aktywne życie seksualne? Masz więcej niż jedną partnerkę seksualną? Przydarzył Ci się przypadkowy seks bez zabezpieczenia? Przynajmniej raz w roku profilaktycznie wykonaj badania w kierunku chorób wenerycznych! Wczesna diagnoza i podjęte leczenie dają większe szanse na wyleczenie.

Obecnie medycyna dysponuje nowoczesnymi metodami diagnostycznymi i skutecznymi sposobami leczenia, które pozwalają skutecznie wyleczyć bądź zahamować rozwój choroby u zakażonej osoby.

Nosicielstwo większości patogenów wywołujących choroby weneryczne można łatwo zdiagnozować przy pomocy badań molekularnych wykonanych techniką PCR (ang. polymerase chain reaction, reakcja łańcuchowa polimerazy). Jest to obecnie jedna z najczulszych metod wykrywania zakażeń mikroorganizmami. Co więcej, badanie to może być wykonane z moczu. Próbkę do badania możesz więc pobrać sam!

#Zbadaj się, bądź pewny siebie

Trwa kampania „Zbadaj się, bądź pewny siebie” organizowana przez Gyncentrum Laboratoria Genetyczne oraz Śląskie Laboratoria Analityczne. Celem kampanii jest szczerzenie wiedzy na temat ryzyka zakażeń oraz konsekwencji chorób wenerycznych wśród mężczyzn aktywnych seksualnie. Akcja ma także zachęcić mężczyzn do wykonywania badań w kierunku chorób wenerycznych.

W pakiecie taniej! Tylko teraz badania w kierunku chorób wenerycznych w korzystnych pakietach aż do 65% taniej! Szczegóły akcji na www.profilaktyczni.pl

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.