Przejdź do treści

Zanim zaopiekujesz się dzieckiem, zaopiekuj się… sobą

110.jpg

Starania o dziecko to często wahania nastrojów. By sobie z nimi poradzić, warto znaleźć dla siebie czas i się sobą zaopiekować.

Kasia i Aleksander od kilku lat starają się o dziecko. Cztery lata temu Kasia zaszła w ciążę, ale w 9 tygodniu poroniła. Później naturalne starania nie przyniosły spodziewanych rezultatów. I w efekcie badań, zaproponowano im inseminację, która niestety nie zaowocowała ciążą. Łamiącym się głosem Kasia opowiada, że nie dość, że bardzo by chciała mieć dziecko i nie udaje się zrealizować tego pragnienia, to jeszcze często jest jej przykro, gdy spotyka się ze znajomymi, którzy mają dzieci i słyszy: „a wy kiedy? Na co czekacie?” Uważa, że są niewrażliwi i nietaktowni. Aleksander w żartach usłyszał od kolegi: „Może cię nauczyć jak to się robi?” Mężczyzna czuł się wściekły, ale i bezradny. To w jego spermie jest za mało żywych plemników i czuje się winny, że przez niego nie może z żoną doczekać się potomka. Nie jest to coś, o czym ma ochotę opowiadać kolegom. Para o swoich problemach z poczęciem dziecka powiedziała jedynie najbliższej rodzinie. Kasia i Aleksander uważają, że to ich prywatna sprawa i nie mają ochoty wtajemniczać w nią swoich znajomych. Ostatnio Kasia zauważyła, że unikają kontaktów towarzyskich, a mąż przestał grać z kolegami w piłkę, co zawsze bardzo lubił.

Kinga i Marcin są po trzech nieudanych in vitro. Po ostatniej próbie Kinga była zrozpaczona i spytana przez koleżankę w pracy, co się stało, opowiedziała jej, że bezskutecznie starają się z mężem o dziecko, o stymulacjach, które źle znosiła i zawiedzionych za każdym razem nadziejach. Koleżanka dodała jej otuchy. Jednak Kinga ma wrażenie, że odkąd znajoma wie o jej chorobie, częściej mówi o swoich dzieciach. Kinga już sama nie wie, czy faktycznie tak jest, czy tylko jej się wydaje. Czuje się jednak zraniona opowieściami koleżanki. Czasem jest na granicy płaczu, czasem czuje się naprawdę zła. Prawie zawsze bezradna. Ma poczucie, że skoro powiedziała, że jak dotąd bezskutecznie starają się z mężem o dziecko, to koleżanka powinna wiedzieć, że jej opowieści o dzieciach są raniące.

Czy to znaczy, że jeśli borykacie się z niepłodnością – bez względu na to, czy powiecie o swoich problemach otoczeniu, czy nie – będziecie ranieni? Czy faktycznie jesteście zupełnie bezbronni, skazani na dodatkowe przykrości? Wydaje się, że niekoniecznie.

Jeśli leczycie się z powodu niepłodności możecie czuć się tak, jak byście jechali kolejką górską. W jednej chwili jesteście pełni optymizmu i nadziei, że wasze pragnienia wreszcie się spełnią, by krótko potem, gdy okazuje się, że jednak nie udało się zajść w ciążę czy jej utrzymać, pogrążyć się w żałobie – smutku, wręcz rozpaczy i beznadziei. Możliwe, że czujecie się gorsi od innych, szczególnie tych, którzy nie mieli problemów z poczęciem dziecka. Niewykluczone też, że w waszym odczuciu, życie bez dziecka nie ma sensu. Tego rodzaju przeżycia są wyczerpujące zarówno psychicznie jak i fizycznie. Mogą one sprawiać między innymi, że będziecie unikać nowych wyzwań, znajomości; silniej niż wcześniej przeżywać porażki i odczuwać zranienia.

Jak w tym trudnym okresie zaopiekować się sobą? Można to zrobić na wiele sposobów i zapewne sprawianie sobie różnych, nawet drobnych, przyjemności może przynieść ulgę i być pomocne (np. floating, zabieg kosmetyczny). W swoim artykule chciałam się jednak skupić na relacjach z innymi jako źródle wsparcia lub dodatkowych cierpień w czasie walki z niepłodnością.

Ludzie w różnym stopniu chcą czy potrafią dopuszczać innych do swoich prywatnych spraw. Każdy ma prawo do niezależnej decyzji w tym względzie. Warto jednak mieć świadomość konsekwencji własnych wyborów. Co się dzieje jeśli nie mówię rodzinie, przyjaciołom, znajomym o ważnych dla siebie sprawach? Co jeśli ktoś nadużył mojego zaufania? Co mogę zrobić, kiedy osoba, której się zwierzyłam zachowuje się potem inaczej niż bym oczekiwała?

Jedną z częstych motywacji do nieinformowania otoczenia o trudnościach z poczęciem dziecka wydaje się być lęk przed szeroko rozumianym zranieniem. To prawda, że raczej nie da się całkowicie uniknąć sytuacji, w których może wam być przykro z powodu niepłodności. Czasem przecież wystarczy widok ciężarnej kobiety, by poczuć bolesne ukłucie zazdrości. Prawdopodobnie też będziecie stykać się z osobami, które albo będą wam z jakiegoś powodu radziły, żebyście postarali się o dziecko (nie mając pojęcia, jak bardzo się o nie staracie), albo będą pytały o wasze plany związane z rodzicielstwem, nie zdając sobie sprawy, że właśnie dotknęły waszego najczulszego punktu. Tego rodzaju sytuacje nie ograniczają się zresztą wyłącznie do osób cierpiących z powodu niepłodności. Dotyczą każdego, kto doświadczył znaczącej utraty lub jest pozbawiony czegoś dla siebie ważnego, co inni mają niejako bez wysiłku (np. dziecko z niepełnej rodziny; kobieta, która pragnie założyć rodzinę, a nie może znaleźć partnera; mężczyzna, który po wypadku nie jest w stanie pracować jak dawniej i łożyć na dom). Możliwe, że na przypadkowe sytuacje, z udziałem nieznajomych lub słabo znanych osób, których nie chcecie wtajemniczać w swoje problemy macie niewielki wpływ.

Zupełnie inaczej jest w przypadku osób, z którymi utrzymujecie stałe kontakty – waszej rodziny, przyjaciół, bliższych znajomych. Jeśli te osoby nie wiedzą o waszej chorobie, właściwie nie możecie liczyć na ich zrozumienie czy wsparcie, co skazuje was na samotność czy nawet pewne wykluczenie. Jeśli zaryzykujecie wtajemniczenie bliskich w swoje sprawy, możecie z kolei liczyć na ich pomoc, a przynajmniej na to, że nie będziecie ranieni ich pytaniami czy komentarzami. Oczywiście może tutaj pojawić się wiele wątpliwości: a co jeśli niestety tak się nie stanie? Co jeśli już powiedzieliśmy, że leczymy się w klinice niepłodności, a osoby, na których zrozumienie liczyliśmy, zawiodły nas? Co jeśli musimy teraz słuchać rad całej rodziny, a najbliższa koleżanka, która szczęśliwie została matką nie mówi o niczym innym tylko o swoim uroczym skądinąd synku?

Warto pamiętać, że każdy człowiek ma prawo chronić siebie. Szczególnie jeśli w raniący dla was sposób zachowują się osoby z rodziny czy kręgu przyjaciół, możecie powiedzieć o swoich uczuciach, najlepiej używając komunikatów w pierwszej osobie. Na przykład: „Przykro mi, kiedy….”, „złości mnie, że…” „jestem zawiedziona, gdy….”. Jeśli czujecie, że mówienie w ten sposób o własnych uczuciach jest dla was zbyt trudne lub jeśli obawiacie się, że nie spotka się to ze zrozumieniem, może warto poprosić bliskich, by poczytali o waszej chorobie w internecie. Może zechcecie wskazać strony (blogi? Wątki na forach?), które dobrze korespondują z waszymi doświadczeniami czy przeżyciami? Albo przesłać link do strony informującej o tym, co szczególnie rani osoby borykające się z niepłodnością, a co jest pomocne?

Macie także prawo do nie rozmawiania o swoich sprawach (nie teraz, nie z tą osobą) i możecie asertywnie powiedzieć wprost, np.: „nie chcę o tym rozmawiać”, „wolałbym zmienić temat”, „dam ci znać, kiedy będę gotowy, o tym mówić”. Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, jakimi osobami się otaczacie. Czy są wśród nich empatyczni, wspierający ludzie? Może jest ktoś, kto ma lub miał podobne doświadczenia i jest gotów o tym rozmawiać albo wspólnie o tym pomilczeć? Może ta bolesna sytuacja, w jakiej się znaleźliście stanie się przyczynkiem do nawiązania głębszych relacji z serdecznymi, rozumiejącymi ludźmi?

Jeśli borykanie się z niepłodnością jest dla was źródłem trudnego do zniesienia cierpienia; jeśli czujecie, że zamykacie się w sobie, macie coraz mniej satysfakcjonujących kontaktów z ludźmi; sprawy, które dotąd przynosiły wam radość, teraz was nie cieszą lub z innego powodu, macie poczucie, że sytuacja, w której się znaleźliście jest dla was szczególnie bolesna, możecie zechcieć szukać dla siebie profesjonalnej pomocy, np. psychoterapeuty (niekoniecznie jako para, bo choć problem niepłodności jest problemem pary, to każdy z was może go inaczej przeżywać) czy grupy wsparcia prowadzonej przez specjalistę. W walce z niepłodnością – jak z każdą chorobą – sfera psychiczna odgrywa ważną rolę, a opiekowanie się sobą, szukanie dla siebie pomocy w trudnych okresach jest przejawem zdrowia psychicznego.

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.

Prestiżowe odznaczenie dla dr Preeti Agrawal – lekarki, która do płodności podchodzi holistycznie

dr Preeti Agrawal
Fot. Dolnośląski Urząd Wojewódzki we Wrocławiu

Prezeska Fundacji Kobieta i Natura otrzymała odznaczenie państwowe – Złoty Krzyż Zasługi od Prezydenta RP. Działania dr Preeti Agrawal docenione zostały na płaszczyźnie działalności społecznej na rzecz rozwoju świadomości zdrowotnej społeczeństwa.

Człowiek jako całość

Uroczystość odbyła się w Urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu, gdzie odznaczenia dostali właśnie mieszkańcy Dolnego Śląska. Dr Preeti Agrawal zajmuje się pacjentami w Żernikach Wrocławskich, tam też mieści się siedziba Fundacji Kobieta i Natura.

Lekarka promuje holistyczne podejście do zdrowia, dbanie o harmonię i dostęp do wewnętrznej mądrości ciała. Jest doktorem nauk medycznych, specjalistką II stopnia z ginekologii i położnictwa. Odznaczenia wręczone zostały przez Wojewodę Dolnośląskiego – ważni ludzie, znakomite działania, znaczące idee. Gratulujemy!

Tekst o holistycznym leczeniu niepłodności przez dr Preeti Agrawal poniżej:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności – dr Preeti Agrawal z Wrocławia opowiada o swoim podejściu do leczenia niepłodności

Źródło: „Fundacja Kobieta i Natura”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak odzyskać poczucie sprawstwa w swoim życiu w trakcie lub po leczeniu niepłodności, czyli kto tu tak naprawdę rządzi?

utrata kontroli

Poczucie, że utraciło się kontrolę jest jednym z najsilniejszych i najbardziej dotkliwych uczuć związanych z niepłodnością. Nie musi pojawiać się od razu, może dotyczyć pojedynczych obszarów życia lub dawać poczucie, że utrata jest totalna. A czasami może przebiegać niepostrzeżenie i tylko nie wiadomo, skąd kłótnie w parze, dlaczego jedna strona sprawia wrażenie, jakby chciała zawładnąć drugą.

Uczucie utraty kontroli jest bardzo nieprzyjemne. Może się kojarzyć z sytuacją uwięzienia, kiedy ktoś inny podejmuje decyzje (na przykład lekarz), powrotu do dzieciństwa i jego nielubianych aspektów, kiedy rodzice mieli ostateczny głos czy nawet, że decyduje partner.

Utrata poczucia sprawstwa bywa również zaskakująca. Wydawać by się mogło, że decyzja o założeniu rodziny jest zbyt intymna, by mógł w niej uczestniczyć ktokolwiek spoza pary. Narasta więc poczucie frustracji, przygnębienia i desperacji. Sposoby odzyskania poczucia kontroli mogą więc być różne. Osoby, które dotychczas miały wrażenie (słuszne zwykle), że stanowią dla siebie wsparcie, w niepłodności zaczynają się obwiniać lub stawać sobie na drodze do osiągnięcia celu.

Droga do utraty

Jednak kiedy myślimy o poczuciu kontroli utraconym w procesie zbyt długich starań o dziecko pojawia się pytanie, na ile rzeczywiście mamy kontrolę nad własną płodnością. Badania pokazują, że w początkowej fazie, tuż po postawieniu diagnozy niepłodności albo nawet jeszcze przed, kiedy zaledwie przeczuwa się, że coś jest tak, pary zaczynają przyglądać się swojemu życiu seksualnego. Dochodzą do wniosku, że ciąża się nie pojawia, ponieważ nie trafiają w owulację. Że być może ich styl życia lub nawyki są nieodpowiednie, że są zbyt zestresowani, skupieni na karierze. Sądzą więc, że jeśli wprowadzą „odpowiednie” zmiany, dziecko się pojawi. Oni natomiast odzyskają kontrolę.

Żeby uratować się przed utonięciem we własnych uczuciach, ludzie robią różne rzeczy. Weźmy na przykład Janka i Alicję, obydwoje po 35 roku życiu, starają się o ciążę od 3 lat. Przeszli trzy inseminacje i jedną procedurę in vitro. Wszystkie próby były nieudane. Teraz mogą podejść do kolejnej, klinika czeka. Teraz, kiedy stoją przed kolejną próbą, przed kolejnymi nadziejami i ryzykiem porażki i przed kolejną koniecznością sięgnięcia do coraz bardziej pustego konta, sytuacja jest niewesoła.

On jednak pyta, kiedy zadzwonią do kliniki, żeby umówić się na rozpoczęcie procedury. Ona odpowiada, że właśnie złapała wiatr w żagle w pracy, że zaczęła ważny projekt, który chciałaby skończyć. On pyta, ona ciągle mówi to samo: że za chwile, że teraz jest coś innego, co zaprząta jej myśli, a chciałaby całkiem skupić na staraniach. On zaczyna się więc coraz wyraźniej niecierpliwić. W końcu dochodzi do poważnej rozmowy, podczas której okazuje się, że w ona od dawna się waha. Jest zmęczona i przestraszona. Tak naprawdę od dawna myśli o adopcji.

Rzeczywiście, rozmowy tego typu były podejmowane, ale szybko i boleśnie się kończyły. On był zdecydowanie na nie. Kiedy jednak rozmawiają po kilku latach starań i porażek okazuje, że on również inaczej patrzy na sytuację. Tym razem obydwoje zaczynają zastanawiać się, jak chcieliby widzieć swoją przyszłość. Adopcja staje się coraz bardziej realną opcją.

Schowane emocje

Zanim jednak byli w stanie usiąść i szczerze porozmawiać, Janek czuł się zraniony i wściekły. Nie rozumiał tego, co się dzieje. Miał wrażenie, że żona zaczyna go oszukiwać, bo przecież nie tak się umawiali. Ona tymczasem, wraz kolejną nieudaną próbą, wraz z kolejnym zastrzykiem, z kolejną wizytą w klinice, która nie zbliżała ich do upragnionego dziecka czuła, że traci kontrolę nad kolejnymi aspektami swojego życia. Zdrowie już dawno zostało złożone w ręce lekarzy, życie intymne poddane zostało ocenie obcych ludzi. Z czasem doszła ukochana praca, którą trzeba było podporządkowywać zabiegom, a nawet podróże czy niektóre potrawy, bo przecież w każdej chwili mogła być w ciąży.

Bardzo często poczucie utraty kontroli bywa odczuwana na gruncie finansowym. Pieniądze mogą wywoływać niezliczone kłótnie, zwłaszcza jeśli fundusze są ograniczone lub też małżonkowie mają różny stosunek do tego tematu. Koszty leczenia bywają bardzo wysokie i może być tak, że jedna ze stron używa finansów, żeby kontrolować sytuację. Bardzo łatwo wejść w tego typu spory, ponieważ wydają się one bardziej realne. Są czymś, czego można się chwycić, o co czym można porozmawiać albo nawet się pokłócić.

Niepłodność jest serią utrat. A po jej zakończeniu, jakikolwiek miałby to być koniec, procesem mozolnego odbudowywania albo też przebudowywania siebie. To, kim było się przed staraniami o dziecko już nie wróci. Tak dzieje się po każdym życiowym kryzysie lub dużej zmianie. Nie ma w tym nic dziwnego, chociaż nie jest też łatwe. Czasami trzeba rozstać się z iluzją, taką jak choćby to, że nasza płodność jest wyłącznie w naszych rękach.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Prześliczne zdjęcia noworodków – cud malutkiego życia w obiektywie australijskiej fotografki

Foto: Instagram Rebecca Colefax
Foto: Instagram Rebecca Colefax

Fotografia potrafi przekazać prawdziwe piękno. Natura, sztuka, życie – nowe życie. Oto prześliczne zdjęcia noworodków, które podbijają serca obserwatorów z całego świata.

Cud człowieczeństwa

Autorką zdjęć jest Rebecca Colefax. Była australijska sportsmenka, gdy oddała się macierzyństwu, odkryła też na nowo pasję fotografowania. Szczególnie ukochała sobie pracę z maluchami. Są one dla niej inspiracją i dają możliwość zachowania jednych z najpiękniejszych chwil z życia całych rodzin.

col2

col1

Doświadczenia i perspektywa autorki jest szalenie ciekawa. W 2003 roku była ona bowiem pierwszą australijską mistrzynią świata w kiteboardingu. „Doszłam w swoim sporcie najwyżej, jak tylko mogłam, zdobyłam tytuł uniwersytecki, podróżowałam po całym świecie. Jednak z tych wszystkich momentów, to właśnie narodziny moich dzieci były najbardziej niesamowite” – powiedziała w rozmowie z „Daily Mail”. Po urodzeniu trzeciego dziecka, co miało miejsce sześć lat temu, postanowiła powrócić do swojej młodzieńczej pasji i chwyciła za aparat. Koncentruje się teraz na fotografowaniu kobiet w ciąży, noworodków i niemowlaków, a zdjęcia są dla niej nie tylko ładnym obrazkiem, ale przede wszystkim sposobem na ocalenie wspomnień.

Nie sposób nie zgodzić się z mocą, jaką niesie za sobą obraz. Fotografia potrafi kształtować nasze rozumienie świata, poglądy, podejście do siebie i innych. Najlepszym przykładem na to są zdjęcia, które prezentowaliśmy niedawno w naszym portalu. Opowiadają one swoim przekazem trudne historie poronień oraz utraty dziecka. Piękno i ból zawarte w zdjęciach mają ogromną siłę!

col3

col4

col5

col6

col7

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Instagram Rebecca Colefax

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Warszawa dofinansuje in vitro – wreszcie!

Projekt uchwały Rady m.st. Warszawy w sprawie przyjęcie programu polityki zdrowotnej pn. „Stołeczna kampania na rzecz wspierania osób dotkniętych niepłodnością z wykorzystaniem metod zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2017-2019 przeszedł liczbą 35 głosów za (przeciw głosowało 23 radnych). Stolica wreszcie dołączyła do miast, które będą współfinansować in vitro!

Nie mieliśmy pewności

Jeszcze na porannej komisji zdrowia nic nie było przesądzone. Radni PiS-u domagali się dalszych prac nad projektem, a także zaproszenia dodatkowych ekspertów. W rozmowie z nami radna PO Gabriela Szustek, zapewniała o wielkiej determinacji w działaniach zmierzających do uruchomienia programu. Udało się.

O programie pisaliśmy na początku maja

http://www.chcemybycrodzicami.pl/in-vitro-warszawiacy-doczekaja-sie-refundacji/

Tu poznasz wszelkie szczegóły warszawskiego programu dofinansowania in vitro.

Po tym, jak minister Konstanty Radziwiłł zlikwidował rządowy program refundacji in vitro, samorządy zaczęły uruchamiać własne. Mieszkańcy Warszawy od dawna oczekiwali na dobre wiadomości. Dziś mogą wreszcie zacząć się cieszyć i rozpocząć procedurę ubiegania się o wsparcie z budżetu miasta.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego