Przejdź do treści

Zadbaj o oczy przed ciążą

61.jpg

Oczy to jedne z najdelikatniejszych części naszego organizmu, odpowiadają za 80 proc. informacji odbieranych przez mózg. Jutro będzie szczególny powód, by o nie zadbać: 10 października przypada Światowy Dzień Wzroku.

Niemal połowa Polaków (42 proc.) w wieku 16-54 lat potrzebuje korekcji wzroku, choć 29 proc. jest przekonana, że ma dobry wzrok.

Na świecie wady wzroku są już postrzegane jako choroby cywilizacyjne, podobnie jak nadciśnienie czy cukrzyca. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że profilaktyka i właściwa terapia mogą zapobiec upośledzeniu wzroku nawet u 80 proc. chorych. Brak odpowiedniej korekcji wady wzroku może doprowadzić nie tylko do tego, że wada się pogłębi, lecz także być przyczyną groźnych wypadków, a nawet depresji.

Wady wzroku mogą też być utrudnieniem w ciąży: problemy ze wzrokiem częściej dotykają ciężarne, które mają wady wzroku. Jeśli starasz się o dziecko, warto więc zadbać o oczy wcześniej. Światowy Dzień Wzroku to doskonała do tego okazja.

 

 

Joanna Rawik

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

co jeść przed i po transferze

Transfer zarodków jest jednym z ostatnich elementów leczenia in vitro. Najczęściej odbywa się 3 dni po pobraniu komórek jajowych. Wokół tego szczególnego etapu pojawia się wiele pytań, które mają na celu zwiększenie skuteczności terapii. W końcu jeśli można lepiej o siebie zadbać, dlaczego tego nie zrobić? Jednym z komponentów wsparcia leczenia jest żywienie.

Zadaliśmy pytanie specjalistce:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

„Należy ograniczyć kofeinę, laktozę, gluten, ostre przyprawy, cukry proste. Zaleca się spożywanie dużej ilości płynów (ok. 2 litry dziennie) oraz wysokobiałkową, dobrze zbilansowaną dietę” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Żywienie – warto o nie dbać

Przede wszystkim należy podkreślić, że zbilansowana dieta ważna jest nie tylko w czasie około transferowym, ale podczas całego okresu starań o ciążę. Nawiązując do wypowiedzi ekspertki postanowiliśmy przybliżyć konkretne zagadnienia:

Dieta bez glutenu

Brak tolerancji glutenu, czyli białka znajdującego się np. w pszenicy, jest cechą charakterystyczną choroby zwanej celiakią. Jest to choroba immunologiczna, która może wiązać się także z innymi objawami, związanymi m.in. z układem rozrodczym. „Związek pomiędzy płodnością i celiakią nadal zastanawia lekarzy, tak samo jak unikanie glutenu w staraniach. Stephanie M. Moleski z Thomas Jefferson University Hospitals w Filadelfii odkryła jednak, że chore na celiakię częściej borykają się z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i rodzą mniej dzieci niż kobiety zdrowe. Schorzenie zwiększa też ryzyko poronień, przedwczesnego porodu i wymusza cesarskie cięcie. Portal Furtherfood.com pisze jeszcze o innych, równie niepokojących wynikach badań. Te wskazują, że nadwrażliwość na gluten wiąże się z brakiem miesiączki, endometriozą czy niską wagą noworodków” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Kofeina

Badania wskazują, że zbyt duże spożycie kofeiny utrudnia nie tylko zajście w ciążę, ale i jej utrzymanie. Co więcej, okazuje się, że nie jest to tylko kwestia spożyci kofeiny przez przyszłą mamę, ale też jej partnera.

W jednym z badań analizie poddano 344 pary, które były w ciąży. „Wnioski były zatrważające – 98 zakończyło się przerwaniem, a to połączono z sięganiem po kofeinę przynajmniej trzy razy dziennie. Ryzyko utraty płodu rosło aż do ponad 70 proc.” – pisaliśmy >>KLIK<<. Jeśli zaś chodzi o zmniejszenie prawdopodobieństwa zajścia w ciążę, inny eksperci wskazują, iż kofeina: „obniża aktywność mięśni w jajowodach, których zadaniem jest przemieszczenie jajeczek z jajników do macicy„. Stąd też pojawiają się wnioski mówiące o dłuższym czasie, jakiego kobiety spożywające duże ilości kofeiny, potrzebują na zajście w ciążę. Pamiętajmy przy tym, że kofeina to nie tylko kawa, ale też herbata, kakao, cola.

Dietetyczne wskazówki

Wspomniana już wyżej dieta wysokobiałkowa (istotne jest spożywanie co najmniej 60-70 g białka dziennie) pomoże organizmowi produkować zdrowsze komórki jajowe, ale wpłynie także na większą ich ilość. Skąd czerpać białko? Chude mięso i ryby, fasola, soczewica, tofu, jajka.

Warto też pamiętać o żywności, która bogata jest w wapń. Znajdziemy go m.in. w jogurtach, migdałach, serach, czy warzywach takich jak rzepa, czy szpinak.

Podstawą jest również odpowiednie nawodnienie: „Zaleca się picie 2 litrów płynów dziennie, co pozwoli utrzymać odpowiednie nawodnienie organizmu, dzięki czemu szanse na udany zabieg wzrosną” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Zobacz też:

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Polskie gwiazdy, które adoptowały dzieci

Polskie gwiazdy, które adoptowały dzieci

Polskie gwiazdy, które adoptowały dzieci mówią o tym rzadziej, niż zagraniczne. Jednak również są otwarci na adopcje. Jedni dlatego, że z różnych przyczyn dzieci mieć nie mogą, inni, ponieważ mają potrzebę zaopiekowania się dzieckiem pokrzywdzonym przez los.

O adopcji dwóch dziewczynek przez Agatę Młynarską zdecydował przypadek, chociaż – podobno nie ma w życiu przypadków. Prezenterka jest matką dwóch synów – Stasia i Tadeusza. Związki zawodowe rzuciły ją kiedyś do domu dziecka w Pawłówce pod Suwałkami, gdzie telewizja kręciła materiał w ramach akcji „I ty możesz zostać Świętym Mikołajem”. Sylwia wystąpiła przed kamerą w sposób wzruszający, a zapytana, co chciałby dostać od Mikołaja – w odróżnieniu od innych dzieci, które chciały samochody, lalki i misie – zapragnęła spędzić dzień w domu Agaty Młynarskiej. I tak zaczęły się ich wzajemne odwiedziny. Po pewnym czasie przyjechała z koleżanką z domu dziecka – Alicją.

Młynarska

Agata Młynarska z adoptowaną córką Sylwią na okładce magazynu „Viva” (Viva, nr.16, 5 sierpnia 2010)

 

Dzisiaj obie są już dorosłe. Alicja mieszka w Wielkiej Brytanii, Sylwia w Warszawie. Siostra Młynarskiej, Paulina, pomogła znaleźć mieszkanie, ciotka prezenterki ufundowała kurs prawa jazdy, a sama Agata dała jej wyprawkę na nowe mieszkanie. Ma ją blisko siebie – może doradzić, pomóc, chociaż dziewczyna stara się być samodzielna – studiuje i pracuje.

Marek Kościkiewicz

W przypadku Marka Kościkiewicza adopcja była wynikiem nieskutecznych, ponad dwuletnich, starań o potomstwo. Zaadoptowali Jasia. Ale los lubi być przewrotny. Kiedy rozpieszczali syna, Agata – żona Kościkiewicza – zaszła w ciążę. Na świat przyszedł ich biologiczny syn Mikołaj i chociaż obecnie para nie jest już ze sobą – oboje bardzo kochają chłopców, nie toczą między sobą wojen i robią wszystko dla dobra synów.

Krystyna Sienkiewicz

Bawiła nas m.in. w Kabareciku Olgi Lipińskiej, ale sama miała smutne życie. Kolejni mężczyźni albo odchodzili, albo wyjeżdżali albo oszukiwali. Nie znalazła, jak sama twierdziła, odpowiedniego partnera, z którym chciałaby mieć dziecko. Zresztą, jak wspominała, było w niej samej jakieś „bachorstwo” wynikające z dzieciństwa w czasie wojny, które powodowało, że nie wyobrażała sobie siebie w roli matki. To się jednak zmieniło, kiedy zobaczyła trzyletnią Julkę. Urodziła się chora. Nikt jej nie chciał – matka ją porzuciła w szpitalu.

Procedury adopcyjne trwały trzy lata, a dziecko było coraz bardziej schorowane. Kiedy się w końcu udało, pani Krystyna starała się dziecku stworzyć jak najlepszy, ciepły dom.

„Gdy zakończyła się procedura adopcyjna, wzięłam ją do domu i pokochałam. Wzięłam ją na przepustkę i od razu przeziębiłam. Ona wtedy po raz pierwszy widziała świat. Nigdy wcześniej nie była na dworze. Kiepsko mówiła, marnie chodziła…” wspomina pani Krystyna w swojej książce.

 

Nawet, kiedy opuścił ją mąż i „pozbawiając” połowy majątku, nie załamała się. Wiedziała, że nie jest już sama – ma dla kogo żyć. Ale Julka miała swój świat. Zaczęła wagarować, zawalać szkołę. Nauka z trudem jej przychodziła…Uciekała z domu. Potem były różne kursy, żeby dziewczyna miała jakiś fach w ręku. Chciała się usamodzielnić. Artystka kupiła córce kawalerkę…

   „Ciągle szukam porozumienia i pomagam. Płacę czynsz, kupuję i dostarczam jedzenie. Julia stała się tak nieufna, że osobiście nie mogę tego robić. Chciała mnie zabić. Przychodziła pod dom, wykrzykiwała. Nie chcę o tym opowiadać.”  zwierzyła się jakiś czas temu artystka.

Julka skończyła szereg kursów, miała od matki wszystko, czego tylko zapragnęła. Jednak wybrała inną drogę. Pracowała jako ochroniarz za marne pieniądze i coraz bardziej popadała w długi.

Dziś nie ma już Krystyny Sienkiewicz. Zmarła 12 lutego 2017 roku. Julka została sama. Jak sobie poradzi? Dostała od losu drugą szansę – trzecią  musi wyszarpnąć od losu sama.

Z rozmysłem kończę ten tekst smutną historią. Nie dlatego, by kogoś zniechęcić. Przeciwnie – żeby pokazać, że wobec Losu, czy Przeznaczenia wszyscy jesteśmy jednacy. Zarówno tak zwani zwykli ludzie, jak Polskie gwiazdy, które adoptowały dzieci. Historia, która się przytrafiła pani Krystynie nierzadko też się zdarza w rodzinach nie adopcyjnych. Ważne, żeby jednak przeżyć tę miłość.

 

Artur Pastuszko

Aktor, Dyrektor Generalny i Artystyczny at Open Europe Art. Artur Pastuszko - Platforma Artystyczna. Student 5 roku dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS

„Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

adopcja

Filmy i seriale często pokazują nam świat takim, jakim chcemy go widzieć. Nie zawsze jest to odzwierciedlenie rzeczywistości. Przykład? Adopcja. Często jej wizja, którą prezentują nam programy rozrywkowe, opiera się na szczęśliwym zakończeniu, fanfarach odnalezionej miłości i połączeniu bratnich dusz. „Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – pisze Al Coates, adopcyjny tata sześciorga dzieci.

Dwa światy

Zderzenie jego relacji i tej prezentowanej przez popularne filmy, zdaje się być sednem problemu. Napływające do oczu łzy słodkich, niekochanych dzieci, które znajdują miłość u dobrych ludzi o wielkim sercu – i żyli długo i szczęśliwie. „Być może. Przez 18 lat jestem adopcyjnym rodzicem i realia życia mojej rodziny nie całkiem są odzwierciedleniem tej narracji” – czytamy w felietonie dla „Huffington Post”.

Autor tekstu opisuje, jak trudno jest spotkać się z realnym odzwierciedleniem życia współczesnej rodziny adopcyjnej. Gdy sam mówi ludziom o swoim doświadczeniu, spotyka się z uśmiechem, przyjacielskim uściskiem ramienia i  podkreśleniem, jak wspaniałe rzeczy robi. Kiedy jednak chce przedstawić codzienne zmagania z rzeczywistością i wyzwaniami swojego rodzicielstwa, ludzie zdają się nie słyszeć i nie rozumieć jego słów. „Problemy z tożsamością, nadmierna czujność, trwanie w nieustannym smutku i długoterminowe fizyczne, emocjonalne i behawioralne wyzwania często są nie do wymazania i wręcz nie do wyobrażenia” – zaznacza.

Współcześnie, duży procent adoptowanych dzieci przeżyło przemocowe i traumatyczne doświadczenia, które zostawiają długi cień na ich życiu. Cień, którego nie można usunąć odrobiną miłości, czystą pościelą, rutyną, piosenką i tańcem” – czytamy.

Nic nie jest czarno-białe

Al Coates podkreśla, że nie wszystko jest takie złe, jak to być może w swoim tekście opisuje. Na pewno jest jednak zupełnie inne od społecznej percepcji adopcji. „Staram się mówić ludziom, że wpływ traumy, straty i separacji jest trwały, a dzieci czasami cierpią” – zaznacza i dodaje, jak wiele rodzin nie jest w stanie poradzić sobie z presją i trudnościami. Potrzebna jest wtedy pomoc oraz wsparcie. Często jednak nawet pomimo tego, dzieci nie pozbędą się trudnych i nieraz szkodliwych strategii radzenia sobie w życiu. Nic dziwnego, bowiem to w końcu one pozwoliły im kiedyś przetrwać. Później przekłada się to niestety nawet na ich dorosłe życie.

Niewątpliwie jest to bardzo mocny felieton poruszający pewien temat tabu. Być może w brutalny sposób mówi o doświadczeniach, które mogą stać się udziałem adopcyjnych rodzin – rodzin, bowiem nie jest to tylko problem dziecka, czy rodziców. To, przez co przechodzą, staje się ich wspólną drogą. Często bardzo wyboistą, na której mecie może nie być złotego pucharu. Czy jednak to jakaś wyimaginowana nagroda jest sednem? Al Coates zdaje się mieć na ten temat inne zdanie.

Coś, co także  wybrzmiewa z opisywanego tu tekstu, to pamięć o tym, że adoptowane dziecko będzie kiedyś dorosłym człowiekiem. Jego przeżycia, jak pisał Coates, odciskają ślad na całym jego życiu. Może to być trudność, ale może także stanowić potencjał. O swojej historii opowiedział w rozmowie z nami Kamil: „Urodziłem się jako Marek przed dwudziestoma dwoma laty (…) Uporałem się już w dużej mierze z odkrywaniem swojej tożsamości i jestem po pierwszej rozmowie z biologiczną matką. Poznałem także większość rodzeństwa. Mówmy o adopcji! Rozmowa daje najwięcej!” – mówił. Grunt to dyskutować otwarcie o wszystkich blaskach i cieniach. Daje to świadomość, ale też szansę na zajęcie się wszelkimi trudnościami i szukanie wsparcia. Wsparcia w zrozumieniu, którego zdaje się potrzebować całe społeczeństwo.

Źródło: „Huffington Post”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ojcowie i ich lęki

ojcowie i ich lęki

Każdego dnia na świecie około 350,000 mężczyzn zostaje ojcami. Biorą na ręce noworodki, witają pierwszego lub kolejnego syna lub córkę. Oczywiście, jeśli jest to kolejny raz, jest inaczej niż za pierwszym razem, ale powiedzenie, że jest łatwiej wydaje się być nieuprawnione.

Kiedy myślimy o ojcach, pojawiają się różne obrazy. Tata zabiera na rower, z tatą gra się w piłkę, bardzo dużo pracuje, częściej nie ma go w domu, ale można się z nim świetnie bawić. Tata to też zasady, proste reguły, konsekwencje, ale też ciepło, wsparcie, stabilizacja.

Mężczyźni inaczej przygotowują się do rodzicielstwa niż kobiety. Nie mają presji czasowej, nie karmią piersią, z tego (ale również innych, społecznych) powodów nie mają zwykle takiej przerwy w pracy zawodowej jak kobiety. Być może odczuwają pojawienie się dziecka z mniejszą intensywnością niż matki. Ale właśnie to, co niezmienne w życiu ojca, to co jest jego rolą i zadaniem, może mu spędzać sen z powiek. Czasem dosłownie.

Badania pokazują, że przyszli ojcowie bardzo intensywnie śnią o swoich nienarodzonych dzieciach oraz ich zmieniającej się sytuacji życiowej i osobistej. I co ciekawe, wcale nie są to sny przede wszystkim radosne, ujawniające ekscytację. Emocje doświadczane przez przyszłych ojców są dalekie od tego, co pokazują nam media. Sny ujawniają lęki związane z zależnością, są wstydliwe, budzą wstyd, gniew i przerażają.

Przerażające fantazje

Słowo „fantazje” jest często używane przez terapeutów, zwłaszcza zorientowanych psychoanalitycznie. Nieprzypadkowo. Odnosi się ono do wyobrażeń, wszystkich, nie tylko seksualnych. Fantazje to wyobrażenia, a więc nie fakty i zdarzenia. I rzeczywiście, ojcowie mają różne fantazje na temat swoich dzieci, czasem bardzo głębokie i przerażające, na poziomie którego nie można nawet zwerbalizować. Dlatego też ujawniają się w snach.

Psycholog, Chuck Schaeffer[1], wymienia kilka tego typu fantazji. Jeden z ojców na przykład śnił o tym, że zostanie porzucony przez partnerkę oraz mające się narodzić dziecko. Inny obsesyjnie obawiał się, że jego nienarodzona córeczka umrze na skutek śmierci łóżeczkowej. Jeszcze inny śnił o tym, jak podczas zmiany pieluszki łamie swojemu synowi rękę lub nogę, jak dziecko spada z przewijaka. Ale zdarzają się też sny – i one chyba szczególnie przerażają-  o tym, że ojciec mógłby nadużyć swoją córkę czy syna.

Schaeffer powołuje się na badania pokazujące, że aż 45% przyszłych ojców doświadcza przerażających fantazji i obsesyjnych myśli związanych z uduszeniem dziecka czy inna przyczyną jego śmierci, 25% fantazjuje o możliwości celowego skrzywdzenia dziecka, a 4% o możliwości nadużycia seksualnego.

Skąd biorą się fantazje?

Fantazje generalnie są naturalnym elementem życia psychicznego. Są swoistego rodzaju wentylem bezpieczeństwa i przejawem natury ludzkiej. Nie są więc zarezerwowane dla ojców. Wszyscy obawiamy się utraty kontroli, cierpienia, okrucieństwa (swojego i cudzego, bycia ofiarą i sprawcą), boimy się zależności i odpowiedzialności. Być może fantazje o naturze seksualnej wyrażają w ogóle potrzeby seksualne, niekoniecznie związane z ryzykiem nadużycia, ale z poczuciem, że samemu zostało się odrzuconym przez partnerkę.

Ale o fantazjach można też myśleć jako o przewidywaniu rzeczywistości. Martwimy się, wyobrażamy sobie najgorsze scenariusze i w konsekwencji przygotowujemy się na nie. Jest to rodzaj próby generalnej, szczególnie ważnej przed narodzinami dziecka. Na szczęście, ani obrazy, które pojawiają się w głowach ojców niezwykle rzadko spełnia się w rzeczywistości.

Reakcja otoczenia

Skoro fantazje same w sobie nie są niczym dziwnym ani nagannym, trudno też oczekiwać, że znikną. Czy też, że trzeba je jakoś specjalnie leczyć. Nie w fantazjach jest zagrożenie, ale w ich realizacji. Dlatego też bardzo ważne jest, żeby móc mówić o tym, co się myśli. Swobodnie, bez lęków o ocenę. To pomaga normalizować przerażające myśli, uspokoić lęki, urealnić obawy. Rozmowa o lękach czy przerażających snach pozwala też uznać, że również ojciec ma wrażliwą, słabszą stronę – na szczęście, dla niego i jego dzieci, ponieważ jest to potencjał, na którym można budować więź. Mężczyźni mają jednak trudności z przyznaniem się do jakiekolwiek słabości, zwłaszcza w obliczu tak ważnego wydarzenia, jak narodziny dziecka. Ale realność jest przecież taka, że noworodek zmienia wszystko dla obojga rodziców. Nie ma więc powodu, żeby ojciec nie był co najmniej przejęty nadchodzącym wyzwaniem.

Początek ojcostwa, już na etapie oczekiwania na dziecko, może ujawnić bardzo ważną i często niechcianą stronę mężczyzny. Może on się z nią zmagać w samotności, może jej nie akceptować, może jej zaprzeczać. I wtedy naraża się na narastający lęk lub też na wycofywanie się z niektórych form opieki nad dzieckiem. Jeśli rodzin obawia się, że je skrzywdzi, będzie unikał przebierania czy kąpieli. I nigdy nie dowie, co tak naprawdę oznacza lęk. Nie będzie miał szansy zrozumieć, że być może przemawia przez niego szczególna wrażliwość na delikatność dziecka, lęk przed odpowiedzialnością za nie, za jego stan psychiczny i fizyczny.

I nie dowie się, że inni ojcowie „też tak mają”. Albo miewają od czasu do czasu. Bo każdy z nas, ojcowie, matki, boi się, a jednocześnie jest pełen najlepszych chęci. Rozmowa może pomóc rozładować napięcie. Nie będzie już trzeba kurczowo trzymać granic, ponieważ okaże się, że granica jest zupełnie gdzie indziej, całkiem nieźle strzeżona.

[1] https://www.psychologytoday.com/blog/psychoanalysis-unplugged/201706/hey-new-dads-having-scary-thoughts-is-common

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami