Przejdź do treści

Z pamiętnika anonimowej pacjentki

Czytelniczki i Czytelnicy! Chciałabym podzielić się z Wami moim traumatycznym doświadczeniem sprzed zaledwie kilku dni. Mam nadzieję, że moje doświadczenie pozwoli Wam być bardziej asertywnymi, jeśli (nie daj Boże!) znajdziecie się w podobnej sytuacji.

Jak powszechnie wiadomo doświadczenie niepłodności, a szczególnie bezpłodności jest czynnikiem stresowym porównywalnym do diagnozy choroby nowotworowej czy rozwodu. Wiele osób borykających się z trudnościami w poczęciu dziecka wymaga interwencji, czy to psychologicznej, czy psychiatrycznej. W szczególnie trudnej sytuacji są kobiety takie jak ja, które urodziły się bez macicy i pochwy, czyli z zespołem MRKH. Najczęściej występuje depresja, zaburzenia lękowe i zespół stresu pourazowego (PTSD). W chwili diagnozy w 2004 r. nie było żadnych możliwości leczenia braku macicy. Obecnie coraz łatwiej dostępny staje się przeszczep macicy, jednak same starania o niego, walka z NFZ o finansowanie leczenia za granicą i wszystko co z nim związane, są wyjątkowo trudne emocjonalnie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ostatnich tygodniach mentalnie czułam się bardzo źle. Napady lęku stały się wprost nie do zniesienia i podjęłam odważną decyzję: czas coś z tym zrobić! Szczęśliwie mam z pracy pakiet medyczny, który obejmuje m.in. wizyty u psychiatry. Umówiłam się do tegoż specjalisty w jednym z renomowanych warszawskich centrów medycznych. O ile ponad godzinne opóźnienie było poważnym nadszarpnięciem wizerunku przychodni, o tyle później było już tylko gorzej. Pani doktor okazała się osobą całkowicie odpowiadającą satyrycznemu obrazowi psychiatry, który w szpitalu różni się od pacjenta tym, że nosi fartuch (którego akurat tym razem nie miała)… Pomijając wszelkie kwestie kompetencji zawodowych (a raczej ich braku…), pani doktor uraczyła mnie wykładem nt. niemoralności IVF, porównaniem mrożenia zarodków do Holokaustu i opinią, że NAPROTECHNOLOGIA LECZY BEZPŁODNOŚĆ.

Choć normalnie jestem osobą zdecydowanie bardzo asertywną i wygadaną, tym razem kompletnie nic nie powiedziałam, bo aż mnie zamurowało! Nie spodziewałam się, że zamiast pomocy i wsparcia, zostanę porównana do nazistów. To porównanie było szczególnie bolesne dla mnie jako żydówki, wnuczki mojej Babci cudem ocalałej z Holokaustu, która przez dziesiątki lat musiała ukrywać swoje pochodzenie najpierw przed okupantem niemieckim, później przed władzą ludową, a teraz przed nacjonalistami i wszelkiej maści spiskowcami podającymi się za wiernych wyznawców Kościoła Katolickiego (sformułowanie użyte umyślnie, bo takie osoby stanowią mniejszość pośród katolików wierzących w Boga, a nie w hierarchów KK). Przecież nie poszłam do psychiatry po poradę w kwestiach religii czy światopoglądu, tylko z konkretnym problemem zdrowotnym. Postawa pani doktor zdecydowanie przyczyniła się do pogorszenia mojego stanu zdrowia, gdyż jak łatwo można sobie wyobrazić, moje poczucie własnej wartości chwilowo legło w najgłębszych gruzach.

Po otrząśnięciu się z (kolejnej po diagnozie MRKH) traumy związanej ze służbą zdrowia, złożyłam oficjalną skargę u managera centrum medycznego. Nadal czuję złość, rozgoryczenie i żal wobec lekarki, że zamiast potraktować mnie profesjonalnie i z empatią, przelała na mnie wszystkie swoje światopoglądowe żale otwarcie potępiając moje życiowe wybory. Do chwili obecnej uważałam, że tzw. klauzula sumienia obowiązuje wyłącznie ginekologów i osoby o światopoglądzie „pro-life” nie powinny być ginekologami, jednak zrewidowałam swoje spojrzenie na ten problem i „NAPROTECHNOLOGICZNYM TERRORYSTOM MÓWIĘ STANOWCZE NIE!!!”.

Pacjentka
 
Autorka listu jest naszą zaprzyjaźnioną czytelniczką, która swoje starania o dziecko opisuje w Intymnym Pamiętniku TYLKO w naszym magazynie. Część I możecie przeczytać w magazynie nr 13 (do kupienia tutaj…), a w kolejnym numerze, już w lutym, część II.

Anonimowa pacjentka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.