Przejdź do treści

Kamila Ferenc: „Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry”

Kamila Ferebc
Kamila Ferenc, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

„Czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań” – mówi Kamila Ferenc, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. 8 marca opowiedziała nam, jak ocenia sytuację kobiet w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obchodzimy dziś Dzień Kobiet. Czy w obecnej sytuacji politycznej polskie kobiety mają co świętować?

Kamila Ferenc: Zawsze znajdzie się powód, by świętować. Uważam, że jest to ważne, by celebrować różne zdobycze feminizmu, doceniać siebie, swoją walkę oraz znaczenie kolektywizmu i współpracy w tej walce. Nadal jednak jest wiele do wywalczenia. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że musimy nie tylko zabiegać o rozwój praw kobiet, ale także stanowczo bronić dotychczasowych osiągnięć. Nowy establiszment chce doprowadzić do zwijania i limitacji naszych praw – osobistych i politycznych. Ten trend obserwuje się w wielu państwach świata.

Grudniowy raport Komisarza Praw Człowieka mówi jasno: Polska łamie prawa reprodukcyjne. Na co dzień działa Pani w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co – pod względem prawnym – najbardziej zagraża dziś kobietom w Polsce?

Zagraża bardzo wiele i niestety sytuacja jest wielce alarmująca. Po pierwsze, ustanowione 25 lat prawo antyaborcyjne jest restrykcyjną fikcją, usankcjonowaniem hipokryzji i symbolicznym przejęciem władzy nad płodnością i seksualnością kobiet. W dodatku jest nieprzestrzegane.

Władza publiczna od lat (bez względu na to, które ugrupowanie polityczne ją sprawuje) nie chce stworzyć mechanizmów, które pozwalałyby na wyegzekwowanie świadczenia zdrowotnego, jakim jest aborcja, przynajmniej w tych kilku przypadkach wskazanych w ustawie z 1993 r. Mimo licznych apeli wciąż mamy lukę prawną związaną z klauzulą sumienia lekarzy. Nie muszą oni już wskazywać innego lekarza, który wykonałby taki zabieg. Jednocześnie nie ma żadnego podmiotu, który w tej sprawie udzielałby informacji. A pacjent lub pacjentka ma do tej informacji pełne prawo – chociażby na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Gdy spojrzy się na mapę z perspektywy wykonywania aborcji w szpitalach, to widać głównie białe plamy – z nielicznymi wyjątkami. W niektórych regionach w ogóle nie ma dostępu do aborcji (w tym do porady lekarskiej na ten temat) i opieki postaborcyjnej. Kobiety, które chcą przerwać ciążę, są zdane same na siebie. Problemy z realnym stosowaniem tego prawa wynikają z samej jego konstrukcji. Opiera się ona na trzech filarach:

  • traktowaniu prawa do przerwania ciąży jako wyjątku od zakazu;
  • kryminalizacji aborcji (to znaczy, że za jej przeprowadzenie lub pomoc w tym w kodeksie karnym przewidziane są kary);
  • nieustannym negowaniu nawet tego skromnego wyjątku jako moralnego zła.

Ten ostatni element to przede wszystkim kwestia patriarchalnej kultury prawnej oraz ogromnego wpływu Kościoła na ustawodawstwo i życie publiczne. Przejawia się to również w języku. W niektórych ustawach możemy natknąć się na sformułowania typu „dziecko nienarodzone”, które są właśnie wynikiem walki o język, nie przesądzają jednak o podmiotowości prawnej płodu równej kobiecie.

Obecna władza puszcza oko do środowisk anti-choice i wyraża gotowość, by jeszcze bardziej ograniczyć dostęp do aborcji w Polsce. A to byłaby prawdziwa katastrofa. Jednocześnie polski rząd ignoruje fakt, że kobiety i tak przerywają ciążę, w której nie chcą być. I będą to robić dalej – tylko będzie się to działo albo wielkim kosztem, albo w sposób niebezpieczny: zawsze w napięciu przed ewentualnymi konsekwencjami wobec tych, którzy te kobiety wspierają.

A przecież chodzi o podstawowe prawo do decydowania o swoim ciele i fundamentalną wolność w kwestii płodności. Podejmowanie decyzji i jej realizacja powinny przebiegać w warunkach spokoju, komfortu, bezpieczeństwa i pełnego dostępu do informacji i opieki medycznej. A także szacunku, nie napiętnowania – którego doświadczamy dzisiaj.

Czy zgłaszają się do Pań kobiety, które zmagają się z trwałą niepłodnością po źle wykonanym zabiegu aborcji chirurgicznej? Czy takie sytuacje zdarzają się jeszcze w tzw. podziemnych gabinetach?

Nie miałam w swojej dotychczasowej pracy takiego zgłoszenia. Struktura i charakter tzw. podziemia aborcyjnego (czyli aborcji wykonywanych poza publicznym systemem opieki zdrowotnej) uległ zmianie.  Dostęp do pigułek aborcyjnych (dzięki Women on Web) czy informacji o klinikach aborcyjnych za granicą jest łatwiejszy niż kiedyś. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie kobiety mają środki i możliwości, by zdobyć tę wiedzę, lub ich na takie działania zwyczajnie nie stać. Niektóre kobiety są zmuszone, by urodzić. Inne decydują się na niebezpieczne „metody domowe” czy pigułki z niesprawdzonego źródła.

Przerywanie ciąży w ukryciu może negatywnie wpłynąć na psychikę i ogólne samopoczucie kobiet. Ponadto – w przypadku ewentualnych komplikacji – kobiety mogą bać się pójść na kontrolę lekarską. Sam fakt takiego niebezpieczeństwa, choćby opisane przypadki stanowiły statystyczną mniejszość, sprawia, że zawsze będę walczyła (razem z resztą fantastycznego zespołu Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny) o legalizację i dekryminalizację aborcji oraz prawne zapewnienie darmowego zabiegu w systemie służby zdrowia. Wierzę, że liberalizacja obecnego prawa przyczyni się także do zmniejszenia stygmatyzacji osób, które miały aborcję lub chcą przerwać ciążę.

Brak możliwości wykonania aborcji to niejedyny problem polskich kobiet. Prawo ogranicza im też dostęp do innych świadczeń medycznych odnoszących się do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego – m.in. do zabiegów in vitro.

Aborcja jest wierzchołkiem góry lodowej – to najbardziej ewidentna oznaka stosunku do kobiet. Wynika on z kultury patriarchalnej i antywolnościowej, silnie uzależnionej od polityki Kościoła, który od bardzo wielu lat jest u sterów państwa. Objawia się to tabuizacją ludzkiego ciała (przede wszystkim kobiecego) i instrumentalizacją seksualności człowieka. Kobietom, mimo zaawansowanego procesu emancypacji, znowu próbuje się narzucić rolę służebną.

Widać to w ograniczeniach (prawnych, finansowych czy organizacyjnych) w dostępie do badań prenatalnych, procedury zapłodnienia in vitro i nowoczesnych technologii w leczeniu niepłodności, antykoncepcji (tej regularnej, awaryjnej lub w postaci wkładki wewnątrzmacicznej) oraz w braku rzetelnej edukacji seksualnej. Nie ma prawie śladu po partnerskim podejściu do pacjentek i pacjentów. Pojawiają się przypadki dyskryminacji – np. ogłoszenia, że porad lekarskich o planowaniu rodziny udziela się tylko parom małżeńskim. Klauzula sumienia jest wykorzystywana (niezgodnie z prawem) do odmowy kolejnych świadczeń.

U podstaw tych nagannych praktyk leży brak zrozumienia (lub nawet chęci zrozumienia), czym w istocie są prawa seksualne i reprodukcyjne, jak ważne jest ich przestrzeganie dla ochrony życia prywatnego i zdrowia, w tym psychicznego. Prawa te stanowią fundament dobrego życia społecznego i wynikają z godności człowieka – dlatego nie powinny być przedmiotem reglamentacji władzy publicznej. Władza ma natomiast obowiązek stworzyć ramy efektywnego realizowania praw seksualnych i reprodukcyjnych. Nie wiem jednak, ile jeszcze czasu musi upłynąć, by decydenci zrozumieli, że m.in. liberalizacja prawa antyaborcyjnego jest krokiem w stronę szczęśliwszego społeczeństwa.

Wróćmy do kwestii klauzuli sumienia. Teraz – poza lekarzami – chcieliby się nią posługiwać również aptekarze i farmaceuci. Czy prawo do leczenia i innych świadczeń medycznych może być kwestią światopoglądu? Czym to grozi?

Tak silne połączenie światopoglądu z wykonywaniem usług publicznych, a w przypadku lekarzy i farmaceutów – wręcz realizowaniem pewnej misji (są to przecież zawody zaufania publicznego), może mieć tragiczne skutki dla zdrowia i życia osobistego pacjentek i pacjentów.

Należy pamiętać, że wolność sumienia nie oznacza automatycznej klauzuli sumienia, czyli prawa do odmowy wszystkiego wedle nieweryfikowalnej wewnętrznej busoli moralnej.

Największą wolnością sumienia powinniśmy się cieszyć w życiu prywatnym – tutaj rzeczywiście jest przestrzeń na wyłącznie nasze wybory. Jednakże gdy wchodzimy na poziom wykonywania obowiązków na rzecz innych, ta wolność jest ograniczona – zgodnie z Konstytucją – ze względu na cudze prawa i wolności. I jest to rozwiązanie proporcjonalne. Wejście do zawodu bowiem jest kwestią autonomicznej decyzji, poprzedzonej kształceniem, które przybliża konkretne zadania związane z jego wykonywaniem. Wiadomo zatem, czego się spodziewać, jest możliwość, by dokonać zmiany ścieżki życiowej. Może na uczelniach medycznych poświęca się zbyt mało czasu, by uświadomić przyszłym lekarzom, że tak naprawdę – poprzez swoją wiedzę i umiejętności – dają innym możliwość podjęcia ostatecznej decyzji (np. o poddaniu się leczeniu czy zażyciu leku). Decyzje te obciążają wówczas sumienie pacjentki lub pacjenta, nie przedstawicielki czy przedstawiciela zawodu medycznego.

W dyskusji na temat maksymalnie szerokiego stosowania klauzuli sumienia (czyli również w przypadku farmaceutów) zawsze radzę odwrócenie sytuacji. Czy osoby, które postulują takie rozwiązania, same chcą się narażać na przypadek odmowy wykonania świadczenia na ich rzecz lub wydania leku z dowolnych powodów? A może osoby ze środowiska, które lobbuje za tym pomysłem, same są w tak uprzywilejowanym położeniu, że dzięki zasobom finansowym i znajomym zawsze będą w stanie sobie poradzić?

Mimo tych szkodliwych zjawisk mamy też w Polsce pozytywne zjawisko: wzrost świadomości obywatelskiej i feministycznej. Ostatnie dwa lata to czas rozkwitu solidarności kobiecej. Ale choć wspólnie weryfikujemy działania władzy, ona zdaje się nic sobie z tego nie robić. Jak zatem możemy jeszcze działać, by przyniosło to zamierzony efekt? Czy mamy jeszcze realny wpływ na rzeczywistość?

Zawsze trzeba wierzyć w swój wpływ na zmianę rzeczywistości, nie można się godzić na narzucone zasady gry. Każda walka ma sens i ogromne znaczenie, choć czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań. Myślę, że teraz w naszej wielkiej feministycznej rodzinie jesteśmy na etapie dostosowywania strategii do nowych okoliczności politycznych. Ale należy pamiętać, że różne pomysły na działania bywają komplementarne, dopełniające się, a nie konkurencyjne. Warto też sobie często przypominać, że nasz aktywizm wynika z szacunku do potrzeb, wyborów, marzeń drugiej osoby – a te mogą być naprawdę różne.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.


Kamila Ferenc – prawniczka w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz koordynatorka Zespołu Prawnego Federacji. Jest absolwentką prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Rektora UW za wybitne osiągnięcia naukowe. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Biurze Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich i kancelariach prawnych. Autorka analiz prawnych do raportów z serii „Watchdog.edu.pl” oraz publikacji naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i administracyjnego.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dziecko (nie) na zamówienie. Argumenty przeciw in vitro – ile w nich prawdy?

Niebieskookie niemowlę leżące w otoczeniu wiosennych kwiatów/ Ilustracja do tekstu: Argumenty przeciw in vitro: ile w nich prawdy? Kolor oczu dziecka i wzrost
Fot.: Shelby Miller /Unsplash.com

Wśród argumentów osób potępiających in vitro często można usłyszeć, że doprowadzi to do tworzenia dziecka na zamówienie, wybierania wzrostu, płci, koloru oczu… Tego rodzaju oskarżenia są nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim krzywdzące dla osób walczących z niepłodnością. Przyjrzyjmy się jednak tym absurdalnym argumentom bliżej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

In vitro umożliwia wybór płci dziecka. Prawda czy fałsz?

W pierwszej kolejności pochylmy się nad problemem wyboru płci dziecka. Omówienie tego zagadnienia da nam przy okazji odpowiedź na wątpliwości natury etycznej. Stwierdzenie genetycznej płci jest proste – dwa chromosomy X lub po jednym chromosomie X i Y sprawiają, że z zarodka rozwija się płód płci odpowiednio żeńskiej lub męskiej. W pewnym sensie za płeć dziecka odpowiadają plemniki – komórki rozrodcze żeńskie zawsze posiadają jeden z chromosomów X matki. Plemniki natomiast mogą zawierać chromosom X lub Y. W zależności od tego, jaki plemnik zapłodni komórkę jajową, taka będzie płeć potomstwa.

Dlaczego zatem nie dokonuje się wyboru płci dziecka podczas in vitro? Żeby poznać płeć zarodka, trzeba pobrać z niego materiał genetyczny do badań, co wiąże się z nieznacznym ubytkiem masy zarodka. Mimo że zarodki radzą sobie z takim ubytkiem, każda zmiana w ich integralności niesie ryzyko utraty zarodka. W im wcześniejszym stadium preimplantacyjnym pobierany jest materiał genetyczny, tym straty masy są większe, ponieważ zarodek składa się z mniejszej liczby komórek, co rokuje gorzej dla jego rozwoju. Im później z kolei, bliżej momentu implantacji w macicy, czyli piątej doby po zapłodnieniu, tym trudniej to badanie wykonać. Wyniki badań będą później niż transfer, więc i tak nie dowiemy się, jaki jest ich wynik.

Mrożenie zarodków, mimo coraz lepszych technik i wyższej skuteczności, nie jest procedurą obojętną i nadal niesie ryzyko nieprawidłowego rozmrożenia się – część zarodków po prostu nie przeżywa rozmrażania i degeneruje. Każda mikromanipulacja na zarodku, na przykład pobieranie materiału do badań genetycznych, niesie ryzyko niepowodzenia. Nie wykonuje się takich badań, żeby zapewnić zarodkom jak najlepsze warunki do rozwoju, jeśli nie jest to konieczne ze względu na powodzenie procedury – tj. wykluczenie zarodków niezdolnych do rozwoju przez wysokie prawdopodobieństwo chorób genetycznych.

Ponadto na straży stoi etyka. Procedura zapłodnienia pozaustrojowego jest leczeniem niepłodności, a nie usługą niemedyczną. Nie ma w niej zatem miejsca na zachcianki i osobiste preferencje.

ZOBACZ TEŻ: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

In vitro a kolor oczu dziecka

A co z cechami wyglądu dziecka? Dziedziczenie cech wyglądu to bardzo złożone zagadnienie. Wbrew powszechnym przekonaniom i temu, czego nadal uczą w szkołach średnich (żeby w prosty sposób wyjaśnić dziedziczenie cech organizmu), dziedziczenie koloru tęczówki nie jest dziedziczeniem jednogenowym. Nie mamy „genu koloru oczu”. Na ich barwę ma wpływ przynajmniej kilka genów. Dopiero wypadkowa produktów odczytywania tych genów pozwala uzyskać kolor oczu dziecka, który też nie jest wynikiem wyłącznie odczytywania i ekspresji genów.

Kolor oczu zmienia się w ciągu życia, czasem na skutek chorób. Wybór koloru oczu dziecka jest abstrakcją ze względu na złożoność i specyfikę dziedziczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

In vitro a wybór wzrostu dziecka

Podobnie jest z wyborem wzrostu dziecka. Mimo że mechanizm dziedziczenia wzrostu jest inny niż koloru oczu, również nie jest to dziedziczenie jednogenowe, co sprowadza te rozważania do kategorii science fiction. Ponadto dziedziczenie wzrostu nie zostało do końca poznane, mimo że wiele już na jego temat wiemy.

Wzrost także nie jest w 100% efektem dziedziczenia! Mimo dużego udziału genotypu, fenotyp, czyli to, jak wygląda dojrzały organizm, zależy w dużym stopniu od wpływu środowiska. Istotny jest więc rozwój osobniczy, sposób odżywiania, przebyte choroby i wiele innych czynników, na które nie mamy wpływu.

I co najważniejsze – pamiętajmy, że dziecko rozwija się dzięki materiałowi genetycznemu, jaki otrzyma od rodziców: w połowie od matki, w połowie od ojca. Nie jest zatem możliwe, aby dziecko miało cechy organizmu, jakie nie wystąpiły u któregoś z przodków. To, które z poszczególnych cech się ujawnią, zależy między innymi od modyfikacji epigenetycznych naniesionych na DNA.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Modyfikacje epigenetyczne: instrukcja odczytu DNA

Modyfikacje epigenetyczne można porównać do instrukcji czytania kodu genetycznego. Ludzkie DNA zawiera po dwie kopie każdego chromosomu, czyli dwie informacje na ten sam temat. Natomiast modyfikacje epigenetyczne wpływają na mechanizmy ekspresji genów w taki sposób, że niektóre z nich mają obniżoną ekspresję lub są blokowane, a inne – promowane. Dzięki temu oraz mechanizmowi powstawania gamet, podczas którego materiał genetyczny redukowany jest do pojedynczego zestawu chromosomów, a także częściowo zmieniany podczas procesu crossing-over, różnimy się, a dzieci tych samych rodziców mogą znacznie różnić się wyglądem.

Nigdy nie wiadomo, czy i który zarodek pomyślnie przejdzie proces implantacji. Zapłodnienie, implantacja i ciąża nadal są tematem, który można zgłębiać, żeby zrozumieć zachodzące procesy i wspomagać leczenie niepłodności oraz trudności w donoszeniu ciąży.

Przykre argumenty przeciw in vitro – o wybieraniu dziecka na zamówienie – nie mają pokrycia w rzeczywistości: zarówno z przyczyn etycznych, jak i biologicznych. Dla przyszłych rodziców, mimo że brzmi to banalnie, zawsze najważniejsze jest, żeby ich dziecko było zdrowe.

Autorka tekstu: Karolina Częścik-Łysyszyn

POLECAMY TEŻ: Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Milion euro na badania nad płodnością. Innowacyjne projekty czekają na realizację

In vitro ICSi - zbliżenie /Ilustracja do tekstu: Granty na badania nad płodnością

Firma Gedeon Richter ogłosiła sześciu zwycięzców w tegorocznej edycji programu FORWARD, który oferuje wsparcie innowacyjnych badań nad płodnością i rozrodczością. Nagrodzeni otrzymają granty w łącznej wysokości 1 mln euro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Komitet Naukowy inicjatywy FORWARD, w którego skład wchodzą eksperci PregLem i Gedeon Richter mający wieloletnie doświadczenie w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu, endokrynologii reprodukcyjnej, embriologii, zarządzania badaniami klinicznymi i kwestiami regulacyjnymi, dokonał przeglądu wszystkich otrzymanych zgłoszeń. W tym roku nadesłano ich aż 65, a ich autorzy pochodzą z 16 krajów europejskich.

Jak zapewnili przedstawiciele Komitetu, zgłoszenia cechowały się bardzo wysokim poziomem akademickim. Rozpiętość tematów, którymi zajęli się naukowcy, była bardzo szeroka: od zdolności gamet do przeżycia, przez receptywność endometrium, po przewidywanie wyników leczenia z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w celu poprawy obowiązujących protokołów leczenia niepłodności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

FORWARD 2018. Granty na badania nad płodnością dla sześciu osób

Ostateczna lista osób, którym przyznano granty, prezentuje się następująco:

  • dr Maria Elisa Varela Sanz i dr Juan Garcia-Velasco z Hiszpanii – badania nad zastosowaniem steroidów płciowych w celu reaktywacji telomerazy w komórkach ziarnistych u kobiet z zaburzoną rezerwą jajnikową – w celu poprawy wyników procedury in vitro,
  • Samir Hamamah z Francji – badania nad zastosowaniem krążącego miRNA jako nieinwazyjnego parametru prognostycznego żywotności zarodków i potencjału implantacji,
  • dr Christophe Blockeel z Belgii – badania nad stymulacją jajników rekombinowanym ludzkim FSH (Bemfola®) w późnej fazie pęcherzykowej,
  • dr Veronika Grzegorczyk-Martin z Francji – badania nad narzędziem wykorzystującym uczenie maszynowe do prognozowania wyników technik wspomaganej prokreacji (in vitro, ICSI) i transferu zarodków,
  • Anja Pinborg z Danii – badania nad endometrium w modyfikowanych naturalnych zamrożonych i rozmrożonych transferach zarodków,
  • Ermanno Greco z Włoch – za badania nad blastocystami euploidalnymi u kobiet po in vitro i ICSI.

Jak argumentuje komisja, decyzję podjęto, biorąc pod uwagę wykonalność propozycji, innowacyjność i wkład w daną dziedzinę nauki. Ważna była również zgodność proponowanych projektów z zaangażowaniem spółki Gedeon Richter na rzecz wykorzystywania wyników badań w praktyce i poprawie leczenia niepłodności u pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami.

– Inicjatywa FORWARD jest świadectwem ciągłego zaangażowania spółki Gedeon Richter na rzecz wspierania innowacyjnych badań nad płodnością na całym świecie – podkreśla Pablo Arriagada, wiceprezes PregLem ds. medycznych. – W ciągu kolejnych 5 lat te międzynarodowe zespoły klinicystów i naukowców otrzymają w sumie milion euro na prowadzenie swoich innowacyjnych badań. Ich obiecujące i nowoczesne projekty mogą zaowocować trwałymi korzyściami dla pacjentów pragnących zostać rodzicami. Niecierpliwie czekamy na możliwość finansowania tych wizjonerskich badań i wspierania ich sukcesu.

Więcej informacji na temat zwycięzców grantów FORWARD i ich pracy znajduje się na stronie internetowej www.forwardgrant.com.

POLECAMY TAKŻE: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Sięgnij po termometr. To działa lepiej, niż myślisz!

Smutna kobieta spogląda na test ciążowy /Ilustracja do: Zwykły termometr do obserwacji cyklu? To działa
fot. Fotolia

Starania o dziecko można przyspieszyć, sięgając po termometr. Zdziwiona? Ta metoda to jedna z najprostszych i sprawdzonych domowych metod przy próbach zajścia w ciążę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z niecierpliwością czekasz na dwie kreski, ale wciąż ich nie widzisz. Może to dobry moment, by przyjrzeć się swojemu ciału? Wystarczy, że zaopatrzysz się w zwykły termometr, a kto wie – może oczekiwanie będzie krótsze. Śledząc swoją temperaturę, dowiesz się, kiedy będziesz jajeczkować, a dzięki temu określisz najlepsze dni na seks lub inseminację.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Cykl miesiączkowy – zobacz, jak przebiega krok po kroku

Termometr do obserwacji cyklu. Raz dziennie codziennie

Chodzi o twoją podstawową temperaturę ciała – najniższą w ciągu 24 godzin. Będziesz musiała mierzyć ją codziennie przez kilka miesięcy, aby sprawdzić, czy istnieje możliwy do prze widzenia wzór cyklu, który pozwoli ci oszacować czas owulacji (jajeczkowania).

Aby uzyskać dokładny odczyt, użyj zwykłego termometru, który jest wystarczająco czuły, by zmierzyć niewielkie zmiany temperatury ciała. Eksperci wskazują też na specjalny termometr owulacyjny – mierzenie nim trwa krócej, ale wynik nie zawsze jest pewny.

Kiedy już wybierzesz odpowiedni termometr do obserwacji cyklu, trzymaj go przy łóżku. To ważne, by mierzyć temperaturę ciała rano, zaraz po przebudzeniu – zanim coś zjesz, wypijesz, będziesz uprawiać seks, a nawet usiądziesz. Pomiaru należy dokonywać w jamie ustnej, pochwie lub odbytnicy (zawsze w tym samym miejscu), gdyż istotna jest temperatura wewnątrz organizmu. Po zmierzeniu zapisz wynik w kalendarzu owulacji – najprostsze znajdziesz w internecie. Staraj się robić to o tej samej porze każdego ranka. Jeśli temperatura nie zostanie zmierzona natychmiast po przebudzeniu, odczyt nie będzie dokładny.

CZYTAJ TEŻ: Monitoring owulacji. Jak wygląda to badanie i kto powinien je wykonać?

Poznaj wzór na swój cykl

Przed owulacją podstawowa temperatura może wynosić od ok. 36,2 do 36,5 stopni. Ale dzień po owulacji zobaczysz wzrost od 0,5 do 1 stopnia, który powinien trwać do następnego okresu. Możesz zauważyć, że twoja temperatura od czasu do czasu rośnie; jeśli ani drgnie, prawdopodobnie jeszcze nie owulujesz. Gdy zajdziesz w ciążę, twoja temperatura będzie podwyższona przez cały jej okres.

Po kilku miesiącach, patrząc na kalendarz owulacji, będziesz mogła zobaczyć, czy istnieje wzór dla twojego cyklu. Jeśli tak, być możesz uda ci się oszacować, kiedy wystąpi następna owulacja. Kalendarz może również pomóc lekarzowi w ustaleniu przyczyn twoich problemów z płodnością. Pamiętaj, że każdy reaguje inaczej: u części kobiet temperatury rosną nagle, u innych – stopniowo.

Kiedy dojdzie do owulacji, twoja podstawowa temperatura ciała wzrośnie powyżej temperatur zarejestrowanych w ciągu ostatnich sześciu dni cyklu i pozostanie na tym poziomie (lub wzrośnie) przez co najmniej kolejne trzy dni. Ogólnie zakres temperatur po owulacji wynosi od 36,1 do 37,2 stopni.

Jeśli wystąpi któryś z poniższych czynników, należy go odnotować. Pamiętaj, że zanim obliczysz czas owulacji, może upłynąć kilka cykli. Najlepiej używać podstawowej metody pomiaru temperatury ciała w połączeniu z monitorowaniem śluzu szyjkowego i innych fizycznych oznak owulacji oraz z zestawem do przewidywania owulacji (dostępnym w większości aptek).

PRZECZYTAJ TAKŻE: 4 zasady jak polepszyć jakość śluzu szyjki macicy


O tym pamiętaj!

Istnieją czynniki, które mogą spowodować wzrost temperatury i wprowadzać w błąd:

  • brak snu lub zakłócony sen;
  • choroba lub wyczerpanie;
  • problemy emocjonalne i stres;
  • palenie;
  • spożycie alkoholu;
  • zmiana termometru.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Dlaczego choruję na Hashimoto? O najczęstszych objawach i przyczynach choroby opowiada dr Izabella Wentz

Hashimoto- wywiad z dr Izabellą Wentz
fot. Unsplash- Kinga Cichewicz

Z doktor Izabellą Wentz, autorką książki „Hashimoto. Jak w 90 dni pozbyć się objawów i odzyskać zdrowie”, farmaceutką, rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak często występuje choroba Hashimoto?

Na chorobę Hashimoto cierpi 13–28% populacji, w zależności od rodzaju przeprowadzonych badań. Jest to najczęstsza choroba autoimmunologiczna i przyczyna niedoczynności tarczycy w Stanach Zjednoczonych. Jest do ośmiu razy bardziej powszechna wśród kobiet i często nie zostaje rozpoznana.

Czym jest Hashimoto?

Hashimoto to choroba autoimmunologiczna, która ma wpływ na gruczoł tarczycy. System odpornościowy chorego rozpoznaje tarczycę jako intruza i zaczyna ją atakować. Jeżeli będzie ją atakować przez długi czas, tarczyca ulegnie zniszczeniu i nie będzie już mogła wyprodukować wystarczającej ilości hormonów, co poskutkuje niedoczynnością tarczycy.

Zobacz także: Jak rozpoznać chorobę Hashimoto?

Jakie są objawy Hashimoto?

Do objawów zalicza się stany lękowe, depresję, poronienia, zwiększenie masy ciała, spowolnienie umysłowe, apatię, zmęczenie, uczucie chłodu, wypadanie włosów, suchość skóry, zaparcia, skurcze mięśni, nieregularne miesiączki, niepłodność, osłabienie.

Jak można zdiagnozować tę chorobę?

Aby zdiagnozować Hashimoto, należy wykonać badania krwi, USG tarczycy, dobrze też jest zrobić dodatkowo biopsję tarczycy. Badania krwi są najprostsze i najbardziej dostępne dla większości ludzi – wśród nich polecam wykonać testy THS, FT3, FT4, przeciwciała anty-TPO.

Jakie jest konwencjonalne podejście do choroby?

Jeżeli tarczyca nie produkuje wystarczającej ilości hormonów, w konwencjonalnym podejściu pacjentowi podaje się syntetyczne hormony tarczycy. To podejście nie powstrzymuje jednak rozwoju choroby, pomija podstawowe przyczyny i zaburzenia obecne przy tej chorobie, co często prowadzi do sytuacji, w której pacjent nadal zmaga się z objawami.

Zobacz także: Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

Jakie są główne przyczyny Hashimoto?

Odkryłam, że istnieje sześć różnych przyczyn Hashimoto, a wśród nich należy wymienić nietolerancje pokarmowe, niedobór składników odżywczych, niezdolność radzenia sobie ze stresem, podatność organizmu na działanie toksyn, zespół nieszczelnego jelita i przewlekłe infekcje.

Do „typowych” objawów niedoczynności tarczycy należą wzrost masy ciała, nietolerancja na zimno, wypadanie włosów, zmęczenie i zaparcia. Chory jest uwięziony w błędnym kole przeciążonego systemu immunologicznego, niedoczynności nadnerczy, dysbakteriozy jelit, zaburzeń trawienia, stanów zapalnych i zaburzeń uwalniania hormonów tarczycy. Cykl ten będzie powodował coraz więcej objawów, dopóki nie przerwie go zewnętrzny czynnik.

Większość chorych na Hashimoto będzie również cierpieć na refluks, niedobory składników odżywczych, anemię, zespół nieszczelnego jelita, nietolerancje pokarmowe, problemy z dziąsłami, hipoglikemię.

Zmiana stylu życia, o której mowa w mojej książce, ma na celu zlikwidowanie tego błędnego koła krok po kroku. Zaczynamy od najprostszych modyfikacji, eliminując „zapalniki” i naprawiając uszkodzone systemy w celu przywrócenia równowagi i pozwalając tym samym naszemu ciału na regenerację.

Zobacz także: Wpływ witaminy D na chorobę Hashimoto

Dlaczego kobiety częściej chorują na Hashimoto?

Dużą rolę odgrywają żeńskie hormony w trzech ważnych momentach życia kobiety – co oznacza, że z większym ryzykiem wystąpienia Hashimoto mamy do czynienia podczas dojrzewania, w trakcie ciąży i menopauzy. Hormony płciowe, a zwłaszcza estrogeny i prolaktyna, pełnią istotną funkcję w modulowaniu układu immunologicznego i mogą wpływać na choroby autoimmunologiczne.

Estrogeny mogą również zmieniać zapotrzebowanie na hormony tarczycy i przyczynić się do powstania choroby autoimmunologicznej, zwłaszcza gdy występują niedobory składników odżywczych.

Prolaktyna, która wydzielana jest w okresie karmienia piersią, może być również podwyższona u osób z Hashimoto i przyczynić się do niepłodności i pojawienia się przeciwciał przeciwtarczycowych.

Według innej teorii, do rozwoju choroby przyczyniają się produkty do pielęgnacji ciała, które zawierają toksyny. Kobiety używają średnio 12 takich produktów, a mężczyźni tylko sześciu.

Istnieje jeszcze teoria adaptacji fizjologicznej, która sugeruje, że w naszych ciałach rozwijają się choroby chroniczne w celu dostosowania się do życia w określonym środowisku, odgrywają więc rolę ochronną. Nasze ciała ewoluowały lub zostały zaprogramowane w taki sposób, by osiągnąć dwa główne cele: po pierwsze, aby przetrwać, a po drugie, aby się rozmnażać i zapewnić gatunkowi przetrwanie.

Wróćmy jednak do zagadnienia częstszej zapadalności kobiet na choroby autoimmunologiczne. Wiemy, że ciężar wydania na świat nowego życia spoczywa na kobiecie. To oznacza, że będzie ona szczególnie wrażliwa na cechy środowiska, aby zyskać pewność, że nastąpił odpowiedni czas do reprodukcji. Ponadto ciąża to duży szok dla organizmu, a ten potrzebuje odpowiednich zasobów. Jeżeli są one niewystarczające, łatwiej będzie przetrwać, jeśli nie będziesz w ciąży. Niepłodność jako skutek uboczny choroby tarczycy być może służy temu, aby przetrwać.

Do naszego ciała dociera wiadomość: „nie jesteś tu bezpieczna, to nie jest dobry czas na prokreację. Pomogę ci przetrwać ciężką zimę poprzez spowolnienie metabolizmu. To pozwoli ci na przybranie wagi w czasie, gdy zapasy pożywienia są małe. Sprawię też, żebyś czuła zimno i zmęczenie, abyś nie wychodziła ze swojej jaskini. Dzięki temu będziesz bezpieczna”.

Zobacz także: Woda dla chorych na Hashimoto? Sprzedają ją w Polsce!

Czy jest różnica między objawami choroby Hashimoto u kobiet i u mężczyzn?

Oprócz uczucia zmęczenia, nietolerancji na zimno, przyrostu wagi i „typowych” objawów przy Hashimoto i niedoczynności tarczycy u mężczyzn można zaobserwować spadek libido, depresję, wysoki poziom cholesterolu, zmniejszoną częstotliwość porannych erekcji, trudności z zapuszczeniem zarostu, problemy z erekcją czy spadek masy mięśniowej. Mogą się również pojawić problemy z płodnością. Niektóre z tych objawów mogą się wiązać z niskim poziomem testosteronu.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Hashimoto- wywiad z dr Izabellą Wentz

Ekspert

Dr Izabella Wentz

Doktor farmacji, międzynarodowa ekspertka w zakresie chorób tarczycy – sama od 2009 roku ma zdiagnozowaną chorobę Hashimoto. Jest autorką bestsellerów z listy New York Timesa. Doktor Wentz zajmuje się zwiększaniem świadomości na temat chorób autoimmunologicznych, prowadząc warsztaty i szkolenia dla pacjentów oraz lekarzy.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.