Przejdź do treści

Kamila Ferenc: „Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry”

Kamila Ferebc
Kamila Ferenc, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

„Czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań” – mówi Kamila Ferenc, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. 8 marca opowiedziała nam, jak ocenia sytuację kobiet w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obchodzimy dziś Dzień Kobiet. Czy w obecnej sytuacji politycznej polskie kobiety mają co świętować?

Kamila Ferenc: Zawsze znajdzie się powód, by świętować. Uważam, że jest to ważne, by celebrować różne zdobycze feminizmu, doceniać siebie, swoją walkę oraz znaczenie kolektywizmu i współpracy w tej walce. Nadal jednak jest wiele do wywalczenia. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że musimy nie tylko zabiegać o rozwój praw kobiet, ale także stanowczo bronić dotychczasowych osiągnięć. Nowy establiszment chce doprowadzić do zwijania i limitacji naszych praw – osobistych i politycznych. Ten trend obserwuje się w wielu państwach świata.

Grudniowy raport Komisarza Praw Człowieka mówi jasno: Polska łamie prawa reprodukcyjne. Na co dzień działa Pani w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co – pod względem prawnym – najbardziej zagraża dziś kobietom w Polsce?

Zagraża bardzo wiele i niestety sytuacja jest wielce alarmująca. Po pierwsze, ustanowione 25 lat prawo antyaborcyjne jest restrykcyjną fikcją, usankcjonowaniem hipokryzji i symbolicznym przejęciem władzy nad płodnością i seksualnością kobiet. W dodatku jest nieprzestrzegane.

Władza publiczna od lat (bez względu na to, które ugrupowanie polityczne ją sprawuje) nie chce stworzyć mechanizmów, które pozwalałyby na wyegzekwowanie świadczenia zdrowotnego, jakim jest aborcja, przynajmniej w tych kilku przypadkach wskazanych w ustawie z 1993 r. Mimo licznych apeli wciąż mamy lukę prawną związaną z klauzulą sumienia lekarzy. Nie muszą oni już wskazywać innego lekarza, który wykonałby taki zabieg. Jednocześnie nie ma żadnego podmiotu, który w tej sprawie udzielałby informacji. A pacjent lub pacjentka ma do tej informacji pełne prawo – chociażby na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Gdy spojrzy się na mapę z perspektywy wykonywania aborcji w szpitalach, to widać głównie białe plamy – z nielicznymi wyjątkami. W niektórych regionach w ogóle nie ma dostępu do aborcji (w tym do porady lekarskiej na ten temat) i opieki postaborcyjnej. Kobiety, które chcą przerwać ciążę, są zdane same na siebie. Problemy z realnym stosowaniem tego prawa wynikają z samej jego konstrukcji. Opiera się ona na trzech filarach:

  • traktowaniu prawa do przerwania ciąży jako wyjątku od zakazu;
  • kryminalizacji aborcji (to znaczy, że za jej przeprowadzenie lub pomoc w tym w kodeksie karnym przewidziane są kary);
  • nieustannym negowaniu nawet tego skromnego wyjątku jako moralnego zła.

Ten ostatni element to przede wszystkim kwestia patriarchalnej kultury prawnej oraz ogromnego wpływu Kościoła na ustawodawstwo i życie publiczne. Przejawia się to również w języku. W niektórych ustawach możemy natknąć się na sformułowania typu „dziecko nienarodzone”, które są właśnie wynikiem walki o język, nie przesądzają jednak o podmiotowości prawnej płodu równej kobiecie.

Obecna władza puszcza oko do środowisk anti-choice i wyraża gotowość, by jeszcze bardziej ograniczyć dostęp do aborcji w Polsce. A to byłaby prawdziwa katastrofa. Jednocześnie polski rząd ignoruje fakt, że kobiety i tak przerywają ciążę, w której nie chcą być. I będą to robić dalej – tylko będzie się to działo albo wielkim kosztem, albo w sposób niebezpieczny: zawsze w napięciu przed ewentualnymi konsekwencjami wobec tych, którzy te kobiety wspierają.

A przecież chodzi o podstawowe prawo do decydowania o swoim ciele i fundamentalną wolność w kwestii płodności. Podejmowanie decyzji i jej realizacja powinny przebiegać w warunkach spokoju, komfortu, bezpieczeństwa i pełnego dostępu do informacji i opieki medycznej. A także szacunku, nie napiętnowania – którego doświadczamy dzisiaj.

Czy zgłaszają się do Pań kobiety, które zmagają się z trwałą niepłodnością po źle wykonanym zabiegu aborcji chirurgicznej? Czy takie sytuacje zdarzają się jeszcze w tzw. podziemnych gabinetach?

Nie miałam w swojej dotychczasowej pracy takiego zgłoszenia. Struktura i charakter tzw. podziemia aborcyjnego (czyli aborcji wykonywanych poza publicznym systemem opieki zdrowotnej) uległ zmianie.  Dostęp do pigułek aborcyjnych (dzięki Women on Web) czy informacji o klinikach aborcyjnych za granicą jest łatwiejszy niż kiedyś. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie kobiety mają środki i możliwości, by zdobyć tę wiedzę, lub ich na takie działania zwyczajnie nie stać. Niektóre kobiety są zmuszone, by urodzić. Inne decydują się na niebezpieczne „metody domowe” czy pigułki z niesprawdzonego źródła.

Przerywanie ciąży w ukryciu może negatywnie wpłynąć na psychikę i ogólne samopoczucie kobiet. Ponadto – w przypadku ewentualnych komplikacji – kobiety mogą bać się pójść na kontrolę lekarską. Sam fakt takiego niebezpieczeństwa, choćby opisane przypadki stanowiły statystyczną mniejszość, sprawia, że zawsze będę walczyła (razem z resztą fantastycznego zespołu Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny) o legalizację i dekryminalizację aborcji oraz prawne zapewnienie darmowego zabiegu w systemie służby zdrowia. Wierzę, że liberalizacja obecnego prawa przyczyni się także do zmniejszenia stygmatyzacji osób, które miały aborcję lub chcą przerwać ciążę.

Brak możliwości wykonania aborcji to niejedyny problem polskich kobiet. Prawo ogranicza im też dostęp do innych świadczeń medycznych odnoszących się do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego – m.in. do zabiegów in vitro.

Aborcja jest wierzchołkiem góry lodowej – to najbardziej ewidentna oznaka stosunku do kobiet. Wynika on z kultury patriarchalnej i antywolnościowej, silnie uzależnionej od polityki Kościoła, który od bardzo wielu lat jest u sterów państwa. Objawia się to tabuizacją ludzkiego ciała (przede wszystkim kobiecego) i instrumentalizacją seksualności człowieka. Kobietom, mimo zaawansowanego procesu emancypacji, znowu próbuje się narzucić rolę służebną.

Widać to w ograniczeniach (prawnych, finansowych czy organizacyjnych) w dostępie do badań prenatalnych, procedury zapłodnienia in vitro i nowoczesnych technologii w leczeniu niepłodności, antykoncepcji (tej regularnej, awaryjnej lub w postaci wkładki wewnątrzmacicznej) oraz w braku rzetelnej edukacji seksualnej. Nie ma prawie śladu po partnerskim podejściu do pacjentek i pacjentów. Pojawiają się przypadki dyskryminacji – np. ogłoszenia, że porad lekarskich o planowaniu rodziny udziela się tylko parom małżeńskim. Klauzula sumienia jest wykorzystywana (niezgodnie z prawem) do odmowy kolejnych świadczeń.

U podstaw tych nagannych praktyk leży brak zrozumienia (lub nawet chęci zrozumienia), czym w istocie są prawa seksualne i reprodukcyjne, jak ważne jest ich przestrzeganie dla ochrony życia prywatnego i zdrowia, w tym psychicznego. Prawa te stanowią fundament dobrego życia społecznego i wynikają z godności człowieka – dlatego nie powinny być przedmiotem reglamentacji władzy publicznej. Władza ma natomiast obowiązek stworzyć ramy efektywnego realizowania praw seksualnych i reprodukcyjnych. Nie wiem jednak, ile jeszcze czasu musi upłynąć, by decydenci zrozumieli, że m.in. liberalizacja prawa antyaborcyjnego jest krokiem w stronę szczęśliwszego społeczeństwa.

Wróćmy do kwestii klauzuli sumienia. Teraz – poza lekarzami – chcieliby się nią posługiwać również aptekarze i farmaceuci. Czy prawo do leczenia i innych świadczeń medycznych może być kwestią światopoglądu? Czym to grozi?

Tak silne połączenie światopoglądu z wykonywaniem usług publicznych, a w przypadku lekarzy i farmaceutów – wręcz realizowaniem pewnej misji (są to przecież zawody zaufania publicznego), może mieć tragiczne skutki dla zdrowia i życia osobistego pacjentek i pacjentów.

Należy pamiętać, że wolność sumienia nie oznacza automatycznej klauzuli sumienia, czyli prawa do odmowy wszystkiego wedle nieweryfikowalnej wewnętrznej busoli moralnej.

Największą wolnością sumienia powinniśmy się cieszyć w życiu prywatnym – tutaj rzeczywiście jest przestrzeń na wyłącznie nasze wybory. Jednakże gdy wchodzimy na poziom wykonywania obowiązków na rzecz innych, ta wolność jest ograniczona – zgodnie z Konstytucją – ze względu na cudze prawa i wolności. I jest to rozwiązanie proporcjonalne. Wejście do zawodu bowiem jest kwestią autonomicznej decyzji, poprzedzonej kształceniem, które przybliża konkretne zadania związane z jego wykonywaniem. Wiadomo zatem, czego się spodziewać, jest możliwość, by dokonać zmiany ścieżki życiowej. Może na uczelniach medycznych poświęca się zbyt mało czasu, by uświadomić przyszłym lekarzom, że tak naprawdę – poprzez swoją wiedzę i umiejętności – dają innym możliwość podjęcia ostatecznej decyzji (np. o poddaniu się leczeniu czy zażyciu leku). Decyzje te obciążają wówczas sumienie pacjentki lub pacjenta, nie przedstawicielki czy przedstawiciela zawodu medycznego.

W dyskusji na temat maksymalnie szerokiego stosowania klauzuli sumienia (czyli również w przypadku farmaceutów) zawsze radzę odwrócenie sytuacji. Czy osoby, które postulują takie rozwiązania, same chcą się narażać na przypadek odmowy wykonania świadczenia na ich rzecz lub wydania leku z dowolnych powodów? A może osoby ze środowiska, które lobbuje za tym pomysłem, same są w tak uprzywilejowanym położeniu, że dzięki zasobom finansowym i znajomym zawsze będą w stanie sobie poradzić?

Mimo tych szkodliwych zjawisk mamy też w Polsce pozytywne zjawisko: wzrost świadomości obywatelskiej i feministycznej. Ostatnie dwa lata to czas rozkwitu solidarności kobiecej. Ale choć wspólnie weryfikujemy działania władzy, ona zdaje się nic sobie z tego nie robić. Jak zatem możemy jeszcze działać, by przyniosło to zamierzony efekt? Czy mamy jeszcze realny wpływ na rzeczywistość?

Zawsze trzeba wierzyć w swój wpływ na zmianę rzeczywistości, nie można się godzić na narzucone zasady gry. Każda walka ma sens i ogromne znaczenie, choć czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań. Myślę, że teraz w naszej wielkiej feministycznej rodzinie jesteśmy na etapie dostosowywania strategii do nowych okoliczności politycznych. Ale należy pamiętać, że różne pomysły na działania bywają komplementarne, dopełniające się, a nie konkurencyjne. Warto też sobie często przypominać, że nasz aktywizm wynika z szacunku do potrzeb, wyborów, marzeń drugiej osoby – a te mogą być naprawdę różne.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.


Kamila Ferenc – prawniczka w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz koordynatorka Zespołu Prawnego Federacji. Jest absolwentką prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Rektora UW za wybitne osiągnięcia naukowe. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Biurze Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich i kancelariach prawnych. Autorka analiz prawnych do raportów z serii „Watchdog.edu.pl” oraz publikacji naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i administracyjnego.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Bydgoszcz ponownie zawalczy o in vitro. Wszystko w rękach prezydenta

Kobieta z brzuchem ciążowym
fot. Pixabay

18 bydgoskich radnych PO i SLD postanowiło ponownie zawalczyć o wprowadzenie uchwały o dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta. Złożyli już do prezydenta Rafała Bruskiego wniosek z prośbą, by zlecił on prace nad nowym projektem w tej sprawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że Bydgoszcz stara się o wprowadzenie miejskiego programu dofinansowania in vitro już od dwóch lat. Projekt refundacji procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta powstał w 2016 r. z inicjatywy posłów Nowoczesnej. Zbiórką podpisów pod nim oraz koordynacją dalszych działań zajmował się Michał Stasiński (wówczas poseł Nowoczesnej, obecnie PO).

Wymaganą liczbę podpisów udało się zebrać, a projekt – po burzliwych obradach – został przyjęty przez radę miasta. Wkrótce uchylił go jednak wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bodganowicz (PiS), wskazując na błędy proceduralne. Do jego opinii przychylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Szansę na dofinansowanie in vitro straciło wówczas ok. 50 par z Bydgoszczy.

Potrzebny nowy projekt ws. dofinansowania

Choć benedyktyńska praca radnych poszła na marne, nie dają za wygraną. Z dalszymi działaniami wstrzymywali się jednak kilka miesięcy – w tym czasie sprawdzali wszystkie dostępne rozwiązania.

– Chcieliśmy się wspomóc wcześniejszym projektem autorstwa fundacji „Nasz Bocian”. Okazało się jednak, że ta nie może nam przekazać do niego praw. Trzeba więc przygotować zupełnie nowy projekt, a jedyną możliwością, by to zrobić, jest skorzystanie ze wsparcia prezydenta Bruskiego – mówiła Expressowi Bydgoskiemu radna Monika Matowska (PO).

In vitro w Bydgoszczy, czyli kość niezgody

Działacze SLD i PO nie tracą nadziei, że projekt dofinansowania in vitro w Bydgoszczy uda się tym razem wprowadzić. Mają jednak obawy, że na drodze do wprowadzenia programu może znów stanąć wojewoda. Warto przypomnieć, że niedawno stwierdził on nieważność uchwały grudziądzkiej rady miasta w sprawie realizacji programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro dla mieszkańców Grudziądza na lata 2018-2019”. Z oferowanego wsparcia miało skorzystać 60 par z tego miasta.

CZYTAJ TEŻ: Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Niechęci dla projektu nie kryją też oponenci polityczni. Zdaniem Bogdana Dzakanowskiego, gorliwego przeciwnika in vitro z Bydgoskiej Bramy Porozumienia, refundacja in vitro w Bydgoszczy nie jest zadaniem własnym gminy. Ma ona – według niego – „ważniejsze sprawy”.

– Na najbliższej sesji rady miasta będę chciał wrócić do petycji przeciwko finansowaniu in vitro z budżetu miasta, którą swego czasu podpisało ponad 2 tysiące bydgoszczan – mówi.

Jego zdaniem, ponowna próba wprowadzenia uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Bydgoszczy jest tylko ruchem politycznym przez zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Ale dla mieszkańców Bydgoszczy ruch ten jest bardzo ważny. Ze wsparcia w ramach dofinansowania in vitro z budżetu miasta mogłoby skorzystać wiele par zmagających się z niepłodnością.

Źródło: Express Bydgoski

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Słupsku rusza od lipca

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Najtrudniejszy pierwszy krok, czyli jak wygląda pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności

Para w gabinecie lekarskim. Lekarz podaje dłoń mężczyźnie /Ilustracja do tekstu: Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności
Fot.: Fotolia.pl

Kiedy robimy coś po raz pierwszy w życiu, niemal zawsze wiążą się z tym różne odczucia. I nie jest istotne, czy skaczemy na bungee, czy może czeka nas pierwszy dzień w nowej pracy, a może po raz pierwszy próbujemy słodkości o smaku czekoladowo-miętowym. Zwykle odczuwamy ekscytację, ciekawość, ale często także niepewność. Podobnie jest z pierwszą wizytą w klinice leczenia niepłodności. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zdaję sobie sprawę, że często wiąże się ona z dużymi emocjami, dlatego też – dla wszystkich, którzy czują się odrobinę niepewnie – przygotowałam krótki opis tego, czego mogą się spodziewać.

Nazywam się Agata Dudek. Od ponad 3 lat pracuję jako koordynatorka opieki medycznej w klinice leczenia niepłodności InviMed w Warszawie, dzięki czemu spotykam się z pacjentami podejmującymi leczenie w naszej klinice. Wszyscy pacjenci, którzy dopiero planują rozpoczęcie diagnostyki i leczenia przed pierwszą wizytą w InviMed, spotykają się właśnie z koordynatorem opieki medycznej.

Jaki cel ma to spotkanie? Jak ono przebiega? Jak się do niego przygotować?

Na pierwszą wizytę zapraszamy pary razem. Dlaczego we dwoje? Gdyż wspólnie podejmujecie państwo starania o posiadanie potomstwa. Rodzicielstwo to ogromny przywilej i niesamowita radość, ale także nie lada obowiązek – dla obojga partnerów. Dlatego warto już od początku tej drogi być razem.

Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności, poza spotkaniem z lekarzem prowadzącym, wiąże się również z częścią administracyjną, która wymagana jest od 1 listopada 2015 r. na podstawie ustawy dotyczącej leczenia niepłodności.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin, pacjenci kliniki InviMed

Spotkanie z koordynatorem opieki medycznej można podzielić na trzy główne etapy.

Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności: etap I

Zaczynamy od zwykłego poznania się i uzupełnienia kwestionariusza wywiadu medycznego. Ja zazwyczaj przeprowadzam wstępną weryfikację dokumentacji medycznej oraz staram się uzyskać od państwa informacje dotyczące wcześniejszych badań i zabiegów niezbędnych do rozpoczęcia diagnostyki i leczenia.

Każdy z pacjentów podczas pierwszej wizyty w klinice powinien uzupełnić kwestionariusz wywiadu medycznego. Dokument nie należy do najkrótszych, a jego wypełnienie zajmuje kilkanaście minut. Czemu warto go to zrobić? Dzięki niemu uzyskujemy odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące aktualnego stanu zdrowia oraz wcześniejszego leczenia. To daje lekarzowi prowadzącemu wstępną informację na temat ewentualnego postępowania medycznego. Taki dokument wypełnia się w klinice tylko raz, oczywiście z pomocą koordynatora.

Podczas spotkania z koordynatorem opieki medycznej przed pierwszą wizytą weryfikowana jest również dokumentacja medyczna pacjentów. Pacjenci, którzy wcześniej leczyli się już z powodu niepłodności, powinni zatem wziąć ze sobą dokumentację dotychczasowego leczenia (np. historia choroby z poprzedniego miejsca, w którym odbywało się leczenie, opis badania USG transwaginalnego, dokumentację dot. monitorowania owulacji, wynik badania oceny drożności jajowodów), ale także karty informacyjne po zabiegach operacyjnych oraz pobytach w szpitalu, dokumenty związane z wcześniejszymi zabiegami inseminacji lub zapłodnienia pozaustrojowego, jeżeli miały one miejsce, wyniki badań genetycznych. W przypadku mężczyzn wyniki badań nasienia (aktualny, najlepiej z ostatnich 3-6 miesięcy), a w przypadku kobiet – aktualne wyniki badań hormonalnych (z ostatnich 3-6 miesięcy) oraz wcześniejsze wyniki, dla porównania wartości, wyniki USG piersi i oznaczenia cytologii z ostatnich 12 miesięcy.

PRZECZYTAJ TEŻ: Badanie FSH. Jakie są jego normy i co oznacza za wysoki lub za niski poziom tego hormonu?

Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności: etap II

Po weryfikacji dokumentacji i spotkaniu ze mną pacjenci udają się do lekarza, który przegląda dokumentację, zawsze indywidualnie podchodząc do pacjentów. By móc dokonać pełnej diagnostyki i zaproponować odpowiednią formę leczenia niepłodności, często lekarz zleca dodatkowe badania.

W przypadku mężczyzn jest to badanie rozszerzone nasienia, natomiast kobietom zlecany jest panel badań hormonalnych, USG gruczołów piersiowych oraz cytologia.

Zakres badań hormonalnych kobiety obejmuje oznaczenie wartości hormonu anty-Mullerowskiego, tzw. rezerwy jajnikowej – AMH, panel tarczycowy: TSH (może być dodatkowo rozszerzony o fT4 i antyTPO), badanie poziomu prolaktyny, a także oznaczenie hormonów I fazy cyklu, tj. FSH i LH (wykonane między 2. a 5. dniem cyklu, niejednokrotnie zakres ten może być rozszerzony dodatkowo o estradiol, progesteron i testosteron).

ZOBACZ TAKŻE: Naukowcy odkryli przyczynę PCOS. Szykuje się radykalna zmiana w podejściu do terapii!

Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności: etap III

Na zakończenie pierwszej wizyty każdy otrzymuje „Niezbędnik pacjenta”, czyli przewodnik po leczeniu niepłodności, poradnik psychologiczny oraz poradnik dietetyczny, a także wizytówkę koordynatora opieki medycznej z danym kontaktowymi.

Chciałabym, by wszyscy pacjenci pamiętali, że mogą z nami rozmawiać i pytać. To ważne, by w procesie starania się o dziecko móc czasem porozmawiać lub bez skrępowania o coś zapytać. Bardzo lubię kontakt z pacjentami i czuję wielką radość, że mogę być częścią tak ważnych dla nich chwil. Obserwacja ich historii, od pierwszej wizyty, wielokrotnie do tej ostatniej, która w żadnym wypadku nie jest obowiązkowa, ale często ma miejsce, kiedy pacjenci przychodzą do nas ze zdjęciem swojego maluszka, całemu zespołowi kliniki – lekarzom, embriologom, położnym oraz koordynatorom – daje niesamowitą energię do dalszej pracy i starań.

Często po cichu liczę, że dzięki takiemu indywidualnemu podejściu pierwsza wizyta będzie wiązała się z dobrymi wspomnieniami po zakończeniu procesu leczenia.

Autor: Agata Dudek, koordynatorka opieki medycznej w klinice leczenia niepłodności InviMed w Warszawie


Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dieta a menopauza. Co jeść, aby opóźnić ten proces?

dieta a menopauza
fot. Fotolia

Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii sugerują, że dieta bogata w niektóre produkty wpływa na czas wystąpienia menopauzy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podkreśla główna autorka badań Yashvee Dunneram, istnieje silny związek pomiędzy dietą a czasem wystąpienia menopauzy. – Jednakże do tej pory niewiele badań skupiało się na tym powiązaniu, a wyniki były sprzeczne – zaznacza ekspertka.

Z poprzednich badań wynika, że chociaż wcześniejsza menopauza podnosi ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych, osteoporozy i depresji, chroni jednocześnie przed rakiem piersi, czy nowotworem endometrium i jajnika.

Zobacz także: Ciąża po menopauzie jest niemożliwa? Jej przypadek temu przeczy!

Dieta a menopauza – co jeść, by opóźnić ten proces?

W  badaniu Brytyjczyków wzięło udział ponad 14 tys. kobiet w wieku od 35 do 69 lat. 1874 panie były w okresie przedmenopauzalnym, a u 914 menopauza wystąpiła w ciągu kolejnych czterech lat od rozpoczęcia badania.

Naukowcy zauważyli, że u kobiet, których dieta bogata była w ryby i rośliny strączkowe, okres przekwitania pojawił się znacznie później niż u kobiet, które nie jadły wyżej wymienionych produktów.

Z kolei u badanych, które często spożywały produkt bogate w węglowodany rafinowane, czyli żywność obfitą w cukry proste, menopauza wystąpiła wcześniej.

Naukowcy stwierdzili, że dzienna porcja roślin strączkowych przyczynia się opóźnienia przekwitania blisko o rok. Co więcej, zauważyli, że częste spożywanie tłustych ryb opóźnia menopauzę aż o trzy lata. Takie same właściwości wykazuje witamina B6 i cynk. Z kolei codzienne jedzenie ryż lub makaronu przyspiesza pojawienie menopauzy o 1,5 roku.

Wyniki badań zostały opublikowane w „Journal o Epidemiologu and Community Health”.

Zobacz także: Bierne palenie zabija płodność i prowadzi do wcześniejszej menopauzy

Przedwczesna menopauza problemem wielu kobiet

Menopauzę można stwierdzić po ok. 12 miesiącach bez wystąpienia miesiączki, a średni wiek kobiety wkraczającej w menopauzę to 50,5 lat.

Jak pokazują dane, w Wielkiej Brytanii nawet 1 na 10 kobiet przechodzi okres menopauzy przedwcześnie – zanim osiągnie 45 lat (niektórzy mówią nawet o granicy 40 lat). Powoduje to wzrost ryzyka chorób serca, osteoporozy, spadek funkcji poznawczych, ale też oczywiście płodności.

Jest to niezwykle ważne, bowiem menopauza występuje wtedy, gdy ciało przestaje naturalnie wytwarzać estrogeny i inne hormony płciowe, co zatrzymuje zdolności reprodukcyjne kobiet. Wcześniejsza menopauza znacznie skraca więc czas kobiety na decyzję o macierzyństwie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Reuters

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

To proste ćwiczenie zwiększa szanse na ciążę u kobiet po poronieniach. Wystarczy 10 minut dziennie!

Ścieżka, na niej kobiece nogi w sportowym obuwiu /Ilustracja do tekstu: Spacer pomoże zajść w ciążę kobietom po poronieniach
Fot.: Pixabay.com

Regularna aktywność fizyczna poprawia wydolność organizmu, samopoczucie, a nawet płodność. Z najnowszych badań wynika, że może również istotnie zwiększyć szansę na ciążę u kobiet, które doświadczyły poronienia. Największe korzyści mogą przynieść nie wymagające sporty, ale proste ćwiczenie, którego wiele osób o taką moc nie podejrzewa.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie, przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Massachusetts, objęło 1214 kobiet w wieku 18-40 lat, które jedno- lub dwukrotnie straciły ciążę. Każda z nich wypełniła międzynarodowy kwestionariusz aktywności fizycznej i została poddana stałemu monitoringowi zdrowotnemu (w podstawowym zakresie). Trwał on przez sześć cykli miesiączkowych. Te z pań, które w międzyczasie zaszły w ciążę, podlegały dalszej obserwacji.

Eksperci chcieli sprawdzić, jaki wpływ na zdolność kobiecego organizmu do zajścia w ciążę mają takie modyfikowalne czynniki, m.in. aktywność fizyczna.

ZOBACZ TAKŻE: Sport i in vitro. Czy przed i po transferze zarodków można ćwiczyć?

Spacerem po płodność

Jak donosi pismo „Human Reproduction”, analizy uzyskanych wyników przyniosły zaskakujące wnioski. Okazało się, że 10-minutowe lub dłuższe spacery mogą przyczynić się do 82-procentowego zwiększenia szans na ciążę u kobiet z nadwagą i otyłych, które w przeszłości doświadczyły poronienia.

Podobnych związków nie wykazano w odniesieniu do większości innych rodzajów aktywności fizycznej.

CZYTAJ TEŻ: Aktywnością w męską niepłodność!

Aktywność fizyczna – skuteczny pomocnik w staraniach o dziecko

Z wtórnej analizy pozyskanych danych wynika natomiast, że kobiety z wysokim BMI (powyżej 25), które wykonywały energiczne ćwiczenia fizyczne przez minimum cztery godziny w tygodniu, miały o 68% wyższą skuteczność w staraniach o dziecko. Ten rodzaj aktywności sprzyjał też kobietom z prawidłowym BMI – odsetek uzyskanych ciąż był w tej grupie o 57% wyższy niż wśród pań, które nie wykonywały ćwiczeń.

Autorzy badania postawili hipotezę, że pozytywny efekt ćwiczeń fizycznych może wynikać z ich wpływu na układ endokrynny i obniżenie poziomu stresu. Zwracają jednak uwagę, że niezbędna jest też zbilansowana dieta, która wpływa na zdolność organizmu kobiety do zajścia w ciążę już na poziomie molekularnym.

– To, jak żyjemy i co jemy, stanowi czynnik modyfikowalny, poprzez który możemy wpływać na swoje zdrowie – podkreśla Brian Whitcomb, profesor biostatystyki i epidemiologii na wydziale zdrowia publicznego i nauk o zdrowiu Uniwersytetu Massachusetts, który wraz z Lindsey Russo prowadził badania. – Jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się znaleźć dowody naukowe na słuszność dotychczasowych zaleceń w zakresie aktywności fizycznej. Szczególne znaczenie mają wyniki odnoszące się do spacerowania. Ze względu na powszechną dostępność i niski koszt aktywność ta pozwoli w łatwy sposób zmienić styl życia – dodaje.

Naukowcy podkreślili, że ze względu na ograniczony zakres przeprowadzonego badania jego wynik może nie być reprezentatywny dla ogółu populacji. Planują jednak kolejne, głębsze analizy, by poznać dokładny powód pozytywnego wpływu spacerowania i energicznych ćwiczeń na możliwość poczęcia dziecka.

Źródło: academic.oup.com, medicaldaily.com, sciencedaily.com, ndtv.com

POLECAMY TEŻ: Sport to zdrowie, ale… nie zawsze. Czy intensywny trening może obniżyć płodność mężczyzny?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.