Przejdź do treści

Wśród pułapek niepłodności – rozmowa z autorkami książki „Nadzieja na nowe życie.”

nadzieja na nowe życie agnieszka doboszyńska

Rozmowy z dwiema z trzech autorek książki „Nadzieja na nowe życie” mogłyby trwać w nieskończoność. Ciepłe, inspirujące, empatyczne kobiety, które napisały książkę – także na podstawie własnych doświadczeń – pozwalającą lepiej zrozumieć, co spotyka kobietę doświadczającą niepłodności. Z Justyną Kuczmierowską i Agnieszką Doboszyńską rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

Książka dzieli się na 28 dni, dlaczego?

AD: Książkowy cykl kobiecy ma 28 dni, chodzi o symbol, ten cykl determinuje przecież codzienność większości niepłodnych kobiet.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

JK: Życie kobiety starającej się o dziecko jest wpisane w ten cykl, zależne od niego. Początek – rozpacz, smutek, że znowu się nie powiodło. Środek – owulacja, gdy w organizmie kobiety fizjologicznie wszystko przygotowuje się na poczęcie, wtedy wzrasta nadzieja i wiara. Tuż przed okresem – moment bardzo silnego napięcia, czy znowu będzie tak samo, czy jednak tym razem się uda.

Pierwszą częścią każdego rozdziału jest dziennik…

AD, JK: …a drugą – poradnik. Każdy rozdział jest poświęcony innej tematyce, w związku z czym  poradnik zawsze dotyczy tego samego aspektu, który w dzienniku porusza bohaterka książki – fikcyjna Anna doświadczająca niepłodności.

Pisałyście o swoich doświadczeniach, ale spotykałyście się również z innymi kobietami, które zmagały się z tym problemem.

JK: Zarówno ja, jak i Asia mamy za sobą lata starań o dziecko. Asi dwa lata, ja – pięć. Nie chciałyśmy pisać o konkretnych sytuacjach z naszego życia, wyciągnęłyśmy tylko esencję, którą połączyłyśmy z doświadczeniami innych. Pisałyśmy o kobietach, które dotyka problem niepłodności. Mam za sobą trudny czas starań o dziecko, co sprawia, że łatwiej mi zrozumieć osoby, które też tego doświadczają. Jestem gotowa mówić o tych skomplikowanych sytuacjach z perspektywy czasu. Byłam po obu stronach.

Niektóre osoby, które doświadczyły niepłodności, nie chcą wspominać i wracać do tych spraw. Dla nich druga strona lustra to pancerna szyba. Nie chcą się spotykać z ludźmi, którzy wciąż walczą. To wymaga nieustannej empatii i wrażliwości. Nie chcą pamiętać emocji z tego okresu, lecz wykrzyczeć światu, że im się udało.

AD:  Sam fakt, że pisałyśmy tę książę we trzy, nauczył nas wielu rzeczy. Każda z nas ma za sobą różne przeżycia zawodowe i osobiste. Oprócz tego zdobywałyśmy konkretną wiedzę podczas pisania określonych rozdziałów, no i uczyłyśmy się od kobiet, które poznawałyśmy na prowadzonych przeze mnie i Justynę warsztatach.

Wiele rzeczy udało nam się odkryć samodzielnie i zebrać w spójny system. Lubimy myśleć, że czas niepłodności zastawia charakterystyczne pułapki na osoby starające się o dziecko. Ukrywanie niepłodności jest jedną z nich, inną mogą być trudności w życiu intymnym – nastawienie na poczęcie w danym dniu, o danej godzinie niszczy spontaniczność intymnych spotkań. Charakterystyczne jest odwieszanie wszystkich swoich marzeń i pragnień na haczyku z założeniem, że zajmiemy się nimi, gdy już się uda zajść w ciążę, gdy urodzi się dziecko…

JK: Książka była też fantastyczną okazją, by przedyskutować wiele tematów, o których miałyśmy inne zdanie. Bardzo cenne i wartościowe było dla nas zrozumienie sedna pewnych zjawisk i tematów.

Który rozdział był dla każdej z Was najważniejszy?

JK: Bardzo ciekawie wspominam rozdział na temat seksu, który naprawdę wymagał przemyślenia i zastanowienia się, co w tym temacie jest najważniejsze, co liczy się w bliskości fizycznej.

AD: To było piękne, gdy dostałam go do sczytania, poczułam wypieki na twarzy… (śmiech)

Co jest istotne w seksie?

JK:  Potrzeby kobiety i mężczyzny w wielu obszarach są inne. Warto znać te różnice. Seksualność to jest taki obszar w życiu pary, który się zmienia i ewoluuje, warto więc mieć przestrzeń na zmiany w swojej seksualności, w intymnych spotkaniach. Wiemy, że częstym doświadczeniem par starających się o dziecko jest przemęczenie, znudzenie zbliżeniami. W tym czasie seks z zegarkiem w ręku może stać się męką. Sposób napisania rozdziału o seksie był swoistym wyzwaniem, ponieważ ma on określony cel terapeutyczny. Próbujemy trochę zachęcić do zabawy seksem, trochę też sprowokować.

Pytałaś o najważniejsze rozdziały. Chciałabym także podkreślić wagę pierwszego, który wprowadza czytelnika w temat niepłodności, czyli bardzo trudnego starania się o dziecko. Szerszy kontekst, który pokazuje, z jak trudnym i bolesnym zagadnieniem mamy do czynienia.

Podczas pisania także bardzo ważny był dla mnie rozdział o adopcji. Mówi on o istocie rodzicielstwa w ogóle. Zachęca do zastanowienia się o co chodzi w miłości między rodzicem a dzieckiem, o co chodzi w tej relacji. Bardzo sobie cenię ten rozdział…

AD: …i nie chodzi tylko o relację z adoptowanymi dziećmi. Są rzeczy uniwersalne dla wszystkich relacji rodzicielskich.

A Twoje ważne rozdziały?

AD: Każdy rozdział naszej książki, jak wierzymy, jest istotną cząstką wsparcia na drodze zmagań z  niepłodnością. Dla mnie jednak jeden z ważniejszych rozdziałów to Sens starań, który mówi o tym, że wszystko w życiu ma sens, choć czasem jest to cholernie trudne do zrozumienia.  Może być tak, że sens zdarzeń, uda się dostrzec dopiero po pięciu, a może dwudziestu pięciu latach, po dziecięciu ale miesiącach, po dwudziestu dniach. Nie jest to łatwa sztuka, szczególnie jeśli doświadcza się trudu, cierpienia, rozpaczy, ale założenie, że sens jest, zawsze jest i bywa bardzo uwalniające.

JK: Może też dać poczucie spokoju. Przekonanie, że choć jestem teraz w niełatwej sytuacji, to ma mi ona przynieść coś dobrego, przed czymś mnie uchronić, wzmacnia.

Dzięki trudnym przeżyciom mogę coś odkryć, coś zmienić, mogę docenić wartość pewnych obszarów swoim życiu, rozwinąć się, spotkać niezwykłe osoby, mogę napisać książkę…

 

AD: Drugi ważny rozdział, który przychodzi mi do głowy, to ten dotyczący przeszłości: dzieciństwa, trudnych doświadczeń, tego co minęło, a co daną osobę ukształtowało. Człowiek nie jest wyrwaną z kontekstu jednostką, jest coś przed nim, jest coś teraz, jest coś po nim. Jest system rodzinny i uwarunkowania z przeszłości. Warto się temu przyjrzeć, mieć świadomość, że nie wszystko, co robię, jest tylko moją decyzją.

W jednym z rozdziałów podpowiadacie, jak sobie radzić z sytuacjami społecznymi, czyli idziesz na imprezę, ciocia się pyta, kiedy będzie dziecko…

JK: Dałyśmy bardzo różne propozycje na takie trudne sytuacje społeczne. Ich wybór zależy od gotowości i możliwości pary, nie wszyscy mają przecież odwagę i chęć, aby mówić na temat swoich trudności z poczęciem. Każdy powinien, w zgodzie ze sobą, znaleźć taki sposób  przekazania innym tej informacji , który jest dla niego możliwie najlepszy.

Między innymi proponujecie napisanie listu.

AD: Tak, bo ktoś, kto nie ma odwagi rozmawiać z innymi na trudne tematy, kto nie potrafi się w bezpośredniej relacji obronić, może napisać list, maila, wyrazić swoje myśli w taki bardziej bezpieczny sposób.

Mam wątpliwości, co do takiego rozwiązania.

AD: Spójrz na to inaczej, dzięki listowi w niebezpośredni sposób możesz wyrazić to, czego nie umiesz powiedzieć wprost. Jest w tym jeszcze inna wartość. Chodzi o sam fakt uświadomienia sobie, że „bywam ofiarą” i „nie chcę tak więcej”.  Nie spodziewamy się, że osoba, która nie ma odwagi zawalczyć o siebie, nagle przeczyta rozdział naszej książki, pójdzie i „wywali” wszystko prosto w twarz. Chcemy tylko pokazać, że przyjmowanie cięgów, niewygodnych pytań jest w pewnym stopniu związane z tym, jak dana osoba sama funkcjonuje i jak komunikuje się z innymi ludźmi.

To, jaki mamy stosunek do innych ludzi, wynika z tego, kim jesteśmy, zgodnie z mottem: będą cię traktować tak, jak sobie na to pozwolisz, albo idąc dalej: będą cię traktować tak, jak ty będziesz się traktować! Każda osoba doświadczająca niepłodności ma prawo odpychać niewygodne pytania, ma prawo odpowiedzieć, że nie ma ochoty o tym rozmawiać.

JK: Bardzo często się zdarza, że osoby, które starają się o dziecko, muszą znosić cięgi ze wszystkich stron. Reakcja na to jest bardzo różna, czasem ostra, czasem bardziej delikatna, czasem nie ma jej w ogóle. Nie należy oczekiwać, że wszyscy nagle będą dla nas mili i będą dawać nam tylko to, co dobre, ale rzeczywiście możemy wpływać na te sytuacje wokół nas, wyjść z roli ofiary.

AD: Zawsze można poprosić o pomoc. Osoby, które przychodziły do nas na warsztaty, zachęcałyśmy do szukania wsparcia u specjalisty np. psychoterapeuty, przewodnika duchowego, czy choćby przyjaciółki.

JK: Warto też przećwiczyć sobie te trudne sytuacje. Przyjaciółka może wejść w rolę wrednej ciotki i zacząć do nas mówić: „Ooo, wy to karierowicze, odkładacie dziecko na potem…”, wówczas można zaobserwować swoje uczucia i spróbować odpowiednio reagować.
Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, że kobieta musi bardzo dużo zrobić, by żyło jej się lepiej.

AD: A nie jest tak, że każda z nas dużo musi?

JK: Bez wątpienia warto podkreślić, że na kobietach ciąży niezwykła presja. Kobieta musi się spełnić zawodowo, być piękna, zadbana, świetnie ubrana, mieć dobry dom. Podczas pisania książki miałyśmy takie poczucie, że udzielamy masy „dobrych” porad i wskazówek, a to też może być obciążające. Wierzymy jednak, że przeczytanie „Nadziei na nowe życie” zachęci kobiety do przyjrzenia się różnym obszarom swojego życia, że pomoże im lepiej się poznać i zrozumieć, stać się silniejszymi w tym trudnym czasie oczekiwania na dziecko. Ważnym rozdziałem naszej książki jest ten, w którym pokazujemy, że jednak nie wszystko od nas zależy.

A co od nas zależy?

JK: W niepłodności jest duży obszar, który od kobiety nie zależy, tak samo zresztą,  jak i obszar, za który jest odpowiedzialna. W książce pokazujemy różnicę między tymi dwiema płaszczyznami.

AD: Starałyśmy się podkreślić, że ważne jest, aby rozpoznać, czego tak naprawdę chcemy. Mówisz, że kobieta wiele musi, więc jeżeli ona ma przekonanie, że musi, to powinna zadać sobie pytanie: chcę czy muszę?

JK: JK: Żeby to „muszę” było tylko moim „muszę”. Napisałyśmy tę książkę z założeniem, że będzie to zbiór doświadczeń, propozycji, wskazówek, informacji, z których każda czytelniczka może wybrać to, czego jej konkretnie potrzeba.

W jednym z rozdziałów mówicie o zarządzaniu stresem, zarządzaniu leczeniem. Nawet w tak intymną sferę wdziera się korporacyjna terminologia? Miałam refleksję, że taki język ma za zadanie pokazać, że nawet w tej sferze wszystko mamy uporządkowane, bardzo dopracowane…

AD: Podoba mi się Twoja myśl, bo ja jestem ta bardziej antykorporacyjna, ale na obronę terminologii, którą przyjęłyśmy w książce, powiem, że jest dużo osób, które na co dzień myślą takimi biznesowymi sformułowaniami i odnajdują się w tym: „O, to coś dla mnie – zarządzanie stresem”.

Zatem nie dość, że jesteś w trudnej i męczącej sytuacji, to jeszcze musisz tym wszystkim zarządzać: i leczeniem, i stresem, i relacjami… Z bolesnego, czasami traumatycznego doświadczenia robi się pole do zarządzania.

JK: Ale czy tak właśnie nie jest? Życie podporządkowane staraniom o dziecko to chodzenie do lekarza, na USG, współżycie na czas, wyjazdy, praca… Nie trzeba tym zarządzać?

Ja jestem przeciwna sformułowaniu „zarządzanie”. Tymi rzeczami nie da się zarządzać, one po prostu się dzieją. Możemy się nauczyć z nimi lepiej żyć i tyle. Natomiast rozumiem Twój argument dotyczący tego, że są osoby, które bardzo lubią myśleć, że potrafią tym wszystkim zarządzać.

JK: Zgoda, ale zwróć uwagę, że osoby, które doświadczają niepłodności, często mają poczucie olbrzymiego braku kontroli nad swoim życiem, dlatego też danie im odrobiny tej kontroli może być odciążające.

Mówisz o dawaniu poczucia kontroli. Moim zdaniem niepłodność, i w ogóle choroby, są jednak takimi sytuacjami w życiu, nad którymi nie możemy zapanować, ale budujemy sobie taką ułudę, dzięki której mamy wrażenie, że jest inaczej. Czy w ten sposób nie sugerujemy czytelniczkom, że jeżeli się nie uda, to znaczy, że źle „zarządzały”?

AD: Nie, to nie tak, my chcemy wskazać te obszary, w których możemy coś zdziałać. Słynne zdanie Marka Aureliusza: „Boże, daj mi mądrość, żebym umiał odróżnić jedno od drugiego…”. Rzeczy, na które mamy wpływ, od rzeczy, na które tego wpływu nie mamy.

JK: Rozumiem Twój punkt widzenia, ale chcę podkreślić jeszcze jedną bardzo istotną rzecz. Wiele badań wskazuje, że to właśnie nadmierny poziom stresu tak źle wpływa na fizjologię kobiety.

Stres, jeśli jest silny, długotrwały, potrafi wyrządzić wiele szkód. Dlatego chciałyśmy pokazać, że nad tym wszystkim warto zapanować. Skupić się, aby tak zmienić swoje życie, żeby ten stres zminimalizować, zapanować nad nim i mieć siłę do dalszych zmagań.

 W Waszej książce poruszony został również temat kobiecości. Miałam wrażenie, że jest to trochę stereotypowe podejście: umaluj się, wyszykuj, załóż szpilki… Czy o to chodzi w kobiecości?

 JK: Bardzo dużo rozmawiałyśmy na temat tego, czym jest kobiecość, starałyśmy się to pokazać w literackiej części naszej książki, czyli dzienniku Anny. Kobiecość ma bardzo wiele twarzy, a każda z nich jest piękna. Uważam, że kobiecość to przede wszystkim wnętrze, sposób, w jaki kobieta sama się ze sobą czuje, jak o sobie myśli, kim jest, jakie ma wartości, pasje…

Ale wbrew temu, co teraz mówisz, w książce definiujecie kobiecość także poprzez wygląd zewnętrzny.

JK: Spotykamy się z tym, że kobiety, które starają się o dziecko, mają tendencję do tego, by nie czuć się kobieco, bo dla nich definicją kobiecości często jest zostanie mamą, a jak tego nie osiągną, wydaje im się, że nie są kobietami. My uważamy, że są i staramy się o to, by dbały o swoją kobiecość tak, jak to czują. Tak, jak uważają. W pracy z kobietami doświadczającymi niepłodności np. zadajemy takie pytanie: na ile czujesz się kobieco? W skali od 1 do 10? To jest bardzo ciekawe, że kobiety, z którymi pracujemy, czasami dają sobie bardzo mało punktów. Zachęcamy wtedy, by w ramach ich definicji kobiecości wzmacniały w sobie to poczucie. Wszak nie kto inny, tylko kobieta może urodzić dziecko. Często wprowadzane zmiany wiążą się z wyglądem zewnętrznym, ale czasami kobiety decydują się odpocząć, zadbać o własne mieszkanie, zapisać się na taniec itd.

Agnieszko, stworzyłaś koncepcję „wielkiego chcenia”. Czym ona jest?

AD: Wielkie chcenie można odczuwać na różnych płaszczyzn życia. Ono nie musi dotyczyć płodności. Jest to ogromne pragnienie, które sprawia, że wszystko kręci się wokół niego. Myśli krążą wokół tego, co chce się zdobyć (pracę, figurę, partnera). Posiadanie wielkiego marzenia czy pragnienia nie jest jeszcze wielkim chceniem. Wielkie chcenie jest wtedy, kiedy zaczyna męczyć, wykańczać. Robimy na warsztatach takie ćwiczenie, wizualizację: zamknij oczy, wejdź do ogrodu i podejdź do pokrętła wielkiego chcenia, możesz z nim zrobić, co chcesz, możesz je podkręcić, by było jeszcze większe, albo przykręcić. Wizualizacje tego pokrętła są niesamowite i wiele mówią o potrzebach i doświadczeniach osoby, które je sobie wyobraża. Wielkie chcenie może także stać się zasłoną dymną, zastępczym kłopotem, mającym przesłonić inne trudności życiowe, które  są męczące. Mamy ogromny problem, np. doświadczamy  niepłodności, cierpimy, przez co przestajemy dostrzegać inne, równie trudne, aspekty życia. „Nadzieja na nowe życie” pokazuje, jak zmniejszyć wielkie chcenie, nie pozbawiając się jednocześnie pięknego marzenia o dziecku.

 NADZIEJA NA NOWE ŻYCIE

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Twój partner cierpi na depresję? To może istotnie wpłynąć na wasze starania!

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Dane epidemiologiczne wskazują, że na depresję cierpi dziś 350 mln ludzi, z czego w Polsce aż 1,5 mln. Problem ten dotyczy też wielu mężczyzn, choć na specjalistyczne leczenie wciąż decydują się tylko nieliczni. Tymczasem depresja wpływa nie tylko na jakość życia i funkcjonowanie w społeczeństwie, ale również na płodność przyszłych ojców – wynika z najnowszych badań.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy z Narodowego Instytutu Zdrowia w USA przeanalizowali ponownie dane z dwóch dotychczasowych badań, którymi objęto 1650 kobiet i 1608 mężczyzn zmagających się z niepłodnością. Celem pierwszej z analiz było określenie skuteczności dwóch leków wywołujących owulację u kobiet z PCOS. W drugim badaniu sprawdzono, jak leki te wpływają na możliwość uzyskania ciąży wśród par, u których przyczyna trudności z zajściem w ciążę nie było do końca poznana.

Uczestnicy obu tych badań wypełniali też kwestionariusz służący ocenie ryzyka depresji. Jak się okazało, blisko 6% kobiet i 2,3% mężczyzn z tych grup cierpiało na depresję ciężką. Naukowcy wrócili do wyników obu tych badań, by sprawdzić, jak choroba ta (oraz jej leczenie) przekładała się na procentowe szanse na uzyskanie i prawidłowy przebieg ciąży. W analizie nie uwzględniono osób, które zdecydowały się na procedurę in vitro.

CZYTAJ TEŻ: Depresja w ciąży dotyka co piątą kobietę. Nowe standardy opieki okołoporodowej pozwolą dostrzec problem

Antydepresanty a ryzyko poronienia: jest związek, ale tylko w przypadku niektórych leków

Po szczegółowym opracowaniu uzyskanych danych okazało się, że kobiety, które przyjmowały leki antydepresyjne niebędące selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI),  były ok. 3,5 razy bardziej narażone na utratę ciąży w pierwszym trymestrze w porównaniu do kobiet, które nie stosowały takich środków.

Natomiast przyjmowanie leków z grupy SSRI, a także sama depresja przyszłej mamy nie wiązały się z ryzykiem poronienia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Niepłodność i utrata ciąży. Dlaczego są tematem tabu?

Depresja a niepłodność męska: nie lekceważ zagrożenia!

Silny wpływ na wynik starań wykazano jednak w przypadku mężczyzn. Wśród niepłodnych par, w których partner kobiety cierpiał na ciężką depresję, szansa na poczęcie dziecka i uzyskanie tzw. żywego urodzenia spadała aż o 60% w stosunku do par, w których mężczyzna nie zmagał się z depresją.

Warto zauważyć, że we współczesnej kulturze depresja mężczyzn jest wciąż tematem tabu. Wielu chorych określa ją jako „niemęską”. Tymczasem depresja to poważna choroba, która – tak jak inne zaburzenia zdrowotne – wymaga podjęcia odpowiedniego leczenia.

– Często spotykam się z osobami niezwiązanymi z medycyną, w tym również z pacjentami, którzy uważają, że depresja to pewien sposób myślenia, z którym można poradzić sobie samemu. Czyli „wziąć się w garść”. Otóż tak nie jest – podkreśla dr n. med. Maciej Klimarczyk, psychiatra i seksuolog. – Depresja nie jest chwilowym smutkiem, chandrą, lenistwem czy reakcją na przykre, krótkotrwałe wydarzenia – zaznacza.

Problem jest bardziej powszechny, niż może się wydawać. Według dotychczasowych badań depresja dotyka 40% niepłodnych kobiet i co drugiego mężczyznę, który z uwagi na zaburzenia płodności zdecydował się na leczenie za pomocą procedury in vitro. Wykazano również, że choroba ta częściej występuje u osób, które zmagają się z cukrzycą, niedoczynnością tarczycy czy PCOS. A wszystkie te schorzenia mają istotny wpływ na płodność.

Źródło: nih.gov


Jeśli podejrzewasz, że depresja mogła dotknąć ciebie lub twojego partnera, nie zwlekaj z podjęciem leczenia. Więcej na temat objawów depresji oraz jej związku z niepłodnością znajdziesz m.in. tutaj.

 

 

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Gdy starania o kolejne dziecko nie przynoszą rezultatu… Też znasz to uczucie?

Dziecko patrzy na szczęśliwą rodzinę w oddali /Ilustracja do tekstu: Niepłodność wtórna też boli
Fot.: Fotolia.pl

‚Masz jedno dziecko, to się ciesz”. „Powinnaś się cieszyć, że masz dziecko, ja nie mam w ogóle”. „Przecież już masz dziecko”. „Kiedy następne?”. „Po co czekać z kolejnym?” – takie zdania słyszą niemal wszystkie pary, które mają problem z niepłodnością wtórną.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O niepłodności wtórnej mówimy wtedy, gdy po szczęśliwie donoszonej ciąży i porodzie jesteśmy rodzicami dziecka, a nie możemy zajść w kolejną ciążę. Choć takie sytuacje mają miejsce nierzadko, wszystkim wokół wydaje się oczywiste, że jeśli ma się jedno dziecko, to prędzej czy później przychodzi czas na kolejne.

Jak dobrze wiemy, ludzie są wścibscy: na porządku dziennym są różnorodne uwagi, pytania i komentarze. Wiele osób zwyczajnie woli interesować się czymś, czego brakuje u innych, zamiast skupić się na sobie. To bardzo trudne dla pary, która sama nie potrafi zrozumieć, dlaczego tym razem się nie udaje. Kobieta, która nie może zajść w kolejną ciążę, przeżywa nie mniejszy dramat niż ta, która zmaga się z niepłodnością pierwotną.

Niepłodność wtórna też boli

Nie da się porównać niepłodności pierwotnej i wtórnej – obydwie są bolesne. Paradoksalnie wydaje się, że skoro udało się z jedną ciążą, to jak ma się nie udać z kolejną?  Niezrozumieniu tego, co się dzieje, towarzyszą też inne emocje: rozczarowanie, bezsilność, bezradność, żal, rozpacz, wewnętrzne rozdarcie.

“Za mną etap wyliczania dni, robienia testów, zaglądania w majtki. Moja psychika została poorana. Poczucie głębokiej porażki i niepowodzenia jest okrutne… Bo jak to: nie mogę?” – przyznaje jedna z czytelniczek.

Nieoczekiwany scenariusz

Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że cierpi w niej również to dziecko, które już jest na świecie. Jeśli planowało się kilkoro dzieci, trudno jest przekierować swoje myśli na inny scenariusz, zgodnie z którym pozostajemy przy jednym dziecku. Bywa też tak, że patrząc na to jedno dziecko, kobieta przeżywa prawdziwy dramat, wiedząc że kiedyś zostanie samo. Głęboko zakodowana wizja, że nasz jedynak będzie miał rodzeństwo, może stać się bardzo uciążliwa.

CZYTAJ TEŻ: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Pamiętaj: niepłodność wtórną można leczyć

W wielu przypadkach niepłodność wtórną można leczyć. Jednak nie każda para się na to decyduje. Wszystko zależy od tego, jaka jest przyczyna niepłodności. Nie każdy jest w stanie zmierzyć się z procedurami stymulacji bądź in vitro, jeśli posiadają dzieci.

„Na widok ciężarnych czuję ukłucie zazdrości. I nie ma tutaj znaczenia, że ja JUŻ mam dziecko. To, że raz mi się udało, wcale nie umniejsza faktu, że cierpię z powodu trudności z poczęciem kolejnego dziecka. Nigdy nie chciałam, żeby moja córka była jedynaczką. A teraz doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tak już może zostać… Nikt mi nie daje gwarancji na ciążę” – pisze nasza czytelniczka.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Utrudnia zajście w ciążę i prowadzi do poważnych zdrowotnych konsekwencji. Czym jest hemochromatoza?

Hemochromatoza
for. unsplash.com - Wes Hicks

Choroba dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Przez długi czas może przebiegać bezobjawowo , a późna diagnoza w wielu przypadkach prowadzi do groźnych konsekwencji. Czym jest hemochromatoza?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

15 maja na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rodzin. Święto to zostało ustanowione w 1993 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Jego celem jest podniesienie świadomości społecznej na temat roli rodziny oraz wszystkich trudności, z jakimi musi się ona borykać we współczesnym świecie.

Z jakimi problemami zmagają się dzisiejsze rodziny? Jednym z nich jest na pewno problem niepłodności. Jakie mogą być jego przyczyny?

Zobacz także: Dieta płodności – zobacz przepisy na śniadanie

Zła dieta, brak aktywności fizycznej, a może używki?

Niepłodność może być spowodowana wieloma czynnikami. Utrudnić poczęcie dziecka może np. tłusta dieta o niskiej zawartości witamin i minerałów, brak ruchu albo nałogi. Palenie papierosów obniża płodność kobiety aż o 20 proc., podobny efekt wywoła otyłość albo niedowaga.

Picie nadmiernych ilości alkoholu również nie będzie sprzyjać szybkiemu poczęciu dziecka. Warto dodać, że niehigieniczny tryb życia wpłynie nie tylko na kobiecą, ale i na męską płodność. Jeśli para pragnie w niedługim czasie zajść w ciążę, powinna więc wspólnie zmodyfikować dotychczasowe nawyki.

Zobacz także: Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

Zaburzenia hormonalne, wady narządów rodnych, a może po prostu stres?

Za ok. 25 proc. przypadków kobiecej niepłodności odpowiadają zaburzenia jajeczkowania. Często są one efektem zespołu policystycznych jajników (PCOS), w którym dochodzi m.in. do wzrostu stężenia męskich hormonów płciowych – androgenów.

Niepłodność może mieć również związek z chorobami tarczycy, np. z niedoczynnością tarczycy czy mającą podłoże autoimmunologiczne chorobą Hashimoto.

Wady wrodzone narządów rodnych nie są częstą przypadłością wśród kobiet, mogą jednak stanowić poważną przeszkodę na drodze do rodzicielstwa. Wady te mogą dotyczyć macicy (macica jednorożna, dwurożna, macica z przegrodą, brak lub niedorozwój macicy), pochwy, sromu oraz przydatków. Niektóre z wad da się korygować operacyjnie, jednak nie zawsze jest to możliwe.

Czasem para ma trudności z zajściem w ciążę z całkiem wydawać by się mogło błahego powodu, gdy np. jest pod presją otoczenia. Rodzina często sama sugeruje, że najwyższy czas na dziecko. Wszelkie uszczypliwe uwagi o „tykającym zegarze biologicznym” warto jednak ignorować. Nadmierny stres związany z chęcią szybkiego zajścia w ciążę może przynieść odwrotny skutek. Para ma największe szanse na sukces wtedy, jeśli podejdzie do zadania ze spokojem.

Zobacz także: Problemy z erekcją? Sprawdź, czy ich przyczyną nie jest nadmiar żelaza w organizmie

A może nadmiar żelaza?

Długo utrzymujący się nadmiar żelaza w organizmie może prowadzić do spadku libido i zaburzeń funkcji seksualnych (w tym impotencji). Jest to sytuacja wstydliwa szczególnie dla mężczyzn. Jednak wielu panów bagatelizuje problem aż do momentu rozpoczęcia starań o dziecko. Najczęstszą przyczyną kumulowania się żelaza w organizmie jest hemochromatoza pierwotna (wrodzona).

Hemochromatoza powoduje, że żelazo odkłada się w tkankach i narządach wewnętrznych – w tym w przysadce mózgowej, jądrach i jajnikach. Przeładowane żelazem narządy nie mogą prawidłowo funkcjonować. Zakłócona zostaje równowaga hormonalna w organizmie, co u mężczyzn może skutkować zaburzeniami w produkcji plemników.

Na skutek zaburzeń hormonalnych u mężczyzny może wystąpić hipogonadyzm, objawiający spadkiem ochoty na seks, zaburzeniami erekcji oraz obniżeniem jakości nasienia.

U kobiet hemochromatoza może być z kolei przyczyną przedwczesnej menopauzy. Może się ona pojawić nawet przed 40. rokiem życia. Choroba skraca więc okres płodny kobiety, zmniejszając jej szansę na dziecko.

Hemochromatoza przez długi czas może przebiegać bezobjawowo. Jest to sytuacja bardzo niebezpieczna, ponieważ zbyt późna diagnoza może być przyczyną innych, równie poważnych konsekwencji zdrowotnych. Hemochromatoza uszkadza bowiem nie tylko przysadkę mózgową, ale też wątrobę, trzustkę, serce oraz stawy. Jedynie szybka diagnoza daje szansę na uniknięcie tych problemów.

Zobacz także: Trombofilia wrodzona a ciąża. Zobacz, jakie masz szanse na urodzenie dziecka

Hemochromatoza – jak ją szybko zdiagnozować?

W pierwszej kolejności warto sprawdzić tzw. parametry gospodarki żelazem. W ten sposób nie zdiagnozujemy jeszcze hemochromatozy, ale dowiemy się, czy w naszym organizmie nie gromadzi się za dużo wspomnianego pierwiastka. Do wykrycia hemochromatozy pierwotnej służą natomiast badania genetyczne, identyfikujące mutacje odpowiedzialne za chorobę. Chodzi przede wszystkim o 3 mutacje w genie HFE (C282Y, H63D, S65C).

Warto dodać, że hemochromatoza wrodzona nie jest jedynym genetycznym czynnikiem niepłodności wśród par. Do problemów z poczęciem dziecka przyczynić się mogą również błędy w kariotypach partnerów, trombofilia wrodzona, czy celiakia, która może obniżyć płodność kobiety nawet o 40 proc., gdy nie jest leczona.

Zobacz także: Niepłodność a statystyka. Te liczby mogą budzić niepokój

Niepłodność – problem dotyczy już 1,5 miliona par!

A są to dane jedynie szacunkowe, co oznacza, że par tych może być znacznie więcej. Na szczęście w ostatnich latach udało się zauważyć większą niż kiedyś liczbę par szukających przyczyny swoich problemów z płodnością.

Powodem może być większa świadomość oraz łatwiejszy dostęp do specjalistycznej opieki medycznej z zakresu wspomagania rozrodu. Niemniej niepłodność nadal jest dość palącym problemem, o którym warto rozmawiać. Zwłaszcza w tak szczególnym dniu, jak Międzynarodowy Dzień Rodzin.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Autor: Natalia Jeziorska, testDNA, www.testdna.pl

Logo testDNA.pl

Źródła:

G. Ekpo, I. Moy, M.E. Palone, M.P. Milad, Zastosowanie cytrynianiu klomifenu

w indukcji jajeczkowania: kiedy, jak i dlaczego?, „Ginekologia po dyplomie” 2011, s. 72.

E. Waszczuk, W. Homola, Zaburzenia rozrodczości u chorych na celiakię, „Advances in Clinical and Experimental Medicine” 2006, 15, 6, s. 1097.

Stanowisko Zespołu Ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego dotyczące diagnostyki i leczenia niepłodności – skrót, Warszawa 2011.

C. Łepecka-Klusek, A. B. Pilewska-Kozak, G. Jakiel, Niepłodność w świetle definicji choroby podanej przez WHO, „Medycyna Ogólna i Nauki o Zdrowiu” 2012, t. 18, nr 2, s. 164.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Opowieść podręcznej”. Historia o niepłodnych ludziach, którym grozi wyginięcie. Czy nas też to czeka?

Opowieść Podręcznej
fot. Pixabay

Wkrótce widzowie będą mogli oglądać drugi sezon popularnego serialu „Opowieść podręcznej”. Czy ponura wizja przyszłości, w której niepłodnej ludzkości grozi wyginięcie, grozi również nam?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Opowieść podręcznej” to serial nakręcony na podstawie książki Margaret Atwood o tym samym tytule. Serial został nagrodzony m.in. 8 statuetkami Emmy i Złotym Globem.

„Opowieść Podręcznej”

Serial skupia się wokół alternatywnej historii Stanów Zjednoczonych. Po wojnie i katastrofie ekologicznej większość społeczeństwa utraciła zdolności reprodukcyjne.

Na zgliszczach kraju powstaje Gilead – państwo oparte na dyktaturze, w którym nieliczne płodne kobiety zmusza się do rodzenia dzieci na rzecz klasy rządzącej. Są one traktowane jak towar i nazywane „podręcznymi”.

Świat niepłodnych ludzi to na razie jedynie serialowa fikcja. Okazuje się, że taka alternatywa nie jest wcale tak daleka od rzeczywistości. Lekarze od dawna biją na alarm.

Zobacz także: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia

Grozi nam wyginięcie?

W tym miesiącu gościem programu „Dzień Dobry TVN” był ginekolog, profesor Romuald Dębski. Ekspert powiadał o rosnącej skali niepłodności w Polsce i na świecie.

Wśród kobiet głównymi czynnikami powodującymi niepłodność ekspert wymienił przede wszystkim zabiegi operacyjne, które mogą uszkadzać jajniki, leczenie onkologiczne i coraz późniejszy wiek, w którym panie decydują się na zajście w ciążę.

Jak zauważył jednak profesor Dębski, w przypadku mężczyzn sytuacja może być nawet gorsza. – Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia – stwierdził lekarz. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat normy parametrów zmieniły się drastycznie.

– Kiedy byłem studentem, dolną granica ilości plemników było 60 milionów. W tej chwili jest to 15 milionów – zauważył ekspert dodając, że parametry te odnoszą się do panów bez względu na wiek.

– To wynika chyba głównie z zatrucia środowiska – stwierdził lekarz. Jak wyjaśnił, wszelkiego rodzaju woreczki foliowe po rozłożeniu się działają tak, jak słabe estrogeny. Osiągają tak ogromne stężenie w naszym środowisku, że w znacznym stopniu wpływają na zdrowie człowieka.

Zobacz także: Grozi nam epidemia niepłodności?

Jest coraz gorzej

Badacze z całego świata ostrzegają przed zgubnymi skutkami współczesnego trybu życia. Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych przez naukowców w Izraelu, w ciągu ostatnich 40 lat liczba pełnowartościowych plemników u mężczyzn żyjących na Zachodzie zmniejszyła się więcej niż o połowę.

Co więcej, trend spadkowy utrzymuje się na poziomie 1,4 proc. rocznie. – Ludzkość może wkrótce wyginąć – twierdzą niektórzy komentatorzy cytowani przez brytyjski dziennik „Guardian”.

Badania, w których naukowcy analizowali jakość spermy, przeprowadzono na przełomie lat 1973 – 2011.

– Wyniki są szokujące – mówi Hagai Levine, epidemiolog i autor badań z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: tomaszowmazowiecki.naszemiasto.pl, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.