Przejdź do treści

Wpływ sterydów na płodność

548.jpg

Sterydy – słowo znane wszystkim, jednak nie dla każdego do końca jasne. Czym są i na jakie grupy się dzielą? Oraz najważniejsza kwestia dla przyszłych rodziców – czy i jak sterydy wpływają na płodność?

Sterydy kojarzą się powszechnie z preparatami przyjmowanymi przez sportowców lub kulturystów w celu zwiększenia masy mięśniowej. Jest to jednak jedynie mały wycinek z grupy substancji noszących tę nazwę. Steryd to potoczne określenie „steroidów”, czyli związków lipidowych o budowie opartej na pierścieniach steranu. Mogą być zarówno pochodzenia zwierzęcego, jak i roślinnego, pełnią ważne funkcje biologiczne w organizmie. Należą do nich zarówno męskie, jak i żeńskie hormony płciowe, hormony kory nadnerczy czy powszechnie znany cholesterol.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wyróżniamy zastosowanie medyczne i pozamedyczne sterydów. Nie można podzielić tych związków na substancje „dobre” i „złe” – określenie to powinno być nadawane ze względu na cel, w jakim dane środki są stosowane. Steroidy są związkami o silnym działaniu przeciwzapalnym, przeciwuczuleniowym, immunosupresyjnym (czyli obniżającym odporność) oraz przeciwobrzękowym. Ponadto wpływają na przyrost masy ciała oraz działają euforyzująco. Ze względu na tak szerokie zainteresowanie sterydy wykorzystuje się w leczeniu astmy oskrzelowej, chorób autoimmunologicznych, niektórych białaczek, miejscowo w dermatologii, pomocniczo w chorobach nowotworowych oraz po przeszczepach. Jako środki hormonalne sterydy są używane w regulacji gospodarki hormonalnej: jako środki antykoncepcyjne, leki wspomagające zajście w ciążę oraz leki stosowane podczas menopauzy w ramach hormonalnej terapii zastępczej.

Sterydy są również wykorzystywane w celach pozamedycznych, jako środki zwiększające masę mięśniową oraz poprawiające wydolność organizmu. Wówczas nazywamy je sterydami anabolicznymi.

Mogą być zarówno pochodzenia naturalnego, jak i syntetycznego. Do tej grupy należą m.in. testosteron, estrogeny, hormon wzrostu oraz insulina. Przez mężczyzn najczęściej stosowane są pochodne testosteronu. Przyjmowanie sterydów anabolicznych zwiększa ilość tego hormonu w organizmie, co niesie za sobą poważne konsekwencje.

Jak starać się o dziecko i nie zwariować? Z pamiętnika staraczki

z pamiętnika staraczki
fot. Pixabay

Pisarka i matka dwójki synów Clemmie Telford przez jakiś czas próbowała zajść w trzecią ciążę. Chcąc wesprzeć inne „staraczki”, stworzyła swój żartobliwy pamiętnik opisujący próby spłodzenia dziecka. „Pamiętam, jak samotna czułam się, kiedy mijały tygodnie i miesiące. Przewertowałam internet w poszukiwaniu ludzi z podobnymi doświadczeniami” – ujawnia Telford na swoim blogu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Należy zaznaczyć, że mamy już dwójkę dzieci. Zarówno Bertie jak i Woody zostali spłodzeni za drugim podejściem. Pierwszy cykl traktowałam zawsze bardziej jako próbę, łut szczęścia. Kiedy zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko, odpowiednio się przygotowaliśmy i powtarzaliśmy „za trzecim razem może nie pójść już tak gładko” – zaczyna opowieść Clammie. Zobaczcie, jak opisywała swoje przeżycia.

Zobacz także: Jak przeżyć ciążę (nie swoją!) i nie zwariować?

Z pamiętnika staraczki

  • Cykl pierwszy przyszedł i odszedł… Nie ma problemu.
  • Cykl drugi… Już nie jest tak fajnie.
  • Cykl trzeci i znowu nic. Ok, teraz mogę powiedzieć, że się niepokoję.
  • „Nie wpadaj w obsesję” powiedziałam sobie.
  • Nagle co druga osoba mówi „udało nam się zajść w ciążę za pierwszym podejściem!” „Tylko raz uprawialiśmy seks”, „Nawet się nie staraliśmy!”
  • Dobrze dla was. Bardzo się cieszę. Ale jestem ZAZDROSNA. Nawet bardzo.
  • Rozczarowana też jestem. I sfrustrowana. I czuję się winna.
  • Rozum podpowiada mi, że powiodło mi się przecież na tylu innych płaszczyznach.
  • Rozum również mi podpowiada, że kilkumiesięczne starania to jeszcze nie walka. Oczywiście, że nie.
  • Ale nawet po kilku miesiącach starania o dziecko, uciekło mi przecież trochę życia.

Zobacz także: „I znów nie ma drugiej kreski…”

Co ze zdrowiem psychicznym?

  • Zaczynam czuć się obojętna. Starania poddają próbie nasz związek i moje zdrowie psychiczne.
  • Myślę skrajnościami- albo szybko zajdziesz w ciążę, albo będzie powód do niepokoju. Oczywiście znowu zdawałam sobie sprawę, że to bzdury.
  • Dlaczego nikt nie mówi o „staraczkach”? O parach, które starają się o ciążę przez 5, 9, 18 miesięcy?! Statystyki mówią przecież, że tacy ludzie istnieją! Zdaje się, że nikt się do tego nie przyznaje.
  • Potrzebuję osób z podobnymi problemami! Może łatwiej będzie mi znieść moje doświadczenia?
  • Więc, cykl trzeci przeminął. Tak jak i moje racjonalne myślenie.
  • Obsesyjne analizowanie wszystkiego pomaga mi w rozładowaniu emocji.
  • Przyrzeczenie w stylu „ o nie, nigdy nie będę sikać na patyczki (czytaj: test ciążowy), to za wielka presja” zmieniło się na „ ZDECYDOWANIE chcę nasikać na ten patyczek, chcę wiedzieć co tu jest grane”.
  • Może lubrykant jest winowajcą? Dr Google mówi mi, że to może utrudniać plemnikom przedostanie się z pochwy do szyjki macicy. Ok, w takim razie zamawiam na Amazonie Pre-Seed. Skoro już tu jestem, to czemu nie kupić testów ciążowych?

Zobacz także: Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Media społecznościowe naszpikowane mamusiami – horror

  • Oczywiście znowu nic. Wynik negatywny. W połączeniu ze świadomością, że wydałam już fortunę na testy, jest to podwójnie dołujące.
  • Dochodzą różne dziwne zachowania: nogi do góry po seksie,żeby zatrzymać plemniki jak najdłużej.
  • Teraz to już jestem przekonana, wszystkie moje jajeczka przepadły po 35 urodzinach.
  • Okłamuję się: może to krwawienie implantacyjne?  Dobrze wiem, że nie.
  • Wyobraźnia podsuwa obrazy: dziecko, które nie pojawi się na święta Bożego Narodzenia, guz, który nigdy nie zostanie nabity podczas wakacji…
  • Nieźle, okres pojawił się podczas moich urodzin i w Dniu Matki.
  • Wszystkie media społecznościowe naszpikowane są mamusiami. Istna tortura.
  • Staram się znaleźć dobre strony: oho, mogę napić się alkoholu!
  • Głupie, głupie ciało! Nie spełnia roli, do której zostało stworzone!
  • Miałam akupunkturę, zrezygnowałam z kawy,  staram się ćwiczyć więcej i nauczyłam się WIELE na temat moich cykli.
  • Przypomniało mi się też, że regularny sex byłby w sumie przydatny w staraniach o dziecko.
  • Postanowiłam napisać tę listę. Pomogło mi to poczuć się lepiej. Mam nadzieję, że pomoże również innym ludziom z podobnym problemem.
  • Stało się! Po pięciu miesiącach jestem w ciąży!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: motherofalllists.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności: „Podchodzę do swojej pracy z pasją” – dr n.med. Jarosław Janeczko

dr n.med. Jarosław Janeczko

Założyciel i właściciel Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie. Stworzył największą w Europie sieć laboratoriów medycznych współpracujących w zakresie komputerowej analizy nasienia. Założyciel i współwłaściciel klinik GMW Embrio w Opolu oraz PARENS w Rzeszowie. Lekarz z wieloletnim doświadczeniem i znajomością najnowszych trendów w leczeniu niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to problem, który niewątpliwie narasta. Współczesny świat i jego tempo nie ułatwiają zadania. Czy z perspektywy lekarza widzi Pan, że rzeczywiście pacjentów przybywa?

dr n.med. Jarosław Janeczko: Ilość pacjentów rośnie, bo układ rozrodczy starzeje się w tempie naszego życia. Zbyt szybko. Wśród naszych pacjentów dominuje grupa wiekowa 30+. Często są to kobiety, które odkładają decyzję o macierzyństwie na później. Średni wiek naszych pacjentek to 34-35 lat. Coraz częściej zaczynają pojawiać się także pacjentki, które mają 25-27 lat. W tym samym wieku mamy coraz częściej również panów, z niestety bardzo słabymi parametrami nasienia.

Wydaje się, że współczesny świat, poza pozytywnymi aspektami rozwoju, niesie ze sobą bardzo szkodliwe i dramatyczne w skutkach konsekwencje. Czynniki środowiskowe, nieprawidłowe nawyki żywieniowe i styl życia, mają negatywny wpływ na zdrowie. Zawsze na początku zastanawiam się z moimi pacjentami, w jaki sposób te szkodliwe efekty można jeszcze cofnąć. Zaczynamy od rzucenia palenia. Jeśli para decyduje się na dziecko, powinna chcieć dla jego zdrowia wszystkiego, co najlepsze. Nie wyobrażam sobie, jak można dbać o dziecko w domu pełnym miłości i dymu papierosowego jednocześnie.

A jak jest ze świadomością pacjentów? Czy dlatego, że coraz głośniej mówi się o problemie niepłodności, to i coraz więcej osób zgłasza się po pomoc?

Rzeczywiście świadomość pacjentów się zmienia. Dzieje się to głównie dzięki mediom społecznościowym. Częściej to jednak kobieta szybciej czuje instynkt macierzyński i jej pragnienie posiadania dziecka sprawia, że szuka na ten temat informacji oraz zgłasza się do lekarza. Chociaż, muszę przyznać, widzę w ostatnim czasie również duże zainteresowanie mężczyzn – panowie z własnej inicjatywy chcą wykonać badania. Podobną tendencję zauważają nasi urolodzy. To bardzo dobry znak.

Czy zatem w pana ocenie, w Polsce wiedza o niepłodności i sposobach radzenia sobie z nią jest dostępna? Czy ma pan poczucie, że „przeciętny Kowalski” wie co ma robić, gdy okazuje się, że ma problem z płodnością właśnie?

Dostęp do informacji na temat problemów z zajściem w ciążę jest możliwy na jedno kliknięcie. Fora internetowe, mnóstwo artykułów, Facebook, opinie innych pacjentów klinik – to wszystko sprawia, że wiedza na temat niepłodności jest ogólnodostępna.

Mimo to, wizyta w klinice leczenia niepłodności jest stygmatyzującym wydarzeniem – ale czy przekroczenie jej progu to stwierdzenie „nie mogę mieć dziecka”? Nie. To tylko zwrócenie się do osób z doświadczeniem, o poradę, o pomoc.

To jak zapytać na ulicy o drogę. Z jedną różnicą – nie jest to zupełnie anonimowa osoba, bo lekarza można sobie wybrać. Można wejść na stronę internetową kliniki i zdecydować, który specjalista będzie dla nas odpowiedni. Jaki ma być? Rzeczowy, stanowczy, z doświadczeniem, miły, z poczuciem humoru, ludzki, pełen zrozumienia, oddany, dostępny, energiczny, uzdolniony? Żaden człowiek nie jest ideałem. Pacjent może jednak wybrać lekarza, który będzie dla niego odpowiedni i spełni jego oczekiwania.

Jak w Pana ocenie wypadamy na tle innych krajów? Ma Pan doświadczenie międzynarodowe – czy powinniśmy czerpać z wiedzy m.in. amerykańskich ekspertów, czy może to oni powinni uczyć się od naszych lekarzy?

Jeśli spojrzymy na Wyspy Brytyjskie, Niemcy, Czechy, Polskę, Ukrainę, czy USA, wiedza i umiejętności w dziedzinie leczenia niepłodności są na takim samym poziomie. Podobnie jest z dostępem do sprzętu medycznego i materiałów używanych w czasie hodowli zarodków. Pochodzą z całego świata – z Danii, Niemiec, USA, a nawet Australii. Różnice wynikają z aspektów prawnych w tych krajach. Natomiast nie ulega wątpliwości, że lekarz powinien nieustannie się uczyć, uczestniczyć w szkoleniach, warsztatach, kongresach.

Jest wiele organizacji zajmujących się niepłodnością, na przykład Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, Polskie Towarzystwo Andrologiczne, a za granicą European Society of Human Reproduction and Embryology, American Society for Reproductive Medicine. Co roku odbywają się konferencje każdego z tych towarzystw. Aby utrzymać wysoki poziom wiedzy, umiejętności i być na bieżąco z najnowszymi odkryciami, trzeba koniecznie brać w nich udział. Co ważne, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzi lekarz, embriolog czy naukowiec, który przemawia na konferencji, wszyscy działamy w jednej wspólnej sprawie. Wszystkim nam zależy na jak najlepszej jakości i skuteczności naszej pracy.

Wracając do tempa współczesnego świata i możliwości, jakie on przynosi. Czy nieustanny rozwój oraz możliwości techniczne dają nadzieję coraz większej ilości pacjentów? A może na dzień dzisiejszy wszystkie opcje leczenia niepłodności są już wykorzystane i żadnych nowych technik nie widać na tzw. horyzoncie?

Każdego dnia setki naukowców na całym świecie pracują nad udoskonaleniem metod leczenia, sprzętu medycznego i leków, które w przyszłości będą mogły pomóc naszym pacjentom. Skuteczność leczenia nie wynosi 100% i raczej nigdy takiego poziomu nie osiągnie. Stwarza to dla naukowców ogromne możliwości i oznacza, że właściwie każdy etap wymaga jeszcze sporo pracy. Uczestnicząc w konferencjach, co roku dowiadujemy się czegoś nowego. Szczególnie dużo pozostało jeszcze do odkrycia w dziedzinie diagnostyki przedimplantacyjnej oraz ewentualnej terapii genowej zarodków. Są to trudne tematy, również ze względów etycznych. Jeśli jednak istnieje szansa na wyleczenie zarodka, czy nie jest to nadzieja dla wielu pacjentów obciążonych chorobami genetycznymi?

Idąc tym torem, zawód lekarza to nieustanny rozwój właśnie i inwestycja w wiedzę. Czy były to dla Pana ważne argumenty przy wyborze ścieżki zawodowej

Często spotykam się z określeniem, że niepłodność leczy się jak na taśmociągu, a na końcu zawsze jest in vitro. Takie oskarżenia słyszymy ze strony polityków i niejednokrotnie samych pacjentów. Tymczasem każdy pacjent jest inny. Każdy wymaga zdiagnozowania problemu, zastanowienia się nad kolejnym krokiem, sposobem poprawy parametrów nasienia, wyborem leków, stymulacji, obserwacji pęcherzyków jajnikowych, grubości endometrium, leczeniem mięśniaków, torbieli etc. Jest mnóstwo przeszkód, które trzeba pokonać. Lekarz, by potrafił się z tym zmierzyć, musi mieć szeroką wiedzę i ciągle doskonalić swoje umiejętności zawodowe. Dla mnie nie jest to jednak przykry obowiązek, tylko doskonała sposobność, żeby poznać ciekawych ludzi, nowe techniki leczenia. Podchodzę do tego z pasją, nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem i wypisującego do końca życia te same recepty. Podejmowanie nowych wyzwań, to część mojego charakteru.

Zastanawiam się nad emocjami jakie kryją się pod etykietą „lekarz”, bowiem mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest to trudna – także psychicznie – profesja. Czy w Pana specjalizacji każde nowo narodzone dziecko jest wystarczającą nagrodą?

Dróg jest wiele – różne metody leczenia, doskonalenie zawodowe, o którym już mówiłem, setki rozmów z pacjentami, często ich wątpliwości, rezygnacja, depresja. Ale na końcu cel zawsze pozostaje ten sam. Dziecko. Malarz chce, aby jego dzieła były podziwiane, piłkarz dąży do zdobycia jak największej ilości bramek, a pilot do postawienia samolotu bezpiecznie na pasie. Każdy sukces smakuje wspaniale, a jeśli walczymy o coś bardzo długo, może nawet i lepiej. Emocje? Różne – jak w życiu. Czasem złość, czasem zmęczenie. Oby coraz częściej radość z kolejnego narodzonego dziecka.

 

Zobacz też:

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem pod okiem polskiego naukowca

przyszłość miejskich programów in vitro
Fotolia

– Mamy nadzieję, że badania pozwolą odpowiedzieć na pytanie  dlaczego na tak wczesnym etapie kobiety ronią – mówi polski naukowiec prof. Magdalena Żernickia-Goetz. Przełomowe badania nad ludzkim zarodkiem po 7. dniu życia są wykonywane na uniwersytecie w Cambridge pod okiem polskiej embriolog.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki pracy zespołowi pod przewodnictwem polskiej profesor zarodek przeżył i urósł poza ciałem matki w inkubatorze i można go było obserwować po 7. dniu życia. Na czym polega fenomen tych badań?

– Podwoiliśmy czas w którym zarodki mogły przetrwać i wzrastać poza ciałem matki – mówi  prof. Magdalena Żernickia-Goetz w programie „Czarno na białym”.

Badanie zarodka ludzkiego po 7. dniu było do niedawna niedozwolone

Do tej pory obrazy te nie były możliwe do zobaczenia nawet dla naukowców. Zdjęcia zarodka znane są naukowcom do 7. dnia życia, czyli do momentu jego zagnieżdżenia się w ciele matki. Po tym czasie (nie zagnieżdżony) obumierał. Kliniki in vitro  hodują ludzkie zarodki tylko do 7. dnia i kiedy następuje implantacja  reszta niepotrzebnych zarodków obumiera w laboratorium. W Anglii zarodki można badać do 14 dnia, ta granica nie była jeszcze dostępna kilka lat temu. A do ubiegłego roku było to jeszcze techniczne niemożliwe. W Polsce takie badania nie są w ogóle prowadzone, natomiast na świecie wykonuje się je tylko w 12 krajach (m.in. w Kanadzie, Islandii, Hiszpanii).

Badania zarodka ludzkiego – czemu służą?

Obserwacja zarodka ludzkiego w momentach dotąd nieopisanych ma odpowiedzieć na pytanie dlaczego dochodzi do poronień na tak wczesnym etapie, oraz dlaczego występują wady płodu a w przyszłości być może wskaże jak tego uniknąć.

– Te wszystkie badania robimy po to, by dowiedzieć się między innymi dlaczego na tak  wczesnym etapie kobiety ronią – mówiła w programie embriolog. – Z naszych badań wynika, że  nie jest to kwestia błędu w komunikacji między zarodkiem a matką a błędów komunikacji komórek w samym zarodku.

Zarodki do badania polska profesor otrzymuje z klinik in vitro.
– To te nadliczbowe, które nie zostały wykorzystane do zabiegu a zostałyby zniszczone – dodaje naukowiec.

Prof. Magdalena Żernickia-Goetz studiowała na Uniwersytecie Warszawskim. Na uczelni w Cambridge  pracuje od ponad 20 lat. Do współpracy zaprosił ją Martin Evans, który otrzymał nagrodę Nobla za badania nad komórkami macierzystymi.

Źródło: tvn24.pl, Zobacz cały reportaż w programie „Czarno na białym”.

POLECAMY:

Najciekawsze fakty o komórce jajowej

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Miejski program in vitro w Warszawie – kto może z niego skorzystać?

Miejski program in vitro w Warszawie
Sześć klinik będzie realizować miejski program in vitro w Warszawie / fot/ Pixabay

Warszawskie kliniki leczenia niepłodności wkrótce przyjmą pierwsze pary, które skorzystają z zabiegów in vitro. Wczoraj ogłoszono listę klinik, które będą przeprowadzać zabiegi w ramach miejskiego programu dofinansowania in vitro. Zobacz, czy również ty możesz z niego skorzystać.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rusza miejski program refundacji zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców Warszawy. Każdej zakwalifikowanej parze przysługiwać będzie dofinansowanie w wysokości do 5 tys. zł do każdej procedury i nie więcej niż 80% całej procedury. Maksymalnie można skorzystać z 3 zabiegów, o ile w wyniku poprzednich prób nie doszło do urodzenia dziecka.

Do stołecznego programu zostaną zakwalifikowane pary, które spełniają następujące kryteria:

  • wiek kobiety mieści się w przedziale 25-40 lat,
  • rezerwa jajnikowa mierzona stężeniem AMH wynosi powyżej 0,7 ng/ml,
  •  zostały zakwalifikowane do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego przez realizatorów programu, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii (istnieją pierwotne wskazania do leczenia metodą pozaustrojowego zapłodnienia lub inne metody leczenia, rekomendowane przez PTMRiE zakończyły się niepowodzeniem) i ustawą z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności,
  • pozostają w związku, o jakim mowa w definicji dawstwa partnerskiego, zawartej w art. 2 ust. 1 pkt 8 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności (związek partnerski lub małżeński),
  • w dniu kwalifikacji do programu para zamieszkuje na terenie Warszawy przynajmniej od dwóch lat.

Program będzie realizować sześć klinik: Centrum Bocian sp z o. o. sp.k., FertiMedica Centrum Płodności sp. z o.o. sp.k., Invicta sp.z o.o., Invimed-T sp. z o.o., Przychodnia Lekarska „nOvum” oraz Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego sp. z o.o. Na ten cel miasto zarezerwowało 22 mln złotych. Do końca roku kliniki dostaną 2 mln złotych, a w latach 2018-2019, 10 mln złotych.

Wysokość dofinansowania

Taka refundacja jest zbawieniem dla par, które dzięki metodzie in vitro mają szansę na potomstwo. Według cenników klinik, koszt in vitro to ok. 10-12 tys. złotych. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej, okazuje się, że cała procedura może przewyższyć początkową cenę nawet o 100 proc. Więcej na temat kosztów in vitro przeczytasz tu.

Co do kosztów, to w pewnym momencie przestałam liczyć, myślę że są to pieniądze warte dobrego samochodu – ok.40 tys. złotych – pisze pani Ania z Warszawy.

– Będziemy się starać o dofinansowanie, bo obecnie nie stać nas, żeby wydać 15 tys. złotych na całą procedurę. Kiedy dowiedziałam, że Warszawa będzie refundować in vitro, pierwszą reakcją była radość i wzruszenie. W końcu udało się. Czekaliśmy na to bardzo długo, to nadzieja i szansa na upragnione dziecko – dodaje.

„Pierwszą reakcją była radość i wzruszenie”

– Szacuje się, że w Warszawie około 2,5 tys. niepłodnych par wymaga leczenia za pomocą nowoczesnych metod zapłodnienia pozaustrojowego, by miały szansę na urodzenie dziecka. Refundacja in vitro ze strony miasta jest zatem dużym wsparciem dla mieszkańców stolicy, którzy potrzebują podejść do tej procedury, żeby uzyskać upragnioną ciążę – mówi dr Jarosław Niemoczyński, dyrektor medyczny Kliniki Bocian w Warszawie, realizatora miejskiego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców stolicy.

Oprócz tego, kliniki będą się angażować w akcje edukacyjne kierowanego do młodzieży ze stołecznych szkół. Działania te mają na celu zwiększenie świadomości młodych ludzi na temat płodności i problemów zdrowotnych mogących stanąć na drodze do rodzicielstwa.

Informacje o rozpoczęciu rekrutacji par do programu refundacji in vitro zostaną opublikowane na stronach klinik oraz na stronie Urzędu m.st. Warszawy.

Zobacz także:

Refundacja in vitro w Warszawie. Te kliniki dostaną pieniądze

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Klinika Bocian, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.