Przejdź do treści

Witamina D a rak prostaty

382.jpg

Jak dotąd, naukowcy wiązali niski poziom witaminy D z szeregiem problemów zdrowotnych. Natomiast nowe badania opublikowane w czasopiśmie Clinical Cancer Research sugerują, że niedobór witaminy D może być także wskaźnikiem agresywnego raka prostaty.

Według autora badań, dr Adama B. Murphy’ego, asystenta profesora w Department of Urology na Northwestern University Feinburg School of Medicine w Chicago, witamina D jest znana ze swojego wpływu na wzrost i różnicowanie łagodnych i złośliwych komórek prostaty.

Badania wykazały, że niski poziom witaminy D u mężczyzn wydaje się być czynnikiem prognostycznym ryzyka wystąpienia agresywnego nowotworu prostaty.

 

Badanie

Badania były prowadzone w latach 2009-2013. Wzięło w nich udział 275 mężczyzn rasy białej oraz 273 Afroamerykanów w wieku 40-79 lat. Wszyscy byli badani w trakcie wstępnej biopsji prostaty po nieprawidłowych wynikach badań dla stężenia antygenu gruczołu krokowego (PSA) i cyfrowego badania odbytnicy (DRE). Diagnozę raka prostaty otrzymało 168 mężczyzn z każdej grupy.

W celu określenia poziomu witaminy D u mężczyzn, naukowcy zmierzyli poziom 25-hydroksywitaminy D (25-OH D) w ich krwi. Normalny zakres 25-OH D wynosi od 30 do 80 ng/ml.

 

Wyniki

Zespół odkrył, że średnie stężenia 25-OH D we krwi Afroamerykanów były znacznie niższe (16,7 ng/ml) niż w przypadku mężczyzn rasy białej (19,3 ng/ml).

Najwyższy poziom 25-OH D w grupie rasy białej  wynosił 71 ng/ml, podczas gdy w grupie Afroamerykanów jedynie 45 ng/ml.

Następnie, badacze podzielili mężczyzn na grupy, w zależności od poziomu 25-OH D w ich krwi:

Grupa A – mniej niż 12 ng/ml

Grupa B – mniej niż 16 ng/ml

Grupa C – mniej niż 20 ng/ml

Grupa D – mniej niż 30 ng/ml.

 

Okazało się, że istnieje pewna zależność: im niższy poziom witaminy D w organizmie mężczyzny, tym większe ryzyko zachorowania na raka prostaty.

Panowie rasy białej, u których poziom 25-OH D był niższy niż 12 ng/ml, byli 3,66 razy bardziej narażeni na to, że rozwinie się u nich agresywny rak prostaty (4+4 lub wyżej w skali Gleasona, co oznacza bardzo agresywny nowotwór), podczas gdy Afroamerykanie byli narażeni aż 4,89 razy bardziej.

Mężczyzn rasy białej znajdujący się w tej grupie byli również 2,42 razy bardziej narażeni na wystąpienie stadium T2b guza (gdy rak może być odczuwalny lub widoczny na skanach, ale wciąż ogranicza się jedynie do prostaty), natomiast Afroamerykanie– 4,22 razy bardziej.

Ponadto, naukowcy odkryli, że Afroamerykanie byli również 2,43 razy bardziej narażeni na zdiagnozowanie raka prostaty, jeżeli ich stężenie 25-OH D było niższe niż 20 ng/ml. Nie stwierdzono korelacji pomiędzy niedoborem witaminy D a zwiększonym ryzykiem raka prostaty u mężczyzn rasy białej.

Głównym źródłem witaminy D w organizmie człowieka jest słońce. Kolor skóry może mieć wpływ na to, jakie ilości tej witaminy wchłonie nasz organizm. Naukowcy są zdania, że fakt ten może wyjaśniać, dlaczego Afroamerykanie wykazują zwiększone ryzyko zachorowania na raka prostaty, w tym agresywnej jego odmiany.

 

http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Jedzenie TYCH produktów może zmniejszyć ryzyko wcześniejszej menopauzy niemal o 60 proc. – masz je w swojej diecie?

wcześniejsza menopauza

Odpowiednia dieta może pozytywnie wpływać na wiele aspektów związanych ze zdrowiem – oto najnowszy przykład pokazujący, jak możemy zmniejszyć ryzyko wystąpienia wcześniejszej menopauzy. Okazuje się, że warto wprowadzić do swojego menu większe ilości białka roślinnego w postaci tofu, soi, czy też orzechów.

Problem tysięcy kobiet

Jak pokazują dane, w Wielkiej Brytanii nawet 1 na 10 kobiet przechodzi okres menopauzy przedwcześnie – zanim osiągnie 45 lat (niektórzy mówią nawet o granicy 40 lat). Powoduje to wzrost ryzyka chorób serca, osteoporozy, spadek funkcji poznawczych, ale też oczywiście płodności. Jest to niezwykle ważne, bowiem menopauza występuje wtedy, gdy ciało przestaje naturalnie wytwarzać estrogeny i inne hormony płciowe, co zatrzymuje zdolności reprodukcyjne kobiet. Średnio występuje w wieku 51 lat. Wcześniejsza menopauza znacznie skraca więc czas kobiety na decyzję o macierzyństwie.

Co masz na talerzu?

Najnowsze badania wykazały, że zwiększenie ilości produktów białkowych pochodzenia roślinnego, powoduje zmniejszenie ryzyka wcześniejszej menopauzy niemal o 60 proc. Badacze przez dwie dekady obserwowali 116,000 kobiet. Rozpoczęli w 1991 roku, zakończyli w 2011, gdy uczestniczki badania były już po menopauzie. Zauważyli, że kobiety, których dieta przewidywała przynajmniej 9 proc. spożywanych kalorii właśnie pochodzących z białka roślinnego – tofu, soja, orzechy, brązowy ryż, produkty pełnoziarniste – objawiały o 59 proc. niższe ryzyko wcześniejszej menopauzy, niż kobiety posiadające w diecie mniej niż 4 proc. białka roślinnego.

Pracę opublikowano w „American Journal of Epidemiology”, w której to eksperci podkreślają, że dietę szczególnie bogatą w białko roślinne mają wegetarianie. Korzyści przynosi też tzw. dieta ‘flexitarian”. Kilka dni w tygodniu na diecie wegetariańskiej i odstępstwa na niektóre posiłki zawierające mięso. Naukowcy podejrzewają, że białko roślinne – które ma inną formę, niż białko pochodzenia zwierzęcego – chroni jajniki i redukuje wyczerpywanie się pęcherzyków, o czym donosi „Daily Mail”.

Jest to kolejne ciekawe doniesienie w tym kontekście. Niedawno pisaliśmy w naszym portalu o innych ważnych składnikach diety, który mogą pomóc w walce z wcześniejszą menopauzą: „Osoby spożywające najwięcej witaminy D wykazywały ryzyko wystąpienia wczesnej menopauzy o 17 proc. niższe. Wysokie spożycie wapnia zmniejszało zaś opisywane tu ryzyko o 13 proc.” – więcej tutaj: >>KLIK<< Co ciekawe, pisaliśmy już także o produktach pochodzenia roślinnego. Mleko sojowe okazało się być pomocne w radzeniu sobie między innymi z PCOS >>KLIK<<.

Czy wymienione tu produkty znajdują się w twojej diecie? A może ich wprowadzenie do codziennego menu pozwoliło poczuć ci zmiany w funkcjonowaniu twojego ciała? Podziel się z nami swoim doświadczeniem!

Źródło: Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

#ZamachLipcowy a Twoje prawa reprodukcyjne

zamach lipcowy

Myślisz, że bieżące wydarzenia wokół łamania zasad praworządności Ciebie nie dotyczą? No to jesteś w ogromnym błędzie! Choć mniej niż co 100. obywatel był kiedykolwiek w Sądzie Najwyższym czy Trybunale Konstytucyjnym, ich orzeczenia są podstawą orzecznictwa sądów powszechnych oraz decyzji podejmowanych przez organy administracji państwowej. Nadal brzmi abstrakcyjnie? W takim razie zapoznaj się z przykładami do czego prowadzą obecne bezprawne działania rządu, parlamentu i Prezydenta i do czego mogą prowadzić obecne zdarzenia czyli tzw. zamach lipcowy. Chronologicznie od zmian już wprowadzonych, poprzez obecnie procedowane, a skończywszy na zapowiedziach obozu władzy.

Pogarda i lekceważenie obywateli


Błąd przez który koalicja PO-PSL przegrała wybory parlamentarne. Politycy mają zwyczaj kierować się wyłącznie własnym interesem, który czasami jest zbieżny z potrzebami obywateli, szczególnie, gdy jest nośny, medialny i trendy.
Poprzedni minister zdrowia, dr Bartosz Arłukowicz, poprzez swoje lekceważenie obywateli i pogardę dla singielek i par nieheteroseksualnych wprowadził ustawę o leczeniu niepłodności wykluczającą wspomniane grupy z możliwości leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego.
Dokładnie tak samo postąpił obecny minister zdrowia, dr Konstanty Radziwiłł, likwidując rządowy program leczenia niepłodności metodą in vitro. Był to swoisty hołd lenny wobec ruchów anti-choice. Minister ma liczną gromadkę dzieci, to co go obchodzą chorzy?

Upolitycznienie i uzależnienie od Kościoła Katolickiego

To Trybunał Konstytucyjny zgotował nam hucpę z klauzulą sumienia, czego nigdy nie przebaczę prof. Rzeplińskiemu i ówczesnym sędziom TK. Postawienie prawa jednostki do wolności sumienia ponad prawo ogółu do świeckości i opieki zdrowotnej okazało się być “wodą na młyn” ruchów anti-choice, które rozpanoszyły się i wprost zawładnęły umysłami pracowników ochrony zdrowia. Konsekwencje są powszechnie widoczne: odmowa świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, farmaceuci i technicy farmacji powołujący się (nielegalnie!) na klauzulę sumienia. Również zakaz aborcji jest “dziełem” konserwatywnego TK w latach ‘90.
Do tej pory mieliśmy do czynienia tylko z silnym wpływem światopoglądu sędziów TK, a i tak kwestie zdrowia reprodukcyjnego były traktowane w sposób urągający podstawowym prawom człowieka. Aż strach pomyśleć jak będzie się w takich sprawach wypowiadał obecny skład sędziowski, który oprócz owładnięcia ideologią, pochodzi z partyjnego nadania.

Brak kontroli nad tworzeniem prawa

Koalicja rządząca nie ma większości wymaganej do zmiany Konstytucji, jednakże zmienia jej postanowienia zwykłymi ustawami (vide ustawa o Sądzie Najwyższym). Dziś zamach na trójpodział władzy, a na kolejnym posiedzeniu sejmu może posłowie wpadną na pomysł zlikwidować prawo do ochrony zdrowia albo podniosą składkę na ubezpieczenie zdrowotne o 100% czy 200%.
Równie dobrze może przejść ustawa o zakazie o zakazie IVF. W poniedziałek projekt poselski przejdzie przez sejm, we wtorek przez senat, w środę podpisze go Prezydent i wejdzie w życie z dniem podpisania, więc już w czwartek policja będzie aresztować lekarzy i pacjentów w klinikach leczenia niepłodności.

Brak kontroli wyroków sądów powszechnych


Skoro w Polsce jakieś leczenie jest/będzie nielegalne to możesz chcieć poddać mu się za granicą. Powiedzmy, że byłaś w niechcianej ciąży, przyjechałaś do Szwecji i po konsultacji dostałaś leki na wywołanie poronienia. Wszystko poszło zgodnie z planem. Wracasz do kraju już nie będąc w ciąży. Kolejnego dnia do Twoich drzwi puka policja, aresztuje Ciebie i Twojego partnera. Pisowski prokurator stawia Wam zarzuty zabójstwa dziecka poczętego. Sąd stosuje wobec Was areszt, na początek na 3 m-ce, ale później przedłuża w nieskończoność. Po latach procestu zostajecie uznani winnymi popełnienia zbrodni zabójstwa dziecka poczętego. Sądy wszystkich instancji są ogarnięte zygotariańską ideologią. Nikt i nic nie powstrzyma ich przed ich szaleństwem. Odsiadujecie dożywocie. Sądu Najwyższego w praktyce nie ma, Trybunał Konstytucyjny uznaje karę dożywocia za aborcję za granicą za zgodną z Konstytucją RP. Prezydent Was nie ułaskawi, bo nie jesteście jego partyjnymi kolesiami.

Brzmi nieprawdopodobnie? Tak samo myślano, że nieprawdopodobny jest demontaż Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego w trybie niezgodnym z Konstytucją.

Zniesienie kontroli nad wyborami


Upolitycznienie Państwowej Komisji Wyborczej (skutek wymiany kadry w m.in. w Sądzie Najwyższym), spowoduje, że era wolnych i demokratycznych wyborów się skończyła. Niezależnie jak zagłosuję obywatele, pisowska PKW i tak stwierdzi zwycięstwo PiSu. Wtedy będą mogli uchwalać dokładnie takie prawo, jakie sobie wymarzą. Ich marzeń możemy sie domyślać: zakaz leczenia niepłodności, antykoncepcji, aborcji, edukacji seksualnej i może zgodnie z prawem szariatu publiczna chłosta albo i ukamienowanie za seks przed/pozamałżeński (ale karze podlegać będzie tylko kobieta).

Rządowa kontrola nad mediami

Już niedługo państwo policyjne ministrów Błaszczaka i Ziobry spowoduje, że nie będziecie czytać moich zgryźliwych ripost. Będzie cenzura znana naszym dziadkom i rodzicom z czasów PRL. Nawet przeniesienie strony na zagraniczne serwery nic nie da, bo Polska będzie jak Korea Północna, odcięta od światowej sieci.

Wyjscie/wyrzucenie z EU


Skutkiem notorycznego łamania zasad praworządności, władze Unii Europejskiej nałożą na Polskę gigantyczne kary finansowe, a w razie ich nieskuteczności może się skończyć na wyrzuceniu z Unii Europejskiej. Co to oznacza? Koniec z bezpłatnym leczeniem w innych krajach UE, zniesienie swobody przepływu towarów (np. już nie otrzymasz leków do aborcji farmakologicznej od Women on Web, zamówionego nasienia do domowej inseminacji z duńskiego banku spermy Cryos), kontrole paszportowe (a może nawet i wizy) do krajów strefy Schengen, czy wzrost cen leków sprowadzanych z zagranicy.

Totalitaryzm puka do drzwi…


Wszyscy wielcy (sławą) dyktatorzy XX wieku szczycili się łamaniem praw reprodukcyjnych: Nicolae Ceausescu jest ikoną zmuszania kobiet do rodzenia dzieci i terroru ginekologicznego (obowiązkowe testy ciążowe co miesiąc), Hitler zdelegalizował aborcję (tylko dla Aryjek), Stalin surowo karał wszystkich zaangażowanych w planowanie rodziny, a Mussolini wdrożył konserwatywny i nieskuteczny projekt “Battle for Birth” (dzieło szarej eminencji vel hierarchów Kościoła Katolickiego kolaborujących z faszystami). Jedynie płk. Muammar Kadafi, znany “miłośnik” kobiet zezwalał na antykoncepcję i aborcję.
Cóż, Jarosławowi Kaczyńskiemu wydają się być bliskie niektóre z tych rozwiązań. Nienawiść do obcych/innych, homoseksualistów, łamanie praw człowieka, antysemityzm, niezważanie na nic w drodze po władzę absolutną. Tylko patrzeć jak upozoruje katastrofę porównywalną do pożaru Reichstagu, byśmy w pełni poznali prawdziwe oblicze Prezesa…

Mam nadzieję, że udało mi się troszkę przybliżyć dlaczego przestrzeganie praworządności jest tak ważne dla każdego. Pamiętać należy, że każde łamanie prawa przez instytucje państwowe prowadzi do tego, że w starciu z władzą obywatel nie ma szans, a jego prawa są łamane… Poza tym, czy chcemy zgotować naszym dzieciom piekło totalitaryzmu, a nie daj Boże, 3. Wojny Światowej?

 

#ZamachLipcowy

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Wakacje… ale nie od zdrowej diety! Jak zadbać o jadłospis maluszka?

jadłospis

Wakacje to czas, kiedy trudno oprzeć się pokusom – szczególnie, jeśli chodzi o kaloryczne przekąski. Najczęściej pozwalamy sobie i swoim dzieciom na wiele ustępstw od prawidłowej diety. Podczas urlopu powinniśmy jednak zwrócić szczególną uwagę na to, co spożywają najmłodsi członkowie rodziny. Jakie zdrowe przekąski zaproponować maluchowi? Jak planować posiłki na urlopie? Na te oraz inne pytania związane z żywieniem najmłodszych odpowiadają edukatorzy żywieniowi programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Ustępstwa w diecie a kształtowanie nawyków żywieniowych

Latem rodzice i opiekunowie często przymykają oko na zasady zdrowego żywienia i godzą się na wiele ustępstw w diecie swoich dzieci. Częste podjadanie oraz odstępstwa od prawidłowej diety mogą jednak wykształcić u dziecka nieprawidłowe nawyki żywieniowe, które mogą prowadzić m.in. do otyłości.

Drobne ustępstwa nie muszą oznaczać kształtowania złych nawyków żywieniowych, jeśli występują naprawdę sporadycznie. W przypadku, gdy codzienna dieta dziecka jest urozmaicona i prawidłowo zbilansowana, nie ma się czego obawiać. Ważna jest rozmowa i codzienna edukacja w zakresie prawidłowego żywienia, dzięki której dzieci poznają konsekwencje złego odżywiania oraz dowiedzą się, jak powinny wyglądać zdrowe posiłki” – podkreśla Katarzyna Popielewska, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Dajmy dobry przykład

Z badania Instytutu Matki i Dziecka „Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok” wynika, że niemal 2/3 niemowląt niekarmionych piersią otrzymuje te same posiłki, co reszta rodziny. Co więcej, dieta 88% dzieci starszych – po 1. roku życia – jest zbyt uboga w warzywa, natomiast otrzymują one posiłki dosalane (83%) i nadmierną ilość cukru (75%)1. Dieta dziecka w dużym stopniu zależy od jadłospisu rodziców.

Kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych u dzieci jest kluczowe dla ich zdrowia teraz i w przyszłości. Łatwiej przekonać malucha do jedzenia warzyw i owoców, jeśli są codziennie obecne na rodzinnym stole. Regularne ich spożywanie oraz wykluczenie z diety wysoko przetworzonych produktów (słodyczy, słonych przekąsek, dań typu fast food) może zapobiec chorobom dietozależnym, takim jak: cukrzyca, nadciśnienie tętnicze czy otyłość. Dlatego, by dać swoim dzieciom dobry przykład, rodzice powinni spożywać wartościowe posiłki – również podczas wakacji” – radzi Maria Paluczek, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Czym zastąpić niezdrowe przekąski?

Zdrowy rozsądek to najlepszy doradca. Podczas pobytu w wakacyjnych kurortach trudno uniknąć deseru w postaci lodów lub gofrów. Jeżeli decydujemy się na kupno dziecku gofra, zrezygnujmy ze słodkich posypek, bitej śmietany czy syntetycznych polew, a w zamian zaproponujmy świeże owoce. Tłuszcze trans, zawarte w hamburgerach, hot-dogach czy pizzy, również należy ograniczyć w diecie malucha do minimum.

„Produkty z dodatkiem soli, cukru, konserwantów, sztucznych barwników czy tzw. polepszaczy smaku zachęcają do spożycia ładnym opakowaniem, kolorem i smakiem. Z powodu łatwego dostępu, braku możliwości przygotowywania wartościowego posiłku czy pod presją próśb rodzice kupują tego typu artykułu spożywcze dziecku, a tym samym przyzwyczajają je do słonego i słodkiego smaku. Między innymi dlatego takie przetworzone, kaloryczne produkty warto zastąpić zdrową, naturalną przekąską w postaci orzechów, bakali, świeżych lub suszonych owoców. By ugasić pragnienie, dziecko zawsze powinno pić wodę” – dodaje Maria Paluczek.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Kinga długo walczyła o swoje marzenia – dzisiaj jest mamą: „Uśmiech Ignasia wynagradza nam cztery długie lata starań”

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

Cztery lata starań, kilka prób inseminacji, przygotowania do in vitro – Kinga i Mikołaj dużo przeszli, by móc w końcu mieć swój happy end. Ignaś urodził się na początku tego roku: „Mogę powiedzieć jedno: nie żałuję żadnej złotówki, którą wydaliśmy na wizyty u lekarzy. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, żeby spełnić nasze największe marzenie, jakim było posiadanie dziecka” – podkreśla dziś z dumą i radością Kinga.

Trudne początki

Czerwiec 2012 roku był początkiem nowej drogi zakochanych – ślub. Początkowo Kinga i Mikołaj nie starali się jeszcze o malucha. Dopiero po kilku miesiącach podjęli pierwsze próby: „W kwietniu 2013 roku nie dostałam okresu. Zrobiłam trzy testy ciążowe, które wychodziły negatywne. Jednak na początku maja nadal nie było miesiączki. Tym razem test był pozytywny. Bardzo cieszyliśmy się z mężem” – opowiada Kinga i dodaje: „Radość nie była nam dana na długo. Poroniłam. Parę dni później ginekolog nie był nawet w stanie stwierdzić czy byłam w ciąży. Dopiero badanie Beta hCG wykazało, że tak”. Szpital nie był potrzebny, a lekarz zapewnił, że wszystko jest w porządku i kazał starać się dalej. Miesiące mijały, a ciąży wciąż nie było…

Obwiniałam siebie. Myślałam, że gdybym może poszła zrobić badania z krwi, to udałoby się utrzymać ciążę. Płakałam tak, żeby nikt nie widział – emocje w Kindze były w tym czasie ogromne. Była też jednak motywacja do dalszego szukania rozwiązań. Para odwiedziła kolejnego lekarza. Niestety i tym razem niczego nowego się nie dowiedzieli: „Wtedy też zaczęłam myśleć, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że skoro minął rok od poronienia i nic się nie dzieje, musimy szukać pomocy”.

Nowa nadzieja

W połowie 2014 roku Kinga i Mikołaj trafili do specjalisty, który otoczył ich opieką: „Wywiad, zlecenie badań hormonalnych, dokładne określenie dnia cyklu, monitoring i skierowanie męża do androloga. Dostaliśmy wtedy nowych, pozytywnych sił do walki” – opowiada.

Pomimo wyczerpującej pracy przyszli rodzice spełniali wszystkie zalecenia doktora, w tym comiesięczne monitoringi: „Przez 1,5 roku jeździliśmy 2-3 razy w miesiącu na badanie cyklu. Zmęczona po rannej zmianie przyjeżdżałam na szybki obiad i pędziłam na badanie, ale czego nie robi się, by spełnić swoje największe marzenie” – wspomina. „Po pierwszym monitoringu byliśmy zadowoleni, bo wiedzieliśmy, że występuje owulacja. Dostałam tabletki hormonalne, po których co prawda przytyłam 10 kilo, ale jeśli miało to pomóc, nic nie było ważne. W międzyczasie byliśmy też z mężem u androloga, u którego wizyta była dla nas obojga wielkim przeżyciem. Po badaniu dowiedzieliśmy się, że nasienie nie jest dobrej jakości.” To właśnie w tym czasie lekarz zasugerował inseminację.

Oboje byliśmy załamani. Mąż zaczął obwiniać siebie, że to przez niego nie możemy mieć dziecka. Ja jednak nigdy tak nie pomyślałam! Mówiłam mu, że jest to nasz wspólny problem. Kochałam go i kocham takim, jakim jest. Niezależnie od tego, czy mielibyśmy mieć dziecko, nie chciałam obwiniać ani jego, ani siebie” – w opowieści Kingi widać, jak wielki wpływ na związek ma ich historia. Ogrom emocji i trudnych przeżyć nie pozostaje bez echa. Kinga i Mikołaj szli jednak wspólną ścieżką ramię w ramię.

Siła, starania, walka

Zapadła decyzja o inseminacji, a przy pierwszym zabiegu pojawiła się duża nadzieja. Zbliżało się Boże Narodzenie, co było dobrym znakiem – byłby to znakomity prezent na gwiazdkę. Niestety. W 2015 roku para łącznie przeszła cztery nieudane inseminacje. Każde poprzedzone z pozoru doskonałą okazją – wymarzony prezent na urodziny, na Walentynki, na Wielkanoc… „Oboje byliśmy załamani. Nie mieliśmy już sił, aby walczyć dalej. Zawsze jednak przychodziła chwila, gdy mówiłam sobie: ‘Kinga, musisz wstać i walczyć, nikt inny tego za ciebie nie zrobi’”.

Po tylu próbach lekarz zasugerował in vitro. Pojawił się więc kolejny specjalista i kolejne badania. „Tak, zdecydowaliśmy się na in vitro. Mąż wahał się dłużej. Rozumiałam go, bo też był we mnie lęk, ale wiedziałam, że trzeba spróbować” – mówi z determinacją Kinga. Po kilku miesiącach stawiła się więc na laparoskopię i histeroskopię. „Bardzo bałam się zabiegu. Zastanawiałam się, czy wszystko będzie w porządku i co jeśli okaże się, że nie mogę mieć dzieci?!” – opowiada. Rzeczywiście podczas zabiegu pojawiły się nieprawidłowości, które mogły przeszkadzać w zajściu w ciążę. Po skutecznym leczeniu doktor dał parze kolejne miesiące na naturalne starania: „Byłam zła, bo po laparoskopii umawialiśmy się na in vitro, a tu lekarz stwierdził, że daje nam kolejne pół roku na zajście w ciążę. Nie wierzyłam, że po tylu próbach uda nam się naturalnie”.

Szczęście ponad wszystko

Para podeszła jednak do starań bez presji, za to z radością i na luzie. I tak byli już nastawieni na in vitro. „Gdyby ktoś mi powiedział, że zajdę w ciążę naturalnie, nie uwierzyłabym mu!” – wciąż z wielkim zaskoczeniem mówi Kinga. Nie po raz pierwszy okazało się jednak, że los może zaskoczyć. „24-ego maja 2016 roku zobaczyliśmy na USG małą ruszającą się fasolkę” – mówi z dumą szczęśliwa dziś mama.

Pierwszy moment z synkiem jest niezapomniany, wspaniały, cudowny. Ogarnia wtedy człowieka bezgraniczna miłość do dziecka. Gdy spojrzy się na taką małą kruszynkę, to zapomina się o wszystkich złych chwilach. Uśmiech Ignasia, przytulenie, zapach, dotyk wynagradzają nam te cztery długie lata i godziny spędzone w szpitalach” – opowiada Kinga i daje ogromną nadzieję wszystkim walczącym o swoje marzenia parom. Każda droga jest inna, każda ma swoje zakręty do pokonania. Nigdy jednak nie wiadomo, czy to właśnie za kolejnym zakrętem nie znajduje się szczęśliwe zakończenie.

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.