Przejdź do treści

Wielki znak zapytania nad ośrodkami adopcyjnymi – przetrwają?

Dziecko na pomoście z misiem
Fot. Pixabay.com

W przejściu przez skomplikowany proces adopcji – zarówno prawnym, ale przede wszystkim psychologicznym  – potrzebna jest pomoc. Rodzice i dzieci niezbędne wsparcie otrzymują od ośrodków adopcyjnych. Trudno jest jednak pomagać innym, kiedy samemu potrzebuje się wsparcia. Sytuacja wielu ośrodków jest bardzo niepewna. Czy znajdą się środki na ich funkcjonowanie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pieniądze będą, czy jednak nie?

Wiele znaków zapytania pojawiło się po publikacji listu rzeczniczki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego, który opublikowała na swoim Facebook’u szczecińska Fundacja „MAM DOM”: „W roku 2017 rząd zamierza przeznaczyć blisko 70 proc. mniej pieniędzy, niż w roku obecnym, na działalność ośrodków adopcyjnych w województwie zachodniopomorskim” – czytamy. Podkreślona została też trudna sytuacja odnośnie świadczeń rodzinnych, gdzie województwo otrzymać ma tylko 14 proc. niezbędnych środków.

„Tak ograniczone kwoty skutkować będą likwidacją większości jednostek adopcyjnych w regionie oraz znacznymi opóźnieniami w wydawaniu decyzji o przyznaniu świadczeń rodzinnych, m.in. z programu „500+”. Marszałek Olgierd Geblewicz apeluje o zwiększenie środków, tak by umożliwiły one realizację powierzonych zadań.”

Tak stanowcze i alarmujące stanowisko nie spotkało się z podobną oceną ze strony wojewody zachodniopomorskiego, Krzysztofa Kozłowskiego. Zapewnił on w lokalnych mediach, że działalność ośrodków nie jest zagrożona. Pieniędzy ma na te cele nie zabraknąć, bowiem „polityka społeczna to jeden z filarów obecnego rządu” – przytacza słowa wojewody Radio Szczecin.

Znaki zapytania

Ośrodki będą, czy ich nie będzie? Czy znajdą się odpowiednie fundusze, czy może nie? A jeżeli środki wpłyną w tym roku, to czy uda się je otrzymać w kolejnych latach? Działalność w warunkach takiej niepewności wydaje się być wyczerpująca sama w sobie. Nie tak powinna wygląda praca w tej jakże szalenie delikatnej i trudnej materii, jaką jest adopcja.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda to z perspektywy ośrodka adopcyjnego. Joanna Kawałko, dyrektor ośrodka i prezes Fundacji „Mam Dom”, w rozmowie z nami odnosi się do sprzecznych oświadczeń zachodniopomorskich polityków i wyjaśnia, jak obecnie wygląda sytuacja oraz z jakimi problemami musi się mierzyć.

Wysłaliśmy też zapytania oraz przeprowadziliśmy rozmowy z politykami reprezentującymi różne partie i ugrupowania. Czekamy na ich reakcje, a także odpowiedź z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Temat ośrodków adopcyjnych jest przez nas na bieżąco badany i już niedługo podzielimy się kolejnymi opiniami w tej kwestii. – Wszystkim powinno na tym zależeć, włącznie z politykami – podkreśla w rozmowie z nami Joanna Kawałko.

bez-tytulukk

 

Jak wygląda sytuacja – czy jest już jasność, przede wszystkim w sprawie pani ośrodka?

Joanna Kawałko: Sytuacja właściwie nie jest nowa, to się powtarza co roku. Teraz jest bardziej na ostrzu, ponieważ doszedł do tego polityczny brak zgody pomiędzy marszałkiem, a wojewodą i stąd takie oświadczenia w mediach.

Oświadczenia dosyć sprzeczne.

Zgadza się. Marszałek twierdzi, że pieniędzy jest o wiele mniej. Wojewoda natomiast, że jest dokładnie tak, jak co roku – pieniądze są i będą wypłacane w transzach.

I to jest prawda. Rozmawiałam z Ministerstwem i rzeczywiście dostałam potwierdzenie, że pieniądze w całości są na ten rok zabezpieczone, a ośrodkom adopcyjnym nie grozi likwidacja. Największym problemem jest to, że ponownie będzie się to odbywało w transzach. Ośrodki realizują wtedy zadania w oczekiwaniu na pieniądze. My ostatnią transzę na ten rok dostaliśmy w zeszły piątek (04.11), a Ośrodek Katolicki w Szczecinie jeszcze jej nie otrzymał.

Nie ma wtedy środków między innymi na wypłaty?

Dokładnie. Pracujemy licząc na to, że pieniądze… będą. Dostaliśmy trochę w styczniu – co nam wystarczyło do kwietnia – trochę we wrześniu i resztę teraz. Mając i tak odpowiedzialną pracę, zajmujemy się jeszcze dodatkowo finansami. Zamiast angażować się w sprawy ściśle związane z adopcją martwię się, że mogłoby się okazać, że tych pieniędzy nie będzie i co wtedy?

Rozumiem, że na razie stabilny jest przyszły rok, ale kolejne lata to jest ciągła niewiadoma?

Stabilny jest o tyle, że na początek dostaniemy „trochę”, chociaż nie wiemy ile. Będziemy mieć znów trzy, może dwie transze.

Nie ukrywam, że ten brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji powoduje, że mało osób z naprawdę dobrym wykształceniem, doświadczonych, chce w ogóle w takich warunkach pracować. Nie mamy pieniędzy, żeby zatrudnić osoby na umowę o pracę – to jest duży koszt. Z kolei osoby zatrudniane na umowy zlecenia nie są tak związane z ośrodkiem, nie mamy żadnej gwarancji ich pracy.

Dla mnie ośrodek to moje czwarte dziecko, więc jestem tutaj niezależnie od tego, czy pracuję za darmo, czy nie. Na szczęście mój mąż to rozumie, ale wiąże się to z ogromnymi nerwami i ciągłym stresem. Pomijając samo obciążenie emocjonalne i psychiczne tą pracą – konkretne przypadki, szkolenia, dzieci, ogrom decyzji pojawiających się przy dobieraniu rodziny do dziecka – dochodzi do tego jeszcze kwestia pieniędzy. Nie dotyczy to tylko mnie, bo ludzie przecież czytają i widzą, co się dzieje. Kiedy te środki będą, jak będą, w jakiej wysokości?

Od przyszłego roku będą też podpisywane kolejne aneksy.

Mamy podpisaną na 5 lat umowę z województwem zachodniopomorskim i co roku jest ona aneksowana. Czasami w jednym roku są nawet trzy aneksy. Za każdym razem, żebyśmy mogli dalej pracować i prowadzić ośrodek adopcyjny, musimy mieć podpisany taki dokument. Co więcej, ośrodki niepubliczne w naszym województwie mają dodatkowy minus, a na przykład inne w Polsce tak nie mają. Mamy zapisane w umowie, że z własnych środków finansowych musimy dołożyć 10 proc. całości budżetu ośrodka adopcyjnego na dany rok.

Skąd zatem takie środki bierzecie?

Zyskujemy to z jednego procenta. Poza tym, są to co chwila powtarzane z mojej strony akcje: „Pomóżcie, prześlijcie, bo musimy się wykazać wkładem finansowym”.

A jak wygląda sytuacja z zapisem mówiącym o tym, że w danym ośrodku musi być dokonanych 20 adopcji rocznie?

boy-926103_1280Nie jest to już aktualne. Faktycznie było tak przed 2012 i kilka ośrodków, z powodu niewyrobienia „limitu”, zostało w Polsce zamkniętych. Niektóre dokonały na przykład 19 adopcji, a wymagane było 20. Pomimo, że mieli już złożone dokumenty i wiadomo było, że wszystko się uda. Musiały to być jednak adopcje zamknięte prawomocnym postanowieniem sądowym.  To nie było oczywiście w porządku. My na szczęście się uchowaliśmy.

Rzeczywiście jestem w stanie zrozumieć parę decyzji, które były słuszne. Były bowiem tworzone wcześniej w pośpiechu ośrodki adopcyjne przy domach dziecka, gdzie w ciągu roku dochodziło do jednej adopcji. To też w porządku nie było – dzielenie pieniędzy pomiędzy nas, gdzie robimy tych adopcji kilkadziesiąt, w tym roku zrobiliśmy 5 szkoleń grupowych, robimy następne –  a pomiędzy ośrodki, w których adopcja była tylko jedna. Taka decyzja była w tym kontekście zrozumiała.

Na szczęście limit 20 adopcji już nie obowiązuje, co nie zmienia faktu, że nastroje są bardzo różne. Część ośrodków jest już tak zmęczona finansową niepewnością, że naprawdę myślą o rezygnacji. Co więcej, praca w ośrodku sama w sobie jest ciężka. Nie jest tak, że pracujemy 8 godzin, wracamy do domu i o tym nie myślimy. Wszyscy bardzo to przeżywamy i podchodzimy emocjonalnie do naszych dzieci i rodziców.

Wyobrażam sobie, że musi to zostawać w człowieku na długo.

Tak, to jest obciążenie. Dodatkowo jeszcze brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa finansowego znacznie podnosi poziom stresu.

Jestem ciekawa, jak pani obserwuje ten temat w dyskursie publicznym. Rozmawiając z wieloma ludźmi odnoszę wrażenie, że mało kto w ogóle wie o problemach jakie wiążą się z adopcją, nie mówiąc już o pracy samych ośrodków adopcyjnych.

My w tym siedzimy, więc dla nas jest to oczywiste. Natomiast rzeczywiście część ludzi myśli, że na przykład szkolenia są płatne – mamy takie telefony, co kilka dni. Ustawa w 2012 roku wprowadziła na jakiś czas płatność, ale nikt nie brał tych pieniędzy. Dopiero po paru miesiącach zapis został zmieniony.

W mediach tego tematu jednak nie ma, więc często pierwsze, o co ludzie pytają, to ile kosztuje procedura, ile kosztuje szkolenie. Jest to rzecz jasna bezpłatne.

Z  jednej strony nie powinno to dziwić, bo w odniesieniu do całego kraju, skala problemu wydaje się być niewielka, więc i temat nie jest znany. Z drugiej, jest to element polityki społecznej, który de facto dotyczy nas wszystkich.

Wszystkim powinno na tym zależeć, włącznie z politykami. Średni miesięczny koszt utrzymania dziecka w placówce to około 4 tys. złotych. W placówkach specjalistycznych jest to nawet ponad 9 tys. Gdyby system był spójny, byłby odciążeniem dla budżetu. Powinien też zachęcać ludzi do rodzin zastępczych, także tych specjalistycznych, a tu tłumu zainteresowanych nie ma. Wsparcie dla ośrodków adopcyjnych powoduje to, że jesteśmy bardziej wydajni, przeszkolimy jeszcze więcej osób, które zajmą się wychowankami tych placówek.

Widocznie nie jest to jednak dla wszystkich takie oczywiste.

Dokładnie. Dzięki ośrodkom adopcyjnych, chociażby właśnie dzięki szkoleniu rodzin zastępczych, generowane są zyski. My za to nie mamy z tego nic. Nawet poczucia, że dostaniemy niezbędne nam do działania pieniądze.

bez-tytulukk

 

A może…

Jak pokazuje rozmowa z Joanną Kawałko, ośrodki adopcyjne żyją niemal „z dnia na dzień”. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak ciągły stres i napięta sytuacja wpływają na pracowników. Jednak ich poczucie misji to jedno, drugie to zadania do wykonania – kto jeśli nie oni?

A może pojawiają się alternatywne pomysły i wizje drogi adopcyjnej? Może ośrodki wcale nie są nikomu potrzebne, a ich obowiązki powinny być złożone na inne podmioty? Czekamy na odpowiedzi polityków – na bieżąco będziemy się nimi dzielić.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Mała dziewczynka o smutnych oczach /Ilustracja do tekstu: Nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny wesprze rodziców stosujących przemoc?
Fot.: Qadim Sadiq /Unsplash.com

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad kontrowersyjnymi zmianami w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Planowana nowelizacja, wbrew apelom Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, zamiast wspierać najmłodsze ofiary przemocy rodzinnej, skupi się na pomocy zaniedbującym je rodzicom. I to bez względu na to, czy doświadczają oni przejściowego kryzysu, czy od lat tkwią w pogłębiającej się patologii, nie rokując nadziei na zmianę donosi oko.press.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zmianami, które przygotowało MRPiPS, z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej zniknie ustęp 12 art. 15, który daje asystentom rodziny prawo interwencji i podjęcia decyzji o natychmiastowym zabraniu dziecka z domu rodzinnego. Zamiast tego biologiczni rodzice mają otrzymać pomoc, dzięki której dzieci będą mogły trafić do nich z powrotem. To jednak nie koniec zmian. Poprawka wniesiona przed Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris zakłada, że rodzice, którym odebrano dzieci, uzyskają też pełnomocnika procesowego – z urzędu.

Kiedy szanse się nie kończą

„Państwo chce sprzyjać w ten sposób sprawcom przemocy, nie ofiarom. Interesu dzieci nie reprezentuje nikt, a one same nie mają głosu” – pisze dla OKO.press Anna Krawczak. I przedstawia wstrząsające historie dzieci, które były ofiarami ciężkich zaniedbań ze strony rodziców.

Jednym z takich dzieci jest Julia.

„Kiedy miała trzy lata, zabrano ją z domu pierwszy raz i umieszczono w domu dziecka. Powody: alkoholizm rodziców, przemoc, głodzenie, zmuszanie Julii do oglądania seksu zbiorowego w jednopokojowym mieszkaniu. (…) W domu dziecka przez chwilę był spokój, ale sąd rodzinny zawsze dawał rodzicom kolejną szansę. Tych szans dostali cztery. I cztery razy Julia musiała znów spakować dobytek i wrócić z domu dziecka do jednopokojowego mieszkania. Najdłuższa próba trwała pół roku. Piątego razu już nie będzie. Julia ma 11 lat i ma dość”.

Historia Mai jest inna, choć w swym dramacie podobna. Policja odebrała ją mamie, gdy dziewczynka miała 9 lat. Nim jednak się to stało, musiało niemal dojść do tragedii. 15-letnia siostra Mai, chora na cukrzycę, zapadła w śpiączkę cukrzycową po tym, gdy wraz z matką wpadła w ciąg narkotykowy. Maja razem z młodszym rodzeństwem trafiła wówczas na jakiś do rodziny zastępczej, a siostra po wyjściu ze szpitala – do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama poszła na odwyk – kolejny. Gdy go zakończyła, dzieci wraz z nią wróciły do rodzinnej kawalerki, w której czekały na nie te same patologie i nowi koledzy mamy  – od kieliszka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

Pokrewieństwo bez zdrowej więzi

Gdy asystentka rodziny zobaczyła po raz pierwszy Tymka w łóżeczku, była przekonana, że to zmarłe niemowlę.

 „Tymek nie był martwy i nie był też taki mały – miał prawie dwa lata. Był tak skrajnie wygłodzony, że wyglądał na niemowlaka. Wydęty brzuch, wielka głowa, przezroczysta skóra. Zanik funkcji przełykania. Lekarze określili jego stan jako agonalny” – opisuje Anna Krawczak.

Chłopczyka zdołano uratować i trafił do rodziny zastępczej, w której zyskał szansę na normalne, bezpieczne życie. Jego ojciec przestał się nim interesować, gdy tylko oddaliło się ryzyko, że trafi przed sąd za spowodowanie zagrożenia życia małego synka. Gdyby jednak ta historia miała miejsce kilka lat później, już po wprowadzeniu opisywanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny, asystentka nie mogłaby pozwolić, by ojciec tak łatwo zniknął z życia Tymka. Nowe rozwiązania prawne wymagałyby od niej nawiązania współpracy z tatą, by dziecko mogło wrócić na łono „rodziny”.

Bierni uczestnicy spraw o własną przyszłość

Tymczasem przed dwoma laty Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, mając na uwadze dobro dzieci, wspólnie skierowali pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Apelowali w nim, by w polskich przepisach prawnych uwzględnić rozwiązania, które w sprawach o pozbawienie, ograniczenie lub zawieszenie władzy rodzicielskiej pozwoliłyby skuteczniej dbać o żywotne interesy dziecka. Rzecznicy zwrócili uwagę, że biologiczni rodzice mogą liczyć na darmową pomoc prawną, adwokata z urzędu i asystenta rodziny. Dziecko, którego przyszłość rozpatrywana jest na sali sądowej, jest jedynie niemym uczestnikiem sporu o własną przyszłość.

„W sprawach sądowych, w których rozstrzyga się o najbardziej żywotnych interesach dziecka, nie istnieje żaden mechanizm reprezentacji jego interesów” – pisali.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Rodzina święta, bo biologiczna

Tę sytuację mogłoby zmienić stworzenie nowej funkcji – pełnomocnika dziecka. Postulat ten, przedstawiony przez rzeczników, zyskał poparcie organizacji pozarządowych – m.in. Koalicji na rzecz Rodzinnej Pieczy Zastępczej oraz Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma jednak inne rozwiązanie – woli powołać kolejną instytucję wspierającą rodziców.

Za tym pomysłem stoją prawnicy stowarzyszenia Ordo Iuris, które od dawna opowiada się za zwiększeniem praw rodziców w opiece nad dziećmi.

– Występujemy jako rzecznicy afirmowanej w krajowym porządku konstytucyjnym oraz aktach prawa międzynarodowego prawdy o rodzinie, jako o naturalnym środowisku rozwoju i dobra wszystkich jej członków, a w szczególności dzieci, źródle różnorodności wolnego społeczeństwa. Podkreślamy, że najpełniejszą gwarancją dobra dzieci jest wychowanie przez biologicznych rodziców pozostających w związku małżeńskim. Do pełnego rozkwitu tego naturalnego środowiska rozwoju konieczne jest dobre prawo(…), które uznaje prymat rodziców nad państwem w sprawach wychowania dzieci zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Dlatego badamy instrumenty polityki rodzinnej i występujemy aktywnie w obronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa tam, gdzie są one zagrożone dyskryminacyjnymi praktykami ustawodawcy” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

I choć te pobudki mogą wydawać się szlachetne, warto mieć świadomość, że najczęściej występujące problemy i czynniki skutkujące ingerencją sądu w życie rodziny to nie bieda, ale: choroba alkoholowa rodziców (52%), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39%), a także przemoc: fizyczna, psychiczna i seksualna (36%)*.

*Dane pochodzą z raportu Rzecznika Praw Dziecka, który w 2015 r. przekazano Ministrowi Sprawiedliwości.

Źródło: oko.press

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko? Partnerka daje jej „delikatne sygnały”

fot. Instagram @hutchins_sophia

Jak donoszą plotkarskie serwisy, 68-letnia Caitlyn Jenner oraz jej młodsza o niemal 50 lat partnerka poważnie myślą o adopcji. Jeżeli to prawda, byłaby to już siódma pociecha gwiazdy programu „Z kamerą u Kardashianów”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ciągu ostatnich lat świat miał okazję obserwować przemianę amerykańskiego sportowca Bruce Jennera w kobietę.

W wieku 64 lat Bruce zmienił płeć, przybrał imię Caitlyn i rozstał się z ówczesną żoną Kris.

Zobacz także: Khloe Kardashian o ciążowych zachciankach

Ciekawa historia ciekawego człowieka

Bruce był znanym lekkoatletą i mistrzem olimpijskim. Podczas igrzysk w Montrealu w 1976 roku zdobył złoty medal i ustanowił nowy rekord świata w dziesięcioboju.

Na swoim koncie ma również rolę w filmie muzycznym „Can’t Stop the Music”, za którą otrzymał nominację do Złotej Maliny dla najgorszego aktora.

Największą popularność zdobył jednak w reality show „Z kamerą u Kardashianów”. Głównym wątkiem 10. sezonu programu była przemiana Bruce w Caitlyn.

W lipcu 2015 roku powstał reality show „I Am Cait”, który został całkowicie poświęcony Jenner. Widzowie mogli w nim śledzić życie codzienne gwiazdy.

Bruce był trzykrotnie żonaty, z tych związków ma sześcioro dzieci. Obecnie 68-letnia Caitlyn spotyka się z 21-letnią Sophią Hutchins. Kobieta równie ma za sobą operację zmiany płci.

Zobacz także: Kim Kardashian pierwszy raz opowiedziała o poronieniu

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko?

Jak podaje anglojęzyczny portal „Your Tango”, para poważnie myśli o adopcji.

Jenner zawsze chciała być matką i teraz ma taką możliwość. Sophia kocha dzieci i daje Cait delikatne sygnały, że chciałaby mieć dziecko. Cait rozważa to – twierdzi anonimowe źródło.

Jeśli para zdecyduje się na dziecko,  nie będzie ono żyło w blasku fleszy, jak ich matki.

„Cait postawiła sprawę jasno. Nie chce, aby dziecko miało do czynienia z telewizją i reality show. Sława zniszczyła jej relacje z dorosłymi już dziećmi i nie pozwoli, aby ta sytuacja się powtórzyła – dodaje źródło.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Your Tango

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza
fot. Pixabay

Jeśli nie możemy mieć biologicznego potomka, możemy rozważać inne formy pojawienia się dziecka w rodzinie. Możemy zostać rodzicami adopcyjnymi albo zastępczymi. Zarówno rodzina adopcyjna, jak i opiekunowie pieczy zastępczej mogą sprawować prawną opiekę nad dzieckiem innych rodziców biologicznych. Różnice między tymi dwiema instytucjami są jednak zasadnicze.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja, czyli inaczej przysposobienie, to prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne. Procedurę adopcji regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a decyzja ta wiążę się z konsekwencjami prawnymi. Rodzice adopcyjni nabywają bowiem takie same prawa i obowiązki, co rodzice biologiczni. Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza- jakie są podobieństwa i różnice?

Zobacz także: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Kto może zostać rodzicem adopcyjnym?

Rodzicem adopcyjnym może zostać osoba pełnoletnia, która ma pełną zdolność do czynności prawnych. Między przysposabiającym a przysposobionym powinna być również odpowiednia różnica wieku, nie większa niż 40 lat. O adopcję mogą się starać zarówno osoby samotne, jak i małżeństwa (bezdzietne lub posiadające już dzieci).

Adoptować można dziecko, które ma już uregulowaną sytuację prawną, czyli którego rodzice są całkowicie pozbawieni władzy rodzicielskiej lub którzy przed sądem wyrazili zgodę na adopcję.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że dzieci w domach dziecka czekają na kogoś, kto je pokocha, wyrażającemu się czasem w słowach: „nie możesz mieć dziecka – adoptuj”, zostanie rodzicem adopcyjnym nie jest łatwe.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Procedura adopcyjna i co dalej?

Aby przysposobić dziecko, należy przejść procedurę adopcyjną, podczas której rodzice muszą m.in. dostarczyć do ośrodka adopcyjnego zaświadczenie o zarobkach i zatrudnieniu, zaświadczenie o niekaralności oraz zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do adopcji. Kandydaci muszą również przejść szkolenie oraz badania psychologiczne, a w miejscu zamieszkania rodziny przeprowadzany jest wywiad środowiskowy.

Dziecko otrzymuje nazwisko po rodzicach adopcyjnych. Do aktu urodzenia w miejscu rodziców naturalnych zostają wpisani rodzice adopcyjni. Jeśli nie jest to sprzeczne z dobrem dziecka, nowi opiekunowie prawni mogą również wnieść o zmianę jego imienia, na ogół dotyczy to małych dzieci.

Wraz z adopcją władza rodzicielska biologicznych rodziców ustaje, wygasają również ich wszystkie uprawnienia wobec dziecka. Gdy adoptowane dziecko skończy 18 lat, może szukać swojej biologicznej rodziny (więcej na ten temat w CHBR nr 6/2018 „Aaaaby poznać swoje korzenie”)

Rodzina adopcyjna nie otrzymuje od państwa żadnych pieniędzy z tytułu adopcji. Mają prawo do korzystania ze świadczeń rodzinnych jak każda inna rodzina (zasiłki, 500+ itp.).

Zobacz także: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Rodzina zastępcza

Rodzina zastępcza to forma opieki nad małoletnim, którego biologiczni rodzice są nieznani lub którym ograniczono władzę rodzicielską (lub jej ich pozbawiono). W praktyce ten pierwszy przypadek występuje niezwykle rzadko, do rodzin zastępczych zwykle trafiają dzieci, których rodzice niewłaściwie zajmowali się dziećmi i zostały im one odebrane (o proponowanych zmianach w rodzicielstwie zastępczym przeczytasz więcej na portalu www.chbr.pl w tekście Natalii Łyczko pt. „Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc”: http://www.chcemybycrodzicami.pl/nowelizacja-ustawy-o-wspieraniu-rodziny-wesprze-rodzicow-przemoc).

Zgodnie z polskim prawem, rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoby samotne, które nigdy nie były pozbawione władzy rodzicielskiej i nie są ograniczone w zdolności do czynności prawnych. O ile w przypadku adopcji dziecko przyjmuje nazwisko rodziców adopcyjnych, małoletni przebywający w rodzinie zastępczej pozostaje przy swoim nazwisku.

Rodzice, decydując się na założenie rodziny zastępczej, mogą już mieć dzieci i nie stanowi to przeszkody ani ograniczenia. Tak jak w przypadku rodziców adopcyjnych, kandydaci na rodzinę zastępczą również muszą przejść szkolenie przygotowujące ich do pełnienia tej roli.

Zobacz także: Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Prawa i obowiązki rodziny zastępczej

Obowiązek i prawo wykonania bieżącej pieczy nad dzieckiem umieszczonym w rodzinie zastępczej, jego wychowanie oraz reprezentowanie w dochodzeniu świadczeń alimentacyjnych, należą do rodziny zastępczej. Opiekunowie ponoszą również odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez dziecko pozostające pod ich opieką. Inne obowiązki wynikające z władzy rodzicielskiej należą do rodziców dziecka.

Każde dziecko przebywające pod opieką rodziny zastępczej ma prawo do kontaktu z rodzicami biologicznymi. Częstotliwość kontaktów ustala sąd rodzinny. Biologiczni rodzice dziecka, które przebywa w rodzinie zastępczej, zazwyczaj nadal posiadają władzę rodzicielską, choć ograniczoną. Przy adopcji władza ta ustaje.

Rodzinom zastępczym przydzielany jest również koordynator wyznaczony przez organizatora pieczy zastępczej. Do jego zadań należy m.in. pomoc w realizacji zadań wynikających z pieczy zastępczej, przygotowanie – we współpracy z rodziną – planu pomocy dziecku oraz udzielenie wsparcia pełnoletnim wychowankom rodzinnych form pieczy zastępczej.

Wysokość pomocy pieniężnej dla rodzin zastępczych uzależniona jest od wieku, stanu zdrowia dziecka oraz stopnia pokrewieństwa z opiekunami. W przypadkach szczególnych (np. niepełnosprawność dziecka) świadczenie to może być wyższe.

Dla niektórych par rodzicielstwo zastępcze staje się przepustką do rodzicielstwa w ogóle, a potem czasem do rodzicielstwa adopcyjnego.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.