Przejdź do treści

Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Jednym z najistotniejszych czynników determinujących płodność kobiety jest jej wiek. To on, w dużej mierze wpływa na jakość i ilość komórek jajowych, a także rozwój zarodka już po zapłodnieniu. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiek a zajście w ciążę

W wieku około 30 lat szansa na poczęcie dziecka wynosi ok. 20 proc. w porównaniu z wiekiem wcześniejszym, a w wieku 35 lat ok. 11 proc. czyli spada o połowę, zaś po 40. roku życia wynosi już tylko 4 proc. Szanse na zbadanie, ile jeszcze czasu zostało nam na planowanie macierzyństwa, każda kobieta może zmierzyć wykonując m.in. badanie krwi określające poziom tzw. rezerwy jajnikowej (badanie AMH).

Rezerwa jajnikowa – czyli co?

To podstawowy test informujący o płodności kobiety.
Rezerwa jajnikowa to ilość pęcherzyków w jajniku, które są zdolne do wzrostu i przeobrażenia się w dojrzałą komórkę jajową –  mówi dr Wojciech Sierka, embriolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Każda kobieta rodzi się z konkretną rezerwą, która wraz z upływem lat maleje i zmniejsza tym samym szansę na poczęcie dziecka.

Aktualnie obserwujemy zjawisko wczesnego wygaszania czynności jajników u młodszych kobiet niż kiedyś – dodaje embriolog. – Z naszych badań wynika, że coraz więcej kobiet w wieku 26-30 lat ma wyniki charakterystyczne dla kobiet w okresie menopauzalnym. Dlatego takie badanie warto wykonać profilaktycznie.

Czytaj też: Rezerwa jajnikowa, cz. 1 – embrologia

 

Co to jest badanie AMH?

Na ocenę płodności pozwala zbadanie markera AMH, czyli hormonu anti-Müllerowskiego. Badanie może zasygnalizować problem przedwczesnego wygasania czynności jajników oraz pozwala przewidzieć, kiedy wejdziemy w okres menopauzy.
Hormon antymüllerowski produkowany jest w jajnikach przez komórki ziarniste pierwotnych pęcherzyków jajnikowych. Zbadanie poziomu AMH dostarcza informacji na temat puli pęcherzyków jajnikowych, jakimi dysponuje kobieta w danym okresie życia oraz ich jakości. To również cenny wskaźnik płodności u kobiet, które prawidłowo miesiączkują, a mimo to nie mogą zajść w ciążę. Dzięki jego oznaczeniu, pacjentka może świadomie zaplanować okres starania się o dziecko, a także dobrać odpowiednią metodę leczenia w przypadku kłopotów w zajściem w ciążę.

Wysoki poziom hormonu AMH i niski – co oznaczają?

Ponadto stężenie tego hormonu we krwi pozwala ocenić funkcjonowanie jajników przy takich zaburzeniach, jak zespół policystycznych jajników (wysoki poziom AMH), czy przedwczesne wygaśnięcie czynności jajników (niski poziom AMH).

Badanie poziomu FSH

Hormon folikulotropowy (FSH), wydzielany przez przysadkę mózgową, reguluje szereg procesów w organizmie wpływających na prawidłowe działanie układu rozrodczego.
Wartość FSH pozwala ocenić m.in. wydolność jajników. Wysokie stężenie hormonu oznacza obniżoną rezerwę jajnikową, czyli mniejszą liczbę prawidłowych komórek jajowych zdolnych do zapłodnienia. Niekiedy zdarza się, że poziom FSH jest prawidłowy u kobiet z niską rezerwą jajnikową. Dlatego, by precyzyjnie ocenić płodność kobiety, wskaźnik ten powinien być uzupełniony o dane dotyczące poziomu AMH i liczby pęcherzyków antralnych.

Jak ocenia się liczbę pęcherzyków antralnych?

Lekarz za pomocą aparatu USG sprawdza, ile pęcherzyków o średnicy 2-8mm,
gotowych do wzrostu pod wypływem hormonów wydzielanych przez przysadkę, znajduje się w jajniku. Mniej niż 5 pęcherzyków antralnych oznacza niską rezerwę jajnikową.

Ciekawostki odnośnie owulacji:

  • Organizm kobiety zaczyna wytwarzać własne komórki jajowe w 9 tygodni od momentu swojego poczęcia. Gdy płód ma 5 miesięcy to posiada już ok. 7 mln pierwotnych komórek jajowych. Liczba tych nie w pełni jeszcze dojrzałych komórek jajowych, zamkniętych w pęcherzykach jajnikowych, ustala się w momencie urodzin dziewczynki – wynosi 2 miliony i są one podzielone równo pomiędzy dwa jajniki.
  • W takiej formie pęcherzyki jajnikowe pozostają aż do osiągnięcia okresu dojrzałości płciowej oraz pierwszej miesiączki kobiety. Wtedy właśnie pierwszy, pierwotny pęcherzyk jajnikowy dojrzewa i owuluje, szykując się na przyjęcie plemnika, a po zapłodnieniu na ostateczny etap swojego rozwoju.
  • Kobiety żyjące na całym świecie – kiedyś, dzisiaj (i w przyszłości) uwalniają podczas swojego życia średnio 400 – 500 komórek jajowych – to niewiele w porównaniu do setek milionów plemników uwalnianych podczas jednego wytrysku nasienia.

POLECANE: 

11 niesamowitych faktów o komórce jajowej

10 sposobów na zwiększenie płodności

Tu kupisz najnowszy magazyn CHBR.pl

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

Gwen Stefani
Georges Biard, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

47- letnia amerykańska piosenkarka Gwen Stefani po dwóch latach związku z wokalistą Blakem Sheltonem jest w ciąży! Zgodnie z informacjami „Radar Online”, para spodziewa się swojego pierwszego dziecka, które zostało poczęte metodą in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kilka dni temu w internecie pojawiły się zdjęcia Stefani wychodzącej kościoła w luźnej stylizacji. Ubranie to, jak twierdzą plotkarskie portale, miało ukryć ciążowy brzuszek. Do tej pory piosenkarka nie skomentowała jednak tych doniesień.

Gwen uwielbia być matką, a Blake od miesięcy myśli o dziecku, zwłaszcza po tym, kiedy poznał synów Gwen – mówi anonimowe źródło z otoczenia gwiazdy. – Wiedzieli, że nie mają czasu do stracenia, więc perfekcyjnie zaplanowali ciążę od początku do końca – dodaje źródło.

Mówi się, że para całkowicie podporządkowała swój harmonogram pod przygotowania na narodziny pierwszego, wspólnego dziecka. Gwiazdy nie ujawniły jednak daty spodziewanego porodu.

Gwen Stefani ma już trójkę dzieci

Jak podaje „Radar Online”, para zdecydowała się na poczęcie potomka metodą in vitro u jednego z najlepszych hollywoodzkich specjalistów.

Gwen Stefani ma już trójkę synów z małżeństwa z muzykiem Gavinem Rossdale. Dzieci piosenkarki to 11-letni Kingston, 9-letni Zuma i 3-letni Apollo.

Zobacz także:

Ania Rusowicz została mamą po 10 latach starań

Renata Przemyk opowiada o adopcji. „Przełom w moim życiu”

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Źródło: Radar Online, Starcasm, JastrzabPost

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dlaczego chlamydia ogranicza płodność – radzi ekspert!

Chlamydia

Zarażenie chlamydią może powodować problemy z zajściem w ciążę a nawet prowadzić do bezpłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chlamydia jest najczęściej występującą chorobą weneryczną u młodych osób do 30. roku życia. Jak podają statystyki z roku na rok liczba zakażeń rośnie. Tysiące spośród zarażonych kobiet przez tę chorobę może mieć problem z zajściem w ciąże, lub może mieć problemy z donoszeniem ciąży.

Dlaczego zakażenie chlamydią ogranicza płodność?

Zakażenia chlamydią są częstą przyczyną stanów zapalnych narządu rodnego, co może prowadzić do  bezpłodności lub powikłań w czasie ciąży.

– Infekcja chlamydiami najbardziej niebezpieczne jest dla kobiet planujących macierzyństwo – mówi dr Jacek Tulimowski, ginekolog – położnik. – Ponieważ nierozpoznana i nieleczona może doprowadzić do ograniczenia płodności kobiety.

 

Zdaniem lekarza chlamydię mogą powodować powstanie zrostów w jajowodach.
– A to może prowadzić do niedrożności jajowodów i wtedy pozostaje już tylko zapłodnienie pozaustrojowe ­- mówi dr Jacek Tulimowski, ginekolog, położnik.

Jak można zarazić się chlamydiami?

Do zakażenia chlamydią najczęściej dochodzi drogą kontaktów seksualnych.

– Dlatego tak ważne jest, by po diagnozie infekcji chlamydiami u pacjentki leczeniu poddali się oboje partnerzy – podpowiada dr Tulimowski. –  Inaczej bardzo trudno będzie wyleczyć infekcję u kobiety.

Z tego względu  podczas badań w kierunku niepłodności badanie na zakażenie chlamydiami jest jednym z pierwszych badań. Jeśli diagnoza się potwierdzi i pacjentka cierpi na zrosty jajowodów po infekcji chlamydiami konieczne jest zabieg laparoskopowy w celu usunięcia zrostów.

Objawy infekcji chlamydiami:

  • zapalenie cewki moczowej,
  • zapalenie pęcherza moczowego
  • zapalenie pochwy,
  • krwawienie z pochwy,
  • krwawienie po stosunku,
  • dolegliwościami w dole brzucha,
  • bólami po współżyciu.

Jakie badania zrobić na obecność chlamydii?

Pełna diagnostyka zakażenia chlamydiozą najczęściej polega na oznaczeniu poziomu immunoglobulin IgM i IgG we krwi, jak również stwierdzeniu obecności drobnoustrojów w wymazie. Najczęściej wymaz pobiera się ze zmian na sromie, z szyjki macicy lub ujścia cewki moczowej.
Najnowsza metodą wykrycia chlamydii jest test, który umożliwia dokładne scharakteryzowanie rodzaju bakterii i pokazuje również, czy pacjent jest zarażony więcej niż jednym podtypem Chlamydii.

Chlamydia – bezpłatne badania

Jak leczyć chlamydię?

Infekcja najczęściej leczona jest antybiotykoterapią. Ważne, aby zakażenie bakterią zostało zdiagnozowane jak najszybciej. Im dłużej bakteria znajduje się w organizmie tym większe spustoszenie w nim sieje, a co ważniejsze staje się bardziej odporna na terapię antybiotykową.

Polecamy:
Zakażenia układu moczowego – zobacz, jak wpływają na płodność!
Nie możesz zajść w ciążę? A może winny jest układ odpornościowy!
Kiedy zajście w ciąże staje się dramatem?

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Co dalej z miejskimi programami in vitro?

przyszłość miejskich programów in vitro
Fotolia

W świetle ostatnich doniesień o możliwości karania przez PiS samorządów dofinansowujących in vitro, wiele miast obawia się o przyszłość programów. – Poznański program in vitro nie jest zagrożony – zapewnia jednak prezydent miasta, Jacek Jaśkowiak. W podobnej sytuacji jest również Częstochowa.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

PiS przygotował nowy projekt ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych oraz odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Projekt został zaakceptowany przez Radę Ministrów w lipcu 2017 roku a we wrześniu 2017 przeszedł przez wspólną Komisję Zdrowia i Finansów Publicznych, gdzie odbyło się pierwsze czytanie ustawy.

Ustawa ta przewiduje m.in, że samorządy, które zaczną finansować program związany z polityką zdrowotną bez przekazania projektu do zaopiniowania Prezesowi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, mogą zostać ukarane. Taka kara obowiązywać może również w przypadku, gdy samorządowy projekt dostanie negatywną opinię.

Zmiany w prawie nie dotyczą na szczęście poznaniaków. Miasto uzyskał pozytywną ocenę AOTMiT i program prawdopodobnie będzie kontynuowany co najmniej do 2020 roku. Jak zaznacza prezydent Jaśkowiak, program cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem mieszkańców. – Choć od uruchomienia programu minął zaledwie miesiąc, już teraz wiemy, że dzięki tej inicjatywie dwie poznańskie rodziny będą mogły mieć dzieci – dodał. Jednocześnie prezydent Poznania zaapelował do władz, aby nie blokował młodym rodzicom możliwości stworzenia rodziny. – Zabieranie im radości z posiadania potomstwa jest nieetyczne – stwierdził.

Co z Częstochową?

Częstochowa z kolei była pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło samorządowy program dopłat do leczenia niepłodności metodą in vitro. Wszedł w życie 1 lipca 2013 roku. – Częstochowa miała wtedy obowiązek zwrócić się o opinię do AOTM – przypomina Grażyna Stramska-Świerczyńska, naczelniczka miejskiego wydziału zdrowia.

Jednak Agencja nie zrobiła tego w wyznaczonym przez prawo terminie, zatem miasto uchwaliło program bez otrzymania opinii. Dopiero po uchwaleniu nadeszła opinia – pozytywna. Po trzech latach i zmianach w programie miasto ponownie otrzymało pozytywną opinię. Natomiast we wrześniu tego roku program został przedłużony o kolejne trzy lata bez wprowadzania żadnych zmian, zatem opinia ze strony AOTMiT nie była konieczna – tłumaczy Stramska-Świerczyńska.

Przedłużony program ma obowiązywać do 2020 roku. Według naczelniczki nie oznacza to jednak, że Częstochowa nie ma powodów do obaw. – Prezes Agencji na zlecenie ministra zdrowia będzie przygotować rekomendacje także dla programów zdrowotnych już istniejących i realizowanych przez poszczególne samorządy. Jeśli okaże się, że dzieje się to wbrew tym rekomendacjom, trzeba będzie program przerwać natychmiast – tłumaczy Stramska-Świerczyńska.

Sukcesy programów in vitro

Poznański program dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego działa od sierpnia. Miasto dokłada do zabiegów in vitro 5 tys. zł na parę i wliczają się w to maksymalnie trzy zabiegi. Na realizację procedur leczenia niepłodności dla mieszkańców Poznań przeznaczy 1 835 000 zł na każdy rok realizacji programu.

Z kolei w szóstym roku trwania programu w Częstochowie, miasto to może poszczycić się 23 urodzonymi dziećmi oraz 9 ciążami, w tym jedną bliźniaczą. Nie wszystkie pary zakończyły leczenie.

Zobacz także:

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Ogromne zainteresowanie programem in vitro w Poznaniu

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: poznan.pl, Wyborcza

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Medyczna marihuana i jej zastosowanie – czy pomaga w walce z Hashimoto?

medyczna marihuana Hashimoto

Przez nasz kraj przetoczyła się (i dalej się toczy) dyskusja na temat medycznej marihuany. Odchodząc jednak od kwestii etycznych i prawnych, postanowiliśmy przyjrzeć się jej oddziaływaniu na zdrowie, chociażby w chorobie Hashimoto.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co mówią badania?

Warto rozpocząć od tego, jak medyczna marihuana może pomóc w różnych chorobach, niekoniecznie związanych z tarczycą. Jeśli chodzi o nowotwory, to delta-9-tetrahydrokannabinol stosuje się w leczeniu mdłości i wymiotów wywołanych chemioterapią. Kannabinoidy mają swoje wykorzystanie także w leczeniu bólu, a idąc tym tropem, wiele badań wskazuje na korzystny wpływ kanabinoli na leczenie osób cierpiących chroniczny ból. Mogą one poprawić także jakość snu podczas bezsenności. Należy wspomnieć również o chorobie Crohna. Portal www.naturalendocrinesolutions.com przytacza badanie, które obejmowało 21 pacjentów cierpiących właśnie na chorobę Leśniowskiego-Crohna. Badano występowanie remisji zarówno u osób, którym podawano konopie indyjskie, jak i u osób otrzymujących placebo. W pierwszej grupie remisja wystąpiła u 5 na 11 osób. W drugiej u 1 na 10. Co więcej, osoby wspomagające się kanabinolami mówiły o poprawie apetytu i lepszym śnie. Są to jednak niewielkie badania i niezbędna jest dalsza obserwacja. Podobnie jak w przypadku badań dotyczących chorych na Parkinsona. U nich pojawiła się poprawa funkcji motorycznych i znaczna poprawa snu oraz odczuwania bólu.

Hashimoto

Biorąc pod uwagę wpływ medycznej marihuany na zdrowie tarczycy, przytaczane są badania, które rzeczywiście wskazują, iż może przynosić ona korzyści niektórym osobom chorującym na choroby autoimmunologiczne, takie jak Hashimoto, czy choroba Gravesa. Łączą się one z podwyższoną ilością komórek Th17, które wiążą się z odpowiedzią zapalną organizmu. Wpływ kannabinoidów może zmniejszać ich działanie.

Jedną z pojawiających się w sieci historii jest opowieść Valerie Brooks, które cierpi m.in. na Hashimoto i endometriozę. Dzięki stosowaniu medycznej marihuany miała odstawić 95 proc. przyjmowanych dotąd leków. Pomogło jej to nie tylko w regeneracji wątroby i nerek, ale przede wszystkim w redukcji bólu (źródło).

Kobieta w swojej historii porusza także inna znaczącą kwestię, a mianowicie składnika marihuany, który zdaje się być w tym kontekście kluczowy. Myśląc potocznie o marihuanie kojarzymy z nią THC, czyli składnik wywołujący odurzenie i inne skutki psychoaktywne. W konopiach występuje jednak także kannabidiol – CBD, który nie posiada właściwości psychoaktywnych, a przynosić ma korzystne efekty medyczny. Jest to m.in. działanie przeciwzapalne (źródło). Specjalistyczne uprawy sprawiają, że możliwe jest wyhodowanie roślin nieposiadających niemal THC, a charakteryzujących się właśnie dużym stężeniem CBD. Wspomniana tu Valerie Brooks mówiła o tym, iż mogła dopasować do siebie i swojego problemu właśnie „odmianę o odpowiednich proporcjach THC do CBD, która powodowała ulgę w bólu, ale nie powodowała efektów psychoaktywnych” – czytamy.

Warto wiedzieć

Co ciekawe, pojawia się coraz więcej zastosowań dla substancji zawartych w konopiach indyjskich. Pisaliśmy w naszym portalu m.in. o… tamponach zawierających opisywane tu związki! „Na alternatywę dla tabletek [przeciwbólowych] składają się m.in. THB i CBD. Dla niewtajemniczonych, pierwszy składnik redukuje ból i sprawia, że mózg wydziela dopaminę, niosącej uczucie euforii. Drugi naturalnie relaksuje mięśnie oraz system nerwowy>>KLIK<<

Pamiętajmy jednak przy tym, że marihuana stosowana w celach medycznych, jest czymś innym niż regularne palenie popularnie zwanego „zioła”. Taka forma rozrywki może być szczególnie niekorzystna dla męskiej płodności. „Systematyczne palenie marihuany ma szkodliwy wpływ na plemniki, których liczba może się drastycznie zmniejszyć. Co więcej, stają się one o wiele mniej aktywne” – pisaliśmy >>KLIK<<

Zdaje się, że potrzeba jeszcze wielu badań, które mogłyby rozwiać pytania dotyczące stosowania medycznej marihuany, bowiem wciąż budzi ono wiele kontrowersji i wiąże się w ogromną dozą niewiedzy. Z drugiej strony, budzi też wiele nadziei. Warto być więc w tym temacie na bieżąco, także pod względem legislacyjnym. Co ważne, mniej więcej od połowy przyszłego roku (2018) leki z konopi będą dostępne w polskich aptekach na receptę. W czerwcu 2017 roku ustawa o medycznej marihuanie została przyjęta przez Senat, w lipcu podpisał ją prezydent. Na leki nie będzie jednak refundacji, a eksperci przewidują, iż koszt grama medycznej marihuany może wynosić ok. 50-60 zł.

Źródła: naturalendocrinesolutions.com / medycznamarihuana.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.