Przejdź do treści

Wegetarianizm dla każdego

424.jpg

Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że dobrze zbilansowana dieta wegetariańska jest bezpieczna na każdym etapie życia. Oznacza to, że może ona być stosowana również przez kobiety w ciąży, dzieci, a nawet sportowców.

Lekarze i dietetycy przekonują, że prawidłowo zbilansowana dieta bezmięsna nie niesie ze sobą żadnego ryzyka niedoborów pokarmowych. Pomimo to, wegetarianizm budzi nadal wiele kontrowersji, szczególnie, gdy dotyczy kobiet w ciąży i bardzo małych dzieci. Tymczasem dietetycy i lekarze przekonują, że prawidłowo skomponowana bezmięsna dieta jest nieszkodliwa na każdym etapie życia, nawet w przypadku niemowląt. Badania Centrum Zdrowia Dziecka wykazały, że rozwój dzieci wegetariańskich przebiega dokładnie tak samo, jak dzieci jedzących mięso, a rozwój intelektualny nawet lepiej. Odnoszący międzynarodowe sukcesy sportowe Joel Kirkilis udowodnił natomiast, że nawet osoby uprawiające kulturystykę mogą z powodzeniem praktykować weganizm, bez utraty masy mięśniowej.

„Jeżeli chodzi o kobiety w ciąży, to jak najbardziej nie muszą one rezygnować ze swoich ideologii, nie muszą wracać do spożywania mięsa, muszą jednak zwracać uwagę na poszczególne składniki mineralne i witaminy, z ogromnym naciskiem na stężenie żelaza w organizmie. Dziecko pobiera bardzo dużo żelaza od mamy, dlatego w tym wypadku suplementacja jest zazwyczaj niezbędna” – mówi Hanna Stolińska, dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Dobrym źródłem żelaza są rośliny strączkowe. Warto łączyć je z warzywami lub owocami, które zawierają witaminę C, aby organizm lepiej przyswoił żelazo. W wegetariańskiej diecie kobiet ciężarnych powinno znaleźć się przede wszystkim białko i złożone węglowodany. Ich źródłem są kasze, płatki zbożowe, rośliny strączkowe, warzywa, owoce, orzechy i nasiona.

„Dieta wegańska też może być stosowana w okresie ciąży, natomiast jest już bardziej ryzykowna i uważam, że w naszych warunkach kobieta na diecie wegańskiej powinna od czasu do czasu uzupełnić swoją dietę przynajmniej o jajko czy produkt białkowy, nabiałowy. Niekoniecznie musi wracać do mięsa” – mówi Hanna Stolińska.

Znacznie ostrożniej dietetycy podchodzą natomiast do weganizmu u dzieci. Niektórzy uważają, że taka dieta jest zbyt ryzykowna, inni są zdanie, że pod kontrolą lekarza lub dietetyka dziecko może być weganinem, suplementując witaminę B12, kwasy Omega-3, tran oraz wapń.

 

Źródło: www.newseria.pl

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Po diagnozie, czyli najtrudniejsze decyzje i jak do nich dojść

diagnoza niepłodność

Diagnoza niepłodność, zwłaszcza formalna, wypowiedziana w gabinecie, na podstawie badań, może być przytłaczającą. Dla jest szokiem, dla innych wyzwaniem. Zawsze jest jednak początkiem dłuższej historii. Rzeczywistość jest taka, że rzadko kiedy opieramy się wyłącznie na opinii lekarza; zbieramy informacje sami, przeszukujemy Google, rozmawiamy online z innymi osobami będącymi w podobnej sytuacji.

Informacji jest wiele, wydaje się, że już prawie wszystko wiadomo, w razie wątpliwości wystarczy sięgnąć po telefon z dostępem do Internetu i w ciągu kilku minut osiągalna jest każda informacja. A jednak określenie planu działania, który będzie optymalny dla naszej rodziny z pewnością nie jest łatwe. Warto w tym celu rozważyć kilka elementów.

Research

Ilość niekoniecznie przekłada się na jakość. Dzięki powszechnej dostępności do Internetu możemy uzyskać informacje w takich ilościach, jak nigdy dotąd. Ale też często trudno mówić o dzieleniu się w Internecie rzetelną wiedzą; często są to czyjeś opinie wyrażone w pseudonaukowy sposób. Jeśli ktoś uzyskał ciąże dzięki inseminacji, a wcześniej zawiodła go stymulacja lekami, najpewniej będzie przekonany że IUI jest szczególnie skuteczna. Ktoś inny będzie przekonywał, że zdrowe żywienie i akupunktura są co najmniej tak skuteczne jak in vitro.

Osoba, która właśnie stała się pacjentem, może czuć się bardzo zagubiona. Diagnoza niepłodność sprawi, że być może będzie chwytała się każdego sposobu, żeby sobie pomóc. Na poziomie fizycznym, ale działanie ma też pomóc na cierpienie psychiczne. Dlatego warto szukać, ale w miejscach wiarygodnych. Dobra relacja z lekarzem prowadzącym jest bezcenna, może on też stać się nieocenionym źródłem informacji. Zwykle kliniki leczenia niepłodności dostarczają cennej i rzetelnej wiedzy.

Dostępne są publikacje w czasopismach naukowych. Można rozważyć konsultacje u innych specjalistów. Warto też zobaczyć, co leczeniu niepłodności mówi się w świecie. Jednym z ciekawszych i nieustannie udoskonalanych źródeł tak wiedzy, jak i wsparcia w postaci grup online jest RESOLVE. The national infertility association. Większość europejskich krajów ma własne organizacje i stowarzyszenia, te z kolei ogólnodostępne strony internetowe. Można korzystać też na co dzień z zasobów naszego portalu i magazynu Chcemy Być Rodzicami

Finanse

Większość z  nas ma jakieś ograniczenia finansowe. W związku z tym sposoby i metody leczenia niepłodności również będą uzależnione od tego czynnika. Pieniądze (lub ich brak) mogą dodatkowo pogłębiać trudności i poczucie bezsilności. Z jednej strony wiadomo, że dostępnych jest wiele skutecznych metod leczenia, z drugiej nie z każdej można skorzystać lub można po nie sięgnąć jedynie kilka razy. Właśnie ze względu na ograniczenia finansowe.

Warto więc rzetelnie przyjrzeć się swoim dochodom, zastanowić się, jakie obciążenia możemy ponieść, gdzie da się obciąć koszty, ale też jakie koszty można ponieść, tak finansowe, jak i emocjonalne.

Dla niektórych osób wzięcie kredytu na leczenie nie jest problemem. Uważają, że jeśli chodzi o ich zdrowie oraz szanse na powiększenie rodziny nie warto się ograniczać, nawet jeśli upragniony efekt nie zostanie osiągnięty. Inni będą się długo zmagali ze skutkami spłacania długów zaciągniętych na nieudane leczenie.

W przypadku finansów nie ma dobrych ani złych rozwiązań. Jest tylko to, co wpisuje się w naszą rzeczywistość. Diagnoza niepłodność może także uruchamiać naszą kreatywność w zakresie zebrania funduszy na leczenie.

Diagnoza: niepłodność

Niepłodność jest konsekwencją trudności zdrowotnych, ale też ich źródłem. Dlatego też trzeba być szczególnie uważnym i brać pod uwagę zarówno istniejący wcześniej stan zdrowia, jak i mogące się pojawić choroby i zaburzenia. Bo choć leki stosowane w leczeniu niepłodności są coraz doskonalsze i bezpieczniejsze, to jednak ciągle są źródłem obciążeń. Skutki uboczne opisane w ulotkach nie mają na celu wystraszyć pacjenta i zniechęcić go do leku, ale pomóc mu podjąć świadomą decyzję.

Warto więc uczciwie odpowiedzieć sobie na kilka przykładowych pytania:

  • W jakiej się jest kondycji psycho-fizycznej i czy można ją jakoś poprawić, jeśli jest taka potrzeba?
  • Jakie skutki mogą mieć kolejne procedury, operacje czy nawet ciąża dla naszego zdrowia?
  • Gdzie są moje granice?
  • Czy skutki leczenia mogą być długotrwałe, a jeśli tak, czy jestem na nie gotowa?
Wsparcie

Chyba nigdy dość mówienia o wadze wsparcia. I rozmowy, dobrej, prawdziwej, dającej poczucie, że zostało się wysłuchanym. Najpierw w parze, ponieważ leczenie przechodzi się wspólnie, nawet jeśli tylko jedna osoba bierze leki i jest poddawana kolejnym procedurom. W sytuacji, kiedy widzi się przyszłość jako niemal całkiem zależną od leczenia, kiedy żyje się w ciągłej niepewności, od jednego wyniku do drugiego, samotność jest wyjątkowo dotkliwa. I niepotrzebna.

Jeśli diagnoza niepłodność skłoniła nas do podjęcia decyzji o leczeniu niepłodności, to znaczy że jakoś uznało się jej istnienie w naszym życiu. Stała się faktem. Nie ma powodu jej ukrywać. Milczenie nikogo nie chroni.  Szukajmy i korzystajmy z tych możliwości, które są wokół.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Historia matki i córki z in vitro: Żeby w przestrzeń mówiąc, usłyszeć: Jestem człowiekiem.

in vitro malgosia

Irena nie mogła mieć dzieci. Dwa poronienia, wieloletnie leczenie niepłodności. Zdecydowała się w latach 90. na in vitro. Na świat przyszły dwie dziewczynki – Małgosia i trzy lata później Ania. Obie w 2009 r. zagrały w spektaklu „Bal na Planecie Ziemia”.  O życiu po in vitro, tolerancji, Bogu, spektaklu i polityce z Ireną Kowalewską i jej córką Małgosią – studentką Uniwersytetu Warszawskiego, w ich pięknym mieszkaniu na poddaszu jednej z kamienic na warszawskim Powiślu rozmawia Artur Pastuszka.

AP: Zagrałaś, Małgosiu, w spektaklu, który w dużej części opowiadał o Twoim życiu. Jak czuje się dziecko wcielając się w postać innego dziecka, które ma taką samą historię?

MK: Na pewno było mi łatwiej. Nie musiałam być jakąś spektaklową „Dziewczynką nr 1”, mogłam być sobą. Tylko sceniczna Mama nie była moja. Nie rozumiałam wtedy tego, co mówili aktorzy. Nie miałam pojęcia, kto to jest „Ojciec Dyrektor”…Dopiero teraz, kiedy po latach oglądałam „Bal na Planecie Ziemia” na Youtube, doceniłam, jak inteligentny jest to spektakl; jak wiele wnosi, jak ważne jest to wszystko, co  ja mówiłam, co mówiła tam moja „Matka Ziemia”, „Ojciec Słońce”, pani „Moherowy Beret”, o czym mówiły teksty piosenek… Wtedy ważniejsze było dla mnie to, co się działo na scenie, że teatr, publiczność… Wtedy na tym się skupiałam, że  takie wielkie – „WOW!”

Czy przy tej okazji wróciły wspomnienia?  Pytam o te, które pamięta się latami. Otoczenie zachowuje się w różny sposób, ludzie mają różny poziom wiedzy, tolerancji…

 M.K.: Ja byłam wychowywana tak, że in vitro to jest coś normalnego. Byłam „od zawsze” przeświadczona o tym, że  jedni się rodzą  tak, a inni inaczej. Nie przypuszczałam nawet, że można o in vitro myśleć jak o czymś „złym” czy „nienormalnym”. Nawet jako dziecko, kiedy ktoś mówił o in vitro w jakiś dziwny, nieprzychylny sposób, to ja nie rozumiałam o co chodzi! Ale pamiętam jedną sytuację z okresu, kiedy przygotowywałam się  do spektaklu i pytano mnie, dlaczego ja mam zagrać? A ja mówiłam, że dlatego, że jestem z in vitro, to jakiś chłopak powiedział mi coś nieprzyjemnego. Poza tym – nic. Później, jak już byłam trochę starsza zdarzały się te sytuacje częściej. Jedna była dla mnie bardzo, bardzo przykra. Ale nie czuję, żeby mnie to nadal bolało, bo wiem jak jest naprawdę. Jestem tak wychowana.

A.P.: „Kim jestem, świecie, kim jestem? Czy jestem człowiekiem?!” – pytasz w spektaklu, a echo powtarza – człowiekiem – człowiekiem – człowiekiem… Czy, podobnie jak bohaterka spektaklu, miałaś takie wątpliwości?

M.K.: Nie. Nigdy. No właśnie w tym jest „problem”, że… Nie potrafię tego wyjaśnić… Ja, jako dziecko nie miałam pojęcia, że można to uznać za coś innego, coś wykraczającego poza jakąś normę, że to jakaś „nowość”. Ja nie widziałam tego                  z takiej perspektywy. Później, kiedy zaczęły się dziać te „afery” wokół in vitro, a ja byłam nieco bardziej świadoma, mogłam bardziej zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie myślą o tym  inaczej niż ja.

 

Zatem „Uciekałam i wracałam” to nie jest tekst Twojej piosenki? Nie miałaś ucieczek mentalnych?

 

M.P.: Nie. Ja się chyba nawet trochę tym chwaliłam. Ale wrócę jeszcze do spektaklu. Pamiętam, że, zwłaszcza tą jedną sceną,  bardzo się przejęłam i – kiedy przyswajałam kwestię „Kim jestem, świecie, kim jestem? Czy jestem człowiekiem?” – wiedziałam, że muszę to dobrze zrobić, żeby mówiąc to w przestrzeń, usłyszeć, że Jestem Człowiekiem! Ostatnio wysłałam link do spektaklu swojemu chłopakowi do Londynu… Powiedział, że łezka się kręci i dreszcze idą po ciele.  To było ważne.

Powiedziałaś wcześniej, żekiedy byłaś trochę starsza, zdarzały się sytuacje mniej sympatyczne i była taka, która szczególnie utkwiła w Twojej pamięci… Chcesz o tym opowiedzieć?

M.P.: Tak. Nie ma problemu! Były różne sytuacje. Zdarzyło się, że ktoś w mojej obecności zażartował: „Jak pijesz przez słomkę z szklanki, to na pewno jesteś z probówki”. Zwróciłam uwagę, że nie powinien tak żartować, bo zapewne nie powiedziałby rasistowskiego żartu przy czarnoskórym, a nie wie czy nie jestem z in vitro… Ale to były sytuacje, kiedy mogłam spokojnie wyjaśnić, co leży mi na sercu i nie było mi z tym źle. Bardziej  bolało mnie wówczas to, że przez nieświadomość ludzie mówią takie rzeczy. Ale to było małe piwo, bo zdarzały się też sytuacje, kiedy słyszałam, że nie mam biologicznych rodziców, że jestem wyrzutkiem, jakimś potworem – miksturą ze szklanki. Albo przeczytałam coś w Internecie…

większy fragment rozmowy zostanie opublikowany w numerze wrześniowym Chcemy Być Rodzicami

Artur Pastuszko

Aktor, Dyrektor Generalny i Artystyczny at Open Europe Art. Artur Pastuszko - Platforma Artystyczna. Student 5 roku dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS

Dieta a starania o dziecko – co jeść aby zwiększyć szansę na dziecko. Rozmowa z autorką książki „Dieta dla płodności”

dieta dla płodności

W ostatnim czasie przeprowadzono wiele badań wskazujących, że określone zmiany wprowadzone do diety poprawiają płodność, jakość nasienia, komórek jajowych, zmniejszają ryzyko poronień. Planujesz ciążę, a może już jesteś w trakcie starań? Przeczytaj koniecznie wskazówki Sylwii Leszczyńskiej, autorki książki „Dieta dla płodności”. Śledź także uważnie nasze konto na Instagramie i FB – książkę można wygrać w jednym z konkursów!

Dlaczego dieta ma tak duże znaczenie w staraniach o dziecko?

Składniki, które dostarczasz z dietą, potrzebne są do budowy oraz działania hormonów, w tym hormonów płciowych. Odpowiadają one za pobudzanie dojrzewania pęcherzyków jajnikowych i ich pękanie, czyli owulację. Znaczna część przypadków niepłodności związana jest z zaburzeniami lub brakiem owulacji, co możemy przywrócić dzięki diecie.

To, co jesz dziś, wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników za 90 dni.

System rozrodczy angażuje nie tylko kobiece narządy płciowe (jajniki, jajowody, macicę), ale także twój mózg (podwzgórze, przysadkę mózgową), tarczycę, korę nadnerczy, trzustkę oraz komórki tłuszczowe. Ich funkcje zależą od naszej diety i stanu odżywienia. Przykładowo nadmiar komórek tłuszczowych powoduje większe wydzielanie cytokin prozapalnych, nasilających reakcję zapalną w organizmie i ograniczających płodność. Jest to szczególnie istotne w PCOS, insulinooporności, ma wpływ na jakość nasienia.

Nie każdy z naszych czytelników miał już okazję kupić książkę „Dieta dla płodności”. Czy możemy w kilku słowach opowiedzieć, co trzeba jeść, a co należy z diety bezwzględnie wyeliminować?

Dla kobiet szczególnie ważne jest utrzymanie stabilnego stężenia glukozy we krwi. Dlatego w codziennej diecie niezbędne są produkty z pełnego ziarna, kasze gruboziarniste, polecam szczególnie płatki gryczane i amarantusowe, umieszczone w książce na liście superfoods dla płodności. Obfitują w żelazo, którego właściwe stężenie zmniejsza ryzyko poronienia, i w witaminy z grupy B – korzystnie działające szczególnie w zaburzeniach owulacji. Polecam migdały bogate w witaminę E i orzechy włoskie – 7 sztuk pokryje 100% dziennego zapotrzebowania na kwasy omega-3, poprawiające regularność cykli, ukrwienie macicy, jakość śluzu płodnego. Warto jeść fasole i warzywa strączkowe – większa ilość białka roślinnego zamiast zwierzęcego poprawia płodność kobiet i mężczyzn. Mężczyznom polecam bogate w selen soczewicę oraz orzechy brazylijskie. Selen oraz cynk – garść pestek dyni dostarczy 30% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek – potrzebne są do produkcji nasienia. Takich składników jest więcej, w książce zamieszczam je na liście superfoods oraz w gotowych przepisach w rozdziale „Menu propłodnościowe”.

Tak jak są składniki w diecie, które mogą stymulować płodność, istnieją też produkty, które mogą negatywnie działać na układ rozrodczy. Na pewno zaliczamy do nich kwasy tłuszczowe trans, które znajdziemy w fast-foodach, chipsach, słodkich bułkach wypiekanych na bazie utwardzanych margaryn. Słodzone napoje, alkohol, nadmiar kofeiny również nie działają korzystnie.

Jakie składniki odżywcze są szczególnie potrzebne do wydzielania przez organizm hormonów i ich prawidłowego działania?

W codziennej diecie powinny się znaleźć pomarańczowe i żółte warzywa, owoce bogate w beta-karoten. Pozwoli to zapewnić właściwy poziom witaminy A koniecznej do produkcji żeńskich hormonów płciowych. Tłuszcze w ilości zgodnej z zapotrzebowaniem. Szczególnie ważne są kwasy z grupy omega-3, dostarczają ich m.in. siemię lniane, nasiona chia, ryby. Odpowiednia ilość witaminy B6 (otręby, zarodki pszenne, ciecierzyca) razem z cynkiem niezbędna jest do produkcji żeńskich hormonów płciowych oraz właściwego działania progesteronu i estrogenu. To przykłady. Całą kompozycję składników niezbędnych do działania określonych hormonów i zachowania równowagi hormonalnej zamieszczam w książce.

Jak ważna w staraniach o dziecko jest dieta mężczyzny?

Mówiąc o zaburzeniach płodności w 40% przypadków mamy do czynienia z czynnikiem kobiecym, w 40% z męskim, w 20% problem dotyczy obojga partnerów. U mężczyzn płodność mogą zaburzać nadwaga, kłopoty z erekcją, niska jakość nasienia. Dieta przepełniona prozapalnymi czynnikami ma niekorzystny wpływ na komórki i tkanki rozrodcze, w tym na bardzo wrażliwe komórki, jakimi są plemniki. Z kolei poprawa diety wpływa na budowę i odbudowę hormonów, ochronę komórek, jakość plemników, ich ruchliwość i ilość. Właściwy sposób odżywiania decyduje również o masie ciała. Badania wykazały, że nadwaga i otyłość wiążą się często z występowaniem oligozoospermii lub azoospermii. Udokumentowano również, że spadek masy ciała związany był z poprawą gospodarki hormonalnej, zwiększeniem ilości testosteronu i liczby całkowitej plemników w ejakulacie.

Przeczytałam w pani książce, że dieta powinna być uzależniona od przyczyn niepłodności. Co to oznacza w praktyce?

[…]

okładka_3d_jpg

Sylwia Leszczyńska – dietetyk kliniczny, psychodietetyczka. Specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności oraz chorób dietozależnych. Prowadzi Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita”. Redaktor czasopisma „Współczesna dietetyka”. Autorka książki „Dieta dla płodności”. Mama Poli i Igora.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Jan Turnau o biblijnym „cudzie ginekologicznym” i in vitro: „Prawo nie może kształtować się w taki sposób jak etyka”

Jan Turnau

Dyskusja i wszelkie spory toczące się o in vitro są w Polsce mieszanką argumentów prawnych, medycznych i ideologicznych. Szczególnie dotyczy to religii rzymskokatolickiej, która w naszym kraju staje się przez niektórych bazą do budowy państwowości i prawa właśnie. Jan Turnau, publicysta i pisarz katolicki, w swoim cyklu „Turnau na niedzielę” poruszył dzisiaj ten właśnie temat.

Ważne słowa

„Czym jest cud ginekologiczny?” – stało się to kluczowym pytaniem, które skomentował Turnau. Jest to o tyle bieżąca sprawa, bowiem przeznaczony przez kościół na najbliższe dni fragment Biblii mówi właśnie o takim cudzie. Fabuła tekstu opowiada o parze małżeńskiej, która przezwycięża bezpłodność. Nie mają syna, a mąż jest w sędziwym wieku. Bóg dokonuje cudu i za sprawą jednego z proroków udaje im się zostać rodzicami.

Mój komentarz dotyczy sprawy aktualnej: in vitro – tej metody zapobiegania niepłodności. Nie rozumiem zastrzeżeń, że in vitro jest metodą sztuczną, a przez to niewłaściwą” – mówi Jan Turnau. Zaznacza, iż jest to jeden z elementów rozwoju ludzkiej wiedzy, w tym medycyny, że „różne rzeczy dzieję się w sposób, w jaki nie działy się wcześniej”. Czy trzeba jednak nazywać to „sztucznością”? Z drugiej jednak strony podkreśla, że rozumie zastrzeżenia dotyczące losu zamrożonych zarodków. Nie jest to bowiem wg niego osoba ludzka, ale „jest to życie ludzkie”. Pojawiają się głosy, także w gronie duchownych, które zastanawiają się, czy nie można zatem uznać, że człowiek powstaje dopiero wtedy, kiedy zarodek zagnieździ się w macicy. „Mam wątpliwość, czy ten argument za in vitro jest słuszny, bo oczywiście bardzo dużo zarodków ginie (…) jeszcze mniej dzieci po urodzeniu umiera, ale czy ta statystyka jest ważna?”.

Kluczowe wydaje się jednak zakończenie komentarza Jana Turnaua, który podkreśla najbardziej dyskusyjne różnice: „Jest to kwestia etyki rzymskokatolickiej. Osobnym problemem – zaznaczam – jest prawo, które nie może kształtować się w taki sposób jak etyka, bo prawo i etyka to są jednak różne rzeczy” – podsumowuje swoje nagranie dla „Gazety Wyborczej”.

W Polsce jest to temat kontrowersyjny i przez wielu jednak niepodlegający podziałowi. Religia i prawo zdają się w wielu kwestiach przenikać. Jest to o tyle trudne, że: „Poza Kościołem Katolicki, wszystkie inne religie monoteistyczne i inne Kościoły Chrześcijańskie dopuszczają in vitro jako metodę leczenia niepłodności” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Źródło: „Gazeta Wyborcza”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.