Przejdź do treści

Ważne pytania

Coaching to stosunkowo nowa dziedzina pracy z drugim człowiekiem. W jaki sposób spotkanie z coachem może pomóc, gdy planujemy mieć dziecko?

Coaching kojarzy się przede wszystkim z karierą zawodową. Być może dlatego nie miałam dotychczas klienta, który by przyszedł do mnie na sesję coachingu i od progu oznajmił mi: „Wiesz, staramy się z partnerem o dziecko i jest nam ciężko z tym, że nam nie wychodzi”, albo: „Mój partner nie wie, czy jest gotowy na dziecko”, albo: „Nie mam w tej chwili nikogo, a chciałbym/chciałabym mieć dziecko…”. Nikt mi jeszcze nie powiedział, że chęć bycia rodzicem i ewentualna realizacja tego pragnienia mogłaby być tematem naszej coachingowej współpracy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na ogół pierwsze spotkanie dotyczy polepszenia funkcjonowania w pracy, ułożenia sobie relacji z partnerem czy też innych, początkowo niesprecyzowanych obszarów (tzn. klient wie, że coś jest nie tak, ale nie wie co). Szybko jednak temat bycia rodzicem staje się przedmiotem rozmowy. Okazuje się bowiem, że rodzicielstwo jest ważną składową tożsamości, wpływa na określenie własnych pragnień czy sformułowanie zawodowych i prywatnych celów. Bywa to ważne czasem nawet wtedy, gdy rodzicem się nie jest lub kiedyś nie chciało się być. I bywa bardzo ważne, gdy już się rodzicem jest albo chce się nim zostać. Gdy rozmawiam z bezdzietną klientką o jej karierze zawodowej, często pojawia się stwierdzenie: „Nie wiem, jak to będzie, jak to się ułoży, bo chciałabym mieć dzieci. Może jeszcze nie teraz…”.

Sytuacja pozostawania w zawieszeniu jest tym trudniejsza, gdy para już stara się o dziecko. Często okazuje się, że starania są tak absorbujące (zarówno na płaszczyźnie czasowo-organizacyjnej, jak i psychicznej), że nie ma już miejsca w życiu na zajęcie się np. swoim rozwojem zawodowym, hobby czy satysfakcjonującym spędzaniem czasu. Z przyczyn biologicznych dotyczy to częściej kobiet, bo to one przygotowują swój organizm do potencjalnej ciąży. Wiele kobiet w takiej sytuacji utrzymuje zawodowe status quo, obawiając się, że np. zmiana pracy utrudni im starania o dziecko (będzie trudniej na początku wziąć urlop, być może ktoś będzie źle odbierał ewentualne zwolnienia, np. na czas po in vitro itp.). Często również nie starają się o awans, gdyż myślą, że jak zajdą w ciążę, to nie będą mogły dobrze wypełniać bardziej odpowiedzialnych zadań. Chcą być w porządku wobec swoich pracodawców oraz kolegów i koleżanek w pracy i dbają o przyszłe dziecko, a przez to nagle ich rozwój zawodowy i pozazawodowy staje w miejscu. Może się wtedy pojawić frustracja mająca dwie przyczyny: rozczarowanie przedłużającymi się staraniami o dziecko oraz rozczarowanie czy złość wynikająca ze stagnacji zawodowej i często pozazawodowej.

W takim przypadku warto zadać sobie pytanie: Co bym chciała robić, gdybym nie dążyła do macierzyństwa. Jak inaczej wyglądałaby moja praca? Co bym robiła w czasie wolnym? Jak spędzałabym czas z mężem? Jak wyglądałby nasz seks? Warto też wtedy się zastanowić, czego sobie odmawiam z tego powodu, że staramy się o dziecko. I jak takie odmawianie wpływa na moje myślenie o dziecku, z czym mi się to kojarzy. Jak takie odmawianie wpływa na związek, relację z partnerem? Czy starając się o dziecko, nie zapominam o innych swoich/naszych potrzebach?

Na takie pytania i inne pytania odpowiadają klientki podczas sesji life coachingu, czyli sesji coachingowych, podczas których – mówiąc najogólniej – zajmują się realizacją celów życiowych. Zawsze bowiem trzeba pamiętać, że człowiek jest całością. Nie jest tylko pracownikiem, tylko żoną, tylko kobietą, która chce zostać matką. Dlatego czasem jest tak, że podczas sesji coachingu firmowego, poświęconych realizacji celów zawodowych, bardzo dużo rozmawiamy o życiu prywatnym, a czasem na sesji life coachingu szczegółowo zajmujemy się karierą zawodową. Każdy bowiem element naszego życia wpływa na inny. To, jak czujemy się w pracy, wpływa na nasze samopoczucie w domu. Stresowa sytuacja z domu często przenosi się do pracy. Jesteśmy całością. Dlatego dobrze jest dbać o wiele swoich potrzeb, by czuć się z sobą lepiej.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Pomaga przywrócić miesiączkę, łagodzi ból i uspokaja. Melisa a starania o dziecko

fot. Fotolia

Koi nerwy, łagodzi bóle miesiączkowe i jest świetnym środkiem do pielęgnacji przetłuszczających się włosów. To nie wszystkie jej właściwości! Melisa a starania o dziecko. Zobacz, jak działa. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Melisa lekarska (Melissa officinalis L.), czyli inaczej rojownik, pszczelnik, matecznik, czy cytrynowe ziele, to gatunek byliny rosnącej dziko w Afryce Północnej, Europie Południowej i w Azji. które pomogą ci zajść w ciążę. Które z nich stosujesz?

Trochę historii

Melisa to ziele znane ludzkości od czasów starożytności. W mitologii greckiej jedna z nimf nosiła właśnie imię Melisa. Legendy mówią, że darzyła gorącym uczuciem Zeusa, niestety bez wzajemności. Zniecierpliwiony bóg zamienił ją w pszczołę. Gdy zmarła, z jej pszczelego ciała wyrosła roślina o pięknym zapachu.

Melisa znalazła zastosowanie w greckiej medycynie już dwa tys. lat temu. Nazywano ją potocznie „radością dla serca”. Popularne były kąpiele z naparów z melisy, które nadawały ciału przyjemni zapach. Liśćmi tej rośliny aromatyzowano też wino i pocierano miejsca ukąszone przez pszczoły i osy.

XV-wieczny lekarz i przyrodnik Paracelsus nazywał melisę „eliksirem życia” i wierzył, że może ona całkowicie przywrócić człowiekowi siły.

W XVII wieku niezwykle popularna stała się tzw. „karmelitańska dusza”, czyli korzenna wódka z melisy. Uważano, że pomaga na wszelkie schorzenia: od migren, katarów, bólów brzucha, histerii i krzywicy, aż po przywracanie młodości i odwracanie złych uroków.

Zobacz także: Przywrotnik na płodność. „Ziele Matki Boskiej”, które pomoże ci zajść w ciążę

Co ma w sobie melisa?

Dziś melisa to zioło powszechnie używane na całym świecie. Do celów leczniczych wykorzystywane są głównie liście. – Melisa zawiera duże ilości witaminy C oraz prowitaminy A oraz wiele innych składników sprzyjających naszemu zdrowiu. Zawiera min. olejki eteryczne, które mają działanie uspokajające – wymienia mistrz naturopata i znawczyni ziół Violetta Gdańska.

Inne składniki aktywne obecne w tej roślinie to m.in. garbniki, gorycze, flawonoidy, kwasy fenolowe, chlorofil i karotenoidy, związki triterpenowe. Obecne są również składniki mineralne: miedź, mangan, cynk i żelazo.

Ponadto substancje zawarte w olejku eterycznym (aldehydy i ketony monoterpenowe i węglowodory seskwiterpenowe) mają działanie przeciwustrojowe. To również środek antyseptyczny przydatny w ochronie żywności.

Zobacz także: Rozmaryn na płodność. Jak go stosować, by zwiększyć szanse na ciążę?

Melisa a starania o dziecko

– Najczęściej melisa stosowana jest w sytuacjach dużego obciążenia stresem, przy bezsenności czy braku witalności – wyjaśnia Violetta Gdańska. – Melisa obniża ciśnienie krwi i łagodzi stany nadmiernego pobudzenia nerwowego – dodaje ekspertka. Za działanie uspokajające w melisie odpowiadają aldehydy terpenowe.

Ponadto herbatka ziołowa łagodzi dolegliwości związane z zaburzeniami przewodu pokarmowego na tle psychicznym.

Jest też wykorzystywana przy bólach głowy, zespole przewlekłego zmęczenia i bólach menstruacyjnych. Co ważne, jest stosowana przy nieregularnych cyklach, ponieważ pomaga przywrócić miesiączkę.

Starając się o dziecko i będąc już w ciąży bez obaw możesz pić herbatę z melisy. Roślina ta nie wykazuje żadnych poważnych skutków ubocznych. W niektórych przypadkach może pojawić się senność i osłabienie koncentracji.

Przeciwwskazaniem do stosowania tej rośliny są wrzody żołądka i marskość wątroby. Należy zachować ostrożność w przypadku prowadzenia samochodu i wykonywania prac na wysokościach.

Zobacz także: Aletra lecznicza na płodność. Będziesz zaskoczona, co potrafi ta roślina!

Jak stosować?

Melisę najczęściej spożywa się w postaci naparu z liści. Popularne są również inhalacje, stosowane zwłaszcza w celu łagodzenia stanów lękowych, czy bezsenności.

Można ją również stosować zewnętrznie na trudno gojące się rany oraz do płukania jamy ustnej i gardła.

Należy pamiętać, że bardzo ważna jest regularność w stosowaniu rośliny.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Poradnik Zdrowie, Dieta.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Depresja w ciąży dotyka co piątą kobietę. Nowe standardy opieki okołoporodowej pozwolą dostrzec problem

Brzuch ciążowy kobiety z kokardą i napisem: Loading /Ilustracja do tekstu: Depresja w ciąży dotyczy co 5 kobiety
Fot. Pixabay

Ministerstwo Zdrowia opracowało nowe standardy opieki okołoporodowej. Wprowadzają one m.in. obowiązek oceny ryzyka rozwoju depresji u kobiet w ciąży. Badania naukowe wskazują, że problem ten może dotyczyć nawet co piątej ciężarnej. Lekarze twierdzą jednak, że depresja w ciąży występuje niezmiernie rzadko. Skąd te rozbieżności?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ubiegłym tygodniu w mediach ukazał się wywiad z ginekologiem-położnikiem drem Januszem Pałaszewskim. Czytamy w nim:

„(…) Przez 25 lat swojej pracy zawodowej nie spotkałem się z przypadkiem, żeby kobieta wskazywała na problem psychiczny w związku z ciążą. Jest to na tyle marginalne zjawisko, że nie jestem przekonany, czy trzykrotne wykonanie testu u każdej pacjentki jest rzeczywiście sensowne. Nie wiem też, jak cały proces miałby wyglądać od strony organizacyjnej. (…) Z całym szacunkiem do lekarzy, przecież nie wszyscy mamy odpowiednie kompetencje, aby interpretować wypowiedzi pacjentów pod kątem ich samopoczucia emocjonalnego i ewentualnych zaburzeń. Wątpię, aby ten pomysł się przyjął, choć sama idea jest jak najbardziej słuszna”.

CZYTAJ TEŻ: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

Czy zatem depresja u kobiet w ciąży występuje na tyle rzadko, że ginekolodzy nie spotykają się z tym problemem? A może – istotnie – nie mają wiedzy pozwalającej na właściwą diagnozę? O komentarz poprosiliśmy dr Annę Rebekę Szczegielniak, przewodniczącą Sekcji Kształcenia Specjalizacyjnego Oddziału Śląskiego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

 


Dr Anna Rebeka Szczegielniak:

Badania naukowe podają, że w zależności od populacji, depresja może dotykać nawet 1/5 wszystkich kobiet w ciąży. Ciąża to niewątpliwie okres wielkich zmian w życiu – zdrowie psychiczne pacjentki powinno więc być istotne dla wszystkich osób zaangażowanych w opiekę nad ciężarną, a w szczególności dla lekarzy ginekologów.

Rozpoznanie depresji i postawienie odpowiedniej diagnozy zawsze leży po stronie specjalisty psychiatrii i dotyczy sytuacji, w których badana osoba spełnia konkretne, ogólnie przyjęte kryteria diagnostyczne (które nacisk kładą na czas trwania – 2 tygodnie – oraz natężenie objawów). Jednocześnie należy podkreślić, że pierwszą osobą, która może i powinna wychwycić negatywne zmiany w zakresie nastroju i napędu pacjentki, jest lekarz ginekolog. To właśnie z nim pacjentka widuje się regularnie, a ważnym aspektem tych wizyt kontrolnych jest zebranie wywiadu. Powinien on obejmować ocenę ogólnego samopoczucia pacjentki.

Gdy rzeczywistość odbiega od wyobrażeń

Wydaje się, że szeroko promowany obraz ciąży jako okresu pełnej szczęśliwości, pozbawionego trudności, gdy każdy dzień wita się uśmiechem i radosnym wyczekiwaniem, odbiega od rzeczywistości. Z tego powodu pacjentki, które cierpią przez objawy depresji, na wczesnym etapie rzadko szukają pomocy. Wpadają w zamknięty krąg wyrzutów sumienia i ogromnego poczucia winy, że nie przeżywają tego okresu w sposób, jaki media promują jako prawidłowy.

Silna presja społeczna wywołuje wstyd, obniżoną samoocenę, a także stopniowe wycofywanie się z kontaktów społecznych. Z jej powodu kobiety często same przed sobą nie będą potrafiły przyznać, że potrzebują specjalistycznej pomocy. Innym aspektem jest strach przed psychiatrycznym leczeniem farmakologicznym, które często kojarzone jest bardzo negatywnie. Zdarza się, że to dopiero rodzina zgłosi lekarzowi, że nastąpiła niepokojąca zmiana zachowania, która się utrzymuje przez dłuższy okres i wpływa na codzienne funkcjonowanie nie tylko pacjentki, ale wszystkich bliskich.

CZYTAJ TEŻ: Lily Allen po raz pierwszy tak szczerze o stracie dziecka. Wokalistce obrywa się za szczerość

Depresję w ciąży można leczyć na wiele sposobów

Relacjonowany w sposób ciągły obniżony nastrój i napęd, płaczliwość, apatia, wycofanie, zaburzenia snu i apetytu, utrata zainteresowań i odczuwania przyjemności, zaburzenia koncentracji, męczliwość, ale też niepokój czy lęk powinnydać jasny sygnał lekarzowi prowadzącemu, że potrzebna jest specjalistyczna pomoc. Oczywiście zmiany fizjologiczne zachodzące w organizmie w trakcie ciąży będą wpływać w sposób bezpośredni na aktywność i nastrój pacjentki, ale – jednocześnie – mogą zaostrzać przebieg epizodu depresyjnego. Część z wymienionych wyżej objawów może pojawić się w ramach naturalnego przebiegu ciąży, jednak należy podkreślić, że ich stałość i utrzymywanie się przez dłuższy czas będzie sugerowało konieczność podjęcia diagnostyki i leczenia.

Na samym początku należałoby również uświadomić pacjentkę, że nie w każdej sytuacji konieczne jest wdrażanie leczenia farmakologicznego. Istnieje wiele możliwych opcji terapeutycznych, które zależą od stanu i potrzeb pacjentki. Decyzja zawsze będzie należała do osoby konsultowanej i konsultującego psychiatry. Kobietę należy też uświadomić, że nieleczona depresja może nieść ze sobą wiele negatywnych konsekwencji, które są udokumentowane w badaniach naukowych.

ZOBACZ TAKŻE: Stres w ciąży a zdrowie dziecka. Przełomowe odkrycie naukowców potwierdza długoletnią tezę

Prosty test na depresję w ciąży powinien być częścią rutynowych badań kontrolnych

W świetle nowych wytycznych opieki okołoporodowej cieszy nacisk na wdrożenie badań przesiewowych depresji. Skala depresji Becka jest jednym z najczęściej stosowanych narzędzi oceny nasilenia objawów chorobowych. Test tego typu jest prosty i nie wymaga skomplikowanej interpretacji. Składa się z 21 pytań. Pacjentka wybiera z grupy twierdzeń t, które najbardziej pasuje do jej sytuacji. Na tej podstawie nie stawia się ostatecznej diagnozy, ale łatwo można wyłuskać te osoby, które potrzebująpomocy, i skierować je na konsultację do psychiatry.

Należy podkreślić, że wśród ekspertów panuje zgoda, że badania przesiewowe w kierunku depresji powinny być częścią rutynowych badań kontrolnych ciężarnych. Dzięki temu osoby, które wymagają profesjonalnej pomocy, mogłyby być zdiagnozowane wcześnie i uniknąć negatywnych skutków nieleczonej depresji – te zaś dotykają zarówno matkę, jak i płód. Należy dążyć do wdrażania tych schematów, aby zaburzenia psychiczne u kobiet w ciąży przestały być tematem tabu, którego boi się nie tylko rodzina, ale i pracownicy ochrony zdrowia.

POLECAMY TAKŻE: Niepłodność i depresja często idą w parze. Ale ten związek może być inny, niż podejrzewasz

Anna Rebeka Szczegielniak

Lekarka rezydentka na Oddziale Psychiatrii Klinicznej Wielospecjalistycznego Szpitala Powiatowego w Tarnowskich Górach oraz doktorantka na Klinice Rehabilitacji Psychiatrycznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach pod opieką dr hab.n.med. Marka Krzystanka. Posiada tytuł zawodowy magistra fizjoterapii oraz tytuł zawodowy lekarza (Śląski Uniwersytet Medyczny). Jej zainteresowania badawcze oscylują wokół seksuologii, uzależnień behawioralnych, psychiatrii transkulturowej. Obecnie jest przewodniczącą Sekcji Kształcenia Specjalizacyjnego Oddziału Śląskiego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Sekcji Fizjoterapii w Psychiatrii Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii, a także badawczej grupy roboczej w ramach Europejskiej Federacji Rezydentów Psychiatrii (European Federation of Psychiatric Trainees). Od ponad dekady zaangażowana w działania rzecznicze na polu zdrowia i praw reprodukcyjnych i seksualnych.

„Dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam, mam synka”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”

blog o niepłodności "Matka mimo wszystko"
Ania prowadzi bloga o nazwie "Matka mimo wszystko" // fot. Fotolia

„W klinice leczenia niepłodności spotkałam dziesiątki, o ile nie setki, wystraszonych, zagubionych kobiet. Chciałam im tyle powiedzieć, wyjaśnić, uspokoić je…lecz nie zawsze był na to czas i miejsce. Teraz mówię do nich przez bloga i mam nadzieję, że choć część z nich go czyta”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy Ania sześć lat temu dowiedziała się, że musi zmierzyć się z niepłodnością, o swoim wrogu nie wiedziała nic. Jednak dzięki determinacji i leczeniu metodą in vitro została mamą. Dziś stoi w tym samym punkcie co kilka lat temu, a jej walka rozpoczęła się na nowo.

Specjalnie dla portalu Chcemy Być Rodzicami, Ania opowiedziała o swojej historii i prowadzeniu bloga. Możesz go przeczytać TUTAJ.

Zobacz także: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Dlaczego zdecydowałaś się prowadzić bloga na temat starań o dziecko?

Pomysł na pisanie bloga narodził się już kilka lat temu- dokładnie wtedy, gdy pierwszy raz zetknęłam się z niepłodnością. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, gdy wraz z moim partnerem usłyszeliśmy, że nie mamy szansy na naturalne zajście w ciążę.

O niepłodności nie wiedziałam wtedy w zasadzie nic. Stale szukałam informacji w Internecie, ale były one szczątkowe. Miałam milion pytań, a nie miałam z kim o tym porozmawiać. Starania o dziecko tak bardzo mnie pochłonęły, że nie miałam czasu na pisanie.

Teraz znowu jestem w tym samym miejscu- staram się z mężem o rodzeństwo dla naszego synka, który urodził się dzięki metodzie in vitro. Mam za sobą całkiem spore doświadczenie- jedną ciążę naturalną, poronienie, 4 podejścia do in vitro i 2 do kriotransferu…i właśnie tą zdobytą przez lata wiedzą- chcę się dzielić z innymi kobietami. 

Co daje Ci prowadzenie bloga?

Dobre pytanie…Na chwilę obecną blog jest moim drugim dzieckiem. Poświęcam mu wiele czasu, dbam o to by był merytoryczny, a jednocześnie napisany prostym, przystępnym językiem.

Z jednej strony pozwala mi wrócić do chwil, które przeżyłam, a które nie zawsze były szczęśliwe, przeanalizować je ponownie i wyciągnąć wnioski z tego co było. Z drugiej- jest to moja przestrzeń do wyciszenia emocji, oczyszczenia się z nadmiaru tych złych, które niestety często towarzyszą niepłodności.

Od zawsze byłam typem „społecznika”, a blog to miejsce, w którym mogę swoje pragnienia realizować. Z każdego pozytywnego komentarza od czytelnika- cieszę się jak dziecko. Nie mogę pomóc innym kobietom zajść w ciążę, bo nie jestem lekarzem. Ale mogę sprawić, by miały większą wiedzę na temat niepłodności czy in vitro, a może dzięki temu starania o dziecko będą dla nich choć odrobinę mniej stresujące.

W klinice leczenia niepłodności spotkałam dziesiątki, o ile nie setki, wystraszonych, zagubionych kobiet. Chciałam im tyle powiedzieć, wyjaśnić, uspokoić je…lecz nie zawsze był na to czas i miejsce. Teraz mówię do nich przez bloga i mam nadzieję, że choć część z nich go czyta.

Zobacz także: Jak zachować optymizm w staraniach o dziecko? Radzą blogerki piszące o niepłodności

Który moment był dla Ciebie najtrudniejszy podczas starań o dziecko?

Trudnych chwil było wiele. Leczenie niepłodności wiąże się z ogromnym stresem. Najpierw jest strach przed każdą wizytą u lekarza i badaniem, które trzeba zrobić. Później w napięciu czeka się na wyniki, miesiącami przyjmuje leki i nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi ten upragniony moment i pojawią się tak długo wyczekiwane dwie kreski na teście ciążowym.

Dla mnie najtrudniejsze było odbicie się od dna po kolejnym niepowodzeniu procedury in vitro. Godzinami analizowałam cały miesiąc, wszystkie leki, które miałam zlecone, obwiniałam się, że może powinnam bardziej dbać o siebie, może powinnam po transferze leżeć itd…

To były ciężkie chwile i dla mnie i dla mojego męża. Ale po każdym dniu nawet tym najgorszym- przychodzi kolejny, w którym trzeba wstać z łóżka i powiedzieć sobie „nie poddam się, nie tym razem” i walczyć dalej.

Jak zachować optymizm w walce o upragnioną ciążę?

Nie zawsze da się to zrobić. Najważniejsze to nie załamywać się, nie poddawać przedwcześnie. My kobiety zostałyśmy tak stworzone, że potrafimy wiele przejść. Myślę, że nawet więcej niż nam się wydaje.

Wielokrotnie myślałam, że już nie mam sił próbować dalej, że doszłam do muru, wykorzystałam wszelkie możliwości i nadszedł czas by odpuścić, by zrezygnować z marzeń o dziecku. Mijało kilka dni i wpadałam na kolejny pomysł, szukałam nowego lekarza, nowej kliniki, układałam sobie plan na kolejne podejście.

I właśnie dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam- mam synka. Każdej kobiecie doradzam to samo- „nie poddawaj się, bo być może właśnie teraz jesteś o krok od upragnionej ciąży!”. A śmiało mogę powiedzieć, że warto walczyć, choćby po to, by usłyszeć słowo „mama” z ust swojego dziecka.

Zobacz także: Czy niepłodność może mieć dobre strony? Odpowiadają blogerki

Czy w niepłodności można doszukać się jakiś dobrych stron?

My z mężem śmiejemy się z tego, że niepłodność nauczyła nas cierpliwości. Nie robią na nas wrażenia kolejki do kasy w sklepie, przychodni czy na poczcie. Przecież my stale na coś czekamy, my od lat stoimy w takiej kolejce. Czekaliśmy na wizyty u lekarzy, na badania, na kolejne etapy procedury in vitro, w końcu czekaliśmy 9 miesięcy na synka, a teraz czekamy na moment, w którym damy mu rodzeństwo.

Niepłodność nauczyła nas też pokory. Nie wywyższamy się z tego powodu, że jesteśmy rodzicami, nie oceniamy innych, nie pouczamy w kwestii wychowania dzieci czy wieku, w którym dwoje ludzi powinno postarać się o potomstwo. Wiemy, że chcieć nie zawsze oznacza móc.

Myślę, że niepłodność wzmacnia związek, ale tylko taki, który jest zrodzony z miłości. Jeśli dwoje ludzi ma jakiekolwiek problemy w komunikacji ze sobą, nie potrafi się dogadać w codziennym życiu- im niepłodność nie pomoże, prawdopodobnie będą zbyt słabi by przetrwać te trudne chwile.

Zobacz także: Jak przygotować się do leczenia niepłodności? Zobacz porady blogerek!

Czy masz praktyczne rady dla czytelniczek, jak się przygotować do in vitro?

Oczywiście, mam cały worek praktycznych rad! Przygotowania do in vitro należy zacząć już dwa, trzy miesiące przed rozpoczęciem procedury.

Należy odwiedzić ginekologa i zrobić cytologię, o ile od ostatniej upłynął już rok. Dobrze jest też wybrać się do dentysty i sprawdzić stan uzębienia, aby później w trakcie procedury in vitro nie mieć nieprzyjemnych niespodzianek. Ja niestety tą część zaniedbałam i w trakcie stymulacji in vitro męczyłam się z okropnym bólem zęba.

Zalecam również zrobienie wyniku TSH i sprawdzenia czy z naszą tarczycą jest wszystko w porządku. Nie wiem czy wiecie, ale właśnie tarczyca potrafi nieźle namieszać i utrudnić zajście w ciążę. Na 3 miesiące przed planowanym zajściem w ciążę trzeba rozpocząć przyjmowanie kwasu foliowego. To tyle jeśli chodzi o kwestie medyczne.

Procedura in vitro wymaga od nas wielu poświeceń i pochłania mnóstwo czasu. Dlatego też dobrze jest już wcześniej dokładnie zaplanować ten okres, sprawdzić czy będziemy w stanie tak zorganizować nasze życie, by pogodzić je z badaniami i częstymi wizytami w klinice.

Wszystko zależy od tego, jak kobieta będzie reagować na podane w trakcie stymulacji leki. Jeśli dobrze- para odbędzie 4-5 wizyt w trakcie całej procedury, ale jeśli pęcherzyki nie będą odpowiednio rosły- lekarz może zlecić wizyty kontrolne nawet codziennie.

I na końcu wspomnę o tym, co jest równie ważne- o finansach. In vitro nie jest tanią procedurą i trzeba wcześniej tak zaplanować budżet domowy, by w trakcie stymulacji nam nie zabrakło pieniędzy na leki czy dodatkowe usługi do in vitro, które zaproponuje nam lekarz.

Warto dodać, że Ania prowadzi również na Facebooku zamkniętą grupę „Niepłodność…czyli chcieć, a nie móc„. Udzielać się tam mogą wszystkie kobiety, które mają problem z zajściem w ciażę.

Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko” znajdziesz tu

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Choć była niepłodna, urodziła siedmioraczki. Historia tej rodziny przypomina filmowy scenariusz

siedmioraczki
fot. Pixabay

Nauczycielka angielskiego marzyła z mężem o dużej rodzinie. Kiedy okazało się, że jest niepłodna, postanowiła rozpocząć leczenie. Efekty pojawiły się szybko i niedługo potem kobieta urodziła… siedmioraczki! O tym wydarzeniu mówili wszyscy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Patricia Frustaci w 1985 roku jako pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych urodziła żywe siedmioraczki.

Patricia i jej mąż Sam od lat walczyli z niepłodnością. W marcu 1984 roku, dzięki kuracji lekiem o nazwie Pergonal, kobieta urodziła chłopca Josepha. Małżeństwo pragnęło powiększyć rodzinę, więc kobieta kontynuowała leczenie i w grudniu tego samego roku zaszła w ciążę ponownie.

Zobacz także: Rok po poronieniu urodziła sześcioraczki

Leczenie niepłodności i siedmioraczki

Podczas badania USG okazało się, że kobieta spodziewa się siedmioraczków. Ginekolog zaproponował Patricii kilka rozwiązań, w tym aborcję. Rodzina Frustaci należała jednak do grona wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, którzy sprzeciwiają się usuwaniu ciąży. Wyznawców tego ruchu potocznie nazywa się mormonami.

– Zgodnie z zasadami naszej religii i ze względu na walkę o posiadanie dzieci, ta opcja nie wchodziła po prostu w grę – mówiła w 1985 roku Patricia w wywiadzie z „New York Times”.

21 maja 1985, 12 tygodni przed czasem, na świat przyszło siedmioro dzieci państwa Frustaci- czterech chłopców i trzy dziewczynki. Niestety siódma córeczka mieniem Christina urodziła się martwa.

Pozostała szóstka dzieci miała problemy z sercem, żółtaczkę i cierpiała na zespół zaburzeń oddychania noworodka. Dzieci zostały przewiezione na intensywną terapię, gdzie zespół lekarzy walczył o ich życie. Niestety pomimo wysiłku neonatologów, jedno z dzieci zmarło.

W ciągu krótkiego czasu przy życiu pozostała tylko trójka dzieci – Stephen, Richard i Patricia. Córka Bonnie i synek James zmarli. Maluchy, ze względu na ciężki stan zdrowia, wymagały niemal bezustannej opieki.

Zobacz także: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Rodzina pozywa klinikę leczenia niepłodności

W październiku 1985 roku małżeństwo pozwało klinikę leczenia niepłodności Tyler Medical Clinic w Los Angeles, w której leczyła się Frustaci oraz dr Jaroslava Marika, którego oskarża się o popełnienie błędu lekarskiego.

Rodzina zarzuca, że Frustaci nie była odpowiednio monitorowana we wczesnym etapie ciąży i że dawka Pergonalu, którą otrzymała, była za wysoka.

Sprawa została rozstrzygnięta w 1990 roku. Każde z ocalałych siedmioraczków otrzymało jednorazowo 450 tys. dolarów oraz comiesięczną zapomogę na leczenie.

Problemy nie zniechęciły jednak pary do dalszego powiększania rodziny. W 1990 za sprawą kolejnych terapii Patricia urodziła zdrowe bliźnięta Jordana i Jaclyn.

Po urodzeniu siedmioraczków niektóre media krytycznie wypowiadały się o rodzinie Frustaci.

Jeżeli jest jedno dziecko, to świetnie. Bliźnięta są akceptowalne. Więcej dzieci to już zła medycyna – mówił w 1985 roku na łamach „The Miami Herald” dr Heather Irwin.

Zobacz także: Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach. Poznaj niezwykłą historię braci

Co teraz dzieje się z rodziną Frustaci?

W połowie lat 90. Patricia i Sam rozwiedli się. Mężczyzna cierpiał na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Troje z ocalałych siedmioraczków żyje do dziś i ma się dobrze. Patti wyszła za mąż i ma dwoje dzieci.

10 lutego 2018 roku świat obiegła wiadomość o śmierci matki siedmioraczków. Patricia Frustaci zmarła w wieku 63 lat. Przyczyną zgonu były powikłania związane ze zwłóknieniem płuc.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: New York Times

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.