Przejdź do treści

Warzywa sezonowe – zdrowe, ale czy bezpieczne?

Jesienią nasze organizmy potrzebują więcej witamin i składników mineralnych, by skutecznie walczyć z tak częstymi w tym okresie infekcjami i wirusami. Najlepszym źródłem witamin są warzywa i owoce, w tych sezonowych znajdziemy ich najwięcej. Przyzwyczailiśmy się, że obecnie większość świeżych produktów jest dostępna przez cały rok. Niestety są one często importowane z masowych upraw, gdzie stosuje się środki ochrony roślin i nawozy chemiczne. Powinniśmy zwrócić na to uwagę, zwłaszcza wybierając warzywa i owoce dla najmłodszych dzieci, których wrażliwe organizmy mają dużo niższą tolerancję na zanieczyszczenia i toksyny zawarte w żywności. Co powinniśmy zatem wiedzieć planując jesienne menu dla najmłodszych?

Sprawdź, jakie warzywa wybierać dla najmłodszych
Co jeść jesienią?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Substancje odżywcze i witaminy zawarte w sezonowych warzywach i owocach są w idealnych proporcjach, dzięki czemu korzystnie wpływają na nasz organizm. Wybierajmy to, co jest dostępne, najsmaczniejsze i wartościowe, czyli:

·         Buraki: wzmacniają organizm i odporność, ponadto są dobrym źródłem kwasu foliowego, niezbędnego szczególnie w czasie ciąży.
·         Marchew: witamina A w niej zawarta wpływa pozytywnie na wzrok, ponadto wzmacnia odporność.
·         Ziemniaki: są dobrym źródłem witaminy C, której wyjątkowo potrzebujemy w okresie jesiennych przeziębień oraz potasu. .
·         Dynia: to bogactwo witaminy A i luteiny pozytywnie wpływających na wzrok oraz pektyn i błonnika pokarmowego, wpływających pozytywnie na pracę przewodu pokarmowego.
·         Cukinia: zawiera potas i żelazo, jest łagodna w smaku i nie odkładają się w niej metale ciężkie, dlatego szczególnie polecana jest małym dzieciom.
·         Warzywa kapustne: kalafior, brokuły i kapusta zawierają bogactwo witamin i związków antyoksydacyjnych, zmniejszających ryzyko wielu chorób dzięki czemu są jednymi z najbardziej wartościowych warzyw.
·         Jabłka: są źródłem potasu i witaminy C, dzięki czemu wspierają organizm w walce z infekcjami
·         Gruszki: zawierają błonnik pokarmowy oraz jod, który pozytywnie wpływa na funkcjonowanie tarczycy.
Warto wiedzieć, że warzywa i owoce, które są dostępne przez cały rok, muszą najpierw zostać poddane procesowi oczyszczania i chemizowania, po których następuje woskowanie i konserwowanie. Do tego dochodzi transport, w którym produkty często tracą swoje wartości w związku z nieprawidłowymi metodami przewożenia. Niestety, im dłuższa jest droga warzywa, które z pola trafia na nasze stoły, tym więcej potrzeba zabiegów służących przedłużeniu przydatności do spożycia. Co prawda w przypadku warzyw sezonowych nie mamy wątpliwości co do metod konserwowania i transportu, ale wciąż nie mamy pewności w kwestii zawartości substancji szkodliwych. Jako konsumenci nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy warzywa i owoce, które kupujemy, nawet od lokalnych sprzedawców, nie zawierają niebezpiecznych dla najmłodszych dzieci zanieczyszczeń ani toksyn, Ładnie wyglądająca marchewka czy ziemniak nie gwarantuje bezpieczeństwa, zwłaszcza dla dzieci w pierwszych latach życia. Ich nie w pełni rozwinięte organizmy są dużo bardziej wrażliwe na działanie szkodliwych czynników, niż organizmy osób dorosłych. W ciągu 1000 pierwszych dni życia organizm dziecka ma specjalne wymagania żywieniowe i potrzebuje wartości odżywczych, witamin i składników mineralnych w odpowiednich proporcjach.

Obowiązujące normy

Warto wiedzieć, że ustalone prawnie normy zawartości pestycydów w produktach dla niemowląt i małych dzieci są nawet kilka tysięcy razy ostrzejsze niż w żywności dla dorosłych. Dla przykładu porównanie[1]:

Surowiec

Normy pozostałości pestycydów w żywności dziecięcej (mg/kg)

Normy pozostałości pestycydów w żywności „dorosłej” wg UE (mg/kg)

Ile razy ostrzejsza?

MARCHEW

0,01

30

3000x

ZIEMNIAK

30

5000x

JABŁKO

 

0,01

10

1000x

GRUSZKA

10

1000x

RYŻ

5

500x

PSZENICA

10

1000x

 
Niestety, nie jesteśmy w stanie gołym okiem rozpoznać, czy warzywa, które podajemy dziecku, takie normy na pewno spełniają.

Bezpieczny wybór i najwyższa jakość dla najmłodszych

Bez względu na porę roku dla dzieci poniżej 3. roku życia odpowiednie będą produkty przygotowane specjalnie z myślą o ich potrzebach żywieniowych, czyli z kategorii środków spożywczych przeznaczonych dla niemowląt i małych dzieci. Ich skład, jakość i proces produkcji jest ściśle regulowany przez normy Unii Europejskiej, a ich przestrzeganie jest kontrolowane na wielu etapach. Produkty takie zawierają odpowiednie proporcje składników odżywczych, na ich etykietach muszą znaleźć się informacje o pełnym składzie, wartości odżywczej, można znaleźć na nich również oznaczenie wieku dziecka, od którego można mu taki produkt podawać. Najważniejsze, by w posiłkach dla najmłodszych znajdowały się składniki ze sprawdzonego i pewnego źródła, od zaufanych dostawców, którzy bardzo dokładnie kontrolują swoje uprawy pod kątem zanieczyszczeń. Dzięki temu możemy być pewni, że nasze dziecko dostaje posiłki spełniające najwyższe normy bezpieczeństwa dla niemowląt, które odpowiadają jego wyjątkowym potrzebom żywieniowym.

Świadomy wybór

Komponując codzienne menu dla naszej rodziny, kierujmy się rozsądkiem i bezpieczeństwem. To najlepszy sposób na ochronę wrażliwych organizmów naszych dzieci. Tak jak podczas ciąży i karmienia piersią zapewniamy dziecku ochronę i wszystkie potrzebne mu składniki odżywcze, kontynuujmy te starania również w okresie, w którym mamy największy wpływ na jego rozwój. Wybierając produkty przygotowane z myślą o potrzebach najmłodszych dzieci, mamy pewność, że zapewniamy bezpieczeństwo niedojrzałym jeszcze organizmom. Więcej informacji na temat żywności przeznaczonej dla dzieci, znaleźć można na edukacyjnej platformie 1000dni.pl.
 
[1] Rozporządzenie Komisji Wspólnot Europejskich nr 149/2008 z dnia 29 stycznia 2008
Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Premie za szybkie urodzenie dziecka i emerytura za czwórkę dzieci. To założenia programu „Mama+”

Beata Szydło na kongresie PiS. W tle napis: Polska jest jedna /Ilustracja do tekstu: Program Mama+: premie za szybkie urodzenie dziecka i emerytura. Ale tylko dla wybranych
Źródło: YouTube

Dzieci i rodzina są fundamentem Polski i naszą przyszłością – mówiła wicepremier Beata Szydło podczas kongresu PiS w Warszawie, zapowiadając nowy program „Mama+”. Uwzględni on pakiet benefitów, które mają zachęcić kobiety do urodzenia i wychowania większej liczby dzieci. Żadna z tych propozycji nie odnosi się jednak do kobiet, które zmagają się z niepłodnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mama+” to pakiet rozwiązań zakładający m.in. premie za szybkie urodzenie drugiego dziecka. Wśród korzyści mają znaleźć się gwarantowane miejsca w żłobkach i przedszkolach oraz dodatkowe urlopy wychowawcze.

„Mama+” tylko dla płodnych i sprawnych

Ważną zmianą, za którą wiceminister zebrała gromkie brawa od publiczności kongresu, ma być zapewnienie darmowych leków dla kobiet w ciąży. Niestety, podczas kilkunastominutowego wystąpienia nie padło ani jedno słowo na temat dofinansowania leczenia kobiet, które zmagają się z niepłodnością – także wtórną. A ta – zgodnie z szacunkami – dotyczy co czwartej pary w wieku rozrodczym i skutecznie utrudnia szybkie zajście w kolejną ciążę.

Minimalna emerytura, ale dopiero od czwartego dziecka

Innym pomysłem, którym Prawo i Sprawiedliwość chce zawalczyć o głosy Polek, jest zabezpieczenie emerytalne dla matek, które nie pracowały zawodowo i wychowały przynajmniej czworo dzieci.

– W momencie, kiedy [taka mama – przyp. red.] osiągnie wiek emerytalny, otrzyma najniższą emeryturę, którą wypracowała właśnie w ten sposób, że opiekowała się i wychowywała swoje dzieci – mówiła Beata Szydło.

CZYTAJ TEŻ: Premier przyznała emeryturę nigdy niepracującej zawodowo matce piętnaściorga dzieci

Internauci zwrócili uwagę, że przedstawiając wstępne założenia programu „Mama+”, wicepremier nie uwzględniła m.in. postulowanych od dawna minimalnych emerytur dla matek dzieci z niepełnosprawnością. Zapowiedziała natomiast udogodnienia dla studiujących mam: w postaci indywidualnego toku studiów, urlopów dziekańskich i specjalnych programów stypendialnych. Dodała, że program Prawa i Sprawiedliwości powstał po „wysłuchaniu trosk, uwag i potrzeb Polaków”.

Źródło: pis.org.pl, wp.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Czy endometrioza uprawnia do otrzymania renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Od 20 lat pomagają opuszczonym maluchom. Bo „samotność nie jest dla dzieci”

Zapłakane dziecko /Ilustracja do tekstu: Fundacja Gajusz i Tuli Luli pomagają opuszczonym dzieciom. Bo samotność nie jest dla dzieci
Fot.: Pixabay.com

Gdy leczenie jej kilkumiesięcznego syna na szpitalnym oddziale onkologicznym przedłużało się o kolejne tygodnie, w akcie desperacji i deficytu nadziei Tisa postanowiła przekupić Boga. Obiecała, że założy fundację, by pomagać dzieciom, przy których nie ma rodziców. Żeby żaden maluch nie umierał samotnie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jej syn Gajusz urodził się 2 lipca 1996 roku. – 10 punktów w skali Apgar i 4 kilogramy szczęścia – wspomina. Ale czysta radość nie trwała długo. Kilka miesięcy po narodzinach niemowlę poważnie zachorowało.

– Mam przed oczyma bobix, czyli plastikową, przezroczystą tubę, w której robili mojemu dziecku RTG płuc. Pamiętam pielęgniarkę i słyszę jej słowa: „Mam noworodka w ciężkim stanie!”. Nie mogę przypomnieć sobie lekarza ani tego, co wtedy powiedział. Mój mąż zapytał, czy dziecko przeżyje. Byłam wściekła, że w ogóle mógł pomyśleć o czymś tak strasznym – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatowska, założycielka Fundacji Gajusz.

Na oddziale onkologicznym spędzili wiele tygodni. Sami, bez wsparcia personelu, bo w tamtych czasach rodziców nie traktowano podmiotowo. Lekarz prowadzący nie rozmawiał, niewiele tłumaczył. W sali obok umierała samotnie podopieczna domu dziecka, dwuletnia Paulinka, chora na białaczkę. Jej odejście bardzo bolało i przerażało.

Wiosną 1997 r. choroba nadal atakowała Gajusza. Wtedy, w akcie desperacji, histerii i deficytu nadziei, Tisa postanowiła przekupić Boga. Obiecała, że założy fundację, by pomagać dzieciom, przy których nie ma rodziców. Żeby ani jedna Paulinka nie umierała już samotnie. Kilka dni później jej syn wyzdrowiał. Tak po prostu.

Przeczytaj również: Walczył z nowotworem, aby poznać najmłodszą siostrę

20 lutego 1998 roku odebrałam dokumenty z sądu w Warszawie. Miałam 28 lat i 12 dni – wspomina. – Nie miałam żadnej merytorycznej wiedzy, ale postanowiłam zdobyć jej jak najwięcej i jak najszybciej.

Dobry duch, który utuli

24 grudnia 2002 roku przy Fundacji Gajusz powstał NZOZ psychologiczny, a 5 stycznia 2005 roku – hospicjum domowe. W 2012 roku odbyła się szalona przeprowadzka do remontowanego jeszcze budynku przy ulicy Dąbrowskiego 87. W 2013 roku powstał tam Pałac – Hospicjum Stacjonarne dla Dzieci i Hospicjum Perinatalne.

Najnowsze „dziecko” Gajusza narodziło się październiku 2016 rok. To Tuli Luli, czyli Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny, który opiekuje się opuszczonymi dziećmi w wieku od 3 dni do roku. – W dniu otwarcia myślałam o zmarłej w grudniu 1996 roku Paulince, dwuletniej dziewczynce z domu dziecka. Czułam, że to jej dobry duch czuwa nad Tulisiami – mówi Tisa.

Pierwszy mieszkaniec Tuli Luli niedawno skończył rok, najmłodszy ma zaledwie parę dni. W ciągu kilkunastu miesięcy działania ośrodka preadopcyjnego utulonych zostało tu ponad 30 dzieci. Większość z nich już jest lub za chwilę będzie z nowymi rodzicami. Dzięki systematycznej pracy całego zespołu dwoje dzieci wróciło do rodzin biologicznych. Tych emocjonujących chwil jest tak wiele, że trudno je zliczyć.

– Nigdy nie zapomnę dnia, w którym pojawiła się u nas pewna mała istotka – mówi Jolanta Kałużna, dyrektor Tuli Luli. – Ważyła ledwie 2 kilogramy, chowała się w ubrankach i beciku. Drobna twarzyczka z przepięknym uśmiechem. Nadal z zaufaniem do dorosłych, pomimo przeżytych trudnych chwil – rozstania z mamą oraz miesięcznego samotnego pobytu w szpitalu.

Maleńka skradła serca wielu opiekunów ośrodka, ale tylko trzech dostąpiło zaszczytu tulenia i całowania tycich stópek. Dlaczego? Bo w Tuli Luli nie panuje zasada „im więcej, tym lepiej”, tylko: „zawsze pomyśl o dziecku”. Owszem – całowania maluszka nigdy dość, ale całowania odpowiedzialnego, z podobnym naciskiem, zapachem i delikatnością. Układ nerwowy dziecka nie lubi chaosu, tylko powtarzalność i pewien porządek. W Tuli Luli dbają o to specjaliści, opiekunki i wolontariusze. Ludzie wyjątkowi, z sercem na dłoni, ale też z ogromnym doświadczeniem i wiedzą.

Tuli Luli, czyli namiastka domu

Narodziny dziecka w każdym domu powodują zmiany. A co się dzieje, gdy – jak w Tuli Luli – pojawia się 20 dzieci? W tej sytuacji potrzebne są ręce do pracy. Tylko dzięki nim mogła powstać wózkownia, czyli garaż dla niemowlęcych wózków. Nie sposób przecież trzymać ich aż tylu w pokoikach. Przy wyjściu z ośrodka pojawił się też taras, aby maluchy mogły łapać każdy promień słońca. Konieczne okazało się kupno 7-osobowego samochodu, by wygodnie i bezpiecznie dojeżdżać na zajęcia dla bobasów, konsultacje medyczne czy basen.

Ale Tuli Luli to nie jest idealne miejsce dla maluszków – takim byłby tylko kochający dom. Skoro jednak muszą znaleźć się na pewien czas w ośrodku, to niech on będzie wystarczająco dobry dla nich. Dobry, czyli z rodzinną atmosferą, ciepłymi ludźmi, przyjazną przestrzenią.

Dziś Fundacja Gajusz codziennie otacza opieką ponad 200 dzieci, ma prawie 60 000 fanów na Facebooku i współpracuje z niemal setką specjalistów (lekarze, pielęgniarki, psychologowie, rehabilitanci, duchowni, opiekunki, wychowawcy, salowe, księgowe, pracownicy działu obsługi darczyńcy, prawnicy, koordynator wolontariatu, pracownicy socjalni, logopedzi, sekretarka, graficy) oraz z wolontariuszami. Pomoc świadczona jest wyłącznie dzięki darczyńcom.

Chcesz wspomóc Fundację Gajusz?
Przekaż 1% swojego podatku: KRS 0000 109 866

Więcej informacji na temat działalności Fundacji Gajusz na coteraz.org.

POLECAMY TEŻ: WOŚP wesprze dziecięcą psychiatrię. Oddziały wyglądają, jakby zatrzymały się w czasie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Znana marka odzieżowa zatrudniła małych modeli z niepełnosprawnością. Bo etykietki nie są dla dzieci!

Modelka z niepełnosprawnością w kampanii Labels Are For Clothes (River Island)
mat. River Island

Brytyjska marka River Island we współpracy z organizacją charytatywną Ditch The Label uruchomiła niezwykłą kampanię pod hasłem „Etykietki są do ubrań, nie dla ludzi”. Wystąpiły w niej m.in. dzieci z niepełnosprawnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do zdjęć, które mają promować prorównościową postawę marki River Island i przeciwdziałanie stereotypom, zapozowały dzieci w wieku 2-10 lat. Szóstka z nich zmaga się z niepełnosprawnością. 5-letni Teddy ma MPD, 4-letni Gabriel i 6-letnia Cora – zespół Downa, a 10-letnia Lois – rzadki zespół de Grouchy’ego, a 7-letnia Lily urodziła się z chorobą mitochondrialną.

– Modele, którzy wzięli udział w kampanii „Labels Are For Clothes”, zostali wybrani tak, by odzwierciedlić różnorodność, którą reprezentują nasi klienci, (…) i pokazać, że bycie innym jest jak najbardziej w porządku – wyjaśnia rzecznik prasowy River Island.

Użyj hashtagu i przekaż funta na przeciwdziałanie wykluczeniu

Kampania „Labels Are for Clothes” została zainaugurowania z okazji 30-lecia River Island. Towarzyszy jej kolekcja T-shirtów z hasłem #LabelsAreForClothes. Trzy funty z każdej takiej koszulki zastaną przeznaczone na działania fundacji Ditch The Label przeciwko wykluczeniu społecznemu i przemocy. Dodatkowo marka przekaże organizacji jednego funta za każdorazowe użycie hashtagu #LabelsAreForClothes w mediach społecznościowych.

Warto dodać, że to już kolejna akcja organizowana przez River Island na rzecz zwiększenia reprezentatywności osób z chorobami rzadkimi i niepełnosprawnością. W październiku ub.r. twarzą marki został Joseph Hale, 11-letni chłopiec z zespołem Downa i dyspraksją (czyli tzw. syndromem niezgrabności).

– Mamy nadzieję, że inne marki zainspirują się przykładem River Island i również zechcą pokazać różnorodność, która cechuje nasze społeczeństwo. Zależy nam, by ukazywanie niepełnosprawności stało się normą w świecie reklamy. Ciężko pracujemy, by tak się stało – mówią Laura Johnson i Zoe Proctor, przedstawicielki agencji Zebedee Management, która reprezentuje małych modeli z niepełnosprawnością.


Koszulki z kolekcji „Labels Are For Clothes” można nabyć za pośrednictwem strony www.riverisland.com. Firma dostarcza je do ponad 100 krajów na świecie.

Źródło: ditchthelabel.org, riverisland.com

POLECAMY TEŻ: Gwiazda „Seksu w wielkim mieście”: to przez serial nie miałam dzieci

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Znikną szpitalne opłaty za pobyt rodziców przy dziecku? Tego chce resort zdrowia

Mężczyzna przytula noworodka/ Ilustracja do tekstu:Jak leczyć niepłodność idiopatyczną u mężczyzn
fot. Pixabay

Pobyt dzieci w szpitalu wiąże się z dużym stresem – również dla rodziców. Wielu z nich towarzyszy maluchom w tym trudnym doświadczeniu, by wesprzeć je w procesie zdrowienia. Niestety, w wielu przypadkach obecność rodzica na oddziale jest równoznaczna z koniecznością poniesienia opłaty – wynoszącej zwykle kilkanaście złotych za dobę. Resort zdrowia chce to zmienić i zapowiada nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Obowiązująca ustawa umożliwia pobieranie opłat przez podmioty lecznicze. I byłoby to zrozumiałe  oraz  logiczne, gdyby [opłaty te – przyp. red.] dotyczyły konkretnych świadczeń dodatkowych, a nie samego przebywania rodzica przy dziecku. To musi zostać zmienione – zapowiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski podczas konferencji w Ministerstwie Zdrowia.

CZYTAJ TEŻ: Kampania „Zaszczep swoje dziecko. Nie pozwól powrócić chorobom zakaźnym”. Czy grozi nam epidemia odry i krztuśca?

Bez opłat za sam pobyt rodziców w szpitalu, możliwe opłaty za usługi

Jak dodała wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko, w nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta znajdzie się zapis, który zamknie dyrektorom szpitali drogę do pobierania opłat za sam pobyt rodziców w szpitalu. Opłaty będą mogły być pobierane tylko za korzystanie z dodatkowych usług (takich, jak wymiana pościeli czy wyżywienie), a ich wysokość będzie musiała opierać się na rzeczywistych kosztach.

Minister zdrowia podkreślił, że możliwość przebywania z dzieckiem w szpitalu należy do praw rodzica oraz małego pacjenta, a nakładanie opłat w tej sytuacji jest niewłaściwe. Dodał też, że wsparcie okazane dziecku wspomaga jego powrót do zdrowia i poprawia rokowania.

– Wychodzimy z projektem legislacyjnym, żeby raz na zawsze, jasno i czytelnie powiedzieć: za pobyt rodzica z dzieckiem nie pobieramy żadnych opłat – podsumował minister Szumowski.

Źródło: mz.gov.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.