Przejdź do treści

W poszukiwaniu standardów

Czym są standardy medyczne? Gdzie można je znaleźć i czy zawsze postępowanie zgodnie ze standardami jest słusznym rozwiązaniem? Od czego zacząć poszukiwania?

W przypadku leczenia niepłodności możemy mówić o kilkuset standardach postępowań medycznych w zależności od specyfiki konkretnego kraju. Mimo iż jest ich tak wiele, nie są one wobec siebie sprzeczne. Najpowszechniejsze standardy (np. światowe) są, siłą rzeczy, najbardziej ogólne. Dopiero na poziomie krajowym zyskują uszczegółowienie i uzgadniane są z lokalnym prawem, sytuacją epidemiologiczną, kulturą, potrzebami pacjentów i praktyką lekarzy. Na przykład w przypadku azoospermii światowym standardem postępowania będzie skorzystanie z nasienia dawcy, o ile oczywiście parze zależy na poczęciu i urodzeniu dziecka. Jednak np. w Egipcie zgodnie z wydanymi przez Wielkiego Szejka Egiptu fatwami (pisemnymi opiniami wysokiego uczonego, które wyjaśniają dany problem teologiczny lub etyczny i obowiązują wszystkich zwolenników) dotyczącymi medycyny wspomaganego rozrodu, zapłodnienie in vitro jest dopuszczalne tak długo, jak długo małżonkowie korzystają jedynie z własnych gamet. Tym samym standardem postępowania medycznego w Egipcie stały się wyłącznie homologiczne metody zapłodnienia (para korzysta tylko ze swoich komórek jajowych i plemników), ponieważ poczęcie dziecka zgodnie z religijnymi wytycznymi ma duże znaczenie dla egipskich par. W taki właśnie sposób lokalna kultura, w tym przypadku prawo religijne, może wpływać na treść lokalnych standardów medycznych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W Polsce również mamy lokalne standardy medycyny wspomaganego rozrodu, są one zgodne ze światowymi wytycznymi, choć niektóre zagadnienia są w nich potraktowane bardzo skąpo (np. dawstwo komórek jajowych). Zostały wydane przez Sekcję Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego PTG SPiN i przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu PTMR. Noszą odpowiednio tytuły „Postępowanie medyczne z niepłodną parą” i „Algorytmy diagnostyczno-lecznicze w niepłodności”. Nie są one obowiązkowe, tzn. nie można prawnie rozliczyć lekarza ze szczegółów ich wykonania lub niewykonania, ale wyznaczają standard prawidłowego postępowania, diagnozowania i leczenia niepłodności w Polsce. Ministerstwo Zdrowia uznało te wytyczne za złoty standard i w trwającym właśnie Programie Refundacyjnym zapisało wymóg ich przestrzegania, ciążący na wszystkich ośrodkach, które biorą udział w programie refundacji.

Dodatkowo w 2004 r. wydano „Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w zakresie wybranych patologii wczesnej ciąży oraz postępowania w ciąży po zapłodnieniu in vitro”. To właśnie w tym dokumencie pada słynne zdanie, na które często powołują się ciężarne pacjentki szukające ostatecznego argumentu, który przekona położnika o wystawieniu skierowania na cesarskie cięcie:

„Opieka perinatologiczna nad ciężarnymi po programach zapłodnienia pozaustrojowego, niezależnie od standardów obowiązujących dla fizjologicznej ciąży samoistnej, powinna dodatkowo wyróżniać się [w sposobie zakończenia ciąży]:
– w ciąży wielopłodowej: cięciem cesarskim,
– w ciąży jednopłodowej: zgodnie z sytuacją położniczą, jednak z uwzględnieniem życzenia ciężarnej dotyczącego cięcia cesarskiego”.

Co to oznacza dla pacjentek? Otóż to właśnie, że ich sytuacja psychologiczna oraz towarzyszące im obawy mają znaczenie dla rozwiązania ciąży i powinny być wzięte pod uwagę przez lekarzy położników. Ten standard wyraża też przekonanie, że ciąża osiągnięta w wyniku długich starań jest ciążą szczególnej opieki nad matką i dzieckiem, może towarzyszyć jej wyższy poziom stresu niż przy ciąży pary płodnej i sytuacja ta powinna być potraktowana z całą medyczną powagą, a nie zaliczana do kategorii pacjenckich kaprysów.

[…]

Standardy i co dalej?

Dzięki standardom możemy się dowiedzieć, jakie działania obowiązują w przypadku diagnozowania i leczenia konkretnej przypadłości. Wzbogaca to naszą wiedzę i pomaga zbudować lub wzmocnić kontrolę nad własnym leczeniem, która dla większości pacjentów jest bardzo ważna. Dzięki temu czują się pewniej i chętniej współpracują z lekarzem. Kolejną korzyścią jest porównanie tego, jak być powinno, z tym, jak jest: czy jesteś leczony zgodnie ze standardami? […]

Całość tekstu przeczytasz w 8 numerze magazynu

Anna Krawczak

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Mieszkańcy zebrali brakujące podpisy pod inicjatywą „In vitro dla krakowian”

brakujące podpisy pod inicjatywą "In vitro dla krakowian"
fot. Fotolia

Mieszkańcy Krakowa walczą o dofinansowanie in vitro przez miasto. Właśnie udało im się zebrać brakujące podpisy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od kwietnia zeszłego roku mieszkańcy Krakowa zbierali podpisy pod obywatelskim projektem uchwały „In vitro dla krakowian”. Do grudnia udało im się zebrać 4,5 tys. głosów, jednak prawie połowa z nich okazała się nieważna.

Po weryfikacji stwierdzono, że ogromną część głosów złożyły osoby spoza Krakowa. Dodatkowo wiele osób podało niepoprawny pesel, zły adres lub w ogóle nie wskazano adresu zamieszkaniu.

Zobacz także: „In vitro dla krakowian” nie wystartuje? Ponad połowa głosów nieważna

Zebrali brakujące podpisy pod inicjatywą „In vitro dla krakowian”

Na zebranie brakujących podpisów wyznaczono inicjatorom akcji trzy tygodnie. Jak zaznacza Nina Gabryś, jedna z inicjatorek „In vitro dla krakowian”, nawet w razie ewentualnych błędów, podpisów jest na tyle dużo, że powinny one wystarczyć na przyjęcie projektu pod obrady.

Podpisy złożono w środę w Radzie Miasta. Jeżeli urzędnicy rozpatrzą je pozytywnie, w ciągu trzech miesięcy uchwała zostanie wprowadzona pod obrady.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.gazetakrakowska.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Szczepienie przeciwko odrze pomaga dzieciom bardziej, niż sądzono

Noworodek /Ilustracja do tekstu" Szczepienie przeciwko odrze chroni dzieci bardziej, niż sądzono"
Fot. fotolia

Coraz więcej osób kwestionuje dziś zasadność szczepionki przeciwko odrze. Tymczasem wyniki najnowszych badań pokazują, że chroni ona nie tylko przed tą chorobą, ale też przed wieloma innymi zagrożeniami dla zdrowia – czytamy w piśmie „Frontiers in Public Health”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prewencja odry, gruźlicy, błonicy, tężca, krztuśca i polio od wielu lat jest na liście priorytetów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która prowadzi akcje społeczne promujące szczepienia. Mimo tych działań, odsetek osób, które nie szczepią dzieci, stale rośnie.

Decyzja o niepodawaniu szczepionki nie pozostaje jednak bez wpływu na zdrowie dzieci. Jak wynika z danych udostępnionych przez ECDC, w 2017 roku w krajach Unii Europejskiej odnotowano trzykrotny wzrost zachorowań na odrę w stosunku do roku 2016. Spośród 13 610 chorych, których danymi dysponowali badacze, aż 87% nie otrzymało szczepień, a 8% – tylko jedną dawkę. Największy odsetek pacjentów z odrą (96%) odnotowano w grupie małych dzieci, które nie ukończyły jeszcze pierwszego roku życia.

Szczepienie przeciwko odrze szczególnie korzystne dla chłopców

Tymczasem pozytywny wpływ szczepień na zdrowie wykazano w wielu badaniach. Ostatnie, które przeprowadzili specjaliści z Navrongo Health Research Centre w Ghanie, sugerują, że szczepienia przeciwko odrze są bardzo skuteczne – i to nie tylko na samą odrę.

Szczegółowa analiza, która trwała przez 17 lat, objęła 38 tys. dzieci z Ghany. Część z nich została przed laty zaszczepiona przeciwko odrze po wcześniejszym szczepieniu DTP3 (przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi). Pozostałe dzieci nie zostały objęte szczepieniem na odrę.

Jak się okazało, dzieci z pierwszej grupy miały o 28 proc. większe szanse na przeżycie 12 miesięcy. Pięć lat po urodzeniu różnica ta była wciąż wysoka – wynosiła 18 proc. Co ciekawe, efekt ochronny nie ograniczył się tylko do odry – mniejsze wskaźniki śmiertelności odnotowano też w odniesieniu do innych chorób.

Ponadto badanie naukowców z Ghany wykazało, że u chłopców działanie szczepień przeciwko odrze było jeszcze korzystniejsze niż w ogólnej populacji dzieci. Jak zauważyli badacze, chłopcy, którzy nie otrzymali tego szczepienia, mieli o 69% wyższe ryzyko śmierci w kolejnych 12 miesiącach. W wieku 5 lat różnica w śmiertelności u chłopców nieszczepionych i szczepionych wynosiła 43%. Przyczyny tych zależności nie są na razie znane. Potrzeba kolejnych badań, które pozwoliłyby to sprawdzić.

Kluczowa kolejność szczepień

Warto zauważyć, że szczepionkę przeciwko odrze podawano po trzeciej dawce szczepionki DTP3 przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi – zgodnie z zaleceniami WHO. Podejrzewa się, że za ochronny efekt może odpowiadać również właśnie taka kolejność szczepień.

Dr Paul Welaga, który kierował badaniami, zauważa, że nowe odkrycia mogłyby być wskazaniem do kontynuacji szczepień nawet w przypadku całkowitej eliminacji odry.

Źródło: PAP, mp.pl

Polecamy także: Kampania „Zaszczep swoje dziecko. Nie pozwól powrócić chorobom zakaźnym”. Czy grozi nam epidemia odry i krztuśca?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czym jest rodzicielska miłość?

rodzicielska miłość
fot. Pixabay

To, czego nie brakuje w każdym niemal rodzicielstwie to miłość. Kochamy swoje dzieci bardziej niż możemy to wyrazić słowami, chcemy dla nich jak najlepiej, staramy się, poświęcamy. Jak więc to się dzieje, że tak wielu dorosłych ma poczucie, że nie byli kochani w dzieciństwie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Być może wiąże się to z faktem, że choć miłość do dzieci jest niezaprzeczalna, to równie silne są inne aspekty rodzicielstwa: zmęczenie, frustracja, samotność, zmartwienia. I chyba głównie to dzieci odczuwają i to właśnie widzą. Miłość wówczas nie znika, ale rzeczywiście bardzo trudno ją okazać i poczuć.

Rodzicielska miłość – czego brakuje?

Psycholodzy zauważają, że to, czego brakuje dziś dzieciom, to poczucie, że są dla rodziców źródłem radości. Bo rzeczywiście, gdyby się zastanowić, to jak często czujemy autentyczną przyjemność z przebywania z własnym dzieckiem? A jeśli rodzic nie czuje wiele więcej niż to, że ma dziecko nakarmić, ubrać i zadbać o jego bezpieczeństwo – wszystkie te sprawy są bardzo ważne – to również dziecko tego nie poczuje.

W codzienności, kiedy musimy pogodzić wiele spraw, kiedy trzeba pracować, zarabiać, dbać o dom, bardzo trudno zatrzymać się i pobyć z dzieckiem. A jeszcze trudniej odczuwać przy tym autentyczną przyjemność. Mamy jednak szereg możliwości, żeby nawiązać więź z dzieckiem, w której poczuje, że jest ważne, a bycie z nim może dawać drugiej osobie prawdziwą radość. I możemy to robić od pierwszych dni życia dziecka.

Zobacz także: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed 

Przyjemność płynąca z czynności pielęgnacyjnych? Czemu nie!

Magda Gerber, która pracowała z najmłodszymi dziećmi,  zwracała uwagę na funkcję czynności pielęgnacyjnych. Dziecko ma zmienianą pieluszkę tysiące razy w ciągu pierwszych lat życia. „Dlaczego nie miałaby to być czynność przyjemna dla obu stron?”, pytała Gerber.

Możemy się spieszyć, odwracać uwagę dziecka, w taki czy inny sposób przymusić je do współpracy. Ale możemy też zwolnić i z dużą uwagą, rozmawiając z dzieckiem, zwracając uwagę na sygnały od niego płynące, zmieniać mu pieluszkę, myć, karmić, czy też dokonywać innych czynności pielęgnacyjnych.

Magda Gerber nie bez racji uważała, że jest to szczególny czas, kiedy możemy dziecku okazać szacunek, ale również pokazać, jak wiele radości sprawia nam przebywanie z nim. Uważała również, że jest to moment, kiedy dziecko „ładuje akumulatory” emocjonalne.

Dzieje się tak dlatego, że przez te kilka czy też kilkanaście minut dziecko ma naszą pełną uwagę. Co też jest dla niego znacznie bardziej korzystne niż godziny, które z nim spędzamy jednocześnie czytając książkę, sprawdzając coś w Internecie lub rozmawiając przez telefon.

Inny sposób na czerpanie radości z bycia z dzieckiem zaproponowała Patty Wipfler, założycielska Hand in hand parenting, kalifornijskiej organizacji non profit. Wipfler opracowała metodę Special Time, Wyjątkowy Czas, choć pewnie każdy rodzic i dziecko mogą znaleźć własną nazwę. Pomysł stojący za Wyjątkowym Czasem jest dość prosty, a jednocześnie mocno niedoceniany.

Zobacz także: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Rodzicielska miłość – znajdź kilka minut wyłącznie dla dziecka

Znajdź w ciągu dnia, każdego dnia, 10 lub 15 minut – mówi Wipfler – tyle ile możesz na początek i przeznacz ten czas dziecku. Niech ono zdecyduje, co będziecie robić. Niech to będzie wyłącznie jego decyzja, niech ono zaproponuje zabawę.

To bardzo ważne, żeby w tym czasie rodzic nie robił nic innego, nawet z pozoru błahych rzeczy, nie odpływał myślami do innych spraw. Warto wyłączyć telefon, radio, telewizor, nie zaglądać do Internetu. Skupić się na dziecku, zobaczyć i doświadczyć tego, co ono nam mówi. Przyjrzeć się zabawie i być w niej. Śmiać się.

Pewnie niejeden rodzic uważa, że przecież w ciągu dnia spędza w ten sposób z dzieckiem nie 15 minut, ale całe godziny. Na pewno tak jest. Przecież wszyscy w którymś momencie wracamy z pracy, szkoły, przedszkola. Jesteśmy razem, ale czasem bardziej mieszkamy we wspólnym pomieszczeniu niż jesteśmy razem. Rozpraszaczy uwagi jest mnóstwo. Poczucie bycia ważnym, ważniejszym niż telefon czy pranie, rozmywa się.

Zobacz także: Brak dostrojenia między matką a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Zaskakujące rezultaty Wyjątkowego Czasu

Jedna z mam, która zdecydowała się sięgnąć po ten sposób nawiązywania więzi ze swoimi dziećmi opisała dość niezwykłe wydarzenie.  Postanowiła zabrać swoich synów, 5 i 7-letniego do parku rozrywki. Wyprawa miała im zabrać cały dzień. Po powrocie dzieci musiałyby od razu pójść spać. To oznaczałoby, że tego dnia nie mieliby specjalnego czasu z mamą.

Chłopcy po krótkiej naradzie zdecydowali, że wolą wyjechać z parku rozrywki dwie godziny wcześniej i mieć swoje Special Time. Było to dla niej niemałym zaskoczeniem. Mieli przecież stracić zaledwie jeden dzień i to na rzecz innych, bardzo przyjemnych aktywności.

Można sobie wyobrazić, że nie jest to historia przesadzona. Dzieci od pierwszych minut życia dążą do relacji. Kiedyś uważano, że najważniejszym i najbardziej pierwotnym instynktem człowieka jest zaspokojenie głodu. Dziś wiemy, że jest to potrzeba bycia w relacji. Nie doceniamy tego. Bagatelizujemy. A może nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby być naprawdę blisko, autentycznie cenić dziecko – najważniejszą dla nas osobę.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Urlopy rodzicielskie, badania genetyczne, a może… in vitro? Na jakie benefity mogą liczyć polscy pracownicy?

Pracownicy podczas pracy przy laptopie
Fot. Pixabay.com

Z badań wynika, że blisko 80% firm działających w Polsce oferuje swoim pracownikom pozapłacowe systemy motywacji. Jak te benefity wypadają na tle Europy oraz świata i czy jest szansa, by znalazło się wśród nich dofinansowanie in vitro? Postanowiliśmy to sprawdzić.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dofinansowanie leczenia niepłodności i technik wspomagania rozrodu, które dla wielu osób są jedyną szansą na rodzicielstwo, to inicjatywa niezwykle istotna i potrzebna społecznie. Różnorodne formy wsparcia dla pracowników, którzy przygotowują się do zabiegu in vitro, stają się powoli standardem w krajach europejskich i USA.

Przykład idzie z Zachodu

Wiele amerykańskich korporacji oferuje dofinansowanie in vitro z budżetu firmy. Należą do nich przede wszystkim giganci z branży technologicznej: Facebook, Apple, Google, Intel i Microsoft, ale nie tylko. Wsparciem tego typu mogą poszczycić się także m.in. Deloitte, Deutsche Bank, Mastercard, Tesco i EY. Niektóre duże przedsiębiorstwa (m.in. Johnson&Johnson USA i Discovery Communications) idą o krok o dalej – gwarantują pokrycie wszystkich kosztów, które pracownik poniósł w związku z procedurą in vitro.

Z dobrych praktyk słynie też amerykański Starbucks, który od ponad roku oferuje dofinansowanie in vitro nawet pracownikom zatrudnionym na pół etatu. Dyrektor generalny przyznaje nawet, że spółka wydaje więcej na ubezpieczenie zdrowotne swoich pracowników niż… na ziarna kawy. Wszystkie wymienione firmy mają swoje oddziały w Polsce, ale ich polityka socjalna nie jest, niestety, globalna.

Zobacz również: Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

Mniejsze przedsiębiorstwa w USA od kilkunastu miesięcy mogą korzystać ze wsparcia programu Carrot Fertility, który oferuje pracodawcom m.in. dofinansowanie inseminacji domacicznej oraz in vitro w ramach benefitów pracowniczych.

In vitro w ramach benefitów pracowniczych – czy w Polsce jest to możliwe?

Czy podobne rozwiązania byłyby możliwe również na gruncie polskim? Z formalnego punktu widzenia – nic nie stoi na przeszkodzie. Sieci prywatnych poradni medycznych nie zamykają się na niestandardową współpracę z pracodawcami i pracownikami. Podkreślają, że szeroki zakres usług, które świadczą, pozwala odpowiedzieć na różnorodne potrzeby pacjentów.

– Zdrowie naszych pacjentów jest dla nas najważniejsze. Dlatego zawsze jesteśmy otwarci na dyskusje z klientami na temat sposobów realizacji różnych zakresów opieki medycznej, wynikających ze zgłaszanych przez pacjentów potrzeb zdrowotnych – podkreśla Arkadiusz Tatar, dyrektor medyczny ds. opieki ambulatoryjnej Grupy LUX MED.

Polski pracodawca – nie taki straszny, jak go malują

W ostatnich latach wiele zmieniło się także w nastawieniu samych pracodawców. Jak wynika z badania zrealizowanego przez Sedlak&Sedlak, już trzy na cztery firmy działające w Polsce proponują pozapłacowe systemy motywacji. Przeważnie są to szkolenia, możliwość pracy w systemie home office, a także pakiety sportowe i medyczne.

Chociaż te ostatnie przewidują zazwyczaj podstawowy zakres opieki zdrowotnej, część pracodawców decyduje się na ich rozszerzenie o bardziej kosztowną diagnostykę i zabiegi. Czy mogłoby zatem znaleźć się wśród nich dofinansowanie in vitro? Być może – problem w tym, że z takimi prośbami nie zgłaszają się sami pracownicy. Tymczasem oferta benefitów tworzona jest niejednokrotnie w oparciu o ich zapotrzebowanie (m.in. w tzw. systemie kafeteryjnym).

– W Polsce nie mieliśmy jak dotąd próśb ze strony pracowników dotyczących in vitro. W związku z powyższym nie mieliśmy okazji, aby tę kwestię rozważać – przyznaje Ewa Rzeczkowska, rzeczniczka prasowa polskiego Deloitte.

Rzeczkowska podkreśla jednocześnie, że firma, którą reprezentuje, uważnie słucha swoich pracowników i wyraża troskę o ich zdrowie. W ostatnim czasie wszystkim zainteresowanym pracownikom sfinansowano m.in. badania genetyczne ukierunkowane na określenie stopnia ryzyka zachorowania na nowotwór piersi, jajników lub prostaty. To cenne wsparcie medyczne, które pokazuje, że polskie firmy coraz bardziej otwierają się na potrzeby zdrowotne swoich pracowników.

Zbuduj społeczność

Wiele przedsiębiorstw dostrzega także wagę dodatkowych świadczeń rodzicielskich – dzięki nim może m.in. przyciągnąć i zatrzymać najlepszych specjalistów. Benefitami pracowniczymi, które są przez nich najbardziej pożądane, są żłobki i przedszkola na terenie pracy, wyciszone i komfortowe sale przeznaczone dla mam karmiących, ale też dodatkowe urlopy na naukę i opiekę nad dziećmi. Z duchem czasu idzie choćby polski oddział Microsoft.

– Niedawno dodaliśmy do szerokiego wachlarza benefitów pracowniczych w Microsoft w Polsce wydłużony do 6 tygodni urlop rodzicielski dla ojców oraz rodziców adopcyjnych. Oznacza to, że ojcowie mogą cieszyć się nie tylko gwarantowanymi przez Kodeks pracy 2 tygodniami urlopu ojcowskiego, ale także dodatkowymi 4 tygodniami, które pozwalają zbudować bliższą więź z dziećmi – mówi nam Joanna Frąckowiak z Microsoft. – W przypadku rodziców adopcyjnych mogą z tego benefitu korzystać pracownicy obojga płci. Dodatkowo pracownicy Microsoft w Polsce mogą korzystać również z 4 tygodni płatnego urlopu opiekuńczego w sytuacjach poważnego zachorowania bliskiego członka rodziny – dodaje.

Zwiększanie takiego wsparcia ponad zakres wymagany prawem to bardzo pozytywny trend, świadczy bowiem o rosnącej wrażliwości społecznej pracodawców. Jak zatem nakłonić ich do wsparcia – finansowego i społecznego – naszych przygotowań do procedury in vitro? Warto zastosować się do rady udzielonej przez Katie Evans-Reber, specjalistki HR w amerykańskim start-upie Gusto.

– Przede wszystkim: zbuduj społeczność. Im więcej osób chce określonej korzyści, tym bardziej prawdopodobne jest, że pracodawca weźmie pod uwagę twoje postulaty – podpowiadała w rozmowie z magazynem Forbes.

Dofinansowanie in vitro przez firmę: jest jeszcze fundusz socjalny

Pamiętajmy również, ze pracodawcy z jednostek budżetowych i samorządowych oraz ci, którzy zatrudniają powyżej 50 pracowników, dysponują tzw. zakładowym funduszem świadczeń socjalnych. Środki, które są w nim gromadzone, umożliwiają pracownikowi uzyskanie wsparcia finansowego w sytuacjach kryzysowych. A taką sytuacją – przy braku centralnego dofinansowania in vitro – jest dla wielu par kosztowne leczenie niepłodności.

Środkami z funduszu socjalnego dysponuje pracodawca i to on podejmuje decyzje, na co je wykorzystać. Każdy przypadek rozpatrywany jest zazwyczaj indywidualnie. Potwierdza to przykład dużej korporacji działającej w Polsce – TVN.

– W przypadku problemów zdrowotnych i nieprzewidzianych zdarzeń losowych pracownicy znajdujący się w trudnej sytuacji finansowej lub życiowej mogą zwrócić się o udzielenie zapomogi z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Każda taka sprawa rozpatrywana jest jednak indywidualnie, a informacje o niej objęte są klauzulą poufności – poinformowało nas Biuro Prasowe TVN.

Czy zatem dofinansowanie in vitro przez firmę jest w Polsce możliwe? Na pewno warto to sprawdzić – jeśli tylko mamy ku temu sposobność i sprzyja nam sytuacja zawodowa.

Polecamy też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.