Przejdź do treści

W Polsce zbyt często wykonuje się zabieg nacięcia krocza. Nawet pomimo braku wskazań medycznych

Polska jest jednym z nielicznych europejskich krajów, w których rutynowo wykonuje się nacięcie krocza podczas porodu naturalnego. Zabieg ten przeprowadza się u 60 proc. pacjentek, podczas gdy w Europie tylko u ok. 10 proc. Nowoczesna medycyna uznaje bowiem zabieg ten za niepotrzebne okaleczanie kobiety i zaleca jego przeprowadzanie tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. podczas porodu pośladkowego lub kleszczowego.

Epizjotomia to nacięcie nożyczkami ściany pochwy, mięśnia kroczowo-łonowego i mięśni poprzecznego powierzchownego krocza oraz skóry. Jego celem jest rozluźnienie tkanek, a przez to zabezpieczenie przed samoistnym pęknięciem krocza i urazem główki płodu. Nowoczesna medycyna odchodzi od tego zabiegu, w większości krajów europejskich wykonuje się go zaledwie u 10-12 proc. pacjentek szpitali położniczych. W Polsce epizjotomia wciąż jest jednak niemalże rutynowym zabiegiem przy porodzie fizjologicznym. Przeprowadza się go u 60 proc. rodzących kobiet, a w przypadku pierworódek odsetek ten wzrasta do 80 proc. Zdaniem większości ekspertów nacięcie krocza powinno być wykonywane tylko w uzasadnionych przypadkach.
– Idea nacięcia krocza jest taka, żeby zmniejszyć napięcie tkanek, zapobiegając pęknięciu krocza. To, czego się boimy w pęknięciu, to to, że to pęknięcie pójdzie w dół, w kierunku zwieracza odbytu i uszkodzi mięsień zwieracza odbytu, czasami także i śluzówkę odbytu. Takie najpoważniejsze pęknięcia, trzeciego i czwartego stopnia mogą wiązać się później z dużymi problemami z utrzymaniem stolca, czasami nawet wymagającymi wieloletniego leczenia. W związku z tym u kobiet, u których to ryzyko jest bardzo duże, stosuje się epizjotomię – mówi lek. med. Grzegorz Chmielewski, ginekolog położnik, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.
Z punktu widzenia nowoczesnego położnictwa wskazania do wykonania zabiegu nacięcia krocza to m.in. pierwszy poród w późnym wieku, pośladkowe ułożenie dziecka, poród kleszczowy, zbyt mała elastyczność tkanek krocza i pochwy, niemożność podjęcia parcia przez rodzącą. Wbrew dotychczasowym opiniom epizjotomia nie zapobiega najpoważniejszym pęknięciom krocza. Z badań, w których porównywano dwie grupy pacjentek, najpoważniejsze pęknięcia, a więc trzeciego i czwartego stopnia dotyczyły w równym stopniu kobiet po nacięciu krocza i bez niego.
Epizjotomia może natomiast znacznie pogorszyć jakość życia kobiety. Miejsce po nacięciu bardzo długo jest bolesne i podatne na infekcje, pojawiają się trudności przy siedzeniu i pieczenie w czasie oddawania moczu, nietrzymanie moczu, ból w czasie stosunku oraz mniejsza satysfakcja partnera na skutek rozluźnienia mięśni pochwy.
– Trudno powiedzieć, jakie będą następstwa odległe po nacięciu. Są takie schorzenia, jak obniżenie ścian pochwy czy nietrzymanie moczu, które pojawiają się najczęściej po kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu latach od ostatniego porodu. Niektórzy uważają, że nacięcie krocza redukuje napięcie tkanek i takie mikrourazy, które w późniejszym czasie mogą prowadzić do tych schorzeń – mówi lek. med. Grzegorz Chmielewski.
Infekcjom po zabiegu zapobiega prawidłowa pielęgnacja krocza: dokładne płukanie antybakteryjnym płynem po każdej wizycie w toalecie, częste wietrzenie krocza, używanie jednorazowych ręczników oraz unikanie kąpieli w wannie. Po każdym prysznicu należy dokładnie osuszyć okolice krocza, ponieważ wilgoć sprzyja rozwojowi bakterii. Można także stosować napary z ziół, np. rumianku lub kory dębu, które przyspieszają gojenie rany.
Zdaniem niektórych lekarzy rana po pęknięciu goi się znacznie gorzej niż po nacięciu, mimo że epizjotomia stanowi głębszą ingerencję w strukturę tkanek.
Jeśli nie ma medycznych wskazań do przeprowadzenia epizjotomii, to zgodę na zabieg powinna wyrazić pacjentka, a jej życzenie powinno być respektowane przez prowadzącą poród położną. Epizjotomii można zapobiegać, m.in. poprzez ćwiczenie mięśni Kegla, które należy rozpocząć na wiele miesięcy przed zajściem w ciążę.
Newseria

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

To urządzenie blokuje bóle menstruacyjne! Bez tabletek i skutków ubocznych

urządzenie na bóle menstruacyjne
fot. www.indiegogo.com

Czy miesiączka bez bólu jest możliwa? Tak i to bez zażywania środków przeciwbólowych! Przeczytajcie o urządzeniu Livia, czyli „wyłączniku bóli menstruacyjnych”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ponad 50 proc. kobiet cierpi na bóle menstruacyjne, przez które zażywa duże ilości środków przeciwbólowych. Dzięki temu gadżetowi faszerowanie się medykamentami stanie się przeszłością.

Firma Indiegogo stworzyła oryginalne urządzenie, które bez pomocy leków i bez żadnych skutków ubocznych pomoże zredukować miesięczny ból.

Zobacz także: Bolesne miesiączki zmorą wielu kobiet. To ból porównywalny do zawału serca!

Urządzenie na bóle menstruacyjne

– Livia łagodzi ból bez konieczności zażywania pigułek. Chodzi o to, by zamknąć tzw. „bramy bólu”. Urządzenie stymuluje nerwy, blokując ból – wyjaśnia prof. Bari Kaplan z Women’s Hospital Beilinson.

– Skuteczność Livii potwierdzono w kilku badaniach klinicznych i zdecydowanie polecam stosowanie urządzenia w celu złagodzenia bólów miesięcznych w dowolnym momencie – dodaje ekspert.

Zobacz także: Piekarnia, która robi słodycze na miesiączkowe bóle. Łakocie dostarczą do twoich drzwi

Jak to działa?

Livia to niewielkich rozmiarów urządzenie stymulujące mięśnie. Wyglądem przypomina nieco odtwarzacz MP3. Ma specjalny uchwyt, który można przymocować do spodni. Pozostaje niemal niewidoczne pod ubraniem.

Aby skorzystać z gadżetu należy przykleić na brzuchu dwa plasterki, połączone z urządzeniem kabelkiem. Obsługa Livii jest dziecinnie prosta. Aby ją uruchomić należy wcisnąć środkowy guzik, a następnie za pomocą bocznych przycisków kontrolować pulsowanie urządzenia, w zależności od skali bólu.

Livia przekazuje ciału impuls, który sprawia, że nerwy są „zajęte”. Oznacza to, że brama nerwu jest zamknięta i sygnał bólu nie może się do niego przedostać. W ten sposób nasz mózg jest oszukiwany i nie odczuwamy bólu.

Producent zapewnia, że stosowanie Livii jest bezpieczne i nie pozostawia żadnych skutków ubocznych.

Podoba wam się pomysł firmy Indiegogo?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: mylivia.com, tabliczni.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Czarni białe zdjęcie z sali porodowej: lekarze i noworodek w chwili narodzin /Ilustracja do tekstu: Przemoc, wyzwiska. Szokujący raport z oddziałów położniczych
Fot.: Patricia Prudente /Unsplash.com

„Nie drzyj się jak zwierzę”, „zamknij się”, „zrobić to miał kto, ale urodzić tez trzeba” – to tylko nieliczne komentarze, jakie można usłyszeć za zamkniętymi drzwiami polskich porodówek. Wyniki raportu przygotowanego przez Fundację Rodzić po Ludzku pokazują skandalicznie szeroki zakres nadużyć w opiece okołoporodowej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedstawiciele Fundacji Rodzić po Ludzku, autorzy raportu z monitoringu oddziałów położniczych, zapytali 10 tys. kobiet o ich opinie na temat opieki okołoporodowej, którą otrzymały w Polsce. Eksperci organizacji skupili się przede wszystkim na relacji personel medyczny – kobieta. Diagnoza, postanowiona na podstawie uzyskanych głosów, nie pozostawia złudzeń: na polskich oddziałach szpitalnych zdarzają się sytuacje niezgodne z obowiązującymi przepisami, nadużycia, a nawet przemoc: fizyczna, psychiczna i słowna.

Prawo do intymności – nie dla każdego

Jednym z podstawowych praw pacjentki, która korzysta z opieki okołoporodowej, jest prawo do szacunku, godnego traktowania i intymności. Tymczasem blisko 20% respondentek wskazało, że wiele czynności szpitalnych wykonywano bez dbałości o prywatność czy intymność badanych. Ponad 70% z tych kobiet przyznała, że rozmowy z lekarzem czy badania były wykonywane w obecności innych kobiet w sali. Czasem zdarzało się to w obecności odwiedzających (12% przypadków).

Standardy opieki okołoporodowej w Polsce wymagają również, by personel szpitala każdorazowo pytał pacjentkę o zgodę na wszelkie planowane zabiegi i badania. Okazuje się, że wymóg ten nie zawsze jest realizowany. Spośród kobiet, które miały w szpitalu założone wkłucie do żyły obwodowej, tylko 58% zostało poproszonych o zgodę na wykonanie tej czynności. Aż 41% takiego pytania nie usłyszało.

Z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika też, że u 16% kobiet, które objęto analizą, na sali porodowej obecni byli studenci medycyny lub położnictwa. Blisko połowa z tych pacjentek (46%) nie została zapytana przez personel, czy wyraża na to zgodę.

„Leżałam na stole operacyjnym, byłam przyszykowywana do cięcia cesarskiego. Przed położeniem się kazano mi się rozebrać do naga w obecności około 10 osób, w tym mężczyzn, studentów. Widziałam, jak po cichu mnie obgadują i naśmiewają się. Było to bardzo poniżające” – pisała jedna z respondentek.

Wśród badanych znalazły się także osoby (3,6% ankietowanych), które deklarowały, że już na izbie przyjęć miała miejsce sytuacja, na którą nie wyraziły zgody lub która naruszyła ich poczucie bezpieczeństwa. Wynikało to ze sposobu, w jaki pacjentki były traktowane przez lekarzy, stosowanej formy komunikacji bądź niedopełnienia procedur.

CZYTAJ TEŻ: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Brak wyczucia, dyskryminacja, nadużycia – patologie za zamkniętymi drzwiami porodówek

Rodzące zwracały również uwagę na to, że nie zawsze traktowano je z dostateczną empatią. Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu (31%) skarżyła się na niewystarczającą delikatność personelu. Najwięcej pań z tej grupy deklarowało, że brak wyczucia przydarzył się podczas badania wewnętrznego (72% przypadków) oraz szycia krocza (ok. 25%). Niewiele mniej (20%) wskazywało na sytuację przystawiania dziecka do piersi.

Co szczególnie alarmujące, w badanej próbie znalazły się kobiety, które zwróciły uwagę na przemoc fizyczną w szpitalu. 3% respondentek twierdziło, że w drugim okresie porodu personel medyczny na siłę rozkładał im nogi, a u 66 badanych zdecydowano się na przywiązanie nóg do łóżka porodowego. Część pacjentek była też poszturchiwana.

To jednak nie wszystkie nieprawidłowości, które wykryto na polskich porodówkach. Część ankietowanych spotkała się też z dyskryminacją. Gorsze traktowane miało wynikać z powodu wieku i stanu zdrowia (18% przypadków) lub masy ciała (14%):

„Ile pani przytyła podczas ciąży? 17 kg? A wygląda jak 27”.

„Pani nie jest opuchnięta, tylko gruba”.

W tym wieku nie urodzisz normalnie”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Przemoc, która zaczyna się w języku

Nierzadką praktyką jest również poufałe bądź infantylne zwracanie się do kobiet oraz stosowanie zwrotów w trzeciej osobie lub w formie bezokolicznikowej. Pacjentki zwracały uwagę, że w stosunku do nich używano takich określeń, jak: „kochaniutka”, „dziewczyno”, „słoneczko”, a nawet „lalko”.

Zdarzały się jednak znacznie mniej delikatne określenia, a nawet jawne nadużycia i przemoc słowna:

„Podczas pierwszej fazy przyszła doktor sprawdzić rozwarcie i zrobić mi masaż szyjki, który robiła na siłę i bez mojej zgody. Gdy krzyczałam z bólu, to usłyszałam, żebym się nie darła, bo nie jestem  bydłem/zwierzęciem… I dopóki nie przestanę krzyczeć, to mnie nie zbada. Gdyby nie mój mąż, nie  miałabym się jak obronić, bo tylko płakałam z bólu” – opisywała jedna z badanych.

Jak wskazywały respondentki, personel szpitala, wbrew standardom opieki okołoporodowej, niejednokrotnie nie stosował się też do założeń planu porodu lub wręcz lekceważył życzenia pacjentki. Respondentki słyszały m.in. takie niewybredne uwagi:

„A Ty, dziecino, w ogóle czytałaś to, co nam przyniosłaś?”.

„Nie wyraziła zgody na poród siłami natury? A co to za powód: brak zgody? Gówno, nie powód”.

Inna pacjentka wspomniała, że w planie porodu zapisała brak zgody na nacięcie krocza. Gdy usłyszał o tym ordynator, powiedział pacjentce, że to nie ona o tym decyduje.

„Zaczął się naśmiewać z mojej „wiedzy z internetu” i powiedział, że mam usunąć ten zapis z planu porodu albo szukać sobie innego szpitala – napisała jedna z respondentek.

POLECAMY TEŻ: Kampania „Za zamkniętymi drzwiami”. Razem przeciw przemocy

Łagodzenie bólu  i pozycja podczas porodu – nie zawsze zgodnie z wytycznymi

W raporcie skupiono się także na kwestii łagodzenia bólu porodowego. Z odpowiedzi respondentek wynika, że znieczulenie zewnątrzoponowe podano 24% badanych, które rodziły naturalnie lub miały nieplanowane cesarskie cięcie. Ale 13% kobiet, które zadeklarowały chęć skorzystania z niego, nie miało w swoim szpitalu takiej możliwości.

W czasie drugiego okresu porodu 65% respondentek rodziła w pozycji półsiedzącej, a 36% kobiet – płasko na plecach. Co trzecia badana (37%) nie mogła wybrać pozycji, w jakiej urodzi dziecko – zadecydował o tym personel w sali porodowej. Samodzielną decyzję w tej kwestii mogło podjąć tylko 9,3% kobiet (większość współdecydowała o tym w porozumieniu z lekarzem lub położną).

Parcie ściśle według wskazań. Standardy sobie, a życie sobie

Mimo zawartego w standardach opieki okołoporodowej obowiązku, by zachęcać kobietę do kierowania się własną potrzebą parcia, ponad połowa respondentek deklarowała, że personel kazał im nabrać powietrza, zatrzymać je na dłużej i mocno przeć (64%), przyginać głowę do klatki piersiowej (55%) lub przyginać nogi do brzucha (41%). W praktyce do kierowania się własną potrzebą parcia zachęcano niespełna połowę badanych (42%).

Raport wykazał, że u części kobiet mógł zostać zastosowany tzw. chwyt Kristellera. 15,5% badanych deklarowało, że w czasie porodu personel naciskał na ich brzuch, a aż 90% pań z tej grupy wskazało, że ugniatanie brzucha odbywało się w drugim okresie porodu. Na brzuch naciskano najczęściej dłonią (58%) lub łokciem (39%). U 18% kobiet z tej grupy osoba z personelu szpitalnego napierała na brzuch całym ciałem.

Prawie uduszono mnie i dziecko podczas bardzo brutalnego chwytu Kristellera w drugiej fazie porodu. Położne i lekarz nie dowierzały mi, że nie mam już siły przeć. Lekarz prawie leżał na mnie i wyciskał dziecko, które urodziło się sine. Potem dziecko zabrano ode mnie, a ja zostałam sama w brei poporodowej, której nie miał kto wytrzeć. Żałowałam, że nie umarłam” – pisała jedna z ankietowanych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

Nacięcie krocza wciąż powszechne, ale rzadsze niż przed laty

Ponad połowa badanych (55%), które rodziły siłami natury, wskazała, że w czasie porodu wykonano im nacięcie krocza.

Odsetek ten, choć wciąż wysoki, zmniejszył się na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze 12 lat temu tę interwencję medyczną wykonywano w 80% przypadków.

Opieka nad noworodkiem – jest lepiej, ale wciąż potrzebne poprawki

Nieco lepiej przedstawia się obraz opieki poporodowej. Kontakt „skóra do skóry” miało po narodzinach dziecka 93% respondentek. Ten jednak rzadko trwał tyle, ile wymagają standardy opieki okołoporodowej. Tylko 38,5% badanych, które miały zapewniony taki kontakt, deklarowało, że spędziło z dzieckiem rekomendowane dwie godziny. Najczęściej dzieci zabierano wcześniej, powołując się na konieczność ich zmierzenia i zważenia.

Na oddziale położniczym prawie wszystkie kobiety (93,5%) mogły przebywać razem z dzieckiem bez ograniczeń. Nie wszystkie mamy mogły jednak w wystarczająco często pielęgnować swoje dzieci. Prawie połowa badanych (47%) twierdziła, że wszystkie te czynności wykonywane były przez personel, a co trzecia respondentka w nich nawet nie uczestniczyła.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Wsparcie w karmieniu piersią. Raport z monitoringu oddziałów położniczych wykrył rażące nadużycia

Ogólna ocena wsparcia w karmieniu piersią w szpitalach jest nie jest satysfakcjonująca. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie, 66,5% kobiet, które rodziły siłami natury, uzyskała pomoc personelu w pierwszym przystawieniu dziecka do piersi w sali porodowej. Spośród pacjentek, które potrzebowały w tym zakresie pomocy, 44% zadeklarowało, że personel pomagał im z własnej inicjatywy, a 40% musiało o to poprosić. Blisko 18% kobiet nie otrzymało takiego wsparcia mimo zaistnienia takiej potrzeby.

Co więcej, część z nich spotkała się z niewybrednymi komentarzami.

„Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu! Wszystkie matki mają wystarczająca ilość pokarmu, a pani pewnie odciągać się nie chce” – relacjonowała jedna z respondentek.

„Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Przecież każda matka to wie. To nie jest nic skomplikowanego! Każdy ssak to potrafi” – napisała inna.

„Jedna z pań bez zgody ścisnęła mi piersi i z wyrzutem się zapytała, czym chce karmić, skoro tu nic nie ma” – wyznała kolejna kobieta.

Wsparcie doradcy laktacyjnego było z kolei zależne od szpitala. Średnio co trzecia badana nie miała w swoim ośrodku możliwości skorzystania z takich usług.

„Położna mająca dyżur na oddziale położnictwa wyśmiała mnie za używanie laktatora. Powiedziała, że zamiast używać laktatora, powinnam 24 godziny na dobę leżeć z dzieckiem na cycku” – opowiedziała jedna z badanych.

Raport Fundacji Rodzić po Ludzku pokazuje, jak wiele jest jeszcze do poprawy w opiece okołoporodowej – przede wszystkim na polu zwykłej empatii i respektowania podstawowych praw człowieka. Każda kobieta ma bowiem prawo do jak najlepszej troski o swój stan zdrowia. Dotyczy to „zarówno godnej, pełnej szacunku opieki zdrowotnej podczas całej ciąży i porodu, jak i prawa do bycia wolnym od przemocy i dyskryminacji” – czytamy w podsumowaniu raportu z monitoringu oddziałów położniczych.

Pełny raport można pobrać pod tym adresem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowe stowarzyszenie zawalczy o politykę zdrowotną opartą na nauce.  Chce zacząć od odwołania prof. Chazana

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Lekarz z różową wstążka przypiętą do kitla /Ilustracja do tekstu: Ciąża po raku piersi: szanse, zagrożenia. Leczenie raka a płodność, metody zachowania płodności
Fot.: Fotolia.pl

W ostatnich dekadach medycyna poczyniła ogromne postępy – potrafimy już skutecznie leczyć wiele nowotworów, które jeszcze do niedawna oznaczały wyrok. Jednym z nich jest rak piersi. I choć w batalii z nim jesteśmy coraz skuteczniejsi, większość dostępnych terapii wciąż wiąże się z istotnym zagrożeniem dla przyszłej płodności. Z czego to wynika, czy można zastosować leczenie zachowawcze i jakie są dostępne metody prezerwacji płodności? Przeczytaj.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak piersi każdego roku atakuje coraz więcej kobiet. Zgodnie z aktualnymi statystykami, blisko 20% z nich otrzymuje diagnozę jeszcze przed menopauzą. Tymczasem wiek, w którym Europejki decydują się na macierzyństwo, z roku na rok wzrasta. To oznacza, że wiele kobiet zapada na raka piersi jeszcze przed urodzeniem pierwszego dziecka. Poza troską o zdrowie muszą pomyśleć też o prezerwacji płodności.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi wśród kobiet w wieku 33-36 lat, aż 72% pacjentek, które chorowały na nowotwór piersi, omówiło z lekarzem prowadzącym zagadnienia związane z płodnością. Obawy dotyczące utraty płodności wpłynęły na wybór metody leczenia aż u 29% respondentek.

ZOBACZ TEŻ: Dieta a menopauza. Co jeść, aby opóźnić ten proces?

Chemioterapia a płodność: gonadotoksyczne cytostatyki

Warto wiedzieć, że rak piersi jest jednym z nowotworów kobiecych, których leczenie najsilniej wiąże się z ryzykiem upośledzenia lub utraty płodności. Wynika to z wykorzystywania kilku metod terapii: chirurgii i radioterapii oraz leczenia systemowego: chemioterapii, hormonoterapii oraz immunoterapii.

U większości pacjentek po leczeniu operacyjnym raka piersi stosuje się chemioterapię uzupełniającą, która poprawia wskaźniki przeżycia. Tę formę dodatkowego leczenia zaleca się obecnie wszystkim pacjentkom przed 35. rokiem życia. Nie jest ona jednak obojętna dla płodności.

Cytostatyki stosowane powszechnie w chemioterapii (m.in. cyklofosfamid) działają niewybiórczo, niszcząc wszystkie szybko dzielące się komórki – także te zdrowe. Wskutek tego obumarciu ulegają również komórki nabłonkowe przewodu pokarmowego, szpiku kostnego skóry i włosa, a także komórki rozrodcze.

Jak wynika z badań, stosowanie cytostatyków wiąże się z uszkodzeniem struktury jajników, czego konsekwencją jest m.in. znaczne obniżenie rezerwy jajnikowej. Wykazano, że w standardowej terapii cyklofosfamidem, stosowanej przez 12-16 tygodni, jajniki „starzeją się” o ok. 10 lat.

Supresja jajników gosereliną: sposób na minimalizację ryzyka utraty płodności po chemii

Z wieloośroodkowego badania, z którego wnioski opublikowano w 2015 roku, wynika, że nadzieją na minimalizację ryzyka utraty płodności po leczeniu cytostatykami jest stosowanie gosereliny, obniżającej czynność gonad.

Okazało się, że panie przed 50. rokiem życia (i z negatywnym wynikiem badania w kierunku obecności receptorów: estrogenowego i progesteronowego), które otrzymywały chemioterapię uzupełnioną o goserelinę, miały ogólnie wyższe szanse na ciąże (21%) niż te, które otrzymywały wyłącznie standardową chemioterapię (11%). Dodatkowo rzadziej występowała u nich przedwczesna menopauza (20% w stosunku do 45% w grupie nieprzyjmujących gosereliny).

Na podstawie wyników tej analizy eksperci zdecydowanie zalecają stosowanie farmakologicznego zahamowania czynności jajników (tzw. supresji jajników) u chorych na raka piersi bez ekspresji receptorów hormonalnych. Metoda ta pozwala „uśpić” jajniki na czas chemioterapii, a tym samym – w pewnym stopniu ochronić ich czynność.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chemioterapia zwiększa szanse na płodność? Zaskakujące wyniki badań

Hormonoterapia po raku piersi a płodność

Wpływ na płodność ma również hormonoterapia, zalecana młodym pacjentkom jako uzupełnienie standardowego leczenia raka piersi. Obniżenie płodności nie wynika jednak z samych środków, ale z czasu trwania hormonoterapii (5-10 lat) i wcześniejszego zmniejszenia rezerwy jajnikowej na skutek chemioterapii.

Długi czas leczenia hormonalnego sprawia, że wiele pacjentek, które poddają się temu leczeniu, może rozpocząć starania o dziecko dopiero w okresie znacząco obniżonej płodności.

Terapia celowana – złoty strzał w raka

Coraz głośniej mówi się, że przyszłość w leczeniu raka należy do nowoczesnej formy leczenia: terapii celowanej. Tym samym powoli spełnia się marzenie Paula Ehrlicha, pioniera chemioterapii, który przed ponad stu laty postawił sobie za cel znalezienie „magicznych kul” – skierowanych w samo ognisko choroby, a nieszkodliwych dla zdrowych komórek.

Mechanizm działania leków celowanych znacznie różni się od tego, który znamy z klasycznej chemioterapii. Podczas gdy tradycyjne leczenie cytostatykami działa na wszystkie komórki, terapia celowana wymierzona jest wyłącznie w zmutowane szlaki przewodnictwa wewnątrzkomórkowego. W leczeniu tego typu wykorzystuje się m.in. niskocząsteczkowe inhibitory kinaz i przeciwciała monoklonalne. Ich zadaniem jest przechwycenie sygnału pobudzającego komórki nowotworowe do wzrostu i podziału, a także doprowadzenie do ich apoptozy (czyli obumarcia).

Przykładem nowoczesnych leków, które wykorzystują to działanie w kuracji niektórych typów raka piersi (z nadekspresją receptora HER2), są trastuzumab i pertuzumab. Wprowadzenie ich do obrotu wyznaczyło nowy kierunek w badaniach onkologicznych. Do tej pory nie przeprowadzono jednak badań, które jednoznacznie określiłyby wpływ tych terapii na płodność.

Producent pertuzumabu informuje, że w analizach na zwierzętach (u dojrzałych płciowo samic małp makaków) nie zaobserwowano działań niepożądanych po ekspozycji na ten środek. Brakuje jednak analiz, które potwierdziłyby bezpieczeństwo stosowania leku u kobiet w wieku rozrodczym.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Radioterapia a zachowanie płodności

Radioterapia to dodatkowa metoda leczenia, którą stosuje się zawsze po operacji oszczędzającej inwazyjnego raka piersi, by zminimalizować ryzyko nawrotu. Obszar naświetlania obejmuje wówczas przeważnie tylko klatkę piersiową i nie wiąże się z ryzykiem uszkodzenia jajników. Jeśli jednak konieczne jest jego rozszerzenie na okolice narządu rodnego, w celu zmniejszenia ryzyka utraty płodności można zastosować chirurgiczne przemieszczenie jajników poza pole naświetlania. Po takim leczeniu szansę na ciążę daje wtedy procedura in vitro.

Rak piersi: jak zachować płodność?

Najlepszą strategię prezerwacji płodności u pacjentek z rakiem piersi stanowią nowoczesne techniki reprodukcyjne.

Chore mogą skorzystać z poniższych metod zachowania płodności:
  • zamrożenia i przechowania zarodków,
  • witryfikacji gamet, czyli zamrożenia i przechowania oocytów,
  • zamrożenia i przechowania tkanki jajnika.

Witryfikacja oocytów lub zarodków

Każda z tych metod wiąże się, niestety, z pewnymi ograniczeniami. Aby możliwe było zamrożenie (witryfikacja) oocytów lub zarodków u chorej na raka, należy przeprowadzić stymulację owulacji. Ta jednak – wywołując 10-krotne podwyższenie poziomu estrogenów – może nie pozostać bez wpływu na dalszy rozwój hormonozależnego raka piersi. Z tego powodu naukowcy z European Society of Medical Oncology (ESMO) rekomendują inną metodę stymulacji, w której wykorzystuje się tamoksyfen i letrozol, czyli leki stosowane w walce z rakiem.

Istnieje również możliwość pobrania oocytów bez stymulacji. Eksperci wskazują jednak, że  uzyskuje się wówczas tylko jedną komórkę jajową.

Z kolei pobranie i zamrożenie komórek jajowych przeprowadza się u pacjentek po 18. roku życia. Gdy takim zabiegiem zainteresowana jest osoba nieletnia (ale po 16. roku życia), wymagana jest dodatkowo zgoda jej opiekunów prawnych. Górną granicą wieku jest zaś 40. rok życia.

W przypadku chęci zamrożenia zarodków w celu zachowania płodności konieczne jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). Ta forma prezerwacji płodności – zgodnie z obowiązującą ustawą o in vitro – dostępna jest wyłącznie dla pacjentek, które mają partnera.

Zamrożenie tkanki jajnika

Najbezpieczniejszym zabiegiem umożliwiającym zachowanie płodności u chorej na raka wydaje się pobranie i zamrożenie tkanki jajnika. Nie wymaga ono szczególnych przygotowań ani wcześniejszego przeprowadzenia stymulacji owulacji. Po zakończeniu terapii onkologicznej fragmenty przechowywanej tkanki jajnika można rozmrozić i przeszczepić pacjentce – w miejsce pozostawionych jajników lub w innej lokalizacji.

Zabieg pobrania i przechowania tkanki jajnikowej z powodzeniem wykonuje się za granicą. W Polsce oferowany jest w kilku ośrodkach, ale łączy się z pełną odpłatnością.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Ciąża po raku piersi: ile należy odczekać?

Eksperci zaznaczają, że nie ma jednoznacznych rekomendacji dotyczących długości okresu pomiędzy zakończeniem leczenia raka piersi a ciążą. Sytuacja każdej pacjentki jest nieco inna – dotyczy to zarówno jej wieku, jak i zastosowanej terapii.

Ponieważ jednak przez pierwsze dwa dwa lata od diagnozy ryzyko nawrotu choroby nowotworowej jest największe, zaleca się, by zaczekać ze staraniami nieco dłużej. Jest to też korzystne z uwagi na czas dojrzewania oocytów po zakończonym leczeniu (trwający ok. pół roku).

Ciąża po leczeniu raka piersi: jakie są szanse?

Choć ciąża po leczeniu raka nie jest niemożliwa, wykazano, że pacjentki te mają znacznie mniejszą szansę na posiadanie biologicznego potomstwa. Liczba ciąż u kobiet z tej grupy wynosi około 30% w porównaniu z liczbą ciąż w populacji ogólnej (uwzględniając przy tym wiek pacjentek).

Leczenie raka piersi a in vitro

Warto jednak wiedzieć, że – zgodnie z badaniami – ciąża u kobiet, które przeszły terapię raka piersi, nie zwiększa ryzyka nawrotu nowotworu.

Naukowcy wykazali, że ryzyko wznowienia hormonozależnego nowotworu piersi było w tej grupie chorych takie samo, jak w przypadku kobiet, które nie zdecydowały się na ciążę po zakończeniu leczenia onkologicznego. Wyniki te nie zmieniły się, gdy wzięto pod uwagę czas, jaki upłynął od rozpoznania raka piersi do zajścia w ciążę (powyżej dwóch lat i poniżej dwóch lat). Co więcej, odsetek przeżyć wzrastał u kobiet, które zrealizowały plany macierzyńskie po leczeniu raka piersi.

Istnieją również przekonujące dowody na to, że techniki wspomagania reprodukcji, takie jak in vitro, nie wpływają na ryzyko nawrotu choroby nowotworowej. W 2015 roku analizie poddano 198 pacjentek onkologicznych, z których 25 skorzystało z medycyny reprodukcji. W badaniu tym nie stwierdzono różnic pomiędzy odsetkiem nawrotów choroby ani liczby zgonów u pań, które skorzystały z in vitro po leczeniu raka piersi, i z grupy kontrolnej.

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Ciąża po raku piersi: jakie jest ryzyko?

Z ciążą po raku piersi mogą wiązać się też inne zagrożenia. Specjaliści zauważyli zwiększony odsetek poronień u pacjentek leczonych z powodu raka piersi w porównaniu do populacji nieleczonej. Badania, które na to wskazują, nie są jednak liczne ani wystarczająco szczegółowe.

Zgodnie z analizami szwedzkich badaczy, w przypadku pań, które przeszły terapię raka piersi, nieznacznie wzrasta ryzyko wad wrodzonych u płodu, cesarskich cięć ze wskazań położniczych, przedwczesnych porodów oraz powicia dziecka o niskiej masie urodzeniowej. Spostrzeżeń tych nie potwierdzają badania duńskie. Naukowcy z obu krajów byli jednak zgodni w końcowych wnioskach: w większości przypadków losy dzieci kobiet, które zakończyły leczenie nowotworu piersi, były pomyślne.

To oznacza, że ciąża po raku piersi jest możliwa, a leczenie nie musi przekreślać planów macierzyńskich. Wskazane jest jednak szczególnie uważne monitorowanie ciąży.

Źródła: „Breast cancer in young women” w: „Oncology in Clinical Practice”, 2015, 11, s. 276–291, „Ciąża a rak piersi” w: „Ginekologia po dyplomie”, 2011, 5, s. 98-107, „Macierzyństwo po leczeniu raka piersi” w: „Ginekologia Polska”, 2015, 86, s. 72-76, webmd.com, zwrotnikraka.pl, termedia.pl, cyzl.eu, biotechnologia.pl, nowotwory.org, PAP

POLECAMY TAKŻE: Hormony płodności kontra rak piersi. Najnowsze badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rozwój płodu. Co się dzieje w organizmie mamy w drugim miesiącu ciąży?

Aryystyczne zdjęcie kobiety w ciąży owiniętej szalem

Po pierwszych, często szalonych czterech tygodniach ciąży kobieta nie przestaje doświadczać niesamowitych zmian związanych z rozwojem nowego życia. Niejedna mama zadaje sobie wówczas pytanie: „Co się tak na prawdę ze mną dzieje?”. O tym, jakie zmiany zachodzą w drugim miesiącu ciąży w organizmie kobiety, opowiada Monika Wójcik, położna i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rozwój organizmu ludzkiego w okresie wewnątrzłonowym możemy podzielić na trzy etapy:

  • przedzarodkowy – od zapłodnienia do końca trzeciego tygodnia ciąży (lub 21 dnia),
  • zarodkowy – od początku czwartego do końca ósmego tygodnia ciąży (czyli od 22. do 56-60. dnia),
  • płodowy – od dziewiątego tygodnia do końca 38. tygodnia.

CZYTAJ TEŻ: Chcesz szybko zajść w ciążę? Owoce morza poprawią twoją płodność!

W okresie zarodkowym bardzo ważną rolę ogrywają tzw. trzy listki zarodkowe, czyli:

  • mezoderma,
  • endoderma,
  • egzoderma.

144 uderzenia serca na minutę

Listki zarodkowe mają bardzo dużą zdolność do namnażania i różnicowania się – dzięki temu w rozwijającym się organizmie powstają wszystkie niezbędne narządy wewnętrzne. Kształtują się m.in. pęcherzyki płucne, a wątroba zaczyna wytwarzać pierwsze komórki krwi.

Pracują też nerki, a serce – już ukształtowane – pompuje krew, bijąc ok. 144 razy na minutę.

POLECAMY TEŻ: Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Drugi miesiąc ciąży: rozwój dłoni, stóp i mózgu

W drugim miesiącu ciąży wykształcają się dłonie i palce z liniami papilarnymi; rozwijają się także stopy (choć ich rozwój jest opóźniony o kilka dni w porównaniu do dłoni). Powstają mięśnie, grubieją i wydłużają się chrząstki, zaczyna się tworzyć kręgosłup i zaczątki żeber.

W tym czasie szybko rozwija się też głowa zarodka, która stanowi wówczas aż połowę długości maluszka. Tworzy się mózg i zaczyna powstawać kora mózgowa. Wykształca się twarz, zawiązki oczu i uszu, podniebienie, żuchwa i szczęka z zawiązkami zębów mlecznych.

Zarodek rośnie ok. 1 mm dziennie. Pod koniec drugiego miesiąca mierzy już całe 3,5 cm i waży 10 g. Powstają także błony płodowe, które w późniejszym czasie będą tworzyć pęcherz płodowy, czyli balonik, w którym rozwija się i dojrzewa płód.

Różowa infografika,z nagłówkiem: Rozwój dziecka w drugim miesiącu ciąży. Na granatowych piktogramach widnieją informacje: 144 - uderzenia serca na minutę, 1 mm - o tyle dziennie rośnie dziecko, 3,5 cm - długość dziecka, 10 g - waga dziecka. U góry widoczne logo Akademii Alantan i kampanii "Położna na medal"

mat. prasowe kampanii „Polożna na medal”

Drugi miesiąc ciąży: skąd te widoczne żyły?

W drugim miesiącu ciąży przyszła mama może odczuwać dolegliwości podobne do tych z pierwszego miesiąca:

  • nudności,
  • wymioty,
  • zgagę,
  • zaparcia,
  • częste oddawanie moczu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: 4 pytania do ginekologa, których wstydzisz się zadać

Mogą pojawić się również problemy z cerą (takie jak u nastolatków). Piersi mogą być obrzmiałe i ciężkie, a brodawki sutkowe i otoczki wokół nich stają się ciemniejsze.

Dodatkowo pojawią się niebieskie podskórne linie na piersiach i brzuchu. To nic innego jak siatka żył, która obrazuje zwiększony transport krwi w ciąży (szczególnie widoczna jest u kobiet bardzo szczupłych o delikatnej budowie). Ponadto możesz być  drażliwa i borykać się ze zmianami nastroju.

W tym czasie zazwyczaj pojawia się zmęczenie i senność, dlatego potrzebujesz więcej odpoczynku, więc nie unikaj drzemek w ciągu dnia. Paznokcie rosną szybciej, ale mogą ulegać rozdwajaniu i łamaniu. Twój organizm przystosowuje się do nowej sytuacji – ciąży.

Drugi miesiąc ciąży kończy się w szóstym tygodniu rozwoju zarodka

Czy wiesz dlaczego? Otóż tygodnie ciąży obliczane są od pierwszego dnia ostatniej miesiączki, czyli razem z tymi dwoma tygodniami, w których nie doszło jeszcze do zapłodnienia.

PAMIĘTAJ: drugi miesiąc ciąży to też moment na wizytę u ginekologa!


„Położna na medal” to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna. Jej celem jest zwrócenie uwagi na standardy i jakość opieki okołoporodowej w Polsce oraz ich systematyczna poprawa poprzez działania edukacyjne i promocję dobrych praktyk. Organizatorzy kampanii pragną także zwiększyć świadomość społeczną w zakresie roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia nominacji do tegorocznej, piątej edycji przyjmowane są do 31 lipca 2018 r. Więcej: www.poloznanamedal2018.pl.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.