Przejdź do treści

„W co był ubrany gwałciciel?” – Kultura gwałtu. Wszyscy nią oddychamy jak zatrutym powietrzem

rape.jpg

W tym tygodniu w programie Miasto Kobiet obejrzałam rozmowę na temat skandalicznie niskich wyroków w sprawach o gwałt. Jednym z uczestników dyskusji był pan sędzia. Przyznał, że pyta kobiety, które są ofiarami gwałtów, jak były ubrane. Bo to ważne dla sprawy – tłumaczył. Kiedy prowadzące program Paulina Młynarska i Dorota Wellman zapytały go, czy przy włamaniu też ważne jest, co ofiara miała na sobie w trakcie popełnienia przestępstwa, sędzia nie udzielił odpowiedzi. Tak samo nie podzielił się informacją, czy pyta o strój, w jaki był ubrany gwałciciel. Jak widać liczy się tylko to, w co ubrana była ofiara gwałtu.

Bardzo dobrze znam to chore podejście do sprawy. Gwałt w Polsce piętnuje ofiarę, a nie sprawcę. Kiedy kobieta zostaje skrzywdzona, niewielu staje po jej stronie. Zostaje sama ze swoją tragedią. I chociaż to brzmi absurdalnie, ale to właśnie ona musi się tłumaczyć z tego, co się wydarzyło: dlaczego miałaś na sobie buty na wysokich obcasach/krótką spódnicę/duży dekolt/czerwoną szminkę jeśli nie chciałaś Tego zrobić? Dlaczego tańczyłaś na środku parkietu, jeśli nie chciałaś Tego zrobić? Dlaczego go pocałowała, jeśli nie chciałaś Tego z nim zrobić? Masz opinię rozrywkowej dziewczyny, dlaczego mamy uwierzyć, że akurat z nim nie chciałaś Tego zrobić? To powszechnie znana litania już dawno powinna wylądować na wysypisku śmierdzących śmieci. Problem w tym, że tam nie ląduje. Obwinianie ofiary gwałtu i szukanie usprawiedliwienia dla sprawcy to dwa filary kultury gwałtu.

Oba te filary w Polsce mają się bardzo dobrze. Seks jest wciąż traktowany jako przestrzeń dla chłopców i mężczyzn. Wiadomo, chłopcy to chłopcy, muszą się wyszaleć. A mężczyzna ma swoje potrzeby. Za to dziewczyny i kobiety powinny niezwykle ostrożnie obchodzić się ze swoją seksualnością. Uważać: żeby nie pokazać za wiele, żeby nie zachęcić za bardzo, żeby nie wypić za dużo, żeby nie rzucać się w oczy, żeby siedzieć cicho, żeby reagować na czas i uciekać wtedy, kiedy jeszcze jest na to pora. Bo inaczej same będą sobie winne wszystkich złych rzeczy, które je spotkają. I wszyscy to rozumieją. I nikogo to nie dziwi.

Kultura gwałtu to sposób, w jaki społeczeństwo myśli o gwałcie

Żeby stawić czoło kulturze gwałtu, trzeba najpierw dobrze ją zrozumieć. To niekoniecznie polega na tym, że jakaś osoba czy grupa ludzi promuje wykorzystywanie kobiet (chociaż to także może się zdarzać). Kiedy rozmawiamy o kulturze gwałtu, musimy brać pod uwagę coś mniej oczywistego, ale dużo bardziej potężnego. To element naszej kultury, który polega na powszechnym tolerowaniu i dawaniu przyzwolenia na seksualną przemoc i na przerzucaniu winy na ofiarę. Kultura gwałtu to sposób, w jaki nasze społeczeństwo myśli o gwałcie. To sytuacja, w której przemoc, krzywda, wykorzystywanie, gwałt są lekceważone, normalizowane, trywializowane albo wyśmiewane. I to się dzieje na każdym kroku, w każdym zakątku Polski: na kanapie w programie telewizyjnym, w spotach reklamowych, w sali sadowej, na policji, w domu, na ulicy, w szkole.

I może się wydawać, że skandaliczne wypowiedzi pana sędziego w programie TV to odizolowany przypadek, jednorazowa sytuacja. Ale w rzeczywistości to fragment tego, w jaki sposób nasze społeczeństwo jest nauczone myśleć o przemocy seksualnej. Żyjemy w kulturze gwałtu.

Kultura gwałtu to:
  1. Sędzia, który w programie telewizyjnym Miasto Kobiet przyznaje, że strój ofiary gwałtu jest istotny dla sprawy.
  2. Fundacja, która w swoim spocie reklamowym „Myślę, nie wysyłam” obwinia dziewczyny za wysyłanie seksownych fotek, tym samym umacniając stereotyp, że to ofiara swoim „bezmyślnym” zachowaniem jest winna złych rzeczy, które ją spotykają.
  3. Sąd w Elblągu, które orzeka wyrok w zawieszeniu za udział w gwałcie.
  4. Rodzice, którzy twierdzą, że dziewczyny swoim wyzywającym zachowaniem zachęcają ich synów do „wyskoków”, zamiast uczyć synów odpowiedzialności za swoje zachowanie i za to, w jaki sposób funkcjonują w sferze seksualnej.
  5. Osoby, które sugerują, że pomoc ofiarom przemocy seksualnej może doprowadzić do tego, że „za komplement będzie się szło do więzienia”.
  6. Mężczyźni, którzy przemoc seksualną w przestrzeni publicznej w postaci niechcianych komentarzy o podtekście erotycznym nazywają „komplementami”.
  7. Ludzie, którzy mówią, że „jak kobieta same nie chce, to nikomu nie da”.
  8. Burmistrz warszawskiego Ursynowa, który sprawę gwałtu w swojej dzielnicy komentuje „jak ona biegła po ciemku?”
  9. Znany polski seksuolog, który w swojej książce pisze, o tym, że na pewnym etapie kobieta traci prawo mówić nie. Cytuję fragment książki pt. „Lew Starowicz o kobiecie”
  10. Pytanie: Przyjęło się uważać, że gdy kobieta mówi „nie”, to znaczy „być może”. Odpowiedź prof. Lew Starowicza: To prawda, mężczyźni na pewnym etapie gry damsko- męskiej nie traktują kobiecych słów wprost. Tymczasem – podobnie jak feministki – uważam, że kobieta na każdym etapie nawiązywania relacji z mężczyzną ma prawo powiedzieć „nie”. Wielu mężczyzn wciąż uważa, że po przekroczeniu pewnej granicy, to prawo niejako traci. Oni nie potrafią się już wycofać [!!! – przyp. Red.]. Co więcej, wiedzą, że kobieta często mówi „nie” wyłącznie z poczucia winy. Czyli doprowadza do sytuacji łóżkowej, po czym zaczyna się wycofywać, podświadomie licząc na przełamywanie jej oporu. Po takim seksie ona będzie miała poczucie, ze nie jest winna [!!! – przyp. Red.], że została przymuszona. I z takim przekonaniem będzie jej lepiej.
  11. Dziennikarze, którzy używają słowa „seks”, kiedy opisują przemoc i gwałt.
  12. Obwinianie i wyśmiewanie nastolatek, na których wymuszono stosunek seksualny, przy tolerancji i wyrozumiałości dla chłopców, którzy brali udział w przestępstwie.
  13. „Złamała mu życie” jako komentarz do sprawy, w której dziewczyna lub kobieta dąży do ukarania sprawcy gwałtu.
  14. Fakt, że kobiety czują się bardziej zagrożone od mężczyzn, kiedy muszą wyjść wieczorem na ulicę.
  15. „Edukacja seksualna”, która skupia się na uczeniu dziewczynek, co zrobić, żeby uniknąć gwałtu, zamiast uczyć chłopców i mężczyzn, żeby nie gwałcić.
  16. Żarty o gwałtach. Upieranie się, że w powtarzaniu takich dowcipów nie m nic złego.
Można by jeszcze długo wymieniać, ponieważ kultura gwałtu jest wokół nas. I trzeba stawić jej czoło. Ja na każdym kroku staram się dowartościować kobiecą seksualność, pokazać, że sfera seksu to nie tylko zagrożenie, ale też element siły kobiet. Wiem, że to za mało, żeby zatrzymać tą potężną machinę, jaką jest obwinianie ofiar gwałtu i szukanie usprawiedliwień dla sprawcy. Jednak zaglądanie do ciemnych zakamarków naszego myślenia o seksualności i pokazywanie ich w świetle dziennym uważam za dobry początek do zmian. I mam ogromną nadzieję, że coraz więcej osób się dołączy do mnie. Polska powinna być bezpiecznym miejscem także dla kobiet.

—————————————————
JOANNA KESZKA: Autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie”. Prowadzi program TV „Szkoła Seksu Joanny Keszka” na kanale Planete+. Ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności, pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, redaktorka naczelna Barbarella.pl – „Najseksowniejszy portal dla kobiet”, prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl – „Pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i dla par”, ul. Hoża 57 lok 1B, Warszawa. „Wspieram kobiety w pozwalaniu sobie na więcej, w seksie i w życiu”.

Joanna Keszka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czy zmiana diety pomoże mi radzić sobie z PCOS?

PCOS dieta

PCOS (zespół policystycznych jajników) jest zespołem metabolicznym, który według niektórych danych dotyka od 5 do 7,5 proc. wszystkich kobiet i jest jedną z głównych przyczyn niepłodności. Nieregularne miesiączki, niechciane owłosienie, trądzik, otyłość – są to niektóre z symptomów PCOS. Czy odpowiednia dieta może pomóc w walce z tymi właśnie dolegliwościami?

Początkowo nie zauważano w diecie istotnego czynnika łagodzącego PCOS. Biorąc jednak pod uwagę liczne badania, które wskazywały na powiązania tego stanu z opornością na insulinę, zaczęto podkreślać wagę sposobu odżywiania się kobiet cierpiących właśnie na zespół policystycznych jajników.

Insulina pobudza gromadzenie się tkanki tłuszczowej, w związku z tym niektóre kobiety z PCOS walczą z nadwagą. Nawet jeśli nie jest to objaw dotyczący ciebie, wciąż warto postawić na dietę, która pomoże utrzymać poziom insuliny w normie.

Co mówią eksperci?

– Ważne jest umiarkowane, nie nadmierne spożycie węglowodanów. Powinno być to nie więcej niż 50 proc. dziennego spożycia kalorii. Istotny jest przy tym nacisk na węglowodany złożone, które znajdują się między innymi w pełnoziarnistym pieczywie, kaszach, pełnoziarnistych makaronach. Nie są to na pewno przetwory z białej mąki, takie jak biały chleb, ciastka, czy bułki.

– By zminimalizować poziom uwalnianej insuliny należy pamiętać o podawaniu węglowodanów zawsze z produktem białkowym lub tłuszczowym. Może być to chude mięso, takie jak indyk, czy różnego rodzaju ryby. Na przykład łosoś jest dodatkowo znakomitym źródłem kwasów omega-3 i omega-6. Spożycie białka i tłuszczów pomaga obniżyć indeks glikemiczny potraw.

– Warto też postawić na odpowiednią suplementację. Magnez, cynk, czy też naturalne produkty ziołowe, które mogą pomóc w regulacji kobiecych hormonów.

Magnez wspomaga metabolizm i jest jednym z najważniejszych elektrolitów w naszym ciele. Jest niezbędny do wykonywania ponad 300 reakcji ciała i funkcji – sprawdź co jeszcze pisaliśmy o magnezie i walce z PCOS >>KLIK<<

– Ważna jest też odpowiednia ilość wypijanych płynów. Eksperci polecają przynajmniej osiem szklanek bezkofeinowych napojów dziennie, ponieważ dieta niskowęglowodanowa może powodować niższy poziom wody w organizmie.

Co jeszcze warto wiedzieć o diecie i PCOS?

Mleko sojowe pomocne w PCOS – sprawdź, co mówią eksperci

Kieliszek czerwonego wina pomoże w PCOS? Sprawdź, co mówią badania!

Węglowodany a PCOS

 

Źródło: “Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezpłatne inseminacje w InviMed dla 120 par

Young man kissing his pregnant wife's belly

12 czerwca 2017 r. klinika leczenia niepłodności InviMed w Warszawie rozpoczyna kwalifikacje do inseminacji w ramach badań klinicznych nad nowym lekiem zwiększającym skuteczność zabiegu. Do kliniki mogą zgłaszać się pary, którym z nieznanych przyczyn przez rok nie udało się zajść w ciążę. Wszystkie analizy oraz zabiegi będą wykonane bezpłatnie.

O udział w badaniach klinicznych mogą ubiegać się pary z niewyjaśnioną niepłodnością trwającą co najmniej rok. Kobieta musi mieć co najmniej 20 lat i nie więcej niż 38. W ramach kwalifikacji do programu oboje partnerzy przejdą bezpłatną diagnostykę niepłodności. Nawet jeśli mają aktualne badania lub historię leczenia zlecony im zostanie komplet wszystkich badań, zgodnych z Ustawą o leczeniu niepłodności, w tym badanie dróg rodnych oraz drożności jajowodów Sono-HSG, a także analiza nasienia. Program wyklucza możliwość skorzystania z nasienia dawcy.

U kobiet, które spełnią wymagane kryteria zostanie wykonana inseminacja wewnątrzmaciczna z nasieniem partnera.

Podczas badań klinicznych będziemy stosować eksperymentalną metodę inseminacji, polegającą na przepłukiwaniu jajowodów specjalnym roztworem z lekiem, który może poprawić szanse na zajście w ciążę. Jest to substancja, która korzystnie wypływa żywotność plemników – mówi dr n. med. Tomasz Rokicki, dyrektor medyczny klinik leczenia niepłodności InviMed.

Klinika InviMed w Warszawie jest jedynym ośrodkiem klinicznym w Polsce, który przeprowadzi badanie. Zostało to zatwierdzone przez Komisję Bioetyczną przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie oraz Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Aby uzyskać więcej informacji i umówić się na wizytę kwalifikacyjną, należy zadzwonić pod numer 500 900 888 lub wysłać e-mail na adres invimed@invimed.pl

Więcej informacji o klinikach leczenia niepłodności InviMed można znaleźć na www.invimed.pl.

Zabiegi będą realizowane w ramach badań klinicznych

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Perfekcyjna mama i zmagania z depresją poporodową – te zdjęcia wiele mówią!

Foto: Kathy DiVincenzo Facebook
Foto: Kathy DiVincenzo Facebook

Perfekcyjne macierzyństwo nie istnieje – oto kobieta, która w odważny sposób stara się o tym przypomnieć światu. Matka cierpiąca na depresję poporodową, obok idealnych zdjęć publikuje też te, które pokazują jej codzienne zmagania z chorobą.

Dwie strony życia

Kathy DiVincenzo, pochodząca z Cleveland w Ohio, stworzyła serię zdjęć, które zrobione były przez jej przyjaciółkę Danielle. Na jednej z fotografii Kathy jest ślicznie ubrana i podczas zabawy z dwójką swoich dzieci, Gianną i Dominic’iem, uśmiecha się od ucha do ucha. Inne zdjęcie przedstawia zaś stres i problemy, z którymi mierzy się młoda matka podczas wychowywani dzieci. Co więcej, matka cierpiąca na depresję poporodową. Kathy wyjaśnia, że pomimo dramatycznych różnic obie te fotografie są jak najbardziej prawdziwe. Obie przestawiają jej codzienność, a na żadnej nie mija się z prawdą – po prostu nic nie jest tylko czarne, albo białe. Kobieta postanowiła podzielić się zdjęciami, by uhonorować miesiąc poświęcony właśnie depresji poporodowej.

Kathy jest matką dwójki maluchów i śmiało prezentuje dwa skrajne obrazy swojego macierzyństwa. Chce tym samym pokazać, jakie są realia życia z zaburzeniami nastroju, z którymi musi się na co dzień zmagać. W zdjęciach liczy się każdy niemal szczegół. Na jednym z nich młoda matka ma opadające ramiączko od ciążowego biustonosza i niechlujnie spięte włosy. Stara się w tym wszystkim znaleźć balans pomiędzy równoczesnym poświęcaniem czasu i uwagi córeczce oraz małemu synkowi.

„Pracuję dwa razy ciężej, by ukryć przez wami realia, ponieważ boję się, że poczujecie się niekomfortowo. (…) Boję się, że pomyślicie, iż jestem słaba, szalona, jestem koszmarną matką, albo milion innych określeń, do których przekonuje mnie mój umysł i wiem, że nie jestem w tych myślach sama” – słowa Kathy cytuje „Daily Mail”.

Zaopiekujmy się psychiką

Szalenie ważne jest głośne mówienie o depresji poporodowej, bowiem niektóre badania wskazuję, iż dotyka ona nawet jedną na siedem matek. Należy przestać ją stygmatyzować, podobnie jak i inne problemy psychiczne, co również jest przesłaniem Kathy. Rodzicielstwo to trudny orzech do zgryzienia, a zostanie rodzicem zawsze wiąże się z ogromnymi zmianami w życiu. Jeśli, jako społeczeństwo, będziemy uważni na troski młodych rodziców i ich zdrowie psychiczne, jest większa szansa, że wielu z nich odważy się prosić o wsparcie. „Być może, jeśli młode matki uwierzą, że można być wystarczającą, a nie idealną matką, szukanie pomocy stanie się łatwiejsze” pisała już w naszym portalu o depresji poporodowej psychoterapeutka Katarzyna Mirecka. Warto przy tym pamiętać, że szczęśliwy rodzic z większym prawdopodobieństwem będzie mógł dać szczęście nie tylko sobie, ale i swojemu dziecku.

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Kathy DiVincenzo Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook
Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Ciało, kobiecość, seksualność i macierzyństwo – tematy, które są ze sobą nierozerwalnie związane. Często niestety stoją ze sobą w sprzeczności. Nie jest wcale łatwo zachować idealne ciało, urodzić dziecko i wciąż być w stanie sprostać społecznym standardom piękna. Te zdjęcia pokazują, że bycie mamą to powód do dumy, także ze swojego ciała!

Jestem mamą!

Seria zdjęć wykonanych przez Mikaelę Shannon, kanadyjską fotografkę, w niezwykle szczery sposób pokazuje, jak wygląda kobiece ciało po porodzie. U wielu kobiet zmienia się brzuch, pojawiają się dodatkowe krągłości, czy rozstępy. Paradoksalnie – do przyjętych kanonów – może to być powód do dumy i powinien być! „Chciałabym, by mamy nigdy nie czuły, że ich ciało nie jest już równie piękne, jak było kiedyś” – powiedziała fotografka.

Shannon postanowiła stworzyć swój projekt, po tym, gdy wiele matek wyraziło zainteresowanie udziałem w poporodowych sesjach. „Love Your Postpartum” (w wolnym tłumaczeniu „Kochaj swoje poporodowe ciało”), bo taką nazwę nosi seria fotografii, pokazuje kobietom, że warto darzyć swoje ciało pozytywnymi emocjami i szanować je. Nawet jeśli zmieniło się po ciąży, nawet jeśli nie wpisuje się w wykreowane przez społeczeństwo wizje – to wciąż jest ono nasze. Pozwala kobietom być matkami, pozwala wyrażać swoją ekspresję, pozwala realizować siebie. Każda kobieta jest kimś znacznie więcej, niż swoim ciałem. Jest sumą doświadczeń, przeżyć, piękna, które w sobie niesie.

Gdzie jest piękno?

W dzisiejszym świecie jest to bardzo trudne i nieraz natrafić można na sprzeczne komunikaty. Z jednej strony, bądź matką, bo to gwarantuje poczucie kobiecości. Z drugiej, ciąża może zniszczyć twoje ciało, a to ono jest swego rodzaju wizytówką człowieczeństwa. Czy oby na pewno?

Grunt to mieć odpowiedni dystans i silne poczucie, że wokół nas jest coś znacznie ważniejszego, niż tylko ładny obrazek. Oczywiście szalenie istotne jest dobre samopoczucie związane z byciem we własnej skórze, akceptacja i samozadowolenie. Tylko, czy jest to głównym celem? A może tylko środkiem do realizacji innych potrzeb? Projekt Shannon jest kolejną serią zdjęć, która porusza ten jakże ważny i trudny problem. Pokazywaliśmy niedawno na naszym portalu inne fotografie – „The Honest Body Project” – piękno nie zawsze jest perfekcyjne! >>KLIK<<

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.