Przejdź do treści

Ustawa o in vitro-gorąca dyskusja w podkomisji

Dwoma projektami dotyczącymi in vitro, rządowym i SLD, zajmuje się dziś sejmowa podkomisja. Debatowali m.in. o tym czy zarodek jest organizmem i czy in vitro leczy niepłodność. Posłowie PiS wyszli z posiedzenia.

Kwestia definicji zarodka była zapalnym momentem dyskusji. Zgodnie z projektem rządowym zarodkiem określa się „grupę komórek powstałą wskutek pozaustrojowego połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej, od zakończenia procesu zlewania się jąder komórek rozrodczych (kariogamia) do chwili zagnieżdżenia się w śluzówce macicy”. Poseł PiS Czesław Hoc chciał, by zarodek był określany jako organizm ludzki wbrew argumentacji zarówno wiceministra zdrowia jak i eksperta z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu Katarzyny Kozioł.
Kozioł wskazywała, że organizm to twór, który posiada organy, czyli w przypadku płodu ludzkiego dotyczy to ok. 9 tygodnia ciąży. Terminem zarodka określa się twór, który ma zaledwie kilka dni. Poseł PiS w odpowiedzi na to pytał nawet, czy w takim razie pantofelek nie jest organizmem.
W efekcie z  posiedzenia podkomisji posłowie PiS wyszli oceniając, że oba zgłaszane projekty ustaw są złe.  Poseł Hoc wskazywał nawet, że nawet tytuł projektu rządowego – „o leczeniu niepłodności” – mylący bo in vitro nie jest metodą leczenia. Przywoływał przy tym budzące wg dzisiejszej wiedzy wątpliwość dane, z których wynikało, ze skuteczność tej procedury jest bardzo niska i wynosi nieco ponad 3 proc.
Zareagował na to konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii, ginekologii i rozrodczości prof. Robert Spaczyński wskazując, że być może 30 lat temu skuteczność in vitro wynosiła 3-8 proc., ale obecnie badania pokazują, że wynosi ona ok. 30 – 40%.
Jednak ponieważ ani poseł Hoc ani posłanka Nowicka, która chciała by z procedura in vitro mogły korzystać także samotne kobiety nie uzyskali formalnie wymaganej liczby podpisów za swoimi uwagami, nie mogli oni zgłosić swoich poprawek.
Weronika Tylicka

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie pozaustrojowe często postrzegane jest jako ostateczność – krok przed którym, z różnych względów, bardzo długo się wzbraniamy. A jeżeli już się na niego zdecydujemy, oczekujemy prostej (mimo swej biologicznej złożoności) procedury, z gwarancją efektu. Z Martą Sikorą–Polaczek, embriologiem w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, kierownikiem laboratorium IVF  rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiając się nad efektywnością zapłodnienia pozaustrojowego, warto najpierw zadać sobie pytanie, jaki jest główny cel tej metody, co możemy osiągnąć, stosując in vitro? Ujmując w kilku zdaniach obowiązujące rekomendacje i aktualne standardy – zapłodnienie pozaustrojowe ma: 

  • ominąć bariery, które spotykają na swojej drodze plemniki, czyli obejść problem niedrożnych jajowodów, niskiej koncentracji i ruchliwości plemników czy nieprawidłowej interakcji plemników z komórką jajową. Pomaga parom, które bez tej techniki nie mają szans na biologiczne potomstwo. 
  • „skoncentrować” siły reprodukcyjne w jednym, perfekcyjnie kontrolowanym cyklu – czyli ratować czas reprodukcyjny, zwiększyć szanse rozwoju i implantacji prawidłowego zarodka, gdy wiek lub jakiekolwiek inne przyczyny te szanse ograniczają. Pomaga parom, które mogą inaczej nie zdążyć mieć własnego potomstwa. Stosując zapłodnienie pozaustrojowe, nie modyfikujemy właściwości komórek rozrodczych, nie ingerujemy w genom zarodka czy wreszcie (wbrew przerażającym pseudonaukowym publikacjom) nie tworzymy „nadmiaru” istnień ludzkich, wybierając te najsilniejsze. 

Jakie są w związku z tym najistotniejsze czynniki, które wpływają na efektywność zapłodnienia pozaustrojowego? 

Takim czynnikiem jest potencjał komórek rozrodczych. Oczywiście dzięki osiągnięciom nauki wiemy coraz więcej o tym, jak ten potencjał mierzyć (badając np. poziom rezerwy jajnikowej czy analizując parametry nasienia) oraz jak najefektywniej i najbezpieczniej (stosując odpowiednie protokoły stymulacyjne) go wydobyć. Nie potrafimy jednak ciągle na niego wpłynąć – to prawdziwe wyzwanie dla medycyny! 

Które czynniki wpływające na skuteczność zapłodnienia zależą od pary starającej się o dziecko?

Mimo że nie możemy modyfikować naszego potencjału rozrodczego, to możemy jednak o niego zadbać. Możemy zadbać o komórki rozrodcze tak jak o wszystkie inne komórki naszego organizmu. Publikowane są ciągle (lepiej lub gorzej udokumentowane) doniesienia o niższej efektywności zapłodnienia pozaustrojowego u kobiet z wysokim BMI, u palaczy, u osób przewlekle zestresowanych. 

W jaki sposób praca w laboratorium kliniki leczenia niepłodności i podejmowane tam decyzje od momentu pobrania komórki jajowej i nasienia mają wpływ na skuteczność przeprowadzonego in vitro? 

Praca embriologa rozpoczyna się w momencie przekazania do laboratorium komórek rozrodczych. Nasza rola to efektywne przeprowadzenie połączenia komórek – tutaj liczą się umiejętności i doświadczenie embriologa. Komórkom i rozwijającym się zarodkom trzeba zapewnić optymalne warunki – składniki odżywcze, temperaturę, pH, stężenie tlenu – tu ma znaczenie zarówno praca zespołu, jak i wyposażenie laboratorium, stosowane pożywki hodowlane, jakość powietrza, kontrola warunków laboratoryjnych. 

Czytaj też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda: wyjaśnia embriolog

Niezwykle ważna dla pary jest decyzja dotycząca liczby zapładnianych komórek jajowych, podejmowana wspólnie z lekarzem. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce zapładniamy maksymalnie 6 komórek jajowych u kobiet poniżej 35. roku życia, jeśli nie ma innych okoliczności obniżających efektywność (2 nieudane procedury w przeszłości lub choroba współistniejąca). Daje nam to realne statystycznie szanse na uzyskanie 2 prawidłowo rozwiniętych zarodków, a więc jeden/dwa transfery, każdy z około 40%-ową szansą na ciążę. Możemy zmniejszyć liczbę zapładnianych komórek, ale doniesienia literaturowe są nieubłagane – im więcej komórek zapłodnimy, tym większe są szanse na ciążę z tego cyklu stymulacji. Warto jednocześnie pamiętać, że zarodek jest w Polsce prawnie chroniony – nie może zostać zniszczony lub przekazany na cele badawcze. Wszystkie utworzone i prawidłowo rozwijające się zarodki tra ą do rodziców – biologicznych lub adopcyjnych. 

Połączenie komórek rozrodczych podczas procedury in vitro nie wystarcza, by doszło do zapłodnienia. Duża liczba komórek jajowych nie rozwija się i nie staje się zarodkami. Dlaczego tak jest? 

Jedna komórka – jeden zarodek – pojedyncza ciąża to efekt, jaki niewątpliwie chcielibyśmy osiągnąć. Wiemy jednak, że aby zarodek rozwijał się prawidłowo, musi być prawidłowy genetycznie – a więc dostać właściwe „pakiety” genetyczne od komórek rozrodczych i nie wygenerować błędów podczas podziałów. A ogromna liczba zarodków niesie w sobie duże nieprawidłowości. Liczne aneuploidie (nieprawidłowe liczby chromosomów) są letalne – takie zarodki nie mają szansy na dalszy rozwój. Ich obumieranie można uznać za naturalny biologiczny mechanizm. Niezbędna jest też „gotowość” cytoplazmatyczna komórki jajowej – wykazano, że niektóre zarodki zatrzymują się w rozwoju, mimo że są genetycznie prawidłowe. 

Co świadczy o prawidłowym rozwoju zarodka? 

Zgodnie z przyjętymi standardami pracy zarodek rozwija się prawidłowo, jeżeli:
– dzieli się zgodnie z przyjętym czasem – zarodek dwudniowy powinien być 2- lub 4-komórkowy, zarodek 5-dniowy to już kilkadziesiąt komórek,
– ma struktury charakterystyczne dla swojego stadium rozwojowego – blastocysta musi mieć np. węzeł zarodkowy, czyli grupę komórek, z których rozwinie się płód,
– jego komórki nie degenerują. 

Musimy jednak pamiętać, że prawidłowo wyglądający zarodek to nie wszystko. O udanym transferze zarodka decydują kompetencja (morfologiczna i genetyczna) zarodka i gotowość macicy do jego przyjęcia. Tutaj dotykamy odrębnej, wychodzącej poza laboratorium, a bardzo złożonej kwestii receptywności endometrium macicy. 

Jak wygląda skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego w statystykach? Jak jest mierzona i liczona efektywność in vitro? 

Każdy ośrodek powinien mierzyć swoją efektywność w wielu punktach – istnieją wskaźniki obliczone na dużych populacjach i pozwalające określić, czy wszystko, zarówno na poziomie laboratorium, jak i lekarskim, działa prawidłowo (np. współczynnik zapłodnienia, rozwoju zarodkowego, efekty poszczególnych lekarzy i embriologów). 

To, co ośrodki podają do informacji pacjentów, to jedynie ułamek tej wiedzy, jednocześnie najbardziej istotny – informacja o uzyskanych ciążach. Przeglądając statystyki, warto zwrócić uwagę, jaka grupa wyjściowa była analizowana: czy podawane są ciąże w przeliczeniu na wykonany transfer, na rozpoczętą stymulację, czy kumulatywne – na jeden cykl stymulacji ze wszystkimi wykonanymi transferami lub wręcz na kilka cykli. Warto dopytać o to, jakich grup wiekowych dotyczą dane. I wreszcie porozmawiać z lekarzem lub embriologiem o procedurach stosowanych w danym ośrodku. Na przykład – jeśli ośrodek wykonuje tylko transfery blastocyst, jego wskaźniki „na transfer” mogą być bardzo wysokie, ale „umkną” z nich wszystkie cykle, w których trzeba było przerwać leczenie, nie udało się uzyskać komórek lub zarodki przestały się rozwijać na wcześniejszym etapie. 

Niezależnie od tego, które statystyki zdecydujemy się jako ośrodek opublikować – stosując świadomie metodę zapłodnienia pozaustrojowego, umożliwiamy posiadanie biologicznego potomstwa ogromnej grupie tych, dla których inne metody leczenia nie mają szans powodzenia lub grożą bezpowrotną utratą czasu reprodukcyjnego. Z zaprezentowanych na konferencji Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii statystyk Ministerstwa Zdrowia dotyczących refundowanych cykli leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2013–2016 w Polsce wynika, że udało się pomóc 80% par uczestniczących w programie. 

POLECAMY: Pobranie męskich i żeńskich komórek rozrodczych przed in vitro? Na czym polega – wyjaśnia embriolog

Gość wywiadu: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia skończyła na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowywała w Zakładzie Genetyki UJ Krakowie, we współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

„Dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam, mam synka”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”

blog o niepłodności "Matka mimo wszystko"
Ania prowadzi bloga o nazwie "Matka mimo wszystko" // fot. Fotolia

„W klinice leczenia niepłodności spotkałam dziesiątki, o ile nie setki, wystraszonych, zagubionych kobiet. Chciałam im tyle powiedzieć, wyjaśnić, uspokoić je…lecz nie zawsze był na to czas i miejsce. Teraz mówię do nich przez bloga i mam nadzieję, że choć część z nich go czyta”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy Ania sześć lat temu dowiedziała się, że musi zmierzyć się z niepłodnością, o swoim wrogu nie wiedziała nic. Jednak dzięki determinacji i leczeniu metodą in vitro została mamą. Dziś stoi w tym samym punkcie co kilka lat temu, a jej walka rozpoczęła się na nowo.

Specjalnie dla portalu Chcemy Być Rodzicami, Ania opowiedziała o swojej historii i prowadzeniu bloga. Możesz go przeczytać TUTAJ.

Zobacz także: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Dlaczego zdecydowałaś się prowadzić bloga na temat starań o dziecko?

Pomysł na pisanie bloga narodził się już kilka lat temu- dokładnie wtedy, gdy pierwszy raz zetknęłam się z niepłodnością. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, gdy wraz z moim partnerem usłyszeliśmy, że nie mamy szansy na naturalne zajście w ciążę.

O niepłodności nie wiedziałam wtedy w zasadzie nic. Stale szukałam informacji w Internecie, ale były one szczątkowe. Miałam milion pytań, a nie miałam z kim o tym porozmawiać. Starania o dziecko tak bardzo mnie pochłonęły, że nie miałam czasu na pisanie.

Teraz znowu jestem w tym samym miejscu- staram się z mężem o rodzeństwo dla naszego synka, który urodził się dzięki metodzie in vitro. Mam za sobą całkiem spore doświadczenie- jedną ciążę naturalną, poronienie, 4 podejścia do in vitro i 2 do kriotransferu…i właśnie tą zdobytą przez lata wiedzą- chcę się dzielić z innymi kobietami. 

Co daje Ci prowadzenie bloga?

Dobre pytanie…Na chwilę obecną blog jest moim drugim dzieckiem. Poświęcam mu wiele czasu, dbam o to by był merytoryczny, a jednocześnie napisany prostym, przystępnym językiem.

Z jednej strony pozwala mi wrócić do chwil, które przeżyłam, a które nie zawsze były szczęśliwe, przeanalizować je ponownie i wyciągnąć wnioski z tego co było. Z drugiej- jest to moja przestrzeń do wyciszenia emocji, oczyszczenia się z nadmiaru tych złych, które niestety często towarzyszą niepłodności.

Od zawsze byłam typem „społecznika”, a blog to miejsce, w którym mogę swoje pragnienia realizować. Z każdego pozytywnego komentarza od czytelnika- cieszę się jak dziecko. Nie mogę pomóc innym kobietom zajść w ciążę, bo nie jestem lekarzem. Ale mogę sprawić, by miały większą wiedzę na temat niepłodności czy in vitro, a może dzięki temu starania o dziecko będą dla nich choć odrobinę mniej stresujące.

W klinice leczenia niepłodności spotkałam dziesiątki, o ile nie setki, wystraszonych, zagubionych kobiet. Chciałam im tyle powiedzieć, wyjaśnić, uspokoić je…lecz nie zawsze był na to czas i miejsce. Teraz mówię do nich przez bloga i mam nadzieję, że choć część z nich go czyta.

Zobacz także: Jak zachować optymizm w staraniach o dziecko? Radzą blogerki piszące o niepłodności

Który moment był dla Ciebie najtrudniejszy podczas starań o dziecko?

Trudnych chwil było wiele. Leczenie niepłodności wiąże się z ogromnym stresem. Najpierw jest strach przed każdą wizytą u lekarza i badaniem, które trzeba zrobić. Później w napięciu czeka się na wyniki, miesiącami przyjmuje leki i nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi ten upragniony moment i pojawią się tak długo wyczekiwane dwie kreski na teście ciążowym.

Dla mnie najtrudniejsze było odbicie się od dna po kolejnym niepowodzeniu procedury in vitro. Godzinami analizowałam cały miesiąc, wszystkie leki, które miałam zlecone, obwiniałam się, że może powinnam bardziej dbać o siebie, może powinnam po transferze leżeć itd…

To były ciężkie chwile i dla mnie i dla mojego męża. Ale po każdym dniu nawet tym najgorszym- przychodzi kolejny, w którym trzeba wstać z łóżka i powiedzieć sobie „nie poddam się, nie tym razem” i walczyć dalej.

Jak zachować optymizm w walce o upragnioną ciążę?

Nie zawsze da się to zrobić. Najważniejsze to nie załamywać się, nie poddawać przedwcześnie. My kobiety zostałyśmy tak stworzone, że potrafimy wiele przejść. Myślę, że nawet więcej niż nam się wydaje.

Wielokrotnie myślałam, że już nie mam sił próbować dalej, że doszłam do muru, wykorzystałam wszelkie możliwości i nadszedł czas by odpuścić, by zrezygnować z marzeń o dziecku. Mijało kilka dni i wpadałam na kolejny pomysł, szukałam nowego lekarza, nowej kliniki, układałam sobie plan na kolejne podejście.

I właśnie dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam- mam synka. Każdej kobiecie doradzam to samo- „nie poddawaj się, bo być może właśnie teraz jesteś o krok od upragnionej ciąży!”. A śmiało mogę powiedzieć, że warto walczyć, choćby po to, by usłyszeć słowo „mama” z ust swojego dziecka.

Zobacz także: Czy niepłodność może mieć dobre strony? Odpowiadają blogerki

Czy w niepłodności można doszukać się jakiś dobrych stron?

My z mężem śmiejemy się z tego, że niepłodność nauczyła nas cierpliwości. Nie robią na nas wrażenia kolejki do kasy w sklepie, przychodni czy na poczcie. Przecież my stale na coś czekamy, my od lat stoimy w takiej kolejce. Czekaliśmy na wizyty u lekarzy, na badania, na kolejne etapy procedury in vitro, w końcu czekaliśmy 9 miesięcy na synka, a teraz czekamy na moment, w którym damy mu rodzeństwo.

Niepłodność nauczyła nas też pokory. Nie wywyższamy się z tego powodu, że jesteśmy rodzicami, nie oceniamy innych, nie pouczamy w kwestii wychowania dzieci czy wieku, w którym dwoje ludzi powinno postarać się o potomstwo. Wiemy, że chcieć nie zawsze oznacza móc.

Myślę, że niepłodność wzmacnia związek, ale tylko taki, który jest zrodzony z miłości. Jeśli dwoje ludzi ma jakiekolwiek problemy w komunikacji ze sobą, nie potrafi się dogadać w codziennym życiu- im niepłodność nie pomoże, prawdopodobnie będą zbyt słabi by przetrwać te trudne chwile.

Zobacz także: Jak przygotować się do leczenia niepłodności? Zobacz porady blogerek!

Czy masz praktyczne rady dla czytelniczek, jak się przygotować do in vitro?

Oczywiście, mam cały worek praktycznych rad! Przygotowania do in vitro należy zacząć już dwa, trzy miesiące przed rozpoczęciem procedury.

Należy odwiedzić ginekologa i zrobić cytologię, o ile od ostatniej upłynął już rok. Dobrze jest też wybrać się do dentysty i sprawdzić stan uzębienia, aby później w trakcie procedury in vitro nie mieć nieprzyjemnych niespodzianek. Ja niestety tą część zaniedbałam i w trakcie stymulacji in vitro męczyłam się z okropnym bólem zęba.

Zalecam również zrobienie wyniku TSH i sprawdzenia czy z naszą tarczycą jest wszystko w porządku. Nie wiem czy wiecie, ale właśnie tarczyca potrafi nieźle namieszać i utrudnić zajście w ciążę. Na 3 miesiące przed planowanym zajściem w ciążę trzeba rozpocząć przyjmowanie kwasu foliowego. To tyle jeśli chodzi o kwestie medyczne.

Procedura in vitro wymaga od nas wielu poświeceń i pochłania mnóstwo czasu. Dlatego też dobrze jest już wcześniej dokładnie zaplanować ten okres, sprawdzić czy będziemy w stanie tak zorganizować nasze życie, by pogodzić je z badaniami i częstymi wizytami w klinice.

Wszystko zależy od tego, jak kobieta będzie reagować na podane w trakcie stymulacji leki. Jeśli dobrze- para odbędzie 4-5 wizyt w trakcie całej procedury, ale jeśli pęcherzyki nie będą odpowiednio rosły- lekarz może zlecić wizyty kontrolne nawet codziennie.

I na końcu wspomnę o tym, co jest równie ważne- o finansach. In vitro nie jest tanią procedurą i trzeba wcześniej tak zaplanować budżet domowy, by w trakcie stymulacji nam nie zabrakło pieniędzy na leki czy dodatkowe usługi do in vitro, które zaproponuje nam lekarz.

Warto dodać, że Ania prowadzi również na Facebooku zamkniętą grupę „Niepłodność…czyli chcieć, a nie móc„. Udzielać się tam mogą wszystkie kobiety, które mają problem z zajściem w ciażę.

Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko” znajdziesz tu

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

In vitro i ludzkie komórki na szkle? Takich witraży jeszcze nie widziałeś!

witraż z in vitro
fot. Pixabay

Fragmenty tkanek, komórki nerwowe, czy zapłodnienie in vitro – to tematy niezwykłych witraży. Ich autorką nie jest jednak plastyk, lecz profesor biologii Barbara Gawrońska-Kozak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Robienie witraży stało się dla pani Barbary ucieczką od stresów w pracy. Profesor Gwarońska-Kozak przez 11 lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała naukowo.  Od lat prowadzi badania nad bezbliznowym gojeniem ran.

Jak opowiada pani Barbara, aby utrzymać się w Stanach Zjednoczonych na stanowisku lidera grupy naukowej, trzeba zdobywać granty i przynosić pieniądze na coraz to nowsze projekty. To nie zawsze się udawało, co niosło za sobą frustracje i stresy.

Zobacz także: Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Na stresy najlepsza sztuka

W chwili zwątpienia pani Barbara postanowiła poszukać zajęcia, które ukoiłoby jej nerwy. W USA przy uczelniach często spotkać można ośrodki, w których w godzinach popołudniowych odbywają się różnorakie kursy.

Profesor od dziecka marzyła o robieniu ceramiki i to właśnie na takie zajęcia chciała się zapisać. Pech chciał, że wszystkie miejsca na kursie garncarstwa były już zajęte. Padło zatem na robienie witraży. Od pierwszych zajęć wiedziała już, że znalazła to, czego szukała.

Po powrocie do Polski profesor Gawrońska-Kozak doskonaliła swoje umiejętności. Inspirację czerpała… z pracy! Tematem jej witraży stały się mikroskopowe preparaty tkankowe.

– Preparaty są tak niesamowicie piękne, pomyślałam: a co by się stało, gdybym taki obraz przeniosła na szkło, na witraż? – cytuje słowa pani Barbary portal „Nauka w Polsce”.

Zobacz także: Malarka i niedoszła matka. Obrazy Fridy Kahlo

Witraż z in vitro

Na witraże profesor biologii przenosi m.in. tkankę tłuszczową żółtą i brązową, komórki nerwowe, tkanki ludzkiej skóry z mieszkiem włosowym, włosem i naczyniami krwionośnymi, czy komórki macierzyste tkanki tłuszczowej.

W swoim dorobku pani Barbara ma również witraż z in vitro, który przedstawia komórkę jajową z jądrem komórkowym, krążące wokół plemniki oraz igłę iniekcyjną wprowadzającą jeden z plemników do jajeczka.

Praca nad witrażem jest czasochłonna– zajmuje od jednego do trzech miesięcy. Najpierw na kartce papieru powstaje projekt, który z biegiem czasu przybiera realne kształty.

Pani Barbara podkreśla jednak, że nie jest artystką, lecz rzemieślnikiem. W roku 2015 odbyła się wystawa pt. „Tkanki ze szkła” na której można było podziwiać prace profesor.

Barbara Gawrońska Kozak – „Tkanki ze szkła”
18 września 2015 r. // fot. www.wbp.olsztyn.pl

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Nauka w Polsce

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Jak ocenić, czy w wyniku zabiegu in vitro doszło do zapłodnienia, i jaki jest optymalny moment na transfer zarodka? Na te i inne ważne pytania odpowiada dr Katarzyna Kozioł z Przychodni Lekarskiej nOvum, specjalistka położnictwa i ginekologii, embriolog kliniczny PTMRiE, senior clinical embryologist ESHRE.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Transfer zarodka: jak to wygląda krok po kroku

  Jeśli parametry nasienia są prawidłowe, czyli odpowiednia jest liczba plemników (ok. 15 mln/ml) oraz ich ruchliwość (powyżej 40% ruchliwości, w tym 32% ruchliwości postępowej), to takie nasienie jest kwalifikowane do tzw. klasycznego zapłodnienia pozaustrojowego – wyjaśnia dr Kozioł.

Oznacza to, że po odpowiednim przygotowaniu nasienia dodaje się je do pobranych wcześniej komórek jajowych. Plemniki te – w szalce, dodane do  odpowiedniej pożywki, w której wcześniej umieszczone zostały komórki jajowe – samodzielnie docierają do komórek i zapładniają je.

– Tu trzeba podkreślić, że zgodnie z prawem u pacjentek poniżej 35. roku życia można zapłodnić maksymalnie sześć komórek, więc nawet jeśli udało się uzyskać ich więcej, to te ponad 6 komórek nie mogą być zapłodnione, mogą natomiast być zamrożone i możliwe do wykorzystania, jeśli ta próba by się nie powiodła albo jeśli pacjentka będzie chciała wrócić po kolejne dziecko – opowiada dr Kozioł.

Jeśli natomiast parametry nasienia są niezadowalające lub jeśli istnieje ryzyko że z jakiegokolwiek innego powodu komórki jajowe mogą samoistnie się nie zapłodnić, wtedy należy zastosować odmianę zapłodnienia pozaustrojowego, która nazywa się mikroiniekcją plemnika do komórki jajowej (ICSI).

POLECAMY: Przygotowania do in vitro – jak to wygląda?

– W skrajnych przypadkach może w ogóle nie być plemników w nasieniu. Wtedy należy poszukiwać ich w jądrze lub najądrzu – mówi ekspertka nOvum. Pozyskiwanie takich plemników odbywa się podczas zabiegu (w znieczuleniu ogólnym) biopsji jąder lub najądrzy męża lub partnera pacjentki jeszcze na etapie przygotowania do in vitro.

Spośród pozyskanych plemników embriolog wybiera najlepsze plemniki (najlepiej zbudowane i najbardziej ruchliwe) a następnie przy pomocy szklanej, bardzo cienkiej pipetki pod mikroskopem wstrzykuje pojedynczo do wnętrza komórki jajowej. 

Skuteczność zapłodnienia in vitro i ICSI

Po 16 – 18 godzinach od zapłodnienia ocenia się, czy było ono skuteczne. Po zapłodnieniu klasycznym średnio 60% komórek zapładnia się prawidłowo, a po ICSI – 65%.
Aby stwierdzić, czy doszło do zapłodnienia, embriolog ogląda komórki jajowe pod mikroskopem – te prawidłowo zapłodnione mają dwa przedjądrza oraz dwa ciałka kierunkowe. 


– Po około 22-24 godzinach od zapłodnienia zarodek dzieli się na dwie komórki potomne (czyli dwa blastomery), po 44 godzinach – na cztery, po 68 godzinach – na 6-8 komórek itd. Gdy komórek przybywa, stają się coraz mniejsze. W czwartej dobie po zapłodnieniu wszystkie komórki zarodka zlewają się, tworząc tzw. morulę. W piątej dobie tworzy się zarodek, który nazywany jest blastocystą – tłumaczy dr Katarzyna Kozioł – widoczny jest węzeł zarodkowy, z którego jeśli zarodek jest zdolny do dalszego rozwoju powstanie organizm płodu a następnie dziecka a część utworzy pojedynczą warstwę komórek na obwodzie zarodka (trofoektodermę), z której ukształtuje się łożysko.

Jeśli zarodki rozwijają się do tego etapu, świadczy to bardzo dobrze o ich potencjale rozwojowym,  witalności i możliwości zapoczątkowania ciąży. 

Transfer zarodka – jaki jest optymalny czas na ten zabieg i ile zarodków można podać?

Transfer zarodka przeprowadza się w drugiej, trzeciej bądź piątej dobie od zapłodnienia, czasem  choć rzadko w czwartej, zależnie od sytuacji klinicznej. W nOvum moment transferu ustala się indywidualnie, w zależności od historii dotychczasowego leczenia pacjentów, wieku kobiety, liczby zarodków, kondycji kobiety po punkcji i stymulacji .
Najczęściej do macicy podaje się jeden zarodek – po to, żeby uzyskać pojedynczą ciążę. 

– Taka ciąża jest najbardziej fizjologiczna i najbezpieczniejsza – dla kobiety i dla płodu. Z tego powodu unika się podawania dwóch lub trzech zarodków – dodaje dr Katarzyna Kozioł.

Jak wyjaśnia ekspertka nOvum, dwa zarodki podaje się tylko w wyjątkowych sytuacjach:

  • u kobiet nieco starszych, które mają mniejsze szanse na ciąże z racji na wiek, 
  • gdy zarodki są nieco słabsze i słabiej rokują,
  • jeśli poprzednie próby zapłodnienia pozaustrojowego kończyły się niepowodzeniem.

Jak przechowuje się zarodki?

Pozostałe uzyskane zarodki (jeśli takie są) poddaje się kriokonserwacji. Kriokonserwacja to jedyna metoda, by zachować pozostałe zarodki przy życiu. 

Pary, u których nie powiodło się pierwsze in vitro, mogą wracać po zamrożone zarodki i nie muszą przechodzić kolejnych stymulacji hormonalnych oraz punkcji jajników. Pary, którym urodziło się dziecko a nadal mają przechowywane zarodki,  wracają po kolejne dzieci. W szczęśliwej sytuacji rodzina może doczekać się 2-3 dzieci, przechodząc tylko jedną procedurę stymulacji i punkcji do in vitro. To zmniejsza uciążliwości związane z leczeniem kobiety i oczywiście zdecydowanie redukuje koszty leczenia. 

Zarodki dobrze znoszą proces mrożenia. Co więcej: najnowsze badania pokazują, że uzyskane z nich ciąże są silniejsze a dzieci rodzą się większe. Pojawiają się nawet wypowiedzi naukowców, że przyszłość in vitro będzie polegać na stymulacji hormonalnej, mrożeniu wszystkich zarodków i podawaniu ich pojedynczo w kolejnych, naturalnych cyklach. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.