Przejdź do treści

Ustawa o in vitro coraz bliżej?

171.jpg

Pierwsze dziecko w Polsce, do którego poczęcia doszło dzięki metodzie in vitro, urodziło się w 1987 roku w białostockiej klinice. Od tego czasu minęło już 27 lat, jednak Polska jest aktualnie jednym z ostatnich państw Unii Europejskiej, w których kwestia zapłodnień pozaustrojowych nie została jeszcze prawnie uregulowana.

Jak aktualnie wygląda kwestia in vitro w Polsce?

W tym momencie zarodki są przechowywane szpitalach, klinikach prywatnych oraz centrach krwiodawstwa. Jednak nikt nie zajmuje się monitorowaniem warunków w jakich są składowane.

Co miałaby regulować ustawa?

Przede wszystkim to, gdzie i w jaki sposób powinny być przechowywane zarodki. Rzecznika rządu Małgorzata Kidawa-Błońska precyzuje, że przechowywaniem zarodków będą się zajmowały kliniki, w których będzie praktykowana metoda in vitro. Natomiast w przypadku braku odpowiednich do tego warunków, zostaną one przekazane do banków tkanek. Dodatkowo, Ministerstwo Zdrowia miałoby się zając monitorowaniem zarodków pacjentów. W planach jest także założenie rejestru. W ustawie ma być także obecny zakaz przeprowadzania eksperymentów na zarodkach, a także zakaz ich sprzedaży czy niszczenia.

Kiedy możemy się spodziewać ustawy?

12.02.2014 projekt ustawy o leczeniu niepłodności został wpisany do wykazu prac Rady Ministrów. Ministerstwo Zdrowia zobowiązało się do przygotowania go w ciągu kilku tygodni. Planowane jest stworzenie projekty „technicznego”, który miałby budzić mniej kontrowersji czy sporów ideologicznych, etycznych.

Skąd ten pośpiech?

We wrześniu 2013 Komisja Europejska postanowiła złożyć do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę na Polskę. Decyzja ta wynika z faktu, iż nie dostosowaliśmy naszego prawa do unijnych dyrektyw w kwestii jakości i bezpieczeństwa tkanek i komórek. W przypadku niewycofania skargi, Polsce grozi grzywna w wysokości 180-200 tys. euro za każdy dzień zwłoki w dostosowywaniu przepisów.

Warto jednak pamiętać, że to już trzecia próba uregulowania kwestii in vitro za rządów Platformy Obywatelskiej. Poprzednie próby zostały wstrzymane przez konserwatystów z PiS, SLD oraz PO.

 

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Płodność mężczyzny od kuchni

175.jpg

Jednym z najprostszych i pewnie najprzyjemniejszych sposobów dbania o płodność jest dla mężczyzny… odpowiednia dieta. Niedobory ważnych składników odżywczych mogą powodować spadek jakości oraz ilości produkowanego nasienia, co może prowadzić do trudności w poczęciu dziecka. Przyjrzyjmy się tematowi męskiej płodności od kuchni.

Kiedy zacząć zwracać uwagę na to, co się je?

Jeżeli nie jesteś typem mężczyzny, który na co dzień przejmuje się tym, co znajduje się na talerzu, ostatnim momentem do zmiany nawyków jest trzeci miesiąc przed planowanym poczęciem. Mniej więcej tyle czasu potrzebują twoje komórki rozrodcze, by dojrzeć.

Trudne początki

Najlepiej zacząć od jadania 4-5 posiłków dziennie w ok. trzygodzinnych odstępach. Ważne jest także, by dania były spożywane o regularnych porach, a ostatni z nich – na 3-4 godziny przed snem. Nieśmiało zasugeruję także, by ostatni posiłek był w miarę lekki, lekkostrawny.

A, i coś o czym nie wolno zapominać – płyny. Mężczyznom zaleca się przyjmowanie ok. 2,5 litra płynów dziennie. Niewykonalne? Żeby nie było nudno, poza wodą, można się także nawadniać zupami, świeżo wyciskanymi sokami czy zdrową herbatą.

Co najlepiej od razu wyrzucić z lodówki?

 Na czas starania się o malucha, proponuję pozbycie się wszelkich węglowodanów prostych (łącznie z tymi z batoników i innych słodyczy) oraz pokarmów bogatych w tłuszcze, czyli także tłustych mięs. W ramach pocieszenia po poniesionych stratach, można się zajadać chudymi mięsami, wędlinami, równie chudym mlekiem czy dużymi ilościami warzyw i owoców.

Co koniecznie włączyć do swojej diety?

Lekarze wśród produktów zwiększających płodność wymieniają te, które zawierają dużo cynku, jak np.: owoce morza, ryby, ostrygi (które są dodatkowo uznawane za jeden z afrodyzjaków…). Oraz nieco mniej romantyczne: rośliny strączkowe, pełnoziarniste produkty zbożowe i pestki dyni (najlepsze jako dodatek do zupy). Cynk zawarty w tych przysmakach będzie wspomagał prawidłowe funkcjonowanie twoich narządów płciowych.

Ponadto, mile widziane będą także produkty bogate w kwasy omega-3, czyli: ponownie ryby, tylko te bardziej tłuste, jak np. łosoś i śledź, oliwa z oliwek, olej lniany, awokado czy orzechy.

Inne witaminy, które mogą się przyczynić twojej znakomitej płodności:
– witamina E (przeciwko zwyrodnieniom plemników) – pestki słonecznika, oleje roślinne
– witamina C (zapobiega niszczeniu komórek rozrodczych) – cytrusy, pomidory
– kwas foliowy (na mnogość plemników) – brokuły, kapusta, szpinak

Z jakich nawyków należy zrezygnować?

Łatwo nie będzie. Jeśli palisz, lepiej przestań. Ten nałóg może prowadzić do powstawania w organizmie dużej ilości wolnych rodników, a one z kolei do uszkodzeń komórek, także rozrodczych.

Alkohol/narkotyki – są odpowiedzialne za obniżenie poziomu testosteronu oraz za zmniejszenie się ilości produkowanego nasienia. Poza tym, nadmierne picie alkoholu przez mężczyznę może także wpływać na wielkość potomka, a co za tym idzie – na jego rozwój fizyczny i intelektualny. Dodam także, że nadmierne spożywanie alkoholu może być przyczyną impotencji. Warto?

Kofeina – nie ustalono jeszcze, czy ma pozytywny czy jednak negatywny wpływ na męską płodność. Profilaktycznie zalecam ograniczenie się do 2 filiżanek kawy dziennie.

Fastfoody – pisałam już o dużej ilości tłuszczu, lepiej rozejrzeć się za innymi jadłodajniami.

Sterydy anaboliczne – mogą prowadzić do całkowitego zaprzestania produkcji nasienia. Efekt ten jest zazwyczaj odwracalny, ale wymaga kilkunastu miesięcy.

Za to jeżeli stronisz od sterydów, ale lubisz poćwiczyć na siłowni, postaraj się ograniczyć do 15 godzin treningu tygodniowo. Natomiast, jeśli prowadzisz raczej siedzący tryb życia… koniecznie znajdź dla siebie jakąś aktywność. Obie skrajności mogą powodować zmniejszoną produkcję nasienia.

 

Co jeszcze?

Badania wykazują, że aż 40% mężczyzn (w Polsce 20%) starających się wraz z partnerką o dziecko, może mieć problemy z płodnością. Być może warto zadbać o swoją zawczasu?

 

Zrelaksuj się przy smacznej i zdrowej kolacji. I do dzieła!

 

 

 

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Proces żałoby

166.jpg

Żałoba najbardziej kojarzy się z reakcją na śmierć bliskiej osoby. Jest to jednak szersze pojęcie odnoszące się do złożonego i bolesnego procesu radzenia sobie ze stratą kogoś (niekoniecznie w wyniku śmierci) lub czegoś niezwykle ważnego i budzi bardzo różne uczucia. Wszystkie są naturalne i potrzebne. Uporanie się z głęboką utratą zabiera dużo czasu i energii. Jest też niezwykle istotne dla późniejszego dobrostanu psychicznego.

W procesie opłakiwania straty można wyróżnić charakterystyczne fazy i wiążące się z nimi objawy. U każdego człowieka proces ten może jednak przebiegać odmiennie. Niektóre stany, myśli czy uczucia mogą być bardziej lub mniej intensywne, a poszczególne fazy mogą częściowo pokrywać się ze sobą.

Fazy żałoby:

1. Szok

Na wieść o dramatycznej stracie doznajesz szoku. Możesz nie wierzyć, że słyszane informacje są prawdziwe. Możesz z całą mocą zaprzeczać temu, co się dzieje. Możesz wpaść w rozpacz, głośno szlochając albo wręcz przeciwnie: mieć wrażenie, że nic nie czujesz – jakbyś był zamrożony albo mechanicznie wykonywał wszystkie czynności. Dla tego czasu charakterystyczne jest również uczucie kompletnej bezradności, dużego wzburzenia, wewnętrznego chaosu, poczucie zagubienia. Zdarza się też, że w obliczu tak trudnych doświadczeń dystansujesz się psychicznie od rzeczywistości, mając poczucie, że obserwujesz wydarzenia z zewnątrz, jakbyś nie brał w nich bezpośredniego udziału.

2. Uświadomienie sobie straty

Kiedy rzeczywistość dotrze do ciebie w pełni, pojawia się bardzo silny ból i rozpacz. Może też pojawić się niepokój i lęk związane z poczuciem braku kontroli nad życiem, chwiejności tego, co wcześniej wydawało się stałe i przewidywalne. Dlatego też możesz czuć, że jesteś bardziej podatny na zranienie, mieć niskie poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie. To także czas bezradności, złości, dużej drażliwości, poczucia winy, niesprawiedliwości i krzywdy, głębokiego smutku i żalu. Przeżycia te są często bardzo wyczerpujące. Żyjesz pod wpływem przewlekłego stresu. W związku z tym możesz czuć się wyczerpany, mieć kłopoty ze snem, prawidłowym odżywianiem się, podejmowaniem decyzji (nawet tych dotyczących błahych, codziennych spraw).

3. Wycofanie się

Twoje ciało zmęczone długotrwałym stresem, domaga się więcej odpoczynku. Możesz mieć niższą odporność i więcej chorować; chcieć więcej czasu spędzać w domowych zaciszu, np. wspominając szczegóły dotyczące utraconej osoby. Wiąże się to z przepracowywaniem straty, pracy nad smutkiem i żalem. Najprawdopodobniej nadal czujesz rozpacz, choć jednocześnie możesz czuć się apatyczny, „zahibernowany”. Ta faza żałoby najbardziej objawami przypomina depresję. Jest potrzebna, by dokończyć proces przeżywania straty. Jeśli jednak masz poczucie, że „utknąłeś” na tym etapie – warto udać się do psychoterapeuty.

4. Powrót do zdrowia

Nadajesz nowe znaczenia swoim bolesnym doświadczeniom, dzięki czemu odzyskujesz poczucie sensu. Wcześniejsze fazy żałoby umożliwiają ci zmianę we własnej tożsamości. Rana się goi: z wolna godzisz się ze stratą, zaczynasz na powrót interesować się innymi sprawami – swoimi bliskimi, hobby, pracą. Stopniowo odzyskujesz siłę, radość życia i poczucie panowania nad swoim życiem.

5. Odrodzenie

Jeżeli uda ci się pogodzić z utratą i na swój własny sposób nadasz jej sens, powoli rozwinie się w tobie nowe życie. Doświadczenie straty i żałoby zmieniło cię i jeśli pozwoliłeś sobie przejść przez wszystkie jej fazy, doświadczyć pojawiających się uczuć, najprawdopodobniej czujesz się pogodzony z rzeczywistością i masz poczucie odnalezienia w sobie nowych zasobów.

Przeżycie procesu żałoby, nie oznacza, że utrata, której doznałeś nie będzie już nigdy budziła smutku. Uczucie to, jak i zresztą inne, które było obecne w okresie żałoby, może powracać w różnych momentach. Nie będzie ono jednak już tak dotkliwe jak wówczas, gdy byłeś pogrążony w żałobie.

Opłakiwanie straty to proces bardzo bolesny i długotrwały. Jeżeli masz poczucie, że odcinasz się od swoich uczuć albo, że pomimo upływu czasu czujesz się nadal bardzo źle, to możesz chcieć rozważyć kontakt z psychoterapeutą. Korzystanie z fachowego wsparcia, może być wyjątkowo ważne jeśli utraty doświadcza cała rodzina, szczególnie taka, w której wychowują się dzieci, które potrzebują pomocy dorosłych w radzeniu sobie z własnymi przeżyciami, co jest bardzo utrudnione kiedy dorośli ci sami są pogrążeni w żałobie.

Zapraszam – szczególnie osoby borykające się ze stratą dziecka (także tego nienarodzonego) – do lektury artykułu Opłakać utraconą przyszłość w drugim numerze magazynu Chcemy być rodzicami, który ukaże się drukiem 21 lutego br.

 

M.in. na podstawie:

Kübler-Ross, E. (1998). Rozmowy o śmierci i umieraniu. Poznań: Media Rodzina.

Sanders, C. M. (1996). Powrót nadziei. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.