Przejdź do treści

Testy, które pozwolą wykryć ryzyko poronień i przedwczesnych porodów

testy, które wykryją ryzyko poronień
Wyniki badań są obiecujące / fot. Pixabay

Naukowcy z San Francisco opracowali nowy sposób na wykrycie w pierwszych miesiącach ciąży ryzyka poronienia lub przedwczesnego porodu. Ta przełomowa technika da lekarzom szansę na wykrycie komplikacji ciąży z dużym wyprzedzeniem– zaznaczają pomysłodawcy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowa metoda została stworzona przez specjalistów z Laboratory for Reproductive Medicine and Immunology w San Francisco. Opracowany przez naukowców test pozwala na wykrycie cząsteczki mikroRNA w komórkach krwi i łożysku w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży. Obecność tych cząsteczek wiąże się ze zwiększonym ryzykiem poronienia, przedwczesnego porodu i stanu przedrzucawkowego.

Zobacz także: 18 razy straciła ciążę, dziś jest szczęśliwą mamą

Wyniki badań są obiecujące

Testy objęły dotąd 160 kobiet w ciąży. W tych badaniach poronienia i stan przedrzucawkowy udało się wykryć w dokładnością 90 proc., a przedwczesny poród (przed 34 tygodniem ciąży) w dokładnością 89 proc.

Profesor Daniel Brison z Universiy of Manchester mówi, że badania amerykańskich naukowców „wyglądają ekscytująco”. Brison podchodzi jednak ostrożnie do sprawy. – Potrzebujemy szerzej zakrojonych studiów, aby przekonać się, czy rezultaty są prawidłowe.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Telegraph, Med Express, Novafm, Rynek Zdrowia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Chcesz zostać tatą? Zadbaj o męską płodność i zdobądź zniżkę na badania!

Mężczyzna u androloga. /Ilustracja do tekstu: Klinika InviMed zaprasza na warsztat o poprawie męskiej płodności

Niepłodność to już nie tylko problem medyczny, ale także społeczny. Statystycznie dotyka on 12-15% populacji w wieku reprodukcyjnym. U 40% niepłodnych par przyczyna niepłodności leży po jednej ze stron, a w 20% przypadków problem z płodnością mają oboje partnerzy. Własnie dlatego tak istotne jest, by podczas starań o dziecko zadbać także o parametry męskiego nasienia. Jak to zrobić? Już za kilka dni podpowiedzą eksperci InviMed.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

8 czerwca 2018 r. (piątek) o godz. 17.00 klinika InviMed w Katowicach zorganizuje bezpłatny warsztat dla mężczyzn „Tata – moje przyszłe imię”. Jego uczestnicy będą mieli oni okazję porozmawiać z ekspertem z dziedziny embriologii na tematy związane z utrzymaniem i poprawą męskiej płodności oraz czynnikami, które mają na nią wpływ.

– Badania przeprowadzone już 20 lat temu pokazały, że jakość nasienia produkowanego przez mężczyznę zmniejszyła się od lat 40. o połowę. I – niestety – stan ten wciąż się pogarsza. Wpływ na jakość nasienia ma wiele czynników, także tych środowiskowych. Ważne, by mężczyźni nie tylko zdawali sobie z tego sprawę, ale podejmowali kroki w celu poprawienia i utrzymania swojej płodności – zachęca do udziału w warsztacie Robert Szachoń, kierownik Laboratorium Embriologicznego w klinice InviMed w Katowicach, który poprowadzi czerwcowe spotkanie.

ZOBACZ TEŻ: Mała liczba plemników może być symptomem poważnych chorób. Zobacz jakich!

Porozmawiaj o męskiej płodności i zdobądź zniżki na badania!

Warsztat odbędzie się w siedzibie kliniki InviMed w Katowicach, przy ul. Piotrowickiej 83. Wszyscy uczestnicy – poza wiedzą ekspercką – otrzymają próbki suplementów wspomagających męską płodność, a także vouchery uprawniające do 50% zniżki na badanie nasienia oraz bezpłatnej pierwszej konsultacji medycznej w zakresie leczenia niepłodności dla pary.

InviMed to sieć polskich klinik leczenia niepłodności, obecna na rynku od 17 lat. Pierwsza klinika InviMed została otwarta w 2001 r. w Warszawie. Dziś InviMed ma 5 specjalistycznych placówek w: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdyni i Katowicach.

POLECAMY TEŻ: Klinika InviMed nagrodzona w plebiscycie IVF Clinic AWARD 2017

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

„Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Zdjęcie Moniki Majtczak, która opowiedziała swoją historię o in vitro
Fot.: arch. Moniki Majtczak

Zapłodnienie pozaustrojowe jest często jedyną szansą dla par, które marzą o biologicznym potomstwie. Droga, która wiedzie do upragnionego celu, jest jednak wyboista i pełna przeszkód – nie tylko ze względu na koszt zabiegu. Problemem są także silne i trudne emocje, które towarzyszą parze, gdy procedura ta zawodzi. O bardzo osobistych i bolesnych – wręcz fizycznie – doświadczeniach z in vitro opowiedziała podczas X Kongresu Kobiet Monika Majtczak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika i jej partner, pan Krzysztof, starają się o dziecko od wielu lat. Mają za sobą trzy podejścia do procedury in vitro. Niestety, mimo pokładanych w nich nadziei, żadna z prób nie zakończyła się sukcesem.

– Zacznę od tego, że słuchałam w radiu zapowiedzi naszego panelu [„Fakty i mity o in vitro” w ramach X Kongresu Kobiet – przyp. red.]. Jedna pani pomyliła się, mówiąc, że w konferencji będzie uczestniczyć kobieta, która jest mamą dziecka z in vitro. Zaraz też przeprosiła, mówiąc: ta kobieta nie jest mamą. Popłakałam się – mówiła wyraźnie poruszona pani Monika.  – To mi pokazało, jak – po półrocznej przerwie od pracy – wciąż bolesny jest to dla mnie temat. I pewnie dla innych kobiet, które pragną być w ciąży i być mamami, a im się to nie udało – podkreśliła Monika Majtczak.

Podczas sobotniego panelu dyskusyjnego p. Monika podkreśliła, że choć na temat procedury in vitro mówi się coraz więcej, wiele kobiet wciąż pozostaje ze swoim doświadczeniem sama. Nie sposób bowiem wyrazić tego, co przechodzą pary, które muszą wybrać tę długą i wyboistą drogę, by zyskać szansę dotarcia do upragnionego celu: rodzicielstwa.

– Od samego początku niepewność, strach i ból – te uczucia i odczucia towarzyszyły mi przy każdej procedurze – mówiła p. Monika.

Wielka niewiadoma. In vitro a podejście lekarzy

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden istotny problem związany z leczeniem niepłodności. To kwestia podejścia lekarzy do pacjentek i pacjentów, których bolesne doświadczenia wymagają wyczucia i empatii.

– Jest wiele spraw, o których należy mówić głośno i otwarcie. Chcę tutaj wyrazić – oprócz swojej wielkiej nadziei na sukces – swój wielki i głęboki żal do lekarzy z powodu ich podejścia do pacjentów. Bo karygodne i niedopuszczalne jest to, czego doświadczyłam na różnych etapach starań, we wszystkich procedurach.

W pamięci p. Moniki zapisała się już sama wizyta wstępna, która towarzyszyła pierwszej procedurze in vitro. Wykonano jej wówczas bardzo bolesny zabieg scratchingu (uraz w obrębie śluzówki).

– Nie byłam uprzedzona przez lekarza o tym zabiegu ani do niego przygotowana. Potem przyswojenie wiedzy, jak kolejno przyjmować leki po tym krótkim, a trudnym dla mnie doświadczeniu, było niemal nie do ogarnięcia. Dopiero w domu rozszyfrowywałam rozpiskę – w napięciu, czy na pewno wszystko dobrze rozumiem. Nie otrzymałam żadnej wiedzy, jak będzie wyglądała cała procedura. Nie wiem, czy można wyjść z założenia, że wszystko jest dostępne np. w internecie – podkreśliła Monika Majtczak.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Deficyt empatii

Choć sposób przyjmowania kolejnych medykamentów był niełatwy, nikt – ani lekarz, ani pielęgniarka – nie udzielił pacjentce niezbędnych instrukcji, mimo że ulotki jasno mówiły o takiej konieczności. To zaś skutkowało dodatkowym stresem, który nie pozostał bez wpływu na kondycję psychiczną p. Moniki.

– Ze strachem pierwsze wkłucia w brzuch. Poczucie ciągłej niewiadomej, obawa, co mnie czeka i czy wszystko robię tak, jak powinnam. Przy tych wszystkich niewiadomych uruchamia się eskalacja nerwów, napięcia, złości przy drobnym bodźcu, przy którym wcześniej nie zareagowałabym wcale.

Jak przyznała p. Monika, takie podejście personelu sprawia, że pacjentka przestaje być traktowana podmiotowo. Czuje, że jest dla lekarza kolejnym zadaniem do odhaczenia.

–  Masz się stosować i nie zadawać pytań. O tym mówi pośpiech, a zadawane pytania są traktowane ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem. Nie wiem, czy to kwestia przypadku, że tak obchodzili się ze mną panowie. Była jednak pani doktor prowadząca moją ostatnią procedurę, która wykazała się empatią, zrozumieniem i zaopiekowaniem. Jej podejście, dystans i jednocześnie bliskość, a przede wszystkim sposób widzenia mechanizmów sterujących płodnością były dla mnie czymś do tej pory niespotykanym. (…) Poza tą panią nie doświadczyłam ze strony lekarzy żadnej empatii ani choćby pytania, jak się czuję. Nie ma wsparcia psychologicznego, które – moim zdaniem – powinno być równoległe do całej procedury.

Najwyższa kumulacja

Monika Majtczak przyznała, że brak odpowiedniego podejścia i pośpiech to niejedyne zarzuty, jakie kieruje do lekarzy przeprowadzających jej dotychczasowe procedury in vitro. Podczas tej trudnej drogi spotkała się nawet z jawnie wrogim podejściem – gdy jeden z lekarzy zakwestionował zasadność zewnętrznej konsultacji lekarskiej i badania, które – jak się później okazało – powinno zostać zlecone pacjentce w pierwszej kolejności (!).

– Nie chcę i nie będę tu wymieniać nazwisk. Ale proszę sobie wyobrazić, jak może się czuć kobieta, gdy zgłasza się na pobranie komórek, czyli jeden z kluczowych elementów zabiegu, stojąc w piżamce półnaga, i słyszy, że nie ma jej na liście zaplanowanych zabiegów, nie ma jej dokumentów i pobrania komórek nie będzie. Nikt nie wpadł na to, że ja i mój partner możemy mieć różne nazwiska, a dokumenty mogą być spięte razem – opowiadała p. Monika.

Wymieniła też inne błędy, m.in. w nazwisku partnera na karcie informacyjnej po wykonanym transferze. Także w tej sytuacji p. Monika spotkała się z niedopuszczalną reakcją personelu, który winą za pomyłkę niesłusznie obarczył pacjentkę.

– Zastanawiałam się, czy takie błędy byłyby tu przeze mnie pominięte, gdyby procedura zakończyła się ciążą. Doszłam do wniosku, że wielkim błędem byłoby, gdyby nie były one wypowiedziane. Uważam, że należy mówić o tym i nie wolno nam się bać – mówiła przejęta Monika Majtczak.  – Walczmy o swoje prawa do traktowania nas po ludzku. Mamy uczucia, a w całym in vitro jest ich największa kumulacja – tak jak w lotto.

Za in vitro idzie też – jak cień – depresja, która grubym murem odgradza kobiety od otoczenia.

Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje. Są straty. Są kobiety, które straciły dziecko w wyniku poronienia, a nawet podczas porodu – gdy lekarz zamiast wykonać wskazane cesarskie cięcie, zmusił kobietę do naturalnego porodu. Potem taka kobieta boi się iść do kliniki po zamrożony zarodek, bo nie wie, czy lekarze będą do niej nastawieni pozytywnie, czy lepiej tu nie zaryzykować.

ZOBACZ TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

In vitro powinno łączyć, nie dzielić. „To przecież nadzieja na cud”

Uczestniczka panelu dyskusyjnego podkreśliła jednak, że zwrócenie uwagi na błędy i niedociągnięcia związane z realizacją poszczególnych etapów procedury nie jest równoznaczne z krytyką samego in vitro.

– Całkowicie uważam, że in vitro jest potrzebne. Mam mnóstwo koleżanek, którym się udało, które zachodzą w ciążę w sposób naturalny po tym, gdy in vitro się nie powiodło. Ale to in vitro przyczyniło się do wejścia w procedurę leczenia i naprawiania pewnych mankamentów – zaznaczyła.

Podczas swojego wystąpienia Monika Majtczak skierowała także słowa do przedstawicieli rządu, który nie kryje swojej niechęci do procedury in vitro.

– Trwa wciąż wojna polityczna rządu, związanego z Kościołem, i opozycji. In vitro powinno być przecież ponad tymi podziałami. To przecież nadzieja na cud dla ludzi chorych. Niepłodność ma wiele przyczyn – wiele jeszcze niepoznanych. Rozejrzyjcie się, państwo, w zatłoczonym markecie: co piąta para walczy z niepłodnością. To aż niepojęte, że jest nas tak dużo i nie mamy odwagi mówić o tym głośno.

CZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

In vitro to lawina łez i ból. Ale najważniejszy jest cel

W czasie swojego wystąpienia p. Monika podkreśliła też wyraźnie, że procedura in vitro powinna być refundowana z budżetu państwa – jako wsparcie dla niepłodnych par, które pragną zostać rodzicami.

– In vitro to nie fanaberia, to nie sklep, w którym wybiera się kolor skóry dziecka, uśmiech czy kręcone włoski. In vitro to lawina łez i bólu – najczęściej w ukryciu, nawet przed najbliższymi. Procedura na sztucznym cyklu zakłada, że kobieta ma wyprodukować jak najwięcej komórek zdolnych do zapłodnienia. To jazda organizmu X procent ponad normę, która nie może przejść bez skutków ubocznych. To huśtawki nastrojów przez wysokie dawki hormonów, wypadające włosy, pryszcze, spuchnięte ciało przez zatrzymaną wodę w organizmie. To obolały, zasiniony od zastrzyków brzuch. Ulotki przy każdym leku z niekończącą się listą skutków ubocznych przerażają. Każda z nas odkłada tę lekturę na zawsze. Bo przecież najważniejszy jest cel: dziecko.

Leczenie za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego to też „zakładana ciągle maska przed innymi rodzinami, gdzie są ciąże i są dzieci, a ich widok rozdziera serce, które pragnie tego samego” – opowiedziała szczerze p. Monika.

– Niepłodni poświęcają swoje życie dla innego życia: wyczekanego i na 100% zabezpieczonego w miłość, która jest ponad każde pieniądze – podkreśliła.

W grupie siła. I wsparcie

Uczestniczka panelu dyskusyjnego zwróciła także uwagę na samotność, której doświadczają kobiety zmagające się z niepłodnością. W obawie przed oceną społeczną i negatywnymi opiniami unikają one publicznych rozmów o in vitro. Wsparcie i zrozumienie łatwiej im znaleźć w świecie wirtualnym, np. na dedykowanych forach internetowych lub w  grupach.

– Proszę mi wierzyć, że kobiety boją się wyjść ze swojej skorupy przez napiętnowanie in vitro jako szeroko pojętego zła. Choć niewiele osób ma jakiekolwiek pojęcie, na czym polega ta procedura.

Internetowe dyskusje, w których uczestniczą osoby przechodzące przez procedurę in vitro, są zawsze tajne – to gwarantuje dyskrecję, poczucie bezpieczeństwa, ale też wspólnoty, o którą tak trudno w świecie zewnętrznym.

– To wspaniałe, jeśli finał tego cierpienia jest w postaci dziecka. Ale jeśli nie? – pytała retorycznie p. Monika.

Wyczekane słowo: „Mamo”

W tych niezwykle trudnych chwilach nie do przecenienia jest wsparcie partnera, który pomaga uporać się z bólem, ale również pozostawia przestrzeń do samodzielnego przeżywania emocji. Pani Monika ma szczęście mieć u swojego boku taką właśnie osobę.

– To, ile ten kochany, niestrudzony i cierpliwy człowiek dał mi ciepła w ostatnim czasie, szczególnie przy ostatniej próbie, jest nie do opisania – podkreśliła wyraźnie wzruszona p. Monika.

Na koniec swojego wystąpienia p. Monika zaapelowała do publiczności, by wykazała się empatią w stosunku do każdej poznanej kobiety, która przechodzi przez procedurę in vitro.

– Pomyślcie, jak wiele trudu znosi, by mieć nadzieję, że w końcu będzie miała możliwość usłyszeć słowo: „Mamo”.

Całe poruszające wystąpienie p. Moniki Majtczak podczas panelu „In vitro: fakty i mity”, który odbył się podczas X Kongresu Kobiet w Łodzi, można obejrzeć poniżej:

POLECAMY TEŻ: Na panelu o in vitro na Kongresie Kobiet nie obyło się bez łez wzruszenia

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

Mężczyzna skladający podpis pod dokumentem /Ilustracja do tekstu: Petycja o przywrócenie refundacji in vitro
Fot.: Pixabay.com

W internecie pojawiła się petycja do Kancelarii Premiera, której autorami i sygnatariuszami są małżeństwa zmagające się z niepłodnością. Autorzy apelują o przygotowanie ustawy, która przywróciłaby rządową refundację kosztownych zabiegów in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ustawa, której stworzenie postulują twórcy petycji, byłaby odpowiedzią na rosnący problem społeczny, jakim jest niepłodność. Już dziś dotyka ona 15-20% par, które starają się o dziecko. Niestety, w obecnej sytuacji politycznej niewiele z nich może liczyć na wsparcie. W miejsce wygaszonego w 2016 r. rządowego programu refundacji in vitro wprowadzono narodowy program prokreacyjny, który zakłada jedynie wsparcie naprotechnologii. Z dofinansowania in vitro można skorzystać tylko w  niektórych polskich miastach – z budżetu samorządów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro

Niepłodne pary samotne w nierównej walce

„Obecnie dużo mówi się o rodzinie, a o problemie niepłodności ani słowa, mimo że dotyka tak wielu ludzi. Ludzie ci czują się wykluczeni że społeczeństwa, samotni w nierównej walce o dziecko. Dodatkowo bez żadnego wsparcia rządu leczenie niepłodności to ogromne wydatki: koszty badań, leków są bardzo wysokie. A przecież oni walczą o coś najważniejszego, o rodzinę. Dlaczego ci ludzie mają być pozostawieni sami sobie tylko dlatego, że dotknęła ich choroba?” – pytają autorzy petycji.

Mimo niesprzyjającego klimatu politycznego twórcy apelu liczą, że uda się wprowadzić odpowiednie regulacje prawne, które wspomogą pary zmagające się z niepłodnością poprzez dofinansowanie procedury in vitro, a także wymaganych leków i badań.

„Prosimy, nie odbieraj nie nam szansy na założenie rodziny!” – kończą swój  dramatyczny apel.

Petycja o przywrócenie refundacji in vitro: gdzie składać podpisy?

Podpisy pod petycją można składać na stronie petycjeonline.pl – pod tym adresem.

Portal chcemybycrodzicami.pl gorąco wspiera twórców petycji w realizacji założonego celu.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zamiast in vitro PiS promuje naprotechnologię. Eksperci krytykują

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Patryk Jaki za in vitro? „Będziemy go przekonywać, że to niewłaściwy kierunek”

Zdjęcie Patryka Jakiego) /Ilustracja do tekstu: Patryk Jaki za in vitro?
Fot.: ms.gov.pl

W kwietniowym programie „Fakty po Faktach”, który ukazał się na antenie TVN24, konserwatywny polityk Patryk Jaki wyraził niespodziewane poparcie dla in vitro. Zaznaczył, że jeśli mieszkańcy Warszawy wyrażaliby wolę kontynuacji dofinansowania tej metody, jako prezydent miasta nie blokowałby tego pomysłu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak inni politycy PiS.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gościem wtorkowej audycji radiowej „Rozmowa w samo południe” w RMF24 była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Gosiewska. Prowadzący rozmowę Marcin Zaborski zapytał ją m.in. o to, jak odnosi się do słów Patryka Jakiego na temat poparcia dla in vitro. Posłanka odpowiedziała, że nie słyszała, by kandydat prawicy na prezydenta Warszawy miał takie zamierzenia.

– Wręcz przeciwnie, słyszałam wiele wypowiedzi, które idą w kierunku tego, że w żadną ideologię nie będzie wchodzić. Będziemy go przekonywać, że to nie jest dobry kierunek – zaznaczyła Małgorzata Gosiewska.

PRZECZYTAJ TEŻ: Minister zdrowia przyjrzy się in vitro? Tak, ale nie chodzi o dofinansowanie

Kontynuacja dofinansowania in vitro? „Nie mamy budżetu z gumy”

Posłanka PiS dodała jednocześnie, że szanuje osoby, które decydują się skorzystać z leczenia w klinikach leczenia niepłodności. Nie uważa jednak, „aby stać nas było na to, by finansować to z budżetu państwa”.

 –  Nie mamy budżetu z gumy. Trzeba kierować pieniądze tam, gdzie są najbardziej potrzebne –  podkreśliła posłanka w RMF24.

Realizowany obecnie program dofinansowania in vitro w Warszawie zakłada dopłatę (w wysokości do 5 tys. zł) do trzech prób zapłodnienia pozaustrojowego dla niepłodnych par mieszkających w stolicy. Projekt będzie realizowany do 2019 roku. Jego kontynuacja stoi na razie pod znakiem zapytania.

Źródło: rmf24.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.