Przejdź do treści

Terapia grupowa jako terapia wyboru

Trudności emocjonalne są naturalną i nieuniknioną częścią codzienności. Wszyscy ich doświadczamy. Nieoczekiwane lub niechciane zmiany, kłopoty w pracy, trudności rodzicielskie, problemy w związku. Wszystkie te sytuacje wywołują kryzysy. Przestajemy spać lub jeść, obniża się nastrój, czasami pojawiają się niezrozumiałe obawy przed przebywaniem w pewnych miejscach lub przed podejmowaniem dotychczas neutralnych aktywności.

Radzimy sobie na różne sposoby. Najczęściej sięgamy po wsparcie ze strony najbliższych i to zwykle wystarczy. Możliwość opowiedzenia komuś o swoich problemach, bycie wysłuchanym i zrozumianym to bardzo cenne doświadczenie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czasami mamy wrażenie, że najskuteczniejszą formą wsparcia będzie rada. Chętnie je dajemy i przyjmujemy, ponieważ stwarzają to pozór większej kontroli nad sytuacją i pomagają poradzić sobie z bezradnością.

Bywa jednak również tak, że obecność najbliższych nie wystarcza. Jeśli trudności zaczynamy rozumieć jako objawy i co ważniejsze, jeśli zaburzają one codzienne funkcjonowanie, wtedy warto zastanowić się nad inną formą pomocy. Można taką opcję rozważyć również wtedy, kiedy zaczynamy dostrzegać jakiś wzorzec w naszym życiu. Jeśli kobieta po raz trzeci wiąże się z mężczyzną, który nadużywa alkoholu, nawiązuje romanse, który ją porzuca po jakimś czasie lub jest agresywny, można pomyśleć, że ta kobieta ma pecha. Jej wybory mogą wynikać z okoliczności i być przypadkowe, ale mogą też być pochodną nieuświadomionych mechanizmów, z którymi się boryka. Rada czy też wsparcie w tym przypadku pomogą jedynie doraźnie.

Jeśli więc pojawia się w nas myśl o podjęciu terapii, możemy skorzystać z szerokiej oferty różnych szkół i metod. Wybór dotyczy również tego, czy zdecydujemy się na terapię indywidualną, czy też grupową.

Terapia grupowa w powszechnym odczuciu uważana jest terapię drugiej kategorii. Pacjenci przystępują do grup, jeśli nie mają wyboru, ponieważ tylko taką formę pomocy psychologicznej oferuje Narodowy Fundusz Zdrowia w danej jednostce medycznej. W praktyce prywatnej grupy również są rzadkością. Jest to bardzo ciekawe zjawisko, ponieważ grupa jest naturalnym środowiskiem dla każdego z nas. W grupie właśnie rozgrywają się zasadnicze konflikty, ujawniają deficyty i urazy. Mogłoby więc wydawać się, że grupa terapeutyczna będzie też najlepszym miejsce na przepracowanie trudności. Dlaczego więc tak nie jest i dlaczego warto zastanowić się nad terapią grupową decydując się na terapię?

Czym jest psychoterapia grupowa

Psychoterapia grupowa wychodzi z założenia, że wszyscy, od początku życia jesteśmy istotami społecznymi. Funkcjonujemy w bliskich relacjach rodzinnych, potem rówieśniczych, pracowniczych i wielu innych. W grupie pierwotnej, czyli w rodzinie, uczymy się funkcjonować w sposób, który początkowo jest dla nas pomocny. Z czasem jednak nawyki i strategie działania, które pomagały radzić sobie w rodzinie, hamują nasz rozwój lub są wręcz szkodliwe. Może się wówczas pojawić uczucie „życia nie własnym życiem”, sztuczności, życia stworzonego dla potrzeb innych ludzi. To z kolei może budzić zrozumiałą frustrację i rozczarowanie rzeczywistością i sobą samym.

Ponieważ znaczenie grupy jest tak duże w życiu każdego z nas, a trudności i cierpienie, z jakimi się borykamy wynikają z zaburzonych relacji z innymi ludźmi, rozsądną wydaje się teza, że leczenie również powinno odbywać się w grupie i poprzez grupę.

Jak działa grupa

W terapii grupowej ogromne znaczenie ma wsparcie, jakiego udzielają się nawzajem uczestnicy. Pomagają sobie rozwiązać kryzysy, trudne sytuacje, ale również wskazują różne punkty widzenia, co z kolei skutkuje redukcją uczucie lęku, napięcia i osamotnienia. Jednak grupa działa również na głębszym poziomie, pozwalając na ponowne odtworzenie sposobu funkcjonowania jednostki, przepracowanie go oraz skorygowanie. To powoduje, że pacjent zaczyna lepiej funkcjonować.

Niektóre osoby, zwłaszcza te mające złe doświadczenia rodzinne lub społeczne, mogą szczególnie silnie próbować dystansować się od grupy. Jednak wchodząc do niej pacjenci nieświadomie odtwarzają stare mechanizmy i sposoby funkcjonowania w relacjach. Dzieje się to niezależnie od ich woli, a czasami nawet starań, żeby przyjąć pewną pozę. Dzięki działaniu grupy szkodliwe mechanizmy można dostrzec i naprawić.

Często przystąpienie do grupy poprzedza indywidualny kontakt z terapeutą prowadzącym grupę. Pomaga to pacjentom poradzić sobie z lękiem przed wejściem w nową sytuację, poznać i stworzyć zalążek więzi z terapeutą.

 
Nie zawsze grupa

W czasach powojennych, kiedy powstawała psychoterapia grupowa i działał jej największy orędownik, S.H. Foulkes, panowało przekonanie, że jest to terapia dla każdej osoby, która terapii jako takiej potrzebuje. Doświadczenie pokazało jednak, że jest to przekonanie niekoniecznie słuszne. Niektóre osoby mają tak złe doświadczenia z życia rodzinnego, historie porzuceń i różnorodnych ran lub tak głębokie zaburzenia, że nie byłyby w stanie skorzystać z grupy ani też niewiele grupie dać. Te osoby mogą jednak bardzo skorzystać z kontaktu indywidualnego z terapeutą.

Terapia grupowa ma ogromny i niedoceniany potencjał. Uczestniczenie w tym rodzaju terapii jest też trudnym doświadczeniem; niełatwo otworzyć się przed jednym człowiekiem, cóż dopiero przed kilkorgiem. Mogą też pojawiać się zrozumiałe obawy przed niesprawiedliwym podziałem uwagi i wsparcia. Tych uczuć doświadczają wszyscy uczestnicy grupy, a ich przepracowanie może prowadzić do bardzo ciekawego i cennego doświadczenia jakim jest terapia grupowa.

————————————

Katrzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

Ciągle niewystarczająco, za mało, ciągle może być lepiej. I chociaż inni cię doceniają oraz powtarzają, jak fantastyczne rzeczy robisz, ty nieustannie widzisz tylko niedociągnięcia. Świat pod linijkę wcale nie jest dla ciebie prosty. Jeśli do tego dochodzą wciąż i wciąż nieudane próby zajścia w ciążę, perfekcjonistyczne zapędy mogą stać się kamieniem nie do uniesienia. Pan i pani perfekcyjni – jak mają sprostać niepłodności?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z pozoru wydaje się, że chęć jak najlepszego wykonywania postawionych na naszej drodze zadań, jest czymś bardzo dobrym. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jednak o ile „jak najlepsze” może być zdrowym mechanizmem, o tyle „perfekcyjne” idzie już o krok za daleko. U perfekcjonistów nie ma miejsca na błędy. Sobie i innym stawiają wygórowane poprzeczki. Sprawy, które otoczeniu mogą wydawać się błahe, dla nich muszą być doprowadzone do końca na „tip-top”. Szczegóły są równie ważne, co końcowy efekt. A owy efekt zawsze może być przecież lepszy…. Droga do celu nigdy nie ma dla perfekcjonistów końca, bo cel staje się niemal zawsze niedościgniony.

Brzmi groźnie, prawda? Dlaczego jednak można odnieść wrażenie, że bycie perfekcjonistą to „stan marzenie”? Perfekcjonizm przynosi bowiem wiele korzyści. Nie ma co się oszukiwać – w szkole perfekcjoniści to często prymusi. Zawodowo jest to zaś genialny sposób na awanse, podwyżki, zbieranie laurów. Prowadzenie domu? Zawsze porządek oraz nienagannie ułożone świeże kwiaty w wazonie. I chociaż jest to tylko mały procent widocznych z zewnątrz objawów perfekcjonizmu i może on się objawiać w bardzo wielu innych sferach życia, to kiedy na drodze osób z takimi właśnie tendencjami staje niepłodność, poziom frustracji szybuje w górę z prędkością światła.

Emocje na szczycie

Dlaczego frustracji? Za perfekcjonizmem kryje się bowiem wiele emocji, które w inny sposób, niż kurczowe złapanie się kontroli, nie mają sposobu ujścia. Nie radząc sobie z bezradnością, ze złością, z żalem, z poczuciem osamotnienia, czy też ogromnym smutkiem, możemy starać się znaleźć własną siłę i poczucie sprawstwa w sferach, które z pozoru wydaje nam się, że możemy w pełni kontrolować. Stąd też perfekcjoniści często nie tolerują błędów. Uderzają one bowiem bezpośrednio w ich poczucie własnej wartości, które to nieraz nie jest niestety zbyt wysokie.

Nic więc dziwnego, że każde kolejne idealnie wypełnione zadanie jest nową nadzieją: „Może jak TO zrobię perfekcyjnie, to w końcu poczuję, że jestem coś warta” – takie właśnie echo moglibyśmy usłyszeć w myślach części osób o cechach perfekcjonistycznych. U pozostałej części są to motywy dużo bardziej ukryte i nieuświadomione. Na wierzch wychodzą wtedy raczej myśli: „Albo coś robię dobrze, albo wcale”, czy też „Jak już się za coś biorę, to robię to na 100 procent. Inaczej nie ma nawet sensu zaczynać” – brzmi znajomo?

Gdyby zaś móc spojrzeć na przytoczone tu zdania z dystansu, w oczy rzuca się ich skrajność. Czarno-białe podejście do rzeczywistości to element perfekcjonizmu. Nie ma tam bowiem miejsca na funkcjonowanie w odcieniach „szarości”. Nie da się wykonać zadania tylko po to, żeby zdążyć na czas, jeśli kosztem jest jego gorsza jakość. Albo oddaję jakiś projekt dopracowany do końca, albo wcale. Albo ćwiczę na siłowni do utraty tchu, albo wcale. Albo spełniam wszystkie zalecenia lekarza, stosuję najzdrowsze diety, sprawdzam parametry ciała kilka razy dziennie, współżyję z partnerem o porze wyznaczonej co do minuty, albo moje starania o dziecko w ogóle nie mają sensu. Całe życie podporządkowanie danemu zadaniu.

Za daleko, za dużo…

„Na pewno osoby z cechami typowymi dla perfekcjonistów, również przy staraniach o dziecko, wkładają zbyt wiele wysiłku w to, by czynności związane bezpośrednio ze staraniami o ciążę były świetnie zaplanowane. Chcą mieć wszystko pod kontrolą” – mówi w rozmowie z nami psycholog i psychoterapeutka Małgorzata Jacobi, która pracuje z ludźmi zmagającymi się z niepłodnością. „Podczas gdy większość kobiet w trakcie starań o dziecko odstawia mocną kawę i zaczyna zdrowiej się odżywiać, perfekcjonistki będą popadać w przesadę z rozpisywaniem diety, układaniem dokładnego planu, nie wspominając już o ściśle zaplanowanych z zegarkiem w ręku terminach współżycia. Starania o dziecko stają się dla nich niemalże kolejnym „projektem”, w którym coraz trudniej odnaleźć czas na prawdziwą intymność, refleksję i spontaniczność. Podporządkowanie życia temu „specjalnemu projektowi” sprawia, że osoba taka zaczyna żyć w ciągłym napięciu i stresie. Ma też dużo mniejszą tolerancję i odporność na wszelkie zakłócenia w jej idealnym grafiku – np. gdy mąż nie zdąży na akt poczęcia, czy lekarz przełoży wizytę. Popada wówczas w przesadne zdenerwowanie, złość i miewa całą masę pretensji do otoczenia, co w rezultacie może mieć też negatywny wpływ i zubożyć jej relacje z ważnymi osobami” – mówi ekspertka.

Jakże zatem złudny może być to stan! Perfekcjoniści chcą przecież dobrze, prawda? Nie widzą często niestety granicy w opisywanych przez terapeutkę „przesadach”. O ile słowa: „Wyluzuj, a uda ci się zajść w ciążę”, powodują zdenerwowanie niemalże u każdej starającej się o dziecko pary, o tyle u osób o cechach perfekcjonistycznych, uderzą one w najgłębsze rejony. Wyluzowanie wydaje im się prawie niemożliwe.

„Jak powszechnie wiadomo, niestety nie sprzyja to pojawieniu się dziecka. To jest właśnie największa pułapka perfekcjonisty – myśli, że ma wszystko pod kontrolą, a tak naprawdę, poprzez nazbyt zadaniowe podejście i popadanie w obsesje, może zmniejszać sobie szanse na poczęcie. Dzieje się to głównie przez silne i ciągłe aktywowanie układu współczulnego, który zazwyczaj uruchamia się głównie w sytuacjach zagrożenia. Zaczyna nam wtedy szybciej bić serce, mamy skrócony oddech itd. Jeśli jednak jest on zbyt często aktywowany, finalnie ma to negatywny wpływ na równowagę hormonalną, a wiadomo, że ta jest podstawą starań o rodzicielstwo” – mówi Małgorzata Jacobi.

Płynne, nieuchwytne, zmienne – granice

Zastanówmy się w takim razie, co może być wyznacznikiem tego, że być może chęć realizacji projektu pt. „Bycie rodzicem” poszła o krok za daleko. Gdzie znajdują się granice, których przekroczenie powinno zapalić nam czerwoną lampkę? „Myślę, że ‘pójście o krok za daleko’ to proces i dzieje się stopniowo, podobnie jak jest to z uzależnieniem. Niby wszystko jest w porządku, a tu nagle okazuje się, że jesteśmy w pułapce, albo coś, lub kogoś, utraciliśmy” – podkreśla psychoterapeutka. „Na pewno pierwszym niepokojącym sygnałem powinien być fakt ciągłego myślenia o ciąży. Myślenia, które czujemy, że jest intruzywne, że nie pozwala nam odetchnąć, że nieustannie prowadzimy wewnętrzny monolog o możliwej ciąży i pretensjach do losu, czemu jeszcze nie mamy „brzuszka” – dodaje. Może powodować to brak skupienia w pracy, utratę relacji ze znajomymi, problemy w odnalezieniu się w towarzystwie innych ludzi. Świat zaczyna się bowiem przenosić tylko i wyłącznie do wnętrza danej osoby. To we własnej głowie odbywa ona najważniejsze rozmowy, to tam dzieją się wszelkie wyobrażenia, które powodują oderwanie od realnej sytuacji i podejmowanie działań, które innym wydają się być owym „krokiem za daleko”.

Starania o dziecko, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, są bardzo trudnym okresem w życiu kobiety i jej partnera. Naturalną sprawą jest więc wzmożone myślenie wokół tego tematu. Wszystko jest jednak kwestią prawidłowych proporcji. Jeśli w naszym wypadku 80 proc. stanowią myśli związane tylko z tematem starań o dziecko, to jest to już sygnał, że sprawy zaczynają iść za daleko, że tracę kontrolę nad sobą i swoim życiem.”

Małgorzata Jacobi, psychoterapeutka

Wulkany, które wybuchają

Nieustanne życie w tak dużym napięciu oddziałuje na całe otoczenie i warto o tym pamiętać. Szczególnie żyjąc w związku, nie możemy zapominać o partnerze, który jest świadkiem i uczestnikiem „życia pod linijkę”. Staje się on elementem – brzmi to bardzo uprzedmiatawiająco, ale tak to trzeba w pewnym sensie potraktować – skomplikowanej układanki mającej sztywno rozpisane reguły, których nie można przekraczać. „Brak zachowania równowagi w życiu finalnie ma również negatywny wpływ na nasze relacje. Jeśli związek zaczyna przeżywać kryzys, jeśli mamy coraz trudniejszy kontakt z bliskimi, to także są wyraźne znaki, że chyba w naszych staraniach straciliśmy już umiar. Tego typu sygnały powinny nas zatrzymać i skłonić do refleksji. Do głębszej rozmowy z mężem, przyjaciółką a może nawet z terapeutą” – podkreśla psycholog.

Nie bez przyczyny mowa o „realizacji planu”. Wydaje się bowiem być to wtedy metodycznie wypełniany punkt po punkcie, a każdy z nich musi być zrealizowany idealnie i na 100 procent. Może być to bardzo ograniczające i wywołujące całą masę napięcia. Nie da się bowiem uniknąć niepowodzeń, które w zderzeniu z codziennością, siłą rzeczy muszą się pojawiać.

Siła emocji

Jakie emocje może zatem powodować perfekcjonizm? Szczególnie ważny wydaje się być lęk. Poczucie kontroli na pewno pozwala go niwelować. Stąd idealne realizowanie wszelkich zaleceń daje poczucie, że mamy możliwość wpływu na starania o dziecko. I niewątpliwie tak jest. Duża w tym rola przyszłych rodziców, by o siebie zadbać. Z drugiej strony, tak naprawdę niezwykle wiele czynników nie podlega w tej sytuacji naszej kontroli. Czy właśnie to jest najtrudniejsze do przyjęcia i zaakceptowania? „Rzeczywiście. Myślę, że najtrudniejszy dla perfekcjonistów jest fakt, że żeby nie wiadomo ile wkładali starań w zostanie rodzicem – nie wiadomo ile przeznaczali na to czasu, funduszy i rozpisywania planów dnia – i tak istnieje jakiś tajemniczy czynnik, który w rezultacie decyduje o poczęciu dziecka. Co ważne, nie da się go w pełni przewidzieć. To potwornie frustruje osoby, które nauczyły się żyć „pod linijkę”. Starania o ciążę stają się wtedy często pierwszym doświadczeniem, w którym nie mają pełni mocy decydowania o wszystkim. To powoduje wewnętrzną niezgodę, żal, gniew, pretensje do losu. Jest to dość duży zalew negatywnych emocji, które nie mogą być zdrową glebą do zasiania owoców życia” – mówi Małgorzata Jacobi.

Perfekcjonizm niejedno ma imię

Warto przyjrzeć się jednak temu zagadnieniu szerzej. Perfekcjonizm pojawiający się w czasie starań o ciążę często jest cechą, którą możemy w danym człowieku dostrzec także w innych dziedzinach życia. Przeważnie już wcześniej miał on zadaniowe i mało elastyczne podejście do siebie, swojego życia, bliskich. Starania o dziecko mogły jednak perfekcjonizm dodatkowo nasilić. Kiedy bowiem pojawiają się ogromne przeszkody w tak ważnej sferze życia, nasze schematy zaczynają często przejmować nad nami kontrolę. W świetle trudności z zajściem w ciążę perfekcjonizm jest tylko jednym z mechanizmów radzenia sobie z problemami.

Można by jednak zaryzykować stwierdzenie, że jest to swego rodzaju znak naszych czasów. Najpierw musimy być perfekcyjnymi uczniami, bo tylko tacy mogą odnieść „sukces”. Później muszą być idealne studia i fantastyczna praca. W międzyczasie kupno wspaniałego mieszkania i nasze w nim zdjęcia (oczywiście mamy na nich perfekcyjne ciało), które śmiało – z nadzieją na ogrom lajków – można publikować w social mediach. Każdy szczegół wizerunku musi być pod naszą kontrolą. Nie ma tu miejsca na jakiekolwiek rysy. A przecież bycie człowiekiem nierozerwalnie wiąże się z potknięciami i słabościami. Czy chcąc znaleźć w sobie akceptację, powinniśmy konfrontować się właśnie z tymi mniej idealnymi elementami nas samych? Czy pogodzenie się z owymi, nieraz właśnie niezależnymi od nas trudnościami, może pomóc też w walce z perfekcjonistycznym podejściem do siebie i świata.

POLECAMY TAKŻE: Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

„Myślę, że kiedyś życie było prostsze, a po ziemi chodziło znacznie mniej perfekcjonistów i pracoholików 🙂 To faktycznie wydaje się być związane z konsumpcyjnym modelem świata oraz z tym, co oferują nam media i wirtualna rzeczywistość. Już od małego uczy się nas, że powinniśmy być wyjątkowo zdolni, utalentowani, o doskonałej wadze i urodzie. Powinniśmy być również bardzo zaradni życiowo, zrobić karierę, kupić dom, musowo każdego roku zaliczyć wakacje (najlepiej na innym kontynencie), żeby było co wstawić na Facebooka. No i też często w biegu i pośpiechu wpasować w to wszystko projekt „dziecko”. U perfekcjonistek projekt ten kłóci się jednak często z kontynuowaniem projektu „kariera” i chęcią niezaniedbywania projektu „perfekcyjna pani domu”. Stąd tak wiele napięcia i frustracji, bo jak to wszystko ze sobą pogodzić skoro doba ma tylko 24 godziny?! Pomimo trudności z zajściem w ciąże osoby te często nie potrafią jednak w swoim życiu zwolnić, zrezygnować z robienia kariery, oddania części domowych obowiązków mężowi. Wiąże się to bowiem z oddaniem chociaż odrobiny kontroli. Staje się to jednak dość przerażające, gdyż jak to już padło wcześniej, kontrola pełni funkcję niwelowania lęku. Pomaga też „zagłuszyć” poczucie niskiej wartości, którego zazwyczaj jest u perfekcjonistów sporo” – podkreśla Małgorzata Jacobi.

Zapętleni

Jak może się to objawiać? Często uderzaniem w samych siebie. Perfekcjonistom zdarza się bowiem odczuwać silne poczucie winy. Coś nie działa? Coś nie idzie po ich myśli? Coś wymknęło się z genialnie przecież ułożonego planu? „To moja wina! Mogłam to zrobić lepiej, więcej, dokładniej…” – stop! Ponownie kłania się tu koncepcja błędnych kół, o której pisaliśmy już w naszym portalu. Nakręcające się negatywne myśli potrafią tylko narastać i prowadzić często do błędnych wniosków, które powodują, że koniec końców znów lądujemy w podobnym momencie. Niestety zmęczenie owymi momentami ma przeważnie tylko tendencję rosnącą. Dopóki, rzecz jasna, nie uda nam się przerwać naszych – w tym kontekście perfekcjonistycznych – błędnych kół.

„Znasz koncepcję błędnego koła? Każdemu z nas zdarza się w nie wpadać, gdy pojawiające się myśli, czy też działania, zaczynają nakręcać kolejne mało konstruktywne sytuacje.”

Zobacz więcej: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Nie bez przyczyny karanie siebie i perfekcjonizm to powiązane ze sobą tematy. Często idą one w parze. Stąd też podobne wydają się być wskazówki, które pozwolą nam bliżej przyjrzeć się wymienionym tu cechom. Co jednak jeszcze może dać wsparcie i pomóc w odpuszczaniu perfekcyjnej kontroli? I czy owo odpuszczenie perfekcjonizmu da też ukojenie w staraniach – może pokaże nowe, nieznane dotąd, rozwiązania i otworzy przestrzeń na ich realizację? „Najważniejsza jest refleksja, zatrzymanie oraz przyjrzenie się sobie, swojemu życiu i swoim relacjom. Jeśli nie umiem sama, to idę do specjalisty. Ważne jest uświadomienie sobie, jakie uczucia zazwyczaj mnie przepełniają. Jeśli są to ciągłe napięcie i lęk, to należy zrozumieć, że nie sprzyjają one staraniom o dziecko i warto byłoby coś zmienić. Jednak aby coś zmienić, musimy najpierw przeanalizować nasze życie. Ile czasu poświęcamy staraniom o dziecko, a ile pracy, czy przyjemnościom? Starania powinny być częścią życia, tak jak i praca, czy dbanie o siebie. We wszystkim powinna być równowaga” – podsumowuje psychoterapeutka.

Jakie zatem pytania mogą pomóc w refleksji na ten temat?

Co zyskuję dzięki kontroli?

Co tracę przez swój perfekcjonizm?

Co najgorszego może się stać jeśli chociaż trochę odpuszczę? Czy naprawdę sobie z tym nie poradzę?

A może mogę coś zyskać – więcej czasu dla siebie, odpoczynek, lepsze relacje z ludźmi?

Czy dostaję sygnały od bliskich, że w pewnych sferach dobrze byłoby znaleźć więcej luzu?

Czy w związku z tym doświadczam z nimi konfliktów?

Jak to nieustanne napięcie może wpływać na moje zdrowie, a co za tym idzie, na starania o dziecko?

Na ile, na ten moment, jestem w stanie odpuścić?

I dlaczego tylko tyle? 😉

Ostatnie pytanie jest oczywiście postawione z wielkim przymrużeniem oka. Liczy się bowiem każdy, nawet najmniejszy krok. Już sam fakt, że zauważymy w sobie cechy perfekcjonizmu, może być ogromnym przełomem i otworzy furtkę do zmian. Nie ma co się jednak za bardzo zapędzać, bowiem nie warto być w przełamywaniu perfekcjonizmu… perfekcyjnym! Daj sobie przestrzeń na zmiany. Najmniejsze kroki mogą bowiem zaprowadzić nas na największą nawet górę. A że ta wędrówka będzie pełna potknięć? No cóż, to tylko oznacza, że idziemy do przodu!

 

 

Małgorzata Jacobi – psycholog i psychoterapeutka z Centrum Probalans w Warszawie. Prowadzi zarówno terapię indywidualną, jak i terapię par. Wspiera także osoby zmagające się z niepłodnością. Pracuje w nurcie integratywnym, korzystając z różnych metod i szkół psychoterapeutycznych.

 

 

 

 

Zobacz też:

Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

Umysł kontra ciało. Kiedy do diagnozy potrzeba szerszego spojrzenia

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością [PODCAST]

Mieć wszystko pod kontrolą. Każdy swój krok, każe zadanie wypełniać na 101 procent. Nawet starania o dziecko muszą przebiegać tak, jak zakłada idealny plan. Perfekcjonizm – w zderzeniu z rzeczywistością boli. W zderzeniu z niepłodnością, potrafi być nie do uniesienia. Czy dostrzegasz w sobie taką cechę?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się, że chęć perfekcyjnego realizowania każdego celu jest czymś dobrym. Skąd zatem tak wiele trudnych emocji, frustracja i zmęczenie, w momencie, gdy okazuje się, że świat nie do końca chce z nami i naszym planem „współpracować”? Perfekcjonistyczne schematy mogą uruchamiać się także w walce z niepłodnością. Co się z nimi wiąże? Jak mogą wpłynąć na twoje życie? Jak sobie z nimi radzić?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo nie musisz konfrontować się z trudnymi tematami w samotności.

 

Zobacz też:

Pan i pani idealni – w pułapce perfekcjonizmu! Niszcząca siła zderzenia z niepłodnością

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

Karanie siebie może przybierać bardzo różne formy. Wszystkie jednak sprawiają ból. Czy zawsze potrzebny? W walce z jakimi emocjami uderzanie w siebie ma pomóc? Jak to się dzieje, że ciągle i ciągle można wpadać w te same destrukcyjne schematy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tak, to wszystko może wiązać się z niepłodnością. Niezwykle wiele elementów składa się na to, że – świadomie, lub nie – zdarza nam się w siebie uderzać. Coś, o czym warto pamiętać, to wpływ jaki mamy na własne myśli i działania. Dlatego też warto zastanowić się: jak to jest u mnie?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo niektóre słowa nabierają siły dopiero wtedy, gdy są mówione na głos.

 

Zobacz też:

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Korzystasz z telefonu w łóżku? Może ci to zaszkodzić bardziej, niż myślisz

zaburzenia rytmu okołodobowego
fot. Pixabay

Używanie telefonu w nocy sprawia, że nasz mózg dostaje fałszywe sygnały – donoszą naukowcy. Zaburzenia rytmu okołodobowego mogą prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych. Jakich?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ludzie, u których występują zaburzenia rytmu dobowego są bardziej narażeni na depresję i problemy psychiczne. Dotyczy to zwłaszcza tzw. nocnych marków, u których częściej występuje depresja, choroba afektywna dwubiegunowa i obniżenie nastroju.

Zobacz także: Sen dla dwóch kresek

Zaburzenia rytmu okołodobowego groźniejsze niż myślisz

Powyższe wnioski wysnuto na podstawie badania przeprowadzonego przez Uniwersytet w Glasgow. Wzięło w nim udział ponad 91 tys. ochotników z Wielkiej Brytanii w wieku od 37 do 73 lat. U badanych przez tydzień monitorowano poziomy aktywności.

– Zdrowy rytm dnia to aktywność za dnia i jej spadek nocą – tłumaczy Daniel Smith, profesor psychiatrii z Uniwersytetu w Glasgow.  – To ważne badanie wykazujące silne powiązania pomiędzy zakłóconym rytmem dobowym a zaburzeniami nastroju – dodaje ekspert.

Zobacz także: 12 nawyków, które pomogą ci zasnąć

Jak zmienić swoje nawyki?

Zgodnie z wynikami badań, osoby, które nie przestrzegały naturalnego cyklu dnia, częściej niż inni czuli się smutni, samotni. O wiele częściej cierpieli również na depresję i chorobę afektywną dwubiegunową.

W jaki sposób zmienić złe nawyki? – Jest wiele rzeczy, które możemy zrobić, zwłaszcza w zimie – zauważa profesor Smith.  – Dobrym pomysłem są poranne spacery i ekspozycja na słońce oraz poranne ćwiczenia – wylicza.

– Możesz również wyłączyć swoją komórkę około godz. 10 wieczorem, ponieważ światło telefonu daje sygnał twojemu mózgowi, że jest dzień. Czasami może być to trudne, zwłaszcza dla osób pracujących na zmiany – mówi psychiatra.

Zobacz także: Czy bezsenność w czasie ciąży to norma?

Praca zmianowa na cenzurowanym

Nie jest tajemnicą, że nasz wewnętrzny zegar jest uzależniony od kilku czynników, w tym od temperatury ciała i nawyków żywieniowych. Udowodniono, że długotrwałe nocne zmiany są związane ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka, choroby serca i otyłością.

Naukowcy wciąż zastanawiają się jednak, czy to rozregulowany zegar biologiczny powoduje problemy psychiczne, czy raczej jest na odwrót.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.