Przejdź do treści

Teoria wszystkiego – Człowiek jest mocny

Stephen Hawking w 1961 roku był doktorantem fizyki w Cambridge. Miał wtedy trochę ponad 20 lat, marzenia i plany na przyszłość. Do życia podchodził lekko, z żartem i dystansem, które w żaden sposób nie kolidowały z jego genialnym umysłem. Niebywała inteligencja i poczucie humoru szły ze sobą w parze – Hawking nie narzekał na brak przyjaciół, zarówno wśród studentów uczelni, jak i samych wykładowców. Ci widzieli w nim niezwykłą osobowość, od której mogli czerpać wręcz inspirację garściami. To też przyciągnęło Jane Wilde, studentkę iberystyki – piękną, ambitną i głęboko wierzącą. Szybko zakochali się w sobie, ale na drodze ich szczęścia stanęła nieuleczalna choroba.

Wspomnienia Jane stały się kanwą scenariusza „Teorii Wszystkiego”. Wyprodukowany w dość hollywoodzkim stylu wydaje się historią, w którą po prostu się wierzy, taką, do której każdy może się odnieść i znaleźć odpowiedź na te najprostsze i te najtrudniejsze pytania. Oglądając, ma się wrażenie pełnego współuczestnictwa – niewiele trzeba, by się wyłączyć, wzruszyć, poczuć właściwie każdym porem, że ogląda się dzieło niemal wybitne. Niemal, bo twórcy momentami operują patetyzmem, ale tylko momentami. Możliwe, że największa zasługa w tym aktorów. Eddie Redmayne miał niełatwe zadanie, bo musiał zagrać prawdziwego człowieka, którego zna właściwie każdy – TEGO  Hawkinga. 33-letni Brytyjczyk stanął na wysokości zadania, bo po prostu jest Hawkingiem. Na ekranie przechodzi ogromną, bolesną przemianę –wesoły, aktywny fizycznie mężczyzna staje się z czasem zależną od innych, zupełnie niepanującą nad ciałem wersją samego siebie. Najbardziej uderzającą sceną, od której widać, jak wybitnym Redmayne jest aktorem, wydaje się ta, kiedy Jane zmusza chorego już Stephena do gry w krykieta. Ten na plączących się nogach, biega za kulami jak oszalały, próbując jeszcze z tak wielką zaciekłością, pokazać, że może, że jest w stanie to zrobić. A widz, podobnie jak Jane, nie może powstrzymać łez. To, co dzieje się później, dotyka coraz bardziej. Etapy postępującej choroby widać z kolejnymi scenami, przechodzą one bardzo płynnie, podobnie jak emocje, które im towarzyszą. Fizyczny aspekt nie jest jednak pierwszoplanowy, ale to, w jaki sposób wpływa na  dotkniętego chorobą człowieka i ludzi wokół. Felicity Jones jako Jane w kreowaniu postaci nie ustępuje filmowemu mężowi. Jest poruszająco nieustępliwa, odważna, silna. Bardzo łatwo się z nią utożsamić, bo nie wywołuje łzawego współczucia czy podziwu na pokaz. Nie gra agresywnie, jest niejednoznaczna, albo właściwie rzecz ujmując: po prostu ludzka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Między głównymi postaciami czuć porozumienie ciał i dusz, razem są doskonali. Osobno również. Ich związek przypomina każdy inny. To, co między nimi się dzieje dotyka bardziej – ale nie dlatego, że Hawking jest chory. I właśnie to stanowi clou historii, którą koniecznie trzeba poznać. Pozwoli bowiem przypomnieć sobie, dlaczego życie to fascynująca podróż i jak powiedział Hawking, dopóki trwa, dopóty jest nadzieja.

Film „Teoria Wszystkiego” w kinach od 30 stycznia.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Które kobiety mają największą szansę na urodzenie dziecka w 2018 roku?

Które kobiety mają największą szansę urodzić w 2018 roku?
fot. Pixabay

Końcówka roku to czas magiczny – w październiku wiele osób bierze udział w halloweenowych imprezach połączonych z różnego rodzaju wróżbami. Później „nasze” rodzime Andrzejki, podczas których obowiązkowo trzeba sobie powróżyć. Czy można przepowiedzieć ciążę? Tego zadania podjął się jeden z portali.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W przepowiadanie przyszłości postanowił zabawić się brytyjski portal OK!. Na serwisie opublikowano listę imion, których właścicielki mają największą szansę na zajście w ciążę w 2018 roku.

Kto urodzi w 2018 roku?

Według „przepowiedni” OK!, w przyszłym roku w Wielkiej Brytanii najwięcej świeżo upieczonych mam będzie wśród właścicielek imion Emma, Amy i Claire. W jaki sposób autor artykułu doszedł do takich wniosków?

Zobacz także: 12 przebrań na Halloween, które pokonują system – HIT czy KIT?

Na początku „wróżbita” przeanalizował, w jakim wieku Brytyjki najczęściej zachodzą w ciążę. Uzyskany wynik odjął od bieżącego roku, otrzymując tym samym rok urodzenia przyszłych matek. Następnie sprawdził, jakie imiona były wtedy najpopularniejsze.

W toku „śledztwa” autora okazało się, że Brytyjki najczęściej zachodzą w ciążę w wieku 28 lat. W roku ich urodzenia do najpopularniejszych imion nadawanych dziewczynkom należały: Emma, Amy i Claire.

Wróżba dla Polek

Jak brzmiałaby taka wróżba dla Polek? Według statystyk, w Polsce matkami najczęściej zostają 29-latki. W momencie ich urodzenia do najczęściej nadawanych imion zaliczały się: Agnieszka, Anna, Katarzyna i Magdalena.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: WP Kobieta

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Księżna Kate spodziewa się bliźniąt?

Księżna Kate spodziewa się bliźniąt
fot. - Instagram @kensingtonpalace

Kate oraz książę William oczekują właśnie trzeciego dziecka, o czym bezustannie przypominają brytyjskie media. Najnowsze doniesienia plotkarskich magazynów mówią jednak, że rodzina królewska przygotowuje się na powitanie nie jednego, lecz dwójki dzieci!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu Pałac Kensington oficjalnie potwierdził pogłoski na temat ciąży Kate. Teraz pojawiły się doniesienia mówiące o tym, że para spodziewa się dwóch dziewczynek.

Kolejne royal baby

Kate i William byli niezwykle zaskoczeni, kiedy się o tym dowiedzieli – powiedziała magazynowi Life& Style osoba z otoczenia rodziny.

Podobno zachwycona księżna od razu podzieliła się radosną nowiną z mamą Carole i siostrą Pippą, która oczekuje swojego pierwszego dziecka. Póki co Pałac Kensington nie potwierdził doniesień o bliźniaczej ciąży Kate.

Zobacz także: Księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka

Jak podają źródła, imiona dla dzieci nie zostały jeszcze wybrane. Podobno dla dziewczynek przygotowano już dwa osobne pokoje.

Kate i William są już rodzicami 4-letniego George’a i 2-letniej Charlotte.Trzecie, a być może i czwarte dziecko pary przyjdzie na świat w kwietniu 2018 roku.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jej zdrowie w jego rękach – Krystian Wieczorek: „Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie”

Wszyscy znamy go jako aktora i przede wszystkim przez taki też pryzmat oceniamy. Jak zatem odnieść się do tego, że wraz z żoną Marią, stał się ambasadorem Kampanii Diagnostyka Jajnika? Tutaj jest mężem, partnerem i mężczyzną – świadomym mężczyzną. „Dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Świadomość spadła na nas w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy” – mówi w rozmowie z nami Krystian Wieczorek.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Miłkowska: Zapewne często słyszysz ostatnio pytanie: „Co mężczyzna może wiedzieć o zdrowiu kobiety?”.

Krystian Wieczorek: Mężczyzna, jeśli tylko chce w zdrowiu kobiety uczestniczyć, może wiedzieć tyle samo co ona, albo i więcej. Zauważ, że już samo to pytanie bardzo określa, gdzie w naszych głowach rola mężczyzny jest. I dzieje się to niezależnie od tego, czy mówimy o partnerze, mężu, synu. Dlaczego jednak niektórzy faceci nie chcą tego uczestnictwa? Myślę, że jest to kwestia niezwykle złożona. Z jednej strony pojawia się lenistwo i ignorancja. Z drugiej, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego kulturowo, chociaż niesprawiedliwe byłoby wrzucanie wszystkich mężczyzn do jednego wora.

Dlaczego, przecież kampanie raczej nie są kierowane do mężczyzn świadomych?

Myślę, że do nich jak najbardziej też. Podobnie jak i do samych kobiet. Jeśli chodzi o raka jajnika, jest to tzw. „cichy zabójca”, który potrafi niezwykle dobrze się maskować. Bardzo ciężko jest rozpoznać, czy jakiś rodzaj objawów już wykracza poza normę, czy jeszcze się w niej mieści. Co więcej, nie ma jednego badania, które może w stu procentach zdiagnozować tę chorobę, albo jej brak.

Mówisz o tym z dużą wiedzą. To skutek udziału w Kampanii Kwiatu Kobiecości?

Oczywiście, że tak. Nie będę kreował się tutaj na jakiegoś guru od medycyny, bo tak nie jest. Przede wszystkim, wzięliśmy wspólnie z żoną udział w Kampanii, ponieważ sami zmieniliśmy swoje życie.

Wiem jednak, że dochodzenie do świadomości jest procesem. Nie obudziłem się nagle z wgranym programem pod tytułem: „Świadomy”.

Stąd tak bardzo zależy mi skupieniu się na profilaktyce. I nie mam tu na myśli wizyt u lekarza w momencie kiedy czuję, że coś mnie boli. Zastanawiam się raczej, jak nie dopuścić do tego, by bolało – czego nie jeść, jak ważny jest sen, jak stres wpływa na zdrowie. Przede wszystkim jednak badania. Niezależnie od tego, czy coś się dzieje, robię je co roku. Mam wtedy przynajmniej jakąkolwiek szansę by coś zdziałać. Szczególnie w przypadku raka jajnika. Często gdy go zdiagnozujemy, jest już po zawodach.

Silnie tutaj widać rolę partnera. Mam wrażenie, że zastanawiając się nad swoim zdrowiem, nieraz traktujemy je w jakimś sensie „egoistycznie” – dotyczy tylko mnie, a cierpienie będzie tylko moje. Nie, to będzie cierpienie całego otoczenia.

Wydaje się to oczywiste, a wcale nie jest. Ciężko mi z tym dyskutować. Nie chcę powiedzieć, że kobiety są same sobie winne, bo do niesienia całego ciężaru na swoich barkach zostały po prostu przyzwyczajone.

Weszlibyśmy wtedy ponownie w te same kalki.

Dokładnie, bo przecież skoro przyzwyczaiły się dźwigać ten ciężar same, to faceci mogą się śmiało odseparować. Ty masz swoje sprawy, ja mam swoje. Twój ból jest twoim bólem, a mnie to nie obchodzi. Myślę, że nie tak wygląda partnerstwo, przy czym unikam tutaj podziałów płciowych. To powinna działać w dwie strony, bo i faceci są narażeni np. na raka prostaty, którego to nie mają kobiety. Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie.

Ponownie mówimy tu o wzorcach kulturowych.

Które niestety są jakie są. Dlatego tak ważne jest współuczestniczenie w przeróżnych akcjach, nie tylko dotyczących zdrowia. Wspólną sprawą jest uświadamianie sobie, rodzinie, innym ludziom, jak wiele zależy od nas samych.

Często nie zdajemy sobie sprawy, na ile tak naprawdę to my tworzymy ten świat.

Tworzymy jak cholera, tylko nasza ignorancja powoduje poczucie, że na nic nie mamy wpływu. Głośna jest teraz kampania #metoo [red. kampania dotycząca molestowania seksualnego]. Czytam wpisy tych wszystkich kobiet i widzę jak jest to ważne. W tym wypadku mówimy o stereotypie, schemacie, wykorzystywaniu władzy, ale możemy śmiało przełożyć to na każdą inną sferę. W grupie jest ogromna siła. Z jednej strony współdziałanie pozwala usłyszeć, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami. Z drugiej, pozwala pozbyć się nieraz ogromnego ciężaru. Idealnie odzwierciedla to słynny test z włosem. Jeden przerwiesz, ale z warkoczem już tego nie zrobisz. Dlatego jak najbardziej jestem za wszelkimi tego typu kampaniami. Nawet jeśli uratuje się jedna osoba, to będzie mało? Tego nie da się zmierzyć.

DCZ_8745

Zawsze z pomocą przyjdą statystyki.

No tak, ale co to jest w statystykach 2,5 tysiąca kobiet rocznie umierających w Polsce na raka jajnika? Na cyfry można sobie popatrzeć, bo dotyczą one „jakichś” kobiet. Kiedy jednak zderzymy się z tym, że jest to realne zagrożenie życia i przełożymy je na bliską nam osobę, rozmowa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Co by było, gdyby ciebie nagle zabrakło? Odpowiedź nie jest już wtedy tylko cyfrą. Lubię też takie porównania, które pozwalają nam dostrzec skalę. W tym wypadku te 2,5 tysiąca mogłoby być małym miasteczkiem. Wyobraźmy sobie, że nagle jednego roku giną w nim wszystkie kobiety – to jest właśnie to. Rak jajnika, który zmiata miasteczko. Jaki to jest wtedy obraz?! Tak trzeba myśleć, bo to nie są żarty. To jest ogrom.

Przerażająca wizja.

Bo ona taka jest, a mam wrażenie, że większość informacji jest trywializowana i nie robi już na nas większego znaczenia. Wydaje się, że bierzemy jakiegoś aktora, robimy kampanię i miło opowiadamy o zdrowiu.

Dziwisz się takiemu odbiorowi? Widzimy przecież ładne, kolorowe obrazki.

Masz rację, nie ma tam trupiej czaszki. Może gdyby dać przekaz, że jak nie pójdziesz ze swoją żoną do lekarza, to będzie tam czaszka, to by zadziałało… Zawsze uważałem jednak, że strach nie jest najlepszym środkiem do poszukiwania świadomości. Chociaż faktycznie, nie przejmujemy się wieloma informacjami, dopóki nie dotkną one nas samych.

Na otwarciu Kampanii byli zresztą ludzie z różnych dziecin nauki m.in. socjologii, którzy bardzo szeroko i ciekawie analizowali zjawisko zdrowia. Przez to, że mieli naprawdę różne specjalizacje, uzmysłowili mi jak jest to trudny temat. Jednak pytaniem, które najbardziej w tym wszystkim mnie nurtuje, jest po prostu: „Jak żyć?. Nie wiem czy znasz książkę David’a Servan’a-Schreiber’a „Antyrak”. Lekarz, który chorował na nowotwór, po wyzdrowieniu udał się do swoich kolegów onkologów i zapytał: Co teraz?. Dostał odpowiedź: „Nic. Żyj, przychodź na badania kontrolne i tyle. Nie miał jednak na to zgody, chciał by ludzie dowiedzieli się, jaka jest profilaktyka raka i jak zminimalizować szanse na zachorowanie. Dlatego zaczął badać jedzenie, tryb życia etc. Odkrył jakie sytuacje są rakogenne. A dlaczego zmarł? Jeździł po świecie promując książkę, źle sypiał, źle jadł i koniec końców miał nawroty. Jest to przykre, ale na własnym przykładzie udowodnił, że jakość życia ma kolosalny wpływ na prawdopodobieństwo zachorowania.

Podkreśliłeś, że dochodzenie do takich wniosków jest procesem. W twoim przypadku też tak było?

Przez to, że mam zawód, w którym co jakiś czas moje życie jest „uporządkowane do góry nogami”, nie jest łatwo. Jedno to fakt, że zawsze zajmowałem się sportem, obecnie trenuję narciarstwo biegowe. Z drugiej strony wiem, że sport to nie wszystko. Bez dobrego jedzenia, unikania alkoholu i innych używek, ale przede wszystkim bez dyscypliny, trudno byłoby utrzymać spokój i zdrowie. Jej brak powoduje, że jesteśmy rozchwiani w pilnowaniu siebie.

Czyli predyspozycje, ale też ciężka praca nad sobą?

Nieustanna praca nad świadomością jest bardzo ważna. Jednak jak powiedziałem wcześniej, dopóki coś nas bezpośrednio nie dotknie, wydaje nam się, że „jakoś to będzie”. U nas tym momentem była choroba mojej żony. Borelioza okazała się być bardzo poważnym, przewlekłym stanem. Nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek będziemy mogli mieć dzieci ani czy Maria wyzdrowieje, bo dookoła jest cała masa mitów i teorii dotyczących tej choroby. Co ciekawe, pierwsze, co powiedział nam lekarz, to zero cukru, alkoholu, pszenicy, wysypianie się i unikanie stresu. Potrzebowaliśmy do tego bardzo dużo silnej woli. Wiem, że moja Marysia w życiu by sobie z tym nie poradziła, gdybym obok niej jadł na potęgę hamburgery.

Weszliście w to razem.

Nie było innej opcji.

Od razu tak pomyślałeś?

Tak, bo jest to bardzo trudna choroba. Przedefiniowała ona nasz tryb życia. Biję się jednak w pierś, bo dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Teraz, jak już poradziliśmy sobie z tą chorobą, uznajemy to za lekcję. Świadomość spadła na nas chyba faktycznie w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Z drugiej strony, jak mają mówić o świadomości ludzie, którzy muszę przeżyć do pierwszego? Jeśli przykładowo człowiek ma wybrać wydanie 30 zł na chleb i pierś z kurczaka, a na badania kontrolne, to wiadomo co zrobi. Dlaczego o tym mówię? Bo pokazuje to złożoność problemu. Dodatkowo codzienny pęd powoduje, że wiele osób woli sięgnąć po tabliczkę czekolady, czy trzy browary i zapomnieć.

Tym razem mówisz o swego rodzaju odcięciu się od świadomości, do której to ciągle wracamy.

Tak, ale Kampania to właśnie świadomość. Nawet jeżeli jest tylko początkiem jakiejś drogi, to już wiele.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki o tym wszystkim mówisz. Pokazuje, że jesteś człowiekiem, który bierze sprawy w swoje ręce i działa.

Taki jest mój temperament. Co i rusz próbuję się jednak przywoływać do porządku i nie patrzeć na innych przez swój własny pryzmat. Zastanawia się wtedy: „Dobra, ktoś inny tak nie ma. Ktoś inny jest introwertykiem, bardziej dusi w sobie emocje, nie rozmawia o problemach. Jak w takim razie dotrzeć do kogoś takiego?”. To właśnie wtedy pojawia się problem. Dlatego, jeśli tylko widzę podobne trudności, staram się rozmawiać. Nie chciałbym jednak, żeby dyskusja dotycząca zdrowia była zero-jedynkowa. Wolałbym unikać skrajnych przykładów, bo one tworzą patologie w postrzeganiu świata, a często media w ten właśnie sposób starają się ją kreować. Ci noszą białe kapelusze, ci czarne – zupełnie jak w westernie.

Jeśli chodzi o swego rodzaju odpowiedzialność, to myślę, że leży ona zarówno po twojej stronie, po stronie mediów, ale i po stronie odbiorcy.

Odbiorcy w jakim sensie?

Jako odbiorca staram się krytycznie patrzeć na to, co dostaję. I to jest moja odpowiedzialność.

Zgadzam się. Myślę, że krytyczne podejście i zasadę ograniczonego zaufania na drodze, każdy z nas powinien mieć wręcz wytatuowane, by móc ciągle sobie o nich przypominać. To właśnie za tym idzie m.in. sprawdzanie dodatkowych źródeł. Jeśli nam coś dolega, dobrze jest iść do innego lekarza, a badania czasami warto powtórzyć w kolejnym laboratorium.

Co w takim razie, gdy w kolejnym laboratorium wynik pokaże, że wszystko z nami w porządku, a my wciąż mamy przeczucie, że dzieje się coś złego? Może wtedy warto wierzyć właśnie własnej intuicji?

Myślę, że równowaga jest gdzieś po środku. Często w sytuacjach stresogennych intuicja bardzo zawodzi. Wracam tutaj do partnerstwa i współuczestnictwa mężczyzny w chwili, gdy kobieta dowiaduje się o chorobie. Ona wtedy już nic nie słyszy. Dotarło do niej tylko to, że ma raka. I koniec. Facet będący obok niej usłyszy jeszcze, co można teraz zrobić, gdzie, kiedy.

Ściągnie ją na ziemię.

Zawsze tak jest, że druga osoba pomaga trzeźwo patrzeć. W samolocie też zakłada się maski najpierw sobie, potem dzieciom. Współuczestnictwo jest w trudnych sytuacjach niezwykle istotne i nie mówię tu tylko o raku, ale o każdej sytuacji pt.: „O matko, to co teraz?!”.

Siła partnerstwa zdaje się być jedną z twoich głównych motywacji do udziału w Kampanii.

Myślę, że warto mówić w tym kontekście zarówno o partnerstwie, jak i o podkreślanej już przeze mnie świadomości.

Myślmy o tym, jak możemy na co dzień obniżyć ryzyko zachorowania, bo mamy do tego ogrom narzędzi. Zastanówmy się, czy faktycznie pieniądze, które wydajemy na samochody i gadżety są tego warte? Może lepiej byłoby pojechać na targ i w zamian kupić lepsze jedzenie?

Szczególnie adresowane jest to do społeczeństw konsumpcyjnych, które mają możliwość mierzenia się z takimi dylematami. Dalajlama mówił, że człowiek zachodu najpierw dochodzi całe życie do tego, by osiągnąć pewien status. Kiedy ma już pieniądze, to nie ma czasu na korzystanie z nich. Za to gdy pojawia się czas, to owe pieniądze wydaje już tylko na leczenie. Według mnie jest to w pigułce ocena tego, jak żyje zachód. Jeśli mogę przy tym zawalczyć o zdrowie swoje i swoich bliskich, to świadomie chcę to robić.

poziom-logosy-RGB_EDIT

 

Zobacz też:

„Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

„All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

33 proc. związków prezentuje taki typ relacji – twój też?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Gwiazda zamroziła swoje komórki jajowe – „ubezpieczenie” płodności?

Czasami kobiety mogą czuć, że to jeszcze nie jest pora na dziecko – równie ważny jest bowiem odpowiedni partner, rozwój zawodowy, edukacja, spełnianie innych marzeń. Czasami powodem może być też choroba i swego rodzaju „ubezpieczenie” swojej płodności. Zamrożenie komórek jajowych – coraz więcej kobiet podejmuje taką decyzję, mówią o tym nawet gwiazdy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwsze strony gazet

Czy w naszym kraju odważyła się powiedzieć o tym jakaś osoba z pierwszych stron gazet? Chyba nie. Jeśli jednak spojrzymy na arenę światową, o mrożeniu jajeczek jest coraz głośniej. Ostatnio opowiedział o tym piosenkarka Rita Ora, która od kilku lat jest singielką, ale nie rezygnuje z planów założenia rodziny. Postanowiła też w tym celu zadbać o swoją płodność właśnie i cztery lata temu (w wieku 22 lat) zamroziła swoje komórki jajowe.

Chcę mieć dzieci, chcę wyjść za mąż, chcę to wszystko zrobić” – powiedziała ostatnio w jednym z programów. Dodała też, że szuka „bezpiecznego mężczyzny”, ale nie jest to dla niej w tym momencie najważniejsze. O zostaniu żoną i matką mówi: „Moim marzeniem zawsze było coś w rodzaju wczesnej 30-stki, ale wielu z moich przyjaciół w tym wieku miało spore problemy z zajściem w ciążę. Poza tym jest to niezwykle młody wiek, to szaleństwo” – jej słowa cytuje „Daily Mail”.

Co więcej, piosenkarka zapytana o zdanie na temat zamrożenia jajeczek odparła: Jest to mądre, dobrze jest być świadomym swojej przyszłości. Kilka dni wcześniej opowiedziała zaś o swoim doświadczeniu i zachęcie lekarza, by właśnie takie „zabezpieczenie” uczynić:

Nigdy wcześniej nie mówiłam w telewizji o tym, że zamroziłam swoje komórki jajowe.

Mam 26 lat i wiem, że wiele osób może powiedzieć: „Wow, taki młody wiek”.

Ja chciałam być po prostu naprawdę bezpieczna. Może jestem szalona.

Wiele dróg do odkrycia

Nie jest jednak w tym osamotniona, ponieważ coraz więcej kobiet mówi o podobnych decyzjach głośno. Jedną z nich jest Lydia-Jane Saunders z Australii, która zamroziła komórki jajowe przed dwoma laty. Miała wtedy 35 lat i przeżycie rozstania z narzeczonym, którego zresztą jednym z powodów były właśnie plany dotyczące rodzicielstwa. Kobieta od zawsze chciała być matką: „Mój ówczesny narzeczony i ja zdecydowaliśmy się odwołać ślub, gdy zmienił on zdanie odnośnie chęci posiadania większej ilości dzieci, miał już bowiem cudowną córkę (…) Brak dzieci nie wchodził dla mnie w grę, rozdzieliliśmy więc nasze drogi” – opowiada i dodaje: „Zegar tyka, więc zdecydowałam się kupić trochę czasu i zamrozić jajeczka”.

Nie było to jednak dla niej łatwe doświadczenie, a sama procedura wymaga także sporych kosztów finansowych. Wydała ona na nią około $11,000, ale jak mówi, było to w stu procentach warte celu. „Proces jest ciężki, czasochłonny i bolesny (…) Fizycznie byłam spuchnięta i zmęczona. Miałam też dziwne zachcianki, zupełnie jak wtedy, gdy jest się w ciąży” – kobieta opisuje swoje przeżycia i zaznacza także, jak dużą rolę odgrywać może w podobnych przypadkach psychika: „Emocjonalna część była dla mnie najgorsza, ale jestem przekonana, że miało to więcej wspólnego z tym, dlaczego to robię, niż z samym procesem” – cytuje ją także “Daily Mail”.

Eksperci, w przytaczanym tu artykule, podkreślają rosnącą liczbę kobiet, które z takiej opcji korzystają. Co ciekawe, niektóre światowe firmy, w ramach kompleksowej opieki nad pracowniczkami, oferują im właśnie taką możliwość. Idzie za tym chęć zdjęcia z pań presji czasu i wspomnianego już „tykającego zegara”. Dzięki temu mogą mieć poczucie, że na dany moment nie tracą planów związanych z powiększeniem rodziny i swobodnie mogą rozwijać się zawodowo. Pomaga to też w wyrównaniu szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy oraz staje się dla nich wsparciem.

Twój wybór

Niezależnie od motywacji stojącej za zamrożeniem komórek jajowych, warto by kobiety miały taki wybór. Co ważne, jest to szczególnie istotne dla pań w młodym wieku, bowiem to właśnie wtedy jajeczka są najlepszej jakości. Może ułatwić to późniejsze zapłodnienie: „Statystyki mówią, że prawie 20% jajeczek pobranych od kobiet poniżej trzydziestego roku życia, uda się zapłodnić po rozmrożeniu. W przypadku starszych kobiet (i jajeczek), szansa na macierzyństwo przy zastosowaniu tej metody maleje do 10%” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

A co ty sądzisz o takiej opcji? Chciałabyś z niej skorzystać? A może masz już za sobą zamrożenie komórek jajowych? Podziel się z nami swoją opinią!

Źródło: „Daily Mail

 

Zobacz też:

5 faktów o testach owulacyjnych – sprawdź, co mówi lekarz!

Komórka jajowa: poznaj 11 niesamowitych faktów!

Jak media „zwodzą” kobiety szansami na płodność – też tak czujesz?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.