Przejdź do treści

„Ten zawód pozwala mi czynić coś dobrego” – poznaj kobiety, które SĄ dla innych kobiet! Oto „Położne na medal”

Fot. Facebook Położna na medal

Każdy człowiek stara się wybrać dla siebie ścieżkę, która najbardziej mu pasuje. Niektóre z tych dróg wymagają więcej, inne mniej wysiłku. Gdy jednak wyborem staje się zawód położnej, można być pewną, że wyzwań nie zabraknie. Jak widzą swój zawód laureatki plebiscytu „Położna na medal”? Kim są położne, które zdobyły serca kobiet?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta musi czuć w położnej oparcie. Ta osoba, która stoi po drugiej stronie, bierze sprawy w swoje ręce. Przeprowadza kobietę przez poród.
Elżbieta Wójtowicz
„Lubię to co robię i mam do tego pasję”

Pierwsze miejsce zdobyła w tym roku Monika Wójcik z województwa małopolskiego. Zdobyła niemal 1400 głosów. „Wspaniała położna z pasją! Mająca w sobie skromność i pracowitość, a zwłaszcza empatię, której teraz tak mało wokół” – mówią o niej pacjentki. Nic więc dziwnego, że została zgłoszona do konkursu. I chociaż było to dla niej zaskoczeniem, to na pewno dodającym energii i dumy: „Tak, to jest niesamowite uczucie i kopniak motywacyjny do dalszej pracy. Polecam takie przeżycie każdemu!” – mówi w rozmowie z nami zwyciężczyni plebiscytu „Położna na medal”.

Fot. Facebook Położna na medal

Chcemy Być Rodzicami: Pomówmy o konkretach – jak to się stało, że została pani położną?

Monika Wójcik: Moja prababcia była akuszerką. Odbierała porody domowe, bo tak się właśnie wtedy rodziło. W kolejnych zaś pokoleniach siostra mojej mamy została położną, teraz już emerytowaną i kuzynka mojej mamy. W rodzinie mam także wiele pielęgniarek. Można więc śmiało powiedzieć, że jest to zawód, który przechodzi u mnie z pokolenia na pokolenie.

Jestem zatem ciekawa, jaką dało to pani perspektywę. Wyobrażam sobie, że jeszcze zanim sama zaczęła pani pracować, musiała pani słyszeć wiele opowieści. Rozminęły się one z rzeczywistością, czy może potwierdziły?

Szczególnie duże wsparcie miałam ze strony cioci. Na studiach dużo uczyłyśmy się z książek, natomiast równie wiele dowiedziałam się właśnie od siostry mojej mamy. Przedstawiała mi ona swoje doświadczenie. Tym samym przybliżyła wiele praktycznych aspektów związanych z naszym zawodem i tym, jak to tak naprawdę na tej porodówce wygląda.

Niemniej jednak, po skończeniu studiów, poszłam na zupełnie inny oddział, który prawie w ogóle nie kojarzony jest z położnictwem – oddział noworodkowy, neonatologiczny. W tym zaś miejscu wiele zawdzięczam koleżankom, do których to grupy dołączyłam. To one pokazały mi od A do Z, jak wygląda praca z noworodkami. W trakcie kształcenia położnych jest to oddział dość pobieżnie traktowany i wszystkiego musiałam uczyć się niemal od zera.

Wystraszyło to panią, czy może jeszcze bardziej zachęciło do pracy?

Powiem szczerze, że zachęciło. Neonatologia zawsze mnie interesowała. Jest to dziedzina medycyny, która ciągle się rozwija i z roku na rok bardzo wiele się zmienia.

Jeśli już mowa o latach, od kiedy wykonuje pani swój zawód?

Zawód wykonuję od 2008 roku – w tym roku minie 10 lat. Natomiast w szpitalu pracuję od 2009 roku.

Czy w tym okresie zauważył może już pani zmiany w położnictwie, być może w nauczaniu nowych położnych?

Niekoniecznie, chociaż być może położnictwo rzeczywiście bardziej otwiera się właśnie na noworodki. Dawniej na oddziale noworodkowym pracowały pielęgniarki i w wielu szpitalach dalej tak jest. Często nie są to położne, pomimo że mamy do tego kwalifikacje i spokojnie możemy pracować także tam.

Jeśli zaś chodzi o porównania, to słyszałam od cioci wiele opowieści o tym, jak wyglądało to w latach 80-tych i na początku 90-tych. To, jak się dawniej rodziło, a jak wyglądają porody teraz, jest ogromną zmianą. Chociażby fakt, iż zarówno na porodówkach, jak i salach poporodowych, mogą być obecnie ojcowie, czy też inne osoby towarzyszące. Nie ma już swego rodzaju reżimu, który zabraniał bycia z kobietą w tych jakże trudnych pierwszych dniach. Szpitale zdecydowanie otwierają się na ludzi.

Wydaje się to być słuszne, jeśli weźmiemy po uwagę wsparcie emocjonalne, a emocji wokół porodu jest przecież bardzo dużo.

Zarówno wokół samego porodu, jak i po nim. Jest wtedy ogromna huśtawka hormonalna, duży spadek progesteronu, który po prostu nie pozwala kobiecie np. opanować łez. Miałam niedawno sytuację, gdy pacjentka przyszła do dyżurki po paracetamol i się… rozpłakała. Tak to wygląda po porodzie i wspaniale, jeżeli ktoś z bliskich jest wtedy przy kobiecie i ją wspiera. My też staramy się załagodzić trudne początki, ale oparcie ze strony rodziny jest najważniejsze.

No właśnie, położne opiekują się nie tylko stroną medyczną, ale wspomnianymi już emocjami. Zastanawiam się, jak duży jest to element pani pracy?

Powiedziałabym, że duży i bardzo znaczący. Przykładowo, często spotykam się z postawą mam, które od razu muszą umieć i wiedzieć wszystko najlepiej, a wszelkie pomyłki traktują w straszne emocjonalny i wręcz ambicjonalny sposób. Nawet zapięcie pampersa, które nie zawsze wychodzi, jest obarczone własną krytyką: „Jejku, co to się stało?!”. No nic się nie stało, dzieciątko się posikało, trzeba je tylko przebrać i tyle. Staram się pokazać im podejście nieoceniające i absolutnie pozbawione oskarżeń. W pierwszych dniach spokojne wytłumaczenie tego, co się właściwie dzieje, jest mamom bardzo potrzebne.

We współczesnym świecie oceniania jest bardzo dużo. Oceniania i właśnie presji bycia najlepszą.

Co więcej, wszędzie pełno jest często sprzecznych ze sobą informacji. Te biedne mamy naczytają się ich z różnych źródeł i tak naprawdę po porodzie nie wiedzą co zrobić. Tu czytały tak, tam inaczej i jak w tym całym zamieszaniu sprawić, żeby wszystko było dobrze?! Trzeba tu powolutku, małymi kroczkami pokazać co, dlaczego i jak. Dzięki temu zazwyczaj mama wychodzi z oddziału już uspokojona, zadowolona i gotowa do dalszej drogi.

A czy wybrałaby pani tę pracę jeszcze raz?

Jest to trudne pytanie. Na razie wydaje mi się, że tak. Ja jednak po prostu lubię to co robię i mam do tego pasję.

 

„Zmiana stała się za naszym pośrednictwem – nas położnych”

Zdecydowanie pasję do położnictwa ma także Elżbieta Wójtowicz, którą w konkursie „Położna na medal” organizowanym przez Akademię Malucha Alantan doceniono 1250 głosami. Zajęła ona drugie miejsce i jak mówi, jest to dla niej ogromnie wzruszające przeżycie: „Dowiedziałam się o tym ze łzą w oku. Jest to wielka gratyfikacja i muszę powiedzieć, że po ogłoszeniu konkursu spotkałam się z niesamowitymi dowodami wdzięczności. Panie zaczęły do mnie pisać, wysyłać wiadomości, a nawet przychodzić do szpitala. Pojawiły się kobiety, które spotkałam 20-kilka lat temu. Mówiły, że rodziły ze mną i pamiętają mnie. Jest to coś, co pozwala nam w tym ciężkim zawodzie żyć w autentycznym poczuciu dobrze spełnionej pracy” – mówi w rozmowie z nami.

Takie słowa oddają sensu podobnych konkursów. Pokazują, jak wielką rolę możemy spełniać swoją pracą w życiu innych ludzi. Dają też o wiele szerszą perspektywę na daną profesję. W tym wypadku doświadczenie pani Elżbiety tę perspektywę zwiększa dodatkowo, bowiem historie, o których wspominała w rozmowie z nami zwyciężczyni, Monika Wójcik, pani Elżbieta przeżyła na własnej skórze.

Fot. Facebook Położna na medal

Elżbieta Wójtowicz: Pracuję 34 lata. Gdy zaczynałam pracę, położnictwo i opieka nad kobietą rodzącą wyglądały po prostu anachronicznie. Kobiety były wtedy moim zdaniem wręcz ubezwłasnowolnione i nie mogłam na to patrzeć. Pracuję w dużym szpitalu, wiec porodówka również była bardzo duża. Znajdowało się tam 5 łóżek porodowych i sala z szóstym, oddzielnym łóżkiem. Nie było sprzętu jednorazowego użytku. Cały sprzęt był wyjaławiany na trakcie porodowym, my to wszystko robiłyśmy. Gotowałyśmy strzykawki, gotowałyśmy igły – to były właśnie te czasy. Kobieta, gdy miała mieć podłączoną kroplówkę, musiała mieć igłę wielorazowego użytku, która w każdym momencie się wysuwała. Trzeba było jej obwiązać i unieruchomić rękę na specjalnej desce. To wszystko wyglądało strasznie.

Nie było też aparatów do słuchania tętna płodu. Jeśli któraś z nas miała ebonitową słuchawkę (Pinarda), to już było znakomicie, ale były to głównie słuchawki metalowe. Przykładałyśmy je do brzucha, słuchałyśmy tętna i tak przechodząc przez całą porodówkę – zaczynając od pierwszego łóżka, kończąc na piątym – wracałyśmy z powrotem i robiłyśmy to samo. Te czasy były okropne także i dla nas, pracowników.

Przyszłam do pracy w towarzystwie czterech moich rówieśniczek, weszłyśmy w stary skład. Byłyśmy przerażone tym, co widziałyśmy i powolutku, przy pomocy naszych wspaniałych młodych lekarzy, którzy mieli tyle lat ile my, zaczęłyśmy zmieniać pewne zwyczaje.

Chcemy Być Rodzicami: Musiało być to bardzo trudne. Nie zawsze nowe pokolenia spotykają się z przychylnością starszych.

My naprawdę wiedziałyśmy na czym polega poród i dobre jego prowadzenie, takie prawdziwe – kobiece. Ruch, zmiana pozycji, indywidualna opieka, to wszystko jest kobiecie bardzo potrzebne.

Powoli zaczęła wykruszać się starsza kadra, pojawił się nowy sprzęt do monitorowania, detektory do wysłuchiwania tętna płodu, pojawiły się pierwsze aparaty USG. Jednak lata 80-te to przede wszystkim zamknięte porodówki, drzwi bez klamek, kobieta bez swojej bielizny i żadnej własnej rzeczy. Przyszła mama nie mogła pić, nie mogła jeść, ewentualnie trochę wody. Teraz jest zupełnie inaczej i muszę powiedzieć, że zmiana stała się za naszym pośrednictwem – nas położnych. To my zaczęłyśmy zmieniać ten świat, ponieważ dostrzegłyśmy potrzeby kobiet. Wiedziałyśmy na czym ma polegać poród prowadzony w dobrej, ciepłej atmosferze. Gdy mamy dobrą współpracę z rodzącą, porody wyglądają zupełnie inaczej i nie muszą się ciągnąć wiele godzin, tak jak to było kiedyś.

Słyszę tutaj przede wszystkim ogromne pokłady empatii i podstawową zmianę, jaka musiała zajść, czyli otwarcie się także na tę stronę związaną z emocjami kobiety.

Przede wszystkim przestało się je traktować instrumentalnie. To jest najważniejsze. Trzeba było dostrzec człowieczeństwo, bo człowiek w stosunku do drugiego człowieka musi umieć je okazać. Obojętnie czy to jest kobieta, czy mężczyzna – położnictwo to taki zawód, który wymaga właśnie zachowywania się po ludzku. Pojawia się wtedy więź emocjonalna, empatia, życzliwość, ciepło, troska. Niezbędne jest też wpatrzenie się w człowieka razem z przeżywanymi przez niego trudnościami, a w czasie porodu wcale nie są to proste momenty. Ból i stres zmienia ludzi. Pojawiający się strach i lęk wywołują także w każdej z nas niekoniecznie łatwe emocje, z którymi musimy sobie radzić.

Rozumiem, że muszą mieć panie umiejętność zachowania dystansu?

Ogromnego dystansu, ale do porodu trafiają przeróżne kobiety. Różnie wykształcone, różnie wychowane, mające przeróżne oczekiwania i należy tym oczekiwaniom sprostać. Trzeba być osobą, która dopasowuje się i stara się odnaleźć potrzeby każdej kobiety, w każdym momencie.

Skoro została pani tak doceniona, to zakładam, że musi to być pani silna umiejętność. Jestem ciekawa czy też ma pani poczucie, że ta nagroda jest swego rodzaju podziękowaniem od pacjentek?

Jest to niezwykle wzruszające, ponieważ traktuję to jako ukoronowanie mojej 34-letniej praktyki zawodowej, która jest naprawdę ciężka. Chcę to podkreślić – nasza praca jest bardzo ciężka, niezwykle odpowiedzialna i wyczerpująca. Widzimy wiele bardzo stresujących sytuacji i tak naprawdę nigdy nie wiemy, jak skończy się poród. Jest to bowiem dynamika i dopóki nie położy się dzieciaczka na brzuchu mamy, dopóki nie usłyszy się jego płaczu, nie dotknie się ciałka, to każda z nas, położnych towarzysząca kobiecie rodzącej, ma na swoich barkach ogromny bagaż stresu. Pomimo jednak, że mam w sobie jakiś pokład niepokoju, nie mogę tego pokazać kobiecie, która rodzi. Gdy wszystko kończy się bezpiecznie, dla rodziców jest to ogromne szczęście, dla mnie także duża ulga.

Istotne jest w takim razie ogromne zaangażowanie ze strony położnej.

Równie ważne jest to, iż praca na trakcie porodowym wymaga pracy zespołowej. Nie da się tam pracować w pojedynkę. Na porodówkach niezbędne jest wspieranie siebie w trudnych momentach, dodawanie sobie otuchy, uzupełnianie wzajemnej wiedzy i ogromna życzliwość. To, z kim się pracuje, jest bardzo ważne, ponieważ atmosfera wpływa na jakość naszej pracy.

Na traktach porodowych pracują wybrane osoby. To nie są dziewczyny z przypadku, przynajmniej nie powinny być. Jeżeli zespół jest w miarę stałą, zgraną grupą, to na pewno atmosfera na porodówce dla wszystkich pań jest jak najlepsza.

Nie ukrywam, że bardzo ważna jest także współpraca położnych z lekarzami. Akurat ja pracuję w ośrodku, gdzie mam dużą samodzielność, otrzymuję wiele życzliwości i sympatii. Mam bardzo dobry zespół lekarski i myślę, że nasz ośrodek jest dzięki temu nie tylko na dobrym medycznym poziomie, ale także międzyludzkim. Jest to bardzo ważne.

Mówi pani, że nie da się tam być z przypadku. Czy zatem wszyscy mają w sobie tyle determinacji do pracy na porodówce?

Ludzie pytają czasem, skąd bierze się siłę do takiej właśnie pracy. Jest to bowiem praca dwuzmianowa, noce, całe dnie – po 12 godzin. Po wielu latach pracy nie ukrywam, że czasami po wielogodzinnym dyżurze i dużej ilości porodów, człowiek po prostu nie ma siły się podnieść. Czasami jednak to nie ilość porodów jest wyznacznikiem wykonanej pracy, tylko to, co się dzieje. Wystarczy jeden poród, który jest bardzo obciążający psychicznie, wymagający ogromnego nakładu pracy, a nawet moich wielkich emocji. Jest to coś, co potrafi zabrać mi ogromną ilość energii. Skąd ją zatem biorę, mam jeszcze siłę rozmawiać i uśmiechać się? Przede wszystkim daje mi ją rodzina, która jest oparciem i akumulatorem. Oni mnie ładują i to dzięki nim czuję się dobrze. Mam rodzinę, która pozwala mi na spełnianie się w stosunku do innych ludzi.

Czyli niezbędna jest równowaga?

Dokładnie, bo człowiek szczęśliwy potrafi oddać szczęście innemu człowiekowi. Mam w sobie taką świadomość, że wybrałam zawód, którego wykonywanie pozwala mi czynić coś dobrego. I tu nie chodzi o jakieś górnolotne stwierdzenia. Skoro jednak jestem położną, to powinnam to robić tak, jak umiem najlepiej.

Przede wszystkim empatia, człowieczeństwo, troska, zaopiekownie się, zrozumienie, współczucie, ale też stawianie granic. Kobieta musi wiedzieć, że ma do czynienia z kimś, kto nie będzie razem z nią płakał. Kobieta musi czuć w położnej oparcie. Ta osoba, która stoi po drugiej stronie, bierze sprawy w swoje ręce. Przeprowadza kobietę przez poród i wskazuje jej takie, czy inne ścieżki, wiarygodnie mówiąc o tym, co będzie się działo. Mam takie swoje motto: „Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków”. To jest bardzo ważne w moim życiu.

Plebiscyt „Położna na medal” wydaje się być tym owocem.

Dla tych osób, które biorą w nim udział i widzą, że ktoś oddaje na nie głosy, jest to coś niezwykle budującego. Jest to docenienie człowieka poza murami szpitala, co jest swego rodzaju świadectwem naszej pracy. Dzięki temu widzę, że zasiałam jakieś małe ziarenko, które zostawiłam w myślach, w duszy, w emocjach kobiety i to powoduje, że chce się żyć.

 

Zobacz też:

Gala finałowa kampanii i konkursu „Położna na medal”

Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Jak dobrze przygotować się do porodu? Rozmowa z położną – ambasadorka 4. edycji kampanii „Położna na medal”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Skandaliczny „żart” lekarza. Miał powiedzieć ciężarnej, że płód obumarł. Szpital zaprzecza

Czarno-białe zdjęcie kobiety w ciąży, która trzyma w rękach wynik USG
Fot.: Edward Cisneros /Unsplash.com

Chorująca na epilepsję ciężarna kobieta trafiła do szpitala ze skurczami i bólami brzucha, które stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla płodu. Lekarz przyjmujący pacjentkę wykonał badanie i zamiast niezwłocznie poinformować ją o wyniku, pozwolił sobie na makabryczny żart, który mógł doprowadzić do tragedii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Skandaliczna sytuacja, którą nagłośniły media, miała miejsce w szpitalu powiatowym w Bytowie. Pacjentka w 6. miesiącu ciąży zgłosiła się tam w środku nocy z bólem brzucha i skurczami. Z uwagi na epilepsję, z którą zmaga się od lat, jej ciąża od początku była zagrożona, dlatego każde pogorszenie stanu zdrowia wymagało pilnej wizyty lekarskiej.

CZYTAJ TEŻ: Położna na medal. Jaka powinna być i czym się wyróżniać?

Lekarz powiedział pacjentce, że płód obumarł. „Żartowałem”

Ginekolog, który przyjął kobietę z niepokojącymi objawami, po wykonanym badaniu ultrasonograficznym miał powiedzieć: „Płód jest obumarły”. Po chwili – zgodnie z relacją pacjentki – dodał z uśmiechem: „Żartowałem” – i włączył pacjentce dźwięk bicia serca dziecka.

Zszokowana kobieta wypisała się ze szpitala na własną odpowiedzialność i złożyła oficjalną skargę do władz szpitala.

– Nawet dla zdrowej kobiety taki „żart” byłby co najmniej nie na miejscu. Od początku ciąży mam świadomość, że jest ona zagrożona, a stres wywołany niewybrednym żartem doktora mógł spowodować u mnie napad padaczkowy, który to z kolei mógł się dla mnie skończyć tragicznie – zaznaczyła p. Kamila w rozmowie z „Głosem Pomorza”.

Po tym wstrząsającym wydarzeniu pacjentka postanowiła rodzić w innej placówce.

Bytowski szpital zaznacza, że sprawa jest wyjaśniana (patrz: oficjalne oświadczenie poniżej). Szczegółowej analizy szpitalnych wydarzeń oczekuje też starosta bytowski.

 


Oświadczenie prezes Zarządu Szpitala Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. Beaty Ładyszkowskiej:

Z uwagi na dobro pacjentki oraz dobre imię szpitala, po zamieszczeniu na profilu Hejted Bytow postu o sposobie przyjęcia pacjentki przez lekarza Szpitala Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. oraz po złożeniu przez pacjentkę oficjalnej skargi, Zarząd Szpitala przeprowadził postępowanie wyjaśniające, w trakcie którego zbadano dokumentacje medyczną oraz przesłuchano pracowników szpitala, którzy obsługiwali pacjentkę.

Zabrany materiał przeczy faktom opisanym w poście i skardze. W dokumentacji medycznej zaznaczono, że pacjentka od początku wizyty zarówno położnym jak i lekarzowi, deklarowała że nie planuje pozostać w szpitalu. Ustalono też, że pacjentka odczuwała bóle przed przyjściem do szpitala, a nie w trakcie pobytu jak to opisano w skardze.

Przeprowadzone za pomocą aparatury medycznej badania wykazały prawidłową pracę serca dziecka i taką informację przekazano przyszłej mamie. Po ostatecznej deklaracji o opuszczeniu szpitala – wbrew zaleceniom lekarza, pacjentce zapisano leki i zalecono wizytę kontrolną u lekarza prowadzącego. Z dokumentacji medycznej wynika, że badanie zostało przeprowadzone profesjonalnie, z najwyższą starannością oraz dbałością o zdrowie pacjentki i dziecka.

Lekarz stanowczo i konsekwentnie zaprzecza, że wypowiedział przypisane mu słowa.

Zdaniem Zarządu Spółki, lekarz badający pacjentkę to osoba o wysokiej kulturze osobistej, ciesząca się uznaniem pacjentek i współpracowników. Przebieg jego dotychczasowej pracy w szpitalu w Bytowie nie daje podstaw do przypuszczeń, bez jednoznacznych dowodów, aby mógł się on zachować w sposób opisany w poście.

Dotychczas nie było żadnych skarg dotyczących sposobu odnoszenia się tego lekarza do pacjentek.

Komunikacja z pacjentami jest dla dyrekcji istotna dlatego w celu stałego podnoszenia jakości świadczonych usług,  personel szpitala jest szkolony z zakresu praw pacjenta i budowania dobrych relacji lekarz – pacjent.

Bardzo zależy nam na wyjaśnianiu wszystkich drażliwych sytuacji, mogących powodować dyskomfort naszych pacjentów, dlatego ważne są dla nas rzeczowe informacje zwrotne od nich otrzymywane.


Źródło: „Głos Pomorza”, „Gazeta Wyborcza”, „Hejted Bytow”

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza
fot. Pixabay

Jeśli nie możemy mieć biologicznego potomka, możemy rozważać inne formy pojawienia się dziecka w rodzinie. Możemy zostać rodzicami adopcyjnymi albo zastępczymi. Zarówno rodzina adopcyjna, jak i opiekunowie pieczy zastępczej mogą sprawować prawną opiekę nad dzieckiem innych rodziców biologicznych. Różnice między tymi dwiema instytucjami są jednak zasadnicze.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja, czyli inaczej przysposobienie, to prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne. Procedurę adopcji regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a decyzja ta wiążę się z konsekwencjami prawnymi. Rodzice adopcyjni nabywają bowiem takie same prawa i obowiązki, co rodzice biologiczni. Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza- jakie są podobieństwa i różnice?

Zobacz także: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Kto może zostać rodzicem adopcyjnym?

Rodzicem adopcyjnym może zostać osoba pełnoletnia, która ma pełną zdolność do czynności prawnych. Między przysposabiającym a przysposobionym powinna być również odpowiednia różnica wieku, nie większa niż 40 lat. O adopcję mogą się starać zarówno osoby samotne, jak i małżeństwa (bezdzietne lub posiadające już dzieci).

Adoptować można dziecko, które ma już uregulowaną sytuację prawną, czyli którego rodzice są całkowicie pozbawieni władzy rodzicielskiej lub którzy przed sądem wyrazili zgodę na adopcję.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że dzieci w domach dziecka czekają na kogoś, kto je pokocha, wyrażającemu się czasem w słowach: „nie możesz mieć dziecka – adoptuj”, zostanie rodzicem adopcyjnym nie jest łatwe.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Procedura adopcyjna i co dalej?

Aby przysposobić dziecko, należy przejść procedurę adopcyjną, podczas której rodzice muszą m.in. dostarczyć do ośrodka adopcyjnego zaświadczenie o zarobkach i zatrudnieniu, zaświadczenie o niekaralności oraz zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do adopcji. Kandydaci muszą również przejść szkolenie oraz badania psychologiczne, a w miejscu zamieszkania rodziny przeprowadzany jest wywiad środowiskowy.

Dziecko otrzymuje nazwisko po rodzicach adopcyjnych. Do aktu urodzenia w miejscu rodziców naturalnych zostają wpisani rodzice adopcyjni. Jeśli nie jest to sprzeczne z dobrem dziecka, nowi opiekunowie prawni mogą również wnieść o zmianę jego imienia, na ogół dotyczy to małych dzieci.

Wraz z adopcją władza rodzicielska biologicznych rodziców ustaje, wygasają również ich wszystkie uprawnienia wobec dziecka. Gdy adoptowane dziecko skończy 18 lat, może szukać swojej biologicznej rodziny (więcej na ten temat w CHBR nr 6/2018 „Aaaaby poznać swoje korzenie”)

Rodzina adopcyjna nie otrzymuje od państwa żadnych pieniędzy z tytułu adopcji. Mają prawo do korzystania ze świadczeń rodzinnych jak każda inna rodzina (zasiłki, 500+ itp.).

Zobacz także: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Rodzina zastępcza

Rodzina zastępcza to forma opieki nad małoletnim, którego biologiczni rodzice są nieznani lub którym ograniczono władzę rodzicielską (lub jej ich pozbawiono). W praktyce ten pierwszy przypadek występuje niezwykle rzadko, do rodzin zastępczych zwykle trafiają dzieci, których rodzice niewłaściwie zajmowali się dziećmi i zostały im one odebrane (o proponowanych zmianach w rodzicielstwie zastępczym przeczytasz więcej na portalu www.chbr.pl w tekście Natalii Łyczko pt. „Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc”: http://www.chcemybycrodzicami.pl/nowelizacja-ustawy-o-wspieraniu-rodziny-wesprze-rodzicow-przemoc).

Zgodnie z polskim prawem, rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoby samotne, które nigdy nie były pozbawione władzy rodzicielskiej i nie są ograniczone w zdolności do czynności prawnych. O ile w przypadku adopcji dziecko przyjmuje nazwisko rodziców adopcyjnych, małoletni przebywający w rodzinie zastępczej pozostaje przy swoim nazwisku.

Rodzice, decydując się na założenie rodziny zastępczej, mogą już mieć dzieci i nie stanowi to przeszkody ani ograniczenia. Tak jak w przypadku rodziców adopcyjnych, kandydaci na rodzinę zastępczą również muszą przejść szkolenie przygotowujące ich do pełnienia tej roli.

Zobacz także: Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Prawa i obowiązki rodziny zastępczej

Obowiązek i prawo wykonania bieżącej pieczy nad dzieckiem umieszczonym w rodzinie zastępczej, jego wychowanie oraz reprezentowanie w dochodzeniu świadczeń alimentacyjnych, należą do rodziny zastępczej. Opiekunowie ponoszą również odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez dziecko pozostające pod ich opieką. Inne obowiązki wynikające z władzy rodzicielskiej należą do rodziców dziecka.

Każde dziecko przebywające pod opieką rodziny zastępczej ma prawo do kontaktu z rodzicami biologicznymi. Częstotliwość kontaktów ustala sąd rodzinny. Biologiczni rodzice dziecka, które przebywa w rodzinie zastępczej, zazwyczaj nadal posiadają władzę rodzicielską, choć ograniczoną. Przy adopcji władza ta ustaje.

Rodzinom zastępczym przydzielany jest również koordynator wyznaczony przez organizatora pieczy zastępczej. Do jego zadań należy m.in. pomoc w realizacji zadań wynikających z pieczy zastępczej, przygotowanie – we współpracy z rodziną – planu pomocy dziecku oraz udzielenie wsparcia pełnoletnim wychowankom rodzinnych form pieczy zastępczej.

Wysokość pomocy pieniężnej dla rodzin zastępczych uzależniona jest od wieku, stanu zdrowia dziecka oraz stopnia pokrewieństwa z opiekunami. W przypadkach szczególnych (np. niepełnosprawność dziecka) świadczenie to może być wyższe.

Dla niektórych par rodzicielstwo zastępcze staje się przepustką do rodzicielstwa w ogóle, a potem czasem do rodzicielstwa adopcyjnego.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dziecko (nie) na zamówienie. Argumenty przeciw in vitro – ile w nich prawdy?

Niebieskookie niemowlę leżące w otoczeniu wiosennych kwiatów/ Ilustracja do tekstu: Argumenty przeciw in vitro: ile w nich prawdy? Kolor oczu dziecka i wzrost
Fot.: Shelby Miller /Unsplash.com

Wśród argumentów osób potępiających in vitro często można usłyszeć, że doprowadzi to do tworzenia dziecka na zamówienie, wybierania wzrostu, płci, koloru oczu… Tego rodzaju oskarżenia są nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim krzywdzące dla osób walczących z niepłodnością. Przyjrzyjmy się jednak tym absurdalnym argumentom bliżej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

In vitro umożliwia wybór płci dziecka. Prawda czy fałsz?

W pierwszej kolejności pochylmy się nad problemem wyboru płci dziecka. Omówienie tego zagadnienia da nam przy okazji odpowiedź na wątpliwości natury etycznej. Stwierdzenie genetycznej płci jest proste – dwa chromosomy X lub po jednym chromosomie X i Y sprawiają, że z zarodka rozwija się płód płci odpowiednio żeńskiej lub męskiej. W pewnym sensie za płeć dziecka odpowiadają plemniki – komórki rozrodcze żeńskie zawsze posiadają jeden z chromosomów X matki. Plemniki natomiast mogą zawierać chromosom X lub Y. W zależności od tego, jaki plemnik zapłodni komórkę jajową, taka będzie płeć potomstwa.

Dlaczego zatem nie dokonuje się wyboru płci dziecka podczas in vitro? Żeby poznać płeć zarodka, trzeba pobrać z niego materiał genetyczny do badań, co wiąże się z nieznacznym ubytkiem masy zarodka. Mimo że zarodki radzą sobie z takim ubytkiem, każda zmiana w ich integralności niesie ryzyko utraty zarodka. W im wcześniejszym stadium preimplantacyjnym pobierany jest materiał genetyczny, tym straty masy są większe, ponieważ zarodek składa się z mniejszej liczby komórek, co rokuje gorzej dla jego rozwoju. Im później z kolei, bliżej momentu implantacji w macicy, czyli piątej doby po zapłodnieniu, tym trudniej to badanie wykonać. Wyniki badań będą później niż transfer, więc i tak nie dowiemy się, jaki jest ich wynik.

Mrożenie zarodków, mimo coraz lepszych technik i wyższej skuteczności, nie jest procedurą obojętną i nadal niesie ryzyko nieprawidłowego rozmrożenia się – część zarodków po prostu nie przeżywa rozmrażania i degeneruje. Każda mikromanipulacja na zarodku, na przykład pobieranie materiału do badań genetycznych, niesie ryzyko niepowodzenia. Nie wykonuje się takich badań, żeby zapewnić zarodkom jak najlepsze warunki do rozwoju, jeśli nie jest to konieczne ze względu na powodzenie procedury – tj. wykluczenie zarodków niezdolnych do rozwoju przez wysokie prawdopodobieństwo chorób genetycznych.

Ponadto na straży stoi etyka. Procedura zapłodnienia pozaustrojowego jest leczeniem niepłodności, a nie usługą niemedyczną. Nie ma w niej zatem miejsca na zachcianki i osobiste preferencje.

ZOBACZ TEŻ: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

In vitro a kolor oczu dziecka

A co z cechami wyglądu dziecka? Dziedziczenie cech wyglądu to bardzo złożone zagadnienie. Wbrew powszechnym przekonaniom i temu, czego nadal uczą w szkołach średnich (żeby w prosty sposób wyjaśnić dziedziczenie cech organizmu), dziedziczenie koloru tęczówki nie jest dziedziczeniem jednogenowym. Nie mamy „genu koloru oczu”. Na ich barwę ma wpływ przynajmniej kilka genów. Dopiero wypadkowa produktów odczytywania tych genów pozwala uzyskać kolor oczu dziecka, który też nie jest wynikiem wyłącznie odczytywania i ekspresji genów.

Kolor oczu zmienia się w ciągu życia, czasem na skutek chorób. Wybór koloru oczu dziecka jest abstrakcją ze względu na złożoność i specyfikę dziedziczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

In vitro a wybór wzrostu dziecka

Podobnie jest z wyborem wzrostu dziecka. Mimo że mechanizm dziedziczenia wzrostu jest inny niż koloru oczu, również nie jest to dziedziczenie jednogenowe, co sprowadza te rozważania do kategorii science fiction. Ponadto dziedziczenie wzrostu nie zostało do końca poznane, mimo że wiele już na jego temat wiemy.

Wzrost także nie jest w 100% efektem dziedziczenia! Mimo dużego udziału genotypu, fenotyp, czyli to, jak wygląda dojrzały organizm, zależy w dużym stopniu od wpływu środowiska. Istotny jest więc rozwój osobniczy, sposób odżywiania, przebyte choroby i wiele innych czynników, na które nie mamy wpływu.

I co najważniejsze – pamiętajmy, że dziecko rozwija się dzięki materiałowi genetycznemu, jaki otrzyma od rodziców: w połowie od matki, w połowie od ojca. Nie jest zatem możliwe, aby dziecko miało cechy organizmu, jakie nie wystąpiły u któregoś z przodków. To, które z poszczególnych cech się ujawnią, zależy między innymi od modyfikacji epigenetycznych naniesionych na DNA.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Modyfikacje epigenetyczne: instrukcja odczytu DNA

Modyfikacje epigenetyczne można porównać do instrukcji czytania kodu genetycznego. Ludzkie DNA zawiera po dwie kopie każdego chromosomu, czyli dwie informacje na ten sam temat. Natomiast modyfikacje epigenetyczne wpływają na mechanizmy ekspresji genów w taki sposób, że niektóre z nich mają obniżoną ekspresję lub są blokowane, a inne – promowane. Dzięki temu oraz mechanizmowi powstawania gamet, podczas którego materiał genetyczny redukowany jest do pojedynczego zestawu chromosomów, a także częściowo zmieniany podczas procesu crossing-over, różnimy się, a dzieci tych samych rodziców mogą znacznie różnić się wyglądem.

Nigdy nie wiadomo, czy i który zarodek pomyślnie przejdzie proces implantacji. Zapłodnienie, implantacja i ciąża nadal są tematem, który można zgłębiać, żeby zrozumieć zachodzące procesy i wspomagać leczenie niepłodności oraz trudności w donoszeniu ciąży.

Przykre argumenty przeciw in vitro – o wybieraniu dziecka na zamówienie – nie mają pokrycia w rzeczywistości: zarówno z przyczyn etycznych, jak i biologicznych. Dla przyszłych rodziców, mimo że brzmi to banalnie, zawsze najważniejsze jest, żeby ich dziecko było zdrowe.

Autorka tekstu: Karolina Częścik-Łysyszyn

POLECAMY TEŻ: Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Milion euro na badania nad płodnością. Innowacyjne projekty czekają na realizację

In vitro ICSi - zbliżenie /Ilustracja do tekstu: Granty na badania nad płodnością

Firma Gedeon Richter ogłosiła sześciu zwycięzców w tegorocznej edycji programu FORWARD, który oferuje wsparcie innowacyjnych badań nad płodnością i rozrodczością. Nagrodzeni otrzymają granty w łącznej wysokości 1 mln euro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Komitet Naukowy inicjatywy FORWARD, w którego skład wchodzą eksperci PregLem i Gedeon Richter mający wieloletnie doświadczenie w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu, endokrynologii reprodukcyjnej, embriologii, zarządzania badaniami klinicznymi i kwestiami regulacyjnymi, dokonał przeglądu wszystkich otrzymanych zgłoszeń. W tym roku nadesłano ich aż 65, a ich autorzy pochodzą z 16 krajów europejskich.

Jak zapewnili przedstawiciele Komitetu, zgłoszenia cechowały się bardzo wysokim poziomem akademickim. Rozpiętość tematów, którymi zajęli się naukowcy, była bardzo szeroka: od zdolności gamet do przeżycia, przez receptywność endometrium, po przewidywanie wyników leczenia z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w celu poprawy obowiązujących protokołów leczenia niepłodności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

FORWARD 2018. Granty na badania nad płodnością dla sześciu osób

Ostateczna lista osób, którym przyznano granty, prezentuje się następująco:

  • dr Maria Elisa Varela Sanz i dr Juan Garcia-Velasco z Hiszpanii – badania nad zastosowaniem steroidów płciowych w celu reaktywacji telomerazy w komórkach ziarnistych u kobiet z zaburzoną rezerwą jajnikową – w celu poprawy wyników procedury in vitro,
  • Samir Hamamah z Francji – badania nad zastosowaniem krążącego miRNA jako nieinwazyjnego parametru prognostycznego żywotności zarodków i potencjału implantacji,
  • dr Christophe Blockeel z Belgii – badania nad stymulacją jajników rekombinowanym ludzkim FSH (Bemfola®) w późnej fazie pęcherzykowej,
  • dr Veronika Grzegorczyk-Martin z Francji – badania nad narzędziem wykorzystującym uczenie maszynowe do prognozowania wyników technik wspomaganej prokreacji (in vitro, ICSI) i transferu zarodków,
  • Anja Pinborg z Danii – badania nad endometrium w modyfikowanych naturalnych zamrożonych i rozmrożonych transferach zarodków,
  • Ermanno Greco z Włoch – za badania nad blastocystami euploidalnymi u kobiet po in vitro i ICSI.

Jak argumentuje komisja, decyzję podjęto, biorąc pod uwagę wykonalność propozycji, innowacyjność i wkład w daną dziedzinę nauki. Ważna była również zgodność proponowanych projektów z zaangażowaniem spółki Gedeon Richter na rzecz wykorzystywania wyników badań w praktyce i poprawie leczenia niepłodności u pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami.

– Inicjatywa FORWARD jest świadectwem ciągłego zaangażowania spółki Gedeon Richter na rzecz wspierania innowacyjnych badań nad płodnością na całym świecie – podkreśla Pablo Arriagada, wiceprezes PregLem ds. medycznych. – W ciągu kolejnych 5 lat te międzynarodowe zespoły klinicystów i naukowców otrzymają w sumie milion euro na prowadzenie swoich innowacyjnych badań. Ich obiecujące i nowoczesne projekty mogą zaowocować trwałymi korzyściami dla pacjentów pragnących zostać rodzicami. Niecierpliwie czekamy na możliwość finansowania tych wizjonerskich badań i wspierania ich sukcesu.

Więcej informacji na temat zwycięzców grantów FORWARD i ich pracy znajduje się na stronie internetowej www.forwardgrant.com.

POLECAMY TAKŻE: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.