Przejdź do treści

Badania w sklepie internetowym oraz ich zdalna autoryzacja – to nowości w laboratorium!

telemedycyna Alab
fot. Pixabay

O nowościach, czyli sklepie internetowym w którym można kupić badania oraz zdalnej autoryzacji badań z Michałem Milczarkiem, dyrektorem operacyjnym ALAB Laboratoria, rozmawiała Małgorzata Klimczak-Filippowicz.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Medyczna dokumentacja elektroniczna powoli staje się standardem w Polsce. Co według Pana stanowi największą przeszkodę we wdrażaniu systemów informatycznych do laboratorium?

Barierą we wdrażaniu każdej innowacji jest konserwatyzm kierowników, liderów opinii – niechęć do zmian, czasami obawy, że nie podołają, bo nie rozumieją, o co chodzi. Nierzadko narzędzia informatyczne nie są wykorzystywane w pełni albo sposób funkcjonowania laboratorium nie jest dostatecznie optymalny, powiela bowiem tradycyjny schemat, nie uwzględniając możliwości, jakie daje informatyka.

Wreszcie: część nowoczesnych rozwiązań jest deprecjonowana publicznie za pomocą niemądrych argumentów, które zdradzają kompletną nieznajomość zagadnień, o jakich krytycy się wypowiadają. Krytyka w ich wykonaniu jest niemerytoryczna – w ogóle nie odnosi się do rezultatów pracy laboratorium, które stosuje techniki informatyczne i ich wartości medycznej, a skupia się na krytyce narzędzia jako takiego, bez analizy rozwiązania.

Bez podniesienia świadomości możliwości i upowszechniania wiedzy nie zajdziemy daleko. Charakterystyczne jest, że młodzi ludzie, dla których techniki informatyczne i cyfrowy sposób myślenia to naturalne środowisko, nie mają problemów z nowościami. To świadczy o tym, że główne bariery tkwią w głowie i niechęci do uczenia się nowych możliwości i technologii.

Jaka jest historia wprowadzania systemów komputerowych do zarządzania wynikami w laboratoriach ALAB?

Cały czas rozwijamy nasze systemy informatyczne. Przełomem było wprowadzenie informatycznej obsługi sieci laboratoriów. Kolejnym stadium rozwoju było – i nadal jest – wspomaganie działań związanych z zapewnianiem jakości i ich mierzenie.

Jako pierwsi w Polsce wprowadziliśmy podpis elektroniczny, co znakomicie usprawniło procesy w laboratorium, uwalniając diagnostów od pracy przypominającej pracę pani w okienku na poczcie. Dzięki podpisowi elektronicznemu mogliśmy też usprawnić dostarczanie wyniku do pacjenta i lekarza. Nasze systemy dostarczają prawnie ważne dokumenty – sprawozdania z badań, a nie zeskanowane i powieszone w internecie kopie!

Pierwsi uruchomiliśmy wyniki online i samoobsługowe kioski, co pozwala uniezależnić proces odbioru wyniku od przeszkód czasowych i przestrzennych. To, co teraz jest powszechną praktyką w obsłudze zleceniodawcy w laboratorium, wyszło z naszej sieci.

Mamy też sklep internetowy, w którym można zakupić badania. Dla pacjenta nie tylko jest to tańsze, ale też skraca czas spędzony na wizycie w punkcie pobrań. Wreszcie: wdrożenie telemedycyny – zdalnej autoryzacji wyników, co daje możliwość konsultacji przez doświadczonych diagnostów oraz zapobiega wykluczeniu z diagnostyki obszarów, gdzie występuje niedobór diagnostów.

Zobacz także: Jak wybrać laboratorium diagnostyczne?

Obecnie w Polsce toczą się gorące dyskusje dotyczące zdalnej autoryzacji wyników…

Nie mam żadnych wątpliwości, że zdalna autoryzacja jako emanacja telemedycyny w diagnostyce laboratoryjnej jest techniką, która będzie w niektórych przypadkach stosowana jako rozwiązanie problemów w laboratoriach. W medycynie mamy pojęcie telemedycyny, co oznacza rozdzielność czasu i przestrzeni pewnych czynności, które mogą być wykonywane za pośrednictwem urządzeń technicznych. To całkowicie nowy koncept pracy i nie dziwię się, że wymaga on wyjaśnień i nałożenia pewnych wymagań, ale nie można go z założenia negować.

Zacznijmy od tego, że do pracy w laboratorium dopuszczonych jest wiele osób – nie tylko diagności. Każda z tych osób ma określone kompetencje. Trudno zakładać, że diagnosta będzie osobiście wykonywać wszystkie prace w laboratorium, aby autoryzować wynik – w zespole kompetentnych osób każdy wykonuje swoje zadania.

W pracy zespołowej, jaką jest medycyna, istotne jest zaufanie. Diagnosta niezbędny jest tylko do jednej czynności, gdyż tylko on zgodnie z prawem ma do tego uprawnienia: do autoryzacji wyniku. Na czym ona polega? Na wykonywaniu oceny jakości i wartości diagnostycznej badań oraz laboratoryjnej interpretacji i autoryzacji wyniku badania.

Zobacz także: Płodność, ciąża a celiakia. Szkodliwość glutenu w staraniach o dziecko

Czym jest laboratoryjna interpretacja wyniku?

To zbiór komentarzy towarzyszących wynikowi badania, coś więcej niż same wartości liczbowe. Laboratoryjna interpretacja wyniku badania zawiera informacje, które pozwalają klinicyście na lepsze wykorzystanie wyniku badania do procesu rozpoznawania stanu zdrowia i leczenia pacjenta. Nie obejmuje bezpośredniej oceny stanu zdrowia pacjenta, rozpoznawania i diagnozowania chorób.

Autoryzacja wyniku badania laboratoryjnego stanowi potwierdzenie przez diagnostę laboratoryjnego, że określony wynik uzyskany został po właściwie przeprowadzonej ocenie jakości i wartości diagnostycznej badania, zgodnie z procedurami obowiązującymi w danej jednostce organizacyjnej.

I teraz rzecz najważniejsza: czynności wymienione tu jako należące do autoryzacji w dobrze wyposażonym laboratorium są wykonywane w systemie informatycznym. Pozostałe czynności są także udokumentowane informatycznie: diagnosta weryfikuje przebieg procesu, sprawdzając, czy wszystko zostało wykonane zgodnie ze sztuką przez właściwe osoby, na podstawie dokumentacji prowadzonej w systemie informatycznym.

I następnie, także w systemie, dokonuje autoryzacji. Nie ma przeszkód, aby sama autoryzacja odbyła się w innym laboratorium niż to, w którym wykonano badanie. Dlaczego? Powody są dwa. Pierwszy jest taki, że diagnosta może mieć niewielkie doświadczenie w autoryzacji danego typu badań i samo badanie można wykonać w pobliskim laboratorium, aby nie wozić materiału, a autoryzować gdzie indziej, żeby wynik był bardziej informatywny.

Drugi powód jest prozaiczny: w danym laboratorium może nie być diagnosty, np. w nocy. Są takie powiaty w Polsce, gdzie mieszka jeden diagnosta. Czy takie tereny mają być wykluczone? Nie – po to jest telemedycyna, aby badanie wykonał technik, a autoryzował inny diagnosta z laboratorium w sieci zaznajomiony z procedurami i specyfiką danego laboratorium, ale przebywający w innym laboratorium.

Są to zatem techniki usuwające bariery dostępu…

Zgadza się, telemedycyna i zdalna autoryzacja są technikami rozwojowymi, zwiększającymi dostęp i poprawiającymi jakość diagnostyki. Na pewno procedury związane z ich stosowaniem można ulepszać, ale nie można ich potępiać.

Jestem bardzo rozczarowany, że laboratoria stosujące zdalną autoryzację nie otrzymują pomocy merytorycznej we wskazywaniu krytycznych momentów w całej procedurze. Słyszymy jedynie pusty sprzeciw. To bardzo frustrujące, że jesteśmy sami z tymi problemami. Tym niemniej będziemy ulepszać procedury, korzystając z doświadczeń państw, w których dawno już pojęto, że nowoczesność nadejdzie nieuchronnie i tylko współuczestnictwo daje szansę na kształtowanie przyszłego wyglądu świata.

POLECAMY: Kupn rabatowy na badania diagnostyczne

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka

Technik w laboratorium. W ręku trzyma próbkę /Ilustracja do tekstu: Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka
Fot.: Ani Kolleshi /Unsplash.com

Dlaczego na wczesnym etapie ciąży zdarza się tak wiele poronień? Skąd poszczególne komórki wiedzą, kiedy i jak mają się różnicować, i w jaki sposób ograniczyć ryzyko ich nieprawidłowego podziału? Nad rozwikłaniem tych i innych zagadek od lat pracuje w Cambridge prof. Magdalena Żernicka-Goetz. Jej pionierskie odkrycia przyczyniły się do rozwoju światowej embriologii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Magdalena Żernicka-Goetz jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką programu START z 1994 r. Zachęcona prestiżowym wyróżnieniem, tuż po doktoracie (1995 r.) rozpoczęła pracę na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie od 20 lat rozwija karierę naukową. Do współpracy zaprosił ją sam Martin Evans – laureat nagrody Nobla za badania nad komórkami macierzystymi.

Już na początku swojej zagranicznej kariery naukowej wspólnie z zespołem dokonała pionierskiego odkrycia, które podważyło dotychczasowe tezy embriologiczne. Jak twierdzi – udało jej się to przypadkowo.

– Badałam wtedy plastyczność zarodków i zupełnie przez przypadek odkryłam, że komórki zarodka zaczynają się różnicować już w stadium czterokomórkowym, to jest przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy. Czyli dużo wcześniej, niż się spodziewaliśmy i niż opisywano w naukowych podręcznikach. Długo nie byłam w stanie w to uwierzyć i przez kilka lat potwierdzałam wyniki naszych badań. Było nam też ciężko przekonać środowisko naukowe, że naprawdę tak się dzieje – wspomina prof. Żernicka-Goetz.

ZOBACZ TAKŻE: Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci zakażonego! Przełomowe badanie naukowców

Prof. Żernicka-Goetz na tropie przyczyn wczesnych poronień

Kolejny sukces przyszedł kilka lat później – już w nowym modelu badawczym. Do zmiany ścieżki naukowej skłoniła ją ciekawość, która narodziła po analizie własnych badań prenatalnych. Wynikało z nich, że ok. 30% komórek, które pobrano z jej łożyska, ma silną wadę rozwojową: trisomię drugiego z największych chromosomów. Mimo to aberracji chromosomalnych nie wykryto w rozwijającym się płodzie – chłopiec, który urodził się w wyniku tej ciąży, był w pełni zdrowy.

Rozpoczęte z tej inspiracji badania zespołu prof. Żernickiej-Goetz wykazały, że taka sytuacja wynika z procesu towarzyszącemu początkowej fazie rozwoju zarodka.

– Zarodek na początku jego rozwoju można sobie wyobrazić jako piłkę. Niektóre piłki mają tylko białe płaty. Inne piłki mają czarne i białe płaty. Czarne to komórki nieprawidłowe, zaś białe – normalne. W tym momencie ten zarodek nie ma jeszcze łożyska. Odkryliśmy, że zdrowe komórki wygrywają współzawodnictwo z tymi nieprawidłowymi i że to one tworzą tkanki dziecka, a komórki nieprawidłowe wchodzą w skład łożyska – wyjaśnia prof. Żernicka-Goetz w rozmowie Karoliną Duszczyk z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Jeśli jednak komórki nieprawidłowe zamiast znajdą się wewnątrz zarodka, dochodzi wtedy najczęściej do wczesnego poronienia. Nie wiadomo jeszcze, czy obumarcie tych komórek jest samoistne, czy współuczestniczą w tym inne komórki.

– Jeszcze w tej chwili pracujemy nad tym odkryciem – mówi embriolożka.

CZYTAJ TEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Obserwacja rozwoju zarodków również po 7. dniu życia

To jednak nie wszystkie osiągnięcia naukowe prof. Żernickiej-Goetz. Wybitna embriolożka przeprowadziła także – wraz ze swoim zespołem – pierwszą na świecie obserwację naukową rozwoju zarodka ludzkiego w laboratorium. W swoich analizach wykorzystała nadliczbowe zarodki pozyskane od pacjentów brytyjskich klinik in vitro, a także zarodki mysie.

– Musimy odnieść naszą wiedzę do rozwoju człowieka w przypadku, kiedy jest to wiedza medycznie ważna. W Anglii możemy badać zarodki do 14. dnia ich życia. Ale na zarodkach ludzkich nie dokonuje się odkryć naukowych. Zarodków ludzkich nie wolno tworzyć na potrzeby badań. Możemy obserwować te zarodki, które przekazują nam pacjenci klinik leczenia niepłodności. Są to dodatkowe, często nieprawidłowe zarodki, których lekarze nie mogli umieścić w ciele matki. Zamiast je niszczyć, rodzice postanawiają poświęcić je nauce.

Do czasu przełomowych analiz zespołu pod kierownictwem prof. Magdaleny Żernickiej-Goetz naukowcy mogli obserwować zarodki jedynie do fazy blastocysty.

– Przez ostatnie 3 lata opracowaliśmy taką technologię, która pozwala na obserwację starszych zarodków (do 13. dnia życia – przyp. red.). Będziemy próbowali jej użyć, żeby zobaczyć do jakiego stopnia „złe” komórki będą nadal eliminowane w momencie, gdy dziecko zaczyna się tworzyć – zapowiada polska badaczka.

Co ciekawe, nowoczesna technologia nie jest chroniona patentem.

– Każdy może z niej korzystać. Podobnie jak większość moich przyjaciół naukowców, nie chcę nikomu ograniczać dostępu do ważnych odkryć – podkreśla embriolożka.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem pod okiem polskiego naukowca

Wesprzyj młodych naukowców. Trwa zbiórka na stypendia START

Sylwetkę polskiej naukowczyni przypomniała Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w ramach trwającej kampanii „Start 2018”. Akcji towarzyszy zbiórka środków na stypendia dla najzdolniejszych młodych naukowców, by mogli osiągać sukcesy na miarę Nobla.

Więcej na stronie zbiórki: start.fnp.org.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przełomowy eksperyment. Zarodki z komórek macierzystych pomogą w opracowaniu skutecznych terapii niepłodności

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci zakażonego! Przełomowe badanie naukowców

jak atakuje rzeżączka
fot. Pixabay

Najnowsze badanie naukowców z Tufts University School of Medicine pokazują, że ten sam szczep rzeżączki zachowuje się inaczej w organizmie mężczyzny i kobiety. To odkrycie może mieć duży wpływ na zwalczanie rosnącej oporności rzeżączki na antybiotyki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rzeżączka to choroba zakaźna przenoszona najczęściej drogą płciową. Do zakażenia może dojść również u noworodków w trakcie porodu. Chorobą można się łatwo zarazić również poprzez używanie publicznych urządzeń sanitarnych, wspólnych ręczników, gąbek, a nawet pościeli.

Zobacz także: Specjaliści alarmują: Choroby weneryczne zbierają żniwo

Antybiotyki przestają działać

Do najczęstszych objawów rzeżączki u mężczyzn zalicza się ropny wyciek z cewki moczowej, pieczenie, ból przy oddawaniu moczu, obrzęk jąder oraz swędzenie odbytu.

U kobiet objawy są mniej widoczne, a czasem wręcz niezauważalne. Jednak najczęstsze symptomy świadczące o zakażeniu to upławy, zaburzenia cyklu miesiączkowego, obfita menstruacja, swędzenie, infekcje w okolicach pochwy i odbytu oraz wymioty i wysoka gorączka.

Rzeżączka to choroba nader kłopotliwa, ponieważ bakterie, tzw. dwoinki rzeżączki Neisseria gonorrhoeae (gonokoki) stają się odporne na antybiotyki. A problem jest duży- według statystyk rzeżączka to w Polsce najbardziej rozpowszechniona choroba zakaźna przenoszona drogą płciową.

Zobacz także: Chlamydioza może prowadzić do niepłodności. Jak wykryć chorobę?

Przełomowe badania

Problem rosnącej odporności rzeżączki na leki skłonił badaczy do wnikliwej analizy. Grupa amerykańskich naukowców przeprowadziła badania w jednej z chińskich klinik zajmującej się leczeniem chorób przenoszonych drogą płciową.

Było to pierwsze badanie nad porównaniem ekspresji genów gonokoków u mężczyzn i kobiet zakażonych rzeżączką. Wcześniej testy prowadzono w hodowlach tkankowych in vitro, jak również na modelach zwierzęcych.

W badaniu wzięło udział sześciu mężczyzn w wieku ok. 34 lat, którzy skarżyli się na ból i obecność wydzieliny z cewki moczowej. Powoła badanych przyjęła samodzielnie antybiotyki przed wizytą w klinice.

W ramach eksperymentu przebadano również partnerki mężczyzn. Żadna z nich nie miała objawów zakażenia i nie przyjmowała antybiotyków przed wizytą w klinice.

Zobacz także: Pluszowy przyjaciel Plemnik, czyli edukacja z pomysłem

Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci!

Po pobraniu próbek od wszystkich pacjentów analiza sekwencji RNA wykazała, że 9,4 proc. genów gonokokowych wykazywało zwiększoną ekspresję wyłącznie u mężczyzn i obejmowało geny zaangażowane w interakcje z komórkami układu odpornościowego, podczas gdy 4,3 proc. wykazywało zwiększoną ekspresję wyłącznie u kobiet. Ponadto u mężczyzn zaobserwowano czterokrotnie wyższą ekspresję genów warunkujących oporności na antybiotyki.

Jak wyjaśnia główna autorka badań Caroline A. Genco, kiedy bakterie rzeżączki infekują mężczyznę, aktywuje się inny profil ekspresji genów niż w przypadku zakażenia kobiet.

– To duże odkrycie – zaznacza Genco. – Być może będziemy mogli dostosować dawkę leków na podstawie płci pacjenta – dodaje.

Należy pamiętać, że nieleczona rzeżączka prowadzi do licznych powikłań. Wśród najczęstszych wymienia się niepłodność, zakażenie układu płciowo-moczowego, zapalenie stawów, sepsę, zapalenie opon mózgowych, czy zapalenie przydatków u kobiet.

Aby ograniczyć ryzyko zarażenia warto unikać przygodnych kontaktów seksualnych, stosować prezerwatywy i nie pożyczać bielizny oraz przyborów higienicznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: cidrap.umn.edu, medexpress.pl, leczymyprzepukline.pl, polki.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ftalany i ich wpływ na ciążę i płód

ftalany i ich wpływ na płód
fot. Pixabay

Ciężarne kobiety, które używają perfum i podgrzewają jedzenie w plastikowych pojemnikach, mogą narazić swoje dzieci na długoterminowe uszkodzenia mózgu – pokazują najnowsze badania przeprowadzone na zwierzętach.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie w tym kierunku przeprowadziła dr Janice Juraska i jej zespół z z Uniwersytetu Illinois. Dr Juraska, która od kilku dekad bada wpływ hormonów na zachowanie i rozwój mózgu, połączyła siły z dr Susan Schantz, która w swojej pracy skupia się substancjach, obecnych w produktach codziennego użytku, zaburzających gospodarkę hormonalną.

Zobacz także: Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności? Naukowcy biją na alarm

Zabójcze ciasteczka

W czasie eksperymentu naukowcy podawali ciężarnym i karmiącym szczurom ciasteczka z dodatkiem ftalanów– substancji chemicznej, która stanowi bazę dla lakierów i farb, klejów i niektórych laminatów. Używana jest również do produkcji plastikowych pojemników.

Samice szczurów były karmione ciastkami w czasie ciąży oraz przez 10 dni po porodzie. Następnie, naukowcy przez rok obserwowali ich potomstwo. Okazało się, że substancje obecne w słodyczach w ogóle nie wpłynęły na matki, nie zauważono również żadnych zmian u młodych zwierząt. Jednakże, kiedy potomstwo skończyło 90 dni (co porównywalne jest z wiekiem 20 lat u ludzi), odnotowano u nich pogorszenie zdolności poznawczych.

Tezę wysnuto na podstawie kolejnego eksperymentu. Zadaniem szczurów było przejście przez labirynt, w którym czasami dostawiano nowe elementy. Naukowcy chcieli zobaczyć, jak szybko zwierzęta zdadzą sobie sprawę z różnicy i w jakim czasie pokonają przeszkody.

Zachowanie to było spowodowane uszkodzeniem komórek w korze przedczołowiej, które zostało spowodowane przez działanie ftalanów.

Zobacz także: Rzeczy codziennego użytku, które zaburzają płodność

Ftalany i ich wpływ na płód

Dr Janice Juraska jest zaskoczona tym, jak ogromny i wyraźny jest wpływ ftalanów na rozwój intelektualny badanych zwierząt.

– Gdy w labiryncie coś się zmieniało, rozpracowanie drogi było znacznie dłuższe w przypadku szczurów wystawionych na działanie substancji chemicznych. Byłam zaskoczona. Podejrzewałam, że zaobserwujemy jakieś efekty, nie myślałam jednak, że będą tak duże – oznajmiła ekspertka.

Teraz naukowcy przygotowują się do drugiej fazy badań, w będą starali się dowiedzieć, które ftalany działają destrukcyjnie na korę przedczołową.

Zobacz także: Używasz kosmetyków z drogerii? Uważaj, to może szkodzić płodności!

Czy da się wyeliminować ftalany?

Pamiętaj! Ftanaly znajdują się w niektórych bazach, lakierach i zmywaczach do paznokci, perfumach, lakierach do włosów, kremach do twarzy, żelach pod prysznic, odświeżaczach powietrza, środkach czystości i plastiku. Ftalany mogą zaburzać gospodarkę hormonalną, a tym samym wpływać na płodność i możliwość produkcji pokarmu u przyszłej matki.

Szczególną ostrożność powinny zachować zwłaszcza kobiety w ciąży.

– Moja rada do ciężarnych kobiet brzmi: unikajcie plastiku i podgrzewania jedzenia w plastikowych opakowaniach, unikajcie perfum i zapachowych odświeżaczy powietrza. Produkty bezzapachowe są po prostu lepsze, ponieważ zapachy często zawierają w sobie chemikalia – tłumaczy dr Juraska.

Jak zaznacza dr Juraska, w codziennym życiu nie da się całkowicie wyeliminować tego typu chemikaliów.

– To cena, jaką płacimy za wygodę współczesnego życia. Musimy jednak określić, kiedy cena ta staje się zbyt wysoka – powiedziała dr Juraska.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Brak satysfakcji seksualnej, problemy z miesiączką i menopauzą. Oto najczęstsze problemy zdrowia reprodukcyjnego kobiet

Brak satysfakcji seksualnej u kobiet
fot. Pixabay

Prawie 50 proc. kobiet pomiędzy 25. a 34. rokiem życia nie odczuwa przyjemności z seksu – twierdzą naukowcy. Z przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii badań wynika również, że jedna na trzy kobiety doświadczyła lub doświadcza problemów ze zdrowiem reprodukcyjnym.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie zostało przeprowadzone przez Public Health England (PHE), a w teście wzięło udział 7367 kobiet w różnym wieku. Naukowcy zauważyli, że oprócz problemów w sypialni, ok. jedna trzecia badanych kobiet boryka się z również z problemami, takimi jak niepłodność, bolesne miesiączki czy menopauza.

Zobacz także: Seksproblemy współczesnych 30-latków. Skąd się biorą?

Brak satysfakcji seksualnej u kobiet to poważny problem

Eksperci zauważyli, że 42 proc. badanych kobiet nie odczuwa satysfakcji podczas współżycia. Najmniej zadowolone ze swojego życia seksualnego były panie pomiędzy 25. a 34. rokiem życia.

Zupełnie inne podejście miały badane w wieku od 55 do 64 lat, które zazwyczaj były usatysfakcjonowane tym, co dzieje się w ich sypialniach. Tylko 29 proc. z nich narzekała na brak przyjemności ze stosunku.

Z kolei 43 proc. wszystkich badanych pań (bez względu na wiek) nie odczuwało radości z seksu na przestrzeni ostatniego roku.

Eksperci twierdzą, że uprawianie seksu jest ważnym czynnikiem zdrowia reprodukcyjnego oraz gwarantem dobrego samopoczucia psychicznego i fizycznego.

Zobacz także: Czy moja miesiączka jest w normie? Sprawdź najczęściej występujące nieprawidłowości

Problemy z miesiączką i menopauza wśród najczęstszych problemów zdrowotnych

Jeżeli chodzi o zdrowie intymne, aż 48 proc. badanych doświadczyło problemów z nieregularną bądź bardzo obfitą miesiączką. 25 proc. kobiet doświadczyło objawów menopauzy, a u 18 proc. pań wystąpiły problemy z nietrzymaniem moczu, najczęściej tuż po porodzie.

– Nasze badania wykazały, że  problemy związane ze zdrowiem reprodukcyjnym zmieniają się w ciągu życia kobiety, jednak poczucie stygmatyzacji i wstyd pojawiają się praktycznie w każdym przypadku – mówi dr. Sue Mann, konsultantka ds. Zdrowia Reprodukcyjnego w PHE.

Dlaczego pomimo tego typu dolegliwości kobiety nie chcą zgłaszać się do lekarza? Zdaniem ekspertów ma to związek z poczuciem zażenowania i obawą przed stygmatyzacją.

Zobacz także: 4 pytania do ginekologa, których wstydzisz się zadać

Wstyd i obawa przed stygmatyzacją

– To niepokojące, że prawie jedna trzecia wszystkich badanych kobiet doświadcza poważnych problemów związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym, a wiele z nich niechętnie zwraca się o pomoc – mówi dr Asha Kasliwal, prezes brytyjskiego Wydziału ds. Zdrowia Seksualnego i Reprodukcyjnego.

Część kobiet nadal może usłyszeć w gabinecie lekarskim, ze ciężkie objawy menopauzy to „normalna rzecz”.  Z kolei panie, którym nie udaje się zajść w ciążę, nieraz spotykają się z komentarzami, że powinny się starać o dziecko w wieku 20 lat.

– Chociaż wydaje nam się, że stygmatyzacja wokół tematów związanych ze zdrowiem kobiet nie istnieje, to zjawisko niestety nadal jest obecne. To zatrważające, że wiele kobiet nie szuka pomocy mimo, że ich stan może być poważny – zauważa prof. Helen Stokes-Lampard, przewodnicząca Królewskiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.