Przejdź do treści

Tajlandia przeciwko „turystyce płodnościowej”

743.jpg

Tajski rząd po ostatnich, głośnych skandalach związanych z surogacją, postanowił zabronić cudzoziemcom korzystania z usług lokalnych kobiet.

Od teraz – według prawa – pary, które chcą mieć dzieci, nie mogą już płacić za ich urodzenie. Krytycy ostrzegają jednak, że zakaz komercyjnej surogacji niemal na pewno pociągnie za sobą powstanie czarnego rynku – a nie dotyczy to tylko legalności procesu, ale również uniemożliwienie dostępu do specjalistycznej opieki. To jednak nie jest argumentem wartym rozważenia przez legislatora, za wchodzącą właśnie w życie ustawą opowiedziała się także większość posłów. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Warto przypomnieć, że już od ponad 5 lat próbowano uregulować kwestię surogacji dla cudzoziemców, ale ważniejsze w tym czasie były m.in. krajowe problemy korupcyjne. Dopiero dwie sprawy, zakończone głośnymi skandalami zmusiły rząd do działania. O czym mowa? Pierwsza sytuacja dotyczyła Australijczyków, którzy zostawili chłopca (jednego z bliźniaków) surogatce po tym, jak okazało się, że ma on zespół Downa . W kolejnej, znanej jako Przypadek Fabryki Dzieci, wyszło na jaw, że japoński biznesmen spłodził aż 16 potomków. 

Od teraz, każdej osobie, która będzie zamieszana w nielegalną surogację, grozi maksymalnie 10 lat więzienia oraz maksymalna grzywna w wysokości 200 tysięcy bahtów (6100 dolarów). 

Turystyka płodnościowa na świecie stała się przez ostatnie dziesięć lat jedną z najpopularniejszych metod powiększania rodziny. Jak podaje Global IVF, internetowa baza takich przypadków, w ciągu ostatniego roku dzięki zagranicznym surogatkom na świat przyszło 6000 dzieci. 

 

Reproductive Facts, opracowanie: Karolina Błaszkiewicz

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

Gwen Stefani
Georges Biard, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

47- letnia amerykańska piosenkarka Gwen Stefani po dwóch latach związku z wokalistą Blakem Sheltonem jest w ciąży! Zgodnie z informacjami „Radar Online”, para spodziewa się swojego pierwszego dziecka, które zostało poczęte metodą in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kilka dni temu w internecie pojawiły się zdjęcia Stefani wychodzącej kościoła w luźnej stylizacji. Ubranie to, jak twierdzą plotkarskie portale, miało ukryć ciążowy brzuszek. Do tej pory piosenkarka nie skomentowała jednak tych doniesień.

Gwen uwielbia być matką, a Blake od miesięcy myśli o dziecku, zwłaszcza po tym, kiedy poznał synów Gwen – mówi anonimowe źródło z otoczenia gwiazdy. – Wiedzieli, że nie mają czasu do stracenia, więc perfekcyjnie zaplanowali ciążę od początku do końca – dodaje źródło.

Mówi się, że para całkowicie podporządkowała swój harmonogram pod przygotowania na narodziny pierwszego, wspólnego dziecka. Gwiazdy nie ujawniły jednak daty spodziewanego porodu.

Gwen Stefani ma już trójkę dzieci

Jak podaje „Radar Online”, para zdecydowała się na poczęcie potomka metodą in vitro u jednego z najlepszych hollywoodzkich specjalistów.

Gwen Stefani ma już trójkę synów z małżeństwa z muzykiem Gavinem Rossdale. Dzieci piosenkarki to 11-letni Kingston, 9-letni Zuma i 3-letni Apollo.

Zobacz także:

Ania Rusowicz została mamą po 10 latach starań

Renata Przemyk opowiada o adopcji. „Przełom w moim życiu”

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Źródło: Radar Online, Starcasm, JastrzabPost

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

zbiórka na in vitro
Pomagam.pl - Ostatnia Szansa. In Vitro.

Młodzi, piękni, zakochani. Wydawać by się mogło, że nic więcej do szczęścia im już nie brakuje. A jednak, kiedy po dwóch latach starań nadal nie mogli mieć dziecka, ich życie diametralnie się zmieniło. Zaczęły się konsultacje, badania i kosztowne wizyty lekarskie. Niestety okazało się, że nie mają wystarczających środków na leczenie. Postanowili zatem zawalczyć o swoje szczęście w oryginalny sposób- zorganizowali zbiórkę na in vitro. Poznajcie wzruszającą historię Darii i jej męża.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Brakuje nam tylko tych bosych stópek biegających po mieszkaniu, porozrzucanych zabawek, pomalowanych ścian, nieprzespanych nocy i słów „mama”, „tata””- pisze Daria na specjalnym profilu pomagam.pl. To tam można wpłacić pieniądze, które pomogą im spełnić największe marzenie, czyli posiadanie dziecka. Jak na razie uzbierali ponad 2 tys. złotych, czyli 17 proc. potrzebnej sumy na pokrycie kosztów leczenia.

Na zdjęciu Daria i jej mąż. Archiwum prywatne

Na zdjęciu Daria i jej mąż. Archiwum prywatne

zbiórka na in vitro

Zdjęcie z sesji ślubnej Darii i jej męża. Archiwum prywatne

Zbiórka na in vitro

Historia naszej bohaterki i jej męża zaczyna się jak większość innych. Ślub, kredyt na mieszkanie i w końcu starania o dziecko. Jednak dwa lata temu u Darii zdiagnozowano problemy z tarczycą. „Przecież to nic takiego” – myślała wtedy. Rozpoczęły się starania o dziecko pod okiem ginekologa i endokrynologa. Niestety, bezskuteczne.

Wtedy Daria zdecydowała się na zmianę lekarza. Diagnoza: brak owulacji. I znów kolejne badania i powiększająca się apteczka z „magicznymi pigułkami” mającymi pomóc w zajściu w ciążę. Dwa razy w miesiącu trasa klinika-dom i 180 km do pokonania. Dla Darii ta trasa wydawała się jednak nieskończonością. „Bałam się wejść do gabinetu, bałam się spojrzeć na męża, bałam się lekarza” – zdradza. W lutym odebrali wyniki. Kamień z serca – z nasieniem męża wszystko w porządku. Jednak u Darii zdiagnozowano zbyt wysoki poziom prolaktyny, niekorzystne były również wyniki rezerwy jajnikowej. Jedynym wyjściem wydawało się wówczas leczenie niepłodności metodą in vitro. Było tylko jedno ale.

Koszt przerósł nasze oczekiwania. Nasze oszczędności pochłonęły wizyty u lekarza, dojazdy, badania, na które w ciągu trzech miesięcy wydaliśmy ponad sześć tysięcy złotych – pisze Daria.

„Jesteśmy z małej miejscowości położonej w sercu Borów Tucholskich, a leczymy się w Gdyni. Wszystkie oszczędności jakie mieliśmy szybko straciliśmy” – dodaje. Wtedy zaczęli się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze. Zaczęli od sprzedaży używanych rzeczy na olx. Daria wystawiła na sprzedaż nawet swoją suknię ślubną, którą kiedyś chciała pokazać dzieciom. Niestety, było to zdecydowanie za mało. Wtedy właśnie zrodził się pomysł na zbiórkę pieniędzy. „Pomyślałam- dlaczego nie spróbować skorzystać ze zbiórki?” – mówi Daria. Nie był to łatwy krok. „Chciałam wiele przekazać, ale treść sama się pisała z serca. Z jednej strony ulga, że mogę z kimś po drugiej stronie ekranu się podzielić co czuję, a z drugiej strony strach- co będzie?” -zdradza.

„Skoro nie stać was na in vitro, to po co?”

Zbiórki na tego typu cele są w Polsce nowością, a reakcje ludzi – różne. O ile zbieranie pieniędzy na leczenie raka jest normą, o tyle zrzutka na in vitro dla niektórych może wydawać się dziwactwem. „Reakcje ludzi były różne. Większość nam kibicowała i kibicuje, inni pisali „skoro nie stać was na in vitro, to po co?”. Zdarzały się również komentarze w stylu „tyle dzieci jest w domu dziecka” – opisuje Daria.

„Dlaczego nie mamy spróbować szczęścia, kiedy medycyna nam pozwala?”

Jak mówi, wraz z mężem nie wykluczają adopcji. Zdecydują się jednak na nią dopiero wtedy, gdy wszystkie inne środki zawiodą. „Adopcja? Ja nie mam nic przeciwko, mam brata z adopcji, jest najcudowniejszym dzieckiem, kocham go i jest dla mnie bardzo ważny. Ale dlaczego nie mamy spróbować szczęścia, kiedy medycyna nam pozwala?” – zastanawia się. „My się musimy z tym kryć. In vitro w naszym państwie to sprawa tabu. Jednak każdy zasługuje na szczęście niezależnie od tego, czy to jest choroba, czy stracony dach nad głową, czy nasz przypadek”- przekonuje Daria.

Anioły niosące wsparcie

Walka o upragnione dziecko może mieć też dobre strony. Jak mówi Daria, podczas lat starań, wraz z mężem poznała wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli im dźwigać ciężar niepłodności. „To oni nas wspierają i dodają skrzydeł, nazywamy ich Aniołami”.

Jednego takiego „Anioła” Daria ma przy sobie. To jej przyjaciółka, która już jest mamą.

Nigdy nie naciskała, nie krytykowała naszej decyzji. Za to cichutko pomagała i dzięki temu czuję u niej wsparcie, a przede wszystkim bezpieczeństwo – mówi. „Każdej parze życzę, aby miała taką dobrą duszę przy sobie, tu na Ziemi.”

I dodaje na koniec: „każdy zasługuje na szczęście i wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości.”

Jeżeli chcesz pomóc Darii, wejdź na stronę zbiórki.

Zobacz także:

Zbierają pieniądze na in vitro! Dramatyczne apele młodych kobiet

Jak przygotować się do zabiegu in vitro?

Czy metoda in vitro jest skuteczna i bezpieczna?

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Screen/pomagam.pl
Screen/pomagam.pl – Adrianna Matel

Chora na raka 26-latka zbiera pieniądze na pobranie komórek jajowych jeszcze przed chemioterapią. W ciągu kilku dni prowadzona publiczna zbiórka pieniędzy zakończyła się sukcesem! Ale to jeszcze nie koniec historii…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Historia Adrianny wzruszyła darczyńców

Adrianna ma 26 lat. Jeszcze do niedawna była szczęśliwa, miała uporządkowane życie. Razem z narzeczonym Marcinem planowali ślub i założenie rodziny. Terminy zarezerwowane, zaliczki do usługodawców wpłacone. Niestety, pod koniec wakacji – po miesiącu spędzonym na oddziale onkologii – jej życie wywróciło się do góry nogami. Zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór układu limfatycznego – chłoniak Hodgkina.

Po diagnozie Adrianna została zwolniona z pracy, a leczenie, któremu musi się poddać niesie duże prawdopodobieństwo niepłodności. Jedyną szansą na posiadanie w przyszłości dzieci jest wykonanie zabiegu in vitro.

Adrianna do końca września, przed październikową chemioterapią, musi poddać się temu zabiegowi. Niestety, jego koszt przerasta możliwości finansowe rodziny. Adriana prowadzi zbiórkę na Pomagam.pl, z której środki przeznaczy na opłacenie kosztów zabiegu.

– Nasze pragnienie dziecka jest tak silne, że nie byłabym w stanie spokojnie podejść do chemioterapii wiedząc, że może mi odebrać marzenie o dziecku – mówi o swoim emocjach Adrianna Matel.

Pisaliśmy o tym tutaj: Zbierają pieniądze na in vitro – dramatyczne apele młodych kobiet w sieci

 

In vitro było jedyną szansą na dziecko

Skutkiem chemioterapii często jest niepłodność. Adrianna Matel zdecydowała się na pobranie komórek jajowych przed wyniszczającym leczeniem, zapłodnienie ich i zamrożenie. Ten zabieg daje jej szansę, że zostanie mamą. Potrzebowała na ten cel 15 tys. zł. Na swoim profilu na Facebooku i na Pomagam.pl zamieściła dramatyczny apel z prośbą o pomoc. Walczyła z czasem.

– W momencie oczekiwania na wynik histopatologii (prawie cały sierpień) poszukiwałam już kliniki – opowiada Adrianna Matel. – Dowiedziałam się również wtedy o kosztach pobrania komórek jajowych, na które nie ukrywam, nie byłam przygotowana finansowo. Sama, nie byłabym w stanie uzbierać takiej kwoty.

Zbiórka na in vitro: wpłacali znajomi, ale i zupełnie obcy ludzie

Na koncie w ciągu kilku dni uzbierało się 18 tys. 129 zł, to wpłaty od 173 osób. Największa kwota – pięć tysięcy złotych wpłynęła i spowodowała, że zbiórka zakończona została sukcesem.

Jestem wzruszona i zszokowana, dziękuję z całego serca. Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli – napisała na swoim profilu na facebooku Adrianna.

Anonimowy darczyńca wpłacił 5 tys. zł., koledzy z pracy męża 1 tys. 451 zł, a koleżanka 400 zł.

Komórki będą zamrożone, ale okazuje się, że to jeszcze nie koniec dramatycznej historii młodej dziewczyny!

– Generalnie nie wierzyłam za bardzo w moc tej zbiórki i wpisałam kwotę do uzbierania jako dość przybliżony koszt – bo taka była wówczas moja wiedza na ten temat – opowiada Adrianna Matel. – Nie wiem, czy nie będę zmuszona zwrócić się o pomoc ponownie, bo okazuje się, że koszty całościowe mogą być znacznie większe.

Adrianna na dniach zaczyna kurację hormonalną trwającą 7 dni. W ostatnim dniu kuracji przejdzie zabieg pobrania komórek.

– Obecnie czekam również na wynik badania PET, abym mogła w ogóle rozpocząć chemioterapię. Terminy się w miarę pokrywają i mogę pozwolić sobie na wykonanie tego zabiegu – dodaje 26-latka. Gdybym musiała czekać do następnego cyklu pewnie lekarze radziliby mi odpuścić. Planowaliśmy z narzeczonym dziecko zaraz po ślubie. Bardzo go pragniemy oboje. Więc postanowiłam spróbować zawalczyć o nasze szczęście, nie chcę odpuścić…

 

POLECAMY:

Chemioterapia, która przywraca szanse na dziecko

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nich nie wiesz

Tu znajdziesz najnowszy numer magazyny Chcemy być rodzicami 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

In vitro w Bydgoszczy. Refundacji na razie nie będzie

In vitro w Bydgoszczy
Pixabay

Nie dla in vitro w Bydgoszczy. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz (PiS) słusznie uchylił uchwałę bydgoskich radnych w sprawie refundacji in vitro. Politycy Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej już zapowiadają, że przegłosują nowy program.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podała „Wyborcza”, 6 września w sali wojewódzkiego sądu administracyjnego w Bydgoszczy odbyła się rozprawa w sprawie projektu dofinansowania programu zapłodnienia pozaustrojowego z budżetu miasta. Sąd oddalił skargę Bydgoszczy na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody.

Projekt obywatelski w tej sprawie ogłosiła Nowoczesna i od kwietnia 2016 roku i rozpoczęto zbieranie podpisów. Inicjatywę poprali radni PO i SLD.

In vitro – w tym roku planowano przeznaczyć 250 tys. złotych

„Do spodziewanych efektów Programu należy eliminowanie bądź ograniczanie somatycznych i społecznych skutków niepłodności. W zakresie polityki zdrowotnej samorządu bydgoskiego oczekiwanym efektem jest obniżenie odsetka par bezdzietnych w populacji Miasta Bydgoszczy” – można było wówczas przeczytać w bydgoskim programie.

W marcu 2017 roku radni koalicji PO-SLD przegłosowali uchwalenie programu in vitro. Miasto planowało przeznaczyć w bieżącym roku na ten cel 250 tys. złotych, a skorzystać z inicjatywy miało 50 par. W roku 2018 i 2019 zarówno środki na ten cel, jak i liczba par miała wzrosnąć.

In vitro – wojewoda przeciwny refundacji

Uchwałę uchylił jednak wojewoda Mikołaj Bodganowicz (PiS). Jego zdaniem przez błędy proceduralne można było mówić o naruszeniu prawa. WSA przyznał mu rację i stwierdził istotne naruszenie przepisów ustawy o oświadczeniu opieki zdrowotnej. – Nie ma żadnych wątpliwości, że nie może dojść do sytuacji, iż konkretna gmina przyjmuje sporządzony nawet przez zespół fachowców program, który powstał na potrzeby innej gminy – powiedziała cytowana przez „Wyborczą” Joanna Brzezińska, sędzia sprawozdawca.

Pomysłodawcy ustawy nie poddają się i już zapowiadają nową inicjatywę. – Rozumiem tok myślenia sądu. Temat wróci. Jestem po rozmowach, czekałem tylko na wyrok. Projekt trafi do rady miasta na jednej z najbliższych sesji rady miasta – zapowiada w „Wyborczej” poseł Michał Stasiński (PO). – Na pewno powstanie nowa uchwała. Cały czas chcemy wprowadzić refundację in vitro – wtóruje mu Ireneusz Nitkiewicz (SLD).

Zobacz także:

Bydgoszcz za in vitro

In vitro dla Bydgoszczy

Źródło: Wyborcza, Gazeta Pomorska

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.