Przejdź do treści

Tajemniczy rynek dający życie

in vitro

Rynek in vitro w Polsce owiany jest tajemnicą – brakuje dokładnych danych i analiz przedstawiających jego wartość. Bez wątpienia jest to biznes dochodowy, jednak jego skala jest trudna do oszacowania.

Analiza rynku

W Polsce działa ponad 30 klinik leczenia niepłodności. Niektóre dysponują kilkoma placówkami –
w sumie jest około 50. Z każdym rokiem ta liczba wzrasta. Oficjalnych danych brakuje, szacuje się jednak, że rocznie przeprowadza się ponad 10 tys. zabiegów in vitro.

Cena procedury zapłodnienia pozaustrojowego wynosi od 8 do 10 tys. zł. Jednocześnie zależy ona
w dużym stopniu od kliniki i jej lokalizacji. Pacjenci mogą także ponieść większe koszty, gdy wymagane są dodatkowe badania, zabiegi i leki. Należy jednak pamiętać, że jest to cena zaledwie jednej próby zapłodnienia.

Problemy

Finanse są głównym ograniczeniem polskiego rynku in vitro. Szacuje się, że przeciętną polską parę stać na jedną lub dwie próby in vitro. Często jest to zbyt mało, aby zajść w ciążę i ją donosić.  To jednak tylko dane statystyczne. W rzeczywistości wiele polskich par nie stać na zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Pomoc niesie  rządowy program refundacji in vitro, który rozpoczął się 1 lipca 2013 roku. W ciągu 3 lat z programu ma skorzystać około 15 tys. par. To jednak jedynie kropla w morzu potrzeb.

Perspektywy rozwoju

Doświadczenia krajów Zachodu wskazują, że systematyczny wzrost refundacji in vitro może sprawić, że coraz więcej par będzie chciało skorzystać z tego rozwiązania. W krajach, w których jest pełna refundacja kilku zabiegów, rocznie wykonuje się 1–2 tys. in vitro w przeliczeniu na 1 milion mieszkańców. Oznacza to, że w Polsce przy wprowadzeniu podobnych rozwiązań liczba zabiegów mogłaby teoretycznie wzrosnąć nawet do 80 tysięcy.

W Polsce ponad milion par może mieć problemy z poczęciem dziecka, z czego część wymaga leczenia metodą wspomaganego rozrodu. W tej sytuacji, mimo że w Polsce stale przybywa klinik, które oferują zabieg zapłodnienia in vitro, wciąż jest ich za mało. Przy stałym wzroście gospodarczym i zamożności Polaków zapotrzebowanie na tego typu usługi stale rośnie. Warto także zwrócić uwagę na to, że sektor prywatny ma dużą przewagę nad publicznym. Nie ma tutaj ograniczeń finansowych, proceduralnych i sporów światopoglądowych – uważa dr Grzegorz Mrugacz, który właśnie otworzył kolejną Klinikę „Bocian”, tym razem w Warszawie.

Kliniki leczenia niepłodności mogą upatrywać szansy na dalszy rozwój także w klientach zagranicznych, ponieważ w Polsce zabiegi in vitro są tańsze niż na Zachodzie. Z ostatnich danych z 2009 roku wynika, że z usług polskich klinik skorzystało ok. 100 obcokrajowców.  Aktualne dane nie są dostępne, jednak tylko w Klinice „Bocian” w Białymstoku w 2013 roku liczba cykli zagranicznych pacjentek przekroczyła 100 i stale rośnie.

 

 

Materiały prasowe

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Ciągle niedokończone sprawy, czyli o prokrastynacji – znasz to?

prokrastynacja

Niemal każdy człowiek ma swoim życiu takie tematy, o których woli nie myśleć. Sprawy, które trzeba załatwić, a które odsuwa, spotkania, na które musi pójść, ale wielokrotnie je przekłada. Przez jakiś czas to działa. Udaje się uniknąć przykrej sytuacji lub niechcianego spotkania. Ale do czasu.

Prokrastynacja, czyli właśnie tendencja do odwlekania lub opóźniania czegoś, może prowadzić do poważnych konsekwencji. A to, co wydaje się niegroźnym zachowaniem prowadzącym do anegdotycznych zakończeń, jest w gruncie rzeczy głęboko zakorzenionym mechanizmem pełniącym ważne funkcje.

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: przedsiębiorca, właściciel dobrze prosperującej firmy budowlanej, zaczyna mieć kłopoty. Podwykonawcy zaczynają się skarżyć, że nie dostają pieniędzy na czas, projekty mają opóźnienia, są niedopracowane albo wręcz zawierają błędy. Właściciel jest coraz bardziej sfrustrowany, boryka się z poczuciem niesprawiedliwości, ma wrażenie, że jego praca jest niedoceniana. Nie jest jednak w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań terminowo.

Skąd się bierze prokrastynacja?

Pozornie sprawa wydaje się prosta- jeśli mamy jakieś zadanie do wykonania, zwłaszcza ważne, trzeba je wykonać. Dlaczego tak się jednak nie dzieje? Jedna z przyczyn wiąże się z naturalnym zainteresowaniem nowymi rzeczami i niechęcią do spraw powtarzalnych. Dla niektórych osób prokrastynacja jest jednym dostępnym sposobem na poradzenie sobie z codziennymi, powtarzalnymi i trywialnymi czynnościami, niezbędnymi jednak do normalnego funkcjonowania. Można więc odnosić spektakularne sukcesy zawodowe, cieszyć się opinią fachowca w swojej dziedzinie i generalnie być człowiekiem sukcesu, który notorycznie zakłada skarpetki nie od pary lub jada z papierowych talerzyków, ponieważ „nie pamiętał” o zrobieniu prania lub umyciu naczyń. Albo też studenta, który ma wybitne uzdolnienia i ciekawą karierę przed sobą, ale nie potrafi ukończyć pracy magisterskiej.

Inne wytłumaczenie jest takie, że nie chcemy być utożsamiani z tym, co reprezentuje dane zadanie. Jeśli uważamy, ze dbanie o sprawy domowe czy urzędowe jest nudne, nie chcemy być widziani jako nudni i powtarzalni. Znacznie lepiej być osobą budząca ekscytację, ciekawą lub nietuzinkową.

Rzeczywistość vs. wyobrażenia

Prokrastynacja bywa czasem mylona z błędami w nadawaniu wagi czynnościom. Ludzie często mówią, że doceniają mieszkanie w czystym, zadbanym mieszkaniu. Lubią, kiedy łóżko jest posłane, a świeżo wyprane rzeczy odłożone na swoje miejsce. A jednocześnie nie potrafią znaleźć czasu na codzienne obowiązki. Być może dzieje się tak dlatego, że dbanie o przestrzeń, czasem wspólną, jest kojarzone z dorosłością, z czymś, co robią rodzice. Łatwiej jest tkwić w fantazji o wiecznej młodości i braku obowiązków niż mierzyć się z nudną rzeczywistością.

Ostatecznym i największym lękiem człowieka jest lęk przed przemijaniem i śmiercią. Prokrastynacja, odsuwanie wykonania codziennych czynności, niechęć do dorastania może więc pomagać radzić sobie z własną przemijalnością. Trochę jak w fantazji, że jeśli się w czymś nie uczestniczy, to to nie istnieje.

Młoda kobieta, na ostatnim roku studiów doktoranckich, od miesięcy nie może ukończyć pracy doktorskiej. Ma zrobione wszystkie badania, opisane, wielokrotnie skonsultowane z promotorem. A mimo to nie jest w stanie oddać pracy. Jako jedyna na roku jest już na tym etapie studiów, ma poważne podstawy, by sądzić, że po obronie będzie czekał na nią etat na uczelni. Dlaczego więc od miesięcy zadręcza siebie i otoczenie tym, że nie może skończyć pracy doktorskiej? Że choć pozostały tylko szlify, nie potrafi ich zrobić?

Gdyby oddała prace i ją obroniła, przestałaby już być studentką. Nie mogłaby już liczyć na wsparcie, z którego dotąd korzystała. Byłaby też w jakimś sensie lepsza od kolegów ze studiów. Obawia się więc nieświadomej zawiści i niechęci z ich strony. Pojawiają się też obawy przed samotnością, niezrozumieniem, odrzuceniem i samodzielnością.

Czy z prokrastynacją można wygrać?

Prokrastynacja jest głębokim i złożonym mechanizmem, często bardzo potrzebnym, choć jednocześnie szkodliwym. Nie wystarczy chcieć coś zmienić. Często poddajemy się jej w sytuacjach, które przeżywamy jako zbyt trudne, przytłaczające lub izolujące. Pomocne może być dzielenie zadań na mniejsze fragmenty, łatwiejsze do wykonania. To oczywiste, że z dużym projektem znacznie trudniej sobie poradzić niż z mniejszym. Warto również zadbać o przestrzeń potrzebną do wykonania danego zadania; czy będzie to przestrzeń osobista, czy fizyczna. Znacznie łatwiej zacząć pisać prace lub artykuł na czystym biurku. Ważne też, by mieć poczucie odpowiedzialności za daną sprawę i doceniać jej wykonanie.

Nie ma łatwych sposób na pokonanie prokrastynacji. A ci, którzy doświadczają jej na co dzień wiedzą, jak może utrudniać życie. Mogą być jedynie metody łagodzące, poprawiające samopoczucie i jakość życia. Chroniczna prokrastynacja jest poważnym psychologicznym problemem i jako taki warto ją traktować, na przykład sięgając po pomoc psychoterapeuty.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Otyłość matek zwiększa ryzyko epilepsji u dzieci? Najnowsze badania!

epilepsja u dziecka

Otyłość matki zwiększa ryzyko urodzenia dziecka, które zachoruje na epilepsję. Nadwaga powodować może zapalenia w macicy, które stają się czynnikiem wyzwalającym chorobę. Szczególnie narażone są osoby, których BMI w momencie poczęcia dziecka wynosi powyżej 40. Ryzyko choroby ich potomków szacowane jest na 82 proc.

Możemy działać

Nie są to jedyne niepokojące dane przytaczane przez ekspertów. Nadwaga matki ma zwiększać także możliwość wystąpienia uszkodzeń mózgu rozwijającego się dziecka. Wpływa także na rozwój neuronalny płodu, bowiem nadwyżka kilogramów podczas ciąży sprzyja rozwijaniu wspomnianych już wyżej stanów zapalnych.

Jeśli zaś chodzi o epilepsję, jej przyczyny są bardzo słabo rozpoznane i w wielu przypadkach trudno jest je zdefiniować. Postanowiono więc przyjrzeć się nadwadze w czasie ciąży, bowiem jej problem jest globalnie narastający. Nic więc dziwnego, że może w długoterminowej perspektywie oddziaływać na układ neurologiczny dziecka. Dr Neda Razaz powiedział: „Ponieważ nadwaga i otyłość są czynnikami ryzyka, na które potencjalnie mamy wpływ, prewencja otyłości u kobiet w wieku reprodukcyjnym może być ważną strategią zdrowia publicznego, która ma na celu zmniejszenie częstotliwości występowania padaczki” – jego słowa cytuje „Daily Mail”.

Im więcej tym gorzej?

W jednych z badań naukowcy poddali analizie ponad 1,4 miliona przypadków żywych urodzeń, by sprawdzić jaki poziom BMI miały kobiety w pierwszym trymestrze ciąży. Spośród urodzonych dzieci padaczkę zdiagnozowano u 7,592 małych pacjentów, jest to ok. 0,5 procenta.

Jak pokazały badania, ryzyko epilepsji wynosiło 11 procent, gdy BMI matki mieściło się w przedziale 25-30. Kiedy znajdowało się w przedziale 30-35 ryzyko wzrastało do 20 proc. Pomiędzy BMI 35-40 wynosiło już 30 proc. Zaś BMI powyżej 40 wiązało się z nawet 82-procentowym ryzykiem wystąpienia epilepsji u dziecka.

Chociaż nie jesteśmy przekonani, co do bezpośredniego związku otyłości w ciąży i zwiększonego ryzyka uszkodzeń mózgu i epilepsji u dzieci, najnowsze badania wydają się być interesujące” – przytaczane tu wyniki skomentował jeden z ekspertów zajmujących się w Wielkiej Brytanii właśnie problemem epilepsji. I tak też chyba należy podejść do podobnego typu doniesień. Jeśli możemy polepszyć jakość swojego życia i życia naszego przyszłego dziecka – cudownie. Trzeba mieć jednak dystans do wszelkiego typu doniesień i pamiętać o zachowaniu holistycznej perspektywy.

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

hashimoto

Wiele pacjentek chorujących na Hashimoto dostaje zalecenie przejścia na dietę bezglutenową. Część z nich zauważa niemal natychmiastowe efekty, inne nie dostrzegają żadnej różnicy w funkcjonowaniu. Dlaczego?

Wspólny problem

Hashimoto to choroba autoimmunologiczna. Jeśli zmagasz się z takim rodzajem choroby wzrasta prawdopodobieństwo, że rozwiniesz kolejną również o podłożu autoimmunologicznym, o czym pisze dr Westin Childs. W przypadku Hashimoto i celiakii jest to o tyle skomplikowane, że cierpiące na nie osoby mają wspólne genetyczne predyspozycje – allel DQ2.

Jaka jest szansa dwóch chorób jednocześnie? Niektóre badania wskazują, że przypadki pacjentów z Hashimoto, którzy równocześnie cierpią na celiakie, sięgają 4-10 proc. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę, że jest to tylko 1 na 10 pacjentów, czy zatem każdy powinien przejść na dietę bezglutenową? Dr Childs wskazuje, że zarówno z jego perspektywy, jak i innych lekarzy, niemal 80 proc. pacjentów z Hashimoto, którzy odstawiają gluten, zauważa niemal natychmiastową redukcję objawów choroby.

Oprócz celiakii, której potwierdzeniem są wyniki badań krwi i obecność odpowiednich przeciwciał, część pacjentów może zmagać się z nadwrażliwością na gluten (non-coeliac gluten sensitivity – NCGS). W takich przypadkach diagnoza wykluczyła celiakie oraz alergię na pszenicę, a pomimo to pojawiają się niepożądane objawy związane ze spożyciem glutenu właśnie. Nawet jeśli więc nie stwierdzono u ciebie choroby, zmiany w diecie mogą być naprawdę korzystne. NCGS może wiązać się bowiem między innymi ze wzdęciami, złym samopoczuciem, zmęczeniem, bólami głowy etc.

Innym ważnym elementem jest fakt, że często przejście na dietę bezglutenową wiąże się z usunięciem znaczącej liczby produktów przetworzonych oraz takich, które powodują stany zapalane. Nic więc dziwnego, że wraz z pełnowartościowym pożywieniem pojawia się poprawa. Co więcej, odstawienie glutenu może pomóc w leczeniu innych problemów żołądkowo-jelitowych, których można nie być świadomym.

Obserwuj siebie

Pamiętać należy także, że celiakia jest problemem, który w społeczeństwie narasta i co ważne, może pojawić się z wiekiem. To, że w wieku 20-30 lat mamy wyniki w normie, wcale nie oznacza, że mając lat 40-50 nie pojawi się u nas znacząca nietolerancja glutenu. Jeśli więc zobaczymy w naszym funkcjonowaniu niepokojące zmiany, warto to sprawdzić.

Co zatem z pacjentami z Hashimoto? Dr Childs uważa, że większość z nich zauważy korzystne zmiany po przejściu na bezglutenową dietę i poleca spróbować zastosować ją przez próbny okres 3 miesięcy. W tym czasie należy bacznie się sobie przyglądać. Co jednak ważniejsze, poleca osobom chorującym na Hashimoto zrobić badania właśnie pod kątem celiakii i obecności związanych z nią przeciwciał. Nawet jeśli bowiem nie czujesz symptomów, a okaże się, że masz tendencję do rozwinięcia choroby, łatwiej będzie o siebie zadbać i zadziałać prewencyjnie.

Więcej o diecie wspomagającej walkę z Hashimoto pisaliśmy już w naszym portalu >>KLIK<<. Warto postawić w niej przede wszystkim na bogactwo warzyw, chude mięso i zdrowe tłuszcze.

Sprawdź też:
5 wskazówek, jak naturalnie walczyć z Hashimoto

 

Źródło: restartmed.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Możesz mieć in vitro za darmo – sprawdź jak to zrobić.

in vitro za darmo

Po tym, jak minister Radziwiłł zlikwidował rządowy program finansowania in vitro, wiele kobiet utraciło możliwość ubiegania się o dofinansowanie leczenia. Pojawiła się jednak szansa na darmową procedurę in vitro. Przychodnia Lekarska nOvum rozpoczyna realizację kolejnych badań klinicznych. Co zrobić, by wziąć w nich udział?

Masz od 18 do 36 lat i jesteś w trakcie leczenia bezpłodności metodą IVF/ICSI? To propozycja dla ciebie. Co oferuje klinika? Jeśli zostaniesz zakwalifikowana, koszty wszystkich procedur związanych z badaniem klinicznym (terapia badanym lekiem, testy laboratoryjne, konsultacje lekarskie), a także część kosztów zabiegu IVF lub ICSI oraz podróży do ośrodka badawczego pokryje sponsor badań klinicznych. Udział w badaniu potrwa od 11 do 19 tygodni i wymagał będzie kilku dodatkowych wizyt w ośrodku.

Badania mają na celu ocenę, czy nowy lek podwyższy wskaźnik ciąż u kobiet w trakcie procedury in vitro IVF lub procedury wstrzyknięcia zawartości plemnika bezpośrednio do oocytu (ICSI). Badania zostaną przeprowadzone w porównaniu z placebo.

—-

Uwaga! Po wczorajszej informacji w konikach realizujących projekt skończyły się miejsca. Klinika Novum będzie starać się o dodatkowe miejsca. Będziemy informować na bieżąco!

 

 

 

 

 

— — —

Treść ogłoszenia dot. naboru do ww. badań może być podana tylko w formie ustalonej przez podmiot organizujący badania. Nie ponosimy odpowiedzialności za użyte w nim sformułowania.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego