Przejdź do treści

Tę rodzinę po prostu musisz poznać! Mrs Harmony: „Dziewczyny, zaufajcie sobie!”

Rodzina, którą musisz poznać - Kids & Harmony / Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Kolorowo, wesoło, z miłością. Przy tym wszystkim szczerze, bez zbędnego lukru i nieraz o prawdziwych dramatach. Ciepło, które bije od tej szalenie „harmonijnej” rodziny, przyciąga całe rzesze fanów. Mrs Harmony na Instagramie śledzi już niemal 8 tys. obserwatorów: – Od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą – mówi w rozmowie z nami.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W skład Kids & Harmony wchodzą: mama – Mrs Harmony, tata – Mr Harmony oraz Helut i Hanut. Takiej piątki, jak tej czwórki, nie ma ani jednej! Z każdego ich wpisu i filmiku bije prawdziwy optymizm. Prawdziwy, bowiem nie jest sztucznie odklejony od realiów i śmiało możemy się z nimi utożsamiać. Nie brakuje w ich codzienności zmagań z nieprzespanymi nocami, chorobami , czy wyczerpaniem. Nie uciekają od prawdziwych dramatów swoich czytelników, nie omija ich też internetowy hejt.

Kasia Harmony szczerze opowiedziała nam o emocjach z tym związanych, chęci i niechęci do posiadania dzieci, partnerskim doświadczaniu współczesnego rodzicielstwa i internetowym świecie młodych mam.

Rodzina gra na twoim Instagramie pierwsze skrzypce. Młodzi ludzie chyba jednak częściej odkładają plany dotyczące dzieci na bardzo odległe „później”. Nie masz takich obserwacji?

Mrs Harmony: Rzeczywiście zauważam taki trend. Chociaż wiele zależy od tego, gdzie mieszkamy. Jeździmy z rodziną po Polsce i widzę, jak wygląda to w wielu mniejszych miastach i wsiach. W wieku 18-19 lat już myślisz o ślubie. W wieku 25-ciu masz dwójkę dzieci. Mając 30 lat na wsi jesteś już starą panną i nikt cię nie chce. W Warszawie masz 30 lat i dopiero zaczynasz życie.

Widzę to nawet po naszym gronie znajomych. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko miałam 29 lat. Moje koleżanki nie były wtedy macierzyństwem zupełnie zainteresowane: „Jeszcze zdążymy, trzeba się wyszaleć, bo dzieci tak bardzo ograniczają. Trzeba pod ich potrzeby zmienić całe swoje życie”. Z mojej perspektywy nie do końca tak jest.

Obserwując wasze podróże rzeczywiście można odnieść wrażenie, że da się to pogodzić.

Da się, chociaż istnieją pewne ograniczenia. Widzę to na naszym przykładzie. Mieliśmy w planach ubiegłoroczną zimę spędzić w ciepłych krajach, ale byłam już wtedy w zaawansowanej ciąży. Prawie rodziłam, więc nie porwaliśmy się na to. Poza tym z różnych względów nie podróżujemy z dopiero co urodzonym dzieckiem.

Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie mają błędne założenia: „Trzeba odchować dzieci. Kiedy one pójdą do szkoły, to my znowu zaczniemy żyć”. Uważam, że dzieci są naprawdę super towarzyszami. My od nich potrafimy się tak samo dużo nauczyć, jak one od nas. Takie ograniczenia są tylko w naszej głowie. Jak sobie odpuścimy pewne blokady, okazuje się, że wszystko jest możliwe.

To wasze słynne pozytywne myślenie…

Staram się zawsze myśleć pozytywnie. Jestem mamą dwóch dziewczyn i mogłabym oczywiście zacząć się nad sobą użalać. Też bywa mi ciężko. Gdy jestem zmęczona bo miałam nieprzespaną noc tak jak dziś, to najchętniej bym się zakopała pod kołdrę. Niejedna mama tak mówi:  „Mam nieprzespaną noc, muszę ją odespać”. Nie ma co, trzeba zakasać rękawy i robić swoją robotę. Zresztą czymże są takie nieprzespane noce w skali naszego całego życia? To tylko malutki ułamek.

Wiele mówisz właśnie o trudach związanych z codziennością i rodzicielstwem. Jest to bardzo szczere, ale domyślam się, że nie wszystkim odpowiada.

Na pewno nie będą nas kochać wszyscy. Chociaż zrozumiałam to dopiero po pewnym czasie. Być może dzieje się tak właśnie dlatego, że jesteśmy uśmiechnięci, szczęśliwi i mówimy, że wszystko jest do zrobienia. Ktoś inny siedzi w tym samym czasie w domu i myśli sobie: „Nie, no nie jest!”.

Nie dziwię się takim ludziom, bo to brzmi trochę jak „amerykański sen”. Załóż rodzinę i zaraz będzie pięknie, jak z obrazka.

No nie, nie będzie tylko pięknie. Będzie różnie. Ale nasze życie w naszych rękach. Możemy robić wszystko, żeby było lepiej, ładniej i bardziej kolorowo. Nie ma co ukrywać, że rzeczywistość jest inna, przecież prawdziwe życie to nie bajka. Przyszłe mamy oglądające reklamy w telewizji mogą sobie pomyśleć, że macierzyństwo jest wspaniałe i cudowne. Kiedy jednak pojawia się dziecko, następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością. Dla mnie brutalne było, ale trzeba jakoś się w tym odnaleźć. Media pokazują tylko tę ładną stronę, ja staram się opisywać wszystko. Bunty dzieci, niewyspanie, problemy jakie są z tym związane. Co nie zmienia faktu, że o tych miłych rzeczach też piszę.

Rodzina, którą musisz poznać - Kids & Harmony / Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Zastanawiam się, jak w takim razie z twojego punktu widzenia wygląda internetowy świat opisujący rodzicielstwo?

Kiedyś był trend na bycie idealną mamą. Dzieci są czyste, perfekcyjnie ubrane, a dom lśni. Teraz widzę zwrot w drugim kierunku – im gorzej, tym lepiej. Dziewczyny wrzucają zdjęcia umazanych maluchów, same leżą z kawą i podpisują: „Teraz moje 5 minut” . Wciąż niestety jest mniej tych miejsc, gdzie ludzie pokazuję bardziej szczerą stronę. Sama zaczęłam się zastanawiać, czy jestem jedną z nielicznych osób, u których czasami gorzej się powodzi, coś nie wyjdzie, czy dzieci są mniej grzeczne?

Internet może łatwo zasiać w nas poczucie winy, szczególnie jeśli mamy silne tendencje do wpadania w pułapkę „bycia idealną”.

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Na pewno. Dobrze by było gdyby powstało więcej blogów i kont na Instagramie, na których kobiety nie krępują się wrzucić zdjęcia z podkrążonymi oczami, czy bez makijażu. Nie ma w tym nic złego – jesteśmy ludźmi.

Sama obserwując zdjęcia pięknych mam, z długimi rzęsami i w ciuchach z najnowszych kolekcji zastanawiam się, kiedy one kupują te ubrania i skąd mają takie figury. Latem zrobiłam filmik, na którym powiedziałam, że jak będę miała 5 tys. obserwatorów na Instagramie, to zacznę dietę. Bardzo dużo kobiet napisało wtedy do mnie, że nie mogą dojść do siebie po porodzie i denerwuje je to, że przede wszystkim widać tylko te piękne i zgrabne dziewczyny.

Myślę, że lepiej by było gdybyśmy wszyscy powychodzili ze swoich stref komfortu. Tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, a lubimy i potrzebujemy utożsamiać się z innymi.

Nie dotyczy to zapewne tylko łatwych tematów. Nieraz mamy potrzebę poznania trudnych historii innych ludzi, z których przeżyciami moglibyśmy się identyfikować. „Straciłam dziecko i czuję rozpacz? O widzę, że ten ktoś też tak czuł”.

Bardzo mało osób pisze o takich przeżyciach. Na pewno jest łatwiej, kiedy ktoś zacznie temat. Najczęściej pojawiają się wtedy komentarze:  „Mnie też to spotkało, też to przeżywałam”. Kiedy ostatnio mój mąż trafił do szpitala pocieszała mnie pani, której mąż był w tym samym czasie w stanie krytycznym i dwa dni później umarł.

Śmierć dziecka, czy urodzenie martwego, to jest jakiś koszmar. Bardzo trudno jest pisać o takich stratach i nie dziwię się, że nie wszyscy chcą się tym dzielić. Z drugiej strony, wyrzucenie z siebie tego typu przeżyć może zdjąć pewien balast.

Znacznie częściej jest jednak milczenie.

Być może musi upłynąć jakiś czas, żeby ktoś mógł o tym mówić. Chociażby słynna afera z Natalią Przybysz. Ludzie się strasznie podzielili – czy dobrze, czy źle zrobiła. Sama najpierw miałam rożne uczucia, które pod wpływem zmieniających emocji również się zmieniały. Po przeczytaniu wywiadu byłam początkowo bardzo oburzona. Zastanawiałam się, jak ona mogła w taki sposób powiedzieć, bo przy tym wszystkim rozdzielam sam czyn, od formy wypowiedzi. Dałam sobie jednak czas i przestrzeń w głowie, żeby to przemyśleć. Mówisz o przemilczanych tematach – Natalia Przybysz też mogła to przemilczeć, ale postąpiła inaczej. Jest jednak wiele tysięcy kobiet, które były w podobnej sytuacji, ale zapewne nigdy nikomu o tym nie powiedziały. Czy brakuje im odwagi, której nie brakowało Natalii, czy może nie czują potrzeby dzielenia się takimi emocjami ze światem- to już nie mi oceniać.

Zdarza się też, że niepłodność jest swego rodzaju „milczącą” kwestią. Czy obserwujesz w swoim środowisku ludzi, którzy się z nią zmagają?

Mam nawet wśród bliskich znajomych takie pary, które przez kilka lat starały się o dziecko. Niedawno dowiedzieliśmy się, że się udało. Znam też ludzi, którzy mają dzieci dzięki in vitro. Nie jest to dla mnie obce.

A czy czytelniczki pisały do ciebie na takie tematy?

Tak, wiele razy. Takich maili jest dużo i ich liczba stale rośnie. Pisały do mnie kobiety, które straciły dziecko. Pisały też dziewczyny wychowywane przez dom dziecka. Nigdy nie miały mamy, ale kiedy patrzą na to, jaką ja jestem dla dziewczyn, to marzą, że byłyby takie same dla swoich dzieci. Jest to bardzo wzruszające i motywujące.

Jak się z tym czujesz? Bo wyobrażam sobie, że może to być też swego rodzaju obciążenie. Są to w końcu bardzo intymne sprawy.

Są we mnie różne emocje. Cieszę się, że ktoś znalazł we mnie powiernika, bo być może nie ma innej osoby, której mógłby to powiedzieć. Piszą do mnie osoby z bardzo trudnych rodzin, gdzie ojciec jest alkoholikiem i bije mamę. Spotykam się z naprawdę osobistymi wyznaniami. Latem napisała do mnie dziewczyna, która walczy z depresją. Po śmierci chłopaka nie może ułożyć sobie na nowo żadnych relacji. Każdego dnia zagląda na nasze zdjęcia, obserwuje nasze wesołe tańce. Cieszę się, że do mnie napisała, bo być może choć na chwilę mogłam poprawić jej humor.

Z drugiej strony, nie pozjadałam wszystkich rozumów. Staram się odpowiedzieć tak, żeby zmobilizować czytelniczki do szukania czegoś wyżej –  literatury, albo miejsca, gdzie mogłyby się ze swoimi problemami zgłosić. Te wszystkie wiadomości są niewątpliwie miłe, ale mam na sobie i tak wielką odpowiedzialność wychowania dwóch córek. Nie chcę brać na siebie jeszcze odpowiedzialności za obce osoby. Nie jestem w końcu psychologiem, psychiatrą, czy pedagogiem, a te listy nieraz naprawdę wołają o pomoc.

Powiedziałaś też o zderzeniu z rzeczywistością. Czy jest duża różnica pomiędzy pojawieniem się pierwszego, a drugiego dziecka?

Na pewno jest taka, że na niektóre rzeczy jestem już przygotowana. Na inne zaś wiem, że przygotowana być nie muszę. Drugie dziecko pozwala spojrzeć z dystansem, większym luzem i bardziej zaufać swojej intuicji.

Przy pierwszym dziecku wszystko było na 100 procent. Nasza Hela musiała mieć idealną wyprawkę, łóżeczko i wszystkie mebelki. Jak miała cztery miesiące przeniosłam ją do jej własnego pokoju, bo o tym pisały wszystkie blogi, które śledziłam.

Teraz już wiem, że wcale tak być nie musi i u nas absolutnie już nie jest. Drugie dziecko śpi z nami. Przy pierwszym wstawałam 15-20 razy w nocy, żeby nakarmić, przewinąć, przytulić. Potrafiłam o 5-tej rano siedzieć na podłodze płacząc. Jeszcze nie zdążyłam zasnąć, a wiedziałam, że zaraz znowu wstaję. To było strasznie frustrujące.

Jak karmić, jak usypiać, jak wychowywać… „Dobrych” porad jest milion.

Ja mam teraz jedną – żeby dziewczyny zaufały sobie. Bardzo często intuicja rzeczywiście nas nie myli. Z mojej perspektywy z drugim dzieckiem jest o niebo lepiej i spokojniej. Myślę, że przy trzecim byłoby w ogóle cudownie.

Przy trzecim mówisz?

Nie, na trzecie się nie zdecydujemy. Podjęliśmy taką decyzję, że zostajemy przy dwóch dziewczynach.

Używasz takich słów, jak : „podjęliśmy decyzję”, „nie zdecydujemy się”. Jesteście w tym razem, a dzieci to nie jest tylko sfera mamy.

Wszystko jest u nas absolutnie partnerskie i zawsze takie było. Może też przez to, że jesteśmy z Martinem bardzo do siebie podobni. Mamy nawet ten sam znak zodiaku. Oboje szybko wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci i to więcej, niż jedno. Było to u nas obojga spójne. Rzeczywiście mam szczęście, bo też nie wyobrażam sobie mieć partnera, z którym musiałabym o wszystko walczyć. U nas to jest bardzo … harmonijnie :).

Jeśli już przy harmonii jesteśmy. Popularność Kids & Harmony rośnie. Kiedyś pracowałaś też w korporacji. Jak teraz, z perspektywy młodej mamy, widzisz swoją przyszłość?

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Bardzo wcześnie zaczęłam pracować. Mając 19 lat wyleciałam do Stanów. Mieszkałam tam i pracowałam przez 9 miesięcy. Ten czas mnie absolutnie zmienił. Kiedy studiowałam też miałam dwie prace, chciałam mieć swoje pieniądze i być niezależna. Później przez kilka lat pracowałam w korporacji – bardzo dużo obciążających obowiązków i to mnie mocno wypaliło. Ręce mi się trzęsły i ciągle płakałam. Wtedy też stwierdziłam, że muszę to zmienić.

Zbiegło się to w czasie z poznaniem Martina, który na pierwszej randce powiedział, że co roku wylatuje do Indii. Pomyślałam sobie wtedy: „Co za koleś, już jest spalony. Po co ja mam się z nim spotykać, skoro on zaraz wyjedzie?”. Stało się tak, że rzuciłam pracę w korporacji miedzy innymi po to, aby móc odbyć z nim taką podróż.

Nie wyobrażam sobie już powrotu do takiego trybu. Nie wyobrażam sobie mieć teraz szefa nad sobą. Mam bardzo dużo pomysłów na rozkręcenie własnego biznesu. Niestety nie mam niani, ani pomocy babci. Mam za to czasami kwadratową głowę, jak to wszystko pogodzić, a prowadzenie kanałów internetowych wcale nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Jest to kawał ciężkiej roboty.

Do tego dochodzi mierzenie się ze słynnym „hejtem”.

Straszne jest to, jak wiele jest w ludziach złości. Sama kilka razy byłam tak zdesperowana, że chciałam wszystko bez zastanowienia kasować. Zawsze wtedy mój mąż podkreślał, jak wiele czasu na to poświęciłam, ile pracy i żebym nie pozwoliła tego zmarnować.

Musi to być szczególnie ciężkie kiedy piszemy o prywatnych rzeczach. Krytyka jeszcze mocniej może wtedy dotknąć.

Tak, jest to trudne. Chociaż jest też tak, że im więcej złych emocji dostajesz, tym silniejsza z tego wychodzisz. Najważniejsze jest bycie w zgodzie sama ze sobą.

Sprawdza się to także w kwestii decyzji o posiadaniu dzieci?

Powinniśmy robić to, co nam w duszy gra i podążać za tym, co czujemy. Jesteś młodą dziewczyną, która chce być mamą. Czy to jednak oznacza, że musisz się spinać już w tej chwili, bo za 15 lat może okazać się, że nie będziesz mogła? To też nie jest dobre.

Trzeba żyć, realizować wszystkie marzenia i pragnienia, ale bez przegięcia w żadną stronę.

Ja od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą. 12 lat temu, mój ówczesny chłopak, zapytał mnie o marzenia. Odpowiedziałam wtedy, że chcę mieć rodzinę i byłam pewna, że to będzie rola mojego życia.

Nie bałaś się o tym mówić tak otwarcie?

Nie, nie bałam się. Nawet moje koleżanki wspominają, że trąbiłam o tym od zawsze. Akurat ja miałam tak, ale są też młode osoby, które przez przypadek zachodzą w ciążę. Mają 19-20 lat i same najczarniejsze scenariusze w głowie. Potem często okazuje się, że sobie ze wszystkim świetnie poradziły i z perspektywy czasu, to było najlepsze, co je spotkało. Nigdy nie wiemy co nam życie przyniesie.

Przyjmowanie tego co się dzieje z pewną ufnością pomaga?

Z ufnością, że wszystko dzieje się po coś i ma jakiś wyższy cel. Chociaż wiem, że nie jest to takie oczywiste i sama musiałam takie myślenie wypracować.  Z optymistycznym podejściem jest w życiu po prostu łatwiej.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

rak jajnika

„Miłość? Pewnie! Ale zdrowie przede wszystkim!” to hasło III odsłony Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej Diagnostyka Jajnika. We wtorek w Warszawie podczas konferencji prasowej eksperci opowiadali o objawach raka jajnika.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak jajnika może się objawiać częstymi wzdęciami, bólami brzucha, utratą apetytu, czy zwiększeniem obwodu w pasie. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów, w roku 2014 aż 3700 Polek zachorowało na raka jajnika, a 2700 zmarło z jego powodu. Jest to szósty pod względem częstości zachorowań nowotwór u kobiet oraz czwarta przyczyna ich śmierci z powodu nowotworów.

Można powiedzieć, że rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem – powiedział dr hab. Lubomir Bodnar z Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Przypomniał również, że wśród czynników zwiększających ryzyko zachorowania mogą być te, które zwiększają liczbę owulacji w okresie reprodukcyjnym, np. pierwsza miesiączka w młodszym wieku, menopauza w wieku późniejszym, bezdzietność, jak również długotrwała hormonalna stymulacja jajników oraz zabiegi związane z procedurą in vitro. Specjalista zaznaczył jednak, że są to czynniki bardzo ogólne i trudno na ich podstawie oszacować ryzyko zachorowania.

Rak jajnika – wykryj go wcześniej

Jak podkreśliła z kolei profesor Aleksandra Jezela-Stanek, specjalista ds. genetyki klinicznej w Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, mimo intensywnych prac nie udało się jeszcze opracować badań przesiewowych, które pozwoliłyby poprawić wykrywalność raka jajnika we wczesnych stadiach. Tylko u 30 proc. kobiet choroba jest wykrywana we wczesnym stadium. U pozostałych 70 proc. pacjentek rak wykrywany jest już w zaawansowanej postaci.

Oprócz wzdęć, braku apetytu, powiększenia obwodu w pasie, chore mogą cierpieć również na krwawienie z odbytu, częste oddawanie moczu i krwawienie z narządów rodnych po menopauzie. Te dolegliwości mogą pojawiać się okresowo i w sposób nawrotowy- nawet do 12 razy w miesiącu.

– Dlatego jeśli jeżeli takie objawy się pojawią i utrzymują lub nawracają warto zgłosić się po poradę – do lekarza POZ lub do ginekologa. Tu też ważną rolę do odegrania mają mężczyźni, którzy powinni dopingować swoje partnerki, by szły do lekarza i wyjaśniały wszelkie problemy zdrowotne – powiedział dr Bodnar.

Zobacz także:

12 badań, które warto zrobić przed zajściem w ciążę

Zbyt dużo cukru utrudnia zajście w ciążę? Sprawdź, co o diagnozie PCOS mówi dietetyczka

Tu kupisz najnowszy numer Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rynek Zdrowia

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Kontrast do rentgena przywraca płodność! Naukowcy są w szoku!

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Prosta technika może przywrócić płodność niektórym kobietom – wyniki zaskoczyły naukowców z Australii. Choć nie wiedzą, jak to działa, to okazuje się skuteczne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badacze z University of Adelaide przetestowali element histerosalpingografii – procedury, która już od początku XX w. stosowana jest w diagnostyce budowy macicy i jajowodów. Polega ona na wprowadzeniu do nich specjalnego roztworu, który działa jak kontrast dla wykonywanych później zdjęć rentgenowskich.

 

Szanse na dziecko dzięki stuletniej metodzie

Wcześniej istniały podejrzenia, że metoda ta może pomagać przy niepłodności.

Według pewnych doniesień w ubiegłym wieku częstość ciąż wśród niepłodnych kobiet wzrastała po przemyciu ich jajowodów opartym na wodzie lub oleju kontrastem dla badań RTG. Do teraz nie było wiadomo, czy to rodzaj roztworu wpływał na zmianę płodności – tłumaczy kierujący projektem prof. Ben Mol.

Badacze sprawdzili dwa tego rodzaju środki – jeden oparty na oleju z maku lekarskiego, o nazwie Lipiodol Ultra-Fluid oraz kontrast wodny (Telebrix Hystero). W eksperymencie wzięło udział ponad tysiąc niepłodnych ochotniczek z normalnym cyklem miesięcznym, drożnymi jajowodami, bez zaburzeń hormonalnych, wysokiego ryzyka chorób jajowodów, endometriozy, ani przebytej infekcji bakteriami z rodzaju chlamydia czy zapalenia narządów miednicy mniejszej.

 

Kontrast do RTG na płodność: wyniki zaskoczyły naukowców

Wyniki zaskoczyły autorów doświadczenia – prawie 40 proc. niepłodnych kobiet zaszła w ciążę po zastosowaniu roztworu olejowego i 29 proc. po terapii roztworem wodnym.

Rezultaty okazały się bardziej ekscytujące, niż mogliśmy przypuszczać, co pomogło w potwierdzeniu, że licząca już cały wiek metoda ma nadal swoje miejsce w nowoczesnej medycynie – mówi prof. Mol.

Jak dotąd nie wiadomo jednak, dlaczego metoda działa. Naukowcy na razie spekulują, że wprowadzany płyn usuwa zanieczyszczenia utrudniające zapłodnienie.

Potrzebne będą dalsze badania, aby wyjaśnić mechanizm stojący za tym, co zobaczyliśmy. Na chwilę obecną – biorąc pod uwagę, że technika ta była wykorzystywana przez sto lat bez żadnych znanych skutków ubocznych – sądzimy, że jest ona warta stosowania w leczeniu niepłodności przed wykorzystaniem przez pary zapłodnienia pozaustrojowego – twierdzi ekspert.

CIEKAWOSTKA: Prof. Mol być może sam przyszedł na świat dzięki badanej przez niego metodzie. Po rozpoczęciu eksperymentu dowiedział się bowiem, że jego uznawana za niepłodną matka była poddana diagnostyce z użyciem Lipiodolu.

Jest bardzo prawdopodobne, że mój brat i ja, urodziliśmy się dzięki odzyskaniu przez naszą matkę płodności z pomocą tej metody – opowiada australijski badacz.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

POLECAMY:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności

5 rzeczy o niepłodności, których nikt ci nie powie 

Tu znajdziesz najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Hormony płodności kontra rak piersi – najnowsze badania

Hormony a rak piersi

Hormony, od których zależy płodność, mogą sprzyjać nowotworom. Poziom stężenia progesteronu i estrogenu może zwiększać ryzyko zachorowania na raka– wskazują najnowsze badania.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Płodność kobiety zależy od dwóch hormonów: estrogenu i progesteronu. Niestety, mogą one nie tylko zapewniać przetrwanie życia, ale też szkodzić – odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów: piersi, jajników i macicy – wskazują najnowsze badania.

Wyniki opublikowano na łamach czasopisma „Lancet”.

Czy wiesz, że poziom hormonów zależy od ilości posiadanej energii?

Stężenia progesteronu i estrogenu zależą nie tylko od cech wrodzonych – genetycznych, ale też w większym stopniu, od dostosowania się organizmu do warunków panujących w otoczeniu –  informuje międzynarodowy zespół koordynowany przez prof. Grażynę Jasieńską, kierującą Zakładem Zdrowia i Środowiska na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Im organizm ma więcej energii, tym wyższy jest poziom hormonów płciowych. Rośnie szansa posiadania potomstwa, ale jednocześnie zwiększa się ryzyko zachorowania na nowotwór.

Badacze potwierdzają to przykładem. Bardzo dobrze odżywione kobiety zamieszkujące USA mają prawie dwa razy więcej progesteronu, niż kobiety żyjące w ubogiej Demokratycznej Republice Konga.

Niedobory w organizmie obniżają płodność

Szanse na urodzenie i wychowanie potomka zależą od zmagazynowanych w ciele kobiety zasobów. U człowieka potrzeba ich szczególnie wiele: ze względu na duży mózg, powolny wzrost i dojrzewanie.

Nic dziwnego, że niedobory zasobów obniżają płodność, a także poziom hormonów płciowych.

Przy ograniczonych zasobach energii narodziny dziecka są bowiem, z punktu widzenia ewolucji, ryzykownym przedsięwzięciem.

Zdaniem naukowców nie chodzi tylko o bieżącą sytuację – na płodność wpływają też okoliczności, w jakich wzrastała i dojrzewała matka. „Warunki w trakcie rozwoju człowieka kształtują poziom wyjściowy funkcji rozrodczych poprzez dostosowanie szybkości wzrostu i dojrzewania w odniesieniu do czynników ekologicznych, takich jak zaopatrzenie w energię i obciążenie chorobami” – piszą autorzy. Jak zaznaczają, energetyczny stres może być spowodowany nie tylko przez życie w nędzy, ale także znaczne wydatki energetyczne związane z pracą zawodową czy wyczynowo uprawianym sportem.

Wysoki poziom estrogenu a rak piersi

Jak potwierdzają liczne badania, hormony płciowe, a zwłaszcza estrogen, przyczyniają się do rozwoju nowotworów, np. raka piersi. Wchodzą w specyficzne relacje z innymi czynnikami, związanymi z przetwarzaniem energii – chociażby insuliną, leptyną, czynnikami stanu zapalnego. Bardzo prawdopodobne wydaję się to, że za wzrost zachorowalności na raka piersi w społeczeństwach zamożnych można w pewnym stopniu winić wysokie poziomy estrogenu i progesteronu.

Urodzenie dziecka i karmienia piersią chroni przed rakiem

Autorzy zwracają uwagę na pierwotne wzorce dojrzewania i rodzenia dzieci, jakie wciąż spotykamy w zbiorowościach tradycyjnych.

„Charakteryzują się późniejszym wiekiem wystąpienia pierwszej miesiączki, młodym wiekiem pierwszego zajścia w ciążę i urodzenia dziecka, wysokim wskaźnikiem rodzenia dzieci  i długimi okresami karmienia piersią. Taka kombinacja czynników chroni przed wystąpieniem raka piersi” – piszą. Koncentracja hormonów płciowych w czasie trwania całego życia jest znacznie niższa.

Płodność a ryzyko nowotworu

Niestety, próby zmiany zależności między płodnością i nowotworami nie muszą gwarantować poprawy – ogólnie widzianego – stanu zdrowia. W procesie rozmnażania zasoby, które dotąd zapewniały kobiecie ochronę, są „przekierowywane”, by można było urodzić żywe i zdrowe dziecko. Dlatego zwiększa się podatność na cukrzycę, otyłość i choroby sercowo-naczyniowe. Jak wynika z przytaczanych przez autorów danych, większa liczba ciąż idzie w parze z rozwojem chorób układu krążenia. Z analizy przeprowadzonej na grupie niemal 4 tys. kobiet w wieku od 45 do 74 lat wynika, że sześć lub więcej ciąż podwyższa ryzyko udaru o 70 proc.

Skomplikowane zależności pomiędzy rozmnażaniem a zdrowiem jeszcze bardziej komplikują czynniki społeczno-ekonomiczne – opisują badacze.  W społeczeństwach dobrobytu poziom hormonów rozrodczych jest wyższy, ale rozmiary rodzin nie rosną. Z jednej strony działają czynniki kulturowe i ekonomiczne – jak praca zawodowa i trwałość związków, z drugiej – fizjologia i hormony. A hormony decydują o ryzyku zachorowań na nowotwory.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Zobacz także:
Fitoestrogeny zwiększają ochotę na seks
Jedzenie a zaburzenia gospodarki hormonalnej
Hormony niezbędne do zajścia w ciążę

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Komórka jajowa: poznaj 11 niesamowitych faktów!

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Co warto wiedzieć o żeńskiej komórce jajowej, która łącząc się z plemnikiem daje nowe życie? Poznaj najbardziej fascynujące fakty naukowe poparte wypowiedziami eksperta.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1.Komórka jajowa ma wielkość ziarenka piasku

Oocyt, czyli żeńska komórka jajowa, w porównaniu z innymi komórkami organizmu człowieka to prawdziwy gigant. W rzeczywistości oocyt jest wielkości ziarenka piasku i może być obserwowany gołym okiem.

– Kulista komórka jajowa człowieka ma około 0,12 mm średnicy, a więc jest 4-krotnie większa od komórki skóry, 26 razy większa od czerwonej krwinki, a nawet 20 razy większa niż plemnik – mówi dr Wojciech Sierka, embriolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

2. Komórka jajowa powstaje już w życiu płodowym

Organizm kobiety, a ściślej kobiece stadium zarodkowe zaczyna wytwarzać własne komórki jajowe w 9 tygodni od momentu swojego poczęcia.

Gdy płód ma 5 miesięcy to posiada już ok. 7 mln pierwotnych komórek jajowych. Liczba tych nie w pełni jeszcze dojrzałych komórek jajowych, zamkniętych w pęcherzykach jajnikowych, ustala się w momencie urodzin dziewczynki – wynosi 2 miliony i są one podzielone równo pomiędzy dwa jajniki.

W takiej formie pęcherzyki jajnikowe pozostają, aż do osiągnięcia okresu dojrzałości płciowej oraz pierwszej miesiączki kobiety. Wtedy właśnie pierwszy, pierwotny pęcherzyk jajnikowy dojrzewa i owuluje, szykując się na przyjęcie plemnika, a po zapłodnieniu na ostateczny etap swojego rozwoju. Każdego miesiąca proces dojrzewania oocytów powtarza się cyklicznie – i tak aż do czasu menopauzy. Niektóre z nich czekają uśpione przez wiele lat, a nawet i dekad, zanim zaczną dojrzewać. Czynnikiem, który reguluje rozwój kolejnych oocytów jest tzw. inhibitor dojrzewania oocytów (OMI). Nie każdy oocyt dotrwa jednak do tego momentu i w dobrym stanie doczeka do swojej owulacji. Oocyty mają mniej więcej tyle lat, ile każda kobieta, dlatego też procesy degeneracyjne w ich wnętrzu przybierają na sile, a to odbija się na ich jakości.

3. Gdy dojrzeje… wyrusza z jajnika w świat

W jakim celu powstaje komórka jajowa? Oczywiście, aby dobierając się w parę z plemnikiem umożliwić powstanie nowego życia. Owulacja (łac. ovum – jajo) jest procesem, nad którym czuwa bardzo skomplikowany system biologiczny zwany osią podwzgórze – przysadka – jajnik. Pod wpływem wydzielanych hormonów regulujących, które ze sobą współgrają, następuje jajeczkowanie. Pęka tzw. pęcherzyk Graafa, a przez jajowód zostaje wyłapana komórka jajowa. Czekając na taką możliwość, musi się ona wykazać nie lada cierpliwością. Cały proces mobilizacji komórki jajowej przed owulacją rozpoczyna się bowiem już prawie pół roku wcześniej. Comiesięczna porcja pęcherzyków jajnikowych to około 12 – 20 komórek jajowych, które w pełnej gotowości czekają, aż spośród nich tylko jedna – zdolna do zapłodnienia – owuluje.

– Funkcjonalnie występuje tu pewne podobieństwo do męskich gamet – dodaje embrolog. – Z milionów plemników gotowych, aby zapłodnić komórkę jajową, udaje się to tylko jednemu. Zwykle jest to ten najsprytniejszy, któremu jako pierwszemu udaje się pokonać wymagany dystans do jaja. Z drugiej strony, z tych kilkunastu komórek jajowych tylko jedna, najbardziej dojrzała zostaje uwolniona z jajnika do jajowodu, w którym „popychana” jest ruchami robaczkowymi w kierunku macicy. Czynniki decydujące o wyborze konkretnego pęcherzyka jajnikowego, który uwolni tę jedyną komórkę jajową nie są jeszcze znane. Nie wiadomo, co ostatecznie decyduje o wyborze tej, a nie innej komórki, która owuluje – wyjaśnia ekspert.

4. Żeńskie jajo – cenniejsze niż carskie Fabergé

Kobiety żyjące na całym świecie – kiedyś, dzisiaj (i w przyszłości) uwalniają podczas swojego życia średnio 400 – 500 komórek jajowych – to niewiele w porównaniu do setek milionów plemników uwalnianych podczas jednego wytrysku nasienia. Jak widać, natura gospodaruje niezwykle oszczędnie tym cennym darem po stronie kobiety. Bazując na tym fakcie, współczesna medycyna oferuje aktualnie możliwość krioprezerwacji, czyli zabezpieczenia swojej płodności, a dokładnie zabezpieczenia komórek jajowych już za młodu, aby można je było wykorzystać w przyszłości. Odpowiednio przygotowane i zamrożone (a raczej zwitryfikowane, czyli zeszklone) w ciekłym azocie gamety żeńskie lub już wytworzone zarodki zachowują swoje funkcje biologiczne i nie podlegają wpływowi czasu. Metoda krioprezerwacji może stanowić pomoc dla kobiet odkładających macierzyństwo na okres późniejszy lub pacjentek z problemami onkologicznymi.

5. Komórka jajowa daje plemnikowi tylko dobę na dotarcie na randkę!

Gdy komórka jajowa kobiety w pełni dojrzeje, trafia do jajowodów, gdzie może oczekiwać przez 24 godziny na ewentualne zapłodnienie przez plemnik. Z milionów plemników uwalnianych podczas stosunku płciowego, do oocytu dociera więcej niż 3000 pływaków w czasie około pół godziny – może się to zdarzyć dopiero po wcześniejszej kapacytacji plemników – czyli po osiągnięciu pełnej zdolności do zapłodnienia.

Jeśli plemnik trafi do jajowodu za wcześnie lub za późno, lub też jeśli w jajowodzie, do którego dotrze nie będzie oocytu, to do spotkania gamet w ogóle nie dojdzie i poczęcie dziecka będzie niemożliwe. W tym optymistycznym scenariuszu, gdy do spotkania dojdzie, zapłodnione jajo z jajowodu wprowadzane jest ruchami rzęsek do macicy, gdzie zagnieżdża się około 6-10 dni później.

6. Komórka jajowa jak kobieta: wybredna, ale i monogamiczna

Myśląc o akcie zapłodnienia, uważamy, że plemnik jest tą aktywną stroną, która dąży do spotkania, a komórka jajowa jest przedstawiana jako struktura bierna – leży, pachnie i czeka na swojego wybranka. Jednak badania wykazały, że to nie do końca prawda. Okazuje się, że to właśnie jajo ostatecznie decyduje, czy do zapłodnienia dojdzie. Oocyt jest dość wybredny w tym względzie i dokonując selekcji zalotników, decyduje komu pozwoli na zapłodnienie, a którego odeśle z kwitkiem. Który plemnik ma największe szanse? Jeden z kilkuset milionów.

– Właściwy do zapłodnienia plemnik musi być „zdrowy”, mieć odpowiednią strukturę biologiczną, właściwą budowę – główkę z akrosomem, szyjkę z wstawką, witkę –  a nadto optymalną fizjologię i wykazywać się odpowiednią ruchliwością, czyli płynąć szybko do przodu, a nie kręcić się w miejscu lub być zupełnie nieruchliwym – mówi dr Sierka. – Bardzo wrażliwa struktura kwasu nukleinowego, inaczej DNA plemnika, powinno być prawidłowe i pozbawione uszkodzeń spowodowanych wolnymi rodnikami lub różnego rodzaju zanieczyszczeniami. Gdy na szczycie główki plemnika znajduje się dobrze zaznaczony akrosom wypełniony enzymami, to wtedy jest on w pełni dojrzały i zdolny do zapłodnienia. Połączenie gamety żeńskiej i męskiej poprzedza penetracja enzymatyczna zewnętrznej błony komórki jajowej, co zwykle każdorazowo pozwala na „przedarcie się” jednego plemnika do ostatecznego celu jego wędrówki, czyli komórki jajowej – mówi dr Sierka.

Badania naukowe wskazują, że komórka jajowa może wybrać konkretny, wyselekcjonowany przez siebie plemnik i pomóc mu w swoim zapłodnieniu. Co więcej, umożliwiając przejście jednemu z nich, blokuje tę drogę jego konkurencji. Jak to się dzieje? Gdy tylko jeden „pływak” przedostanie się do wnętrza komórki jajowej, to następuje w niej bardzo gwałtowna reakcja korowa, która zapobiega polispermii, czyli wejściu do środka więcej niż jednego plemnika.

7. Oocyt nie tylko leży i pachnie, ale i kusi

Jak komórka jajowa wabi do siebie plemnik? Kluczową rolę biologicznego „feromonu” pełni tutaj progesteron, żeński hormon płciowy, które powstaje w okalających jajo komórkach pęcherzykowych. Hormon ten pobudza różne funkcje plemników i usprawnia ich wędrówkę ku żeńskiej gamecie.

Według naukowców z Center for Advanced European Studies and Research progesteron łączy się ze specjalnym receptorem zwanym CatSper i zapewnia ruch jonów wapnia w plemniku, które nadają przyśpieszenia i nadają odpowiednią ruchliwość jego witce. Dzięki obecności CatSper jajo nawiguje plemnik i zachęca go do penetracji. Gdy receptor nie funkcjonuje prawidłowo, do zapłodnienia nie dojdzie.

8. Komórka jajowa opiekuje się plemnikiem

Wnętrze pochwy potrafi być dla plemnika „Ziemią Obiecaną”, ale i prawdziwym piekłem. Droga obfituje w niebezpieczeństwa. Plemnik musi przetrwać m.in. nieprzyjazne dla siebie kwaśne środowisko pochwy czy też atak leukocytów. Z drugiej jednak strony warunki, które plemnik spotyka w drogach rodnych kobiety umożliwiają mu jego dojrzewanie, czyli nabywanie zdolności do zapłodnienia. Tej „mocy” plemnik po wydostaniu się z męskich jąder jeszcze nie posiada.

– Choć komórka jajowa żyje średnio około 1 dobę, to plemnik może przeżyć w drogach rodnych kobiety, jej macicy i jajowodach, aż 5-7 dni – wyjaśnia embriolog. Wtedy, nawet jeśli „pływak” zabłądzi lub trafi do celu przed tzw. okienkiem płodności, to macica jest w stanie zapewnić mu sprzyjające warunki do przetrwania. Taką swoistą ochronę stanowi dla plemnika śluz szyjki macicy, który niczym swoisty pancerz lub impregnat chroni go aż do czasu owulacji, gdy kobieta jest najbardziej płodna. Dzięki takiemu wsparciu plemnik nawet 5 dni przez owulacją i 2 dni po niej ma szansę na zapłodnienie oocytu – zapewnia ekspert.

9. Komórka + plemnik = musi być chemia!

Kiedy misja się kończy? Gdy plemnik przedostanie się do komórki jajowej i z nią połączy to stają się prawdziwą jednością. Wtedy dochodzi również do intensywnych reakcji chemicznych. Kolejno, chromosomy, które są nośnikiem informacji genetycznej łączą się ze sobą i odtwarzają jądro komórkowe o pełnej, 46-chromosomowej liczbie. W ciągu kilku kolejnych godzin zygota rozpoczyna podziały i po ok. 7 dniach wytwarza stadium zarodkowe zwane blastocystą. Blastocysta po wykluciu z osłon zagnieżdża się w macicy rozpoczynając ciążę, którą po 9 miesiącach wieńczy poród. Wszystkie te skomplikowane procesy biologiczne pozwalają cieszyć się później potomstwem i rodzicielstwem.

10. Współżycie to dopiero początek drogi do macierzyństwa

Wbrew pozorom proces zapłodnienia wcale nie jest taki prosty. Nie ogranicza się on wyłącznie do aktu płciowego. Dopiero po nim rozpoczyna się bardzo złożona kaskada zdarzeń. Zaistnieć musi tu szereg sprzyjających okoliczności, aby do szczęśliwego rodzicielstwa mogło dojść. Czasami procesy te nie układają się po naszej myśli, a starania o dziecko przeciągają się w czasie. Mowa tu o szeroko pojętej niepłodności. Wynikać może ona z m.in. nieprawidłowości hormonalnych i zaburzeń jajeczkowania np. zespołu policystycznych jajników, w którym komórka jajowa nie przedostaje się do jajowodu, zaś liczne pęcherzyki obumierają i tworzą torbiele.

Przyczyną niepłodności u kobiet może być także: endometrioza, zapalenie macicy, wady macicy oraz jej szyjki, mięśniaki macicy, zaburzenia tarczycy, choroby przenoszone drogą płciową, zaburzenia genetyczne np. zespół Turnera, nadwaga lub niedowaga, zaburzenia autoimmunologiczne, gdzie układ odpornościowy traktuje plemniki jak swoistych „intruzów” i niszczy je lub uniemożliwia zapłodnienie komórki jajowej.

11. Komórka jajowa lubi seks!

Nie jest odkryciem, że częsty seks zwiększa szansę na poczęcie potomka. Ale okazuje się, że może on również usprawniać kobiecą płodność, nawet poza dniami płodnymi. Naukowcy odkryli, że u bardziej aktywnych seksualnie kobiet ich układ odpornościowy wyzwala specyficzne mechanizmy w tym zakresie.

Dużą rolę odgrywa tu specjalny rodzaj białych krwinek – tzw. limfocytów T, wspierających komórki, które w innej sytuacji, organizm może identyfikować jako potencjalnie wrogie. Może dochodzić do sytuacji, że partnerka potraktuje np. plemniki partnera, a nawet wytworzony już zarodek jako obce i zacznie je zwalczać. W takim przypadku limfocyty T będą chroniły plemniki podczas zapładniania komórki jajowej oraz płód przed odrzuceniem przez układ odpornościowy matki. Zgodnie z wnioskami badań, kobiety, które często uprawiają seks w związku, mają wyższy poziom tych wspierających komórek, co może być szczególną pomocą dla par z niepłodnością na tle immunologicznym.

Konsultacja:  dr Wojciech Sierka, embriolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach

POLECAMY:

Jak obliczyć dni płodne?

Zamrożenie komórki jajowej

Tutaj dostępny najnowszy magazyn

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.