Przejdź do treści

Szansa na zachowanie płodności

fotolia-75923880-s.jpg

U dwuletniej dziewczynki zdiagnozowano raka nerki. Niedługo zostanie poddana leczeniu, jednak najpierw przejdzie przez innowacyjną terapię, która w przyszłości pozwoli jej na posiadanie dziecka.

Leczenie nowotworów, a przede wszystkim naświetlania i chemioterapia często skutkują trwałą utratą płodności. W sytuacji, gdy rak dotyka młode osoby, które być może w przyszłości chciałyby mieć dziecko, umożliwia im się m.in. mrożenie zarodków.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sytuacja jest bardziej skomplikowana w przypadku dzieci, u których gonady płciowe – jajniki lub jądra – nie są jeszcze dojrzałe. Dla lekarzy i naukowców zagadnienia te wciąż pozostają w sferze eksperymentalnej. Wyzwaniem medycznym jest sprawienie, aby niedojrzałe plemniki i komórki jajowe pobrane z niedojrzałych fragmentów jąder i jajników przetrwały w formie nieuszkodzonej proces mrożenia i rozwinęły się na tyle, aby możliwa była próba doprowadzenia do zapłodnienia.

Dwuletnia Talia Pisano już od roku poddawana jest leczeniu. Odbywa się to w taki sposób, aby nie uszkodzić tkanek i narządów rozrodczych. Jedna z powodu nawrotu choroby zdecydowano rozpoczęciu naświetlania, ale zanim się to stanie lekarze postarają się zachować płodność dziewczynki.

Po pobraniu fragmentów jajnika tkanka dziewczynki zostanie zamrożona w ciekłym azocie i przekazana do centralnego laboratorium Northwestern University w Chicago. Tam pozostanie do momentu, kiedy Talia będzie dorosła i zdecyduje się na dziecko.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Manipulacja, marginalizacja, maskulinizacja…

facts-mag-glass

Od prawie dwóch tygodni trwa Protest Medyków, głównie lekarzy-rezydentów. Rząd uznaje, że nie ma problemu, minister Radziwiłł odwraca się od problemu, premier Szydło udaje Margaret Thatcher vel Żelazną Damę, a pacjenci są podzieleni w ocenach słuszności postulatów do których należą m.in.: wzrost wydatków publicznych na ochronę zdrowia do min. 6.8% PKB oraz podniesienie wynagrodzeń.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ameryki nie odkryję mówiąc, że publiczny system ochrony zdrowia w Polsce jest jednym z najgorszych w Europie. Potwierdzają to liczne badania, m.in. WHO i EHCI. Od długich kolejek poprzez kiepskie warunki socjalno-bytowe, a skończywszy na nieludzkim traktowaniu pacjentów, problemów jest mnóstwo. Część z nich wynika z niedofinansowania, złego zarządzania, braków kadrowych, ale w wielu przypadkach czynnik ludzki jest główną przyczyną. Warto się zastanowić co jest największym problemem: kolejka, którą można ominąć idąc na prywatną wizytę czy lekarz, który odmawia leczenia zasłaniając się swoim sumieniem, często oszukując pacjentkę, a może ten, który z przepracowania źle przeoczy zły zapis ktg, w wyniku czego dziecko urodzi się w zamartwicy?

Słynny przypadek odmówienia pacjentce prawa do legalnej aborcji przez prof. Chazana, odmowa leczenia ciężkiej postaci zapalenia jelita grubego z powodu ciąży (sprawa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka „Z. przeciwko Polsce”), likwidacja rządowego programu leczenia niepłodności przez ministra Radziwiłła czy zakaz leczenia niepłodności dla singielek i par nieheteroseksualnych wprowadzony przez min. Arłukowicza., to tylko wybrane przykłady szkodliwości (często śmiertelnej) wywyższania przez lekarzy własnego światopoglądu ponad prawa i dobro pacjentek. Gangrena opieki w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, czyli tzw. „klauzula sumienia” jest główną przyczyną łamania praw pacjentek w zakresie planowania rodziny (począwszy od dostępu do antykoncepcji, poprzez egzekwowanie prawa do terminacji ciąży, opiekę perinatalną, a skończywszy na zapewnieniu dostępu do pełnego wachlarza leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego). O ile jest to robione w świetle prawa (no i jak mam bronić Trybunału Konstytucyjnego, który w czasach swojej legalności rozszerzył dopuszczalny tryb użycia klauzuli?!), o tyle tworzenie prawa pod dyktando „sumienia” miłościwie panującego ministra (likwidacja ministerialnego programu refundacji IVF, wprowadzenie wymogu posiadania recepty na antykoncepcję postkoitalną czy niekonstytucyjna ustawa o leczeniu niepłodności) jest nielegalne i tylko czekać, kiedy prawo zaczne być pisane pod zgodność z nauką Kościoła Katolickiego, a nie z Konstytucją…

Dzisiaj ucięłam sobie krótką rozmowę z jednym z najbardziej znanych polskich profesorów ginekologii i położnictwa, który uznał, że aborcja powinna być zakazana, gdyż kobieta powinna ponieść odpowiedzialność za swoje frywolne zachowanie pod postacią niezabezpieczonego stosunku. Dalszych teorii tego pana nie byłam w stanie wysłuchać, gdyż już w tym momencie byłam bliska zwymiotowania. Mogę tylko domniemywać, że niepłodność czy letalne wady płodu to pewnie kara za grzechy… Pozostaje mi tylko współczuć polskim kolegom i koleżankom takiego przedstawiciela…

Wracając do obecnego protestu, czy ktoś słyszał choć pół słowa oficjalnego wsparcia ze strony lekarskich towarzystw naukowych, związków zawodowych czy izb dla Czarnego Protestu czy którejkolwiek z inicjatyw na rzecz praw reprodukcyjnych? Poprawna odpowiedź: nie! Żadna z instytucji zrzeszających lekarzy nie odezwała się ani słowem. W prywatnych rozmowach można było usłyszeć argumenty takie jak „apolityczność”, „nie nasza sprawa”, „lekarki i tak dadzą sobie radę w razie czego” itp. Podkreślić również należy, że Prezes OZZL, czyli związku zawodowego organizującego strajk jest powszechnie znany ze swoich poglądów „anti-choice” o czym wiosną tego roku pisało „Na Temat”.

W tym miejscu rodzi się pytanie dlaczego Organizatorki Czarnego Protestu popierają Protest Medyków, skoro jego szef należy do „szacownego” grona #wladcymacic? Pytałam u źródeł, ale odpowiedzi nie uzyskałam… Ciekawym zjawiskiem na które należy zwrócić uwagę jest brak kobiet jako liderek organizacji zrzeszających lekarzy, choć blisko połowa posiadaczy prawa wykonywania zawodu to lekarki. Pośród strakujących lekarzy-rezydentów widać kilka pań, jednak głównie robią za tło wypowiadającym się mężczyznom…

Czy popieram postulaty strajkujących? Częściowo. Trochę jak polska podróba Żelaznej Damy stawiam warunki, które muszą zostać spełnione, by strajk otrzymał moje pełne poparcie:
– reforma systemu ochrony zdrowia na wzór holenderski bądź izraelski (pakowanie dodatkowych pieniędzy w obecny nieefektywny, dziurawy i źle zarządzany system jest jak chęć przenoszenia wody w dziurawym wiadrze- niezależnie ile się wleje i tak większość wycieknie dziurą),
– zniesienie klauzuli sumienia, gdyż narusza ona prawa pacjenta, a lekarz-katolik może wybrać specjalizację, w której jego sumienie nie będzie mieć dylematów (mikrobiologia kliniczna, patomorfologia, diagnostyka laboratoryjna) albo zmienić zawód. Pacjentka w trudnej sytuacji jest zdana na łaskę bądź niełaskę danego lekarza i tego wyboru nie ma,
– poprawa ściągalności składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz ustanowienie jednolitej wysokości dla wszystkich (kwota, a nie procent dochodu),
– wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia zgodnie z zachodnimi standardami (W Szwecji i Danii lekarz-stażysta zarabia średnią krajową, lekarz-rezydent 1.2-1.8 średniej krajowej, a specjalista min. 1.5 średniej zależnie od regionu i specjalizacji. Za etat, czyli 35h godzin tygodniowo. Nadgodziny, maksymalnie do łącznie 48h tygodniowo, płatne są dodatkowo.).

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Malarka i niedoszła matka. Wystawa obrazów Fridy Kahlo w Polsce

Frida Kahlo
fridakahlo.org

Frida Kahlo – swój ból przelewała na płótno, temat poronienia był częstym tematem jej prac, ponieważ w wyniku wypadku sama nie mogła zostać matką. W czwartek w Poznaniu rusza pierwsza w Polsce wystawa jej prac, w Warszawie można natomiast podziwiać zbiór fotografii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Meksykańska artystka słynąca z jaskrawych autoportretów, fanka sztuki Diego Rivery i gorąca zwolenniczka rewolucji. Frida przyszła na świat w Coyoacan (Meksyk) 6 lipca 1907 roku. Sama jednak za datę swojego urodzenia podawała rok 1910. W ten sposób Frida chciała zaakcentować uwielbienie dla meksykańskiej rewolucji, która wybuchła właśnie w 1910 roku.

Frida Kahlo – choroby i wypadek

Życie nie oszczędzało Fridy. W wieku sześciu lat zachorowała na polio, co spowodowało, że jej prawa noga była chudsza od lewej. Możliwe, że cierpiała też na rozszczep kręgosłupa. Fizyczne defekty wynagradzał jej jednak lotny umysł i ponadprzeciętna inteligencja. Frida była utalentowaną uczennicą, uczęszczała do jednej z najlepszych szkół w Meksyku. Dzięki swojej charyzmie i naturalnemu wdziękowi z łatwością nawiązywała kontakty.

We wrześniu 1925 roku Frida miała wypadek. W wyniku zderzenia autobusu z tramwajem artystka została ranna- złamała kręgosłup i obojczyk, miała połamane żebra, miednicę, 11 złamań prawej nogi, zwichnięcia prawej stopy i ramienia. Na domiar złego, stalowy uchwyt poręczy przebił jej podbrzusze i macicę, przez co już nigdy nie mogła zostać matką. Co prawda później Frida trzy razy była w ciąży, jednak nigdy nie udało jej się urodzić dziecka. Przyszła artystka kilka miesięcy spędziła unieruchomiona w łóżku, w tym czasie wiele czytała i zaczęła przygodę z malarstwem. Porzuciła wtedy marzenia o studiowaniu medycyny. Przez całe życie dokuczały jej różne bóle

Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych w roku 1932 Frida doświadczyła jednego z najbardziej traumatycznych momentów w jej życiu- straciła ciążę. Emocje towarzyszące poronieniu uwieczniła na swoim obrazie zatytułowanym „Henry Ford Hospital”. Namalowała siebie leżącą nago na szpitalnym, zakrwawionym łóżku. Wokół łóżka unoszą się elementy nawiązujące do poronienia. Są one przywiązane czerwonym włóknem, które malarka trzyma na brzuchu niczym pępowinę. Główny element to męski płód, mały „Dieguito”- synek, którego tak bardzo pragnęła. Dostrzec można również kwiat orchidei, prezent od Diego, ślimaka będącego nawiązaniem do powolnego i bolesnego poronienia oraz maszynę, która symbolizuje „mechaniczną część procesu”. Miednica na obrazie to nawiązanie do fizycznego bólu, natomiast kobiecy tułów to zobrazowanie wnętrza kobiety.

Frida Kahlo – kontrowersyjna i postępowa artystka

Frida była wielką fanką sztuki malarza Diego Rivery. Poznali się w 1927 roku i zakochali w sobie, a ich znajomość obfitowała w skandale i zdrady. Nie mogli jednak bez siebie żyć, po każdym rozstaniu zawsze do siebie wracali.

Najbardziej charakterystycznym elementem sztuki Fridy Kahlo są jej wyraziste i jaskrawe autoportrety. „Maluję siebie ponieważ najczęściej przebywam w odosobnieniu i znam dobrze obiekt, który uwieczniam” – mawiała. Obrazy artystki nacechowane są tragiczną i osobistą symboliką. Odnaleźć tam można również wiele odniesień do anatomii i ludowej sztuki meksykańskiej. Frida Kahlo doceniana jest również przez feministki. Jej sztuka jest bowiem często utożsamiana z protestem przeciwko uprzedmiotowieniu kobiety.

Wystawa obrazów Fridy Kahlo w Polsce

Do najbardziej znanych prac Fridy Kahlo należą obrazy „Dwie Fridy”, „Strzaskana Kolumna”, czy „Autoportret z cierniowym naszyjnikiem i kolibrem”.

Wystawa „Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst” zostanie otwarta w czwartek w poznańskim CK Zamek. Będzie tam można podziwiać 40 prac Fridy i Diego. Oprócz tego, będzie można również zobaczyć prace Berenice Kolko, fotografki polskiego pochodzenia, która przyjaźniła się z Fridą w ostatnich latach jej życia.

12 września w Warszawie w Bibliotece na Koszykowej odbył się wernisaż „Frida i Diego. Niech żyje życie!”. Zbiór fotografii można oglądać do 15 października 2017 roku. Wystawa jest dostępna w godzinach pracy biblioteki, wstęp jest darmowy.

Historia życia artystki została przedstawiona w filmie „Frida”, w którym tytułową role zagrała aktorka meksykańskiego pochodzenia – Salma Hayek. Ona również doprowadziła do powstania tego filmu.

Zobacz także:

8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Wyborczakoszykowa.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Krioprezerwacja pomoże kobietom odkładającym macierzyństwo na później?

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Czy krioprezerwacja może pomóc kobietom odkładających macierzyństwo? Skoro średni wiek urodzenia pierwszego dziecka w Polsce wzrósł do 27 lat a 30 latki mają już objawy menopauzy, to kiedy powinny myśleć o zamrożeniu komórki jajowej?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do tej pory o krioprezerwacji mówiło się najczęściej w kontekście zabezpieczenia płodności u pacjentek z chorobami onkologicznymi. Teraz coraz częściej o mrożeniu jajeczek mówi się również w kontekście pomocy dla kobiet odkładających macierzyństwo na później...

Krioprezerwacja sposobem na późne macierzyństwo?

Kobiety coraz częściej decydują się na dziecko po 30. roku życia. Powodowane chęcią zdobycia wykształcenia, rozwoju kariery i stabilizacji ekonomicznej odkładają decyzję o posiadaniu dziecka i powiększeniu rodziny.

Jak wynika z danych GUS* w 2016 roku prawie połowa noworodków urodzona była przez kobiety w wieku 30-39 lat.

– Wzrósł także średni wiek w momencie urodzenia pierwszego dziecka do 27 lat z niespełna 24 lat w 2000 r.

Zjawiskiem towarzyszącym tym zmianom, które obserwujemy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, jest mrożenie komórek jajowych z powodów niemedycznych.
– Kobiety coraz częściej świadomie zabezpieczają w ten sposób swoją płodność – mówi dr n.med. Anna Bednarska-Czerwińska, z Gyncentrum. – Najskuteczniejszą obecnie metodą mrożenia gamet jest witryfikacja, gwarantująca ich przeżywalność na poziomie 95%.

Krioprezerwacja komórek jajowych jest również wybawieniem dla pacjentek, u których zdiagnozowano chorobę nowotworową, a które mimo to nie chcą przekreślać swojej szansy na macierzyństwo.

Konsekwencjami poważnej choroby, wymagającej leczenia onkologicznego, mogą być problemy z poczęciem dziecka. Terapia onkologiczna może bowiem wpływać negatywnie na kobiecą płodność.
– Bardzo często dochodzi do uszkodzenia struktury jajników, a w rezultacie do wyniszczenia rezerwy komórek jajowych – mówi dr n.med. Anna Bednarska-Czerwińska, z Gyncentrum. -Dzięki zabezpieczeniu oocytów w ciekłym azocie, pacjentki po zakończonej sukcesem terapii, mogą w przyszłości starać się o dziecko.
Tzw. krioprezerwacja płodności popularna staje się przede wszystkim wśród kobiet cierpiących na ginekologiczne choroby nowotworowe. Wśród nich: rak szyjki macicy, rak jajnika oraz rak trzonu macicy. Wskazaniem medycznym do krioprezerwacji nie są tylko nowotwory. Do chorób i terapii, które  mogą niekorzystnie wpływać na zdolności reprodukcyjne kobiety należą również choroby autoimmunologiczne, zaawansowana endometrioza czy ryzyko wystąpienia chorób genetycznych.

Polecamy: Rak a ciąża – Boskie Matki

Mrożenie komórki jajowej – kiedy jest na to dobry czas dla kobiety?

Skoro 26-30 latki mają już objawy menopauzy, to kiedy powinny myśleć o zamrożeniu komórki jajowej? Zapytaliśmy embriologa…

Menopauza to ostatnia miesiączka w życiu kobiety. Coraz częściej dotyczy również kobiet w młodym wieku. 

– Rośnie więc potrzeba wczesnej diagnostyki płodności i krioprezerwacji komórek jajowych – uważa dr n.med. Anna Bednarska-Czerwińska, z Gyncentrum. – Z medycznego punktu widzenia przedwczesna menopauza wiąże się z wczesną niewydolnością jajników. Jeśli u pacjentki wystąpił jeden z następujących czynników: będzie poddana chemio – albo radioterapii, występuje u niej schorzenie autoimmunologiczne (np. niedoczynność tarczycy,  choroba Gravesa-Basedowa czy toczeń), od ponad roku bezskutecznie stara się o dziecko, albo też jej matka czy siostra doświadczyły przedwczesnej niewydolności jajników, można przypuszczać, że znajduje się w grupie ryzyka.
Zdaniem lekarza każdy z tych przypadków zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia przedwczesnej menopauzy i kobieta powinna zgłosić się do lekarza ginekologa. Wskazaniem są również nieregularne miesiączki lub ich brak, dłuższe (ponad tydzień) lub krótsze niż zwykle, plamienia.

-Pamiętajmy, że jeśli dojdzie do menopauzy, to zazwyczaj nie ma już odwrotu. Niemożliwe jest zatrzymanie tego procesu – dodaje embriolog. – Dlatego kobiety z grupy ryzyka oraz te, które odkładają decyzję o macierzyństwie na później, powinny poddać się badaniu AMH, w którym określa się rezerwę jajnikową, którego wyniki mogą być wskazaniem do zamrożenia komórki jajowej.

*Źródło: Sytuacja demograficzna Polski na tle Europy, Notatka informacyjna z konferencji prasowej Prezesa GUS, Warszawa, dnia 31.01.2017 r.

Konsultacja:  dr n.med. Anna Bednarska-Czerwińska, z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Polecamy:

Rezerwa jajnikowa – po co robić test płodności AMH?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Testy płodności kobiet nie są do końca wiarygodne – twierdzą naukowcy. Zobacz dlaczego?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Testy płodności oceniające zdolność kobiety do zajścia w ciążę, nie spełniają tej obietnicy – twierdzą autorzy badań, o których informuje „Journal of the American Medical Association”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Testy rezerwy jajnikowej zostały opracowane na potrzeby klinik wykonujących zabiegi in vitro. Dzięki pomiarowi poziomu odpowiednich hormonów we krwi (AMH, FSH), miały oceniać ilość dostępnych komórek jajowych, a co za tym idzie – podatność kobiety na terapię. W tej roli się sprawdzają. Jednak zaczęto je reklamować jako metodę przewidywania szans na zajście w ciążę. I to pojawia się pewna nieścisłość!

Dlaczego testy na płodność mogą być nie do końca wiarygodne?

Badania na testach AMH przeprowadził zespół prof. Anne Z. Steiner z University of North Carolina w Chapel Hill, USA. Włączono do nich 750 kobiet w wieku od 30 do 44 lat, u których nie stwierdzono wcześniej niepłodności i które próbowały zajść w ciążę od nie więcej niż trzech miesięcy.

Jak się okazało, niski poziom AMH lub wysoki poziom FSH – hormonów związanych z rezerwą jajnikową – nie miały związku z prawdopodobieństwem zajścia w ciążę w ciągu najbliższego miesiąca, półrocza czy roku.

Eksperci podkreślają, że wiele kobiet z niską rezerwą jajnikową zachodzi w ciążę bez problemu, podczas gdy mające znacznie lepsze wyniki testu mogą potrzebować wiele czasu i wymagać leczenia. Wyniki testu są więc niemiarodajne, jeśli chodzi o samo stwierdzenie niepłodności, mogą natomiast być przydatne przy wyborze odpowiedniej terapii in vitro.

Źródło: PAP, Rynekzdrowia.pl

POLECAMY:
Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test AMH?

5 faktów o testach owulacyjnych

5 nietypowych objawów niepłodności

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.