Przejdź do treści

Surogacja – dlaczego i komu jest potrzebna?

surogacja

Surogacja jest faktem. Może nie cieszyć się wsparciem społecznym, może budzić opory etyczne, może być wreszcie nieakceptowalna, ale wszędzie tam gdzie pojawia się niepłodność, pojawiają się sposoby na jej pokonanie oraz osoby gotowe w tym uczestniczyć. Zainteresowanych jest wielu, każdy z innego powodu. Te powody i nie zawsze uczciwe motywację budzą liczne wątpliwości do zjawiska surogacji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ale jednak on się dzieje i nie wydaje się, żeby cokolwiek miało się zmienić. Pomimo tego, że jest faktem, bardzo niewiele wiemy o tym, kto i dlaczego decyduje się urodzić dziecko dla kogoś innego. Nie ma teorii psychologicznych, które pomogłoby zrozumieć to zjawisko, można się jedynie domyślać i stawiać hipotezy.

„By pomóc”

Widząc, jak jej przyjaciółka traci kolejne ciąże, Tina zażartowała, że jej niemiecka macica może być pomocna w sprowadzaniu na świat dzieci przyjaciółki[1]. Ostatecznie przyjaciółka została matką biologiczną, jednak pomysł, żeby urodzić dzieci dla kogoś innego zagościł w umyśle Tiny i rzeczywiście  stała się dwukrotnie matką-surogatką.

Tina nie musiała tego robić, nie była w trudnej sytuacji finansowej, nie mieszkała w kraju, który słynie z eksploatowania kobiet, „ciąża na zamówienie” nie była dla niej jedyną szansą na wydobycie się z finansowej zapaści. W przypadku tych kobiet każda teoria psychologicznie będzie dodatkowo obciążona realnością. Ich motywacje w oczywisty sposób będą również bezpośrednio zależne od życiowych okoliczności i zobowiązań.

Proces stawania się surogatką, jak to miało miejsce w przypadku Tiny, pokazuje unikalną perspektywę. Kobiety decydujące się na surogację zwykle podkreślają, że robią po to, żeby pomóc. Często wcześniej znały osobę, która nie mogła zajść lub utrzymać ciąży, widziały ich rozpacz i wysiłek.

Podkreślają też, że pieniądze, które nieuchronnie pojawiają się w procesie surogacji, są bonusem, a nie zasadniczą motywacją. Zresztą temat finansów wydaje się być szczególnie kontrowersyjny. Z jednej strony ciąża zawsze wiąże się z jakimiś wydatkami, które ponoszą rodzice. Z drugiej jednak strony nikt nie jest w stanie wyliczyć, ile kosztuje dziecko. Czy fakt zostania rodzicem mierzyć kosztami leczenia niepłodności? Czy kobiecie, która urodziła i oddała dziecko należy się jakieś dodatkowe podziękowanie wyrażone w pieniądzach? Czy jeśli kobieta przyjmie pieniądze, to dziecko sprzedała? Czy może uznała, że wykonała pewną pracę, sama bardzo wiele zainwestowała i zaryzykowała? I wreszcie – na ile wymiana pieniężna chroni i kogo?

Emocjonalny bagaż

Nieliczne badania, do których mamy dostęp, pokazują, że nawet najlepsze chęci i intencje nie zapobiegają negatywnym skutkom emocjonalnym zarówno wśród matek, które urodziły dzieci dla kogoś, jak i dla dzieci. Surogacja powinna być rozumiana jako doświadczenie silnie obciążające emocjonalnie dla kobiety i mogące skutkować licznymi negatywnymi konsekwencjami[2]. Dlatego też każda kobieta decydująca się na „wynajęcie” swojej macicy powinna otrzymać pomoc psychologiczną. Zaleca się również, żeby przed podjęciem ostatecznej decyzji odbyła konsultacje psychologiczne.

Inna ważna dla wychowujących dziecko rodziców kwestia, a więc brak więzi między dzieckiem a kobietą, która je urodziła budzi wiele wątpliwości. Więź między matką a dzieckiem, rozpoczynająca się jeszcze na etapie ciąży, jest uwarunkowana biologicznie oraz psychologicznie i jest podstawą prawidłowego rozwoju dziecka. Trudno sobie wyobrazić skutki, jakie może mieć przerwanie tej więzi tak dla matki, jak i dziecka. Istnieją doniesienia sugerujące, że surogacja nie jest nieobciążonym konsekwencjami układem, nawet jeżeli przebiega w atmosferze uczciwości i zrozumienia.

Surogację łatwo jednoznacznie ocenić, łatwo stanąć na gruncie moralności i wydać jedynie słuszny wyrok, łatwo wreszcie dać „dobrą” radę i zamknąć do niej drogę. A przecież jedyna alternatywa dla biologicznego rodzicielstwa – adopcja – nie zawsze jest możliwa. W Polsce rzeczywiście wiele dzieci czeka na rodziców, ale procedury są długie i skomplikowane. Czekają więc i rodzice, i dzieci. W wielu krajach natomiast adopcja jest sprywatyzowana i wiąże się z gigantycznymi kosztami.

Jeśli więc wszyscy zaangażowani mają świadomość, że surogacja jest czymś więcej niż umową prawną,  że trzeba zadbać o bezpieczeństwo i dobrostan psychiczny każdej z osób bezpośrednio zaangażowanych w ten proces i że surogacja nie kończy się momencie przekazania dziecka, jest realna szansa, że wszystko zakończy się bez uszczerbku dla zaangażowanych. A dziecko, które się pojawi nie będzie produktem, nie jest na sprzedaż i ze pojawiło się na świecie, ponieważ było chciane i kochane

[1] https://www.usatoday.com/story/news/nation-now/2017/04/22/making-match-how-women-become-surrogates/99442752/

[2] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4126251/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

5 sposobów, którymi niepłodność niszczy twoje małżeństwo – gdzie się podziała MIŁOŚĆ?

jak uratować małżeństwo

„Dzieci zmieniają wszystko” – to jedno z częściej wypowiadanych przez rodziców zdań. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Niesamowite jest jednak to, że owe „wszystko” zmienia się nawet jeszcze zanim dzieci pojawią się na świecie. Co więcej, zanim w ogóle uda się zajść w ciążę.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oto jeden z przykładów doświadczeń, z których warto wyciągnąć dla siebie wnioski. Matt Appling i jego żona Cheri przez kilka lat starali się o dzieci. Słowa mężczyzny pokazują, jak trudny był to czas. Jeśli właśnie jesteś na etapie zmagań i boisz się nie tylko o to, czy uda wam się zostać rodzicami, ale także o kondycję waszego związku i miłości, warto byś przeczytała jego wskazówki.

Przez pięć lat, moja żona Cheri i ja, staraliśmy się zostać rodzicami. Cieszyliśmy się zdrowym, romantycznym, radosnym małżeństwem. Jednak pięć lat leczenia niepłodności czegoś nas nauczyło: dzieci nie muszą się nawet urodzić, by przejąć cały związek.

Presja kulturowa sprawiająca, że mamy i tatusiowie ignorują swój związek, oddziałuje już tak samo mocno na tych z nas, którzy tylko „starają” się mieć dzieci. Presja ta ciążyła na nas przez lata niepłodności. Przy okazji stworzyła 5 nawyków, które gdyby były przez nas nieuświadomione, zniszczyłyby nasze małżeństwo.

Matt Appling „Crosswalk”

1. Nie robić nic, by siebie chronić

Wspólny front to podstawa we wzajemnym wspieraniu się w związku. Tak też jest z niepłodnością, która „jest jak nieproszony gość”. Gdy zostaje się rodzicami, niemal wszystkie komentarze są pozytywne. Gdy jednak to niepłodność staje się waszym udziałem, musicie przygotować się na wiele trudnych i nieraz nieprzyjemnych pytań oraz opinii, co podkreśla Appling.

Dość szybko nauczyliśmy się, że poradzenie sobie z niepłodnością i utrzymanie naszego małżeństwa w jednym kawałku, wiąże się ze zbudowaniem pewnej strategii. Jak będziemy odpowiadać na krępujące pytania padające z ust przyszłych dziadków? Jak będziemy odpierać niewrażliwe komentarze nieznajomych? Dzięki ochronie siebie, zauważaniu raniących opinii i temu, w jaki sposób możemy sobie wzajemnie pomóc, możemy wciąż pozostać po tej samej stronie.

2. Pozwolić wedrzeć się desperacji

Świadomość, że istnieje wiele rozwiązań i wiele “szczęśliwych” zakończeń, pozwoli wam poczuć większą swobodę. Nie zamknie was w klatce „jednego, słusznego rozwiązania”, do którego będziecie szli niemalże z klapkami na oczach. Życie składa się także z codzienności. Jeśli zaś umyka ona pod sztandarem celu, którego nie wszystkie składowe da się przewidzieć i skontrolować, nic dziwnego, że pojawia się frustracja. Co dzieje się z twoją codziennością? Jak ona wygląda? Czy potrafisz się mimo wszystko nią cieszyć?

Do zniszczenia szczęśliwego małżeństwa nie ma nic lepszego niż desperacja. Jeśli chcesz narazić swój związek na poważne niebezpieczeństwo, postaw wszystkie swoje nadzieje, wszelkie wysiłki, cały swój czas i uwagę na osiągnięcie celu, który jest poza twoją kontrolą.

3. Nie myśleć o niczym innym

Kiedy to dzieci i starania o bycie rodzicami zaprzątają wszelkie wasze myśli oraz rozmowy, pora przyjrzeć się temu, co się  między wami dzieje. „Warto pamiętać o tym, że oprócz leczenia, są też inne sprawy w życiu: wakacje, odpoczynek, praca, zainteresowania i ludzie” – pisała w naszym portalu psychoterapeutka Katarzyna Mirecka >>KLIK<<. Oderwanie się od problemów daje przestrzeń na znalezienie dodatkowych sił i nowych rozwiązań. Warto złapać czasami głęboki oddech – także ten emocjonalny. Przecież bez oddychania nie da się żyć, prawda?

Innymi słowy, przestaliśmy się bawić. Pewnie, niepłodność może być niechcianym gościem. Nikt jednak nie powinien czuć się winny korzystania z możliwości, na które pozwala brak dzieci. Skorzystajcie i wyjedźcie w podróż, którą planowaliście. Chodźcie na randki. Bawcie się. Jeśli jest coś, czego dzieci nie potrzebują, to są to rodzice, którzy już lata temu zapomnieli, jak to jest się dobrze ze sobą bawić.

4. Przestać być romantycznym

Gdy w drzwiach staje niepłodność, romantyzm zostaje za nie wyrzucony. Co więcej, nieraz wyrzucony jest z hukiem! Seks staje się mechanicznym obowiązkiem, który trzeba odbębnić o określonej godzinie, określonego dnia. Dodatkowo może wzbudzać poczucie winy, bo skoro nie prowadzi do upragnionego celu to znaczy, że jest beznadziejny! Zadbanie o romantyzm to przede wszystkim zadbanie o swoje zdrowie psychiczne i waszą relację. Bliskość jest niezwykle ważna, szczególnie w trudnych chwilach.

Jeśli zaś potrzebujecie dowodów naukowych na to, że przyjemność płynąca z seksu jest ważna, sprawdźcie doniesienia ekspertów: Najnowsze badania wskazują, że osiągnięcie przez kobietę orgazmu zwiększa szanse na zajście w ciążę nawet o 15 proc.” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<. Ciało i psychika stanowią całość, dobrze jest dbać o obie sfery równocześnie.

5. Zamknąć się na komunikację

Dodając to wszystko do siebie – desperację, brak romantyczności i stres leczenia – łatwo jest parze zamknąć się na siebie. Może mąż wycofa się do takiej sfery swojego życia, w której czuje większą kontrolę. Może żona nie odczuwa, że może być w pełni szczera. (…)

Żona nie może przejść przez niepłodność ze zrezygnowanym mężem mówiącym: „Jak uważasz”. Mąż nie może przejść przez niepłodność z zamkniętą emocjonalnie żoną.

Żaden z tych nawyków nie musi przejąć kontroli nad twoim małżeństwem. W rzeczywistości, niepłodność może je zbudować, jeśli na to pozwolimy. Nam udało się przejść przez niepłodność, a nasze małżeństwo okazało się na końcu silne i szczęśliwe.

A co pojawia się w twoim związku? Jak wy radzicie sobie z niepłodnością? Szukacie wsparcia w sobie wzajemnie? Czy je tam znajdujecie? Warto zadać sobie czasami trudne pytania. Nie zawsze znajdą się na nie odpowiedzi, ale samo szukanie może sprawić, że poczujecie czego być może wam brakuje. Jakie są wasze potrzeby, do czego tak naprawdę dążycie i jakimi ścieżkami chcecie się wspólnie realizować.

Źródło: „Crosswalk”

 

POLECAMY:
5 zdań, których NIGDY nie powinniśmy mówić ludziom przechodzącym przez in vitro
Po diagnozie, czyli najtrudniejsze decyzje i jak do nich dojść 
Najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Niepłodni często słyszą – nawet w gabinetach lekarskich, że wiele zależy od ich nastawienia, więc trzeba myśleć pozytywnie. Ale czy na pewno? Psycholog pokaże, że trudne emocje też mogą być pomocne w procesie leczenia niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O niepłodności i jej leczeniu zwykło się myśleć jako o doświadczeniu wywołującym liczne, skrajne i często negatywne emocje. To przekonanie stało się też częścią narracji, z którą pacjenci spotykają się w gabinetach lekarskich. Słyszą, że skuteczność leczenia zależna jest w znacznej mierze od ich nastawienia. Nie powinni więc poddawać się złym lub negatywnym emocjom. Trzeba myśleć pozytywnie.

Negatywne emocje w procesie leczenia niepłodności

Problemów z tym przekonaniem jest jednak kilka. Po pierwsze, zarówno niepłodność jak i metody jej leczenia mogą być źródłem traumy, w obliczu której trudno pozostać spokojnym i opanowanym, nie mówiąc o zachowaniu optymistycznej postawy. Druga sprawa to właściwie rozumienie, czym są i jaką w gruncie rzeczy rolę pełnią tak zwane negatywne emocje w procesie radzenia sobie z niepłodnością.

Ci pacjenci, którzy mówią o uczuciach takich jak desperacja czy złość mogą czuć się marginalizowani, a nawet napiętnowani. Dostają mniej lub bardziej wprost wyrażoną opinię, że to nie czas na tego typu stany emocjonalne. Jednak czy słusznie?

Bezradność, lęk, złość… jakie uczucia towarzyszą niepłodnym

Depresja i lęk nie należą do stanów twórczych. Ale też w gruncie rzeczy pacjenci leczący się z powodu niepłodności doświadczają znacznie bardziej złożonych emocji takich jak bezradność, desperacja i złość. A to znacznie zmienia postać rzeczy. Dlatego też, zanim zaczniemy namawiać pacjentów na przyjęcie jedynie słusznej postawy podczas leczenia, warto się przyjrzeć temu, z czym w gruncie rzeczy się zmagamy? Jeśli przyjrzymy się „negatywnym” emocjom pojawiającym się podczas leczenia niepłodności może się okazać, że niosą one ze sobą spory potencjał.

Bycie na krawędzi… napędza, czy blokuje niepłodnych?

Pacjenci będący w trakcie leczenia niepłodności często mówią o poczuciu balansowania na krawędzi. Można by więc spodziewać się, że osoby te zmagają się z rozchwianiem emocjonalnym, zagubieniem i trudnościami w podejmowaniu decyzji. Ale przecież, kiedy myślimy o pacjencie leczącym niepłodność, jego obraz jest zasadniczo inny. Częściej pozostaje on pod wpływem licznych emocji, twórczego pobudzenia niż klinicznej depresji.

Tak zwane toksyczne emocje w gruncie rzeczy odgrywają pozytywną rolę, ponieważ desperacja i gniew motywują do działania, poszukiwania optymalnych rozwiązań, zmuszają do podejmowania decyzji przemyślanych i świadomych.

Desperacja siłą napędową w długich staraniach o dziecko

Rozumienie desperacji jest bardzo szerokie, zaczynając od sytuacji, w której ktoś decyduje się na każde rozwiązanie, byle tylko zakończyć nieprzyjemną dla niego sytuację. Jednak osoby leczące się z powodu niepłodności, choć opisują swoje doświadczenie jako totalne, podporządkowujące sobie niemal wszystkie inne aspekty życia, wywołujące poczucie pustki i bezradności, mówią jednocześnie, że te właśnie uczucia ich motywują. Nie polegają na przypadkowych rozwiązaniach, niesprawdzonych metodach oraz miejscach. Badania pokazują, że pacjenci, którzy sami o sobie definiują jako zmagających się z desperacją, to również pacjenci, których cechuje szczególnie silna motywacja, ambicja i realizm.

Jakie uczucia znane przy niepłodności…gniew… znacie to?

Kolejna nielubiana emocja, nie pasująca w powszechnym przekonaniu zwłaszcza do kobiet to gniew.

A przecież pacjenci zmagający się z niepłodnością mają bardzo wiele powodów do złości i gniewu: utratę kontroli nad własnym ciałem, konieczność dostosowania swojego życia, potrzeb i możliwości do licznych wizyt w klinice, nierzadko niekompetencje lub nawet nieuczciwość „specjalistów” spotykanych po drodze. Mogą się też złościć na los, Boga, członków rodziny czy przypadkowo spotkane kobiety w ciąży. Mogą się wreszcie złościć na rzeczywistość, w której 40-letnia celebrytka bez problemu zdawałoby się zachodzi w ciążę bliźniaczą, a sąsiadką, która nie chce mieć dzieci ani nie ma ku temu warunków rodzi kolejne.

Złoszczą się na realność i własne fantazje. I nic w tym dziwnego ani nienaturalnego. Złość może być bardzo pomocna w testowaniu rzeczywistości, w konfrontowaniu tego, co słuszne i konstruktywne, w odsiewaniu faktów od pragnień bez poparcia. Bez złości, bez rozczarowania pacjentka, która przeszła w danej klinice trzy nieudane próby in vitro pewnie by w niej została. Bez wściekłości i poczucia rozczarowania być może nie zaczęłaby szukać innych miejsc, metod, specjalistów. Być może nie odważyłaby się opowiedzieć o swoim doświadczeniu i tkwiłaby w samotności. Gdyby nie złość i rozczarowanie łatwiej byłoby zatrzymać się na etapie niewiedzy i ślepego zaufania.

Złość może więc być twórcza i rozwojowa

Jak zauważają badacze złość, poczucie bezradności i winy współwystępują z nadzieją, wdzięcznością i optymizmem. Dlatego też warto pamiętać, jak ważną rolę odgrywają emocje w naszym życiu. Wszystkie emocje, również te tradycyjnie (i niesłusznie, warto dodać) nazywane negatywnymi.

Oczywiście, gdyby zanurzyć się jedynie w poczuciu rozpaczy czy depresji, zapewne będzie to oznaczać koniec leczenia niepłodności.

Ale pacjenci dotknięci tym schorzeniem są dość specyficzną  grupą społeczną – choć nie cierpią na chorobę zagrażającą życiu, cechuje ich niezwykła aktywność w poszukiwaniu metod leczenia, często są bardzo dobrze wykształceni, zarabiają powyżej „średniej”, żeby móc opłacić bardzo kosztowne i nierefundowane leczenie, są też niestrudzeni w podnoszeniu się z porażek.

Tak więc warto dać sobie prawo do przeżywania różnych emocji i stanów.

POLECAMY:

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

Puści, uszkodzeni, popsuci… tak czują się niepłodni?

Tu dostępny najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

jak sobie radzić z niepłodnością

Często walka z niepłodnością zdaje się być równocześnie walką z otaczającym światem – z systemem, z ludźmi, z ich komentarzami. Te ostatnie nieraz potrafią być niezwykle bolesne, a zamiast tak bardzo potrzebnego wsparcia, po raz kolejny zderzają nas ze ścianą. Jednym z przykładów jest standardowe już: „Jesteście bardzo młodzi, macie jeszcze czas”  – znasz to?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letnia Mary Horsley w swoim emocjonalnym felietonie pisze do osób, które właśnie wiek wykorzystują jako argument mający… no właśnie – mający zbagatelizować problem niepłodności? A może umniejszyć jej cierpienie? „Dla ciebie bycie młodym oznacza dużo czasu, by móc próbować. Jak myślisz, co zatem robiliśmy przez ostatnie cztery lata? Nie wykonywałam tych wszystkich badań USG dlatego, że jestem młoda lub dlatego, że je lubię” – komentuje w odważnych i bezpośrednich słowach kobieta. I trudno dziwić się jej odczuciom, bowiem jak sama zaznaczyła: Pary takie jak nasza nie zmagają się z problemem wieku – my zmagamy się z problemem medycznym, który ma słabe rokowania od lekarzy. Zanim więc stwierdzisz ‘Och, jesteście wciąż młodzi’, pomyśl proszę o czteroletnich zmaganiach, które ta „młoda” osoba już zniosła. Pomyśl proszę o latach, które przed tą „młodą” osobą wciąż jeszcze są – podsumowała niespełna 30-letnia kobieta w swoim artykule dla „The Mighty”. Dała tym samym wyraz ogromnej frustracji, z którą na co dzień borykają się miliony niepłodnych par na całym świecie.

Głową w mur słów

Niewątpliwie ma to ogromny wpływ na kondycję psychiczną zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Warto bowiem wciąż podkreślać, że niepłodność to problem dotyczący pary. Owszem, każdego z partnerów z osobna, ale dotyka on także ich związku. Często w trudnych sytuacjach, w których muszą zderzyć się z mało wrażliwymi komentarzami, są oni obecni razem. Szczególnie gdy są to młodzi ludzie, mogą słyszeć słowa podobne do tych, które spotyka na swojej drodze Mary. „Macie jeszcze czas. Nie ma się czym przejmować”. Jakie emocje może to wywołać?

Niepłodność nie ma swojego PESELU. Para, która pragnie dziecka i stara się o nie dłuższy czas, ma prawo czuć się sfrustrowana, zła, smutna i niespokojna o przyszłość. Dzieje się to niezależnie od wieku, w jakim są partnerzy. Otoczenie często nie ma wystarczających danych o sytuacji pary. Nie wie, że pomimo młodego wieku kobieta ma np. niską rezerwę jajnikową, a więc jej nastrój i obawy o to, czy uda jej się zajść w ciążę, mają uzasadnienie. Dlatego tego typu pocieszenia nie przynoszą poprawy samopoczucia. Często wywołują za to właśnie złość oraz poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Przecież nikt z nas nie może obiecać niepłodnej parze, że ponieważ są młodzi, z pewnością zajdą w ciążę i urodzą zdrowe dziecko. Niepłodni wiedzą o tym i tym bardziej czują się w takich sytuacjach raczej tanio pocieszani, niż prawdziwie rozumiani i akceptowani ze swoimi uczuciami i cierpieniem” – mówi w rozmowie z nami psycholog Dorota Gawlikowska, która w klinice leczenia niepłodności InviMed na co dzień wspiera osoby zmagające się z podobnymi problemami.

Kto, z kim, do kogo, o czym…

Warto w takiej sytuacji wziąć jednak pod uwagę fakt, że za padającymi słowami może stać bardzo różna motywacja. Z jednej strony może być to wyraz wsparcia i pocieszenia. Z drugiej, może być to przejaw bagatelizowania i niezrozumienia problemu. Czy owa motywacja ma jakieś znaczenie? „Oczywiście motywacja i rodzaj relacji łączącej nas z osobami, które starają się nas w ten sposób wspierać, ma duże znaczenie” – mówi psycholog.

Jeśli para czuje, że osoba, która mówi o młodym wieku jest oddana, obecna w ich życiu i stara się ich zrozumieć, zapewne przyjmie jej słowa bardziej jako wyraz wsparcia, niż chociażby właśnie bagatelizowania problemu. Jeśli jednak jest to ktoś, kto wyraźnie unika kontaktu, nie stara się wniknąć i zaangażować w ich sytuację, mogą poczuć się zlekceważeni i niezrozumiani. Bliskim, empatycznym i emocjonalnie wspierającym nas ludziom wybaczamy więcej i chętniej wierzymy w ich dobre intencje, bo wiemy, że chcą i starają się nam pomóc. Mamy też w pamięci to, ile już dla nas zrobili” – słyszymy.

Nie sposób się z tym nie zgodzić, bowiem często nie tylko sama para jest zaangażowana w zmagania z niepłodnością. Zdarza się, że wpływa to na relację także z dalszą częścią rodziny, czy znajomymi. Bardzo ważne jest wtedy ich wsparcie. Nawet jeśli nie zawsze jest trafione, może dać poczucie jakże potrzebnej wtedy bliskości. Nikt bowiem nie powinien być w tak trudnym momencie sam.

Co robić?

Jeśli jednak zastanowimy się nad emocjami, które pojawiają się w związku z trudnymi opiniami, może warto byłoby się na nie przygotować? Ważne jest by odważnie dbać o swoją przestrzeń. Jak najbardziej mamy prawo do ochrony siebie! „Najważniejsze w radzeniu sobie z raniącymi komentarzami jest nasze przekonanie, że potrafimy się bronić i stawiać granice tam, gdzie ludzie je przekraczają. Niezależnie nawet od tego, jakie mają intencje” – podkreśla ekspertka.

Sposób, w jaki będziemy je stawiać jest już mniej ważny i zależy w dużej mierze od tego, z czym czujemy się dobrze w relacjach z innymi, a co uznajemy za niedopuszczalne. Zależy także od naszych dotychczasowych doświadczeń. Tam, gdzie wcześniej mieliśmy poczucie, że nie chroniliśmy się dostatecznie, czasem mamy później chęć wyraźniejszego zaznaczenia swoich granic. Inaczej robimy to także wobec osób bliskich, rodziny i przyjaciół, inaczej wobec dalszych znajomych czy wścibskich sąsiadów, a jeszcze inaczej wobec osób, od których jesteśmy zależni, na przykład przełożonych w pracy. Są jednak trzy formy reagowania na przykre komentarze i raniące pytania. Warto zastanowić się, który z nich najbardziej nam odpowiada w konkretnej relacji:

– Zakończenie kontaktu, czyli oddalenie się lub skończenie rozmowy.

– Zmiana tematu, czyli przekierowanie uwagi pytającego na inny, interesujący go obszar.

– Jasne zaznaczenie, że dana uwaga jest przez nas odbierana jako naruszające nasze granice, prywatność, intymność i nie chcemy na ten temat rozmawiać.

Wybór reakcji może z początku wydawać się trudny, dlatego warto skonsultować się z psychologiem. Pomoże nam on podjąć decyzję, która z opcji będzie dla nas najodpowiedniejsza w danej sytuacji” – podsumowuje psycholog Dorota Gawlikowska. A czy ty bronisz swoich granic? Czy nie dajesz się dodatkowo obciążyć raniącymi cię komentarzami? A może to właśnie tobie zdarza się powiedzieć o dwa słowa za dużo? Dobrze jest poddać refleksji słowa, które nas otaczają, bowiem słowa to często emocje. W czasie przedłużających się starań ich kaliber jest i tak wystarczająco duży, po co dodatkowo dokładać sobie kolejny balast?

 

Zobacz też:

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Tęczowi ojcowie: „Bycie rodzicem po stracie to obciążenie, zwłaszcza jeśli temat został zduszony i ukryty”

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

uzależnienie a ciąża

Alkohol, narkotyki, leki, papierosy – uzależnienie niejedno ma imię. Każde jest jednak trudne i każde może nieść ze sobą cierpienie. Cierpienie zarówno osoby uzależnionej, jak i jej bliskich. Jak w tym wszystkim odnaleźć  pragnienie zostania rodzicem? Jak walczyć nie tylko z nałogiem, ale i z idącymi za nim skutkami? „Pracując w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tematami związanymi z płodnością. Niestety niejednokrotnie zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona” – mówi w rozmowie z nami dr Sandra Błędek-Andrzejak, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym tak naprawdę jest uzależnienie?

dr Sandra Błędek-Andrzejak: Od ponad 100 lat trwają próby zdefiniowania tego problemu i jakie są mechanizmy jego powstawania. Jedna ze współczesnych koncepcji określa uzależnienie jako „kompleks zjawisk fizjologicznych, behawioralnych i poznawczych, wśród których przyjmowanie substancji lub grupy substancji dominuje nad innymi zachowaniami, które miały uprzednio dla pacjenta większą wartość” *.

Z kolei inna definicja głosi, że: „uzależnienie jest przymusem używania substancji zbędnej z medycznego punktu widzenia, która prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia lub upośledzenia funkcjonowania społecznego” **.

Należy zaznaczyć jednak, iż powyższe definicje dotyczą uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Zaliczamy do nich alkohol, narkotyki, leki i nikotynę. Istotny jest też fakt, iż współcześnie problem uzależnienia traktuje się szeroko, a jego mechanizmy rozpatruje się zarówno w kontekście fizycznym, psychicznym, jak i społecznym.

Jaki specjalista może zatem postawić taką właśnie diagnozę?

W Polsce stawia ją lekarz, zazwyczaj jest to lekarz psychiatra. Oczywiście również terapeuci uzależnień i psycholodzy mogą podejrzewać tego typu problem, a oceniają go na bazie kryteriów diagnostycznych. Należą do nich m.in. kryterium czasowe, kryterium tolerancji dawki, występowanie zespołów abstynencyjnych, czy też utrata kontroli nad przyjmowaniem substancji.

Z jednej strony pojawia się więc kwestia psychiki, a z drugiej biologii. Który komponent ma większe znaczenie?

W rozwoju uzależnienia rolę odgrywa zarówno komponent psychiczny, jaki biologiczny. To, który z nich jest silniejszy, zależy od indywidualnych predyspozycji, rodzaju substancji psychoaktywnej, a także czasu jej używania. Ciężko jest więc jednoznacznie stwierdzić, której składowej jest więcej u danego pacjenta.

Wiemy przykładowo, że do substancji silnie uzależniających – zarówno psychicznie jak i fizycznie – które wystarczy przyjąć zaledwie kilka razy by rozwinęły się mechanizmy uzależnienia, należą opiaty  (m.in. morfina, heroina, kodeina). Z drugiej strony, niektóre z substancji, m.in.. alkohol, pacjenci traktują jako formę „samoleczenia”. Dwie lampki wina codziennie wieczorem, by zmniejszyć napięcie po ciężkim dniu pracy, bądź poprawić sobie humor. Wówczas, jak łatwo sobie wyobrazić, szybko pojawia się psychiczny element uzależnienia – alkohol traktujemy jak „lek na niepowodzenia”, „odskocznię od stresu”, „coś bez czego trudno nam sobie wyobrazić relaks”, a komponent fizyczny podstępnie dołącza się po jakimś czasie.

A czy temat płodności jest w ogóle poruszany w gabinecie lekarza psychiatry pracującymi z osobami uzależnionymi?

Rzeczywiście w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tego typu tematami. Moi pacjenci to bardzo często stojący dopiero u progu dorosłości młodzi ludzie. Niektórzy planują założyć rodziny i wówczas często poruszana jest właśnie kwestia posiadania dzieci. Niestety niejednokrotnie  zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona. Powodem odroczenia mogą być szeroko rozumiane przyczyny społeczne wynikające bezpośrednio z uzależnienia: brak pieniędzy związany często z zadłużeniem, konflikty z prawem i grożąca kara pozbawienia wolności. Są to także zniszczone więzi rodzinne i brak wsparcia najbliższych, czy przerwana edukacja i trudności w znalezieniu stałej pracy. Zdarza się, że jest to również problem bezdomności.

Mówimy zatem na razie o warstwie społecznej problemu, a jak wygląda to od strony zdrowia somatycznego? Jak wskazują badania, palenie marihuany może powodować u kobiet przedwczesny poród. U mężczyzn regularny kontakt z tą właśnie substancją wpływa na obniżenie nie tylko ilości plemników, ale też na ich morfologię.

Owszem, zdarza się również, że powodem odroczenia decyzji o rodzicielstwie są skutki somatyczne uzależnienia. Nie sposób jest wymienić wszystkich negatywnych działań substancji psychoaktywnych na zdrowie fizyczne pacjentów.

W  skrajnych przypadkach (które wcale nie są jednak rzadkie) mamy do czynienia z wyniszczeniem organizmu, niedożywieniem, marskością wątroby, przewlekłym zapaleniem trzustki i wieloma innymi zaburzeniami. Często prowadzi to do rozregulowania się pracy układu wydzielania dokrewnego, a to z kolei znacząco obniża płodność.

Często również spotykam się z chorobami zakaźnymi u pacjentów – zakażeniami wirusami HCV, HIV, HBV, a także chorobami wenerycznymi (kiła, rzeżączka). Zakażenia wirusowe, wbrew obiegowej opinii, nie są tylko problemem osób uzależnionych przyjmujących narkotyki dożylnie. Często zdarza się bowiem, że przyjmowanie substancji sprzyja ryzykownym zachowaniom seksualnym, które również prowadzą do zakażenia. Nieleczone choroby weneryczne mogą bezpośrednio prowadzić do bezpłodności, a  choroby wirusowe jak HIV, HCV grożą ryzykiem przeniesienia wirusa na niezakażonego partnera.

A co z paleniem? Dane wskazują, że nawet bierne palenie może wpływać u kobiet na wcześniejszą menopauzę, za czym stoi spadek poziomu estrogenów. Zaś w czasie ciąży, może nawet uszkadzać wątrobę płodu.

Wpływ palenia papierosów na płodność człowieka (zarówno kobiety, jak i mężczyzny) jest zdecydowanie tematem wartym poruszenia. Jest to niezwykle powszechny problem. Prowadzi on do zaburzenia funkcjonowania układu dokrewnego i w związku z tym do zaburzeń hormonalnych utrudniających zajście w ciążę. U palących mężczyzn pogarsza się znacząco jakość nasienia.

Często omawianą substancją szkodzącą płodności jest także alkohol.

W tym wypadku warto zwrócić uwagę nie tylko na samą płodność, ale i późniejsze konsekwencje. Dzieci, których matki używały alkoholu podczas ciąży, mogą cierpieć na alkoholowy zespół płodowy (FAS). Jest to zespół zaburzeń fizycznych i umysłowych, na które składają się m.in. specyficzne anomalie w budowie twarzy dziecka, spowolniony rozwój fizyczny i umysłowy dziecka. FAS jest nieuleczalny i rzutuje na całe przyszłe życie dziecka.

Należy pamiętać, że każda substancja psychoaktywna zażyta przez matkę trafia też do organizmu płodu. Dziecko jest więc „uzależnione mimo woli”. U dzieci matek uzależnionych mogą więc występować bezpośrednio po porodzie zespoły abstynencyjne. Niejednokrotnie przebiegają one w sposób dramatyczny, często są stanem zagrożenia życia noworodka i wymagające specjalistycznego leczenia.

Odchodząc nieco w stronę „psyche” – uzależnienia często wiążą się też z innymi konsekwencjami psychicznymi. Obniżony nastrój, czy lęk nie wpływają korzystnie na płodność. Jakie są jeszcze koszty, które pojawiają się w związku z uzależnieniami?

Niewątpliwie nie można zapomnieć, że używanie substancji psychoaktywnych zwiększa ryzyko występowania psychoz, depresji, czy też zaburzeń lękowych. Bardzo często wymagają one długotrwałego leczenia farmakologicznego. Przy próbie odstawienia leków często dochodzi zaś do nawrotu objawów, niejednokrotnie gwałtownego i wymagającego hospitalizacji. Leki psychiatryczne często prowadzą do obniżenia libido, anorgazmii u mężczyzn, mogą także prowadzić do przejściowego obniżenia jakości nasienia. Nie wszystkie leki psychiatryczne można też bezpiecznie stosować w okresie ciąży. Idąc tym tropem, nieraz decyzja o macierzyństwie jest przez kobiety odkładana do zakończenia leczenia.

Automatycznie nasuwa się więc pytanie dotyczące terapii właśnie. Czy każde uzależnienie leczy się w takim sam sposób? Czy raczej jest to opieka lekarska, czy może psychoterapia?

Niejednokrotnie zdarza się, że terapię uzależnienia od środków psychoaktywnych poprzedza detoksykacja, np. w warunkach szpitalnych. Później leczenie farmakologiczne zwykle jest tylko leczeniem wspomagającym terapię, bądź uzupełniającym w przypadku współwystępowania zaburzeń psychicznych (jak zaburzenia depresyjne, lękowe, psychozy, zaburzenia snu). Podstawą leczenia każdego uzależnienia jest jednak długotrwała psychoterapia – to właśnie głównie na jej bazie pacjenci mogą budować swoje zdrowie. Swoje i być może swoich przyszłych dzieci.

*definicja za ICD-10

**definicja za DSM

 

dr Sandra Błędek-Andrzejak – lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Na co dzień pracuje w Oddziale Psychiatrycznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie, a także w Poradni Leczenia Uzależnień.

Zobacz też:

Palenie w ciąży a reakcje stresowe noworodków

Jak palenie w ciąży wpływa na jakość nasienia u syna?

Alkohol w diecie przyszłych ojców wpływa na płód

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.