Przejdź do treści

Suplementacja diety

Suplementy diety, to przede wszystkim witaminy i minerały, które mają za zadanie uzupełniać naszą dietę we wszystko, czego potrzebuje nasz organizm do prawidłowego funkcjonowania. O tym, dlaczego są ważne i na co wpływają opowiedział dr n. med Krzysztof Kamiński ginekolog – położnik w rozmowie z Karoliną Kryś.

Które witaminy i minerały są najważniejsze dla człowieka?

Wszystkie składniki diety są ważne. Jeżeli człowiek jest zdrowy i prawidłowo się ożywia to nie wymaga bezwzględnie żadnej suplementacji witaminowo-minerałowej. Natomiast rzeczywiście w pewnych sytuacjach takich jak ograniczanie nasłonecznienia, stosowania diet eliminacyjnych np. wegetariańskiej czy wegańskiej, w stanach chorobowych bądź w okresie rekonwalescencji wymagają suplementacji witamino-minerałowej. Stanem szczególnym jest ciąża i okres przygotowania się do ciąży ponieważ zwiększa się wtedy zapotrzebowanie na niektóre czynniki odżywcze. Zatem ta piramida żywieniowa musi być zmieniona dla kobiet w ciąży, bo zwiększa się zapotrzebowanie energetyczne u tych pacjentek oraz zmienia się struktura spożywanych pokarmów. A więc zmienia się zapotrzebowanie na białko, na wielonienasycone kwasy tłuszczowe czy węglowodany.

Czyli rozumiem, że uzupełnianie składników odżywczych tj. kwas foliowy, witamina D, żelazo, jod czy też kwas DHA  jest dla nich niezbędne?

Tak,  w szczególności jest to ważne dla pacjentek, które szykują się do ciąży lub są w ciąży. Bo trudno na przykład nastolatce, która nie współżyje i nie jest aktywna seksualnie zalecać suplementacji powiedzmy kwasem foliowym od 15 roku życia. Bo jeżeli odżywia się prawidłowo to nie potrzebuje tego. Natomiast jeżeli kobieta podejmuje współżycie, nawet młoda, a więc zakłada, że może zajść w ciążę to oczywiście takim kobietom aktywnym seksualnie, które są w okresie rozrodczym – zalecamy codzienną suplementacje właśnie kwasem foliowym.

Dlaczego akurat kwas foliowy i inne minerały?

Już wyjaśniam. Mamy właśnie te pięć elementów, których suplementacja  jest udokumentowana naukowo i dzięki temu wiemy, że stosowanie ich u kobiet w ciąży czy szykujących się do ciąży może istotnie poprawić warunki rozwojowe wewnątrzmaciczne dziecka. Do tych elementów należy właśnie kwas foliowy, który  redukuje ryzyko występowania wad cewy nerwowej, twarzoczaszki i kończyn i zmniejsza ryzyko chorób cywilizacyjnych po urodzeniu dziecka takich jak miażdżyca czy nowotwory. Dlatego zalecamy suplementację diety kwasem foliowym minimum 3 miesiące przed zajściem w ciążę by uzupełnić deficyty diety w foliany. 

Jod – zaleca się zwłaszcza w regionach endemicznych tj. świętokrzyska, sudecka i podkarpacka, powoduje to poprawę potencjału intelektualnego u dzieci, ponieważ w tych regionach notujemy zmniejszoną ilość jodu w wodzie. Dlatego w Polsce od wielu lat dodaje się jod do soli kuchennej. A ponieważ my położnicy ograniczamy ilość spożywanej soli przez kobiety ciężarne, bo tak jak mówimy chlorek sodu obciąża ładunkiem  osmotycznym nerkę. Zresztą Polacy dzisiaj za dużo spożywają soli w codziennej diecie i zalecenie powinno brzmieć „nie dosalaj potraw”. 

W związku z tym mogą istnieć deficyty jodu również na terenach nieendemicznych, dlatego w okresie ciąży, laktacji zalecamy suplementacje jodu.

Żelazo – dlatego, że zwiększa się na nie zapotrzebowanie u kobiet w ciąży, tak by nie występowała niedokrwistość z niedoboru żelaza. Zalecamy suplementację żelazem nie tylko po to aby ustrzec się niedokrwistości niedoborowej, ale także by poprawić odporność immunologiczną, która drastycznie spada w przypadkach zmniejszonych rezerw żelaza w organizmie. 

Zwiększone zapotrzebowanie na żelazo jest spowodowane też tym, ze powiększająca się macica w ciąży wymaga dodatkowej ilości tego pierwiastka do syntezy mioglobiny – białka mięśniówki macicy zawierającego w swojej strukturze hem. Deficyty żelaza mogą  zaburzać kurczliwość mięśnia macicy w czasie porodu bądź połogu. Dlatego tak istotna jest suplementacja żelaza.

Witamina D – od września do kwietnia mamy zmniejszoną ilość nasłonecznienia i powinniśmy stosować prewencyjnie witaminę D z uwagi na to, że ona nie tylko uwapnia kościec u matki i dziecka, ale również jest w pewnym sensie „hormonem tkankowym”, który działa multipotencjalnie wywierając korzystny efekt metaboliczny w wielu narządach tj. wątroba, układ immunologiczny, nerwowo-mięśniowy, pokarmowy. Istnieją przekonujące dane, że suplementacja witaminy D poprawia odporność immunologiczną oraz skutkuje zmniejszeniem częstości występowania takich schorzeń cywilizacyjnych jak nadciśnienie tętnicze czy nowotworzenie u potomstwa w jego życiu dorosłym. 

DHA – czyli kwasy omega 3, wielonienasycone kwasy tłuszczowe. To są te składniki które możemy znaleźć w olejach ryb morskich, których spożycie w Polsce nie jest duże. Dzięki nim zmniejsza się ryzyko porodów przedwczesnych, wydłuża się czas trwania ciąży, zmniejsza się ryzyko zaburzeń potencjałów intelektualnych u dzieci. Mam na myśli zmniejszoną częstość nadpobudliwości ruchowej czyli ADHD. Dzieci są bardziej inteligentne w skali werbalnej i niewerbalnej. Współczynnik inteligencji dzieci, których mamy suplementowały DHA jest zdecydowanie wyższy. Zmniejsza się również zapadalność na choroby alergiczne oraz u tych dzieci notuje się mniej wad wzroku. 

A co z kofeiną? bo jak wiadomo wiele kobiet pije bardzo dużo kawy. 

Ma Pani słuszność, mimo iż kawa ani herbata nie są przeciwwskazane w ciąży. Aczkolwiek staramy się aby ta dawka kofeiny nie wywoływała tachykardii, czyli oczywiście to nie może być pięć czy sześć filiżanek mocnej kawy dziennie, ale jedną, dwie  z mlekiem jak najbardziej można wypić.

Z kolei większe ilości spożywanej kawy mogą być nie tyle przeciwwskazaniem co niepożądane ponieważ wywołują dwa stany. Po pierwsze kofeina zwiększa akcję serca matki, a w ciąży i tak obserwujemy krążenie hiperkinetyczne tzn. pobudzenie układu sercowo naczyniowego. Serce szybciej bije i objętość wyrzucanej krwi przez komory serca jest zdecydowanie większa. W związku z tym dołożenie takich substancji psychoaktywnych jaką jest kofeina w kawie czy teina w herbacie mogą spowodować pojawienie się tachykardii i zaburzeń rytmu serca. Dwa, kofeina i teina w dużych ilościach będą zwiększały filtrację kłębkową nerek, przez co będzie zwiększone wydalanie moczu i tutaj może dojść do wypłukiwania istotnych mikroelementów w ciąży takich jak magnez czy wapń przez co mogą się pojawiać skurcze mięśni.

Co z kobietami, które są w okresie prokreacyjnym, ale nie planują jeszcze ciąży. Czy one również powinny przyjmować suplementy diety?

Tak, mimo wszystko zalecany jest prewencyjnie kwas foliowy. Bo jeżeli kobieta jest aktywna seksualnie i nie zabezpiecza się w sposób pewny, czyli nosi implant, domaciczny system antykoncepcyjny lub przyjmuje na stałe tabletki antykoncepcyjne, to zalecamy jej przez cały okres reprodukcyjny przyjmowanie kwasu foliowego, a jak wiadomo większość ciąż w Polsce to ciąże nieplanowane. W związku z tym nie ma zaleceń, żeby młoda dziewczyna, która się opala, odżywia prawidłowo i nie stosuje diet eliminacyjnych oraz nie jest chora na przewlekłe choroby stosowała suplementy poza kwasem foliowym.

Kobiety, kobiety, a co z mężczyznami, czy oni również powinni dostarczać te wszystkie składniki odżywcze  dla organizmu i czy może to być powodem niepłodności ?

Jak najbardziej. Owszem, suplementacja niektórych witamin w pewnych stanach chorobowych, gdy jakość nasienia jest zła, rzeczywiście może wpływać na poprawę płodności  u mężczyzn. A kwas foliowy też powinien być spożywany przez panów, aczkolwiek nie wpływa to bezpośrednio na jakość plemników, ich żywotność, czy też fazy rozwojowe u dziecka czyli ta prewencja nie przekłada się np. wady rozwojowe potomstwa. Za to na pewno działa zmniejszając ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego czy nowotworzenie.

A u kobiet?

Też nie. Innymi słowy zmniejszenie podaży kwasu foliowego w diecie nie wpływa na płodność u kobiet. Natomiast w stanach zwiększonego zapotrzebowania jakim jest ciąża może powodować ujemne skutki biologiczne dla potomstwa. 

W jakich produktach możemy znaleźć te składniki, i czy są one wystarczająco bogate w minerały tak aby pokryć dobowe zapotrzebowanie?

Rzeczywiście wszystkie występują w diecie. Kwasy DHA to oczywiście ryby morskie oraz niektóre oleje roślinne, wapń – to nabiał, jod – znajdziemy w wodzie pitnej i jodowanej soli kuchennej , witamina D- to słońce oraz jako witamina rozpuszczalna w tłuszczach będzie obecna w takich produktach jak jajka, ryby, tłuszcze roślinne. I jeszcze jedna rzecz, a mianowicie zalecamy stosowanie diety bogato-żelazowej czyli mięsa i podrobów. Kwas foliowy – to zielone części roślin, szpinak sałata. To wszystko można znaleźć w diecie tylko niestety według badań Instytutu Żywności i Żywienia dieta Polek jest niedoborowa. 

Co jeśli ktoś przyjmuje inne leki np na serce, nadciśnienie i inne dolegliwości 

To już są stany chorobowe, wtedy lekarz który leczy przewlekle pacjentów musi modyfikować dietę. Jest to zupełnie inna
działka suplementologii.

dr n. med Krzysztof Kamiński ginekolog – położnik

                                                                       
                                                             

                                                                                                                                                                                                       
                                                                                                                                                   

Karolina Kryś

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Jutro będziemy szczęśliwi” premiera już 19 maja

okładka film

Zabawna i wzruszająca opowieść o miłości, która wszystko stawia na głowie i o szczęściu, które spada jak grom z jasnego nieba.

Gwiazda „Nietykalnych” Omar Sy tym razem zostaje… tatą. Debiutująca na ekranie Gloria Colston sprawi, że jego życie wywróci się do góry nogami.

film 1

Aktor w najnowszym filmie Jutro będziemy szczęśliwi udowadnia, że ojcostwo to równie ważne zadanie jak macierzyństwo.

Szczególnie wtedy, gdy obowiązki rodzica sprawuje się samemu. Jak się okazuje, bycie tatą na pełen etat to zadanie równie ekscytujące jak bycie kaskaderem.

Jutro będziemy szczęśliwi od dziś w wybranych kinach w całej Polsce będzie wyświetlany na specjalnych, biletowanych pokazach przedpremierowych!!!

Premiera natomiast już 19 maja!!!

REŻYSERIA: Hugo Gelin

OBSADA:

  • Omar Sy(„Nietykalni”, „Samba”, „Jurrasic World”,  „Ugotowany”, „Inferno”)
  • Clemence Poesy(„Harry Potter i Czara Ognia”, „127 godzin”, „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”)
  • Gloria Colston– po raz pierwszy na ekranie

GATUNEK: komediodramat

PRODUKCJA: Francja 2016

 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Posłowie chcą zmiany niektórych ustaw w związku z realizacją programu „Za życiem”. Dziś Sprawozdanie Komisji w Sejmie

Sejm

20 grudnia, jak pamiętamy, wszedł w życie program kompleksowego wsparcia dla rodzin – „Za życiem”. Jego założeniem jest wspieranie osób niepełnosprawnych i ich rodzin.

Uruchomienie programu wywołało konieczność wprowadzenia zmian w niektórych ustawach:

  • o systemie oświaty, która zakłada opiekę nad uczennicami w ciąży. Proponowana zmiana ma dotyczyć doposażenia miejsc w bursach i internatach a także doposażenie placówek prowadzących wczesne wspomaganie rozwoju
  • o pomocy społecznej – zmiana ma umożliwić wojewodom zwiększenie do 30 proc. dotacji na jednego uczestnika środowiskowego domu samopomocy ustalanej na uczestników z niepełnosprawnościami sprzężonymi i spektrum autyzmu. Zmiany odnoszą się do mieszkań chronionych, takie wsparcie ma mieć charakter usługowy. Adresatem ma być osoba pełnoletnia. Wprowadza się także podział mieszkań chronionych na dwa typy – treningowe i wspierane (przeznaczone dla osoby niepełnosprawnej).
  • o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, zmiany zakładają: stworzenie preferencyjnych warunków dla zakładania przez opiekunów osób niepełnosprawnych działalności gospodarczej oraz zachęcanie innych bezrobotnych do zakładania działalności polegającej na prowadzeniu żłobków lub klubów dziecięcych z miejscami dla dzieci niepełnosprawnych lub polegającej na świadczeniu usług rehabilitacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych w miejscu zamieszkania; zachęcenie przedsiębiorców do zatrudniania opiekunów osób niepełnosprawnych; wsparcie bezrobotnych opiekunów osób niepełnosprawnych przez umożliwienie im skorzystania z subsydiowanego zatrudnienia czy podjęcia pracy w formie telepracy; wsparcie opiekunów osób niepełnosprawnych, którzy nie mogą uzyskać statusu bezrobotnego, rzez zapewnienie im bezpośredniego dostępu do usług rynku pracy i instrumentów rynku pracy; wsparcie opiekunów osób niepełnosprawnych w realizacji codziennych obowiązków domowych w ramach prac społecznie użytecznych.
  • o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
  • o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.

Projekt wpłynął do Sejmu 14 czerwca, a już dziś, tj. 21 czerwca mieliśmy okazję uczestniczyć w sprawozdaniu Komisji w Sejmie. To dobra wiadomość zarówno dla osób niepełnosprawnych, jak i uczennic w ciąży. Czekamy na wejście zmian w życie.

 

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Czy zmiana diety pomoże mi radzić sobie z PCOS?

PCOS dieta

PCOS (zespół policystycznych jajników) jest zespołem metabolicznym, który według niektórych danych dotyka od 5 do 7,5 proc. wszystkich kobiet i jest jedną z głównych przyczyn niepłodności. Nieregularne miesiączki, niechciane owłosienie, trądzik, otyłość – są to niektóre z symptomów PCOS. Czy odpowiednia dieta może pomóc w walce z tymi właśnie dolegliwościami?

Początkowo nie zauważano w diecie istotnego czynnika łagodzącego PCOS. Biorąc jednak pod uwagę liczne badania, które wskazywały na powiązania tego stanu z opornością na insulinę, zaczęto podkreślać wagę sposobu odżywiania się kobiet cierpiących właśnie na zespół policystycznych jajników.

Insulina pobudza gromadzenie się tkanki tłuszczowej, w związku z tym niektóre kobiety z PCOS walczą z nadwagą. Nawet jeśli nie jest to objaw dotyczący ciebie, wciąż warto postawić na dietę, która pomoże utrzymać poziom insuliny w normie.

Co mówią eksperci?

– Ważne jest umiarkowane, nie nadmierne spożycie węglowodanów. Powinno być to nie więcej niż 50 proc. dziennego spożycia kalorii. Istotny jest przy tym nacisk na węglowodany złożone, które znajdują się między innymi w pełnoziarnistym pieczywie, kaszach, pełnoziarnistych makaronach. Nie są to na pewno przetwory z białej mąki, takie jak biały chleb, ciastka, czy bułki.

– By zminimalizować poziom uwalnianej insuliny należy pamiętać o podawaniu węglowodanów zawsze z produktem białkowym lub tłuszczowym. Może być to chude mięso, takie jak indyk, czy różnego rodzaju ryby. Na przykład łosoś jest dodatkowo znakomitym źródłem kwasów omega-3 i omega-6. Spożycie białka i tłuszczów pomaga obniżyć indeks glikemiczny potraw.

– Warto też postawić na odpowiednią suplementację. Magnez, cynk, czy też naturalne produkty ziołowe, które mogą pomóc w regulacji kobiecych hormonów.

Magnez wspomaga metabolizm i jest jednym z najważniejszych elektrolitów w naszym ciele. Jest niezbędny do wykonywania ponad 300 reakcji ciała i funkcji – sprawdź co jeszcze pisaliśmy o magnezie i walce z PCOS >>KLIK<<

– Ważna jest też odpowiednia ilość wypijanych płynów. Eksperci polecają przynajmniej osiem szklanek bezkofeinowych napojów dziennie, ponieważ dieta niskowęglowodanowa może powodować niższy poziom wody w organizmie.

Co jeszcze warto wiedzieć o diecie i PCOS?

Mleko sojowe pomocne w PCOS – sprawdź, co mówią eksperci

Kieliszek czerwonego wina pomoże w PCOS? Sprawdź, co mówią badania!

Węglowodany a PCOS

 

Źródło: “Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Starali się o dziecko przez 10 lat, dziś są rodzicami… bliźniaków! Joanna: „Nie wolno tracić nadziei”

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

Starania o dziecko to nieraz wieloletnia walka – ze zdrowiem, z systemem leczenia, z samym sobą. Joanna wraz z mężem walczyli 10 lat. Przeszli setki badań, 7 inseminacji, 3 procedury in vitro. Pomimo trudów i chwil zwątpienia zawsze wierzyli w sukces. I słusznie! Dziś są rodzicami bliźniaków – poznaj ich historię, która daje całą masę pozytywnej energii.

Początek starań był 10 lat temu?

Joanna: Tak, początek był przed dekadą. W pierwszym etapie próbowaliśmy z partnerem naturalnie. I to przez dłuższy okres – trzy lata. Utrudnieniem był fakt, że mąż pracuje za granicą i niestety ma go cały czas tutaj. Mówi się, że jeżeli przez rok starań nie ma dziecka, to znaczy, że już coś jest nie tak. U nas, jak widać, trochę przedłużyliśmy ten okres. Trzy lata starań naturalnych, dopiero po tym czasie udałam się do lekarzy. Najpierw do zwykłych ginekologów – od jednego, do drugiego. Rok zajęło mi takie chodzenie i przyznam szczerze, że podejście lekarzy na których trafiłam, chyba nie było za dobre.

Często słyszy się, że lekarze ginekolodzy „pierwszego kontaktu” nie zawsze profesjonalnie zaczynają pracę z niepłodnością.

Miałam trzech lekarzy, których podejście było praktycznie żadne. Już na wstępie pojawiało się pytanie: „A  co takiego pani robi w tym kierunku?”. Było to żenujące… Dopiero czwarty lekarz podszedł do mnie profesjonalnie. Tylko spojrzał i powiedział, że mam PCO. Kazał mi podnieść brodę, pytał się o owłosienie. Diagnoza była praktycznie od razu, po czym oczywiście miałam różne badania, lekarz chciał się po prostu upewnić i rzeczywiście okazało się, że mam brak owulacji. Mieliśmy później monitorowane cykle, dość długo to trwało. Co jednak ważne, miałam bardzo dobry kontakt z tym właśnie lekarzem. Zyskałam przy nim prawdziwą nadzieję, że się uda, że będzie w porządku, że PCO to nie jest wyrok.

Nadzieja jest bardzo ważna.

Dokładnie, był to prawdziwy lekarz z sercem. Niestety jednak nawet jego serce nie pomogło. Chodziłam do niego półtora roku i w końcu rozłożył ręce. Powiedział, że jego praca się w tym miejscu kończy i proponuje nam klinikę leczenia niepłodności. Minęły już wtedy 3-4 lata odkąd zaczęliśmy się starać, a dziecka dalej nie było.

Nie było na co dalej czekać.

Tak, doktor przyznał, że nie ma co tracić czasu. I to było dobre – nie przeciągał niepotrzebnie sprawy, nie szukał kolejnych badań, tylko wysłał nas do specjalistycznej kliniki. Tak też zrobiliśmy.

W pierwszej klinice, do której trafiliśmy, spędziliśmy rok. Nie przypadła nam ona jednak do gustu. Bardzo źle się tam czułam. Wydawało mi się, że mój problem ich nie interesuje. Zrobili mnóstwo badań, ale z lekarzem nie miałam żadnego kontaktu na płaszczyźnie międzyludzkiej. Zmieniliśmy więc klinikę. W kolejnej trafiłam na bardzo dobrego lekarza, który po przejrzeniu mojej teczki, skomentował: „Kto pani powiedział, że pani nie zajdzie w ciążę?”. Gdy wyszłam z gabinetu byłam w ogromnej euforii! Spędziliśmy w tej klinice 4 lata i to właśnie tam przeszłam siedem inseminacji. To był najcięższy dla mnie okres.

Porusza pani bardzo ważną sprawę – nie są istotne tylko kwestie medyczne, ale też to, co w międzyczasie dzieje się z psychiką człowieka.

To prawda. Czas inseminacji był najcięższy zarówno dla mnie, jak i dla mojego męża. Podczas pierwszej inseminacji byliśmy nastawieni, że nam się uda! Tym bardziej, że lekarz mówił: „Jasne, jak najbardziej”. Okazało się jednak, że ciąży brak. Druga inseminacja – ciąży brak. Z każdą kolejną, gdy jechałam na betę, to było… ciężkie do opisania. Z jednej strony miałam myśli, że tym razem będzie sukces. Z drugiej, że może jednak los tak chciał i nie będziemy mieć dzieci. Tyle razy już się nie udało… Tak to wyglądało za każdym razem.

Dla mnie inseminacje były gorsze, niż późniejsze in vitro. Być może dlatego, że było ich tak dużo. Non stop robiliśmy dodatkowe badania, do tego strasznie przytyłam, a moje ciało zaczęło się pod wpływem hormonów zmieniać. Nie wiedziałam, czy chcę dalej iść w tę stronę. Nie zrezygnowałam tylko dzięki mojemu mężowi.

Był przy mnie cały czas i mówił: „Uda się, Asia! Próbujmy!”. Na szczęście nasza sytuacja finansowa pozwalała nam na kolejne próby, ale wysiadłam psychicznie. Przy siódmej inseminacji powiedziałam, że już nie chcę. Lekarz zasugerował wtedy byśmy zastanowili się nad in vitro. Kiedy padły te słowa, aż usiadłam.

Usiadła pani z ulgą, czy bardziej z lękiem?

Na początku to było przerażenie. Wiedziałam czym jest in vitro, z czym się wiąże, ale nigdy nie sądziłam, że będzie dotyczyć właśnie mnie. Gdzieś tam w głębi wciąż myślałam, że mamy jeszcze inne szanse, że stanie się jakiś cud i naturalnie uda nam się zajść w ciążę. Zdecydowanie podłamały mnie jednak liczne próby inseminacji.

Przyszliśmy z mężem do domu i zaczęliśmy rozmawiać. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że chyba nie mamy wyjścia. Dlaczego nie? Dla mnie in vitro było i jest z pewnością nadzieją oraz szansą na dziecko. Mieliśmy też to szczęście, że w 2014 skorzystaliśmy jeszcze z „rządkówki”.

Zastanawiam się w takim razie, jak pani patrzy na to wszystko, co obecnie dzieje się wokół in vitro?

Dla mnie, i nie tylko dla mnie, był to ratunek. Po raz kolejny podkreślam, widzę in vitro jako nadzieję i szansę na dziecko, jakie współczesna medycyna dała tysiącom niepłodnych par. Nie wiem o co to całe halo. Dlaczego ktoś ma mi odbierać prawo do bycia rodzicem?

Zaczęła też pani mówić o partnerze. Słyszę, że byliśmy państwo w tym wszystkim razem. Myślę, że jest to duży potencjał w takiej sytuacji.

Bardzo duży. Gdyby mój mąż zrezygnował, gdyby „się rozpadł” i stwierdził, że to nie ma sensu, ja też bym odpadła. Byłam już w takim momencie, że nie wierzyłam w sukces. To on mówił: „Asia, nie może być aż tak źle! Będziemy próbować do skutku!”.

Ma pani poczucie, że te doświadczanie wzmocniły wasz związek, czy jednak były oddalające?

Mój mąż od 14 lat pracuje zagranicą. Wiadomo jak wygląda życie na odległość, ale in vitro i cała ta historia mimo wszystko nas zbliżyła. Oczywiście były momenty, gdy kłóciliśmy się i razem płakaliśmy. Chociaż miałam poczucie, że problem jest po mojej stronie, nigdy nie usłyszałam od niego słów: „To twoja wina”. Być może przeszły mu przez myśl, ale nigdy ich nie wypowiedział. Nigdy też nie stwierdził, że jego chęć posiadania dzieci jest tak silna, że bez nich nie da rady ze mną być.  Mało tego, przyjeżdżał na każde ważniejsze spotkanie, jakie mieliśmy w klinice. Pomimo tego, że dzieliły nas setki kilometrów chciał w tym być i uczestniczyć. To było dla mnie bardzo ważne.

To jest coś, co zapewne daje ogromnego kopa do walki.

Tak. Siła drugiego człowieka, który jest w tej samej sytuacji, jest szalenie pomocna. On mnie najbardziej rozumiał, a wiem, że jemu też było ciężko. Gdy nie udawały się kolejne próby, widziałam łzy w jego oczach. Mówił: „Asia, będzie dobrze”, ale jego głos drżał. Chciał być silny dla mnie. Dziękuję mu za to, że nie przerwaliśmy tego wszystkiego.

Udało się za trzecim in vitro.

Zgadza się. Za pierwszym się nie udało, ale też pierwsze podejście było z dużym spokojem – co będzie to będzie. Za drugim razem miałam już betę prawie 30, więc była radość. Niestety miałam wtedy ciążę biochemiczną, co było ogromnym ciosem. Ile ja łez wylała, gdy beta zaczęła spadać…

Wszystko działo się w ciągu jednego roku. Klinikę przekroczyłam we wrześniu 2014, w październiku rok później podeszłam do trzeciego in vitro. Poprosiliśmy wtedy o dwa zarodki. Musieliśmy to przedyskutować, bo wiadomo jakie mogły być konsekwencje. W końcu jednak zdecydowaliśmy się na dwa zarodki i dwa zostały.

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Gdy się udało była tylko radość, czy może pojawił się też jakiś lęk?

Oczywiście, że był lęk. Gdy po 12 dniach jechałam na betę, moja głowa była w zupełnie innym świecie. Był strach, była radość, była euforia, milion myśli przelatywało przez moją głowę. Zapytałam nawet czy mogą do mnie zadzwonić z wynikami, bo nie dam rady po nie przyjechać. Kiedy dotarłam do  domu, musiałam iść spać. Emocjonalnie nie funkcjonowałam. Obudził mnie telefon i usłyszałam, że moja beta wynosi 179. Mówię: „Czy pani się czasem nie pomyliła, czy na pewno moje nazwisko tam widnieje?”. Po dwóch dniach kolejne badanie, później dwa pęcherzyki, pierwsze bicie serduszek… wyliśmy jak bobry! To było cudowne!

To mu być niesamowite uczucie. Po tylu latach marzenie staje się rzeczywistością.

Kiedy w 8. tygodniu usłyszeliśmy bicie serduszek przez cały dzień powtarzałam, że nie wierzę. Cieszyłam się tak bardzo, że chciałam fruwać! Dopiero po paru dniach, gdy emocje opadły, pojawił się strach, czy ciąża się utrzyma. Była to ciąża bliźniacza, więc kolejne ryzyko… Był lęk.

Właśnie – bliźniaki!

Gdy decydowaliśmy się na dwa zarodki, braliśmy pod uwagę, że mogą być bliźniaki. Bardziej jednak patrzyliśmy na to pod kątem zwiększenia skuteczności in vitro w ogóle. A tu nagle, dwa podali, dwa zostały. Bliźniaki to początkowy szok: „Co my zrobimy!?”. Myślę jednak, że tak po prostu musiało być. Ten nasz aniołek, który nie dał rady w czerwcu, postanowił wrócić.

Podwójne wyzwanie.

Podwójne wyzwanie, podwójnie dużo roboty, ale jest to coś niesamowitego. Zresztą do dzisiaj zdarza mi się szczypać i sprawdzać, czy przypadkiem to wszystko nie jest snem. Patrzę czasami na nich, gdy śpią. Ta dwójka małych ludzi jest moimi dziećmi, to niesamowite! Maluchy w czerwcu będą miały roczek. Jest ich wszędzie pełno i są cudowne! Mówią już słowo „mama”, co jest nie do opisania.

Po tylu latach musi to być niesamowita nagroda.

Tak, gdy patrzę na naszą historię z perspektywy czasu, myślę sobie, że w sumie nie było aż tak najgorzej.

Czas robi swoje.

Na pewno nie wolno tracić nadziei. Pomimo tego, że miałam zwątpienia, to zawsze była we mnie iskierka, że musi się udać. Mam swój happy end.

ddd

Fot. archiwum prywatne

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.