Przejdź do treści

Stres już nie będzie miał wpływu na płodność? Nowe badania

642.jpg

Naukowcy Uniwersytetu w Berkeley odkryli, że przewlekły stres aktywuje hormon, który zmniejsza płodność – nawet kiedy go się już nie odczuwa.Z drugiej strony jednak, pomaga to wrócić do normy innemu hormonowi (żeńskiemu), odpowiedzialnemu za reprodukcję.

Eksperymenty przeprowadzono na szczurach, ale naukowcy są przekonani, że zablokowanie genu dla hormonów – przez hormon hamujący o nazwie gonadotropina (GnIH) – może pomóc kobietom przezwyciężyć negatywne skutki stresu rozrodczego.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stres jest uważany za główną przyczyną dzisiejszych wysokich poziomów niepłodności: Około trzy czwarte zdrowych par poniżej 30 – ki ma problemy z zajściem w ciążę w ciągu trzech miesięcy od pierwszej próby, a 15 procent nie są w stanie spłodzić dziecka po roku.

„Absolutnie niesamowite jest to, że jeden gen kontrolujący złożony układ rozrodczy, można elegancko przestawić, całkowicie zmieniając wynik reprodukcyjny”, powiedziała Daniela Kaufer, profesor biologii integracyjnej. 

GnIH został odkryty zaledwie 15 lat temu, u przepiórki, i okazał się potężnym tłumikiem płodności. Jego odpowiednik u ssaków, RFRP (peptyd RFamide związanych), wyizolowano u ludzi w 2009 roku.  Dokonał tego profesor Bentley ze wspomnianego uniwersytetu. 

Bentley i Kaufer później zauważyli, że wystawienie na stres samców szczurów przynosi wzrost tego hormonu w mózgu. Nowe badania wykazały podobne negatywne skutki wpływające na płodność samic szczurów. Wywnioskowano, że zwiększone poziomy podstępnego hormonu spowodowane przewlekłym stresem utrzymują się znacznie dłużej u kobiet niż u mężczyzn. Naukowcy potrafią jednak, jak wynika z wcześniejszego cytatu, odwrócić sytuację. Co będzie dalej? Prace trwają. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Strata za stratą… miłość i tak zwycięża! „Zrobiłabym wszytko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki”

Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy
Fot. archiwum prywatne / Julka przytulająca się do siostry będącej jeszcze w brzuchu mamy

Karolina i Rafał są ze sobą od 14 lat, jednak ich doświadczenie spokojnie można przełożyć na co najmniej sto bitych lat. Przeżyli razem upadki – poronienia, śmierć rodziców – ale i wzloty. Są bowiem rodzicami pięcioletniej Julii, a druga córka jest w drodze: „Gdy patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszytko tak samo by tylko mieć nasze córeczki” – mówi Karolina.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wspólna droga zaczęła się, gdy Karolina miała 18 lat. Można by rzecz: „szczenięca miłość”, ale zakochani szybko wiedzieli, że chcą ze sobą zbudować rodzinę. Chcieli mieć przynajmniej jednego syna, o czym już wtedy rozmawiali. „Mąż jest starszy ode mnie o 9 lat. Szukał wtedy pracy, ja dopiero skończyłam szkołę. Mieliśmy jeszcze czas” – mówi Karolina i dodaje, że starania rozpoczęli dopiero kiedy oboje zawodowo stanęli na nogi i zamieszkali z rodzicami Rafała. „Był to 2006 rok. Nie było jednak w nas szczególnej presji. Kiedy jednak po trzech latach nie było efektu, stwierdziliśmy, że coś jest nie tak. To właśnie wtedy zaczęłam odwiedzać lekarzy” – opowiada.

Początek trudnej drogi

Specjaliści nie byli jednak specjalnie pomocni. Twierdzili, że para jest jeszcze młoda i nic złego się nie dzieje. Nie byli też szczególnie wrażliwi: „Pod koniec 2009 roku, któryś już z kolei lekarz, na podstawie badania USG powiedział, że prędzej trafimy szóstkę w totka, niż będziemy mieć dziecko. Skąd wysnuł taki wniosek? Uważał, że za bardzo się staramy i za dużo myślimy o ciąży. Kazał nam zająć się czymś innym. Zajęliśmy się więc przygotowaniami do ślubu” – mówi Karolina i wspomina swoją skromną, wymarzoną ceremonię, która otworzyła przed parą nowy etap. Niestety nie był on łatwiejszy.

Kilka miesięcy po ślubie Karolina trafiła do lekarki, która dokładniej zaczęła przyglądać się jej problemom. Po trzech miesiącach stymulacji lekami i monitoringów doszła do wniosku, że trzeba wykonać zabieg laparoskopii – nakłuwania jajników. „Miesiąc później byłam w ciąży. Trwała niestety tylko sześć tygodni. Straciliśmy nasze maleństwo 1-ego stycznia 2011 roku” – opowieść wciąż wywołuje w Karolinie duże emocje. I nic dziwnego, trudno wyobrazić sobie ból, z którym musiała się zmierzyć. „Poddałam się. Powiedziałam sobie, że nie będziemy rodzicami. Trwałam w tym przekonaniu do lipca, kiedy to na nowo rozpoczęliśmy walkę o maluszka” – dodaje.

Głową w mur

Był to czas pełen zmagań nie tylko z ciałem i biologią, ale też z emocjami. „Kłóciliśmy się z mężem, który nie chciał zgłosić się na badania nasienia. Twierdził, że jestem w ciąży, bo rzeczywiście spóźniał mi się okres. Konflikty nie ustępowały i dla świętego spokoju zrobiłam test. Ku mojemu zdziwieniu ukazały się dwie grube, piękne kreski! Kilka miesięcy później, w 2012 roku, na świat przyszła nasza zdrowa, upragniona córeczka!” – mówi Karolina i podkreśla, że sama ciąża była też dla niej dużym wyzwaniem. Była bowiem zagrożona, a ona musiała kilkukrotnie przebywać w szpitalu. Nie przyćmiło to jednak ich ogromnego szczęścia. Szczęścia, które popchnęło parę kilka lat później do starań o rodzeństwo dla Julii. Znów niestety nic nie szło po ich myśli.

W styczniu 2015 roku zwolniłam się z pracy, bo nie mieliśmy z kim zostawić córki. Dodatkowo teściowa, która chorowała na raka, była coraz słabsza i potrzebowała de facto więcej opieki, niż nasze dziecko” – opisuje z trudem Karolina. Kilka tygodni później znów jednak zobaczyła dwie kreski. Tym razem oprócz ogromu radości, było też jednak wiele strachu. Dlaczego nie udało się miesiąc wcześniej, gdy jeszcze oboje mieli pracę? Jak teraz poradzą sobie z dwójką maluchów? Wszystko wynagradzało jednak szczęście córki, która nie mogła już doczekać się rodzeństwa.

Los nie daje za wygraną

Pierwsze tygodnie ciąży były trudne – wymioty, mdłości i liczne wizyt u lekarza. W 10. tygodniu ciąży wszystko zdawało się być jednak w porządku. Mdłości ustąpiły, a Karolina i Rafał zaczęli się uspokajać. „Nie wiedziałam wtedy, że oznacza to najgorsze. W 14. tygodniu ciąży okazało się, że maluszek już od jakiegoś czasu nie żyje. Świat mi się zawalił. Pytałam się siebie, jak to możliwe?! Przecież wszystko było dobrze?!” – mówi Karolina. Spędzało jej sen z powiek przede wszystkim to, jak powie o stracie starszej córce, która już kochała swojego upragnionego braciszka. Spokojna rozmowa, wizyta w szpitalu i powrót do rzeczywistości.

Wszystko to kosztowało Karolinę bardzo wiele, nadzieję dała jej wtedy Julia: „Mała stanęła w oknie i patrząc w niebo powiedziała: ‘Mamo, tam na chmurce siedzi mój braciszek. Macha do mnie i mówi, że do nas wróci’. Zatkało mnie. Żyliśmy z dnia na dzień właśnie dla naszej córki. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że najbliższy rok skrywa kolejne złe dni pełne płaczu. 3 miesiące po stracie dziecka mąż stracił matkę. Nie zdążyliśmy podnieść się po jej śmierci, a po kolejnych trzech miesiącach mąż pochował ojca. Tego było już dla nas za wiele” – historia Karolina jest wręcz trudna do wyobrażenie. Nic dziwnego, że para zdecydowała się w pewnym momencie zaprzestać starania o kolejne maleństwo. Przewrotność losu jest jednak nie do przewidzenia. Pod koniec stycznia Karolina znów miała mdłości.

Wszystko będzie dobrze!

Szok, radość, łzy i strach, że po raz kolejny będzie tak samo. Że znów stracimy maluszka, a najbardziej będzie cierpiała córka. Mijały jednak tygodnie, a mdłości się nasilały. Moja ginekolog mówiła, że to dobry znak i mamy wierzyć, że będzie dobrze” – mówi Marta, która jest właśnie w 33. tygodniu ciąży. Wszyscy oczekują już przyjścia na świat drugiej dziewczynki. „Malutka kopie bardziej, niż pierwsza córeczka, z czego bardzo się cieszymy. Szykujemy wyprawkę i czekamy. Chcemy ją w końcu przywitać, poznać i przytulić” – dodaje szczęśliwa dziś mama.

Los zdaje się być naprawdę pokrętny. W ciągu kilkunastu lat związku Karolina i Rafał przeżyli bowiem wiele zwrotów. „Najważniejsze jednak, że zawsze byliśmy razem. Nawet wtedy, gdy traciliśmy nasze maluszki mąż był ze mną i dawał wiele wsparcia” – mówi kobieta i dodaje: „Gdy teraz patrzę w przeszłość, zrobiłabym wszystko tak samo, by tylko mieć nasze córeczki… te kopniaki wynagradzają wszystko!”.

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Fot. archiwum prywatne / Karolina z Julią

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Badanie drożności jajowodów: kiedy je wykonać i jak się przygotować?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Badanie metodą Sono-HSG wykonuje się, by ocenić stan macicy oraz drożność jajowodów. Badanie wykonuje się w celu diagnostyki płodności kobiety, która ma problemy z zajściem w ciążę. Jak się do niego przygotować, o czym warto pamiętać? – radzi ekspert.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie drożności jajowodów – na czym polega?

Przy badaniu zakładany jest wziernik, w celu rozszerzenia ścian pochwy. Następnie, lekarz przemywa szyjkę macicy roztworem odkażającym i wprowadza specjalny cewnik zakończony balkonikiem. Po wypełnieniu balonika roztworem soli fizjologicznej lekarz wstrzykuje płyn kontrastujący, który wypełnia jamę macicy, a następnie przechodzi do jajowodów. Wszystkie czynności wykonywane są pod stałą kontrolą sonograficzną. Na monitorze USG lekarz obserwuje kształt i wielkość jamy macicy oraz przepływ płynu przez jajowody.

Podczas badania pacjentka może odczuwać skurcz macicy, podobny do skurczów w czasie miesiączki – informuje dr n. med. Dariusz Mercik, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Badanie trwa około 15-20 minut. Kiedy najlepiej wykonać badanie metodą Sono-HSG?
Badanie metodą Sono-HSG wykonuje się w pierwszej połowie cyklu – między 8 a 12 dniem, po całkowitym ustąpieniu krwawienia i plamienia, a przed wystąpieniem owulacji.

Czytaj też: Jakie badania powinna wykonać kobieta od roku starająca się o zajście w ciążę?

 

Jak się przygotować do badania metodą Sono-HSG ?

W cyklu poprzedzającym badanie pacjentka musi wykonać:

  • wymaz z pochwy,
  • badania bakteriologiczne (ureaplasma, mycoplasma i chlamydia)
  • badania wirusologiczne (HIV, antygen HCV, przeciwciała HBS, VDRL).

O czym pamiętać przed badaniem?

– Pacjentka musi stawić się na badanie na czczo, jeżeli badanie będzie wykonywane w znieczuleniu ogólnym – dodaje dr Dariusz Mercik.
W przypadku wykonywania badania bez znieczulenia ogólnego, pacjentka może zjeść lekki posiłek.
Konsultacja: dr n.med. Dariusz Mercik, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

POLECANE:

Chlamydia ogranicza płodność kobiet?

Jak obliczyć dni płodne? [WIDEO]

Tu kupisz najnowszy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Kontrast do rentgena przywraca płodność! Naukowcy są w szoku!

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Prosta technika może przywrócić płodność niektórym kobietom – wyniki zaskoczyły naukowców z Australii. Choć nie wiedzą, jak to działa, to okazuje się skuteczne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badacze z University of Adelaide przetestowali element histerosalpingografii – procedury, która już od początku XX w. stosowana jest w diagnostyce budowy macicy i jajowodów. Polega ona na wprowadzeniu do nich specjalnego roztworu, który działa jak kontrast dla wykonywanych później zdjęć rentgenowskich.

 

Szanse na dziecko dzięki stuletniej metodzie

Wcześniej istniały podejrzenia, że metoda ta może pomagać przy niepłodności.

Według pewnych doniesień w ubiegłym wieku częstość ciąż wśród niepłodnych kobiet wzrastała po przemyciu ich jajowodów opartym na wodzie lub oleju kontrastem dla badań RTG. Do teraz nie było wiadomo, czy to rodzaj roztworu wpływał na zmianę płodności – tłumaczy kierujący projektem prof. Ben Mol.

Badacze sprawdzili dwa tego rodzaju środki – jeden oparty na oleju z maku lekarskiego, o nazwie Lipiodol Ultra-Fluid oraz kontrast wodny (Telebrix Hystero). W eksperymencie wzięło udział ponad tysiąc niepłodnych ochotniczek z normalnym cyklem miesięcznym, drożnymi jajowodami, bez zaburzeń hormonalnych, wysokiego ryzyka chorób jajowodów, endometriozy, ani przebytej infekcji bakteriami z rodzaju chlamydia czy zapalenia narządów miednicy mniejszej.

 

Kontrast do RTG na płodność: wyniki zaskoczyły naukowców

Wyniki zaskoczyły autorów doświadczenia – prawie 40 proc. niepłodnych kobiet zaszła w ciążę po zastosowaniu roztworu olejowego i 29 proc. po terapii roztworem wodnym.

Rezultaty okazały się bardziej ekscytujące, niż mogliśmy przypuszczać, co pomogło w potwierdzeniu, że licząca już cały wiek metoda ma nadal swoje miejsce w nowoczesnej medycynie – mówi prof. Mol.

Jak dotąd nie wiadomo jednak, dlaczego metoda działa. Naukowcy na razie spekulują, że wprowadzany płyn usuwa zanieczyszczenia utrudniające zapłodnienie.

Potrzebne będą dalsze badania, aby wyjaśnić mechanizm stojący za tym, co zobaczyliśmy. Na chwilę obecną – biorąc pod uwagę, że technika ta była wykorzystywana przez sto lat bez żadnych znanych skutków ubocznych – sądzimy, że jest ona warta stosowania w leczeniu niepłodności przed wykorzystaniem przez pary zapłodnienia pozaustrojowego – twierdzi ekspert.

CIEKAWOSTKA: Prof. Mol być może sam przyszedł na świat dzięki badanej przez niego metodzie. Po rozpoczęciu eksperymentu dowiedział się bowiem, że jego uznawana za niepłodną matka była poddana diagnostyce z użyciem Lipiodolu.

Jest bardzo prawdopodobne, że mój brat i ja, urodziliśmy się dzięki odzyskaniu przez naszą matkę płodności z pomocą tej metody – opowiada australijski badacz.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

POLECAMY:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności

5 rzeczy o niepłodności, których nikt ci nie powie 

Tu znajdziesz najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

co jeść przy chorobie Hashimoto

Czy wiesz, że Hashimoto to najczęstsza choroba autoimmunologiczna w USA? Jest ona dużym wyzwaniem. Tym bardziej, że nie ma dwóch osób, które chorowałyby na nią w taki sam sposób. Jak więc w takim wypadku znaleźć idealną wersję odżywiania?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest zbyt wiele zmiennych, ludzie są na odmiennych etapach choroby, prezentują też różne dodatkowe dolegliwości związane między innymi z układem endokrynologicznym, trawiennym, czy dotyczące ich pozostałe problemy autoimmunologiczne. Stąd tak trudno jest znaleźć złoty środek i idealną dietę dla każdej pacjentki. Warto jednak pamiętać, że jedzenie jest bardzo ważnym elementem naszego układu odpornościowego i ma nie niego ogromny wpływ. Może zarówno narobić nam wiele szkód, jak i znacząco pomóc w zdrowieniu lub radzeniu sobie z chorobą.

Oto kilka propozycji odżywiania dla osób chorujących na Hashimoto:
1. Największe szkody powodują największe pyszności

Niestety najgorsza jest w tym wypadku żywność, która powszechnie uważana jest za najlepszą gratkę dla wszystkich łakomczuchów: lody, sery, pieczywo, makarony. Istnieje jednak biologiczne wyjaśnienie tego fenomenu. Wszystkie z wymienionych tu produktów, zarówno te powstałe na bazie glutenu, jak i mleka, zawierają w sobie białka, które są bardzo podobne w strukturze do morfiny. Te znajdujące się w mleku nazywają się „casomorphin”, pochodzące zaś z produktów pszenicznych „gluteomorphin”. Nic dziwnego, że dają nam swego rodzaju „ukojenie”, o czym donosi portal „hashimotoshealing.com”. Niestety działają przy tym także na naszą niekorzyść.

Czy zatem poleca się osobom chorującym na Hashimoto dietę bezglutenową? Jeden z ekspertów prezentuję taką oto opinię: „poleca spróbować zastosować ją przez próbny okres 3 miesięcy. W tym czasie należy bacznie się sobie przyglądać. Co jednak ważniejsze, poleca osobom chorującym na Hashimoto zrobić badania właśnie pod kątem celiakii i obecności związanych z nią przeciwciał” – pisaliśmy w naszym portalu.

Zobacz więcej:  Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

2. Dieta paleo

Jest to jedna z diet polecanych przy chorobie Hashimoto. Chcąc jeść jak „jaskiniowcy”, musisz postawić na ryby, mięso, jajka, warzywa, owoce, grzyby i m.in. orzechy. Pozbyć się musisz zaś produktów zbożowych, roślin strączkowych, produktów mlecznych, ziemniaków, rafinowej soli, cukru i olejów przetworzonych. Niektórzy eksperci wskazują, iż dieta paleo – wersja autoimmunologiczna – odrzuca przy tym także jajka, produkty sojowe, w niektórych wypadkach również orzechy oraz dodatkowo wybrane warzywa (pomidory, bakłażany, paprykę, ziemniaki).

3. Dieta wegańska

Kolejną z propozycji jest dieta wegańska, która eliminuje mięso, ryby, jajka, produkty mleczne. W niektórych przypadkach może ona skutecznie działać na zmniejszenie stanów zapalnych w organizmie. Uważać jednak trzeba na dostarczanie odpowiedniej ilości mikroskładników, które niezbędne są do prawidłowego działania organizmu. Krytycy takiego sposobu odżywiania wskazują na ryzyko wystąpienia niedoborów witaminy B12, żelaza, czy też witaminy D. Rzeczywiście są to składniki, których przyswajanie jest lepsze, gdy pochodzą one ze źródeł odzwierzęcych. Jako, że dieta wegańska jest dość restrykcyjna, tym bardziej należy dbać wtedy o jakość żywności i suplementację.

Zobacz też:  Białko w wersji wegańskiej

4. Dieta w oparciu o grupę krwi

Jest to dieta, która swego czasu święciła triumfy. Odpowiednio prowadzona faktycznie może mieć prozdrowotne oddziaływanie, także w chorobie Hashimoto. Jeśli jesteś osobą, której grupa krwi to „0”, lepsza będzie dla ciebie dieta paleo zawierająca w swoim menu mięso. Jeśli zaś masz grupę krwi „A” możesz spokojnie wyeliminować produkty mięsne oraz mleczne i postawić na odżywianie w wersji wegańskiej. Grupy krwi „B” i „AB” mogą potrzebować mieszanki owych diet.

Zobacz też: Dieta pomocna w Hashimoto – zobacz, co mówią eksperci!

5. Zdrowy rozsądek

Co ważne, są to tylko niektóre z propozycji odżywiania. Eksperci podkreślają jednak dużą potrzebę indywidualnego podejścia do choroby Hashimoto i starannej obserwacji swojego organizmu. Tak jak wyżej wspomnieliśmy, nie ma dwóch tak samo chorujących pacjentek. Sprawdź, w trakcie stosowania której diety czujesz się najlepiej. Kontroluj też przy tym wyniki badań, bowiem są to dość restrykcyjne sposoby żywienia – łatwo nabawić się przy nich niedoborów. Przede wszystkim postaw więc na rozsądek i pamiętaj, dieta może być zarówno twoim ogromnym sprzymierzeńcem, jak i wrogiem. Zdecydowanie lepiej jest się ze swoim talerzem zaprzyjaźnić!

Źródło:hashimotoshealing.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.