Przejdź do treści

Stres już nie będzie miał wpływu na płodność? Nowe badania

642.jpg

Naukowcy Uniwersytetu w Berkeley odkryli, że przewlekły stres aktywuje hormon, który zmniejsza płodność – nawet kiedy go się już nie odczuwa.Z drugiej strony jednak, pomaga to wrócić do normy innemu hormonowi (żeńskiemu), odpowiedzialnemu za reprodukcję.

Eksperymenty przeprowadzono na szczurach, ale naukowcy są przekonani, że zablokowanie genu dla hormonów – przez hormon hamujący o nazwie gonadotropina (GnIH) – może pomóc kobietom przezwyciężyć negatywne skutki stresu rozrodczego.

Stres jest uważany za główną przyczyną dzisiejszych wysokich poziomów niepłodności: Około trzy czwarte zdrowych par poniżej 30 – ki ma problemy z zajściem w ciążę w ciągu trzech miesięcy od pierwszej próby, a 15 procent nie są w stanie spłodzić dziecka po roku.

„Absolutnie niesamowite jest to, że jeden gen kontrolujący złożony układ rozrodczy, można elegancko przestawić, całkowicie zmieniając wynik reprodukcyjny”, powiedziała Daniela Kaufer, profesor biologii integracyjnej. 

GnIH został odkryty zaledwie 15 lat temu, u przepiórki, i okazał się potężnym tłumikiem płodności. Jego odpowiednik u ssaków, RFRP (peptyd RFamide związanych), wyizolowano u ludzi w 2009 roku.  Dokonał tego profesor Bentley ze wspomnianego uniwersytetu. 

Bentley i Kaufer później zauważyli, że wystawienie na stres samców szczurów przynosi wzrost tego hormonu w mózgu. Nowe badania wykazały podobne negatywne skutki wpływające na płodność samic szczurów. Wywnioskowano, że zwiększone poziomy podstępnego hormonu spowodowane przewlekłym stresem utrzymują się znacznie dłużej u kobiet niż u mężczyzn. Naukowcy potrafią jednak, jak wynika z wcześniejszego cytatu, odwrócić sytuację. Co będzie dalej? Prace trwają. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Rola położnej środowiskowej – gdzie jej szukać i na co zwrócić uwagę przy jej wyborze?

materiał PR
materiał PR

Przyszłe mamy same mogą decydować o wyborze położnej i miejsca przygotowania się do porodu. Położna Anna Sapiejewska, ambasadorka kampanii „Położna na Medal” radzi jak wybrać dobrą położną środowiskową i na jakie kryteria zwrócić szczególną uwagę.

Kim jest położna środowiskowa?

Zawód położnej jest uznawany za jeden z najstarszych, a jego korzenie sięgają początków cywilizacji. Jest zawodem samodzielnym i chronionym ustawą z 2011 roku określającą zasady wykonywania zawodu położniczego. Do kompetencji położnej środowiskowej należy sprawowanie kompleksowej, pielęgnacyjnej opieki położniczej i ginekologicznej nad kobietami na każdym etapie ciąży oraz nad noworodkami do drugiego miesiąca życia. Oznacza to, że do położnej środowiskowej mogą zgłaszać się kobiety w różnym wieku z prośbą o poradę z zakresu edukacji okołoporodowej, planowania rodziny, opieki w czasie ciąży, połogu i porodu, opieki nad noworodkiem, a także pomoc w przypadku schorzeń ginekologicznych i onkologicznych.

Aby zostać położną środowiskową, należy ukończyć odpowiedni kurs kwalifikacyjny, który pozwala uzyskać położnej specjalistyczne kwalifikacje do udzielania opieki zdrowotnej. Sam kurs składa się z części teoretycznej i praktycznej, i zakończony jest egzaminem oraz wydaniem zaświadczenia, uprawniającego do pełnienia obowiązków położnej środowiskowej.

Wykonując swoją pracę, położna współpracuje z zespołem medycznym, zajmującym się wykonywaniem zadań z zakresu świadczeń pielęgnacyjnych, rehabilitacyjnych, promocji zdrowia, profilaktyki chorób, świadczeń diagnostycznych i zleconych przez lekarza.

Jak wybrać?

Położną środowiskową można wybrać zarówno z przychodni, do której się należy jak również z każdej innej przychodni, w której pracuje wybrana przez nas położna. Można również dokonać wyboru położnej, która prowadzi własną działalność gospodarczą z podpisanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia kontraktem o udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej.

Wyboru można dokonać bezpłatnie. Co ważne, nie częściej niż trzy razy w roku kalendarzowym. W tym celu należy złożyć deklarację wyboru położnej podstawowej opieki zdrowotnej. Usługi świadczone przez położne w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia realizowane są od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 18:00.

Przed dokonaniem wyboru położnej środowiskowej warto spotkać się z położną osobiście.

materiał PR

materiał PR

Rola położnej środowiskowej

Położna środowiskowa sprawuje opiekę pielęgnacyjną nad kobietami po operacji ginekologicznej lub onkologiczno-ginekologicznej w formie wizyt domowych. Wizyty realizowane są na podstawie skierowania od specjalisty i obejmują okres od momentu wyjścia ze szpitala do całkowitego zagojenia się rany pooperacyjnej.

W ramach opieki nad kobietami w ciąży, położna prowadzi spotkania edukacyjne przygotowujące do porodu i rodzicielstwa, finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Spotkania odbywają się od 21 tygodnia ciąży do porodu z częstotliwością:

– 1 raz w tygodniu w okresie od 21 do 31 tygodnia ciąży,

– 2 razy w tygodniu w okresie od 32 tygodnia ciąży do terminu rozwiązania.

Udział w spotkaniach edukacyjnych z położną jest dobrowolny i nikt nie nakłada na kobiety w ciąży obowiązku uczestnictwa w nich. Miejsca spotkań ustalane są indywidualnie –
w miejscu pracy położnej lub w domu podopiecznej. Zazwyczaj trwają około godziny. Podczas spotkania położna przygotowuje ciężarną do porodu i karmienia naturalnego piersią oraz rozwiewa wszelkie wątpliwości i zapewnia wsparcie emocjonalne.

Co dalej?

Po porodzie położna środowiskowa sprawuje opiekę nad matką i noworodkiem, realizując od czterech do sześciu wizyt patronażowych. Zgodnie z prawem, do końca szóstego tygodnia powinny odbyć się cztery takie wizyty. A pozostałe powinny być zrealizowane przed ukończeniem drugiego miesiąca życia dziecka.

Podczas takich spotkań położna sprawdza w jakiej kondycji jest matka i jej dziecko. Ocenia, czy potrzebna jest pomoc lekarska, ale także odpowiada na czasem bardzo specyficzne pytania i potrzeby matki. Jeśli zajdzie taka konieczność, pokazuje, jak pielęgnować dziecko oraz jak przystawiać do piersi podczas karmienia. W razie potrzeby służy również pomocą przy pierwszej kąpieli noworodka.

Kontakt z położną środowiskową w tym czasie jest bardzo ważny, w szczególności dla mam, które urodziły swoje pierwsze dziecko. Dlatego warto wybrać położną, której wiedzy i kompetencji jesteśmy pewni i będziemy mogli oczekiwać, że nauczy nas istotnych w danym momencie kwestii. Najważniejsze, to wybrać położną do której mamy pełne zaufanie i nie krępujemy się zadawać pytań, których odpowiedzi pomogą w mądrym wychowywaniu dziecka w przyszłości.

materiał PR

materiał PR

* Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Dr Karina Sasin nominowana do nagrody „120 under 40” – „Chciałabym pomóc jak największej liczbie osób, których prawa są łamane” – GŁOSUJMY!

Karina Sasin

Młodzi ludzie wkraczający w świat nauki nie zawsze mają prostą drogę do przebycia. Tym bardziej jeśli tematyka, którą się zajmują, wzbudza wiele kontrowersji – zdrowie reprodukcyjne zdecydowanie taką dziedziną jest. Nasza redaktorka naukowa, dr Karina Sasin, nie boi się jednak otwarcie pisać zarówno o kwestiach medycznych, jak i społecznych aspektach tego właśnie tematu.

Dr Karina Sasin nominowana została do nagrody „120 under 40”, która jest międzynarodowym projektem mającym na celu wsparcie młodych działaczy i naukowców. Jej nominacja dotyczy kategorii media, a to właśnie redakcja „Chcemy Być Rodzicami” jest jedną z przestrzeni, w których publikowane są teksty Kariny Sasin. Więcej o samym konkursie pisaliśmy już na naszym portalu. Dlaczego? Bo wszystko zależy od naszych głosów! >>KLIK<<

O tym dlaczego właśnie to nauka skradła serce dr Sasin, dlaczego tak ważna jest dla niej dyskusja o zdrowiu seksualnym i co sądzi o samej nominacji? Oto rozmowa, która wiele wyjaśnia.

Jestem ciekawa, czy spodziewałaś się nominacji? Wcześniej miałaś już kontakt z tą nagrodą, czy może było to dla Ciebie zaskoczenie i coś zupełnie nowego?

Karina Sasin: O nagrodzie dowiedziałam się, gdy zostałam do niej nominowana. Było to dla mnie dużym, acz miłym, zaskoczeniem. Z samą Fundacją Bill’a i Melindy Gates’ów miałam do czynienia w trakcie praktyk studenckich w WHO, jednakże wtedy działalność Fundacji skupiała się głównie na zapewnieniu edukacji seksualnej i dostępu do antykoncepcji w najbiedniejszych krajach Afryki i Azji. Sam projekt „120 Under 40″ jest nową inicjatywą, pierwsza edycja miała miejsce dopiero rok temu.

Z Twoich tekstów wnioskuję, że ścieżka naukowa jest dla Ciebie nie tylko sposobem na rozwój osobisty, ale też widzisz w niej misję. Czy masz poczucie, że rzeczywiście nauka może być bliska codziennym problemom? Wiele osób uważa bowiem, że bardzo trudno jest ją pogodzić z realnym życiem.

Nie da się rozdzielić nauki od aspektów klinicznych, czy społecznych. W zakresie planowania rodziny, do którego WHO włącza również leczenie niepłodności, obecnie standardowe metody leczenia jak inseminacja, czy IVF nie byłyby możliwe bez badań laboratoryjnych na zwierzętach, a później walidacji poszczególnych metod leczenia w badaniach klinicznych i epidemiologicznych.

Gdyby nie badania biochemiczne nad hormonami płciowymi na początku XX wieku, nie byłoby antykoncepcji hormonalnej, a badania kliniczne od lat 60. pozwoliły wielokrotnie zmniejszyć dawkę estrogenu, czyli poprawić bezpieczeństwo i komfort stosowania, przy równie wysokiej skuteczności w zapobieganiu ciąży. Zaś dane epidemiologiczne pozwoliły nam wyodrębnić, które pacjentki nie powinny stosować tego typu antykoncepcji ze względu na ryzyko zakrzepicy.

Bliski memu sercu przykład na nierozłączność nauki i praktyki klinicznej to przeszczepy macicy. Zaczęło się od poznania grup krwi, zgodności tkankowej i odkrycia leków immunosupresyjnych. Później lata doświadczeń na zwierzętach, które doprowadziły do narodzin siedmiorga dzieci przez kobiety, którym nie dawano nawet najmniejszej szansy na macierzyństwo.

Chciałabym też dowiedzieć się, co aktualnie jest dla Ciebie ważniejsze – kwestie stricte medyczne, czy może aspekty społeczne? A może jest to dla Ciebie nierozerwalne?

Jak już wcześniej wspomniałam jest to mechanizm naczyń połączonych. Uważam, że nie byłabym dobrą aktywistką bez wiedzy naukowej dającej mi mocne argumenty w dyskusji nad prawami reprodukcyjnymi, jak również nie czułabym się spełnioną naukowczynią nie czyniąc pożytku z mojej wiedzy i umiejętności.

Zastanawiam się także, jakie masz teraz plany? Co jest aktualnym celem młodej, odważnej lekarki, aktywistki?

W moim zwariowanym życiu dzieje się tak wiele, że trudno jest mi wyodrębnić jeden główny cel. Staram się, by wszystkie moje działania zawodowe zwiększały świadomość społeczną na temat zdrowia reprodukcyjnego i związanych z nim trudności emocjonalnych, które są albo pomijane (w przypadku niepłodności lub nieprawidłowej opieki okołoporodowej) lub wyolbrzymiane (te związane z aborcją).

Moim drugim, równie ważnym, jest wspólny z moim partnerem projekt pt. „dzieciorobienie”, który z uwagi na to, że urodziłam się z zespołem MRKH (wrodzony brak macicy) jest bardzo trudny i wymagający. Jednakże mamy nadzieję, że dzięki doświadczeniu koleżanek i kolegów naukowców-lekarzy osiągniemy sukces, czyli mówiąc w skrócie, za rok lub dwa urodzę własne dziecko.

Na co dzień żyjesz w Szwecji. Dlaczego właśnie ten kraj – może wyniknęło to z poczucia, że nie mogłabyś na takim samym poziomie wykonywać pracy naukowej, medialnej i edukacyjnej tu, w Polsce?

Od zawsze byłam wprost zakochana w Szwecji, więc wybór kraju, w przeciwieństwie do samej decyzji o emigracji i jej przyczynach, był oczywisty. Nasz północny sąsiad zapewnia każdemu chcącemu kontynuować naukę, czy rozpocząć pracę, równy start: bezpłatny kurs szwedzkiego, naukę na uniwersytecie, darmową i bardzo dobrą opiekę zdrowotną oraz wsparcie na rynku pracy dla nowych emigrantów. Czy mogłabym robić to samo w Polsce? Pewnie tak, gdyż wyjechałam głównie z przyczyn osobistych, a nie zarobkowych, jednakże tutaj mam poczucie stabilności i wsparcia socjalnego na wypadek choroby, wypadku czy utraty pracy.

Również szeroko pojęta „normalność” bardzo ułatwia życie. Tu każdy zajmuje się sobą i swoim życiem, a politycy i kler nie ingerują w życie seksualne obywateli, jak to ma miejsce w Polsce. Ludzie wzajemnie szanują swoją autonomię i prawo do decydowania, a fakt, że ktoś poddał się aborcji, czy ma dziecko urodzone dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu nie wzbudza żadnych negatywnych emocji. W Polsce pod rządami PiS, czyli w państwie coraz bardziej totalitarnym, przeraża mnie cenzura oraz wzrost nastrojów antysemickich, dlatego nie widzę możliwości powrotu dopóki aroganccy „władcy macic” z jedynym słusznym katolickim sumieniem narzucają obywatelom swój światopogląd i wyznanie.

Czyli rozumiem pozostaje nam trzymać kciuki? Czy może bardziej sprawczo, jak na aktywistkę przystało, powiedziałabyś raczej: „wziąć sprawy w swoje ręce”?

Tak jak napisałam w felietonie do czerwcowego numeru magazynu, warto zastanowić się i rozważyć we własnym sumieniu, czy chcemy legitymizować naszymi podatkami działania obecnego rządu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma możliwość emigracji, jednak naszemu pokoleniu jest zdecydowanie łatwiej „strzelić focha” niż na przykład naszym rodzicom. Członkowstwo w Unii Europejskiej daje mam wprost nieograniczone możliwości realizacji planów i marzeń zawodowych w innych krajach UE. Od wyjazdów na Erasmus’a na studiach, poprzez staże i praktyki, skończywszy na uznawalności wykształcenia i uprawnień zawodowych.

Kolejnym dobrodziejstwem Unii, który Polki i Polacy mogą całkowicie legalnie użyć do sabotowania zindoktrynowanej opieki zdrowotnej jest możliwość leczenia za granicą na koszt NFZ. W tym zakresie wiele krajów oferuje bardzo dużą przychylność, np. Szwedzkie szpitale oferują możliwość korzystania z usług z zakresu zdrowia reprodukcyjnego (antykoncepcja, aborcja, poradnictwo, leczenie specjalistyczne) na podstawie karty EKUZ. Mam nadzieję, że niedługo takie postępowanie, na wzór sprzeciwu wobec „global gag rule” prezydenta Trumpa, stanie się standardem we wszystkich krajach wspólnoty jako wyraz solidarności z Polkami ciemiężonymi przez „władców macic” łamiących ich podstawowe prawa człowieka.

Słyszę o planach zarówno zawodowych, jak i prywatnych. A co w tym wszystkim może dać Ci doświadczenie bycia laureatką „120 under 40″. Czy otworzyłoby to przed Tobą nowe drzwi? Czy granty, które są tam do zdobycia, będą dla Ciebie rzeczywiście pomocne, masz już na nie jakiś plan?

Mini-grant przewidziany dla laureatów chciałabym przeznaczyć na stworzenie międzynarodowego think-tank’u działającego na rzecz realizacji prawa do zdrowia reprodukcyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem dostępu do refundowanego leczenia każdego rodzaju niepłodności. Uważam, że dobro (i zło też) wraca i należy otrzymaną pomoc przekazywać dalej. Ja na swojej drodze zawodowej i w życiu osobistym spotkałam wiele osób, które bardzo pomogły mi w realizacji moich planów i marzeń, więc chciałabym pomóc jak największej liczbie osób, których prawa są łamane. Oddolne inicjatywy pomagające konkretnym osobom są bardzo cenne, jednak ich zasięg jest mocno ograniczony, stąd plan na działania na szczeblu strategicznym: rządów, Komisji Europejskiej i organizacji międzynarodowych takich jak WHO.

bez-tytulukk

karinasas

Chcesz zagłosować? Kliknij >>TUTAJ<<

U góry strony  jest zielony przycisk „vote”, ktory przekieruje do utworzenia konta za pomoca adresu email i umozliwi zaglosowanie oraz opublikowanie linku na FB/Twitter. Dziękujemy za wsparcie dla Kariny ❤ udostępnijcie ten post by zwiększyć szansę Kariny na zwycięstwo ❤

Fot. dr Karina Sasin

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Szukasz metody, by zajść w ciążę? A słyszałaś o refleksologii?

sekuła

Łatwo powiedzieć – naciskaj dla płodności. Ale czy refleksologia naprawdę ma wpływ na zajście w ciążę? Najlepszym przykładem, że to prawda, jest nasza autorka, Beata Sekuła.

Podjęliśmy starania o dziecko, kiedy miałam 36 lat, a mój partner 40. Mój ginekolog określał nas już wówczas mianem starych rodziców, a nasze szanse oceniał bardzo słabo nie tylko z powodu wieku, ale także moich wątpliwych „warunków macicznych” . Kilka lat wcześniej przeszłam operację konizacji szyjki macicy, po tym jak rozpoznano u mnie CIN 3, czyli dość zaawansowane stadium raka.

Wbrew statystykom

W opinii lekarza miałam mieć zatem trudności z zapłodnieniem i właściwym zagnieżdżeniem się zarodka, groziło mi poronienie albo wręcz ich seria, a w najlepszym razie, gdyby jednak przypadkiem udało mi się zajść w ciążę, wsparciem dla mojej szyjki macicy miał być szew i spędzenie reszty błogosławionego stanu w pozycji leżącej. Pojawiła się też opcja in vitro.

Nie uwierzyliśmy lekarzowi na słowo. Statystyki nas nie interesowały. Nie przestraszyły nas ani fakty anatomiczno-fizjologiczne, ani nasze pesele. Ba, nawet jatrogenny (czyli taki, który ma szkodliwy wpływ na nasz stan fizyczny, emocjonalny i umysłowy) opis naszej przyszłości nie odwiódł nas od chęci bycia rodzicami.
Lekarz nie odebrał nam nadziei, bo jako dojrzali ludzie mieliśmy już świadomość, że na tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono, a „robieniem dzieci” jeszcze się nie zajmowaliśmy.

Już wtedy, czyli 10 lat temu, z powodzeniem zajmowałam się refleksologią i koncepcją holistycznego podejścia do zdrowia, a mój partner nie „żegnał się”, gdy słuchał o moich planach naturalnego przygotowania nas obojga do ciąży.

Do tej pory ubolewam, że niezwykle rzadko na osoby starające się o dzieci patrzy się holistycznie i uwzględnia fakt, iż nasze organizmy dysponują własnymi zasobami do regeneracji oraz regulacji i w efekcie – do samouzdrawiania.

Spojrzeć holistycznie
Wbrew wszelkim diagnozom zaszliśmy w ciążę przy próbach w drugim cyklu!

Pomiędzy pierwszym a drugim cyklem żyliśmy w rozłące przez kilka miesięcy. Ja w Polsce, on za oceanem. Pierwsze starania były bardzo spontaniczne i miały udowodnić, że mój lekarz nie miał racji, a my mu dopiero pokażemy! Nie udało się, ale nie osłabiło to naszej woli ani motywacji. Sprawdziliśmy tylko, że intencja w stylu „ja wam pokażę” nie działa.

Oboje postanowiliśmy przygotować się za pomocą refleksologii, diety oczyszczającej i dżemu pełnego antyoksydantów. Drugą próbę zajścia w ciążę podjęliśmy, kiedy byłam lżejsza o 5 kilo, pełna wigoru po refleksologii twarzy i z genialnymi wynikami hemoglobiny i żelaza. Lżejszy i silniejszy był też przyszły tata. Oboje byliśmy nie tylko widocznie szczuplejsi, ale „odświeżeni” fizycznie i emocjonalnie, zrelaksowani i w optymistycznych nastrojach. Zniknęło też gdzieś „parcie” na ciążę.

Pola urodziła się zdrowa i o czasie. Moja ciąża rozwijała się bezproblemowo, choć z typowymi dolegliwościami. Miałam tylko ciężki poród, bo blizna po konizacji szyjki macicy trzymała ciążę lepiej niż szew, ale to już inna historia…

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dziś pracujemy o dwie godziny krócej

Kilkaset firm w Polsce weźmie dziś udział w szóstej już odsłonie akcji „Dwie godziny dla rodziny”. Tegoroczne hasło przewodnie to „Gotowanie na rodzinnym planie”. Wielu z nas wyjdzie z pracy dwie godziny wcześniej, by spędzić ten czas z rodziną.

Każdego roku, 15 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Rodzin ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych w 1993 roku. Inicjatorem polskich obchodów jest Fundacja Humanites – Sztuka Wychowania.

Polacy to szczególnie zapracowany naród. Zwykle spędzamy w pracy więcej niż osiem godzin dziennie, wielu z nas poświęca także dla pracy rodzinne weekendy. Akcja „Dwie godziny dla rodziny” ma na celu uświadomienie jak wielką wartością jest rodzina, budowanie relacji i dbałość o nie.

Dwie wspólnie spędzone godziny być może nie załatwią problemu, ale mogą nam wiele uświadomić.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego