Przejdź do treści

Stosowanie antydepresantów w ciąży a autyzm

298.jpg

Zgodnie z badaniem opublikowanym w czasopiśmie Pediatrics, zażywanie podczas ciąży niektórych leków stosowanych w leczeniu depresji, lęku i innych problemów związanych ze zdrowiem psychicznym, jest związane z wyższym ryzykiem autyzmu i opóźnienia w rozwoju u potomstwa płci męskiej.

Selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) są najczęściej przepisywanymi antydepresantami, ponieważ powodują mniej skutków ubocznych niż inne leki przeciwdepresyjne.

 

Jednakże naukowcy, którzy używali danych z Childhood Autism Risks from Genetics i Environment study ostrzegają, że stosowanie tych leków w trakcie ciąży wiąże się z większą częstością występowania zaburzeń ze spektrum autyzmu (ASD) i opóźnień rozwojowych (DD) u mężczyzn.

Według Centers for Disease Control and Prevention, u mniej więcej 1 na 68 dzieci w USA zdiagnozowano ASD. Ponadto, to prawie pięć razy częściej dotyka chłopców niż dziewczynki.

Zespół badawczy z Uniwersytetu California-Davis MIND Institute, prowadzony przez prof. Irvę Hertz-Picciotto, w sumie przebadał 966 par matka-dziecko, w których dzieci w wieku od 2 do 5 lat były dotknięte ASD, DD lub rozwijały się w sposób typowy (TD).

Przeprowadzono także wywiady wśród matek na temat prenatalnego stosowania SSRI, historii ich zdrowia psychicznego i socjodemograficznych informacji.

Zespół odkrył, że wśród chłopców, narażenie na działanie SSRI w trakcie ich pobytu w brzuchu matki było prawie trzykrtonie większe u dzieci z ASD, w porównaniu z TD. Najsilniejszy związek zaobserwowano, kiedy matki zażywały antydepresanty w pierwszym trymestrze ciąży.

Jeżeli chodzi o dziewczynki, naukowcy są zdania, że powyższe badanie sugeruje potencjalną różnicę płci w skutkach bycia narażonym na SSRI.

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Kampania „Bezpieczny fotel?” – podsumowanie raportu

301.jpg

W ramach kampanii na rzecz dobrej opieki ginekologicznej ”Bezpieczny fotel?” utworzono ankietę zawierającą pytania odnoszące się do wizyt ginekologicznych. Wypowiedziało się w niej 2501 dziewcząt i kobiet. Następnie przeanalizowano odpowiedzi, w wyniku czego powstał raport.

Jak wynika ze sprawozdania, ponad 74% badanych (1852 osoby) regularnie odbywa wizyty ginekologiczne, głównie w trosce o własne zdrowie. Niestety, niemal 25% ankietowanych chodzi do ginekologa, tylko jeśli jest to absolutnie konieczne, a u 12% jest to źródłem wstydu. Aż 16% grupy przyznało się, że nie odbywają wizyt ginekologicznych.

Czego oczekują kobiety od ginekologów?

– 80,4% ankietowanych zadeklarowało, że liczy na to, że lekarz udzielił wyczerpujących odpowiedzi na wszelkie pytania

– dla 79,4% kobiet ważne jest, by lekarz był delikatny podczas badania na fotelu ginekologicznym

– 78,1% pań oczekuje wypisania skierowania i/lub wykonania niezbędnych badań

– 68,7% badanych nie życzy sobie, by lekarz wygłaszał komentarze dot. decyzji życiowych pacjentek.

Powyższe oczekiwania wydają się być oczywiste, niestety nie wszyscy lekarze zachowują się w sposób im odpowiadający. Z odpowiedzi ankietowanych, wynika, że nietaktowne pytania i komentarze, a także niestosowne żarty, są na porządku dziennym.

Małgorzata Kot z Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”, a zarazem współautorka raportu, przyznaje, że zaskoczyło ją to, że lekarze nie obawiają się kierować w kierunku pacjentek negatywnych komentarzy. Dodaje także, że jej zdaniem takim ginekologom brakuje empatii i zrozumienia faktu, że wizyta może być stresującym przeżyciem, szczególnie dla bardzo młodych kobiet.


Kolejnym problemem, na który wskazuje raport są odmowy wykonywania badań. 8,5% kobiet wyznało, że odmówiono im wykonania badania krwi, moczu, poziomu hormonow. Za to 5,7% nie udało się wykonać cytologii lub badania piersi. Za to często słyszą pytane: “’A czy pani źle się czuje, że chce pani badania robić?”. Zdarza się także, by lekarz odmówił wykonania badania na obecność wirusa HIV…

Stąd inicjatywa Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”, która chce zwrócić uwagę Ministerstwa Zdrowia na powyższe problemy. Działacze podkreślają, że na ponad 5 tysięcy godzin zajęć, studenci mają jedynie 30 godzin psychologii, gdzie uczą się głównie asertywności, nie empatii czy komunikacji.

Dyskusja
W medialnej dyskusji na ten temat wziął udział m.in. ginekolog, dr Grzegorz Południewski, który potwierdza, że podobne opowieści słyszy od swoich pacjentek.

– Brak profesjonalizmu lekarzy wynika z tego, że nie wczuwają się w rolę pacjentek, szczególnie tych nastoletnich, która trafiają do gabinetów głównie w sytuacji wymuszonej. A nawet jeśli pacjentka przychodzi tylko po antykoncepcję, to jest to jej sprawa i nie ma powodu, by ginekolog to komentował. – podsumowuje dr Południewski.

 

Źródło: http://www.rynekzdrowia.pl/

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Nowe badania odnośnie stosowania kar cielesnych

297.jpg

Nowe badanie, które bazowało na podstawie nagrań audio rodziców stosujących kary cielesne wobec swoich dzieci wykazało, że bicie było znacznie bardziej powszechne, niż rodzice przyznawali. Ponadto, dzieci były w ten sposób karane z powodu błahych wykroczeń. Zaobserwowano także, że ukarane pociechy zachowywał się źle w ciągu kolejnych 10 minut od otrzymania kary tego typu.

Zwolennicy kar cielesnych wyznaczyli sobie zasady praktykowania odpowiedzialnego ich stosowania. Jednakże, jak twierdzi główny autor badania, psycholog George Holden, nagrania pokazywały, że rodzice nie postępowali zgodnie z tymi wytycznymi. Okazało się, że nie zawsze byli spokojni, jak zalecały wytyczne. Zamiast tego, podczas bicia dziecka, złościli się. Ponadto, nie stosowali klapsów w ostateczności czy jedynie za poważne przewinienie. Dzieci były karane w ten sposób także za drobnostki. I choć wielu zwolenników klapsów uważa, że dzieci nie powinno się uderzyć więcej niż dwa razy, rodzice z nagrania przekraczali tę granicę.

„Nagrania pokazują, że większość rodziców zamiast trzymać się swoich wytycznych, zareagowała impulsywnie i emocjonalnie”, powiedział Holden, który popiera humanitarne alternatywy dla kar cielesnych.

Nagrania

Nagrania wykorzystane w badaniu, uchwyciły reakcje między rodzicami a dzieckiem w 33 rodzinach w trakcie 4-6 godzin wieczornych. Rodzice dobrowolnie nosili rejestratory. Większość z nich stanowiły matki, które spędzały czas z dziećmi po całym dniu pracy. Na nagraniach zarejestrowano 41 przypadki kar cielesnych. Zdarzały się głównie podczas codziennych czynności, takich jak kolacja czy kąpieli dzieci.

Ponad 80% matek z badania stanowiły mężatki z wykształceniem wyższym niż ogół populacji. 60% z nich to kobiety białe, pracujące poza domem. Średnia wieku dzieci wynosiła 4 lata.

W 90% przypadków, bezpośrednimi przyczynami konfliktów były np.: ssanie palców, nieprawidłowe jedzenie, wstanie z krzesła i wychodzenie z pomieszczenia bez pozwolenia. W 49% przypadków przed zastosowaniem kary cielesnej, głos rodzica wyrażał złość. Średnio, od momentu zmiany tonu głosu do zastosowania kary upływało mniej niż 30 sekund. W 30 z 41 przypadków, dziecko ponownie zachowywało się źle jeszcze przed upływem 10 minut od otrzymania klapsa. Najmłodsze dziecko, które zostało uderzone miało 7 miesięcy. Jedna matka uderzyła swoje dziecko 11 razy z rzędu .

Najbardziej niezwykłą obserwacją badaczy było to, że wskaźnik stosowania kar cielesnych przekroczył szacunki pozyskane z innych badań.  Badań opartych na tym, co zrelacjonowali rodzice. Okazało się, że według tych szacunków, amerykańscy rodzice 2-letniego dziecka zwykle donoszą, że dają dziecku klapsa około 18 razy w roku.

Natomiast, w badaniu opartym na nagraniach, średnia liczba takich incydentów równa się 18 razom w tygodniu.

„Chociaż zwolennicy kar cielesnych mogą postrzegać te incydenty jako nieodpowiednie ich stosowanie, dowody wskazują na to, że bardziej stosowne byłoby zgłoszenie tego jako fizyczne znęcanie się nad dzieckiem”, zauważają autorzy.

 

Źródło: http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.