Przejdź do treści

Starania o dziecko w błyskach fleszy

40.jpg

Co łączy Emmę Thompson, Ricky’ego Martina, Céline Dion, Nicole Kidman, Angelinę Jolie? Błyszczą na wielkim i małym ekranie, porywają tłumy, występując na scenie, są bohaterami bulwarowej prasy i plotkarskich serwisów internetowych. I nie kryją, że zostali rodzicami dzięki niekonwencjonalnym metodom zapłodnienia lub dzięki adopcji.

Siła marzeń

Kanadyjska piosenkarka Céline Dion wyszła za mąż za swojego wieloletniego przyjaciela i menedżera René Angélila w 1994 roku. Nic nie wskazywało na to, że Céline, wówczas zdrowa i pełna sił dwudziestosześciolatka, będzie mieć problem z zajściem w ciążę. W wydanej w 2001 roku biografii „My Story, My Dreams” piosenkarka wspomina: „Czekałam na dziecko i uwzględniałam je w swoich życiowych planach”. Niestety, w 1999 roku na małżonków spadł ogromny cios. U René wykryto raka krtani, a planowana chemioterapia mogła uczynić go bezpłodnym. To właśnie wtedy para zdecydowała się zamrozić nasienie René. Okazało się jednak, że z powodu zbyt małej liczby plemników w pobranym nasieniu najlepiej będzie skorzystać z metody ICSI. W tym alternatywnym sposobie zapłodnienia in vitro plemnik jest wprowadzany bezpośrednio do komórki jajowej, a nie – jak w przypadku klasycznego in vitro – łączy się z nią samoistnie w inkubatorze. Zabieg zakończył się sukcesem i w 2001 roku piosenkarka urodziła pierwszego syna, René Charlesa. W 2009 roku, po czterech nieudanych próbach in vitro, na świat przyszły bliźniaki: Nelson i Eddy. Jak przyznaje Céline, macierzyństwo dało jej poczucie stabilizacji. „Już nie trzymam się kurczowo marzeń. Trzymam się życia” – twierdzi piosenkarka.

To właśnie rodzina

Aktorka Emma Thompson od zawsze marzyła o dużej, wielopokoleniowej rodzinie. „Rodzina jest dla mnie wszystkim”– wyznała w wywiadzie dla „The Guardian”. „Ale rodzina to przede wszystkim więź, niekoniecznie więzy krwi. (…) Zależy mi na dużej, otwartej na siebie grupie ludzi, która wspiera się nawzajem i wspólnie zapuszcza korzenie”. Emma spełniła swoje marzenie – wraz z mężem Gregiem Wise’em stworzyła wielką rodzinę. W jej skład wchodzą: ich urodzona dzięki in vitro córka Gaia, Tindy – pochodzący z Ruandy przybrany syn – oraz mieszkające po sąsiedzku mama i siostra aktorki.

Po narodzinach Gai w 1999 roku para planowała dalsze powiększanie rodziny. Niestety, u Emmy, która skończyła wówczas 40 lat, stwierdzono zespół policystycznych jajników. Kolejne próby zajścia w ciążę kończyły się niepowodzeniem. Po trzech latach starań i nieudanych zabiegów in vitro aktorka ogłosiła, że nie może mieć więcej dzieci. Wtedy też postanowiła zaangażować się w działalność charytatywną na rzecz dzieci z Afryki. Swojego przyszłego syna poznała na Balu Uchodźców w Londynie. Jego rodzice zginęli w wojnie domowej. Tindyebwa Agaba, bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko, został jako dziecko wcielony do wojska, a po ucieczce do Wielkiej Brytanii tułał się po Londynie. Tam z pomocą przyszła mu fundacja Action Aid. Tindy spędził z Emmą i Gregiem święta Bożego Narodzenia i wkrótce potem został członkiem rodziny. Dziś 23-letni Tindy, absolwent politologii na renomowanym Uniwersytecie w Exeter, angażuje się w działalność pomocową dla byłych żołnierzy-dzieci z Afryki. „Jestem z niego bardzo dumna. (…) Ciężko było pogodzić się z myślą, że nie mogłam mieć już więcej dzieci. Ale może gdybym je miała, ominęłoby mnie to niezwykłe doświadczenie, jakim jest bycie mamą dla Tindy’ego” – wyznaje Emma.

On wiedzie spokojne życie

Enrique Martin Morales, znany szerzej jako Ricky Martin, uznawany jest za jednego z najseksowniejszych piosenkarzy na świecie. Mimo że związany był z wieloma kobietami, z żadną nie zdecydował się założyć rodziny. W 2008 roku świat obiegła wieść, że Ricky został ojcem bliźniaków, które urodziła matka zastępcza. Postanowił samodzielnie wychować dzieci i na pewien czas wycofać się z show-biznesu. Dwa lata później zaś artysta ogłosił na swoim blogu, że jest „szczęśliwym gejem”. Wyznanie ucięło trwające od lat spekulacje na temat jego orientacji seksualnej. W programie „The Oprah Winfrey Show” wyjawił, że przez lata ukrywał swoją orientację w obawie przed zrujnowaniem sobie kariery. Dopiero narodziny dzieci sprawiły, że nie chciał już żyć w zakłamaniu.

Synowie Ricky’ego: Matteo i Valentino, przyszli na świat w wyniku tzw. surogacji pełnej. W przeciwieństwie do surogacji tradycyjnej, która zakłada poczęcie dziecka przy wykorzystaniu komórek jajowych surogatki, w surogacji pełnej nie wykorzystuje się komórek surogatki. Oznacza to zatem, że matka zastępcza nie jest genetycznie spokrewniona z dzieckiem. W wywiadzie dla „Vanity Fair” Ricky powiedział, że nie uznaje słowa „surogatka”: „Nie wypożyczyłem jej macicy. Tego terminu używają fundamentalni konserwatyści. Oddałbym życie za kobietę, która wydała na świat moje dzieci”.

Obecnie piosenkarz mieszka z synami i partnerem w Nowym Jorku. Pytany o to, co odpowie chłopcom, kiedy zapytają go o matkę, mówi: „Odpowiem im – ja jestem twoją mamą i twoim tatą. Każda rodzina jest inna, w niektórych jest tylko mama albo tylko tata. (…) Powiem im prawdę i pokażę im zdjęcia ich matki. Chcę, żeby były dumne ze swojej rodziny”.

Perfekcyjna pani mama

Małgorzata Rozenek zyskała popularność jako gospodyni polskiej wersji brytyjskiego programu telewizyjnego „The Perfect Housewife”, w którym podpowiada Polkom, jak efektywnie dbać o dom. W życiu prywatnym chętnie wciela się w rolę pani domu i zajmuje wychowaniem dwóch synów: siedmioletniego Stasia i trzyletniego Tadzia. Jako jedna z pierwszych polskich gwiazd otwarcie mówi o tym, że dwukrotnie zaszła w ciążę dzięki metodzie in vitro.

W wywiadzie dla magazynu „Viva!” prezenterka podkreśla duże zaangażowanie i delikatność lekarzy, którzy „zwracają dużą uwagę, żeby odbyło się to w miłych i godnych warunkach, z piękną muzyką w tle”. Krytykuje natomiast kształt, jaki przybiera obecnie w Polsce debata na temat in vitro, i apeluje do polityków, by ich energia „skupiała się na kontroli klinik przeprowadzających in vitro, a nie na karaniu ludzi, którzy z nich korzystają”.

Jednak życie polskich gwiazd nie zawsze jest aż tak kolorowe jak ich kolegów z innych krajów. Kiedy w lutym 2013 roku wypowiedź księdza Longchamps de Bériera na temat bruzd na czołach dzieci urodzonych dzięki in vitro wywołała spore poruszenie w mediach, rodzina Małgorzaty Rozenek znalazła się na celowniku dziennikarzy. „Paparazzi za wszelką cenę chcieli zrobić im zdjęcia. Wołali Stasia po imieniu, żeby się do nich odwrócił. Dla mnie było to straszne doświadczenie” – żaliła się w magazynie gospodyni „Perfekcyjnej pani domu”. „Wszystko, co się dzieje wokół in vitro, dotyka mnie w sposób szczególny, ponieważ dotyczy moich dzieci. Nie potrafię się zdystansować, nie potrafię przejść nad głupotą do porządku dziennego. Piętnowanie kogokolwiek tylko dlatego, że korzysta z pomocy medycznej, by zajść w ciążę, jest po prostu nieludzkie. A stygmatyzowanie dzieci urodzonych dzięki tej metodzie jest dla mnie niewyobrażalnym okrucieństwem” – dodawała.

Gwiazdy wychodzą z cienia

Zarówno na świecie, jak i w Polsce przybywa celebrytów, którzy otwarcie mówią o swoich problemach z płodnością. Gwiazdy dzielą się szczegółami ze swojego prywatnego życia i poruszają wszystkie aspekty alternatywnego zapłodnienia: od powodów podjęcia takiej decyzji i tematów związanych ze zdrowiem, przez relacje z partnerem w trakcie leczenia, po kwestie moralności i wiary. Oznacza to, że w przestrzeni publicznej zaczyna mówić się o tematach, które do tej pory znane były tylko wąskiej grupie osób.

Dzięki temu pary, które mają problem z poczęciem potomstwa w naturalny sposób mogą poczuć, że nie są w tym osamotnione, a społeczeństwo ma szansę stopniowo oswoić się z problematyką adopcji i zapłodnienia in vitro. Celebryci, których często oskarża się o, nomen omen, parcie na szkło, zmieniają w ten sposób postrzeganie niekonwencjonalnych metod zapłodnienia i adopcji. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Poród okiem matki – perspektywa, która chwyta za serce!

Foto: Lisa Robinson Photography
Foto: Lisa Robinson Photography

Zdjęcia z porodów są przeważnie pełne emocji – z jednej strony radość, z drugiej lęk przed nieznanym, ale też cały ogrom miłości. Nie sposób jednak zobaczyć na nich perspektywę matki, bo niby jak miałaby robić zdjęcia rodząc?! Otóż ta kobieta złamała wszelkie konwenanse.

Siła obrazu

Fotografka Lisa Robinson-Ward na co dzień zajmuje się fotografią ślubną i portretową. Kiedy zaszła w ciążę postanowiła uwiecznić poród córki Anory w niekonwencjonalny sposób. Robiła zdjęcia ze swojej własnej perspektywy. Nie sposób nie cieszyć się z takiego obrotu sprawy, bowiem zdjęcia chwytają za serce! Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę historię kryjącą się za narodzinami Anory. Fotografka i jej mąż mają już 10-letniego syna i przez lata starali się o kolejne dziecko. Przeżyli po drodze dwa poronienia. Kiedy postanowili zaprzestać starań okazało się, że oczekują maleństwa. Anora ma dzisiaj już niemal dwa lata.

Nie wiedziałam czy będę w stanie robić zdjęcia, czy też nie” – przyznała kobieta. „Zdecydowałam się, ale nie byłam pewna, czy będę dała radę to wykonać” – jej słowa cytuje „Huffington Post”. Kobieta relacjonuje na zdjęciach całą drogę, którą pokonała od rozpoczęcia akcji porodowej, poprzez niezbędne badania, przyjęcie znieczulenia, wsparcie męża i lekarzy. Miała na szczęście łatwy poród, dobrze się czuła i nie pojawiły się żadne komplikacje. Niewątpliwie emocjonalnie była to jednak doniosła chwila. „Część mnie bała się, że gdy będę robić zdjęcia, to tak naprawdę nie będę tam obecna. Byłam jednak całkowicie” – skomentowała fotografka, a dodatkowe wzruszenie przedstawiają wykonane przez nią obrazy.

Obok takiej relacji nie sposób przejść obojętnie!

 

1

Foto: Lisa Robinson Photography

 

2

Foto: Lisa Robinson Photography

 

3

Foto: Lisa Robinson Photography

 

4

Foto: Lisa Robinson Photography

 

5

Foto: Lisa Robinson Photography

 

6

Foto: Lisa Robinson Photography

 

7

Foto: Lisa Robinson Photography

 

8

Foto: Lisa Robinson Photography

 

9

Foto: Lisa Robinson Photography

 

10

Foto: Lisa Robinson Photography

Źródło: „Huffington Post”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zamieszanie wokół in vitro w Szczecinku. Poczekamy dłużej?

City Hall Building in Szczecinek - Poland
City Hall Building in Szczecinek - Poland

Szczecinek chce dołączyć do grona samorządów wspierających osoby borykające się z niepłodnością i zapewnić swoim mieszkańcom dofinansowanie in vitro w wysokości 5 tys. zł. na parę.

W tej chwili trwa procedura uruchamiania programu częściowej refundacji, który w Szczecinku wywołuje niemałe kontrowersje wśród członków Rady Miasta. Na tym jednak nie koniec problemów. Choć program został wstępnie przyjęty na marcowym posiedzeniu Rady Miasta, zgodnie z procedurą trafił do zaopiniowania przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, a ta, choć projekt zaopiniowała pozytywnie, ma kilka uwag, z którymi radni będą musieli się zmierzyć.

  • należy uzupełnić informacje o celach programu i miernikach efektywności.

  • zastrzeżenia budzi wyznaczenie górnej granicy wieku kobiet na 40 lat. – Większość krajów UE wprowadziła granice wieku do korzystania z procedury in vitro. Najczęściej jest to wiek kobiet między 40 a 45 r.ż. Warto również podkreślić, że obowiązująca w Polsce ustawa o leczeniu niepłodności nie określa górnej granicy wieku kobiety, u której planuje się przeprowadzenie ww. zabiegu. Ze względu na brak jednoznacznych wytycznych w Polsce dotyczących górnej granicy wieku kobiet, u których możliwe jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego, jak również szerokie wątpliwości natury etycznej nie można w sposób jednoznaczny odnieść się do zaproponowanej w programie górnej granicy wieku kobiet – czytamy w dokumencie zawierającym ocenę AOTMiT.

  • konieczne jest doprecyzowanie liczby przenoszonych zarodków.

  • w pierwotnym projekcie brakuje wzmianki o tym, że uczestnicy programu muszą wcześniej przeprowadzić pełną diagnostykę niepłodności.

  • miasto nie wyceniło w programie cen poszczególnych usług, które będą wykonywane w ramach programu.

  • brak wyceny kosztów kampanii informacyjnej.

Zgodnie z założeniami programu przewidującego dofinansowanie in vitro w Szczecinku na lata 2017-2019 z częściowej refundacji – 5 tys. zł. skorzysta 20 par rocznie. Program będzie kosztował Szczecinek 100 tys. zł w każdym roku jego trwania.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Czy metoda in vitro jest skuteczna i bezpieczna?

in vitro

Zapłodnienie pozaustrojowe polega na zapłodnieniu komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych, a następnie przeniesieniu zarodka do jamy macicy. Daje ono szansę na posiadanie dzieci w sytuacjach, kiedy inne metody okazały się nieskuteczne lub kiedy są wskazania medyczne, wykluczające możliwość naturalnego poczęcia.

Spośród wszystkich metod leczenia niepłodności, in vitro jest metodą najbardziej skuteczną, stosowaną z powodzeniem od ponad 30 lat. Twórca metody dr Robert Edwards otrzymał w 2010 roku nagrodę Nobla w medycynie.

Procedura in vitro – krok po kroku

Zapłodnienie in vitro to skomplikowana, kompleksowa i wymagająca dużej precyzji oraz doświadczenia procedura medyczna. Aby ją przeprowadzać, ośrodek powinien uzyskać pozwolenie Ministra Zdrowia, a personel powinien posiadać odpowiednie umiejętności i doświadczenie. Przed przystąpieniem do leczenia należy wykonać wiele badań oraz oznaczeń laboratoryjnych przez obydwojga partnerów. Kiedy para uzyska kwalifikację do leczenia (tzw. orzeczenie o stanie zdrowia), można przystąpić do procedury.

Procedura in vitro składa się z kilku etapów:
  • Stymulacja owulacji
  • Pobrania komórek jajowych i nasienia
  • Zapłodnienia w laboratorium embriologicznym
  • Przeniesienie zarodka do macicy (embriotransfer)
  • Suplementacja drugiej fazy cyklu (fazy lutealnej)
  • Przygotowanie do transferu rozmrożonego zarodka

Każdy z tych etapów jest bardzo ważny, wymaga doświadczenia lekarza prowadzącego oraz dużej uwagi pacjentów we właściwym wypełnianiu zaleceń. In vitro jak każda procedura medyczna może ponosić za sobą powikłania.

Samopoczucie, objawy po in vitro

Kobiety po in vitro bardzo często czują podekscytowanie i radość przemieszaną z niepokojem. W końcu zakończył się etap przygotowań, a plan został wdrożony. Pary z nadzieją i optymizmem patrzą w przyszłość. Z drugiej strony istnieje możliwość niepowodzenia zabiegu, o której świadomość nie pozwala nam zapomnieć. Niektórym pacjentkom towarzyszy strach o swoje zdrowie i powodzenie procedury. Niepłodność jest bardzo trudna dla zdrowia psychicznego i samopoczucia. W klinice Gameta pary przystępujące do programu in vitro mogą skorzystać z bezpłatnych konsultacji psychologicznych.

Kobiety, które nie mogą zajść w ciążę, bardzo często koncentrują się na swojej niepłodności. Staje się to przewodnim tematem ich życia. Żmudne badania i kolejne etapy procedury in vitro wpływają na relacje między partnerami, poziom stresu, zmęczenia i ciągłe poczucie niepewności, które nie sprzyja powodzeniu zajścia w ciążę. Staram się zadbać o komfort psychiczny Pacjentów, o odpowiednie nastawienie, szukamy wspólnie motywacji w tej trudnej sytuacji, a także odczarowujemy niepłodność, rzetelnie informując o problemie z medycznego punktu widzenia. Wyeliminowanie poczucia winy, które często pojawia się u pacjentów zmagających się z problemem, koncentracja na nadziei i możliwości zmiany sytuacji to podstawa dobrego samopoczucia. Staramy się także przygotować na niepowodzenie procedury, wspólnie wypracowujemy „plan awaryjny”, który ma zapobiec dekompensacji pacjentów po niepowodzeniu. Spokój wewnętrzny jest niezbędnym elementem drogi przyszłych rodziców – mówi Aleksandra Gozdek-Piekarska, psycholog z kliniki Gameta Łódź.

Czy metoda in vitro jest bezpieczna?

Zapłodnienie metodą in vitro to metoda stosowana w Polsce od ponad 30 lat, która daje każdego dnia szansę na szczęście dla tysięcy niepłodnych par. To bezpieczna metoda, w której ryzyko powikłań jest małe. Świadczy o tym fakt, że program zapłodnienia pozaustrojowego na całym świecie przeprowadzany jest ambulatoryjnie tzn. nie wymaga hospitalizacji pacjentki. Należy zaznaczyć, że w medycynie nie da się nigdy wykluczyć powikłania w 100%. W Polsce, jak w całej Unii Europejskiej, powikłania po leczeniu metodą in vitro są monitorowane przez pracowników ośrodków wspomaganej prokreacji i Ministra Zdrowia.

Możliwe negatywne skutki procedury pozaustrojowego zapłodnienia:
  • Na etapie stymulacji hormonalnej: mdłości, uderzenia gorąca, napięcie, ból w dolnej części brzucha.
  • Punkcja jajników: zabieg wykonywany jest w znieczuleniu dożylnym (pacjentka zasypia na około 15-20 minut). Po wybudzeniu może odczuwać mdłości, zawroty głowy, ból głowy. Może pojawić się krwawienie z dróg rodnych, ból i wzdęcie brzucha, problemy z oddawaniem moczu, krwawienie do jamy otrzewnowej.
  • Zespół hiperstymulacji – nadmierna reakcja jajników na terapię hormonalną.
  • Ciąża pozamaciczna.
  • Ciąża mnoga.

Zapytaliśmy dr n. med. Pawła Radwana z Kliniki Gameta o częstość występowania powikłań u pacjentek.

Właściwie prowadzona kwalifikacja pacjentów oraz umiejętnie prowadzona stymulacja owulacji, w czasie której pacjentka ma monitorowany wzrost pęcherzyków oraz poziom hormonów, eliminuje z dużym prawdopodobieństwem wystąpienie powikłań – podkreśla dr Paweł Radwan.

Bardzo rzadko zdarza się, aby pacjentki krwawiły do jamy brzusznej po punkcji. Natomiast plamienie z pochwy występuje często po zabiegu, w którym nakłuwa się jej ściany w celu pobrania komórek jajowych. Jeśli zachodzi zwiększone ryzyko zespołu hiperstymulacyjnego, odraczamy podanie zarodka na kolejny cykl, co praktycznie niweluje występowanie objawów hiperstymulacji. Ciąże mnogie zdarzają się coraz rzadziej, gdyż w Klinikach Gameta kierujemy się polityką SET (Single Embryo Transfer) – czyli transferem pojedynczego transferu zarodka – dodaje.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Tęczowy Kocyk: szyjemy dla Dzieci, które są tak małe, że nie można na nie zakupić żadnego ubranka ani okrycia

tęczowy kocyk

Poronienie, urodzenie martwego dziecka czy dziecka, które przeżyje kilka chwil to dramatyczne doświadczenie, a przeżywane w szpitalnych warunkach bywa jeszcze trudniejsze. Tęczowy Kocyk otula swoim podwójnym ciepłem: ubrankami i miłością. Tęczowy Kocyk to grupa niezwykłych Wolontariuszy. Z Moniką Meres, jedną z Wolontariuszek rozmawiam o szyciu ubranek dla dzieci tak małych, że nie można kupić dla nich ubrań.

Kto wymyślił pomysł szycia takich ubranek?

Akcja w Polsce została zapoczątkowana przez panią Ewę Skwarczowską 26. kwietnia 2016roku. Skorzystała ona pomysłu z zagranicy, szczególnie z Anglii, gdzie praktykuje się podobne działania, jak właśnie w Tęczowym Kocyku. Ich formuła jest jednak nieco inna, bardziej lokalna, skupia kilka osób wokół jednej placówki, które działają na jej rzecz. W naszym przypadku Tęczowy Kocyk rozwinął się na cały kraj. Tysiące Wolontariuszek z dobroci serca decyduje się na pomoc, zakupuje materiały, wykonuje z nich małe kocyki, rożki i czapeczki, po czym wysyła do placówek, w których niestety odchodzą Dzieci tak małe, że nie można na nie zakupić żadnego ubranka ani okrycia.

Należy napomknąć, że nie jesteśmy stowarzyszeniem, ani fundacją, ale grupą Wolontariuszy, którzy dla wspólnego celu zrzeszają się na grupie i nieodpłatnie pomagają, by wnieść odrobinę ciepła do surowych szpitalnych warunków oraz wspomóc Rodziców w tych trudnych chwilach.

Jaka była reakcja znajomych na taki pomysł?

Wiele osób otwarcie nie rozmawia o Dzieciach, Hiperwcześniakach, które z powodu wad letalnych umierają już w łonie Matki, bądź niedługo po urodzeniu, często zdecydowanie przedwczesnym. Jest to pewnego rodzaju tabu, które próbujemy przełamać. Pragniemy, aby Rodzice tych Dzieci zdawali sobie sprawę, że mają pełne prawo pożegnać się ze swoim Maleństwem i to w godny sposób. Mogą to prawo egzekwować w szpitalach, a nasza akcja ma dostarczyć jak najlepiej dopasowanych do wielkości Dziecka kocyków, rożków, czapeczek, czasem nawet ubranek, dzięki którym te ostatnie wspólne chwile są chociaż odrobinę mniej smutne i tragiczne. Godne pożegnanie swojego Dziecka pomaga także w przejściu żałoby po Nim.

teczowy kocyk3

Czy pamiętacie pierwsze zamówienia?

Właściwie od samego początku współpracowaliśmy z Fundacją Evangelium Vitae we Wrocławiu oraz Fundacją Gajusz w Łodzi. Kolejno zaczęliśmy działać na rzecz Ginekologiczno- Położniczego Szpitala w Poznaniu. Z czasem akcja rozrosła się do kilkudziesięciu placówek, których liczba wciąż się zwiększa.

Początkowo skupialiśmy się szczególnie na najmniejszych rozmiarach. Kocyki mierzyły nawet 20cm x 20cm, często porównywano je z pilotem do telewizora, czy zapalniczką. Były to dla nas bardzo ciężkie chwile, ponieważ trzymając w rękach AŻ tak małą rzecz, która nawet dla lalki byłaby za mała, potrafiło wstrząsnąć każdym. Często również płynęły łzy nad losem tych niewielkich Istotek, które przecież nic nie zawiniły. Bardzo wiele osób na grupie to również Rodzice po stracie. Wykonując te wszystkie rzeczy łączą się w bólu z Rodzicami, którzy teraz doświadczają podobnych emocji i tragedii.

Czy było zamówienie, które Was najbardziej wzruszyło?

Ciężko jest wypowiadać się w imieniu całej grupy, ponieważ jest nas już kilka tysięcy. Wiele osób, które doświadczyło straty, z pewnością utożsamia swój ból z podobnymi sytuacjami. Każda jest jednak bardzo indywidualna, każde zamówienie wiąże się przecież ze stratą Dziecka, które było Oczkiem w głowie swoich Rodziców.

Szczególnie wzruszające oraz szokujące były z pewnością pierwsze zamówienia, ponieważ jeszcze do końca nie orientowałyśmy się w zapotrzebowaniu oraz skali, na jaką będzie potrzebna nasza pomoc.

teczowy kocyk3

Czy utrzymujecie kontakt z waszymi klientkami/odbiorczyniami?

Otrzymujemy bardzo wiele podziękowań za udzieloną pomoc od Rodziców, ale również od placówek, z którymi współpracujemy. Są to często bardzo prywatne i emocjonalne wiadomości, w których można poczuć ból Rodziców po stracie Dziecka, ale także wdzięczność za pomoc, którą niesiemy. Te osoby opowiadają swoje własne historie, chcą się nimi z nami podzielić. Dzięki temu wiemy, że jesteśmy potrzebni, choć forma pomocy jest bardzo trudna i przykra. Wiele osób dołącza do naszej grupy, postanawia również działać na cel Tęczowego Kocyka. Mamy więc z nimi pośredni kontakt. Pragniemy podziękować im za wszystkie słowa, które otrzymujemy od nich i wyrazić wdzięczność, że współdziałają dla celów naszej grupy.

Czy te ubranka sprzedajecie czy rozdajecie/przekazujecie?

Wszystkie rzeczy w ramach Tęczowego Kocyka są wykonane z dobroci i potrzeby serca, by nieść pomoc innym i pozwolić na godne pożegnanie swoich Dzieci.

Materiały, które w tym celu wykorzystujemy, stanowią własność Wolontariuszek. Same wybierają się na zakupy, wybierają najlepsze kolory włóczek, tkanin, po czym szyją lub dziergają w swoim domowym zaciszu. Również na swój koszt wysyłają przygotowane rzeczy do wybranej placówki, w której Rodzice potrzebują pomocy w takiej formie. Każdą Wolontariuszkę cieszy, że może choć odrobinę pomóc w przejściu żałoby przez Rodziców po stracie, a także przysłużyć się Maleństwom, ponieważ często jest to jedyne ich ubranko w życiu. Nie pobieramy więc żadnych opłat, wszystko za darmo, w oparciu o zwyczajną chęć pomocy drugiemu człowiekowi.

Czy zdarza się, że kontaktuje się z Wami ktoś, kto chce przekazać komuś innemu takie ubranko? Czy raczej wszystko przechodzi przez szpital?

Sytuacje są bardzo różne. Zazwyczaj w szpitalach oraz hospicjach współpracujemy z osobami, które znają realia swojej placówki. Jeżeli kończy się zapas naszych uszytków, wtedy kontaktują się z nami i proszą o dostarczenie danej ilości w określonym rozmiarze. Mamy jednak niestety również nagłe zgłoszenia. Zdarza się, że osoby z Rodziny lub przyjaciele piszą z prośbą o przesłanie kompletu, ponieważ właśnie rodzi się Dziecko, któremu lekarze nie dają szans na przeżycie lub już nie żyje. Zdarza się również, że same Matki znają już diagnozę i z wyprzedzeniem proszą o pomoc. Wtedy staramy się działać jak najszybciej i uzgadniamy wszystkie szczegóły. Niekiedy Wolontariuszki umawiają się w określonym miejscu, dostarczają komplecik lub wysyłają go kurierem. Wszystko po to, by dotarł na czas.

Czy znacie inne takie inicjatywy na świecie?

Na całym świecie istnieje wiele inicjatyw, których formuła jest podobna do naszej lub po prostu skupia się na Dzieciach. Przede wszystkim warto tutaj wspomnieć o Cherished Gowns i Heavenly Gowns w Wielkiej Brytanii, również Newborns in Need z USA. Są to jednak tylko przykłady, ponieważ podobnych akcji na rzecz dzieci na całym globie jest bardzo wiele. Wszystkie jednak mają za cel bezwarunkową i bezinteresowną pomoc.

teczowy kocyk2

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.