Przejdź do treści

Sposób na wieczną płodność: o zamrażaniu jajeczek

557.jpg

Nie tylko zwykłe kobiety chcą mieć czas na dziecko. Dzisiejsze czasy jednak temu nie sprzyjają: każda minuta wydaje się być zapełniona. Tempo w dużym, a nawet mniejszym mieście nie pozwala znaleźć wolnej chwili na to, co „ważne”. W podobnej sytuacji znajdują się także znane panie.

Na zamrażaniu jajeczek decyduje się wiele kobiet, choć dopiero temat ten wychodzi przy okazji deklaracji celebrytek. Mają pieniądze, sławę i setki wielbicieli. Kariera to numer jeden na liście ich priorytetów, trudno im pozwolić sobie na wypadnięcie z obiegu. Z drugiej strony, czas nie robi wyjątku – w pewnym momencie życia trzeba zadać sobie pytanie: Czy chcę mieć dziecko?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Joanna Krupa, prowadząca program „Top Model”, otwarcie deklaruje, że wkrótce podda się zabiegowi. Zależy jej na poczęciu dziecka w ciągu najbliższych kilku lat. – Nie jestem jeszcze przygotowana, by dla dzieci zrezygnować z moich marzeń. Poza tym, mieszkam wciąż na dwa domy w Miami i Los Angeles. By mieć dzieci, muszę osiąść gdzieś na stałe – mówi –Myślę, że idealny czas będzie za 3-4 lata. Dlatego już w najbliższy piątek zamrażam swoje jajeczka.

W podobnym tonie wypowiada się Anja Rubik. 31-letnia modelka, pracująca dla największych marek, naczelna Magazine 25, ostatnio uświadomiła sobie, że nie może już odkładać decyzji. – Rozmawiałam z moją przyjaciółką, która jest dużo starsza i zaczęła mnie pytać o dzieci – przyznaje w ostatnim wywiadzie – Odpowiedziałam jej, że jeszcze nie wiem, a ona na to: ‚W takim razie powinnaś zamrozić swoje jajeczka’. Byłam kompletnie zdezorientowana: ‚Co? Ja? W moim wieku?’.Ale ona spokojnie odpowiedziała: ‚Tak, bo kiedy ja miałam 36 lat i wreszcie naprawdę zapragnęłam dziecka, to lekarz powiedział, że dla mnie jest już za późno. Po prostu przemyśl to, żebyś potem nie żałowała’. I to mi dało do myślenia, muszę przyznać. Faktycznie, nie mam już 23 lat, choć czasami tak mi się wydaje, tylko 31 i jeśli chcę mieć rodzinę to pierwsze dziecko powinnam urodzić w najbliższych latach, bo z drugim podobno jest już łatwiej.

Warte zauważyć, że w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie zamrażanie komórek jajowych jest bardzo popularne, do klinik przychodzą kobiety przed czterdziestką. Najważniejsza rada brzmi jednak: Nie zwlekajmy –  na mrożenie decydujmy się wcześniej, jeszcze przed 30-ką. Dlaczego? Daje to 20% pewności na zapłodnienie, później szanse są już o połowę mniejsze. Opóźnianie zajścia w ciążę nie jest zatem wskazane. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Inne wymiary poronienia

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów. Nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. Zobacz, o co chodzi!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według badań przeprowadzonych przez organizację non profit Tommy’s , spośród 6000 kobiet, które doświadczyły poronienia, dwie trzecie miały trudności z mówieniem o tym, tyle samo nie mogło tematu poruszyć z przyjaciółką, a jedna trzecia uznała, że nie może o tym porozmawiać z własnym ojcem. Badań pokazujących, jak trudno jest kobietom sięgnąć po wsparcie, jakie mają kłopoty z ujawnieniem, co się im zdarzyło i jak bardzo czują się samotne jest wiele.

Poronienie ma wiele wymiarów

Złożoność emocji towarzyszących stracie również została na wiele sposób opisana. Emocje te muszą być silne i pierwotne, skoro tak trudno o nich mówić. Jednak jeśli poprosić kobiety, żeby anonimowo i online opowiedziały o swoim doświadczeniu poronienia, jak zrobiła to jedna z większych amerykańskich gazet okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów, nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. I wcale nie są to historie rzadkie. Historie te pokazują, jak bardzo sposób doświadczenia poronienia zależny jest od aktualnej sytuacji kobiety oraz kontekstu społecznego.

Wczesne poronienie się nie liczy?

W pierwszą ciążę A. zaszła szybko, z mężczyzną, z którym nie wiązała żadnej przyszłości, pomimo potwierdzonego PCOS. Po trzech tygodniach od pozytywnego testu, A. zaczęła odczuwać skurcze. Potem poszło szybko – wizyty u lekarza, krwawienie, koniec ciąży. Niewiele o tym myślała uznając, że widocznie tak miało być. Osiem lat później, już jako szczęśliwa mężatka, zapragnęła mieć dziecko. Tym razem sprawa nie była jednak tak prosta, PCOS nie dawało za wygraną, trzeba było rozpocząć leczenie niepłodności, bezskuteczne jak dotąd. A. wie jednak, że jeśli zdecyduje się na in vitro obarczone będzie ono zwiększonym ryzykiem poronienia. Ma też świadomość, że tym razem nie przeszłaby go ona tak bezboleśnie. Dlatego też bardzo zirytowały ją słowa położnej w klinice, że „wczesne poronienie się nie liczy”. Dla niej się liczy. Być może dlatego, że choć tamto dziecko było w zasadzie niechciane, w jej myślach i uczuciach jakoś zaistniało.

Cienka granica między stratą a aborcją – o co chodzi?

Dla każdej osoby, która pozwala sobie na wątpliwości i niepewność, ciąża i jej przebieg często bywa obszarem niepewności. Nie ma jasnych odpowiedzi, trzeba mierzyć się z sytuacjami niewyobrażalnymi i żyć z ich konsekwencjami.

K. miała już jedno dziecko w wieku przedszkolnym, kiedy poczuła, że to czas na kolejne macierzyństwo. Ciąża pojawiła się bez szybko i przebiegała bez problemów. Do pierwszego usg i badań genetycznych. Okazało się wówczas, że jest bardzo duże ryzyko, że dziecko jest poważnie chore, być może ma zespół śmiertelnych wad i nie przeżyje nawet etapu ciąży. Amniopunkcja, na wyniki której K. czekała kilka strasznych tygodni potwierdziła zespół śmiertelnych wad u dziecka. Nie było żadnych szans, żeby dziewczynka przeżyła poród, ale jej serduszko biło. Po konsultacji z lekarzem prowadzącym zapadła decyzja o zakończeniu ciąży.

Procedura trwała nie więcej niż pół godziny. Po wszystkim K. wróciła do domu i przez następne dni dochodziła do siebie. Kiedy dziś, po latach od tamtych wydarzeń myśli o przeszłości wie, że była to decyzja jednocześnie jej i nie jej. Że wybór był jedynie pozorny, wybór pomiędzy cierpieniem i cierpieniem. Czy więc była to aborcja?

Poronienie, którego nie było

Również taki list napłynął do redakcji gazety, która poprosiła kobiety o opisanie swojej historii poronienia.  

T. mieszka za oceanem, w stanie słynącym z bardzo ostrego prawa antyaborcyjnego i ograniczonego dostępu do środków antykoncepcyjnych. To, co jednak okazało się wiążące w jej historii to jej własne wychowanie, przekonanie, że rodzina powinna opierać się na tradycyjnych wartościach, że mąż pracuje, a kobieta zajmuje się domem i w związku z tym to on ma ostateczne zdanie. Dla postronnego obserwatora postawa ta może wydawać się archaiczna, jednak wcale nie jest rzadka również w zachodnim społeczeństwie.
Dzieci urodziła więc kilkoro aż do punktu, kiedy wiedziała, że kolejna ciąża zniszczy ją fizycznie i emocjonalnie. Zadbała więc o to, żeby w domu były środki antykoncepcyjne, rozpoczęła liczne rozmowy z mężem, który zobowiązał się do poddania się wazektomii. Tyle tylko, że nigdy nie mógł znaleźć czasu na wizytę u lekarza, sięganie po antykoncepcję również nie bardzo go przekonywało. I zdarzyła się kolejna ciąża zakończona najcięższym z dotychczasowych porodem, głęboką depresją poporodową T. oraz hospitalizacją. K. nigdy nie wróciła do równowagi emocjonalnej, a małżeństwo ostatecznie się rozpadło.

Można sobie wyobrazić, że K. swoją historię uznała za historię poronienia, które się nie wydarzyło. O którym myślało się, jak jedynym wyjściu, bez względu na jego wymiar etyczny czy medyczny.

To samo wydarzenie, umiejscowione w konkretnej rzeczywistości i kontekście, może oznaczać coś zupełnie innego.

W przypadku poronienia to zawsze jest jakaś utrata, koszt ponoszony przez kobietę. Czasem jednak jest to koszt mniejszy niż inne dostępne opcje.

POLECANE:

Poronienie i strata dziecka – fotografie

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Jednym z najistotniejszych czynników determinujących płodność kobiety jest jej wiek. To on, w dużej mierze wpływa na jakość i ilość komórek jajowych, a także rozwój zarodka już po zapłodnieniu. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiek a zajście w ciążę

W wieku około 30 lat szansa na poczęcie dziecka wynosi ok. 20 proc. w porównaniu z wiekiem wcześniejszym, a w wieku 35 lat ok. 11 proc. czyli spada o połowę, zaś po 40. roku życia wynosi już tylko 4 proc. Szanse na zbadanie, ile jeszcze czasu zostało nam na planowanie macierzyństwa, każda kobieta może zmierzyć wykonując m.in. badanie krwi określające poziom tzw. rezerwy jajnikowej (badanie AMH).

Rezerwa jajnikowa – czyli co?

To podstawowy test informujący o płodności kobiety.
Rezerwa jajnikowa to ilość pęcherzyków w jajniku, które są zdolne do wzrostu i przeobrażenia się w dojrzałą komórkę jajową –  mówi dr Wojciech Sierka, embriolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Każda kobieta rodzi się z konkretną rezerwą, która wraz z upływem lat maleje i zmniejsza tym samym szansę na poczęcie dziecka.

Aktualnie obserwujemy zjawisko wczesnego wygaszania czynności jajników u młodszych kobiet niż kiedyś – dodaje embriolog. – Z naszych badań wynika, że coraz więcej kobiet w wieku 26-30 lat ma wyniki charakterystyczne dla kobiet w okresie menopauzalnym. Dlatego takie badanie warto wykonać profilaktycznie.

Czytaj też: Rezerwa jajnikowa, cz. 1 – embrologia

 

Co to jest badanie AMH?

Na ocenę płodności pozwala zbadanie markera AMH, czyli hormonu anti-Müllerowskiego. Badanie może zasygnalizować problem przedwczesnego wygasania czynności jajników oraz pozwala przewidzieć, kiedy wejdziemy w okres menopauzy.
Hormon antymüllerowski produkowany jest w jajnikach przez komórki ziarniste pierwotnych pęcherzyków jajnikowych. Zbadanie poziomu AMH dostarcza informacji na temat puli pęcherzyków jajnikowych, jakimi dysponuje kobieta w danym okresie życia oraz ich jakości. To również cenny wskaźnik płodności u kobiet, które prawidłowo miesiączkują, a mimo to nie mogą zajść w ciążę. Dzięki jego oznaczeniu, pacjentka może świadomie zaplanować okres starania się o dziecko, a także dobrać odpowiednią metodę leczenia w przypadku kłopotów w zajściem w ciążę.

Wysoki poziom hormonu AMH i niski – co oznaczają?

Ponadto stężenie tego hormonu we krwi pozwala ocenić funkcjonowanie jajników przy takich zaburzeniach, jak zespół policystycznych jajników (wysoki poziom AMH), czy przedwczesne wygaśnięcie czynności jajników (niski poziom AMH).

Badanie poziomu FSH

Hormon folikulotropowy (FSH), wydzielany przez przysadkę mózgową, reguluje szereg procesów w organizmie wpływających na prawidłowe działanie układu rozrodczego.
Wartość FSH pozwala ocenić m.in. wydolność jajników. Wysokie stężenie hormonu oznacza obniżoną rezerwę jajnikową, czyli mniejszą liczbę prawidłowych komórek jajowych zdolnych do zapłodnienia. Niekiedy zdarza się, że poziom FSH jest prawidłowy u kobiet z niską rezerwą jajnikową. Dlatego, by precyzyjnie ocenić płodność kobiety, wskaźnik ten powinien być uzupełniony o dane dotyczące poziomu AMH i liczby pęcherzyków antralnych.

Jak ocenia się liczbę pęcherzyków antralnych?

Lekarz za pomocą aparatu USG sprawdza, ile pęcherzyków o średnicy 2-8mm,
gotowych do wzrostu pod wypływem hormonów wydzielanych przez przysadkę, znajduje się w jajniku. Mniej niż 5 pęcherzyków antralnych oznacza niską rezerwę jajnikową.

Ciekawostki odnośnie owulacji:

  • Organizm kobiety zaczyna wytwarzać własne komórki jajowe w 9 tygodni od momentu swojego poczęcia. Gdy płód ma 5 miesięcy to posiada już ok. 7 mln pierwotnych komórek jajowych. Liczba tych nie w pełni jeszcze dojrzałych komórek jajowych, zamkniętych w pęcherzykach jajnikowych, ustala się w momencie urodzin dziewczynki – wynosi 2 miliony i są one podzielone równo pomiędzy dwa jajniki.
  • W takiej formie pęcherzyki jajnikowe pozostają aż do osiągnięcia okresu dojrzałości płciowej oraz pierwszej miesiączki kobiety. Wtedy właśnie pierwszy, pierwotny pęcherzyk jajnikowy dojrzewa i owuluje, szykując się na przyjęcie plemnika, a po zapłodnieniu na ostateczny etap swojego rozwoju.
  • Kobiety żyjące na całym świecie – kiedyś, dzisiaj (i w przyszłości) uwalniają podczas swojego życia średnio 400 – 500 komórek jajowych – to niewiele w porównaniu do setek milionów plemników uwalnianych podczas jednego wytrysku nasienia.

POLECANE: 

11 niesamowitych faktów o komórce jajowej

10 sposobów na zwiększenie płodności

Tu kupisz najnowszy magazyn CHBR.pl

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

niepłodność psycholog

Przedłużające się starania o dziecko, cała masa wykonanych badań, wiele niewiadomych, złe wiadomości, złudne nadzieje – to tylko niektóre z trudnych doświadczeń w czasie walki z niepłodnością. Jednym z bardziej obciążających momentów w czasie leczenia metodą in vitro jest czas około transferowy. Jak może wpłynąć na nas wielka niewiadoma, z którą stajemy wtedy oko w oko i jak sobie z nią radzić? „Bardzo pomocne na tym etapie jest zadbanie o siebie i zapewnienie sobie tego, co uważamy za ważne i potrzebne, by czuć się lepiej” – mówi w rozmowie z nami psycholog z klinik leczenia niepłodności InviMed w Warszawie, Dorota Gawlikowska.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedura in vitro jest rozłożona w czasie. Idzie za tym oczekiwanie i wiele niewiadomych. Jak może odbić się to na pacjentach – zarówno indywidualnie, jak i na ich związku?

Dorota Gawlikowska, psycholog: Wpływ obciążenia emocjonalnego, jakie niesie ze sobą leczenie niepłodności, a w szczególności procedura in vitro, zależy od kondycji pary. Znaczenie mają również jej dotychczasowe doświadczenia, czas zmagania się z niepłodnością oraz indywidualne sposoby radzenia sobie w sytuacjach stresu i napięcia. Badania podkreślają także rolę wsparcia udzielanego sobie wzajemnie przez partnerów, jako najważniejszego czynnika chroniącego przed depresją. Jest to o tyle istotne, że stanowi ona jedno z najczęściej obserwowanych powikłań długiego leczenia niepłodności.

Im dojrzalszy emocjonalnie jest związek, lepsza komunikacja pomiędzy partnerami i im większa empatyczna gotowość partnerów do wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb, tym większa szansa na uniknięcie negatywnych skutków leczenia niepłodności. Także metodą in vitro.

To właśnie niewystarczająca i nieskuteczna komunikacja oraz nieumiejętność reagowania na potrzeby partnera najbardziej uderzają w związek i powodują oddalanie się partnerów od siebie. Wiąże się to także z narastaniem u obojga z nich poczucia osamotnienia i braku pomocy w trudnej sytuacji. Co więcej, odczuwana podczas procedury niepewność, obawy o skuteczność leczenia oraz poczucie braku kontroli nad tym, co dzieje się w ciele kobiety, zwłaszcza po transferze zarodka, to niewątpliwie trudne emocjonalnie doświadczenia.

Jak możemy dostrzec, że dzieje się coś niepokojącego?

Ich wpływ może przejawiać się napięciem, trudnościami w zakresie koncentracji uwagi, zaburzeniami snu i huśtawką nastrojów. Zwłaszcza u kobiet wahają się one od nadziei, przez niepokój, aż po brak wiary w sukces. Bardzo pomocne są na tym etapie techniki relaksacyjne oraz odwracanie uwagi od ciała i toczących się w nim procesów. Aby to uzyskać warto skoncentrować się bardziej na swoich potrzebach, zadbać o siebie i zapewnić sobie to, co uważamy za ważne i potrzebne, by móc czuć się lepiej.

Myślę, że okres około transferowy i związane z tym oczekiwanie możemy nazwać swego rodzaju „zawieszeniem”. Jakie emocje mogą się wtedy pojawić?

Najczęściej stan niespokojnego oczekiwania powoduje, że czujemy napięcie i mamy większą niż zwykle potrzebę wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Problem w tym, że wspomniane tu „zawieszenie”, niestety zazwyczaj łączy się w leczeniu właśnie z poczuciem braku kontroli nad sytuacją. Zarodek został przeniesiony do macicy i teraz już nic nie możemy zrobić. Nie możemy sprawdzić, czy jego rozwój przebiega prawidłowo. Nie znamy też sposobów na zwiększenie swoich szans na ciążę. To najczęściej jeszcze bardziej nasila nasz niepokój i prowokuje do szukania innych sposobów wpływania na tę sytuację. Możemy co prawda przestrzegać zaleceń lekarza i robimy to, ale wydaje nam się to niewystarczające.

Stąd właśnie w tym czasie kobietom, a często także ich partnerom i członkom rodzin, przychodzą do głowy różne pomysły, które mogą w nieco magiczny sposób zrekompensować im ów brak wpływu na procesy zachodzące w ciele. Może to być próba ograniczenia do niezbędnego minimum wszelkiej aktywności, aby nie narażać się na żadne ryzyko. Może być to unikanie sytuacji, które kojarzą nam się ze stresem. Możemy także próbować eliminować konkretne czynności, które zostały uznane za ryzykowne, choć wcale nie potwierdził tego lekarz.

Ważne abyśmy pamiętali, że mamy w sobie potrzebę działania i wpływu na sytuację. Jego brak jest dla nas ogromnie trudny. To właśnie poprzez podjęcie działań możemy rozładować napięcie, które gromadzi się w nas w tym czasie.

Słyszę, że powinniśmy być w tym czasie dla siebie i podejmowanych przez siebie czynności przede wszystkim wyrozumiali, bowiem nasze działania nie biorą się znikąd. Czy są jeszcze jakieś powody, abyśmy w takim właśnie momencie szczególnie o siebie zadbali?

Troska o siebie jest ogromnie ważna z wielu powodów. Odwraca uwagę od napięcia i nerwowego oczekiwania na wynik leczenia. Jednocześnie koncentruje nas na tym, co realnie możemy dla siebie zrobić w tej sytuacji. Dobrze, by działo się to właśnie poprzez pomoc sobie samemu w taki sposób, by móc łatwiej przejść przez ten trudny etap. Mamy więc możliwość przynajmniej częściowego odzyskania kontroli, poprawy samopoczucia i jednocześnie właśnie zaspokojenia wspomnianych tu potrzeb, które niejednokrotnie z powodu leczenia już dawno zeszły na dalszy plan.

Leczenie dla wielu osób oznacza tak dużą koncentrację na procedurach medycznych, problemach logistycznych, finansowych, zawodowych i wielu innych, że na zaspokajanie potrzeb zwyczajnie brakuje już siły i czasu. Jest więc okazja, by to nadrobić. Dzięki temu zwiększyć możemy także zasób energii i sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach, co z pewnością może nam pomóc w przyszłości.

Często to partnerzy są dla siebie największym wsparciem, czy wystarczającym? Może jednak dobrze byłoby skorzystać z pomocy specjalistów?

Z pewnością warto skorzystać w tym czasie także z pomocy profesjonalistów. Partnerzy, nawet jeśli są na siebie bardzo otwarci i komunikują się bez przeszkód, mogą popaść w rutynę. Mogą też nie zauważać popełnianych błędów, które utrudniają im zaspokajanie wzajemnych potrzeb. Czasem warto jest spojrzeć na związek i sytuację z dystansu. Pozwala to zauważyć te aspekty problemu, których dotąd mogliśmy nie dostrzec. Tam, gdzie partnerzy czują się osamotnieni, pozbawieni wsparcia, gdzie czuje się żal i wzajemną złość, wsparcie profesjonalisty jest szczególnie ważne. Trudno jest ruszyć z miejsca i zmienić swój sposób postępowania, zachowanie wobec partnera czy formę komunikowania się, jeśli jesteśmy przepełnieni trudnymi emocjami: bólem, żalem, złością, niechęcią, poczuciem zranienia, odrzucenia, opuszczenia. Psycholog może pomóc uporać się z tymi uczuciami i jednocześnie stworzyć parze warunki do wprowadzenia zmian w ich związku.

Co więcej, wzajemne wspieranie się partnerów jest nieraz trudne, ponieważ ciężka sytuacja trwa latami i wyczerpuje ich siły. Wówczas pomoc z zewnątrz, która pozwala te siły zregenerować i zaczerpnąć z zasobów innej osoby, przynosi partnerom ulgę oraz pozwala odpocząć. A wszystko po to, aby za chwilę jeszcze lepiej i skuteczniej móc się wspierać.

 

Zobacz też:

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

NIK kontroluje ośrodki adopcyjne. Wypełnij ankietę i pomóż

Ankieta NIK - kontrola funkcjonowania ośrodków adopcyjnych
fot. Pixabay

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadza obecnie kontrolę wykonywania zadań przez ośrodki adopcyjne. Głównym celem badań jest odpowiedź na pytanie, czy ośrodki adopcyjne prawidłowo i skutecznie realizują zadania związane z postępowaniami adopcyjnymi.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie ankietowe skierowane jest do rodziców, którzy przysposobili dziecko lub są w trakcie realizacji procedury adopcyjnej, bądź znaleźli się w takiej sytuacji, że podjęte działania nie zakończyły się adopcją.

Ankieta jest zamieszczona na stronie internetowej adres: www.nik.gov.pl.

Ankieta NIK

Udzielone w ankietach odpowiedzi zostaną wykorzystane do przeprowadzenia analiz mających na celu formułowanie ewentualnych uwag systemowych usprawniających funkcjonowanie badanego zagadnienia. Zostaną one zaprezentowane (w formie zagregowanej) w Informacji o wynikach kontroli, która zostanie przedłożona m.in. Sejmowi RP. Trudno jest obecnie (nie znając wyników ankiety) powiedzieć w jakim stopniu może pomóc w funkcjonowaniu ośrodków adopcyjnych, natomiast z pewnością uzyskane odpowiedzi poszerzą wiedzę na temat opinii osób, które zetknęły się z tymi placówkami – tłumaczy Paweł Adamowicz z Najwyższej Izby Kontroli

Celem usprawnienie funkcjonowania ośrodków w Polsce

Ankieta jest całkowicie anonimowa. Formularz można wypełnić do 31 grudnia 2017 r.  Udzielone odpowiedzi zostaną wykorzystane w pracach analitycznych mających na celu sformułowanie ewentualnych uwag i wniosków usprawniających funkcjonowanie ośrodków adopcyjnych, jako kluczowego elementu systemu adopcyjnego w Polsce.

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.