Przejdź do treści

Sesja porodowa – czy warto to rozważyć, jak się do niej przygotować i jak wygląda na zdjęciach

sesja porodowa

Sesja porodowa to nadal w Polsce niezbyt popularny temat. Jak przebiega sesja porodowa, czy trzeba się jej bać i jak się do niej przygotować opowiada Danuta Czapka z Dana Photography w rozmowie z Jolantą Drzewakowską.

Czy osoba, której robiłaś sesję porodową jest Twoją znajomą czy to klientka?

To była klientka. Skontaktowała się ze mną w sprawie sesji z brzuszkiem i sama zaproponowała, że chce wykonać sesje z porodu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kto wpadł na pomysł takiej sesji: modelka, partner modelki czy Ty? 

Tak jak wspomniałam wyżej sesja była z inicjatywy klientki. Osobiście byłam bardzo zainteresowana tego typu sesją, gdyż jest to coś nowego na rynku fotograficznym, przynajmniej tutaj w Danii, gdzie obecnie mieszkam. Zdjęcia z tego typu sesji są naładowane niesamowitym ładunkiem emocjonalnym i są „prawdziwe” bez udawania i ustawiania. Napomnę jeszcze, nie wiem na ile to istotne (dla mnie nie było ;)), ale była to para homoseksualna. Dania jest krajem mocno liberalnym i otwartym na wszystkie związki, wiec Panie nie miały jakiś oporów, a nawet dostałam zgodę na publikacje zdjęć.

Jak wygląda taka sesja porodowa od strony logistycznej? Para wie, że zaczyna się poród i dzwoni do Ciebie, tak jak do położnej? Czy umawiacie się jakoś inaczej?

Od strony logistycznej jest to dosyć złożone, gdyż nie jesteśmy w stanie przewidzieć dokładnie, kiedy poród się rozpocznie i w jaki sposób będzie przebiegał. Teoretycznie mamy planowana datę porodu i umawiając się z klientem zakładam, że muszę być dyspozycyjna na 2 tygodnie przed planowaną datą i tydzień po. W planowanym terminie byłam w kontakcie z mamą – jak się czuje i co mówią lekarze. Później już czekałam na telefon. W moim konkretnym przypadku,  gdzie wykonywałam sesję, miał to być poród domowy w wodzie, z obecnością położnej. Niestety trzy dni przed planowanym terminem porodu, mama nie najlepiej się czuła i wynikły pewne komplikacje, a następnie skierowano ją do szpitala i to dosyć odległego (około godzina drogi od mojego miejsca zamieszkania ) gdzie już pozostała i czekała na wywołanie porodu. Tak więc dzieciątko urodziło się praktycznie 1 dzień przed planowanym terminem, tyle, że w szpitalu, a nie w domu.

dana photography sesja noworodkowa 5

Jak to wygląda na miejscu? Czy np. zawiadamiasz wcześniej szpital i lekarzy? Muszą wyrazić zgodę?

Pierwszy raz miałam przyjemność wykonać tego typu reportaż, wiec trudno mi powiedzieć, jak to rutynowo się odbywa i mogę tylko opowiedzieć o moim spotkaniu. Jako, że poród nieoczekiwanie odbył się w szpitalu, a nie w domu jak był planowany, to mama sama zapytała lekarzy, czy wyrażają zgody, abym ja uczestniczyła w porodzie również. Powiedziała, ze mają zamówionego fotografa na tą okazje. Zgodzili się bez problemu. Trudno mi powiedzieć jak to odbywa się w Polsce. Wiem, że są fotografowie, którzy również wykonują takie reportaże, ale zauważyłam, że odbywają się one zawsze w tym samym szpitalu, być może nie w każdym wyrażają zgodę. Myślę, że gdyby poród był od początku planowany w szpitalu, poprosiłabym rodziców, aby zapytali o możliwości przebywa fotografa w trakcie porodu.

Szpitale w Danii, jak i personel, są bardzo przyjazne, jeśli można to tak określić. Pamiętam mój poród, a było to cesarskie cięcie, położna pięć razy pytała się męża, czy na pewno zabrał na sale operacyjną aparat, bo to najważniejsze w trakcie porodu, aby robić zdjęcia. Na korytarzach stoją dziesiątki wazonów na kwiaty, a odwiedzający mogą przebywać w sali przez większą część dnia. Bywa, ze kobieta już po paru godzinach po porodzie naturalnym wychodzi do domu, jeśli wszystko jest dobrze. Więc podejrzewam, że w większości przypadków, jeśli rodzice sobie życzą, to nie byłoby problemu, aby fotograf uczestniczył w porodzie. Natomiast z całą pewnością zawsze trzeba wcześniej zapytać o zgodę.

dana photography sesja porodowa 3

 

Ok, to wszystkie logistyczne sprawy załatwione, to co się dało przygotowane a potem się zaczyna – poród. Jedziesz do szpitala i… no właśnie, jak to wyglądało w trakcie?

Parę dni przed planowaną datą siedzisz już jak na szpilkach, czekasz jakby to był twój poród. U mnie emocje były po stokroć większe, bo to był mój pierwszy reportaż z porodu. Oczywiście czytałam, oglądałam zdjęcia, ale wiadomo jak się czujemy, gdy robimy coś pierwszy raz i nie da się tego powtórzyć. Miałam wiele wątpliwości, czy dam radę od strony technicznej, gdyż poród może być w środku nocy przy słabym oświetleniu, a fotograf musi być dyskretny, wręcz niewidzialny,  więc użycie lampy błyskowej nie wchodzi w grę. Oczywiście miałam to szczęście, że poród właśnie się odbył w środku nocy. Wiadomo, że każdy poród jest inny i przebiega w innym tempie, jako, ze to było pierwsze dziecko, byliśmy przygotowani, ze to może być bardzo długi poród. Wiedziałam, już o zmianach, o szpitalu i byłam w kontakcie z rodzicami, wiedziałam, co mówią lekarze. Miałam dojechać do szpitala jak rozwarcie będzie około 5 cm.

Myślę, też, że powinnam tutaj wspomnieć, co właściwie się fotografuje w trakcie porodu. Fotografia taka polega na tym, aby zatrzymać w kadrach panującą atmosferę tego dnia, różne szczegóły i detale, na które rodząca kobieta z pewnością nie zwróci uwagi, emocje, więź i czułość jaka istnieje pomiędzy partnerami, pierwsze chwile dziecka i emocje jakie malują się na twarzy rodziców. Zostałam jeszcze jakieś 2-3 godziny po porodzie czyli, fotografowałam również całą procedurę mierzenia i ważenia dziecka, jak i pierwsze uściski z rodzicami. To jest naprawdę niesamowite przeżycie. Niektórzy mnie pytali czy to nie dziwne, ze ja obca osoba uczestniczę w tak intymnej chwili. Starałam się być niezauważana, nie biegałam przed lekarzem czy położną, tylko z odległości, zza drzwi, z kąta starałam się złapać te właściwe momenty. I absolutnie nie czułam się skrepowana, przecież to rodzice chcieli abym uczestniczyła w tym wydarzeniu, rozmawialiśmy wiele przed, spotkaliśmy się na sesji z brzuszkiem … troszkę się poznaliśmy. Sam poród też mnie nie przeraża, jestem mamą i swoje porody mama już za sobą.

dana photography sesja porodowa4

Czy  „modele” czuli się skrępowani Twoja obecnością? czy umawiałaś się z nimi, że np jakichś konkretnych zdjęć nie robisz?

„Modele” byli bardzo otwarci i tolerancyjni, nie czułam ich skrępowania, to jeszcze ja okrywałam mamę, żeby zasłonić to i owo na zdjęciach. Przed sesją wytłumaczyłam, jakie to będą zdjęcia, że absolutnie nie fotografujemy intymnych, fizjologicznych szczegółów, bo nie o to chodzi w takim reportażu. Mamy zatrzymać chwile, emocje, uczucia, pierwsze chwile dzieciątka po drugiej stronie brzuszka.

A Ty jak tam się czułaś? Ile godzin to trwało? Nie miałaś wrażenia, że przeszkadzasz albo że to zbyt intymne?

Wyjechałam z domu po otrzymaniu informacji, kiedy lekarz stwierdził, że jest ok. 4 cm rozwarcia i akcja porodowa przebiega bardzo powoli, nie ma co się spieszyć. Po chwili otrzymałam sms’a, że mam się spieszyć, bo nastąpiła zmiana i wszystko się dzieje w ekspresowym tempie. Dostałam jeszcze dwa sms’y w trakcie drogi. W sumie jechałam koło godziny, był środek nocy, była mniej więcej 2.00. gdy dojechałam. W szpitalu też nie tak łatwo było je odnaleźć, w środku nocy nikogo nie było na portierni (byłam w tym szpitalu pierwszy raz ). Czułam się troszkę jak na planie filmowym, gdy wpadasz do szpitala w środku nocy, a tu ani żywej duszy, żeby pomogła odnaleźć właściwą salę.

Oczywiście aparat już był w ręce i po gratulacjach dla rodziców zaczęłam fotografować te pierwsze minuty maluszka i mamy. W sumie wyjechałam z domu około godziny 1.00. w nocy, a wróciłam koło 8:00 rano. Wyszykowałam córkę do przedszkola, odwiozłam i poszłam spać.

dana photography sesja porodowa1

Jaki moment był dla Ciebie najtrudniejszy podczas takiej sesji?

Wiesz co jakoś wszystko tak błyskawicznie przebiegło, że nie wyłapałam jakiegoś bardzo trudnego momentu. Z pewnością najtrudniejsze to wszystko było od strony technicznej, bo zrobić w miarę dobre zdjęcie przy słabym żółtym oświetleniu plus mocna szpitalna lampa skierowana w konkretne jedno miejsce, to niełatwe zadanie. Wiadomo, że te zdjęcia nie wyglądają jak ze studia, ale myślę, że nie o to w nich chodzi.

Który moment sesji porodowej był najpiękniejszy?

Cała sesja była bardzo wzruszająca, czułam się emocjonalnie związana z rodzicami i przeżywałam to bardzo osobiście. Niesamowite uczucie było gdy wychodziłam już ze szpitala, akurat był piękny wschód słońca … stworzyło mi to harmonię z nowym życiem. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję nie jeden taki reportaż wykonać. Chętnie poszłabym w tym kierunku z moją fotografią.

dana photography sesja porodowa 7

Czy po takim doświadczeniu mogłabyś doradzić taką sesję? Kto mógłby się na to zdecydować? Czy trzeba być bardzo odważną, otwarta osobą?

Zdaję sobie sprawę, że taka sesja jest nie dla każdego. Osobiście znam osoby, które absolutnie nie zgodziłyby się na to. Z kolei ja żałuję, że nie miałam takiej świadomości fotograficznej, gdy rodziły się moje dzieci. Uważam, że jest to niesamowita pamiątka, takie chwile się już nigdy nie powtórzą, a w pamięci szybko zacierają. Nawet jeśli będziemy w kolejnej ciąży, będzie ona inna, bo każda jest inna.

Wiele rzeczy, które się wydarzyły w trakcie porodu, już nie pamiętamy, a zdjęcia zatrzymałyby je dla nas. Ja zdecydowanie chciałabym mieć taką pamiątkę oprawioną w piękny album. Same dzieci też uwielbiają oglądać zdjęcia, często pytają się, jak to było, gdy się urodziły, gdy były malutkie. Dla nich samych byłaby to piękna pamiątka. Myślę, że trzeba akceptować siebie i swoje ciało, aby zdecydować się na fotografa w trakcie porodu, lub mieć taką świadomość fotograficzną, która Cię przekona, że warto.

Gdybyś miała doradzić parze, która myśli o sesji porodowej – co powinni ustalić z fotografem, na co zwrócić uwagę?

Z całą pewnością powinni się wcześniej poznać. Dobrym sposobem na to jest wykonanie sesji z brzuszkiem, można wtedy zobaczyć, jaki styl pracy ma fotograf i jak się czujemy w jego towarzystwie. Powinni otwarcie porozmawiać jak to sobie wyobrażają i skonfrontować z tym, co ma fotograf do przekazania w danym temacie. Nie wiem, czy jest wielu fotografów na polskim rynku, którzy wykonują takie sesje, ale wiem, że wielu marzy o tym, aby mieć taką sesję w swoim portfolio, właśnie ze względu na jej prawdziwość i niesamowite emocje, które widać na zdjęciach.

A rada dla fotografa, który podjąłby się takiego wyzwania 🙂

Zaufaj swojej intuicji … Z mojego doświadczenia wynika, ze najtrudniejsza w tego typu sesji jest logistyka, właśnie ze względu na ta niewiadoma, kiedy rozpocznie się poród i jak będzie przebiegał.

dana photography sesja porodowa8

Danuta Czapka Dana Photography Jestem fotografem rodzinnym, dziecięcym, fotografuje również mamusie z brzuszkiem i noworodki. Wciąż poszerzam swoje horyzonty fotograficzne, staram się nieustannie rozwijać i myślę, że nigdy nie przestanę, bo w fotografii jest coś tak fajnego, że zawsze można odkryć coś nowego. Prywatnie mama dwóch cudownych dziewczynek.

Więcej cudownych zdjęć znajdziesz tutaj: http://www.danaphotography.dk/

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Meghan Markle jest w ciąży? Księżna odwiedziła klinikę leczenia niepłodności

Meghan Markle jest w ciąży
fot. Facebook - Meghan, Duchess of Sussex

Czy Meghan Markle jest w ciąży? Plotkarskie portale twierdzą, że tak. W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że księżna Sussex jest już po wizycie w klinice leczenia niepłodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W grudniu 2017 świat obiegła informacja o zaręczynach księcia Harrego ze starszą o trzy lata amerykańską aktorką Meghan Markle.

19 maja oczy całego świata zwrócone były ku iście królewskiej uroczystości zaślubin pary. Od razu pojawiły się też insynuacje o rzekomej ciąży świeżo upieczonej księżnej.

Potka głosi również, że książę Harry od miesięcy przyjmuje suplementy i witaminy, które mają wspomóc ich starania o dziecko.

Zobacz także: Tajemnice sukni ślubnej Meghan Markle

Meghan Markle jest w ciąży?

Jak dowiedział się plotkarki portal „Radar Online’, kilka miesięcy przez zaplanowanym weselem Meghan i Harry odwiedzili lekarza- eksperta ds. płodności.

– Harry i Meghan postanowi rozpocząć starania o dziecko od razu po ślubie – twierdzi źródło „Radar Online”.

– Oboje zdają sobie sprawę, że wraz z wiekiem szanse na ciążę Meghan maleją. Są również świadomi możliwych komplikacji zdrowotnych i rosnącego ryzyka poronienia – dodaje.

Zobacz także: Małgorzata Rozenek będzie miała trzecie dziecko? W dniu swoich urodzin zrobiła Radkowi niepodziankę

„Pierwsze bliźnięta w rodzinie królewskiej od 588 lat”

Amerykański tygodnik brukowy „The National Enquirer”  już rozpisuje się o bliźniaczej ciąży Meghan. „Pierwsze bliźnięta w rodzinie królewskiej od 588 lat” krzyczą nagłówki gazet.

Wszystko przez wspomnianą wizytę w klinice leczenia niepłodności.  Jak wiadomo, przy zapłodnieniu in vitro, szanse na ciążę mnogą znacznie wzrastają. Podobno Meghan rozpoczęła wizyty w klinice jeszcze na długo przed weselem.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: hollywoodlife.com, wp.pl

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

5 tys. plus na każde dziecko. Wyjątkowe wsparcie dla rodziców wieloraczków

Niemowlę na rękach mamy; trzyma tatę za palec /Ilustracja do tekstu: Bon opiekuńczy: wieloraczki - nowe świadczenie dla rodziców
Fot.: Joshua Reddekopp /Unsplash.com

Po 5 tys. złotych na każde dziecko otrzymają rodzice, którym urodzą się wieloraczki – to świadczenie, które zaoferowały swoim mieszkańcom władze Szczecina. Jest jednak jeden warunek: ciąża musi być mnoga, a w jej wyniku na świat musi przyjść minimum troje dzieci.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ramach nowego programu „Bon opiekuńczy – wieloraczki”, który został przyjęty przez miejskich radnych 26 czerwca br., jednorazowe świadczenie w wysokości 5 tys. złotych otrzymają rodzice wieloraczków urodzonych po 1 stycznia 2018 r. Otrzymanie bonu nie jest uzależnione od kryterium dochodowego.

Wychowanie jednego dziecka nie jest łatwe, a co dopiero trójki – zauważył w rozmowie z portalem Onet.pl  prezydent Szczecina Piotr Krzystek.

Dodał, że z uwagi na mały procent takich ciąż program nie obciąży budżetu, a zapewni ogromne wsparcie dla rodzin wieloraczków.

„Bon opiekuńczy – wieloraczki”: z wnioskiem możesz wystąpić do 12 miesięcy po porodzie

Jak informują przedstawiciele samorządu, wnioski w sprawie świadczenia można składać przez cały rok, jednak nie później niż 12 miesięcy od dnia narodzin dzieci.

Warto dodać, że to nie pierwsza inicjatywa władz województwa na rzecz rodziców wieloraczków. Przy oddziale Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Szczecinie powstaje właśnie wypożyczalnia sprzętu (m.in. wózków, przewijaków, nosidełek), z którego na szczególnych warunkach będą mogły korzystać rodzeństwa w tym samym wieku.

PRZECZYTAJ TEŻ: Bezpłatne leki dla kobiet w ciąży. Minister zdradził szczegóły prac nad programem „Mama+”

Ciąża jedna na pół miliona

Choć prawdopodobieństwo urodzenia wieloraczków jest bardzo małe, na świat przyszli już pierwsi beneficjenci nowego programu. W szczecińskim szpitalu Zdroje urodziły się bowiem… czworaczki. Rodzicami dwójki chłopców i dwóch dziewczynek zostali państwo Natalia i Mateusz. Dzięki pomocy samorządu otrzymają 20 tys. zł wsparcia finansowego na opiekę, która z pewnością pochłonie znacznie więcej kosztów niż w przypadku mniejszej liczby potomstwa.

W maju tego roku w tym samym szpitalu urodziły się też trojaczki.

Źródło: mamadu.pl, PAP, polsatnews.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwój płodu. Co się dzieje w organizmie mamy w drugim miesiącu ciąży?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dzięki in vitro zaszła w ciążę. Nie mogła jednak zostać matką tego dziecka

nie mogła wychować dziecka z in vitro
fot. Facebook - Carolyn & Sean Savage

Po wielu latach niepowodzeń i kilku próbach in vitro, kobiecie udało się w końcu zajść w ciążę. Kilka dni po zrobieniu testu ciążowego okazało się jednak, że nie mogła wychować dziecka. Dlaczego?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przez długi czas Carolyn Savage próbowała różnych kuracji mających na celu poprawę jej płodności. Pomimo wielokrotnych stymulacji owulacji, inseminacji domacicznych i innych metod, na teście zawsze pojawiała się tylko jedna kreska.

Po pewnym czasie podjęła więc ze swoim mężem Seanem decyzję o in vitro. Udało się!
– Z niedowierzaniem przyglądałam się testowi, myślałam że to błąd – wyznaje kobieta. – Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy i odczekałam kilka sekund. Kiedy je otworzyłam, byłam zdumiona. Dwie kreski! – dodaje.

Małżeństwo nie mogło uwierzyć w swoje szczęście. Para wychowywała już trójkę dzieci, jednak od przez długi czas bezskutecznie starali się o powiększenie rodziny. To marzenie miało się w końcu spełnić.

Zobacz także: „Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Nie mogła wychować dziecka z in vitro

Ich szczęście przerwał jeden telefon od lekarza. Cztery dni po zrobieniu testu okazało się, że zarodek, który otrzymała Carolyn, należał do innej pary… W rzeczywistości kobieta nosiła więc pod sercem dziecko, które genetycznie było potomkiem innych ludzi.

Carolyn i Sean nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Musieli podjąć bardzo ważną decyzję. Małżeństwo zdecydowało, że po porodzie dziecko trafi do swoich biologicznych rodziców. Choć ten krok kosztował ich wiele, czuli, że właśnie w ten sposób powinni postąpić. Skontaktowali się z biologicznymi rodzicami dziecka- Shannon i Paulem Morrell.

Chłopczyk otrzymał imię Logan i urodził się cztery tygodnie przed terminem. Carolyn spędziła z noworodkiem pół godziny, następnie maluszek trafił w ręce Shannon i Paula.

Zobacz także: Z jego nasienia narodziło się dziecko innego mężczyzny. Niesamowity przypadek w USA

Niespodziewane zakończenie historii

Po tym wydarzeniu Carolyn pogodziła się już z myślą, że nie urodzi więcej dzieci. Tak się jednak nie stało. W 2011 roku z pomocą surogatki Carolyn i Sean zostali rodzicami bliźniąt- Isabelli i Reagany. To jednak nie koniec niespodzianek.

Kiedy kilka lat później kobieta zaczęła odczuwać dziwne objawy, zrobiła test ciążowy. Z niedowierzaniem stwierdziła, że wynik był pozytywny!

– Wieku 45 lat, po dwóch dekadach starań bez naturalnego zapłodnienia, po niezliczonej ilości stymulacji, inseminacjach, ponad pięciu podejściach do zapłodnienia pozaustrojowego […] i jednej pomyłce zarodków przy in vitro, byłam w ciąży – mówi zaskoczona Carolyn. Nicholas Winton Savage przyszedł na świat jesienią 2014 roku. Cuda się jednak zdarzają!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: today.com,popularne.pl

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami