Przejdź do treści

Sesja fotograficzna przedwczesnego porodu. „Nigdy nie będę żałować tej sesji”

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu
fot. www.viralthread.com

Sarah Jade wiedziała, że jej ciąża nie zakończy się szczęśliwym rozwiązaniem. Mimo tego zdecydowała się na obecność fotografa podczas porodu i uwieczniła pierwsze i zarazem ostatnie chwile swojego synka na tym świecie. Sesja fotograficzna przedwczesnego porodu – zobacz poruszające zdjęcia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każda ciąża jest wyjątkowa i bez wątpienia stanowi niezwykły okres w życiu kobiety. Nie każda z nich kończy się jednak szczęśliwym rozwiązaniem.

W pierwszym trymestrze do poronienia dochodzi aż u jednej na trzy ciężarne. Później ryzyko różnorakich komplikacji jest mniejsze, jednak istnieje nadal i bywa, że ciąża kończy się przedwczesnym porodem.

Taka sytuacja spotkała również 33-letnią Sarah Jade z Melbourne. Chcąc ukazać innym swój dramat, Sarah podzieliła się bardzo intymnymi zdjęciami z porodu.

Zobacz także: Sesja porodowa – czy warto to rozważyć, jak się do niej przygotować i jak wygląda na zdjęciach

Sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

Synek kobiety, Aksel Jade zmarł w 33 tygodniu ciąży w wyniku poważnych komplikacji. Gdy dziecko umiera w tak zaawansowanym okresie ciąży, kobieta zazwyczaj musi urodzić płód.

Wiedząc już, że jej synek nie żyje, Sarah zdecydowała się skontaktować z fotografką Lacey Barratt, która specjalizuje się w sesjach porodowych. Barratt uwieczniła na zdjęciach chwile z porodu, pożegnania oraz pogrzebu Aksla.

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

fot. www.viralthread.com

Śmierć dziecka to jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć dla człowieka. Sarah uważa jednak, że fotografie synka pomogą jej w uporaniu się ze stratą.

Chciałam mieć piękny poród. Kiedy dowiedziałam się, jaki będzie finał, nadal chciałam uwiecznić te chwile – powiedziała Sarah.

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

fot. www.viralthread.com

– To było traumatyczne przeżycie. Najgorsze był moment, w którym parłam z całych sił i Aksel wyszedł już w połowie. Później jednak znowu cofnął się do środka i musiałam przeć od nowa – ujawniła Sarah.

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

fot. www.viralthread.com

– Możliwość potrzymania go była niesamowitym przeżyciem. To naprawdę nam pomogło – zdradziła.

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

fot. www.viralthread.com

– Nigdy nie będę żałować tej sesji. Cała nasza rodzina zobaczyła i pożegnała się z Akslem. Najcięższe było pozwolić mu odejść – powiedziała Jade.

sesja fotograficzna przedwczesnego porodu

fot. www.viralthread.com

– Zanim zaszłam w ciążę z Akslem miałam jedno dziecko i czułam się z tym szczęśliwa. Teraz czuję się jednak niekompletna – ujawniła.

Sarah Jade ma 3-letniego synka Arthura. Również on pożegnał się z braciszkiem. – Tyle opowiadaliśmy mu o młodszym bracie.  Musiał zobaczyć się z Akslem – powiedziała Sarah.

Tragiczny poród odbył się 11 lutego 2018 roku. Kilka dni później Sarah i jej rodzina pożegnała małego Aksla.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.viralthread.com

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Skulona kobieta na czerwonych schodach/ Ilustracja do tekstu: Endometrioza: objawy niedostrzegane przez lekarzy. Historie pacjentek
Fot.: Pixabay.com

Zatrważający brak wiedzy na temat endometriozy, bagatelizowanie jej objawów, ignorowanie słów pacjentek, a także brak szacunku – z tym na co dzień mierzą się kobiety podczas wizyt w gabinetach ginekologicznych. Tymczasem endometrioza dotyczy aż jednej kobiety na 10.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bolesne miesiączki to najczęstszy i najbardziej charakterystyczny objaw endometriozy. Kobiety, które zmagają się z tą chorobą, z reguły wcześnie trafiają do gabinetów ginekologicznych. Jednak zanim usłyszą trafną diagnozę, zmuszone są znieść wiele upokorzeń ze strony lekarzy.

„Wylądowałam na emergency z bólem i ogromnym brzuchem. Nie mogłam chodzić, wyłam z bólu. Od lekarza usłyszałam, że to tłuszcz, i mam iść na siłownie i robić ćwiczenia. A normalnie jestem szczupłej sylwetki” – pisze Katarzyna.

„ Ciągle słyszałam, że jestem gruba (choć ta grubość dotyczyła tylko brzucha, a nie całości), że powinnam głowę leczyć, że wyszukuje sobie problemy, że tak nie może boleć aż do wymiotów. Albo że taka delikatna jestem, aż wstyd, że bólu nie umiem znieść. Staram się nigdy nie stwarzać kłopotu: ani na oddziałach, ani u lekarzy, ale – na Boga – kiedy nie mogę wstać z bólu, tzn. ze coś jest nie tak!” – mówi Dagmara.

PRZECZYTAJ: Bolesne miesiączki zmorą wielu kobiet. To ból porównywalny do zawału serca!

Endometrioza: objawy, których nie chcą dostrzec lekarze

Pacjentki przyznają, że rzucanie nieprzyjemnych i niewskazanych komentarzy podczas wizyt to również częsty problem.

„Dwa lata temu trafiłam do szpitala z obfitym krwawieniem i silnymi bólami. Lekarz podczas badania był bardzo niedelikatny. Mówiłam, że mnie boli, a on że w dzisiejszych czasach kobiety są mało odporne na ból. Po tym wszystkim rozmawiał z moim mężem i mówił, że powinnam iść do psychologa, bo podczas badania byłam bardzo nerwowa” –  zwierza się Agnieszka.

Najbardziej powszechnym zjawiskiem jest niedowierzanie w to, jak bardzo kobiety z endometriozą cierpią. Dziewczyny mówią wprost, jak bardzo odczuwają ból, a w zamian słyszą np. to, co Karolina:

„Gdy z bólem podbrzusza po lewej stronie (nim wykryto chorobę podczas badania ginekologicznego) trafiłam do lekarza i płacząc z bólu, powiedziałam, że bardzo boli, usłyszałam: Wyimaginowany problem, jak współżyjesz to cię nie boli”.

„Podczas badania ginekologicznego łzy mi leciały z bólu i mówiłam, że boli. Usłyszałam, że mam się odprężyć. Podczas tej samej wizyty usłyszałam, że taka nasza uroda, że boli. Kobieta ginekolog…”- pisze Marta.

Mity o endometriozie, czyli z pamiętnika pacjentki

Najbardziej powszechnym mitem na temat endometriozy jest powtarzanie, że choroba minie po zajściu w ciążę oraz urodzeniu dziecka. Są i tacy lekarze, którzy twierdzą wręcz przeciwnie – że nie można mieć endometriozy, jeśli jeszcze nie urodziło się dziecka.

„Pani nie ma endometriozy, bo endometriozę mają kobiety po trzeciej ciąży” – usłyszała w gabinecie ginekologicznym Ola.

„USG w szpitalu noc przed operacją i lekarz wpatrzony w moje krocze: No to jutro pani zobaczy, że nic tam nie ma, da się pani pokroić dla swojego widzimisię, a endometriozy nie mają kobiety, które nie rodziły” – opisuje Olga.

Kobiet z podobnymi historiami jest znacznie więcej:

„Usłyszałam, że bardzo silne bóle menstruacyjne, które mi dokuczały, przejdą po naturalnym porodzie…” – Barbara

„Na tyłozgięcie i endometriozę najlepszym lekarstwem byłaby ciąża i poród” – Halina

„Wycięliśmy, ile mogliśmy, teraz szybciutko do roboty i zachodzimy w ciążę” – Katarzyna

Brak pomocy – na NFZ i prywatnie

Wizyty prywatne – za kilkaset złotych – wcale nie muszą oznaczać bardziej fachowej wizyty lekarskiej.

„Ja byłam prywatnie u jednego z lepszych lekarzy w moim mieście. Na pierwszym USG stwierdził guza na jajniku o wielkości 7×8 cm gęstej treści. Pytam, czy mocne i duże skrzepy podczas okresu mogą być z tym powiązane, a on na to: Nie, bo przecież nie ma pani endometriozy… Miesiąc później podczas laparoskopii stwierdził zaawansowaną endometriozę miednicy mniejszej. Ja po operacji pytam, czemu mam endometriozę, skoro podczas USG ją wykluczył, a on mi na to, że w tym zawodzie pracuje ponad 20 lat i co ja mu próbuję wmówić…” – pisze Katarzyna.

„Raz poszłam do lekarki, którą poleciła mi koleżanka (prywatnie), bo taka cudowna pani doktor… Wtedy byłam już po operacji. Mówię lekarce, że miałam laparotomię, że usuwali mi torbiel z jajnika i że stwierdzili endometriozę… Pani doktor już na słowo endometrioza się zapowietrzyła i mówi: Oj, to niedobrze. Pokazuję jej papiery ze szpitala i wynik histopatologii, a ona do mnie, że tu nie jest napisane, że mam endometriozę, bo jakby była, to powinno być napisane: endometrioza! Szczęka mi opadła do ziemi i mówię jej, że na wyniku histopatologii jest napisane: gruczolistość zew. torbielowata i że to jest endometrioza. A ona dalej w zaparte, że nie, bo musi być wprost napisane…” – mówi Justyna.

CZYTAJ TEŻ: Endometrioza i jej szerokie spektrum

Kwestia perspektywy

Wiele pacjentek przyznaje również, że lekarze nie potrafią udzielić im fachowej informacji na temat zabiegów chirurgicznych. Wykazują tym samym swój brak wiedzy lub narażają pacjentki na poważne konsekwencje drastycznych operacji:

„Słowa lekarza podczas prywatnej wizyty: Po co pani laparoskopia nożem plazmowym? Efekt będzie taki sam, jak po tradycyjnej laparoskopii. Brak słów, zwłaszcza że tradycyjna laparoskopia obniża AMH o 30%, a wykonana nożem plazmowym tylko o 5%. A co najważniejsze, podczas tradycyjnej laparoskopii groziło mi usunięcie jajnika lub sporej jego części, a dzięki plazmie udało się go uratować. Tak że, jak stwierdził lekarz, różnica prawie żadna, ale patrząc z jego perspektywy” – Beata.

„Nonszalancja ordynatora oddziału w wyborze procedury usunięcia torbieli jajnika. Skutek: drastyczny spadek AMH – gwóźdź do trumny dla endokobiety. Nie poinformował mnie o skutkach usunięcia torbieli i wysłał w premenopauzę, którą odraczałam wszystkimi możliwymi sposobami. Nie będę biologiczną matką, mam nadzieję, że adopcyjna zostanę. Taki promyk nadziei został” – pisze Ewa.

„Gdy zapytałam lekarza, czy jeżeli podczas laparoskopii wyjdzie, że jajowody są niedrożne, to będą próbować je udrożnić, usłyszałam: Proszę pani, jak jajowody są niedrożne, to są do wywalenia! To nie sklep Żabka, że sobie pani będzie wybierać, co chce…” – opowiada Paulina.

„Ja usłyszałam w szpitalu uniwersyteckim: U pani to najlepiej wszystko usunąć i będzie spokój. Czyli macicę” – mówi Anna.

„Miesiąc po laparotomii pojawiła się kolejna torbiel. Lekarz: Spokojnie, noży nam nie braknie, będziemy ciąć” – Kasia.

ZOBACZ TAKŻE: Czy endometrioza uprawnia do otrzymania renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Endometrioza a stan lekarskiej (nie)wiedzy

Niemal każda pacjentka z endometriozą doświadczyła tego typu sytuacji w gabinetach ginekologicznych. Lekarze wykazują zwyczajny brak kultury – poprzez niepotrzebne uwagi oraz oceny, ale też niewiedzę. Trudno w to uwierzyć, zważywszy że z tą chorobą zmaga się jedna na 10 kobiet.

Podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy obecni tam lekarze podkreślali w trakcie swoich wystąpień, jak ważna jest wczesna diagnoza. Tymczasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji: to kobiety same wstępnie diagnozują u siebie chorobę – na podstawie wyszukiwarki internetowej oraz rozmaitych forów i grup, gdzie mają kontakt z doświadczonymi pacjentkami. Potem szukają specjalistycznej pomocy, ale zamiast ją otrzymać, mierzą się z niewłaściwym traktowaniem.

Przez ile gabinetów chora kobieta musi przejść, aby trafić pod odpowiednią opiekę lekarską? Jak wiele przykrych słów musi usłyszeć? Z pewnością nie wszyscy lekarze wykazują tego typu postawę, ale tych z odpowiednim nastawieniem oraz wiedzą bardzo trudno znaleźć.

POLECAMY TEŻ: Nieleczona endometrioza może doprowadzić do trwałej niepłodności [WIDEO]

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Rak jajnika – jakie badania laboratoryjne należy wykonać?

chlamydia
Feeling awful stomachache. Frustrated young woman holding hands on stomach and keeping eyes closed while lying in bed

Rak jajnika jest na 4. miejscu według częstości zgonów na nowotwory wśród kobiet na świecie. Główną przyczyną umieralności z powodu nowotworów jajnika jest bezobjawowy przebieg – aż do późnych stadiów zaawansowania – oraz brak metod wczesnego wykrywania choroby. Z tego powodu 70-75% raka jajnika jest wykrywane w późnym stadium choroby. Jakie badania zatem wykonać, by sprawdzić, czy jesteśmy w grupie ryzyka?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak jajnika to najgorzej rokujący nowotwór ginekologiczny, notujący najniższy wskaźnik przeżycia 5- letniego – ze względu na brak charakterystycznych objawów i umiejscowienie anatomiczne. Nowotwory jajnika są też jedynymi nowotworami w obrębie narządów płciowych występującymi u dzieci – co roku notuje się w Polsce 6-8 nowych zachorowań przed 15. rokiem życia.

Największą liczbę zachorowań na nowotwory jajnika obserwuje się między 50. a 59. rokiem życia. Ponad 60% zachorowań i prawie 50% zgonów na nowotwory jajnika przypada przed osiągnięciem 65. roku życia. Liczba zachorowań i zgonów z powodu raka jajnika wzrasta po 35. roku życia, a począwszy od szóstej dekady życia częstość występowania tego nowotworu zmniejsza się.

Badanie laboratoryjne obejmują wykonanie dwóch ważnych w diagnostyce tego raka markerów nowotworowych – CA125 i HE4 oraz wyliczenie algorytmu ROMA.

Diagnostyka raka jajnika: podwyższone wartości antygenu CA125

Podwyższone wartości antygenu CA125 są zazwyczaj wykrywane u chorych:

  • z nabłonkowym nowotworem jajnika (80-85%), w tym mniej niż u 50% chorych w stadium I (początkowym) zaawansowania klinicznego, u 80-90% w stadium II i u ponad 90% chorych w stadium III-IV
  • z gruczolakorakiem w stadiach zaawansowanych
  • w raku piersi, nowotworach przewodu pokarmowego, trzonu macicy i w raku płuc.

W chorobach nienowotworowych podwyższone stężenie CA125 stwierdza się u chorych z endometriozą, ostrym stanem zapalnym trzustki, marskością wątroby, w chorobach zapalnych narządów miednicy u kobiet, zapaleniem otrzewnej, torbielach jajników, stanach zapalnych szyjki macicy i przewodu pokarmowego, a także w ciąży i podczas menstruacji.

U zdrowych kobiet stężenie CA125 nie przekracza 35 U/ml. Z wiekiem obserwuje się tendencje do niższych wartości antygenu. U kobiet po menopauzie stężenie z reguły wynosi poniżej 30 U/ml.

Diagnostyka raka jajnika: kiedy wykonać badanie antygenu CA125?

Oznaczanie CA125 nie jest rekomendowane jako badanie przesiewowe u kobiet bez objawów klinicznych i bez ryzyka dziedzicznego ze względu na brak odpowiedniej czułości we wczesnym okresie choroby i swoistości w szczególności u kobiet przed menopauzą. U kobiet z obciążeniem rodzinnym zaleca się wykonanie oznaczenia CA125 raz do roku wraz z przezpochwowym USG.

Obecnie podstawowym zalecanym zastosowaniem antygenu CA125 w procesie diagnostycznym jest monitorowanie leczenia pacjentek z zaawansowanym rakiem jajnika. Całkowitą remisję można stwierdzić, jeżeli po zakończeniu chemioterapii wartości antygenu nie przekraczają 15 U/ml.

Nowy marker raka jajnika – antygen HE4

HE4 (WAP way-acidic protein, four-disulfide core domain 2), glikoproteina będąca prekursorem ludzkiego białka komórek nabłonkowych najądrza (czwarta podfrakcja), jest nowym potencjalnym markerem raka jajnika. Rola HE4 nie jest do końca poznana. Prawdopodobnie bierze udział w procesach spermatogenezy u mężczyzn, choć podobne stężenia u obu płci pozwalają wysnuć hipotezę o innej jego roli w organizmie.

Obecność HE4 wykryto w nabłonku najądrzy, górnych dróg oddechowych, śluzówce nosa i jamy ustnej, jelita grubego, jajowodów, endometrium, nerek, płuc, gruczołu krokowego. Stężenie HE4 fizjologicznie wzrasta wraz z wiekiem. Wyższe stężenia obserwuje się także u kobiet palących papierosy. Wykazano, że antygen HE4 rośnie u pacjentek z niewydolnością nerek, ponieważ HE4 usuwany jest z organizmu drogą filtracji kłębkowej.

Wzmożoną ekspresję stwierdza się często w nowotworach nabłonkowych jajnika oraz  w innych nowotworach, np. jelita grubego, piersi, nerek, płuc. Antygen HE4 charakteryzuje się najwyższą czułością i swoistością diagnostyczną (72,9% i 95%) w wykrywaniu raka jajnika we wczesnym stadium choroby jako pojedyncze badanie.

Czy poziom hormonów wpływa na wartości HE4?

Stężenie antygenu HE4 nie wzrasta u kobiet chorych na endometriozę, w przeciwieństwie do powszechnie podwyższonych wartości CA125 w tej grupie pacjentek. W stanach zapalnych dróg rodnych, niezłośliwych nowotworach jajników, znacznie częściej obserwuje się podwyższone wartości antygenu CA125 aniżeli HE4. Wykazano także, że prawidłowy poziom HE4 przy podwyższonych wartościach CA125 u kobiet z obecnym guzem wewnątrzmiedniczym wyklucza w 98% przypadków postać złośliwą nowotworu.

W przeciwieństwie do CA125, nie wykazano także, aby stan hormonalny kobiety znacząco wpływał na poziom HE4. Z tego powodu oznaczeniom HE4 przypisywane jest istotne znaczenie w diagnostyce różnicowej zmian złośliwych i niezłośliwych w jajnikach, szczególnie w grupie kobiet przed menopauzą.

Algorytm ROMA w diagnostyce wczesnych postaci raka jajnika

W diagnostyce wczesnych postaci raka jajnika szczególnie interesujący wydaje się algorytm ROMA (Risk of Ovarian Malignancy Algorithm) wyliczany na podstawie stężeń CA125 i HE4 oraz z uwzględnieniem statusu menopauzalnego kobiety. Na jego podstawie  można zaklasyfikować kobiety do wysokiej lub niskiej grupy ryzyka rozwoju raka jajnika. Algorytm ROMA nie jest zalecany do diagnostyki kobiet poniżej 18. roku życia, wcześniej leczonych na nowotwór lub aktualnie poddawanych chemioterapii.

Algorytm ROMA jest wyliczany na podstawie wzoru:

Kobiety przed menopauzą
Wartość ROMA ≥ 11,4% = wysokie ryzyko wystąpienia raka jajnika

Wartość ROMA < 11,4% = niskie ryzyko wystąpienia raka jajnika

 

Kobiety po menopauzie
Wartość ROMA ≥ 29,9% = wysokie ryzyko wystąpienia raka jajnika

Wartość ROMA < 29,9% = niskie ryzyko wystąpienia raka jajnika

Ocena ryzyka zachorowania na raka jajnika oparta jest na interpretacji ROMA w zależności od wieku kobiety.


synevo

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Cichy zabójca i wróg płodności. Choroby nerek atakują miliony osób, często nie dając objawów

Wynik badania na monitorze /Ilustracja do tekstu: Choroby nerek a płodność
Fot.: Pixabay.com

Na przewlekłą chorobę nerek cierpi w Polsce ponad 4 mln osób, ale zaledwie ułamek z nich zdaje sobie z tego sprawę. I choć schorzenie przez długi czas nie daje wyraźnych objawów, może być poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia – także w sferze płodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przewlekłą chorobą nerek nazywane są każde nieprawidłowości w budowie i czynności nerek, które utrzymują się dłużej niż przez 3 miesiące. Choć wydaje się, że okres ten jest wystarczająco długi, by postawić odpowiednią diagnozę, w wielu przypadkach schorzenie nie daje na początku żadnych objawów klinicznych. Niejednokrotnie zdarza się też, że symptomy są bardzo niecharakterystyczne (obejmują np. nadciśnienie tętnicze, osłabienie, obniżoną odporność). To wszystko sprawia, że tylko 200 tysięcy chorych w Polsce ma świadomość choroby i odpowiednio wcześnie zgłasza się na leczenie.

Choroby nerek a płodność

Przewlekłe choroby nerek prowadzą do poważnych zaburzeń pracy całego organizmu, w tym płodności. Wpływając na gospodarkę hormonalną, często prowadzą do zaburzeń miesiączkowania i funkcji seksualnych, a także do zmniejszenia libido. W następstwie choroby niejednorodnie rozwija się też anemia, która zmniejsza zdolność do uzyskania orgazmu (u pań) i osiągnięcia erekcji (u panów).

Warto mieć świadomość, że płodność obniża się szczególnie wtedy, gdy choroba osiągnie zaawansowane stadium. Kobiety, które są dializowane, mogą doświadczyć nawet całkowitego zatrzymania miesiączkowania. U mężczyzn, którzy przechodzą dializoterapię, obserwuje się zaś pogorszenie parametrów nasienia.

ZOBACZ TEŻ: Popularny chwast na kobiece problemy. Koniczyna czerwona na płodność

Przewlekła choroba nerek a ciąża

Jak informują eksperci, ciąża często nie pozostaje bez wpływu na stan zdrowia pacjentki zmagającej się z chorobami nerek. U kobiety, która nie doświadcza problemów zdrowotnych, nerki w okresie ciąży ulegają powiększeniu, a przepływ krwi przez nie zwiększa się o 50%. Narząd w tym czasie jest też bardziej obciążony – musi bowiem dodatkowo usuwać produkty przemiany materii rozwijającego się płodu. Oznacza, że ciąża kobiety z przewlekłym zapaleniem nerek może dodatkowo zwiększać uszkodzenia i zaburzenia czynności tego organu.

Ponadto ciąża u kobiety z przewlekłą chorobą nerek niemal zawsze wiąże się z podwyższonym ryzykiem – a wzrasta ono wraz ze stadium zaawansowania  schorzenia. Chociaż same choroby nerek przeważnie nie prowadzą do wystąpienia wad wrodzonych płodu (poza dziedziczonymi typami chorób nerek), z uwagi na osłabienie organizmu matki mogą jednak opóźniać jego rozwój.

Znaczne zagrożenie dotyczy jednak niektórych leków immunosupresyjnych, które stosuje się w leczeniu chorób nerek, oraz zaawansowanej postaci schorzenia. W III lub wyższym stadium choroba nerek może doprowadzić do przedwczesnego porodu (zwykle przed 40. tygodniem ciąży), wielowodzia (nadmiernej objętości wód płodowych) oraz powicia dziecka z niską wagą urodzeniową. Ponadto zdolność do zajścia w ciążę jest odwrotnie proporcjonalna do czasu dializoterapii.

W przypadku kobiet, które mają przewlekłe choroby nerek w stadium I i II, ciąża przeważnie kończy się sukcesem i nie zaostrza przebiegu choroby. Ważne jest jednak, by chora została odpowiednio wcześnie zdiagnozowana i pozostawała pod stałą opieką lekarzy: nefrologa, ginekologa-położnika oraz neonatologa. Powinna również wykonywać regularne badania, a także dbać o dietę i prawidłowe nawodnienie organizmu.

CZYTAJ TEŻ: Sport przed, w trakcie i po ciąży – rozmowa z położną i trenerką fitness!

Przewlekła choroba nerek a płodność: problem dotyczy też młodych pacjentów

Zagrożenie dla płodności, które wiąże się z przewlekłym zapaleniem nerek, nie dotyczy jedynie osób dorosłych. Jeśli schorzenie pojawia się już w dzieciństwie, może istotnie spowolnić rozwój dziecka. Nastolatkowie, którzy zmagają się z przewlekłą chorobą nerek, często doświadczają spowolnienia lub nawet zatrzymania rozwoju płciowego. Ponadto – zgodnie z najnowszymi badaniami – panie, które doświadczyły chorób nerek w dzieciństwie, mają podwyższone ryzyko ponownego wystąpienia problemów z nerkami w czasie ciąży.

Planujesz ciążę? Zrób badania w kierunku choroby nerek

Na przewlekłą chorobę nerek może zachorować każdy człowiek. W grupie szczególnego ryzyka, poza osobami starszymi i narażonymi na genetyczne postacie chorób nerek, są:

  • osoby z cukrzycą,
  • osoby z nadciśnieniem,
  • pacjenci cierpiący na choroby naczyń lub kłębuszków nerkowych,
  • osoby stosujące niewłaściwą dietę (m.in. bogatą w czerwone mięso).

Jeśli zagrożenie dotyczy również ciebie, a planujesz ciążę, zgłoś się do lekarza na niezbędne badania: krwi, moczu oraz USG.

Źródło: kidney.org.au, ciaza.mp.pl, interia.pl, termedia.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Trombofilia wrodzona a ciąża. Zobacz, jakie masz szanse na urodzenie dziecka

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.