Przejdź do treści

Samotność niepłodności

al.jpg

„Ile jest kobiet ze skamieniałymi jajnikami? Macicami pustymi jak muszle? Niepłodność nie zaczyna się nagle. Ta historia nie ma początku, wciąż mam nadzieję, że będzie miała koniec.”

Jeśli złamiemy nogę, zachorujemy na grypę lub zmagamy się z cukrzycą, wiedzą o tym w zasadzie wszyscy. Gips widać, proszki na grypę można dostać w każdej aptece, a strzykawkę z insuliną wyjąć w dowolnym momencie. Powiedzieć, że choroba się zdarza i nie wybiera to truizm. Nie mamy większego wpływu na to, kiedy i na co zachorujemy, co zdaje się być powszechnie akceptowane. Jeśli napotykamy na swojej drodze ludzi, którzy mniej lub bardziej jawnie ośmieszają dane zaburzenie, przewracają oczami słysząc o znajomym chorującym na przykład na depresję, możemy podejrzewać, że problem tkwi w tej osobie. Być może ma złe doświadczenia z osobami chorującymi albo nie radzi sobie z zależnością i słabością, własną i innych.

Ostatecznie jednak niepełnosprawności, trwała czy nawet czasowa, jest doświadczeniem izolującym od reszty społeczeństwa. Jednocześnie zmagania się z chorobą wiąże się ze wzmożoną potrzeba bycia blisko drugiego człowieka, z bardzo realnymi obawami przed niedołężnością i wykluczeniem.

Na którymś etapie rozwoju dowiadujemy się jednak, że silny człowiek, to człowiek samowystarczalny, taki który ze złamana nogą dotrze do piekarni i nie poprosi sąsiada o kupienie bułek.

Słuchając kobiet mówiących o niepłodności – bo mówią głównie kobiety, mężczyźni im przede wszystkim towarzyszą – można odnieść wrażenie, że ich doświadczenie jest kwintesencją samotności i izolacji. Można się  też zastanawiać, dlaczego tak jest.

Filozofowie mówią o fundamentalnym poczuciu osamotnienia, którego wszyscy doświadczamy w różnych momentach życia. Zygmunt Bauman, być może najwybitniejszy polski socjolog i filozof, pisze o „permanentnej tymczasowości związków”, a jednak w samej niepłodności wydaje się być zakorzeniony dodatkowy element osamotnienia – wybór. Wybieramy ciszę wokół niepłodności ze wstydu, czasem z obaw przed niezrozumieniem, jak również z lęku przed własnymi uczuciami i ambiwalencją związaną z zakładaniem rodziny. Rodzicielstwo jest z definicji trudnym doświadczeniem; rodzicielstwo po doświadczeniu niepłodności musi być jeszcze trudniejsze.
 
 
Samotność na różnych etapach leczenia
 
W poczęciu dziecka zawsze biorą udział dwie osoby, ale jednocześnie dla zasadniczej większości z nas jest to doświadczenie intymne, o którym nie opowiadamy. Leczenie niepłodności wymusza wprowadzenie do związku kolejnych osób – lekarza, pielęgniarek, recepcjonistek umawiających wizyty. W jakimś sensie wiele osób jest wtajemniczonych, a jednocześnie osoby najbliższe leczącym się często nie mają o tym pojęcia. David, który wspólnie z żoną doświadczył różnych dramatów związanych z niepłodnością, mówi że nawet poczucie humoru nie chroni przed samotnością., ponieważ nie można się żartami związanymi z jego sytuacją dzielić. David i jego żona mają poczucie, że o ile samemu nie doświadczyło się niepłodności, kolejnych strat, żałoby związanej z poronieniami, depresji, nie można ich sytuacji zrozumieć. [1]
 
Byle dalej od domu
 
Zdarza się nierzadko, że osoby leczące niepłodność jeżdżą do klinik oddalonych o wiele kilometrów od ich miejsca zamieszkania. Oczywiście, może to wynikać z racjonalnych powodów i na tym się często skupiamy – klinika w mieście X osiąga lepsze wyniki niż klinika w mieście Y. Ale za decyzją, żeby leczyć się poza miejscem zamieszkania mogą stać też inne powody, na przykład wstyd i obawa, że leczenie stanie się jawne.

Konsekwencją pozornej kontroli nad tym, czy i kto dowiaduje się o niepłodności jest zwykle pogłębienie osamotnienia i izolacji.

Tylko ktoś taki jak ja
 
Wielu pacjentów, którzy zgłaszają się do gabinetów psychoterapeutycznych z powodu trudności związanych z niepłodnością, ma poczucie, że niemal nikt nie jest w stanie pojąć ich sytuacji. Z jednej strony bardzo pragną być wśród ludzi, którzy ich zrozumieją i wesprą, ale jednocześnie mówią o potrzebie bycia w bardzo wąskim gronie osób o niemal identycznym doświadczeniu.

Osoba, która leczy się od pięciu lat może obawiać się rozmowy, z kimś, kto właśnie zaczyna. Ktoś, kto przeszedł trzy nieudane in vitro obawia się, że nie zostanie zrozumiany przez kogoś, kto podchodzi do pierwszej inseminacji. Największe obawy pacjentów ogniskują się wokół bycia rodzicem oraz braku dzieci. Osoby bezdzietne nie wyobrażają się sobie często bycia w grupie wsparcia z osobami, które będąc już rodzicami, bezskutecznie starają się o kolejne dziecko.
 
Niepłodność zdarza się osobom będącym na różnych etapach życia. Jednak wiek oraz związane z nim ograniczenia biologiczne jest jednym z głównych przyczyn trudności w zajściu w ciążę. Często jest też tak, że kobieta długo zwleka z decyzja o ciąży, ponieważ czeka aż stworzy satysfakcjonujący i stabilny związek. Jest w tym więc kolejna, dojmująca forma samotności, tym razem wynikająca z braku partnera i relacji. Pomiędzy poczuciem, że czas odgrywa zasadniczą rolę w procesie starań o dziecko a nieobecnością wrażliwego i zaangażowanego partnera pojawia się bolesne niedopasowanie.
 

Poczucie samotności jest na stałe wrośnięte w doświadczenie niepłodności. 

Wydaje się jednak również, że w obawie przed kolejnym zranieniem, odrzuceniem lub niezrozumieniem łatwiej zupełnie wycofać się z możliwości skorzystania wsparcia, jakie dają inni ludzie. Jest taka samotność, którą można jedynie zaakceptować. Doświadczenie jednak pokazuje, że osoby cierpiące z powodu niepłodności potrzebują przede wszystkim wiedzieć, ze nie są same. „Przeglądanie się” w doświadczeniu innych ludzi, weryfikacja własnych poglądów w rozmowie z wrażliwym, choć odmiennym od nas człowiekiem, może mieć ogromną wartość terapeutyczną.
 
 
Bibliografia
 
http://krotki.blog.pl/2012/12/07/ile-nas-jest/
http://www.huffingtonpost.com/david-vienna/the-lonely-world-of-infertility_b_2482687.html
[1] http://www.huffingtonpost.com/david-vienna/the-lonely-world-of-infertility_b_2482687.html

———————————————-
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

USG w domu, w podróży, na miejscu wypadku… Miej je zawsze przy sobie. Przecież mieści się w kieszeni

Ofiara wypadku drogowego czeka na pomoc. Chore na grypę dziecko leży w łóżku w pokoju z bólem brzucha. Piłkarz doznaje fatalnej kontuzji w trakcie meczu. Wszystkie te sytuacje łączy jedno – potrzeba szybkiej diagnozy, by móc niezwłocznie rozpocząć właściwe leczenie. Do tej pory wiązało się to z koniecznością transportu do szpitala. Teraz, dzięki ultramobilnemu Philips Lumify, to USG jest tam, gdzie pacjent. Badanie można wykonać „od ręki”, na miejscu. Dzięki szybkiej diagnozie, możliwa jest natychmiastowa reakcja!

USG to jedno z najbardziej efektywnych i powszechnie stosowanych badań. Pozwala lekarzowi bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała pacjenta. Do tej pory USG wykonywano głównie w szpitalnej pracowni za pomocą dużego, stacjonarnego urządzenia. Od czerwca to już przeszłość. Na polskim rynku, pojawiło się urządzenie Philips Lumify – mała, mobilna głowica do USG, którą wystarczy podłączyć do smartphone’a, aby móc przystąpić do badania!

USG Zamiast stetoskopu

Ten niezwykle prosty w obsłudze sprzęt ma szansę zrewolucjonizować codzienną pracę lekarzy. Obecnie najczęściej wykonują oni podstawowe badanie stetoskopem. Dzięki możliwości sięgnięcia po ultramobilne USG, będą mogli wesprzeć swoją diagnozę na wynikach dokładnego badania obrazowego. Philips Lumify ma powszechne zastosowanie. Można nim zbadać wiele narządów i tkanek ludzkich.

Rewolucja w smartphonie

Niewielkie rozmiary to nie jedyna zaleta urządzenia. Philips Lumify jest też bardzo prosty i intuicyjny w obsłudze. Wystarczy pobrać darmową, dedykowaną aplikację. Następnie należy podłączyć głowicę do smartphone’a czy tableta z systemem Android. W tym momencie można już rozpocząć pracę! Dodatkowo, niezwykle ważną funkcją urządzenia jest system archiwizacji obrazów. Pozwala on na przesyłanie obrazów w dowolnej chwili i miejscu. Lumify przeszedł też rygorystyczne testy środowiskowe i wytrzymałościowe – również testy wstrząsowe, upadkowe, temperaturowe czy na działanie wody. Można na nim polegać w każdym, nawet najmniej sprzyjającym otoczeniu – nawet w lotniczych środkach transportu ratowniczego.

Lumify łączy kompaktowy rozmiar – mieści się w kieszeni i ultramobilność z wysoką jakością uzyskanego obrazu, która jest porównywalna z jakością tradycyjnych stacjonarnych USG stosowanych w pracowniach USG.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Niewinne dziecko żywą tarczą – adopcja na wojnie. Historia, która dała nowe życie!

adopcja na wojnie
Foto: Ivor Prickett for The New York Times / Facebook The New York Times

Pomimo tego, że iracki rząd oficjalnie ogłosił w lipcu zwycięstwo nad Państwem Islamskim, trudno jest mówić o zakończeniu wojny. Przerażające doniesienia, chwytające za serce brutalne fotografie i historie ludzi, którzy pomimo wszystko starają się funkcjonować. Jednak ta historia: adopcja na wojnie chwyta za serce. 

Jedni nazwą to szczęściem w nieszczęściu, inni równowagą we wszechświecie, kolejnych uderzy za to kontrast – budowanie rodziny vs. brutalne niszczenie ludzkiej egzystencji. W jakkolwiek doniosłych słowach nie mówić o tej historii, trudno jest oddać towarzyszące jej emocje. Dlatego też najprościej wydaje się w tym przypadku najlepiej.

Nowy dom – nowe życie

The New York Times” opublikował zdjęcia i artykuł opisujące aktualny stan rzeczywistości panującej w Mosulu. Żołnierze wciąż ścierają się tam z bojownikami ISIS. Gdy jeden z mężczyzn przekroczył linię frontu, siły specjalne skierowały na niego swoją uwagę. Okazało się, że mężczyzna niósł przed sobą chłopca, który miał nie więcej niż 2 lata.

Dziecko ubrane było w zakrwawioną kamizelkę, brudne spodenki, nie miał butów. Niosący go człowiek nie wiedział kim jest malec. Jako, że od razu stał się podejrzanym o współpracę z Państwem Islamskim, dowódca przejął opiekę nad chłopcem. Niestety od razu zwątpił w to, że jego rodzice żyją. Postanowił więc, że chłopca adoptuje jeden z jego ludzi. Wiedział, że żołnierz i jego żona nie mogą mieć dzieci – powinni więc przyjąć chłopca.

Wciąż będąc na polu bitwy, wojskowi zdjęli z dziecka zakrwawione ubrania i umyli je. Maluch oczekiwał tam na przybycie oficera, który stworzy mu nowy dom i stanie się jego ojcem.

Jest to zapewne tylko jedna z tysięcy, jeśli nie milionów, tego typu historii, które dzieją się podczas przeróżnych wojen na całym świecie. Oby nowa rodzina okazała się de facto nowym życiem dla chłopca, który mając niespełna dwa lata przeżył tyle, ile nikt nie powinien zobaczyć nawet na filmach. Trudno jest wyobrazić sobie takie doświadczenia. Wydają się być one niezwykle odległe od naszej rzeczywistości. Z drugiej strony, cierpienie i okrucieństwo zdają się być uniwersalne. Dobrze jest więc dostrzegać nawet tak małe okruchy ciepła i miłości, które wyłaniają się spod wojennych gruzów.

 

Źródło:The New York Times

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Małe zmiany, wielkie skutki – 5 porad, jak polepszyć męską płodność

męska płodność

Płodność to problem pary, a nie tylko kobiety – jak to wciąż sądzi wiele osób. Starając się o dziecko, panowie także powinni o siebie zadbać. Oto 5 wskazówek, które pomogą mężczyznom skuteczniej zawalczyć o bycie tatą.

1. Dobry sen

Okazuje się, że odpowiednia ilość snu i godziny, które spędza się w łóżku, wpływają na jakość nasienia. „Eksperci uważają, że niewłaściwy czas odpoczynku jest szkodliwy bowiem zwiększa poziom przeciwciał antyspermowych” – pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Naukowcy zbadali, że mężczyźni zasypiający w godzinach 20-22 mają najlepszą ruchliwość spermy, co zwiększa szansę na zapłodnienie. Szkodliwe jest zaś spanie 6 godzin lub mniej. Zbyt dobrze na jakość spermy nie wpływa też przesadzanie z ilością snu – 9 godzin i więcej nie jest wskazane.

2. Odpowiednia dieta

Zdrowe odżywianie to jedna z podstawowych zasad dbania o siebie, także podczas starań o dziecko. Panowie powinni postawić m.in. na banany, które to wspomagają produkcję testosteronu. Ciemna czekolada zawiera zaś w sobie L-argininę, czyli aminokwas wpływający na jakość spermy, a także na ilość plemników. Ważna jest w też w diecie obecność cynku, który pomaga zapobiegać, by częścią spermy nie stały się wolne rodniki. Dobrym jego źródłem są wołowina, czy też jajka.

3. Unikanie przegrzewania jąder

Praca z laptopem na kolanach, siedzący tryb życia, wiele godzin za kierownicą, gorące kąpiele, sauna, czy też obcisłe, syntetyczne ubrania. Wszystko to powoduje, że wzrasta temperatura jąder. „Spermatogeneza, czyli produkcja plemników, przebiega prawidłowo w temperaturze około 35-35,5°C, czyli niższej niż normalna temperatura ciała” – pisaliśmy. Nic więc dziwnego, że podwyższona temperatura może powodować obniżenie jakości nasienia, w tym zmniejszenie liczebności i ruchliwości plemników. Eksperci polecają zaprzestanie tego typu zachowań i dbanie o komfort swojego ciała.

4. Akupunktura

Okazuje się, że w czasie starań o dziecko korzystne może być wprowadzenie elementów medycyny alternatywnej. Jednym z nich jest akupunktura, która jak wykazały badania, pomaga z radzeniu sobie z zaburzeniami erekcji, szczególnie przedwczesnym wytryskiem. Co ważne, jest to najczęstsza męska dysfunkcja seksualna, a dane mówią, że tylko 9 proc. panów zgłasza się z tym problemem do specjalisty. Warto pamiętać, że zaburzenia erekcji mogą wpływać na jakość związku i relacji intymnych, a to wszystko jak najbardziej dotyka też sfery płodności.

5. Suplementy

Jak wskazują eksperci, nasze społeczeństwo ma duże niedobory witaminowe. Co na to wpływa? Między innymi szybki tryb życia, jałowe jedzenie, brak ruchu na świeżym powietrzu. Można postawić wtedy na suplementację. Na rynku dostępne są specjalistyczne produkty, które dedykowane są płodności. Można też zapoznać się z takimi składnikami, jak buzdyganek, czy korzeń maca [KLIK]. Warto przy tym jednak pamiętać, że witaminy choć bezpieczne, też mogą zrobić krzywdę. Najlepiej skorzystać więc z konsultacji specjalisty.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.