Przejdź do treści

Rusza ministerialny projekt dot. zdrowia prokreacyjnego

Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia minister zdrowia powołał zespół, który ma zająć się opracowaniem projektu programu zdrowia prokreacyjnego.

Na początku grudnia pisaliśmy o przerwaniu przez nowy rząd refundacji programu in vitro (więcej możesz przeczytać tutaj…). W wywiadzie z nami polityk Prawa i Sprawiedliwości, Tadeusz Cymański, zapowiedział zmiany w całej ustawie o zapłodnieniu pozaustrojowym (więcej możesz przeczytać tutaj…).

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Konstanty Radziwiłł natomiast poinformował, że zamierza w ramach Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) zbudować system, który „będzie całościowo zajmował się problemami prokreacji”.

Zarządzenie dotyczące powołania zespołu zaznacza, że celem projektu ma być promocja zdrowia prokreacyjnego oraz  projekt programu polityki zdrowotnej z tego zakresu.

Na czele zespołu stanie wiceminister Jarosław Pinkas, jego zastępcą ma być prof. Krzysztof Kula z Katedry Andrologii i Endokrynologii Płodności łódzkiego Uniwersytetu Medycznego. W składzie znajdą się również konsultanci krajowi z różnych dziedzin. Pielęgniarstwo ginekologiczne i położnicze będzie reprezentowała Leokadia Jędrzejewska, położnictwo i ginekologię prof. Stanisław Radowicki, endokrynologię ginekologiczną i rozrodczość prof. Robert Spaczyński, perinatologię prof. Mirosław Wielogoś, endokrynologię prof. Wojciech Zgliczyński. Poza tym zespół będą tworzyli również naukowcy: prof. Krzysztof Sodowski ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Krzysztof Szaflik z Kliniki Ginekologii, Rozrodczości i Terapii Płodu Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi oraz dr n. med. Magdalena Nehring-Gugulska oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych: prezes Związku Dużych Rodzin Trzy Plus Joanna Krupska oraz członek zarządu Fundacji Mamy i Taty Paweł Woliński. Wśród członków zespołu znalazły się również Joanna Lukosek oraz Anna Maria Rutkowska.

Zaskoczeniem może być obecność dyrektor Departamentu Matki i Dziecka MZ Dagmary Korbasińskiej, która udzielała się aktywnie na rzecz ustawy o in vitro u boku byłego wiceministra, Igora Winnickiego-Radziewicza.

Przewodniczący ma prawo  zaprosić także osoby spoza zespołu. Jego członkom nie przysługuje wynagrodzenie za udział w posiedzeniach.

POWIĄZANE ARTYKUŁY:
Krawczak miażdzy naprotechnologię
Niewykorzystane cykle in vitro przepadną

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Skulona kobieta na czerwonych schodach/ Ilustracja do tekstu: Endometrioza: objawy niedostrzegane przez lekarzy. Historie pacjentek
Fot.: Pixabay.com

Zatrważający brak wiedzy na temat endometriozy, bagatelizowanie jej objawów, ignorowanie słów pacjentek, a także brak szacunku – z tym na co dzień mierzą się kobiety podczas wizyt w gabinetach ginekologicznych. Tymczasem endometrioza dotyczy aż jednej kobiety na 10.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bolesne miesiączki to najczęstszy i najbardziej charakterystyczny objaw endometriozy. Kobiety, które zmagają się z tą chorobą, z reguły wcześnie trafiają do gabinetów ginekologicznych. Jednak zanim usłyszą trafną diagnozę, zmuszone są znieść wiele upokorzeń ze strony lekarzy.

„Wylądowałam na emergency z bólem i ogromnym brzuchem. Nie mogłam chodzić, wyłam z bólu. Od lekarza usłyszałam, że to tłuszcz, i mam iść na siłownie i robić ćwiczenia. A normalnie jestem szczupłej sylwetki” – pisze Katarzyna.

„ Ciągle słyszałam, że jestem gruba (choć ta grubość dotyczyła tylko brzucha, a nie całości), że powinnam głowę leczyć, że wyszukuje sobie problemy, że tak nie może boleć aż do wymiotów. Albo że taka delikatna jestem, aż wstyd, że bólu nie umiem znieść. Staram się nigdy nie stwarzać kłopotu: ani na oddziałach, ani u lekarzy, ale – na Boga – kiedy nie mogę wstać z bólu, tzn. ze coś jest nie tak!” – mówi Dagmara.

PRZECZYTAJ: Bolesne miesiączki zmorą wielu kobiet. To ból porównywalny do zawału serca!

Endometrioza: objawy, których nie chcą dostrzec lekarze

Pacjentki przyznają, że rzucanie nieprzyjemnych i niewskazanych komentarzy podczas wizyt to również częsty problem.

„Dwa lata temu trafiłam do szpitala z obfitym krwawieniem i silnymi bólami. Lekarz podczas badania był bardzo niedelikatny. Mówiłam, że mnie boli, a on że w dzisiejszych czasach kobiety są mało odporne na ból. Po tym wszystkim rozmawiał z moim mężem i mówił, że powinnam iść do psychologa, bo podczas badania byłam bardzo nerwowa” –  zwierza się Agnieszka.

Najbardziej powszechnym zjawiskiem jest niedowierzanie w to, jak bardzo kobiety z endometriozą cierpią. Dziewczyny mówią wprost, jak bardzo odczuwają ból, a w zamian słyszą np. to, co Karolina:

„Gdy z bólem podbrzusza po lewej stronie (nim wykryto chorobę podczas badania ginekologicznego) trafiłam do lekarza i płacząc z bólu, powiedziałam, że bardzo boli, usłyszałam: Wyimaginowany problem, jak współżyjesz to cię nie boli”.

„Podczas badania ginekologicznego łzy mi leciały z bólu i mówiłam, że boli. Usłyszałam, że mam się odprężyć. Podczas tej samej wizyty usłyszałam, że taka nasza uroda, że boli. Kobieta ginekolog…”- pisze Marta.

Mity o endometriozie, czyli z pamiętnika pacjentki

Najbardziej powszechnym mitem na temat endometriozy jest powtarzanie, że choroba minie po zajściu w ciążę oraz urodzeniu dziecka. Są i tacy lekarze, którzy twierdzą wręcz przeciwnie – że nie można mieć endometriozy, jeśli jeszcze nie urodziło się dziecka.

„Pani nie ma endometriozy, bo endometriozę mają kobiety po trzeciej ciąży” – usłyszała w gabinecie ginekologicznym Ola.

„USG w szpitalu noc przed operacją i lekarz wpatrzony w moje krocze: No to jutro pani zobaczy, że nic tam nie ma, da się pani pokroić dla swojego widzimisię, a endometriozy nie mają kobiety, które nie rodziły” – opisuje Olga.

Kobiet z podobnymi historiami jest znacznie więcej:

„Usłyszałam, że bardzo silne bóle menstruacyjne, które mi dokuczały, przejdą po naturalnym porodzie…” – Barbara

„Na tyłozgięcie i endometriozę najlepszym lekarstwem byłaby ciąża i poród” – Halina

„Wycięliśmy, ile mogliśmy, teraz szybciutko do roboty i zachodzimy w ciążę” – Katarzyna

Brak pomocy – na NFZ i prywatnie

Wizyty prywatne – za kilkaset złotych – wcale nie muszą oznaczać bardziej fachowej wizyty lekarskiej.

„Ja byłam prywatnie u jednego z lepszych lekarzy w moim mieście. Na pierwszym USG stwierdził guza na jajniku o wielkości 7×8 cm gęstej treści. Pytam, czy mocne i duże skrzepy podczas okresu mogą być z tym powiązane, a on na to: Nie, bo przecież nie ma pani endometriozy… Miesiąc później podczas laparoskopii stwierdził zaawansowaną endometriozę miednicy mniejszej. Ja po operacji pytam, czemu mam endometriozę, skoro podczas USG ją wykluczył, a on mi na to, że w tym zawodzie pracuje ponad 20 lat i co ja mu próbuję wmówić…” – pisze Katarzyna.

„Raz poszłam do lekarki, którą poleciła mi koleżanka (prywatnie), bo taka cudowna pani doktor… Wtedy byłam już po operacji. Mówię lekarce, że miałam laparotomię, że usuwali mi torbiel z jajnika i że stwierdzili endometriozę… Pani doktor już na słowo endometrioza się zapowietrzyła i mówi: Oj, to niedobrze. Pokazuję jej papiery ze szpitala i wynik histopatologii, a ona do mnie, że tu nie jest napisane, że mam endometriozę, bo jakby była, to powinno być napisane: endometrioza! Szczęka mi opadła do ziemi i mówię jej, że na wyniku histopatologii jest napisane: gruczolistość zew. torbielowata i że to jest endometrioza. A ona dalej w zaparte, że nie, bo musi być wprost napisane…” – mówi Justyna.

CZYTAJ TEŻ: Endometrioza i jej szerokie spektrum

Kwestia perspektywy

Wiele pacjentek przyznaje również, że lekarze nie potrafią udzielić im fachowej informacji na temat zabiegów chirurgicznych. Wykazują tym samym swój brak wiedzy lub narażają pacjentki na poważne konsekwencje drastycznych operacji:

„Słowa lekarza podczas prywatnej wizyty: Po co pani laparoskopia nożem plazmowym? Efekt będzie taki sam, jak po tradycyjnej laparoskopii. Brak słów, zwłaszcza że tradycyjna laparoskopia obniża AMH o 30%, a wykonana nożem plazmowym tylko o 5%. A co najważniejsze, podczas tradycyjnej laparoskopii groziło mi usunięcie jajnika lub sporej jego części, a dzięki plazmie udało się go uratować. Tak że, jak stwierdził lekarz, różnica prawie żadna, ale patrząc z jego perspektywy” – Beata.

„Nonszalancja ordynatora oddziału w wyborze procedury usunięcia torbieli jajnika. Skutek: drastyczny spadek AMH – gwóźdź do trumny dla endokobiety. Nie poinformował mnie o skutkach usunięcia torbieli i wysłał w premenopauzę, którą odraczałam wszystkimi możliwymi sposobami. Nie będę biologiczną matką, mam nadzieję, że adopcyjna zostanę. Taki promyk nadziei został” – pisze Ewa.

„Gdy zapytałam lekarza, czy jeżeli podczas laparoskopii wyjdzie, że jajowody są niedrożne, to będą próbować je udrożnić, usłyszałam: Proszę pani, jak jajowody są niedrożne, to są do wywalenia! To nie sklep Żabka, że sobie pani będzie wybierać, co chce…” – opowiada Paulina.

„Ja usłyszałam w szpitalu uniwersyteckim: U pani to najlepiej wszystko usunąć i będzie spokój. Czyli macicę” – mówi Anna.

„Miesiąc po laparotomii pojawiła się kolejna torbiel. Lekarz: Spokojnie, noży nam nie braknie, będziemy ciąć” – Kasia.

ZOBACZ TAKŻE: Czy endometrioza uprawnia do otrzymania renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Endometrioza a stan lekarskiej (nie)wiedzy

Niemal każda pacjentka z endometriozą doświadczyła tego typu sytuacji w gabinetach ginekologicznych. Lekarze wykazują zwyczajny brak kultury – poprzez niepotrzebne uwagi oraz oceny, ale też niewiedzę. Trudno w to uwierzyć, zważywszy że z tą chorobą zmaga się jedna na 10 kobiet.

Podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy obecni tam lekarze podkreślali w trakcie swoich wystąpień, jak ważna jest wczesna diagnoza. Tymczasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji: to kobiety same wstępnie diagnozują u siebie chorobę – na podstawie wyszukiwarki internetowej oraz rozmaitych forów i grup, gdzie mają kontakt z doświadczonymi pacjentkami. Potem szukają specjalistycznej pomocy, ale zamiast ją otrzymać, mierzą się z niewłaściwym traktowaniem.

Przez ile gabinetów chora kobieta musi przejść, aby trafić pod odpowiednią opiekę lekarską? Jak wiele przykrych słów musi usłyszeć? Z pewnością nie wszyscy lekarze wykazują tego typu postawę, ale tych z odpowiednim nastawieniem oraz wiedzą bardzo trudno znaleźć.

POLECAMY TEŻ: Nieleczona endometrioza może doprowadzić do trwałej niepłodności [WIDEO]

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Nowe stowarzyszenie zawalczy o politykę zdrowotną opartą na nauce.  Chce zacząć od odwołania prof. Chazana

Narzędzia lekarskie, karta pacjenta i telefon /Ilustracja do tekstu" Ruszył projekt Łączy nas pacjent. Infolinia dla pacjentów
Fot. Pixabay.com

Stowarzyszenie na rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej na Nauce to nowa organizacja pozarządowa, która powstała po to, by zadbać o prawo do usług lekarskich opartych na rzetelnych podstawach naukowych. Członkowie stowarzyszenia rozpoczęli swoją działalność od skierowania apelu do wojewody świętokrzyskiej Agaty Wojtyszek. Chcą wymóc na niej zmianę decyzji ws. powołania prof. Bogdana Chazana na stanowisko świętokrzyskiego konsultanta wojewódzkiego do spraw ginekologii i położnictwa.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak uzasadniono w oświadczeniu skierowanym do wojewody, prof. Chazan jest lekarzem, który „niejednokrotnie występował publicznie przeciwko współczesnej wiedzy medycznej, m.in. popierając tzw. naprotechnologię jako metodę leczenia niepłodności czy też porównując antykoncepcję postkoitalną do aborcji”. Ponadto eksperci Stowarzyszenia na rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej na Nauce zauważyli, że medialne wypowiedzi prof. Chazana „są nacechowane wyłącznie ideologią, a nie medycyną opartą na faktach (EBM)”.

„Sytuacją skandaliczną jest, gdy na stanowisko konsultanta wojewódzkiego zostaje powołany ktoś, kto podejmuje decyzje medyczne wyłącznie w oparciu o swój światopogląd, a nie wartości pacjentki. Ktoś, kto ignoruje najnowsze osiągnięcia medycyny reprodukcyjnej, jednocześnie odmawiając ich swoim pacjentkom” – czytamy w oświadczeniu.

POLECAMY TEŻ: Prof. Chazan powołany na świętokrzyskiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Mimo protestów!

Stowarzyszenie na rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej na Nauce: wiedza, nie światopogląd

Stowarzyszenie na rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej na Nauce zostało założone po to, by – głosem pracownic i pracowników ochrony zdrowia oraz organizacji pacjenckich – opowiedzieć się za poszanowaniem praw pacjentów i medycyną opartą na faktach.

„Zapewniamy niezbędny głos, który sprzeciwia się wykorzystywaniu medycyny dla celów dominacji ideologicznej i religijnej oraz opowiada się za szacunkiem dla osób potrzebujących pomocy medycznej” – podkreśla zarząd nowo powołanej organizacji.

Wśród założycielek i założycieli stowarzyszenia znaleźli się lekarze, ratownicy medyczni, popularyzatorzy nauki i fizjoterapeuci. Jedną z lekarek zaangażowanych w prace nowej organizacji jest lek. Natalia Jakacka, przedstawicielka nagrodzonego „Okularami Równości” ruchu społecznego „Lekarze Kobietom”.

Więcej informacji o działalności Stowarzyszenia na rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej na Nauce można znaleźć na stronie: medycynaopartananauce.pl.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Porównania są zbędne. Dr Agnieszka Kuczyńska z Kriobanku o fascynacji medycyną i o cudzie istnienia

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dr Jan Olek odpowiada czytelniczkom, jak leczyć endometriozę. „Czasem można oszukać przeznaczenie”

Dr Jan Olek endometrioza
dr Jan Olek/mat.pras. Miracolo

Jak endometrioza wpływa na płodność? Jakie leczenie jest zalecane? Na te i wiele innych pytań czytelniczek odpowiada dr Jan Olek- ginekolog, położnik i założyciel kliniki leczenia endometriozy Miracolo. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy przy endometriozie konieczne jest leczenie farmakologiczne?

Leczenie farmakologiczne jest jednym z podejść do leczenia endometriozy. Poza tym mamy leczenie operacyjne oraz działania wspomagające (np. terapia żywieniowa). Zawsze staramy się dopasować najlepsze leczenie do konkretnej sytuacji zdrowotnej pacjentki.

Leczenie hormonalne ma swoje ograniczenia, jak na przykład u pacjentek z niepłodnością, ponieważ hamuje najczęściej owulację, a zatem uniemożliwia zajście w ciążę. Leczenie hormonalne bywa również uciążliwe ze względu na objawy niepożądane (takie jak zakrzepica, bóle głowy, obniżenie nastroju, obniżenie libido, przyrost masy ciała) i wówczas trzeba rozważyć korzyści i ryzyko związane z takim leczeniem.

Jaki wpływ endometrioza ma na niepłodność?

Endometrioza zdecydowanie wpływa na płodność, lecz nie zawsze uniemożliwia zajście w ciążę. Widzimy to podczas cięć cesarskich, gdzie endometrioza była obecna przed ciążą. Endometrioza zwiększa również ryzyko poronień.

Endometrioza powoduje stan zapalny w miednicy mniejszej. Ten płyn jest obecny również w jajowodach i w macicy, upośledzając transport zarówno komórki jajowej, jak i plemników oraz zarodka. Upośledzony jest również proces zagnieżdżania zarodka w macicy.

Badania wskazują również na obniżoną jakość komórek jajowych u kobiet z endometriozą. Leczenie operacyjne ma szanse poprawy płodności, według niektórych badań nawet w początkowych stadiach choroby.

Zobacz także: Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie. „Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę”

Czy choroba jest dziedziczna?

Statystycznie w przypadku bliskiego pokrewieństwa ryzyko wystąpienia endometriozy może być nawet 7 razy wyższe. Aczkolwiek dzisiaj wiemy, że geny to jest pół strony medalu.

Żeby wystąpiła choroba, gen musi zostać zaktywowany, ulec ekspresji, na co mamy wpływ chociażby poprzez na czynniki środowiskowe oraz odżywianie. Tym zajmuje się epigenetyka. Epigenetycy są zdania, że czasem można oszukać przeznaczenie. Genetyczne przeznaczenie.

Dlaczego są takie przypadki z endometriozą, gdzie hormony zwyczajnie szkodzą, a nie pomagają na chorobę?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, że hormony szkodzą. Tak samo trudno stwierdzić, że hormony chronią przed endometriozą. Po leczeniu operacyjnym terapia hormonalna wydłuża okres do wystąpienia wznowy, ale nie chroni przed nią. Trzeba jednak podkreślić, że wyniki leczenia zależą również od rodzaju terapii.

Dla przykładu, nie powinno się stosować tabletek antykoncepcyjnych w klasyczny sposób, tzn. z przerwami na krwawienie. Jednak jest to mimo wszystko najczęściej spotykana forma terapii.

Tabletki antykoncepcyjne zawierają etynyloestradiol, który ma właściwości proestrogenne, które mogą predysponować do wzrostu ognisk, zwłaszcza, jeśli stosuje się je w sposób klasyczny z krwawieniami z odstawienia.

W przypadku braku tolerancji lub przeciwwskazań do leczenia hormonalnego najlepsze doświadczenie mamy z terapią żywieniową. Mieliśmy nawet kilka pacjentek po kilkumiesięcznej terapii żywieniowej, które operowaliśmy i badanie histopatologiczne wykazało nieaktywną endometriozę.

Zobacz także: Rola diety w terapii i profilaktyce endometriozy – wykład dietetyk Joanny Gizy

Czy metody alternatywne mają szansę zaistnieć w leczeniu endometriozy?

Oczywiście, że tak. Jestem o tym przekonany. Dlaczego? Jeśli przyjrzymy się statystykom, częstości nawrotów, ilości ponownych operacji, często bardzo niskiej jakości życia, zwolnień z pracy, rozpadów związków, niepłodności, to szybko zrozumiemy, że „konwencjonalne” leczenie odbiega bardzo od doskonałości.

Dlatego bardzo dużo kobiet poszukuje alternatywnych metod. Na pewno alternatywne metody nie zastąpią metod konwencjonalnych. Ale leczenie endometriozy bez metod alternatywnych jest często bardzo trudne. Poza wspomnianą już terapią żywieniową pomocna często jest osteopatia, fizjoterapia, psychoterapia.

Jak żyć aby uniknąć kolejnych operacji?

Nie podjęcie żadnej interwencji po operacyjnym leczeniu prowadzi faktycznie w dużym procencie do wznowy. Według zaleceń powinno się wprowadzić leczenie hormonalne, które co prawda nie zawsze uchroni przed wznową, ale wydłuża okres czasu do wystąpienia wznowy.

Jeżeli chodzi o terapię żywieniową nie mamy co prawda badań, którymi moglibyśmy się wspomóc, ale zdecydowanie widzimy poprawę dolegliwości bólowych podczas jej stosowania. Nie wiemy do końca, czy zmniejszenie dolegliwości wiąże się zawsze ze zmniejszoną aktywnością choroby.

Histopatologiczne potwierdzenie mamy jedynie w kilku przypadkach, które mieliśmy okazję ponownie operować. Second look, czyli ponowne „zajrzenie” do brzucha po terapii żywieniowej jest jednak podejściem zbyt inwazyjnym i zbyt drogim, żeby móc taki związek aktywności choroby z żywieniem zweryfikować na dużej próbie pacjentek.

Zobacz także: Lekarze opowiadają o endometriozie w „Pytaniu na Śniadanie”

Co robić, gdy leczenie farmakologiczne i naturalne nie pomaga i torbiele wciąż rosną nowe?

Sytuacja bardzo indywidualna. W takim przypadku należałoby zweryfikować jedno i drugie leczenie. Zwłaszcza obserwujemy wiele błędów w zakresie naturalnych metod leczenia.

Czy leki typu Ketonal blokują endometriozę?

(Pytanie czytelniczki brzmiało: „Na jednym z webinarow powiedział Pan, że blokowanie cyklooksygenazy hamuje rozsiewanie endometriozy. Czy w związku z tym, że takie leki NLPZ jak Ketonal np. blokują cyklooksygenazę to blokują tym samym endometriozę”?)

W jednym z webinarów poruszałem temat roli angiogenezy (tworzenia nowych naczyń krwionośnych) w tworzeniu endometriozy. Istnieje kilka izoform cyklooksygenazy (COX).

Za pobudzanie angiogenezy jest odpowiedzialna przede wszystkim COX-2. COX-1 jest odpowiedzialne za regulacje zapalenia, gorączki i bólu. NLPZ, czyli niesterydowe leki przeziwzapalne mają 10-100-krotnie większe powinowactwo do COX-1, a zatem nie wpływają w sposób znaczący na angiogenezę.

Jan Olek – Ginekolog położnik. Zastępca ordynatora i założyciel certyfikowanego klinicznego centrum endometriozy w St. Josefs-Hospital w Dortmundzie.

Specjalizuje się głównie minimalnie inwazyjnym leczeniem operacyjnym. Posiada certyfikat MIC (Minimal Invasive Chirurgie), przebył szkolenia IRCAD w Strassbourg, European Academy of Gynecological Surgery, oraz chirurgii robotowej daVinci. Zaangażowany w działalność Stiftung Endometriose Forschung dotyczącą rozszerzenia działalności (certyfikacja centrów endometriozy) na terenie Polski. Aktualnie specjalizuje się również w naturalnych metodach leczenia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami a w nim rozmowa ze współzałożycielem kliniki Miracolo – Łukaszem Olkiem

Jeśli chcesz móc zadawać pytania specjalistom oraz codziennie uzyskiwać wsparcie od osób w sytuacji takiej jak Twoja – zapraszamy do naszej zamkniętej grupy GRUPA Chcemy Być Rodzicami – czytelniczki

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Sport to zdrowie, ale… nie zawsze. Czy intensywny trening może obniżyć płodność mężczyzny?

Mężczyzna biegnie po ścieżce w promieniach zachodzącego słońca /Ilustracja do tekstu: Wysiłek fizyczny a płodność męska
Fot. Pixabay.com

Regularna aktywność fizyczna to, obok zbilansowanej diety i kontroli wagi, nieodłączny element życia każdego mężczyzny, który dba o zdrowie reprodukcyjne. Niewiele przyszłych ojców zdaje sobie jednak sprawę, że sport może nieść za sobą też zagrożenia dla płodności. Jak ich uniknąć?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sport wpływa nie tylko na masę mięśniową, ale też na wiele parametrów naszego organizmu. Pozwala zredukować wagę, zwiększyć wydolność, a nawet poprawić jakość nasienia. Zdaniem ekspertów, zalecany czas, który warto poświęcić na zdrową aktywność fizyczną, to około 150 minut tygodniowo. No właśnie – zdrową. Co to właściwie oznacza?

W opinii lekarzy, wysiłek fizyczny, który wspomaga nasz organizm, to ten, który nie powoduje nadmiernego podwyższenia tętna. W czasie aktywności sportowej nie powinno ono przekraczać 70% wartości tętna maksymalnego (HRmax). Pozwala na to większość łagodnych sportów, takich jak: bieganie rekreacyjne, lekki wysiłek na siłowni, pływanie czy jazda na rowerze. Ale… z umiarem!

ZOBACZ TEŻ: Najlepsze sposoby na płodność: wasze propozycje

Intensywny wysiłek fizyczny a płodność męska

Choć sport to zdrowie, warto wiedzieć, że dotyczy to tylko form aktywności, które nie narażają organizmu na nadmierne obciążenie. Zupełnie inne konsekwencje dla zdrowia ma bowiem lekki wysiłek niż wyczerpujący trening. Tymczasem w Polsce z roku na rok rośnie liczba uczestników masowych imprez sportowych – takich, jak długodystansowe biegi, półmaratony, maratony i triathlon. Co roku biorą w nich udział tysiące mężczyzn. Jak to wpływa na ich płodność?

Jak wykazują badania, odpowiedź hormonalna męskiego organizmu na długotrwały, intensywny wysiłek fizyczny jest podobna do tej, która towarzyszy chronicznemu stresowi. Aktywacji ulega wówczas autonomiczny układ nerwowy oraz oś podwzgórze–przysadka–nadnercza. To zaś prowadzi do upośledzenia wydzielania hormonu uwalniającego gonadotropiny (GnRH), a w konsekwencji – do obniżenia poziomu testosteronu (wolnego i całkowitego) oraz hormonu luteinizującego.

Podczas innych analiz wykryto też, że sport wyczynowy obniża parametry nasienia, a zwięks­za stężenie wykładników stanu zapalnego: białka C-reaktywnego i interleukin prozapalnych. Co więcej, intensywny wysiłek fizyczny aż 10-krotnie zwiększa zużycie tlenu przez komórki. Dodatkowo nasila produkcję reaktywnych form tlenu, które mogą uszkadzać błony komórkowe.

CZYTAJ TEŻ: 10 produktów, które poprawią męską płodność na wiosnę

Długodystansowa jazda na rowerze a parametry nasienia

Z zagrożeniem dla płodności wiąże się też intensywna, długodystansowa jazda na rowerze. Nie chodzi jednak wyłącznie o podwyższone tętno. Długi czas spędzony w siodełku (szczególnie niedostatecznie wygodnym) powoduje nadmierny nacisk i mikrourazy jąder, które prowadzą niekiedy do torbieli najądrza, zwapnień w jądrach i najądrzach, a nawet do raka prostaty. Dodatkowo ciasne spodenki rowerowe, wykonane najczęściej z lycry, zmniejszają dopływ krwi do genitaliów, podwyższają temperaturę jąder, a tym samym mogą wpływać na obniżenie parametrów nasienia.

Wniosek ten znalazł potwierdzenie nawet w szerokim badaniu, którym objęto pacjentów kliniki leczenia niepłodności. Naukowcy, przeanalizowawszy 2261 próbek nasienia (pobranych przed procedurą zapłodnienia in vitro) oraz szczegółowe wywiady w zakresie aktywności fizycznej badanych mężczyzn, wykryli związek między intensywnością sportu a koncentracją i ruchliwością plemników Istotny spadek obu tych parametrów wykryto w grupie mężczyzn jeżdżących na rowerze dłużej niż 5 godzin tygodniowo. Wysiłek o mniejszym natężeniu nie wiązał się z uszczerbkiem na płodności.

Urazy sportowe a płodność męska

Zagrożeniem dla męskiej płodności są także sporty zespołowe, ekstremalne i kontuzjogenne, m.in. jeździectwo konne, boks, zapasy, piłka nożna, snowboard czy rugby). Łączą się one z ryzykiem z urazu jąder – w wyniku uderzenia lub przypadkowego kontaktu z przeciwnikiem na boisku.

Czasem poważny uraz może skutkować nie tylko silnym bólem, ale nawet pęknięciem jądra – to zaś może prowadzić do trwałej niepłodności. Dlatego jeśli uprawiamy sport, który wiąże się z ryzykiem urazu, warto zainwestować w odpowiednie ochraniacze.

Źródło: Andrology Australia; Postępy Andrologii Online, 2015 (s. 34-40)

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak leczyć niepłodność idiopatyczną u mężczyzn?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.