Przejdź do treści

Rozterki nastoletniej matki

nie_zabierajcie_mi_dziecka_okladka.jpg

Cathy Glass od ponad dwudziestu pięciu lat prowadzi rodzinę zastępczą.
To także autorka kilkudziesięciu bestsellerowych książek, w których opowiada historie wybranych podopiecznych. W “Nie zabierajcie mi dziecka” opisuje losy ciężarnej siedemnastolatki, która trafia pod jej dach. To wzruszająca historia o kobiecej przyjaźni i wsparciu. Dostępna w księgarniach od 15. kwietnia.

Tuż przed przybyciem Jade, Cathy ogarnia niepokój: nigdy wcześniej nie zajmowała się ciężarną nastolatką. Niestety, we wszystkich rodzinach zastępczych specjalizujących się w tego rodzaju pomocy, nie ma na razie miejsca. Dziewczyna w siódmym miesiącu ciąży, jest w rozpaczliwej sytuacji. Potrzebuje wsparcia i opieki doświadczonej osoby. Po porodzie Jade pragnie zatrzymać córkę, lecz przecież sama jest niemal dzieckiem  i z trudem radzi sobie z obowiązkami, które pojawiły się wraz z przyjściem na świat Courtney. Niestety, ignoruje także ostrzeżenia i rady. Wkrótce popada w konflikt  z prawem, przyłapano ją na kradzieży w centrum handlowym. Wychodzą na jaw również inne przewinienia, co w konsekwencji grozi jej odebraniem dziecka. Cathy wie, że Jade bardzo kocha córeczkę. Obawia się jednak, że nie zdoła na czas uświadomić dziewczynie jak wiele może stracić.

Fragment książki:
„- Czy powiesz im, że się zmieniłam? Wytłumacz, że wiem, co źle zrobiłam, i że bardzo mi przykro. To się już nie powtórzy. Obiecuję. Powiedz im, że kocham Courtney. Proszę. Jeśli dadzą mi drugą szansę, będę najlepszą matką na świecie. Tylko nie pozwól, żeby zabrali mi dziecko. Błagam!”
 
Cathy Glass – pisząca pod pseudonimem brytyjska autorka bestsellerów. Ma dwudziestopięcioletnie doświadczenie w prowadzeniu rodziny zastępczej, a swoją pracę opiekuna łączy z pisarstwem. W swoich książkach opowiada historie wybranych podopiecznych.
 

 

Tytuł: „Nie zabierajcie mi dziecka”

Autor: Cathy Glass

Wydawnictwo: MUZA SA

Cena detaliczna: 34,90 zł

 

materiały prasowe / Business & Culture

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Fot. Małgorzata Rozenek-Majdan Instagram
Fot. Małgorzata Rozenek-Majdan Instagram

Związek Małgorzaty Rozenek-Majdan i Radosława Majdana od samego początku wzbudza wielkie emocje. Od miesięcy media spekulują o powiększeniu ich rodziny. Oto odpowiedź gwiazdy, która wiele tłumaczy!

Rodzina na pierwszym miejscu

Małgorzata Rozenek-Majdan ma już dwóch synów – obaj urodzili się dzięki metodzie in vitro. „Jestem ogromnie wdzięczna i będę to powtarzać do końca życia, lekarzom, którzy mi pomogli. Mam dwóch wspaniałych synów, którzy bez ich pomocy nie pojawiliby się na świecie. Są miłością mojego życia. Nadają mu sens. Nigdy nie miałam wątpliwości, związanych w tą metodą i nie rozumiem kontrowersji, jakie wzbudza” – powiedziała przed kilkoma miesiącami gwiazda w wywiadzie dla magazynu „Pani”. Co więcej, prowadząca i autorka licznych programów, nieraz odważnie komentowała wszelkie pojawiające się wokół IVF dyskusje >>KLIK<<.

Temat jest o tyle żywy, że co i rusz pojawiają się doniesienia o ewentualnej ciąży gwiazdy z mężem Radosławem Majdanem. „Nasze mamy pytają często, kiedy dziecko. Ja bardzo lubię te pytania. Zawsze odpowiadamy, że my mamy wszystko zaplanowane. Tak jak wesele. Było wiadomo, kiedy. Wiedzieliśmy od dawna. Tak samo teraz. Po raz kolejny udzielamy konkretnej odpowiedzi”mówiła Rozenek pod koniec zeszłego roku. Czy więcej konkretów jest już znanych?

Gwiazda zapytana przez portal „polki.pl”, czy chce w tej jakże intymnej i prywatnej sprawie udzielić komentarza, powiedziała, że nie odczuwa takiej potrzeby. Dodała jednak:

Dzieci są największą radością i taką naturalną konsekwencją szczęśliwego związku i miłości. Gdyby tak się wydarzyło, że mielibyśmy to ogromne szczęście, to byłabym przeszczęśliwa. Jeżeli nie to…

Wydaje się, że Małgorzata Rozenek-Majdan jest otwarta na to, co przyniesie los. I chyba słusznie, bowiem nigdy nie wiemy, co da nam przyszłość. Gwiazda i tak otwarcie mówi o swoich przeżyciach i przemyśleniach odnośnie rodziny oraz dzieci. Spokój i prywatność zdają się więc być ważne w kontekście powiększenia rodziny. Nic więc dziwnego, że jej komentarze są enigmatyczne. Jakie decyzje by nie zapadały, trzymamy kciuki!

Źródło: „polki.pl”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Jak mogę ci pomóc? Jak możesz mi pomóc?

The Leading Source For Manufacturing And Product Innovation News

Z Sylwią Włodarską, współtwórczynią fundacji RoRo, rozmawiała Katarzyna Płaza-Piekarzewska.

Sylwio, prowadzisz warsztaty na temat empatii. Chciałam porozmawiać o niej w kontekście par od dawna starających się o dziecko. Czym w ogóle jest empatia?

To w najprostszym ujęciu umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność widzenia uczuć i emocji. Jak pisze Marshall B. Rosenberg:

„To umiejętność postawienia się w sytuacji drugiego człowieka i skierowanie uwagi wyłącznie na jego uczucia i potrzeby, bez mieszania ich z własnymi. Jest próbą zobaczenia świata oczami drugiego człowieka – bez oceniania czy podawania gotowych rozwiązań”.

W Porozumieniu bez Przemocy podstawą jest empatia dla siebie. Kiedy w czasie warsztatów pytam o to, czym jest empatia dla siebie, często widzę zdziwienie albo słyszę stwierdzenia, że nie ma czegoś takiego. Kiedy jednak rozmawiamy o tym dłużej, dochodzimy do wniosku, że trudno o empatię dla innego człowieka bez naładowania baterii empatii dla samego siebie.

Para stara się o dziecko. Przychodzi czas, w którym można zrobić test ciążowy. Dreszczyk emocji, może pokażą się dwie kreski, a tu jedna i nie chce być inaczej. Pojawia się frustracja i złość. Co może zrobić partner/partnerka? Jak zachować się w tej sytuacji?

Dać sobie przestrzeń i zgodę na te emocje. Wszystkie są ważne i potrzebne, bo pozwalają nam dotrzeć do niezaspokojonych potrzeb. W tym przypadku mogą to być: potrzeba akceptacji, autentyczności, jasności, bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, szacunku, poczucia sprawczości, bliskości czy więzi. Ważne, żeby zauważyć te emocje, poczuć je w ciele, nazwać je. Niewygodne emocje mają to do siebie, że tłumione przybierają na sile, podnosi nam się poziom kortyzolu, łatwo wtedy o reakcję automatyczną, a nie świadomą odpowiedź na sytuację, w której się znaleźliśmy. Wyobrażam sobie, że w takiej chwili nie potrzeba nawet wielu słów, raczej bliskości, dostępności fizycznej i emocjonalnej, która wspiera.

Pozwolić tej złości zaistnieć w sytuacji, kiedy test ciążowy znowu pokazuje jedną kreskę?

Pozwolić. Złość jako emocja jest ok. Odgrywa istotną rolę – informuje nas o tym, że nasza bardzo ważna potrzeba nie jest zaspokojona. Należy mieć świadomość, że istnieją różne sposoby na wyrażenie złości poza tymi automatycznymi, agresywnymi. W złości mamy tendencję do szukania winnych na zewnątrz lub w sobie, co nie zmienia sytuacji, tylko wciąga nas w spiralę osądzających myśli.

Chcemy wyżalić się koleżance, ale słyszymy lawinę rad. Tymczasem to wcale nie łagodzi naszych emocji. Co to znaczy być empatycznym?

Tak jak uważność i obecność wspierają empatię, tak udzielanie rad, pocieszanie, litowanie się, licytowanie się, czyli „a ja to miałam jeszcze gorzej”, zabijają ją. Często słowa wcale nie są potrzebne. Być empatycznym to być w pełni przy drugim człowieku, jego emocjach i potrzebach. Empatia jest jak latarnia morska, więc gdy chcesz dawać komuś empatię, to kierujesz całe światło na tę osobę, nie opowiadasz historii, nie udzielasz rad, nie porównujesz, nie osądzasz, nie oceniasz, nie litujesz się, tylko jesteś w pełni obecny przy tym, co przeżywa. Dajesz jej przestrzeń i uwagę, by mogła w pełni wyrazić siebie i dojść do najlepszych rozwiązań.

Co daje nam empatia?

Empatia daje nam wybór, wybija z działania automatycznego, schematycznego, buduje kontakt, skłania do działania, wskazuje potrzeby. Wreszcie, mając empatię dla siebie, możemy podzielić się nią z innymi.

W jaki sposób możemy poprosić o empatię?

Wyobrażam sobie, że możemy po prostu powiedzieć: „Proszę, wysłuchaj mnie teraz w ciszy tak długo, aż powiem ci, że wystarczy. Dobrze?” albo „Słyszałam o empatycznym słuchaniu i chciałabym go z tobą wypróbować. Czy chciałabyś wysłuchać mnie w ciszy i być przy moich uczuciach i tym, co dla mnie ważne w tej chwili?”.

W kobiecie może pojawić się wiele negatywnych myśli związanych z niepowodzeniem w zajściu w ciążę. W jaki sposób może sama sobie dać empatię?

By nie dać się wciągnąć spirali negatywnych myśli, warto przede wszystkim skupić się na oddechu. Pozwala to, w skrócie, na zintegrowanie mózgu i przywrócenie jego wszystkich funkcji, nie tylko tych odpowiedzialnych za ucieczkę/atak/zastygnięcie. Dobrze pamiętać o łagodności dla siebie. Empatia to taki kojący balsam. Ja do spotkania z trudnymi emocjami używam zeszytu, staram się odpowiedzieć na pytania:

1. Co obserwuję? Co jest teraz w moim ciele?
2. Jakie uczucia są we mnie? Smutek, gniew, wstręt, a może strach?
3. Jakie potrzeby nie są zaspokojone? Czego mi potrzeba, czego chcę?
4. Sformułuj prośbę do siebie, która pomoże ci zaopiekować się twoimi niezaspokojonymi potrzebami.
5. Powiedz, co czujesz i czego w związku z tym potrzebujesz?
W jaki sposób ćwiczyć empatię?

Kilka razy dziennie zatrzymywać się, by poczuć, co jest w moim ciele – czy jest rozluźnione, lekkie, a może spięte i obolałe. Mieszkają w nim emocje, dlatego kontakt z ciałem jest taki ważny. Emocje są drogowskazami do potrzeb. Te komfortowe: radość, zadowolenie, spokój, ufność, wskazują nam, że nasze potrzeby są w danym momencie zaspokojone. Te niekomfortowe: frustracja, bezsilność, przytłoczenie, informują nas o tym, że ważne dla nas potrzeby nie są zaspokojone. W trudnych momentach naszego życia kluczowe jest także praktykowanie wdzięczności. To nic innego jak zauważanie zaspokojonych potrzeb. Można robić to, łapiąc na zdjęciach chwile dające nam radość, prowadząc dziennik wdzięczności, w którym zapisywać będziemy to, co dobrego spotkało nas danego dnia. Liczą się małe rzeczy: ciepła kawa, pełna lodówka, pomocny człowiek, który przytrzymał drzwi, otrzymany uśmiech.

Jak okazać empatię partnerowi?

Przygotować się na pełne uwagi słuchanie, całkowite zanurzenie w teraźniejszości i skupienie na tym, co mówi do nas druga strona. Skierowanie uwagi wyłącznie na potrzeby i uczucia mówiącego. Wyłączamy wtedy nasze myśli, przychodzące nam do głowy pomysły, osądy, rady, nasze doświadczenia. Stajemy się czystą uwagą i skupieniem.

Czy możesz podać kilka przykładowych zdań, którymi możemy zacząć rozmowę empatyczną na trudny dla nas temat?

Zacznijmy ją tak jak każdą inną, ważne, aby podejść do niej z uszami przygotowanymi na słyszenie emocji i potrzeb, które kryją się pod wyrażanymi słowami. Ale najpierw potrzeba dużo łagodności i empatii dla siebie z różnych źródeł. Zadbajmy o przestrzeń. Nie zaczynajmy takiej rozmowy w pośpiechu. Można też uprzedzić rozmówcę, że będziemy chcieli porozmawiać i potrzebujemy nieco więcej czasu.

 
Sylwia Włodarska
Współtwórczyni Fundacji RoRo, która od 6 lat wspiera rodziców w znajdowaniu własnej filozofii rodzicielstwa opartej na bliskości, szacunku i zaufaniu, trenerka empatycznej komunikacji, absolwentka studiów NVC, uczestniczka zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication, Porozumienie bez Przemocy), autorka bloga paniswojegoszczescia.pl. Pasjonatka książek i bycia blisko natury, mama Trójcy, która jest niewyczerpanym, choć często wyczerpującym źródłem inspiracji.

Katarzyna Płaza - Piekarzewska

Położna i Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Tworzy portal i blog ZapytajPolozna.pl, na którym porusza tematykę ciąży, porodu, karmienia piersią i macierzyństwa oraz niepłodności.

Agnieszka Grobelna: „Pokochaj swoją miesiączkę” – o zgodzie na kobiecość i sile, jaka z niej płynie

agnieszka grobelna

Przez 10 lat starała się o dziecko, przeżyła cztery poronienia – Agnieszka Grobelna na bazie swoich doświadczeń postanowiła stworzyć niezależną przestrzeń, w której płodność kobiety będzie zaopiekowana na każdym etapie jej życia. Stąd powstał pomysł Centrum Wspierania Płodności, które znajduje się we Wrocławiu. Ciało, seksualność, cykl – oto rozmowa o sekretach kobiecości.

CHBR: W kobiecości jest siła?

Agnieszka Grobelna: Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem współgrania kobiecego ciała i psychiki. Zdarza się, że przychodzi do mnie kobieta, która doświadcza bolesności cyklu. Rozmawiam z nią, pokazuję między innymi czym jest cykl i jak można wykorzystać jego moc. Zdaje się, że nie robię wiele, a później nagle ból znika. Kobiety mówią wtedy do mnie: „Agnieszka, to jest takie proste?! Dlaczego nikt o tym nie mówi?! To ja nic więcej nie muszę robić?! Nie muszę brać tony leków?!”. Nie, nie musisz – pokochaj swoją miesiączkę, rozmawiaj ze swoją macicą.

Przyzna pani, że brzmi to co najmniej tajemniczo.

Na jednym z warsztatów powiedziałam, że kocham swoją miesiączkę i za każdym razem na nią czekam. Wstała wtedy pani będąca już po menopauzie i powiedziała niemal z oburzeniem: „Pierwszy raz widzę osobę, która mówi, że kocha swoją miesiączkę. Ja się cieszę, że jej nie mam!”. Odpowiedziałam, że to błąd, bo w naszym cyklu jest ogromna siła! Naprawdę niewiele potrzeba, by móc ją wykorzystać. Zresztą wielokrotnie trafiały do mnie panie z niepłodnością, które miały całą masę różnych przeciwwskazań i zaburzenia hormonalne, nie miały nawet kwalifikacji do in vitro. Po jednej lub kilku sesjach nagle zachodziły w ciążę naturalnie. Oczywiście są to spektakularne przypadki, u niektórych ta praca wymaga więcej czasu, u innych mniej, ale chcę zobrazować, jak proste rozwiązania są czasami najlepsze.

Tak naprawdę płodność jest nieprzewidywalna i na bazie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie powinno się mówić, iż kobieta nigdy nie zajdzie w ciążę. Gdy jest jeden plemnik i chociażby jedna komórka jajowa, to zawsze istnieje szansa. Jest jednak wiele blokad, także tych emocjonalnych. Z moich obserwacji wynika, że u dużej większości kobiet zmagających się z niepłodnością to właśnie emocje leżą u podstaw. Kobiety są teraz za bardzo pogrążone w męskiej energii. Są silne, na wysokich stanowiskach, zarządzają grupą osób. Siła jest męska, czasami trzeba zbliżyć się do kobiecości i wtedy ciało się odblokowuje. Kobiety zagarnęły przestrzeń mężczyznom, którzy przy tym wszystkim osłabli. Stąd problemy chociażby z ilością plemników. Ja staram się patrzeć na płodność bardzo holistycznie i wykorzystuję w swojej pracy różne metody.

Różne pewnie też dlatego, że każdy przypadek jest bardzo indywidualny.

Dokładnie, nie powinno się nikogo porównywać, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy co jest czynnikiem decydującym. Jak bowiem można wytłumaczymy, że kobieta z diagnozą Hashimoto, czy PCOS, zachodzi w naturalną ciążę, a teoretycznie zdrowy człowiek nie? Nie wiemy wtedy, czy czynnikiem decydującym nie jest np. lęk. Pracowałam kiedyś z panią, która miała go w sobie bardzo wiele. Leczyła się, ponieważ nie miała prawidłowej owulacji i płodnego śluzu. Kiedy porozmawiałyśmy o tym, by dali sobie z partnerem luz, także od seksu, nagle jej śluz się poprawił. Kiedy postanowili wrócić do starań, śluzu znowu nie było. Podobnie było z inną panią, która dostawała stany grzybicze pochwy. Wszystko sterowane było u nich lękiem, który niezwykle trudno było odkryć czego dotyczył. Pokazuje to jednak, jak psychika silnie działa na naszą płodność.

I uczyć powinny się o tym już małe dziewczynki?

Zdecydowanie. Mam 8-letnią córkę i odkąd pamiętam mówiłam jej: „Tu gdzie jest twoja macica, tam jest twoja moc”. Dzięki temu córka ma do kobiecości bardzo pozytywny stosunek. Wie, że kiedy pojawi się pierwsza miesiączka, będziemy świętować. Jest to dla mnie ważne, bowiem pracując z kobietami niepłodnymi zdarza mi się wracać do ich korzeni. Kiedy cofamy się do momentu pierwszej miesiączki, okazuje się, że one jej wcale nie przyjęły. Jedna z moich pacjentek teoretycznie była przygotowana przez mamę na pierwszy okres. Gdy jednak zapytałam, co jeszcze się wtedy działo, okazało się, że w dniu swojej pierwszej miesiączki miała jechać z rodziną do Aquaparku. Pytając jak się czuła, usłyszałam, że był wściekła. Co ciekawe, ciągle cierpiała na bardzo silne bóle w czasie menstruacji. Powiedziałam wtedy: „Ty w ogóle nie przyjęłaś tej miesiączki. Odrzuciłaś ją, bo pokrzyżowała ci plany”. Zaczęłyśmy rozmawiać i przyznała mi rację. Poleciłam jej, żeby „pogadała ze swoją macicą”. W następnym cyklu bólu nie było.

Ból jest dla nas tylko informacją, a my zagłuszamy go tabletkami. Jeśli to robimy, to jak mamy dojść do jego pierwotnej przyczyny? Może to być właśnie lęk, ale też wspominana już przeze mnie męska energia.

Rozmawiałam kiedyś z panią, która także cierpiała na silne bóle w czasie miesiączki. Takie, które ścinały ją z nóg, musiała zwalniać się w tym czasie z pracy. Pierwszy okres przeżyła bardzo w porządku, ale zapytana o to, co robi w trakcie menstruacji odpowiedziała: „Wszystko – idę na fitness, daję sobie w kość.” Dla mnie jest to jasny sygnał, że nie ma w niej zgody na miesiączkę. Menstruacja to czas odpoczynku, regeneracji, przemyśleń. Jest to czas na herbatę, książkę, na dopieszczenie siebie. Jeśli dajesz sobie w tym czasie w kość, oznacza to, że ciągle się z nią siłujesz.

Rozmowa lekiem na wszystko?

Oczywiście, że nie. Zdarza się, że musimy włączyć terapię witaminową, zmienić odżywianie, znieść stres umiejscowiony w miednicy czy też wprowadzić konkretne leki – nieraz jest to niezbędne. Wiele czynników ma wpływ na naszą płodność, dlatego, tak ważne jest całościowe spojrzenie na kobiece ciało i kompleksowe działanie. Najważniejsze jednak, to dostrzec, jak wielka w nas jest siła w postaci naszego cyklu, od niego wszystko się zaczyna i jeśli tylko pokochamy swoją kobiecość, możemy być płodne i radosne na każdym etapie swojego życia.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.