Przejdź do treści

Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Rozmowa z psychologiem w ośrodku adopcyjnym

Drogi do rodzicielstwa mogą być bardzo różne. Niektóre z nich prowadzą do ośrodków adopcyjnych, w których czeka nas rozmowa z psychologiem. Dla wielu jest ona wielką niewiadomą, być może stresującą sytuacją. Czy jest się czego obawiać i czego możemy się po takim spotkaniu spodziewać? Więcej opowiedziała nam Marta Baranowska, psycholog ze szczecińskiego ośrodka adopcyjnego Fundacji Mam Dom.

Czego możemy spodziewać się po rozmowie z psychologiem w ośrodku adopcyjnym?

Marta Baranowska: Każdy ośrodek ma inną specyfikę prowadzenia badań pedagogicznych i psychologicznych. Bez względu na ich tryb i stosowane metody, wszędzie rozmowa z psychologiem dotyczy intymnych, niezwykle ważnych, nieraz bolesnych kwestii. Między innymi drogi ku rodzicielstwu, jaką przebyli małżonkowie, zanim przyszli do ośrodka adopcyjnego. Rozmowa ta, mniej lub bardziej wprost, porusza problem akceptacji bezpłodności swojej czy też partnera, przeżywanej często jako niesprostanie roli kobiety/mężczyzny, niekiedy zaś jako niesprawiedliwość losu. Albo, w przypadku osób samotnych chcących adoptować dziecko, dotykamy problemu akceptacji – także w kontekście społecznym – siebie jako kogoś, kto nie zdołał lub nie chciał związać się na stałe z innym dorosłym, a mimo to pragnie stworzyć rodzinę.

Czy w jakimś sensie rozmowa z psychologiem podczas procesu adopcyjnego jest wyjątkowa, różni się od każdej innej rozmowy psychologicznej?

Tak, to rozmowa jedyna w swoim rodzaju. Po pierwsze pamiętajmy, że jest to rozmowa służąca postawieniu diagnozy, a nie np. wsparciu człowieka w trudnej sytuacji, w której w istocie się znajduje. Niemniej jednak diagnosta musi dbać o komfort diagnozowanego. Z reguły moi rozmówcy kończą te spotkania, mimo ich wagi i tematyki, z pozytywnymi odczuciami.

W przeciwieństwie do badań psychologicznych wykonywanych dla innych celów, tematyka rozmów w diagnozie kandydatów dotyczy tego, co może być powiązane z zakładanym adoptowaniem dziecka. Dotyczy zatem głównie małżonków, jako pary pragnącej być rodzicami, oraz ich motywacji do tego rodzaju rodzicielstwa. Bardzo specyficzne dla tej rozmowy jest jej usytuowanie w ramach szerszego procesu diagnostyczno-szkoleniowego, prowadzącego do kwalifikacji. Diagnozuje i kwalifikuje zespół, łącząc informacje z rozmów, z dokumentów i z obserwacji, a nie poszczególni specjaliści oddzielnie, pomimo sporządzania oddzielnych opinii. Ponadto dzieje się to wszystko w czasie co najmniej kilku miesięcy spotkań pracowników ośrodka z kandydatami.

O co podczas takiej rozmowy może nas pytać psycholog?

W zasadzie, może zapytać o wszytko 🙂 Na pewno w każdym ośrodku psycholog zapyta o historię związku i starania się o potomstwo. Prawie na pewno o rodziny pochodzenia obojga kandydatów, czyli ich rodziców, rodzeństwo, a także o oczekiwania, czy wyobrażenia dotyczące adoptowanego dziecka. Psycholog lub pedagog może zapytać też przykładowo o doświadczenia w opiece nad dziećmi – siostrzeńcami czy bratankami. O wizję właściwego wychowania. O wartości i zwyczaje, jakie kandydaci chcą dziecku przekazać, choć te ostatnie obszary są raczej przedmiotem diagnozy pedagogicznej.

Czy powinniśmy się do takiej rozmowy, spotkania z psychologiem w jakiś szczególny sposób przygotować?

Myślę, że nie. Nie warto z góry obmyślać, co się powie, ani tym bardziej szukać u znajomych i w internecie wskazówek. Mogą się one okazać chybione i jeszcze pogrążyć „przygotowanego” kandydata. Spontaniczne wypowiedzi badanych najlepiej prowadzą do celu, jakim jest trafna psychologiczna diagnoza kandydatów.

Pamiętajmy, że pełna, oparta na szczerej rozmowie diagnoza służy nie tylko proponowanemu w przyszłości dziecku. W nie mniejszym stopniu służy też samym kandydatom, ukierunkowując ich dalsze działania, a niekiedy chroniąc przed niewłaściwym czy przedwczesnym wyborem.

Pomyślałam jednak o przygotowaniu się w innym znaczeniu. Warto być w momencie diagnozy w miarę możliwości wypoczętym, spokojnym, i nie spieszyć się nigdzie.Siedzenie „jak na szpilkach”, bo za godzinę mam pociąg albo spotkanie w firmie, nie sprzyja swobodnej i szczegółowej rozmowie. Dobrze się sprawdza, gdy kandydaci biorą dzień urlopu na spotkanie z psychologiem w ośrodku. Choć nie zajmuje ono oczywiście ośmiu godzin.

Wynika z tego, że może właśnie lepiej, żebyśmy wnieśli do takiej rozmowy siebie, bez żadnego przygotowania, być może nawet swego rodzaju kreacji?

Im więcej otwartości kandydatów w trakcie rozmów z pracownikami ośrodka, tym lepiej diagności poznają ich faktyczne zasoby osobowościowe, rodzinne, materialne. Lepiej określą mocne i słabe strony rodziny, do której trafi dziecko. Pamiętajmy, że jest ono zawsze w jakiś sposób obciążone. Jeśli nie aż deficytami rozwojowymi, czy też FAS, to przynajmniej faktem porzucenia przez rodziców biologicznych, z którym i dziecko i jego nowi rodzice będą musieli się zmagać.

Ta uczciwość i otwartość są istotne nie tylko dla doboru najbardziej odpowiedniej rodziny dla danego dziecka. W razie ewentualnych problemów małżeńskich, czy wychowawczych w przyszłości, nieraz kilka lat po adopcji, łatwiej będzie obu stronom – adopcyjnym rodzicom i pracownikom ośrodka – podjąć dialog. Szybciej będzie można znaleźć rozwiązania trudnej sytuacji.

Czy jest coś, czego możemy się podczas takiej rozmowy obawiać?

Kobiety i mężczyźni, których badam jako psycholog ośrodka Fundacji Mam Dom, często na koniec wyznają, że idąc na spotkanie z psychologiem bali się, iż źle wypadną. Że nie będą się nadawali, bo np. są za mało wykształceni, niewiele zarabiają, albo pochodzą z przemocowej czy rozbitej rodziny. I na ogół, co zrozumiałe, mają tendencję przedstawiać siebie, swoich małżonków i dalszą rodzinę w jak najlepszym świetle. Tam gdzie tylko da się coś „podkolorować” bez możliwości weryfikacji. Tymczasem wiadomo, że małżeństwa idealnie dobrane, oraz rodziny bez konfliktów, oraz ludzie niemający dalekich krewnych, których można by się powstydzić, należą do rzadkości.

Oczywiste też dla doświadczonego psychologa jest to, że każdy człowiek ma jakieś słabsze strony. I że jeśli nie stale, to przynajmniej okresowo, jego samopoczucie, funkcjonowanie, wybory odstają od tego, co uważa się potocznie za „normalne”. W diagnozie więzi między małżonkami pamiętam o tym, że para, która przetrwała razem rozczarowanie i ból związane z bezpłodnością, stres i napięcia towarzyszące trudnej i nieraz wieloletniej walce o poczęcie dziecka, już samym tym faktem daje świadectwo trwałości więzi. Jest to prawdopodobnie najważniejszy aspekt „nadawania się” kandydatów na rodziców adopcyjnych. Chodzi przecież o stworzenie dziecku bezpiecznego, stabilnego, pełnego miłości domu.

Jedyne czego kandydaci mogą się realnie „obawiać” ze strony psychologa, a można by też powiedzieć przewrotnie: na co powinni mieć nadzieję, to że w trakcie diagnozy wyjdzie na jaw rodzaj ich motywacji. Być może zupełnie nie odpowiada on celowi jakim jest adopcja.

Może okazać się też, że jedno z nich w gruncie rzeczy tego nie chce, a pozornie zgodziło się „dla świętego spokoju”. Uchwycenie takiej niespójności może uchronić tę rodzinę, powiem bez przesady, przed nieszczęściem. Nie wspominając o powierzonym dziecku. Są to sytuacje w praktyce bardzo rzadkie.

Pary, które do nas trafiają, mają zwykle motywację silną, obopólną i prawidłową. Nieco częściej zdarza się, że podczas rozmowy z psychologiem okazuje się, iż na wszczęcie procedur prowadzących do kwalifikacji jest z jakiegoś względu za wcześnie. Nie wyklucza to kontynuacji procesu diagnostyczno-szkoleniowego w późniejszym czasie, potrzebnym kandydatom np. na przeżycie żałoby po utracie dziecka biologicznego lub uporządkowanie jakiś istotnych spraw. To także jest z korzyścią dla kandydatów. Chociaż widoczną dla nich z perspektywy czasu, ponieważ nieraz z początku sądzą, że im szybciej otrzymają kwalifikację, tym lepiej.

Jaki jest cel takich rozmów, zarówno z punktu widzenia przyszłych rodziców, jak i z punktu widzenia specjalistów z ośrodka?

W zasadzie diagnoza psychologiczna jest bardzo istotnym elementem, choć zajmującym kandydatom relatywnie niewiele czasu, przygotowania ich do adopcji. Pierwszym naszym celem jest określenie gotowości kandydatów do przysposobienia dziecka. Ściślej – do rozpoczęcia pełnej procedury diagnostyczno-szkoleniowej w tym kierunku. Pozwala to włączyć kandydatów na listę oczekujących na szkolenie, poprzedzone jeszcze tak zwanym wywiadem środowiskowym, czyli wizytą pracownika ośrodka w ich miejscu zamieszkania. Jest to połączone z wystandaryzowaną rozmową na różne tematy. Związane są one również z zasobami materialnymi, zdrowiem i stylem życia kandydatów.

Drugim celem psychologa jest zebranie danych koniecznych do sporządzenia opinii. Zawiera ona taki opis funkcjonowania kandydatów, który pozwoli nie tylko na ich pozytywną kwalifikację, ale też na oddanie ich indywidualnych cech – jako jednostek i jako pary. Pozwoli to w przyszłości na przewidywanie, czy dane dziecko czułoby się dobrze w tej rodzinie.

Trzecim, może nie tyle celem, co dodatkowym efektem diagnozy, bywa określenie obszarów, w których warto coś „poprawić”. Często konieczna jest modyfikacja błędnych wyobrażeń o specyfice adopcji, co z założenia powinno nastąpić w trakcie szkolenia.

Niekiedy wskazane jest uzgodnienie między małżonkami, już w ramach „zadania domowego”, oczekiwań związanych z reorganizacją ich życia domowego i zawodowego po przyjęciu dziecka do rodziny. Czasami diagnoza pokazuje np. tendencje neurotyczne, pracoholizm, czy nieprzepracowane problemy związane z historią życia, albo zbyt ścisłe więzi któregoś z małżonków z rodzicami, w sensie nieodseparowania emocjonalnego. Nie dyskwalifikuje to automatycznie osoby, czy pary pragnącej przysposobić dziecko. W czasie oczekiwania na kwalifikację, a potem na propozycję dziecka, można i nad tym popracować. Zarówno z pomocą terapeuty, jak i samodzielnie, jeśli problem nie jest zbyt głęboki.

Im dłużej kandydaci „wybierali się” do ośrodka od momentu ich pierwszej rozmowy o możliwości adopcji, tym więcej zwykle mają omówionych oczekiwań wobec dziecka. Konkretnie jego wieku, płci, stanu zdrowia. W toku diagnozy powinni dojść do uzgodnienia między sobą tych oczekiwań. Z wielu względów warto też, aby nie były one zbyt ścisłe, zbyt wąskie. Niestety duża część dzieci szukających domu nie cieszy się stuprocentowym zdrowiem. W tym obszarze badana jest w ośrodkach, niekoniecznie przez psychologów, gotowość kandydatów oraz ich możliwości poradzenia sobie z opieką nad dzieckiem z deficytami, z zaburzeniami emocjonalnymi, przewlekle chorym czy choćby bardziej wymagającym np. wcześniakiem, alergikiem. Poszukiwane są też osoby pragnące stworzyć rodzinę dla rodzeństw i dzieci starszych. Taka gotowość w praktyce znacznie skraca czas oczekiwania do adopcję. Zadaniem diagnosty nie jest jednak skłanianie kandydatów do określonych rozwiązań, tylko badanie, na ile byliby oni zdolni i gotowi podołać takim wyzwaniom i czy ewentualna tego typu deklaracja jest dobrze przemyślana.

Marta Baranowska – psycholog, psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 15 lat pracuje przede wszystkim z dziećmi i młodzieżą oraz ich rodzicami. 

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak to jest wiedzieć, że nie mogę mieć dzieci? [FILM]

Fot. Screen BuzzFeedYellow Youtube
Fot. Screen BuzzFeedYellow Youtube

Wiadomość o niepłodności często spada na kobietę jak grom z jasnego nieba. Emocje, które wywołuje, mogą być niezwykle trudne i bolesne. Oto trzy kobiety otwarcie mówiące o swoim doświadczeniu.

Zakręty, wyboje, koleiny

Ich historie niewątpliwie dają siłę i nadzieję. Pokazują, że nawet sytuacje będące z pozoru bez wyjścia, mogą zakończyć się spokojem i pogodzeniem. „Nigdy nie było nawet znaku zapytania. Zawsze wiedziałam, że pewnego dnia będę mamą” – mówi na wstępie jedna z bohaterek. Jak bardzo trzeba nieraz przewartościować swoje życie… Jej niepłodność nie ma wyjaśnienia. Teoretycznie wszystko jest w porządku, ale nie udało jej się dotąd zajść w ciążę. Dziś ma 38 lat i głośno mówi: „Nie chcę mieć dzieci”. Sama przy tym podkreśla, jak jest to dla niej niesamowite, że może takie słowa w ogóle wypowiedzieć, biorąc pod uwagę fakt, jaką osobą była i jak ważne było dla niej dotąd macierzyństwo. Życie stawia nas jednak czasami przed wyzwaniami, nad którymi nie mamy kontroli, o czym mówi kolejna z kobiet.

W 2012 roku została u niej zdiagnozowana endometrioza, co jest główną przyczyną jej niepłodności. „Czułam się naprawdę zagubiona i czułam, że nie mogę zaoferować tego, co powinnam móc zaoferować komuś, z kim chcę być w długoterminowym związku” – mówi. Bardzo trudne było dla niej pogodzenie się z faktem, że być może nigdy nie urodzi dziecka. Obciążające były też rozmowy z innymi ludźmi, którzy nieraz nie wiedzieli, jak reagować, o co ją pytać, czy oby jej nie urażają.

Droga do zrozumienia

Przez dłuższy czas o swoich problemach milczała trzecia z bohaterek filmiku. Cierpi na niedoczynność tarczycy, Hashimoto i PCOS. „W mojej głowie od zawsze była wizja: dorastasz, poznajesz kogoś, pobieracie się i macie dzieci” – mówi. Niestety w rzeczywistości nie zawsze się to układa. Pomimo problemów, po ślubie z ukochanym mężczyzną, udało się kobiecie zajść w ciążę. Myślała, że zdarzył się cud. Niestety w trzecim miesiącu poroniła. Dziś jest już w stanie odpuścić. Zrozumiała, że jest wiele dróg do spełnienia swoich potrzeb macierzyńskich: „Nie musisz urodzić, by być dla kogoś matką”.

Opowiedziane w filmiku historie są niezwykle mocnym świadectwem zmagań, z jakimi borykają się kobiety walczące z niepłodnością. Trudne decyzje i przede wszystkim praca nad swoją psychiką. Warto jednak posłuchać ich doświadczeń, by zobaczyć, że można szczęśliwie „ułożyć” się z życiem. Nawet jeśli zaskakuje nas w najtrudniejszy dla nas sposób.

12 sekretów niepłodnych kobiet >>> PRZECZYTAJ

 

Źródło: „Buzzfeed”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezdzietność po leczeniu niepłodności: „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

bezdzietność

Jakiś czas temu rozmawiałam z bezdzietną kobietą, która przeszła długie leczenie niepłodności. Dziś ma sporo ponad 40 lat. Teoretycznie temat mógłby być dla niej ciągle otwarty, przecież nawet starsze kobiety zostają matkami. Jednak ona zdecydowała, że jej droga rodzicielstwa kończy się w tym momencie. Zastanawia się, co się teraz będzie z nią działo, co będzie czuła w nadchodzących latach, które z uczuć będą „normalne”.

Szybki przegląd literatury – szybki również dlatego, że bardzo niewiele jest badań – pokazuje, że najpierw jest proces żałoby. Trzeba opłakać dzieci, które się nie urodziły, własne zdrowie, plany, które się nie ziściły. Ostatecznie jednak większość kobiet godzi się ze swoją sytuacją, zwłaszcza jeśli udało się im umieścić życiowe cele również w innych obszarach, na przykład zawodowym. Szczególnie pomocna okazuje się umiejętność aktywnego szukania pomocy i wsparcia u innych, bezpośrednio, w grupach wsparcia lub online. Wartością jest przebywanie wśród ludzi, którzy mają podobne doświadczenia lub też są wystarczająco empatyczni. Pomocna jest też umiejętność adaptowania się do zmieniających się warunków życia, niecodziennych sytuacji i szukania nowych możliwości.

Tyle statystyka i badania. Jak jest w rzeczywistości, to już inna sprawa, tak jak inna jest każda kobieta, która doświadcza traumy niepłodności. Jak więc wygląda godzenie się z niepłodnością z bliska, opowiedziane przez kobietę, która zdecydowała się na bezdzietność po latach starań?

Jak to się zaczęło?

Pierwszego męża poznałam na studiach. Nie zabezpieczaliśmy się, nie zachodziłam w ciążę, ale nieszczególnie się tym martwiliśmy. Byliśmy młodzi. Chcieliśmy się rozwijać zawodowo. Brak dzieci uznałam za szczęście, kiedy rozpadło się tamto małżeństwo. Naturalną konsekwencję nieudanego związku, również zrządzenie losu, ponieważ mogłam zrobić specjalizację. Drugi raz za mąż wyszłam mając 36 lat. O dziecko zaczęliśmy starać się od razu. Przez rok bez większego ciśnienia, ale ponieważ jestem lekarzem, wiedziałam że nie mam zbyt wiele czasu. Potem potoczyło się szybko – klinika, diagnoza, iui, trzy ivf, stymulacje. Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz.

Co jest najtrudniejsze w niepłodności?

Nie wiem, czy jest jedna odpowiedź. Dla mnie najtrudniejsza była świadomość, że jestem inna, nie taka jak inne kobiety, nawet nie taka jak moja matka. A druga sprawa to żal zmarnowanego czasu. Może gdybym poddała się diagnostyce mając dwadzieścia kilka lat, dziś byłabym matką?

Co powoduje, że w pewnym momencie przestajemy się starać o dziecko?

Wiedza i ograniczenia finansowe. Przede wszystkim świadomość, że wraz z wiekiem matki rośnie ryzyko wady wrodzonej płodu. Ale też to, że starsza matka ma swoje ograniczenia, że sama jest narażona na choroby pojawiające się z wiekiem. Na leczenie wydaliśmy kilkadziesiąt tysięcy. Mieliśmy szczęście, bo było nas stać, ale w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno o to chodzi. Czy może są w życiu inne cele, na które można by przeznaczyć środki. Uznaliśmy, że są.

Jak przebiega proces godzenia się z bezdzietnością?

Trudno to opisać, ponieważ nie wiadomo, kiedy on się właściwie kończy. Czy wówczas, kiedy  już nie płaczesz z bezsilności i żalu, czy może kiedy wiesz, że biologicznie macierzyństwo jest już absolutnie niemożliwe. Wyobrażam sobie, że nawet na starość będę do tego wracała, wyobrażała sobie, jak moje życie mogło wyglądać, gdybym podjęła inne decyzje. Teraz mogę powiedzieć, ze czuję się pogodzona. Ale na początku, kiedy uświadomiłam sobie, że to już koniec, była rozpacz, depresja chyba nawet, żal do wszystkich i do siebie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co zrobię ze swoim życiem. Co zyskam, nie zostając matką. To tez pomogło.

Czy decyzja o przerwaniu leczenia i bezdzietności ma wpływ na związek?

Na mój miała. Ja bardziej walczyłam, dłużej. Mój mąż szybciej zorientował się, że to się może nie udać. Jest też starszy i nie zawsze był przekonany, że chce mieć dzieci. Ani niepłodność, ani decyzja o zakończeniu leczenia nie wpłynęła jednak na nas destruktywnie. Być może znaczenie miał fakt, że spotkaliśmy się, kiedy obydwoje w jakiś sposób byliśmy już spełnieni?

Czy perspektywa czasowa pomaga zobaczyć, co można było zmienić w staraniach o dziecko?

Żałuję jedynie tego, że nie zaczęłam się leczyć wcześniej, że lekceważyłam objawy, nie chciałam ich widzieć. Oczywiście, efekt mógłby być ten sam.  Ale przynajmniej wiedziałabym, że to nie mój wiek lub nie tylko mój wiek przyczynił się do niepowodzenia.

Co ludzie powinni wiedzieć o osobach bezdzietnych?

Bezdzietność to nie lenistwo, droga na skróty, wybór kariery ponad życie rodzinne. Bezdzietność to nie kariera robiona kosztem rodziny. To również nie kara. Bezdzietność to często złożona i bolesna historia. Wybory, poświęcenie, koszty, których nikt nie widzi. I w jakimś sensie boli zawsze, nawet jeśli jest się z nią pogodzonym. Być może mogę dłużej pracować, brać zmiany w Święta, jestem w pracy regularnie, ponieważ nie musze zostać z chorym dzieckiem w domu. Czasami to ludzi złości. Ale nie wiedzą, że w mgnieniu oka zamieniłabym moją wygodę na wszystkie trudności związane z zajmowaniem się i wychowaniem dziecka.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

10 par czeka na dziecko dzięki prywatnej firmie

prywatna firma finansuje in vitro

Jak podaje radio TOK FM, prywatna firma sfinansowała zabieg in vitro dziesięciu parom. Pieniądze przekazano anonimowo.

Pomocna dłoń

– Zgłosił się do nas darczyńca, który przekazał określoną kwotę na leczenie niepłodnych par – opowiada Tomasz Dworniak z kliniki leczenia niepłodności InviMed. – Dzięki temu wsparciu udało nam się pomóc dziesięciu parom w zakresie organizacji i realizacji programu leczenia pozaustrojowego – dodaje.

O wyborze par zdecydowały brak kwalifikacji do rządowego programu leczenia niepłodności w ostatniej chwili i kwestie natury ekonomicznej. – Procedura in vitro jest droga, dlatego właśnie kierowaliśmy się również sytuacją finansową danej pary – wyjaśnia lekarz, który podkreśla, że wybrane pary nie wiedzą, kim był darczyńca. Ten woli pozostać anonimowy.

Źródło: TOK FM

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Blokowanie in vitro i kampania „sprzyjająca płodności” – prokreacja na celowniku polityków!

blokowanie in vitro

Polityka dotyka płodności Polaków na bardzo różnych płaszczyznach. Najnowsze doniesienia podkreślają, że rządząca partia blokuje lokalne programy dofinansowujące in vitro. Przy tym wszystkim stawia na kampanię „sprzyjającą płodności” i „działania na rzecz zwiększenia prokreacji”. Rządzący zdają się w dość ograniczony sposób opierać na „naturalnych metodach”. Czy słusznie?

Gdańsk z problemami i „naturalna” Warszawa

W ostatnich dniach zablokowana została kolejna uchwała dotycząca finansowania in vitro, tym razem w Gdańsku. Wojewoda pomorski z Prawa i Sprawiedliwości „wykorzystał fakt, że miejski projekt nie miał opinii z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji”, o czym donosi „dziennik.pl”. Okazuje się jednak, że nie powinno być to wystarczającym powodem do zablokowania lokalnego projektu, o którym więcej pisaliśmy już na naszym portalu.

Z drugiej strony, wojewoda mazowiecki (PiS) postanowił wesprzeć walczących z niepłodnością programem naprotechnologicznym. Metoda ta nie ma medycznego uzasadnienia, a co za tym idzie, jej finansowanie ze środków publicznych wzbudza wątpliwości. Znalazło się jednak 300 tys. złotych, które wspomogą 120 par chcących skorzystać z programu.

Wiedza dla wszystkich

Pomysł wojewody mazowieckiego znakomicie wpisuje się w planowane działania Ministerstwa Zdrowia. Resort przeznaczy 2,7 mln zł na stworzenie kampanii edukacyjno-społecznej, która ma za zadanie „sprzyjać płodności”. Oprócz radia i telewizji władze stawiają w tym przypadku także na media internetowe.

Czego dowiemy się z kampanii? Nauczymy się, czego powinno się unikać, jeśli nie chcemy doznać niepłodności. Pojawią się wskazówki, jak zajść w ciążę. Będzie to między innymi opis cyklu, czy też porady dietetyczne. Dowiemy się więcej także na temat chorób przenoszonych drogą płciową. W ramach kampanii odbywać się będą również szkolenia i konferencje dla specjalistów, co opisuje „gazetaprawna.pl”.

O ile pomysł samej kampanii wydaje się być naprawdę słuszny, bowiem nasza wiedza o zdrowiu reprodukcyjnym pozostawia wiele do życzenia, o tyle sposoby na zmagania z niepłodnością, które popierają obecne władze, zdają się zmierzać w dość jednostronnym kierunku. Nie milkną jednak głosy starających się o wsparcie dla in vitro. Jedną z walczących o finansowanie tej metody jest krakowska radna, Małgorzata Jantos. Czy dzięki niej uda się wprowadzić w Krakowie dofinansowanie? Inicjatywę możesz wesprzeć swoim głosem >>KLIK<<

Źródła: „gazeta prawna.pl” / „dziennik.pl”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.