Przejdź do treści

Rozmiar ma znaczenie

77.jpg

Uczeni z wydziałów antropologii, psychiatrii i nauk behawioralnych na Uniwersytetu Emory w Atlancie dowiedli, że wielkość jąder ma znaczenie, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Okazuje się, że mężczyźni, którzy mają duże jądra, są mniej ustatkowani, ci zaś z mniejszymi lepiej sprawdzają się w roli ojca.

W testach wzięło udział 70 biologicznych ojców w wieku 21-43 lat jednorocznych i dwuletnich dzieci. Zmierzono im poziom testosteronu, objętość jąder i aktywność układu nagrody w mózgu podczas oglądania zdjęć swojego oraz obcego dziecka i obcego dorosłego.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oni sami i matki ich dzieci opowiadali naukowcom, w jaki sposób zajmują się swoimi pociechami: czy wstają w nocy, zmieniają pieluszki, kąpią, chodzą z nim do lekarza itd.

Po podsumowaniu wyników ankiety okazało się, że mężczyźni o większych jądrach i wyższym poziomie testosteronu zdecydowanie mniej zajmowali się dziećmi, a opieka nad dzieckiem nie sprawia im takiej przyjemności jak ojcom o mniejszych jądrach. Wykazało to badanie aktywności układu nagrody: jego pobudzenie widać wyraźnie u rodziców słyszących płacz swojego dziecka lub oglądających zdjęcie jego buzi; u matek krótko po porodzie zwiększa się liczba neuronów w tym rejonie mózgu.

Zjawisko to tłumaczy tzw. teoria historii życia, czyli ocena zysków i strat, której nieświadomie dokonuje każdy organizm. Co bardziej się opłaca: dalej się rozmnażać czy poświęcić energię na opiekę nad narodzonym już dzieckiem?

Z wcześniejszych eksperymentów wynika, że wysoki poziom testosteronu u mężczyzn może popychać ich ku ciągłemu rozmnażaniu się. Tacy ojcowie opiekę nad potomstwem zostawiają matce.

Jak to się ma do wielkości jąder? To głównie w nich produkowany jest testosteron. Większe jądra to więcej testosteronu i więcej ejakulatu, czyli większe możliwości w konkurencji z plemnikami innych samców.
 

Źródło: Gazeta Wyborcza 

28 września – Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji

Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji
Wikipedia -Victor byckttor

28 września obchodzony jest Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji, z kolei w Polsce 24 września kobiety demonstrowały pod Sejmem przeciwko próbom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. O co walczyły?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W 1993 roku po objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton zniósł zakaz finansowania klinik dokonujących aborcję (Bush przywrócił go w roku 2001, a ponownie w 2009 r. zniósł Obama). Clinton mówił wówczas, że aborcja ma być legalna, bezpieczna i rzadka. O podobne sprawy walczy obecnie Międzynarodowa Kampania na rzecz Prawa Kobiet do Bezpiecznej Aborcji, która w tamtym roku wystosowała list m.in. do sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona, aby dzień 28 września ustanowić dniem bezpiecznej aborcji.

Grupa zrzesza prawie 1800 organizacji oraz pojedynczych aktywistów ze 115 krajów. Ich głównym celem jest zagwarantowanie kobietom ich fundamentalnego prawa oraz zmniejszenie odsetka zgonów kobiet przy nieprofesjonalnie przeprowadzonych aborcjach. „Aborcja jest jedną z najbezpieczniejszych procedur medycznych. Jednakże połowa wszystkich aborcji na świecie nadal jest niebezpieczna, co powoduje potrzebę podjęcia natychmiastowych działań. Kobiety nadal cierpią i umierają z powodu komplikacji po niebezpiecznych aborcjach. W skali globu liczba śmierci z powodu niebezpiecznych aborcji szacowana jest na 43 684 w 2013 r., co stanowi 14,9 proc. wszystkich śmierci w połogu” – pisali autorzy listu.

Protest kobiet w Polsce

Cztery dni wcześniej, 24 września kobiety w Polsce protestowały przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. W 2016 roku wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) opowiedziało się za całkowitym zakazem przerywania ciąży. Projekt został jednak odrzucony pod naciskiem Czarnego Protestu. Obecnie komitet „Zatrzymaj aborcję” zbiera podpisy pod mniej restrykcyjnym projektem, a w akcję włączył się również Kościół.

Innym powodem niezadowolenia Polek jest podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa, która przywraca obowiązkowe recepty na pigułkę „dzień po”. Ponadto w 2016 r. rząd wycofał dofinansowanie na procedurę na in vitro. W ostatnich dniach pojawiła się natomiast informacja, że PiS wprowadza przepisy, które pozwolą karać samorządy za finansowanie in vitro.

Co dziesięć minut umiera jedna kobieta

Według danych opublikowanych przez portal womenhelp.org, około 215 mln kobiet na całym świecie nie ma dostępu do antykoncepcji, a co roku wykonuje się ok. 56 mln aborcji. 20 mln spośród nich wykonywana jest w niebezpiecznych warunkach lub niezgodnie z prawem. Aborcje wykonywane w niebezpiecznych warunkach są jedną z głównych przyczyn śmiertelności matek. Szacuje się, że 22,500 – 44,000 kobiet umiera każdego roku z powodu niebezpiecznej aborcji, co stanowi około 13% zgonów -jedna kobieta umiera co 10 minut! 5 mln kobiet rocznie jest hospitalizowanych z powodu powikłań wynikających z przeprowadzenia aborcji w niebezpiecznych warunkach. Niemal wszystkie zgony związane z aborcją występują w krajach rozwijających się: w Afryce, w Azji i Ameryce Łacińskiej.

Zobacz także:

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Michał Piróg o adopcji dziecka: fajnie jest mieć rodzinę

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The New York Times, Gazeta Prawna, Telewizja Republika, safeabortionwomensright.org, OKO Press

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Foto:  Beauty by Blair Photography Facebook
Foto: Beauty by Blair Photography Facebook

Starasz się, czekasz, marzysz – w końcu udaje się. Oczekujesz dziecka! „Gdy lekarz potwierdził to, co i tak wiedziałam, że się zdarzyło, czułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce” – mówi Blair Waite, która straciła ciążę w 9. tygodniu. Chociaż przeszła ogrom cierpienia, dziś jest w stanie wspierać inne kobiety, które także zmierzyły się na swojej drodze z poronieniem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Blair i jej mąż długo starali się o dziecko. Gdy tylko dowiedzieli się o ciąży, szczęśliwi od razu powiadomili rodzinę. Nie mogli doczekać się kiedy poznają swoje maleństwo! Pewnego dnia kobieta obudziła się jednak krwawiąc. Pomimo, że mąż zadzwonił po lekarza, ona natychmiast wiedziała co się dzieje. „Jak moje ciało mogło mnie i moje dziecko w ten sposób zawieść? Jak jedyne miejsce, które miało uczynić moje dziecko bezpiecznym, odżywionym i zdrowym mogło się poddać? Powiedzieć, że byłam zdewastowana, to jak nie powiedzieć nic” – opisuje swoje emocje Blaire. Owe emocje, nawet przywoływane po czasie, budzą wiele trudnych myśli. Ogrom poczucia winy, żalu i bezsilności, z którymi mierzy się kobieta doświadczająca poronienia, są niesłychanie głębokie.

Nie mogłam mówić o tym przez rok. Poprosiłam męża, by to on przekazał rodzinie co się stało, a także by powiedział, żeby ze mną na ten temat w żadnym wypadku nie rozmawiali. Nie mogłam tego znieść.

(…)

Nienawidziłam swojego ciała za zdradę mnie i dziecka, ale co było gorsze, byłam zła na siebie za to, że czuję się aż tak bardzo zrozpaczona. Czułam, że przesadzam i nie powinnam być aż tak smutna, bo w końcu dziecko miało „tylko” 9 tygodni. Jest tak wiele ludzi z „prawdziwymi” problemami, a ja jestem po prostu samolubna. Czekałam aż ból odejdzie, albo chociaż się mniejszy, ale tak się nie działo.

Na drodze Blair stanęła wtedy inna kobieta, która przeszła przez podobną ścieżkę. Straciła ciążę w 10. tygodniu. Okazało się, że pojawiające się w niej emocje i stany były niezwykle podobne. Uświadomiło to Blair, że nie jest sama, a doświadczane przez nią uczucia są jak najbardziej normalne i ma pełne prawo do ich przeżywania!  Co więcej, jak mówiła w rozmowie z naszym portalem psychoterapeutka Katarzyna Mirecka: Nie ma jednego, słusznego i zdrowego przeżywania straty >>KLIK<<. Każdy powinien znaleźć odpowiednią przestrzeń dla siebie i przede wszystkim, pozwolić sobie na przeżycie pojawiającego się bólu – bo jak zauważyła Blaire, on sam z siebie nie odchodzi.

Siła, nadzieja, przyszłość

Dwa lata po stracie Blaire postanowiła przekuć swoje doświadczenia w działanie, które ma pomóc innym kobietom. Do swojego projektu zaprosiła 11 pań, które także zmierzyły się z poronieniem, a teraz noszą w sobie zdrowe dzieci – Rainbow Baby: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – czytamy na „Bored Panda”.

Zdjęcia są pełne nadziei i niewątpliwie zdejmują jakiś rodzaj tabu z poronienia właśnie. Kobiety wcale nie muszą czuć się ze swoimi doświadczeniami same, bo same zdecydowanie nie są. Blaire przytacza, że strata ciąży dotyka 1 na 4 kobiety! Jest to ogromna grupa, z czego być może na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, bo wiele kobiet cierpi w milczeniu. Zamykamy się, obwiniamy siebie, czujemy się jak ofiary. Chcę, abyście wszystkie wiedziały, że nie jesteście same, że nie jest to waszą winą i nie oznacza to, że już nigdy nie będziecie miały dziecka – podsumowuje fotografka. Czy można dać więcej nadziei, niż robią to jej zdjęcia i szczera, prawdziwa historia?

 

Źródło: „Bored Panda” / Beauty by Blair Photography Facebook

 

Zobacz też:

Tęczowe dziecko: „Ciąża po stracie może pojawić się szybko, ale towarzyszące jej emocje, to już zupełnie inna historia”

Niezwykłe zdjęcia matki, która sześć razy poroniła

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Pierwsze w Polsce dziecko poczęte metodą AneVivo przyszło na świat

Gyncentrum
Gyncentrum

Katowicka klinika Gyncentrum jako pierwsza w Polsce i trzecia na świecie w zeszłym roku zaoferowała parom niemogącym doczekać się potomstwa alternatywną do in vitro metodę wspomagania rozrodu. Klinika właśnie pochwaliła się, że na świat przyszło pierwsze dziecko, poczęte dzięki AneVivo.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Blanka była pierwsza, ale metodą AveVivo urodziło się już 6 dzieci w naszym kraju

Blanka mierzy 58 cm i waży 3300 gramów. Ma już dwa miesiące, ale Gyncentrum dopiero teraz podało informację o jej narodzinach. Szczęśliwi rodzice wcześniej długo i bezskutecznie starali się o dziecko.
– Zanim dowiedzieliśmy się o AneVivo, korzystaliśmy z innych metod leczenia niepłodności, które, niestety, nie zakończyły się powodzeniem. W związku z tym informację o nowej metodzie przyjęliśmy z nadzieją i bez wahania postanowiliśmy z niej skorzystać. Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że nasza Blanka zaraz po urodzeniu miała 10 punktów w skali Apgar i rozwija się wspaniale – mówi pani Natalia, mama dziewczynki.
Ciąża przebiegła prawidłowo, a poród odbył się siłami natury.

Po Blance na świat przyszło jeszcze sześcioro dzieci, których rodzice zdecydowali się na skorzystanie z AneVivo w Katowicach. Tym samym klinika osiągnęła pięćdziesięcioprocentową skuteczność w leczeniu niepłodności z zastosowaniem tej metody.

AneVivo co to za metoda? – wyjaśnia ekspert!

AneVivo opracowana została przez szwajcarską firmę biotechnologiczną Anecova. Przy jej powstaniu korzystano z rozwiązań zapożyczonych z branży elektronicznej i zegarmistrzowskiej, aby osiągnąć wysoką precyzję procedury.

– To metoda, w której zapłodnienie i najważniejsze etapy rozwoju zarodka mają miejsce w ciele kobiety. Dzięki temu jest bardziej naturalna, zarówno dla zarodka, jak i dla organizmu matki niż in vitro – wyjaśnia dr n. med. Dariusz Mercik z kliniki Gyncentrum.

Czytaj też: In vitro w zgodzie z naturą, czyli AneVivo!

AneVivo wymaga zastosowania cylindrycznej, silikonowej kapsułki o centymetrowej długości i milimetrowej szerokości, w której umieszcza się komórki jajowe oraz plemniki. Kapsułka ta, nazywana czasem silikonowym łonem, wkładana jest do macicy pacjentki, gdzie w naturalny sposób dochodzi do zapłodnienia. Dzięki setkom mikroskopijnych otworów w kapsułce, zarodek rozwija się w obecności cząsteczek, które są specyficzne dla naturalnych warunków rozwoju. Po 24 godzinach kapsułka jest wyjmowana, a embriony w ciągu 2-4 dni są transferowane z powrotem do jamy macicy.

Do tej pory w Europie urodziło się już ponad 50 dzieci poczętych przy wsparciu metody AneVivo. Oprócz Polski, rozwiązanie dostępne jest w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech.

POLECAMY:

Na świat przyjdą niebawem pierwsze dzieci w Polsce urodzone AneVivo

Fakty i mity AneVivo

Do kupienia najnowszy magazyn

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Chemioterapia zwiększa szanse na płodność? Zaskakujące wyniki badań

Chemioterapia
Fotolia

Popularne leki stosowane w trakcie chemioterapii mogą być pomocne w stymulacji produkcji jajeczek w jajnikach – twierdzą naukowcy. Odkrycie może okazać się pomocne w poszukiwaniu nowych sposobów do walki w niepłodnością.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Koszty leczenia niepłodności są bardzo duże. W Polsce cała procedura ni vitro waha się w granicach 10 tys. złotych. Oczywiście jest to orientacyjna suma, ponieważ zarówno czas, jak i koszt leczenia zależy od przyczyny problemu. Dla porównania, średni koszt tego zabiegu w USA to od 11 tys. do 12 tys. dolarów – podaje ośrodek Advanced Fertility Center w Chicago./

Chemioterapia a płodność

Naukowcy z Uniwersytety Edynburskiego pobrali próbki tkanek z jajników 14 kobiet, które przechodziły chemioterapię. Następnie porównali je z próbkami 12 zdrowych kobiet. Wyniki były zaskakujące.

Tkanki pochodzące z jajników kobiet poddanych terapii z użyciem ABVD były zdrowsze w porównaniu z tkankami młodych, zdrowych pacjentek. Po zastosowaniu ABVD zauważono również podwyższoną produkcję jajeczek. ABVD to mieszanka leków, w skład której wchodzi doksorubicyna, znana również jako adriamycyna, bleomycyna, winblastyna, dakarbazyna.

Potrzebne są dalsze badania

Do niedawna uważano, że zwiększenie liczby jajeczek w ciągu życia kobiety jest niemożliwe. Wciąż istnieje wiele wątpliwości i potrzebne są dalsze badania, aby zrozumieć wpływ ABVD na płodność kobiety.

– Badania dotyczą tylko kilku pacjentek, jednak wyniki były spójne i mogą się okazać znaczące w dalszych poszukiwaniach – oświadczyła profesor Evelyn Telfer ze School of Biology and Sciences. – Musimy bardziej poznać mechanizm oddziaływania mieszanki leków na jajniki i konsekwencje – dodała.

Wyniki badań zostały opublikowane w dzienniku „Human Reproduction”, akcję wspiera Rada Badań Medycznych.

Zobacz także:

Chemioterapia, która przywraca szanse na dziecko. Jeden lek na niepłodność i nowotwór?

Chemioterapia w ciąży

Przełomowa procedura – czy umożliwi kobietom z uszkodzonymi chemioterapią jajnikami zajście w ciążę?

Źródło: CNBC

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.