Przejdź do treści

Refundowane in vitro wciąż nie na każdą kieszeń

160.jpg

Już ponad 8 tys. par z całej Polski wzięło udział w rządowym programie in vitro. Co najmniej 700 z nich oczekuje dziecka. Wciąż jednak szanse w dostępie i możliwości korzystania z procedury zapłodnienia pozaustrojowego nie są dla wszystkich równe

W ramach Programu, każda para ma prawo skorzystać z trzech prób procedury wspomaganego rozrodu. Z 247 mln zł przeznaczonych na finansowanie programu, Ministerstwo Zdrowia refunduje większość elementów wchodzących w skład takiego leczenia. Począwszy od kosztów konsultacji, badań USG, laboratoryjnych i hormonalnych, kończąc na zabiegach takich jak: punkcja, biopsja i transfer zarodków.

Jednak już na wstępie, para zgłaszająca się do współpracującej kliniki musi liczyć się z kosztami samej kwalifikacji do programu. Dokonuje jej lekarz z danego ośrodka  w ramach konsultacji na podstawie dokumentacji z wcześniej przeprowadzonych badań hormonalnych i zakaźnych. Zarówno konsultacje, jak i same badania nie są refundowane przed zakwalifikowaniem do rządowego programu i muszą zostać w całości sfinansowane przez parę, która powinna liczyć się z wydatkiem rzędu 1000 zł. 

Program nie przewiduje również finansowania leków stosowanych w celu stymulacji owulacji. Pary biorące w nim udział muszą zatem samodzielnie pokryć koszty farmaceutyków, stanowiących podstawę i pierwszą fazę przygotowań do in vitro. Ich cena waha się od 2000 do 4500 tysiąca złotych, stanowiąc 30% kosztów związanych z procedurą in vitro. Nietrudno się domyślić, że dla wielu jest to nieosiągalna kwota, będąca istotną przeszkodą w dostępie do leczenia.

W innych krajach już od dawna finansuje się ze środków publicznych zarówno in vitro, jak i leki stymulujące owulację i podtrzymujące ciąże.

„Rządowy program to na pewno słuszna i bardzo potrzebna inicjatywa i wszyscy powinniśmy się cieszyć, że wzbudził tak duże zainteresowanie w Polsce. Niestety wiele par, u których stwierdzono niepłodność, na zainteresowaniu musi poprzestać. Leki stymulujące owulację to wciąż bardzo duża część kosztów in vitro i decyzja o ich refundacji wydaje się być kolejnym i koniecznym krokiem w kierunku zapewnienia równego dostępu i możliwości korzystania z zapłodnienia pozaustrojowego”– uważa dr Grzegorz Mrugacz z Kliniki Leczenia Niepłodności „Bocian” w Białymstoku.

 Ile kosztuje in vitro bez refundacji?

Całkowite koszty in vitro zależą od zastosowanych metod i ilości leków, która jest zależna od indywidualnych potrzeb pacjentek. U tych dobrze reagujących na leki, koszty preparatów farmakologicznych mogą wynieść ok. 2500 złotych. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy konieczne jest zastosowanie leków nawet za 4500 złotych. Standardowy program in vitro, w skład którego wchodzą wizyty, USG, hodowla zarodków, punkcja, transfer i ICSI (docytoplazmatyczna iniekcja plemnika), to koszt około 4200 zł. Cena opcji rozszerzonej o IMSI (iniekcję morfologicznie wyselekcjonowanych zarodków), nacięcie otoczki zarodka i wizualizację wrzeciona kariokinetycznego to wydatek co najmniej 5500 zł. Koszty oznaczeń hormonów do monitorowania stymulacji wynoszą średnio ok. 300 zł, leków przed punkcją – 50 zł i po punkcji – 600 zł. Pacjenci powinni również wziąć pod uwagę koszt pierwszej konsultacji, na którą składa się wizyta z USG (250zł) i wymagane badania hormonalne i wirusologiczne (około 800 zł).

Podsumowując, całkowity koszt programu zapłodnienia pozaustrojowego w zależności od zastosowanych metod i ilości zużytych leków wynosi od ok. 8000 do ok. 12000 zł.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, co najmniej 60-80 mln par na świecie jest dotkniętych problemem bezdzietności. Przyjmuje się, że w krajach wysoko rozwiniętych ten problem dotyczy od 10 do 15% par w wieku prokreacyjnym. Szacuje się, że w Polsce około 1,2-1,3 mln par może być dotkniętych niepłodnością, z czego część wymaga leczenia metodą wspomaganego rozrodu. Ponadto krajowi eksperci szacują, że około 15 tys. par w Polsce wymaga leczenia metodą in vitro.

Joanna Rawik

Tysiące kobiet dziękują tej matce – pokazała, jak naprawdę wygląda ciało po porodzie!

Foto: Ruth Lee Instagram
Foto: Ruth Lee Instagram

Ruth Lee ma 25 lat, jest blogerką i młodą mamą. Popularność zawdzięcza jednemu zdjęciu na Instagramie. Zdjęciu swojego brzucha kilka dni po tym, jak urodziła córeczkę.

 Fotki vs. rzeczywistość

25-latka przyznaje bez bicia, że nie spodziewała się co stanie się z jej ciałem po rozwiązaniu. „Śledziłam TAK wiele ciężarnych modelek… I kiedy fotografowały się na basenie już w roli ‚5-minutowych’ matek, myślałam ‚Wow! Obym wyglądała tak samo‚” – czytamy w poście Lee.

Jej doświadczenia były jednak bardzo dalekie od tego, czego się naoglądała. Poród przez cesarskie cięcie okazał się bowiem największą traumą. Dziecko przyszło na świat, a mama-debiutantka musiała pogodzić się z „bliznami, rozstępami i brakiem mleka”. To wszystko przytłoczyło ją tak, że wpadła w depresję poporodową.

Zrobiłam to zdjęcie, kiedy [depresja poporodowa] wpełzała już w moje życie. I nie mogłam uwierzyć, że to moje ciało. Byłam nim przerażona” – napisała. Ale podjęła decyzję, że pokaże zdjęcie światu, nawet jeśli nie najlepiej się czuje, widząc siebie taką. Chciała, aby kobiety zrozumiały, co ciąża robi z kobiecym ciałem i że nie są same, choć czują inaczej.

„Dzielę się tym, ponieważ serce podpowiada mi, że wiele ludzi ma problem z byciem niewystarczająco dobrym… Nie pozwólcie by media społecznościowe plamiły wasze rozumienie piękna i tego, co jest PRAWDZIWE” – apeluje Ruth.

Piękno nie zawsze jest perfekcyjne – zdjęcia, które każda kobieta powinna zobaczyć! [KLIK]

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Stać Cię na prawdziwy luksus? – nie warto oszczędzać na dbaniu o siebie.

manor spa

Żyjemy w ogromnym pośpiechu i stresie, pełnimy wiele społecznych ról i próbując je wszystkie pogodzić, często gubimy priorytety, brak nam uważności na ludzi
i naprawdę ważne sprawy.

Pamiętajmy, że czas dla siebie to luksus naszych czasów

Coraz częściej uświadamiamy sobie, że sukces to wewnętrzna harmonia i równowaga między różnymi sferami życia. A prawdziwy luksus to nie kolejny samochód, ekskluzywne wakacje, markowy ciuch, tylko czas na realizowanie pasji. Praca zawodowa jest ważna, ale co nam z pieniędzy, gdy nie mamy ich kiedy wydać? Czas dla rodziny – nieoceniony, ale ciężko być dobrym rodzicem, gdy przytłaczają nas codzienne obowiązki i nie dbamy własną kondycję fizyczną i psychiczną. Wreszcie jak budować i rozwijać jakościowy związek, gdy wciąż mijamy się ze swoim partnerem i żyjemy „byle jak” zapominając o własnych potrzebach?

Na wiele rzeczy nie mamy wspływu, ale możemy i powinniśmy zmienić nasze podejście do nich. Skoro ciężko wyeliminować stres na co dzień, nauczmy się odpoczywać, redukować napięcie, relaksować nasze ciało, ale też i ducha. Dlatego warto zmienić dotychczasowy tryb życia i choć raz na jakiś czas – byle regularnie – zrobić coś dla siebie. Wybrać się na masaż czy do SPA, gdzie zatroszczą się o Twoje zdrowie i dobre samopoczucie.

Mazowiecki kompleks Manor House SPA to miejsce, gdzie wiedzą jak zadbać o ducha, ciało i umysł swoich Gości. To holistyczne podejście jest bardzo ważne, bowiem działania na wszystkich tych poziomach pozwalają przywrócić prawdziwą harmonię, a co za tym idzie osiągnąć błogi relaks, zregenerować organizm i wzmocnić życiową energię. Właśnie w tym urokliwym hotelu bez dzieci, przyjaznym weganom i alergikom, a także od lat najlepszym holistycznym SPA w kraju, można w otoczeniu przepięknego, zabytkowego parku o wysokiej biowitalności nabrać sił witalnych, zadbać o zdrowie i mądrą dietę. To doskonały adres na wypoczynek czy to w trakcie dłuższego urlopu dla zdrowia i urody czy podczas weekendowego wyjazdu z przyjaciółmi lub ukochaną osobą.

Pamiętajmy, że przebywanie w miejscach o wysokiej energetyce (tj. powyżej neutralnego poziomu 6500 j. Bovisa) wzmacnia organizm, o niskiej – osłania go. Manor House SPA jest niezwykle silnym miejscem mocy na energetycznej mapie Polski, bowiem promieniowanie energetyczne dochodzi tu do 30.000 jednostek w skali Bovisa. Biowitalność w tym urokliwym kompleksie, gdzie historia łączy się z luksusem i dobrą energią, można wzmocnić na wiele sposobów np. dzięki sile kamieni szlachetnych, naturalnej bioenergii Ziemi i drzew, rozprzestrzeniającej się plazmie czy muzyce  o odpowiednich wibracjach w ramach terapii biowitalnej. Można również poddać się muzykoterapii podczas koncertów na misy i gongi tybetańskie. Niezwykłe doznania niosą: słowiańskie rytuały zdrowia w Witalnej Wiosce® SPA, seanse w płótnach i ceremonie saunowe w kompleksie Łaźni Rzymskich, hydroterapia w bezchlorowym basenie z ożywioną wodą Grandera. Wszystkie terapie biowitalnego SPA są naturalne i opierają się na pracy z energiami. Odmładzający program unikatowej Akademii Holistycznej Alchemia Zdrowia® opiera się na pobudzaniu naturalnych procesów samouzdrawiania na poziomie komórek, a także skutecznie oczyszcza i odblokowuje  przepływ energii w organizmie.

Atrakcyjny jest również pokojowy program SPA m.in. z: masażerami, hipoalergicznymi kosmetykami, kąpielami z solą himalajską i sproszkowaną perłą, w tym w wysokich wannach ofuro oraz we dwoje, a także muzyką solfeżową o dobroczynnie wpływających na organizm częstotliwościach i z przepięknym widokiem na zabytkowy, czarowny park. Nie dziwi więc, że w klimatycznych, stylowych wnętrzach łatwo przychodzi zdrowy sen, wewnętrzna równowaga i dobre samopoczucie. Jeśli dodać restaurację serwującą wyśmienite dania tradycyjnej polskiej kuchni i szeroki wybór smakowitych potraw wegańskich oraz menu wg autorskiej „Diety Życia” bazujące m.in. na diecie niełączenia, można tu zadbać o siebie w każdym wymiarze.

Pobyt w Manor House SPA to dobre dla organizmu chwile wśród bogactw natury, siły wody, drzew i Ziemi. Rozległy park z 300-letnim starodrzewem kryje Ogród Medytacji, w którym moc naturalnych punktów koncentracji energii została wzmocniona Kamiennym Kręgiem, Piramidą Horusa, spiralą energetyczną i Ogrodem Zen. Jest to miejsce, które koi nerwy, sprzyja rozwojowi duchowemu i obdarowuje pozytywną energią. Pozwól sobie na prawdziwy luksus, zainwestuj w czas dla siebie, najlepiej w Manor House SPA – Polskim Centrum Biowitalności.

Więcej informacji na: www.manorhouse.pl

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

5 rzeczy o niepłodności, których nikt Ci nie powie

niepłodność

Niepłodność ma różne fazy. Jest czas, kiedy dominuje ona wszystkie aspekty życia. Jest czas, kiedy jest gdzieś z tyłu głowy, ale są inne, ważniejsze sprawy. Jest też czas, kiedy wydaje się być wspomnieniem.  

1. Ciąża nie jest lekiem

Celem leczenia niepłodności jest ciąża. Kiedy więc po miesiącach lub latach starań wreszcie test ciążowy okazuje się pozytywny, radość jest ogromna. Ale też często chwilowa. Osoba doświadczająca niepłodności lepiej niż ktokolwiek inny wie, że pozytywny test (a nawet seria testów; żal poprzestać na jednym w tak wyjątkowej sytuacji) nie gwarantuje dziecka. Oprócz więc radości bardzo szybko pojawiają się inne uczucia, trudne do pogodzenia z radosną, poniepłodnościową ciążą: lęk, niepokój, przerażenie.

Te emocje z kolei mogą wywoływać poczucie winy, bo przecież skoro tak długo czekało się na dziecko, można się jedynie cieszyć. Wszystkie emocje są jednak naturalne. Nie ma obaw, że przyszła matka, która ma wątpliwości, jest niepewna siebie, zmaga się z trudnościami w ciąży, będzie złą mamą. Jeśli jednak kobieta czuje, że uczucia ją zalewają, że nie potrafi sobie z nimi poradzić, warto poszukać profesjonalnej pomocy terapeutycznej.

2. Zaprzeczenie

Może się wydawać, że czekanie na ciążę trwa wieczność. Po drodze jest szereg negatywnych testów ciążowych, fałszywych alarmów, niespełnionych nadziei, nierzadko strat. Kiedy więc wreszcie kolejny test pokazuje dwie kreski, trzeba go potwierdzić badaniem krwi. Albo kolejnym testem, a potem kolejnym badaniem. Każdy ból, zakłucie i przyszła mama „po przejściach” jest źródłem wizyty u lekarza albo chociaż laboratorium.

Zwykle obawy nieco się mijają wraz z rozwojem ciąży, ale czasem bywa tak, że trudno związać się z nienarodzonym dzieckiem, kiedy tak wiele się przeszło. Oczywiście, ma to ochronić przyszłą mamę przed kolejną stratą i bólem. Ale może też niepokoić. Kobieta nie wie, czy już jest matką, czy powinna nawiązać więź z dzieckiem, czy jeśli ma tyle obaw, to jakoś dziecka nie krzywdzi. Wiele jednak wskazuje na to, że miłość do dzieci przychodzi z czasem. Nie pojawia się w cudowny sposób wraz z pozytywnym testem. Ciąża jest czasem przede wszystkim fantazji i wyobrażeń, które podlegają weryfikacji po narodzinach dziecka. Jest więc czas na nauczenie się dziecka i nawiązania z nim relacji.

3. Poczucie winy i zazdrość

Długiego leczenia niepłodności w zasadzie nie można ukryć. Silniejsza jest też potrzeba wsparcia. Kiedy więc wreszcie udaje się zajść w ciąże, zawsze jest ktoś spośród „niepłodnych” znajomych, kto ciągle na dwie kreski czeka. Czekając na dziecko można mieć poczucie przynależności do specyficznego klubu, zbiorowości osób, które łączy unikalne doświadczenie. I kiedy się tę zbiorowość opuszcza, nie od początku wiadomo, kim się teraz jest.

Co więcej, jest też poczucie winy, że nam się udało. Nawet, jeśli taki był przecież cel. W poczuciu winy łatwo się zatracić. Zwłaszcza, jeśli ma się tendencje do zamartwiania się i nieuzasadnionych poczuć winy. To z kolei może prowadzić do izolowania się od dawnych, ciągle czekających na dziecko przyjaciół.

A przecież może być, że nasze szczęśliwe zakończenie może być inspirujące dla innych. Może dodawać otuchy, być źródłem nadziei. Rozmowa o ciąży, dzielenie się najnowszymi wiadomościami czy zdjęciami ciąży wcale nie muszą być bolesne dla niepłodnych znajomych. Warto o tym z nimi porozmawiać.

4. Kto się mną teraz zajmie?

Leczenie niepłodności prowadzi zwykle specjalistyczna klinika, w której są lekarze i pielęgniarki wiedzący „o co chodzi”. Nie trzeba wiele tłumaczyć, dokumentacja jest na miejscu i co najważniejsze jest jakaś relacja z miejscem i ludźmi. Wraz z pojawieniem się ciąży, kobieta zaczyna być traktowana jak zwykła ciężarna. Musi też opuścić klinikę leczenia niepłodności. To znaczy też, że ma taką samą ilość badań krwi czy ultrasonograficznych. To może być spory szok i źródło licznych obaw po miesiącach czy latach częstych wizyt i badań. Trzeba nagle zaufać tak systemowi opieki, jak i własnemu ciału. To, co dotąd niedomagało, teraz ma być całkiem zdrowe.

Ciąża powstała dzięki leczeniu niepłodności rzeczywiście jest zwykłą ciążą, natomiast kobieta w niej będąca niekoniecznie czuje się „normalnie”. Lęk i obawy, że i tym razem coś pójdzie nie tak- jak miało to miejsce wielokrotnie w przeszłości  – mogą skutecznie zakłócać radość. Warto więc porozmawiać ze swoim lekarzem prowadzącym, opisać swoją sytuację.

5. Wątpliwości

Wielu rodziców, tak po doświadczeniu niepłodności jak i bez, ma wątpliwości. Pojawienie się dziecka to gigantyczna zmiana, wymagająca zaangażowania i umiejętności zaadaptowania się do nowej rzeczywistości. Nietrudno wówczas o pytania, czy tak miało być? Czy na pewno rodzicielstwo to jest to, o co w życiu chodzi? Czy skoro tak trudno było o dziecko, to czy ono naprawdę miało się pojawić? Te pytania i wątpliwości nie są niezwykłe.

Na szczęście nie ma jednego przepisu na rodzicielstwo. Każdy musi znaleźć własny, w którym czuje się komfortowo. Dzielenie się wątpliwościami z innymi rodzicami też może być bardzo pomocne.

Czasami droga do dziecka jest długa i wyboista.  Jej szczęśliwy koniec nie oznacza niestety braku wątpliwości. Warto jednak pamiętać, że mają je wszyscy przyszły i młodzi rodzice. Dzielenie się nimi i wspólne przeżywanie może być bardzo pomocne.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Blokowanie in vitro i kampania „sprzyjająca płodności” – prokreacja na celowniku polityków!

blokowanie in vitro

Polityka dotyka płodności Polaków na bardzo różnych płaszczyznach. Najnowsze doniesienia podkreślają, że rządząca partia blokuje lokalne programy dofinansowujące in vitro. Przy tym wszystkim stawia na kampanię „sprzyjającą płodności” i „działania na rzecz zwiększenia prokreacji”. Rządzący zdają się w dość ograniczony sposób opierać na „naturalnych metodach”. Czy słusznie?

Gdańsk z problemami i „naturalna” Warszawa

W ostatnich dniach zablokowana została kolejna uchwała dotycząca finansowania in vitro, tym razem w Gdańsku. Wojewoda pomorski z Prawa i Sprawiedliwości „wykorzystał fakt, że miejski projekt nie miał opinii z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji”, o czym donosi „dziennik.pl”. Okazuje się jednak, że nie powinno być to wystarczającym powodem do zablokowania lokalnego projektu, o którym więcej pisaliśmy już na naszym portalu.

Z drugiej strony, wojewoda mazowiecki (PiS) postanowił wesprzeć walczących z niepłodnością programem naprotechnologicznym. Metoda ta nie ma medycznego uzasadnienia, a co za tym idzie, jej finansowanie ze środków publicznych wzbudza wątpliwości. Znalazło się jednak 300 tys. złotych, które wspomogą 120 par chcących skorzystać z programu.

Wiedza dla wszystkich

Pomysł wojewody mazowieckiego znakomicie wpisuje się w planowane działania Ministerstwa Zdrowia. Resort przeznaczy 2,7 mln zł na stworzenie kampanii edukacyjno-społecznej, która ma za zadanie „sprzyjać płodności”. Oprócz radia i telewizji władze stawiają w tym przypadku także na media internetowe.

Czego dowiemy się z kampanii? Nauczymy się, czego powinno się unikać, jeśli nie chcemy doznać niepłodności. Pojawią się wskazówki, jak zajść w ciążę. Będzie to między innymi opis cyklu, czy też porady dietetyczne. Dowiemy się więcej także na temat chorób przenoszonych drogą płciową. W ramach kampanii odbywać się będą również szkolenia i konferencje dla specjalistów, co opisuje „gazetaprawna.pl”.

O ile pomysł samej kampanii wydaje się być naprawdę słuszny, bowiem nasza wiedza o zdrowiu reprodukcyjnym pozostawia wiele do życzenia, o tyle sposoby na zmagania z niepłodnością, które popierają obecne władze, zdają się zmierzać w dość jednostronnym kierunku. Nie milkną jednak głosy starających się o wsparcie dla in vitro. Jedną z walczących o finansowanie tej metody jest krakowska radna, Małgorzata Jantos. Czy dzięki niej uda się wprowadzić w Krakowie dofinansowanie? Inicjatywę możesz wesprzeć swoim głosem >>KLIK<<

Źródła: „gazeta prawna.pl” / „dziennik.pl”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.