Przejdź do treści

Refleksoterapia – leczniczy masaż stóp

251.jpg

Czy po długim, ciężkim dniu spędzonym w szpilkach, nie marzycie o relaksującym masażu stóp? Okazuje się, że profesjonalnie wykonany masaż, uciskający konkretne rejony na stopach, może poza uczuciem ulgi wywoływać działanie terapeutyczne. Właśnie tym zajmuje się refleksoterapia, należąca do metod medycyny alternatywnej.

Refleksoterapia jest przykładem metody holistycznej, w której organizm traktuje się w sposób całościowy, a nie jako ciało złożone z poszczególnych narządów. Według tej teorii, gdy jednemu z narządów coś dolega, ma to wpływ na cały organizm, ponieważ żaden narząd nie pracuje w izolacji. Refleksoterapia polega na uciskaniu odpowiednich punktów na stopach, nazywanych zonami. Poprzez ucisk, stymulowane są funkcje poszczególnych narządów i układów, za które odpowiadają konkretne obszary na stopach. To nie refleksolog leczy – organizm leczy się sam. Terapeuta tylko pomaga mu naturalnie i prawidłowo funkcjonować.

Metoda pochodzi już ze starożytnego Egiptu oraz Chin, ale popularność zdobyła dopiero w XX wieku za pośrednictwem Eunice Ingham. Rozpowszechniła ona podgląd, że poza stymulowaniem stref reflektorycznych, pobudzane są również kanały energetyczne, którymi płynie nasza energia życiowa, zwane meridanami. Masaż leczniczy pobudza przepływ tej energii i usuwa blokady energetyczne, przez co zostaje przywrócony prawidłowy przepływ energii.

Masaż ma na celu pobudzić krążenie i stymulować zakończenia nerwowe, wywołując określony efekt zdrowotny. Musi być on jednak wykonany w prawidłowy sposób – ważne jest zarówno miejsce, siła, a także głębokość ucisku. Obecnie poza tradycyjnym masażem stóp, oferowane są również masaże innych partii ciała.

Lekarze są sceptyczni co do właściwości prozdrowotnych refleksoterapii. Niektóre badania jednak pokazują, że pomaga ona zmniejszyć dolegliwości bólowe, obniża napięcie psychiczne, działa antystresowo, a także przeciwdziała depresji. Zwykle wykonywane jest kilka sesji zabiegów, które trwają 30 – 60 minut. 

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Mąż cię nie rozumie, nie wspiera? Pomóż mu to zmienić.

252.jpg

Okres starań o dziecko, szczególnie tych długotrwałych, którym dodatkowo towarzyszą różne procedury medyczne to często ogromny stres dla pary. Kobiety nierzadko skarżą się na brak zrozumienia czy wsparcia ze strony męża/partnera w tym czasie. W czym tkwi problem?

Kiedy kłopoty z zajściem w ciążę rzucają cień na relację małżeńską/partnerską, być może warto wiedzieć, że według niedawno opublikowanych w magazynie Psychoneuroendocrynology (za: naukawpolsce.pap.pl) badań naukowców z Uniwersytetu w Trieście (Włochy), Uniwersytetu Wiedeńskiego (Austria) i Uniwersytetu we Freiburgu (Niemcy) u mężczyzn pod wpływem stresu spadają zdolności empatyczne i wrażliwość na potrzeby innych; u kobiet natomiast zachodzi proces odwrotny: gdy znajdują się w sytuacji stresowej, ich możliwości wyczuwania emocji i intencji innych ludzi rosną. W sytuacji stresowej potrzebne są dodatkowe zasoby. Zwiększenie zasobów jest możliwe dzięki postawie egocentrycznej poprzez odciążenie mózgu zarówno w sensie emocjonalnym jak i poznawczym. Natomiast dzięki podejściu prospołecznemu – poprzez zyskanie większego oparcia w środowisku zewnętrznym.

Stosunkowo często to kobiecie bardziej zależy, by zostać matką niż mężczyźnie, by móc być ojcem. Kobiece poczucie mocy często powiązane jest właśnie z możnością noszenia dziecka w swoim łonie, urodzenia go i karmienia piersią. Dlatego też różnego rodzaju niepowodzenia w obszarze poczęcia czy donoszenia ciąży (zresztą także w późniejszym rodzicielstwie) przeżywa ona bardziej dotkliwie niż jej mąż/partner. W większości przypadków problemów z płodnością, to kobieta jest poddawana różnego rodzaju zabiegom, często inwazyjnym, wiążącym się z dyskomfortem czy wręcz bólem. Kuracje czy stymulacje hormonalne dodatkowo mogą destabilizować i tak już obciążoną psychikę kobiety zaangażowaną w kolejne próby zajścia w ciążę.

W tym trudnym dla pary czasie mężczyzna stoi przed niełatwym zadaniem. Nie tylko bowiem musi radzić sobie z własnymi emocjami związanymi ze staraniami o dziecko, lecz również oczekuje się od niego, że będzie służył wsparciem żonie/partnerce. Potencja mężczyzny tkwi między innymi w sile i sprawczości. Tymczasem niepłodność konfrontuje go z bezsilnością i bezradnością i to, można powiedzieć, podwójnie: najpierw, gdy nie udaje się począć dziecka (nie tak szybko, nie bez pomocy lekarskiej…), później, gdy okazuje się, że kobieta, z którą żyje jest nieszczęśliwa, a on ma poczucie, że nic z tym nie może zrobić.

Dla wielu mężczyzn często płacząca, smutna żona/partnerka stanowi nie lada wyzwanie. I to wcale nie dlatego, że są nieczuli, niecierpliwi czy mało empatyczni, lecz dlatego, że czują się wówczas bezradni, a nierzadko i winni zaistniałej sytuacji. By przywrócić poczucie sprawstwa i pomóc kobiecie, udzielają jej rad i starają się wprowadzać w życie różne konkretne rozwiązania, co z kolei niekoniecznie spotyka się z dobrym przyjęciem przez żonę/kobietę, która czuje się coraz bardziej nierozumiana i opuszczona.

Jeśli jesteś kobietą i twój związek znalazł się w takim impasie, możesz spróbować mężowi/partnerowi zakomunikować wprost, czego od niego potrzebujesz. Zastanów się, co by przyniosło ci ulgę. Może byś chciała, żeby cię po prostu wysłuchał czy przytulił? Powiedz mu o tym. Dla wielu osób, szczególnie mężczyzn, nie jest oczywiste, że sama obecność czy dopuszczenie różnych lęków, niepokojów, smutków (nawet jeśli mówi się o nich kolejny raz) może przynosić ulgę.

Jeśli odnosisz wrażenie, że gdy zaczynasz mówić o ważnych dla siebie sprawach, czy o tym, jak się czujesz, mąż/partner szybko reaguje defensywnie, np. irytując się; tłumacząc ci, dlaczego nie masz powodów, by się czuć tak jak się czujesz; unikając kontaktu, możesz spróbować uwolnić mężczyznę od ewentualnych poczuć winy, na przykład zapewniając go, że nie mówisz mu tego, bo masz do niego pretensje, ale dlatego, że mówienie ci pomaga; chcesz, żeby cię lepiej znał; bo mu ufasz; bo go potrzebujesz. Oczywiście chodzi o to, by mówić prawdę. Nie zniechęcaj się, jeśli początkowo będziesz miała wrażenie, że to nie działa. Czasem potrzeba czasu, żeby coś usłyszeć.

Pamiętaj, że o dziecko stara się także twój mąż/partner. To, że nie okazuje uczuć tak jak ty, nie znaczy, że nie przeżywa waszej sytuacji. Może zaczął bardzo dużo pracować albo wszystko go irytuje? Pamiętaj, że nie tylko ty potrzebujesz jego, ale i on potrzebuje ciebie.

Spróbuj też zrozumieć, że twoje trudne uczucia mogą rezonować z podobnymi uczuciami męża, co czasem może mu znacznie utrudniać spokojne wysłuchanie cię. To nie znaczy, że mu na tobie nie zależy czy że cię nie kocha, ale że sam jest w równie trudnej sytuacji co ty. Może w twoim otoczeniu jest inna zaufana osoba, która w tym momencie ma więcej wewnętrznej przestrzeni, żeby cię wysłuchać? Może chcesz i masz możliwość skorzystać z pomocy psychoterapeutycznej, by spokojniej i mądrzej przejść przez ten kryzysowy czas w swoim życiu?

 

 

O męskich emocjach przy diagnozie niepłodności przeczytasz także w kolejnym numerze Magazynu Chcemy Byc Rodzicami (w salonikach prasowych od 11 kwietnia).

Magdalena Kaczorowska-Korzniakow

jest psychologiem, psychoterapeutką i tłumaczem. W swojej pracy terapeuty kieruje się Kodeksem Etycznym PTPP. Prowadzi indywidualną psychoterapię dorosłych i dzieci.

Ganbanyoku, czyli sauna po japońsku

250.jpg

Zabieg ganbanyoku nazywany jest inaczej skalną kąpielą, skalną łaźnią lub skalną sauną. W Japonii jest to niezwykle ceniony i popularny rodzaj sauny, od niedawna dostępny również w Polsce.

Ganbanyoku polega na 30 – 60 minutowej sesji leżenia na skalnych płytach podgrzewanych do temperatury 40 – 44 stopni Celsjusza. Oryginalne płyty są wytwarzane z czarnej krzemionki wulkanicznej w nielicznych kamieniołomach w górach Hiyama na wyspie Hokkaido w Japonii. Podstawą działania są promienie elektromagnetyczne z zakresu podczerwieni, które są naturalnie emitowane przez płyty. Wnikają one do wnętrza skóry i powodują otwarcie porów, uwolnienie toksyn oraz rozluźnienie mięśni. Ponieważ ciało podgrzewane jest od dołu, czujemy przyjemne ciepło, w przeciwieństwie do uczucia gorąca w tradycyjnej saunie fińskiej. Dlatego też zabieg stymuluje krążenie i przyspiesza metabolizm, ale nie przyspiesza rytmu serca. Ciało wydziela inny rodzaj potu, zwany przez Japończyków „potem perłowym”, bez charakterystycznego nieprzyjemnego zapachu, posiadającym właściwości bakteriobójcze. W Japonii po zabiegu ganbanyoku nie jest konieczny prysznic – wystarczy wytarcie się ręcznikiem do sucha.

Ganbanyoku jest uważana przez Japończyków również za metodę relaksacji, wywierającą pozytywny wpływ na psychikę. Redukuje napięcie psychiczne, obniża uczucie niepokoju oraz poprawia nastrój. Zabieg cieszy się coraz większą popularnością w całej Europie.

Katarzyna Wielgus

farmaceutka