Przejdź do treści

Receptą jest multitasking

O ginekologii, niepłodności, feminizmie i życiu codziennym – prof. Kristiną Gemzell-Danielsson rozmawiała z Kariną Sasin. Poniżej publikujemy wybrane fragmenty tego poruszającego wywiadu, a cały można przeczytać w grudniowym wydaniu naszego magazynu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak to się stało, że zostałaś lekarką?
Kristiną Gemzell-Danielsson: 
Myślę, że zrobiłam to z ciekawości.

Brzmi intrygująco. Z jakiego powodu wybrałaś specjalizację z położnictwa i ginekologii?
Płodność i jej regulacja są fundamentalnymi aspektami życia nie tylko każdego z nas, lecz także całego społeczeństwa. To prawdziwie globalny kontekst. Istotne i pilne jest przekształcanie wiedzy akademickiej w stosowane na co dzień wytyczne, w zasady, których trzymają się lekarze. Ta specjalizacja jest bardzo obszerna, zawiera endokrynologię, choroby zakaźne, chirurgię (którą kocham!) czy psychiatrię… Jako ginekolog można pracować w szpitalu czy w poradni, a praca zespołowa jest tym, co sprawia mi największą przyjemność.

Twoje zainteresowania naukowe są bardzo szerokie, od antykoncepcji i aborcji do niepłodności i strat ciąży. Który z tematów jest Ci najbliższy i dlaczego?
Wszystkie one są fragmentami większej układanki – rozrodczości i wszystkie one mają fundamentalne znaczenie dla każdego z nas, tak jak płodność i metody jej regulacji. Myślę, że próba oddzielania od siebie tych dwóch aspektów jest bardzo powierzchowna, gdyż oba są integralną częścią życia każdego człowieka.

Co Twoim zdaniem jest największym zagrożeniem dla zdrowia reprodukcyjnego w Szwecji oraz w Europie? Jakbyś rozwiązała te problemy?
Podwójne standardy, niedocenianie olbrzymiej roli zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz faktu, że prawa reprodukcyjne to część fundamentalnych praw człowieka, a także ciągłe ataki ze strony fundamentalistów z ruchów „anti-choice” są bardzo niepokojące. Na krajowym podwórku gigantyczna reorganizacja sztokholmskiego systemu opieki zdrowotnej polegająca na przeniesieniu większości opieki ze szpitali do podstawowej opieki zdrowotnej jest największym zagrożeniem dla badań naukowych, kształcenia oraz jakości opieki.
Wyzwaniem pedagogicznym jest takie dokonanie zmiany w sposobie myślenia społeczeństwa i polityków, by zrozumiano rolę prewencji, a nie tylko skupiano uwagę i środki na samym leczeniu. Myślę również, że ściślejsza współpraca z organizacjami branżowymi wpłynęłaby pozytywnie na decyzje polityczne.

Czy uważasz się za feministkę? Czy pomaga Ci to w praktyce klinicznej?
Tak, uważam się za feministkę i mam nadzieję, że to pomaga w pracy.

Płodność, kwestia praw reprodukcyjnych zawsze są kluczowym elementem feminizmu.

 

————————-

Kristina Gemzell-Danielsson – profesorka położnictwa i ginekologii na Karolinska Institutet w Sztokholmie. Członkini The Nobel Assembly at KI. Autorka pionierskich badań nad receptywnością endometrium i zastosowaniami w leczeniu niepłodności, nowych metodach antykoncepcji oraz aborcji. Jest członkinią licznych towarzystw naukowych, m.in. FIAPAC i ESC. Klinicznie pracuje jako starsza specjalistka położnictwa i ginekologii w Szpitalu Uniwersyteckim Karolinska.

Pełny tekst wywiadu jest dostępny po angielsku TUTAJ

Tu kupisz najnowszy, grudniowy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami w którym przeczytasz cały wywiad

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Oligospermia. Co zrobić, gdy plemników jest zbyt mało?

Lekarz podczas konsultacji z pacjentem /Ilustracja do tekstu: Oligospermia: przyczyny, leczenie
Fot.: Fotolia.pl

Badania wykazują, że niepłodność pary w niemal połowie przypadków wynika z czynnika męskiego, a  u jednej pary na trzy leży wyłącznie po stronie mężczyzny. Według ekspertów odpowiada za to często niska jakość nasienia, w tym m.in. zbyt mała liczba plemników w próbce ejakulatu. Takie zaburzenie nazywamy oligospermią. Z czego ono wynika, kiedy jest diagnozowane i czy można je skutecznie leczyć? Przeczytaj!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przez wiele dekad przyjmowano, że oligospermia występuje wtedy, zawartość plemników w 1 ml ejakulatu jest mniejsza niż 20 mln w 1 ml nasienia. Obecnie, z uwagi na stale obniżające się parametry nasienia u mężczyzn, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przyjmuje, że o zaburzeniu tym mówimy wtedy, gdy koncentracja plemników wynosi mniej niż 15 mln na 1 ml ejakulatu.

Oligospermia: gdy plemników jest zbyt mało

W zależności od stopnia zaawansowania problemu, wyróżnia się cztery rodzaje oligospermii:

  • oligospermię lekką – gdy w 1 ml nasienia znajduje się 10-15 mln plemników,
  • oligospermię umiarkowaną – gdy w 1 ml nasienia znajduje się 5-10 mln plemników,
  • oligospermię ciężką – gdy w 1 ml nasienia znajduje się 1-5 mln plemników,
  • oligospermię bardzo ciężką – gdy w 1 ml ejakulatu jest mniej niż 1 mln plemników.

Często w nasieniu o zmniejszonej koncentracji plemników wykrywa się również nieprawidłowości w morfologii i ruchliwości plemników (mówimy wówczas o oligoastenoteratozoospermii).

ZOBACZ TAKŻE: Azoospermia: Brak plemników w nasieniu

Oligospermia: przyczyny i leczenie. O czym trzeba pamiętać?

Oligospermia, czyli zbyt mała liczba plemników w nasieniu, może mieć wiele przyczyn. Należą do nich m.in. czynniki środowiskowe, stany zapalne, przebyte choroby (np. świnka) i zaburzenia czynności organizmu. Powodem, który stoi za nieprawidłową liczbą plemników, mogą być również nierozpoznane wcześniej dolegliwości zaburzające drożność przewodów wyprowadzających nasienie lub niszczące tkankę jądra, a nawet urazy mechaniczne.

Skuteczność leczenia ściśle zależy od prawidłowego rozpoznania przyczyn oligospermii. Gdy za zbyt małą liczbę plemników w nasieniu odpowiadają żylaki powrózka nasiennego, wnętrostwo lub zablokowanie dróg odprowadzających nasienie, niezbędne jest wykonanie zabiegu operacyjnego. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: Chirurgiczne leczenie żylaków powrózka nasiennego. Radzi lekarz.

W przypadku zaburzeń hormonalnych zalecane jest z kolei podjęcie leczenia farmakologicznego. Wiele zagrożeń dla płodności mężczyzny niesie za sobą także współczesny tryb życia, dlatego istotne jest, by zadbać o prawidłową dietę, zrezygnować z używek i  zapobiec przegrzewaniu jąder. Niestety, często przyczyny oligospermii pozostają nieznane – mówimy wówczas o męskiej niepłodności idiopatycznej.

CZYTAJ TEŻ: Jak leczyć niepłodność idiopatyczną u mężczyzn?

Oligospermia: jak ją zdiagnozować?

Podstawowym badaniem wykorzystywanym w diagnostyce niepłodności jest badanie nasienia. Aby wynik był miarodajny, eksperci zalecają oddanie nasienia w laboratorium lub klinice, która wykonuje takie analizy na miejscu. W przypadku braku takiej możliwości pacjent powinien oddać nasienie w sterylnych warunkach i dostarczyć je do kliniki w jak najkrótszym czasie, dbając, by w międzyczasie próbka była przechowywana w temperaturze pokojowej.  Niezwykle ważne jest, by na 2-3 dni przed badaniem zachować wstrzemięźliwość seksualną i zrezygnować z alkoholu.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Mężczyzno, czy wiesz jaką metodą możesz obecnie zbadać nasienie?

W razie nieprawidłowego wyniku, wskazującego na oligospermię, badanie nasienia należy powtórzyć po upływie co najmniej jednego miesiąca. Często niezbędna jest dodatkowa diagnostyka, uwzględniająca badanie poziomu hormonów (testosteronu, prolaktyny, FSH i LH), badanie genetyczne , a także konsultację z lekarzem urologiem.

POLECAMY TEŻ: Diagnostyka niepłodności męskiej: od jakich badań zacząć? Wyjaśnia ekspertka

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rola położnej jest nieoceniona – nie tylko podczas porodu!

Pielęgniarka przy łóźku pacjentki - opieka okołoporodowa

Trwa piąta jubileuszowa edycja kampanii „Położna na medal”. O tym, jaki jest cel kampanii, dlaczego rola położnej jest tak ważna oraz jak zmieniała się ona na przestrzeni ostatnich lat, opowiada Iwona Barańska, pomysłodawczyni i organizatorka kampanii i konkursu „Położna na medal”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To już piąta edycja kampanii i konkursu „Położna na medal”. Od pięciu lat organizator – Akademia Malucha Alantan edukuje społeczeństwo na temat roli, jaką położne odgrywają w opiece okołoporodowej. Jakie różnice w postrzeganiu położnej i jej pracy zauważa pani na przestrzeni tych lat?

Iwona Barańska: Jeszcze kilka lat temu rola położnej ograniczała się tylko do sali porodowej. Dziś położna ma coraz więcej kompetencji. Jest towarzyszką kobiety przez całe jej życie. Służy wsparciem, pomocą i edukacją nie tylko w trakcie ciąży, porodu, połogu, ale również w zakresie opieki nad noworodkiem.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Hiperlaktacja: co to jest i jak jej przeciwdziałać? Radzi „Położna na medal”

Jaki jest cel kampanii „Położna na medal”?

Poza głównymi celami kampanii, takimi jak podnoszenie świadomości w opiece okołoporodowej, edukacją kobiet i ich rodzin, zależy nam na tym, aby medialnie pokazać rolę położnej w życiu kobiety. Dzięki współpracy z położnymi – ambasadorkami kampanii – powstają materiały edukacyjne, które pokazują, jak ważna jest praca położnej, jaki jest zakres jej działań i ile wnosi ona do opieki nad kobietą i jej rodziną.

W swoich artykułach położne prezentują nie tylko fakty dotyczące ciąży, porodu, połogu, ale również obalają mity, które przez lata narosły w społeczeństwie. Współpracując z ambasadorkami kampanii, możemy poruszać tematy, które do tej pory nie były szczegółowo poruszane w mediach. Podkreślamy, że w okresie okołoporodowym zdrowie dziecka jest bardzo ważne, ale nie możemy zapominać również o matce, jej stanach emocjonalnych, obawach, o tym, że w tym czasie potrzebuje bliskich osób. Tym samym podkreślamy rolę partnera, a jednocześnie taty – który odgrywa bardzo ważną rolę w życiu maluszka i młodej mamy.

CZYTAJ TEŻ: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

W ramach kampanii prowadzony jest konkurs na położną na medal. Czym powinna wyróżniać się dobra położna?

Konkurs „Położna na medal” ma za zadanie wyłonić najlepsze położone w kraju i w poszczególnych województwach. Dzięki kobietom i ich rodzinom, które są najbliżej położnych, wybieramy i nagradzamy położne wyróżniające się nie tylko swoim zaangażowaniem, ale również empatią i oddaniem do wykonywanego zawodu.

ZOBACZ TAKŻE: Wybierz swoją położną na medal! Ruszyła piąta edycja kampanii

Czy kampania edukuje też w zakresie uprawnień położnej w Polsce?

Dzięki partnerom merytorycznym: Naczelnej Radzie Pielęgniarek i Położnych, Polskiemu Towarzystwu Położnych, Fundacji Rodzić po Ludzku i Dobrze Urodzeni, możemy na bieżąco pokazywać, jakie zmiany zachodzą w opiece okołoporodowej. Podczas tegorocznego śniadania prasowego szeroko omówiony został temat nowych standardów opieki okołoporodowej oraz uprawnień położnej. Zwrócono uwagę na rozporządzenie Ministra Zdrowia, dzięki któremu położna może samodzielnie prowadzić ciążę kobiety, zastępując w tej roli lekarza ginekologa.

Dodatkowym miejscem edukacji mam jest profil kampanii i konkursu „Położna na medal” na Facebooku. Ma już ponad 10 tysięcy fanów i z miesiąca na miesiąc zyskuje na popularności. Mamy – obecne i przyszłe – mogą tam nie tylko uzyskać porady związane z opieką nad dzieckiem, edukacją z zakresu laktacji czy prawami przysługującymi kobiecie podczas porodu, ale również bezpośrednio poprosić o fachową opinię ambasadorek kampanii „Położnej na medal”.

Konkurs wyłonił już 12 najlepszych położnych w kraju i 128 z poszczególnych województw. Jaki, pani zadaniem, wpływ na działania położnych ma ta inicjatywa? Czy to jest jednorazowe wyróżnienie, czy coś więcej?

Wygrana w konkursie otwiera położnej drzwi do nowych działań. Od czterech lat obserwujemy, że wyróżnienie w konkursie „Położna na medal” motywuje położne do realizowania dodatkowych szkoleń, rozwijania swoich kwalifikacji zawodowych. Położne są bardziej zauważane, nie tylko przez pacjentki, ale również przez pracodawców. Otrzymują nowe szanse i propozycje współpracy w zakresie doradztwa w temacie okołoporodowym.

Trwa piąta edycja konkursu. Do kiedy i gdzie mamy mogą zgłaszać położne?

Nominacje do tegorocznej edycji konkursu „Położna na medal” można składać do 31 lipca tego roku poprzez stronę www.poloznanamedal2018. W tym celu należy wypełnić formularz, podając dane swoje i nominowanej położnej Jest również miejsce na uzasadnienie wyboru. Samo zgłoszenie zajmuje chwilę.

Głosować na położne można do 31 grudnia tego roku.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka

Technik w laboratorium. W ręku trzyma próbkę /Ilustracja do tekstu: Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka
Fot.: Ani Kolleshi /Unsplash.com

Dlaczego na wczesnym etapie ciąży zdarza się tak wiele poronień? Skąd poszczególne komórki wiedzą, kiedy i jak mają się różnicować, i w jaki sposób ograniczyć ryzyko ich nieprawidłowego podziału? Nad rozwikłaniem tych i innych zagadek od lat pracuje w Cambridge prof. Magdalena Żernicka-Goetz. Jej pionierskie odkrycia przyczyniły się do rozwoju światowej embriologii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Magdalena Żernicka-Goetz jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką programu START z 1994 r. Zachęcona prestiżowym wyróżnieniem, tuż po doktoracie (1995 r.) rozpoczęła pracę na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie od 20 lat rozwija karierę naukową. Do współpracy zaprosił ją sam Martin Evans – laureat nagrody Nobla za badania nad komórkami macierzystymi.

Już na początku swojej zagranicznej kariery naukowej wspólnie z zespołem dokonała pionierskiego odkrycia, które podważyło dotychczasowe tezy embriologiczne. Jak twierdzi – udało jej się to przypadkowo.

– Badałam wtedy plastyczność zarodków i zupełnie przez przypadek odkryłam, że komórki zarodka zaczynają się różnicować już w stadium czterokomórkowym, to jest przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy. Czyli dużo wcześniej, niż się spodziewaliśmy i niż opisywano w naukowych podręcznikach. Długo nie byłam w stanie w to uwierzyć i przez kilka lat potwierdzałam wyniki naszych badań. Było nam też ciężko przekonać środowisko naukowe, że naprawdę tak się dzieje – wspomina prof. Żernicka-Goetz.

ZOBACZ TAKŻE: Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci zakażonego! Przełomowe badanie naukowców

Prof. Żernicka-Goetz na tropie przyczyn wczesnych poronień

Kolejny sukces przyszedł kilka lat później – już w nowym modelu badawczym. Do zmiany ścieżki naukowej skłoniła ją ciekawość, która narodziła po analizie własnych badań prenatalnych. Wynikało z nich, że ok. 30% komórek, które pobrano z jej łożyska, ma silną wadę rozwojową: trisomię drugiego z największych chromosomów. Mimo to aberracji chromosomalnych nie wykryto w rozwijającym się płodzie – chłopiec, który urodził się w wyniku tej ciąży, był w pełni zdrowy.

Rozpoczęte z tej inspiracji badania zespołu prof. Żernickiej-Goetz wykazały, że taka sytuacja wynika z procesu towarzyszącemu początkowej fazie rozwoju zarodka.

– Zarodek na początku jego rozwoju można sobie wyobrazić jako piłkę. Niektóre piłki mają tylko białe płaty. Inne piłki mają czarne i białe płaty. Czarne to komórki nieprawidłowe, zaś białe – normalne. W tym momencie ten zarodek nie ma jeszcze łożyska. Odkryliśmy, że zdrowe komórki wygrywają współzawodnictwo z tymi nieprawidłowymi i że to one tworzą tkanki dziecka, a komórki nieprawidłowe wchodzą w skład łożyska – wyjaśnia prof. Żernicka-Goetz w rozmowie Karoliną Duszczyk z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Jeśli jednak komórki nieprawidłowe zamiast znajdą się wewnątrz zarodka, dochodzi wtedy najczęściej do wczesnego poronienia. Nie wiadomo jeszcze, czy obumarcie tych komórek jest samoistne, czy współuczestniczą w tym inne komórki.

– Jeszcze w tej chwili pracujemy nad tym odkryciem – mówi embriolożka.

CZYTAJ TEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Obserwacja rozwoju zarodków również po 7. dniu życia

To jednak nie wszystkie osiągnięcia naukowe prof. Żernickiej-Goetz. Wybitna embriolożka przeprowadziła także – wraz ze swoim zespołem – pierwszą na świecie obserwację naukową rozwoju zarodka ludzkiego w laboratorium. W swoich analizach wykorzystała nadliczbowe zarodki pozyskane od pacjentów brytyjskich klinik in vitro, a także zarodki mysie.

– Musimy odnieść naszą wiedzę do rozwoju człowieka w przypadku, kiedy jest to wiedza medycznie ważna. W Anglii możemy badać zarodki do 14. dnia ich życia. Ale na zarodkach ludzkich nie dokonuje się odkryć naukowych. Zarodków ludzkich nie wolno tworzyć na potrzeby badań. Możemy obserwować te zarodki, które przekazują nam pacjenci klinik leczenia niepłodności. Są to dodatkowe, często nieprawidłowe zarodki, których lekarze nie mogli umieścić w ciele matki. Zamiast je niszczyć, rodzice postanawiają poświęcić je nauce.

Do czasu przełomowych analiz zespołu pod kierownictwem prof. Magdaleny Żernickiej-Goetz naukowcy mogli obserwować zarodki jedynie do fazy blastocysty.

– Przez ostatnie 3 lata opracowaliśmy taką technologię, która pozwala na obserwację starszych zarodków (do 13. dnia życia – przyp. red.). Będziemy próbowali jej użyć, żeby zobaczyć do jakiego stopnia „złe” komórki będą nadal eliminowane w momencie, gdy dziecko zaczyna się tworzyć – zapowiada polska badaczka.

Co ciekawe, nowoczesna technologia nie jest chroniona patentem.

– Każdy może z niej korzystać. Podobnie jak większość moich przyjaciół naukowców, nie chcę nikomu ograniczać dostępu do ważnych odkryć – podkreśla embriolożka.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem pod okiem polskiego naukowca

Wesprzyj młodych naukowców. Trwa zbiórka na stypendia START

Sylwetkę polskiej naukowczyni przypomniała Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w ramach trwającej kampanii „Start 2018”. Akcji towarzyszy zbiórka środków na stypendia dla najzdolniejszych młodych naukowców, by mogli osiągać sukcesy na miarę Nobla.

Więcej na stronie zbiórki: start.fnp.org.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przełomowy eksperyment. Zarodki z komórek macierzystych pomogą w opracowaniu skutecznych terapii niepłodności

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.