Przejdź do treści

Przyczyna przedwczesnego porodu

Nowe badanie przeprowadzone przez naukowców z University of Texas Medical Branch w Galveston jest pierwszym, które pokazuje, że przedwczesne starzenie się łożyska na skutek stresu oksydacyjnego jest przyczyną wielu porodów przedwczesnych.

Badanie polegało na tym, że naukowcy pozyskali błony płodowe, a następnie w warunkach laboratoryjnych wystawili je na ekspozycję stresu oksydacyjnego (w szczególności wyciągu z dymu papierosowego) i zbadali, czy to działanie spowodowało szybkie starzenie się tkanki łożyska. Tak też się stało.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do czynników przyczyniających się do wystąpienia stresu oksydacyjnego należą także zanieczyszczenia środowiskowe, które są nieuniknionym elementem normalnego życia. Jednakże, istnieją również takie, których da się uniknąć, jak palenie i picie, duży wskaźnik masy ciała, złe nawyki żywieniowe i infekcje.

Szkody wyrządzone przez stres oksydacyjny w organizmie kontrolują przeciwutleniacze. Jednakże, gdy stres oksydacyjny staje się zbyt intensywny, może spowodować przedwczesne starzenie się łożyska, co może doprowadzić do przedwczesnego porodu.

Według naukowców, podawane w trakcie ciąży suplementy antyoksydacyjne nie wpływają na zmniejszenie się liczby przedwczesnych porodów, ponieważ mechanizmy zniszczeń spowodowanych przez stres oksydacyjny są nadal niejasne.

 

Źródło: http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Już 56 kobiet zaszło w ciążę dzięki poznańskiemu programowi in vitro

Noworodek
Fot.: Pixabay

Program dofinansowania in vitro w Poznaniu działa zaledwie od sierpnia ubiegłego roku, a już ma na swoim koncie sukcesy. Do tej pory w ciążę  zaszło aż 56 kobiet, a sześć z nich spodziewa się bliźniaków – chwalą się przedstawiciele magistratu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podkreśliła w rozmowie z Gazetą Wyborczą dyrektorka poznańskiego wydziału zdrowia i spraw społecznych Magdalena Pietrusik-Adamska, miasto jest bardzo zadowolone z efektów programu, ale czeka jeszcze na wyniki za pełne pół roku jego funkcjonowania.

 – W pełni zadowoleni będziemy, gdy po pół roku od wprowadzenia programu sprawdzimy, ile par zakończyło procedurę medyczną i ile z tych procedur – po upływie miesiąca od zabiegu – zakończyło się ciążą – wyjaśniła Pietrusik-Adamska.

Przypomnijmy, że program realizowany jest w klinikach leczenia niepłodności InviMed i Ivita, a także w poznańskim szpitalu klinicznym (przy ul. Polnej), który wcześniej wykonywał podobne zabiegi w ramach programu rządowego. Budżet, w kwocie 1,8 mln zł rocznie, pozwala na dofinansowanie procedur in vitro 367 parom w każdym roku realizacji programu.

Dofinansowanie in vitro w Poznaniu – przykład dla innych miast

Założenia programu dofinansowania in vitro w Poznaniu przygotowały wspólnie Stowarzyszenie „Nasz Bocian” oraz radni z PO i Zjednoczonej Lewicy. Urzędnicy podkreślają, że inne miasta, które chciałyby wprowadzić podobny program u siebie, mogą skorzystać z doświadczeń Poznania.

– Te miasta, które chcą mieć swój program in vitro, odzywają się do nas – mówi Magdalena Pietrusik-Adamska.

Program, w ramach którego mieszkańcom Poznania oferowane jest dofinansowanie na zabiegi in vitro, ma obowiązywać do 2020 roku. Radni Platformy Obywatelskiej zapowiadają, że wznowią go w kolejnych latach, a dodatkowo przeznaczą na ten cel więcej pieniędzy z budżetu miasta.

Więcej informacji o miejskim programie dofinansowania in vitro w Poznaniu pisaliśmy m.in. tutaj.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Przeczytaj również:  10 sposobów na zwiększenie płodności

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ciągły monitoring zarodków zwiększa szanse in vitro o 25%

Specjalista ds. embriologii przy mikroskopie
fot. Fotolia

System ciągłego monitoringu zarodków, który jest już dostępny w wielu klinikach leczenia niepłodności, może znacząco zwiększać skuteczność zabiegów in vitro – prognozują lekarze. Ich opinię potwierdziły najnowsze badania.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

System ciągłego monitoringu zarodków opiera się na zastosowaniu embrioskopu, który w kilkunastominutowych odstępach czasowych dokonuje obserwacji zarodków umieszczonych w inkubatorach. Uzyskane w ten sposób dane przesyłane są do komputera. Tam specjalny algorytm oceny parametrów morfokinetycznych analizuje, który z zarodków daje najlepsze rokowania na ciążę i żywe urodzenie dziecka.

Dzięki nowej technice obrazowania dla każdego 5-dniowego zarodka można uzyskać nawet 1000 zdjęć. To olbrzymia zmiana w stosunku do praktyk stosowanych wcześniej – wówczas podobne dane uzyskiwane były jedynie raz na dobę. Dodatkowo tradycyjny proces monitorowania zarodków wymagał wyjęcia ich z optymalnych warunków rozwoju, co łączyło się z ryzykiem uszkodzenia.

Ciągły monitoring zarodków to rewolucja w leczeniu niepłodności

Jak wynika z najnowszych badań, nowa metoda monitoringu zarodków daje o 25% wyższe szanse na urodzenie dziecka. Tak obiecujące rezultaty zaobserwowano zarówno u kobiet, które do zapłodnienia in vitro wykorzystały komórki jajowe pozyskane od dawczyń, jak i u tych, które użyły własnych.

Badaniami, które miały na celu ocenę wpływu ciągłego monitorowania zarodków na szanse ciąży i późniejszego żywego urodzenia, kierował specjalista ds. medycyny rozrodu prof. Simon Fishel. Obiecujące wyniki, które przedstawiono w portalu medycznym Reproductive BioMedicine Online, opierają się na analizie 24 000 historii leczenia za pomocą zabiegów in vitro, do których wykorzystano nową technikę obrazowania.

W trakcie analiz eksperci zauważyli m.in., że jednym z czynników, które odpowiadają za pomyślny finał ciąży, jest szybkość rozwoju embrionu, a także sposób, w jaki dzielą się komórki. Odkrycie to nie byłoby możliwe przy tradycyjnym monitoringu zarodków.

– Nowa technologia zrewolucjonizuje zabiegi in vitro. – To najbardziej ekscytujące usprawnienie od 40 lat, gdy zacząłem prace w tej dziedzinie – mówi prof. Fishel.

Rozwój zarodka pod baczną obserwacją

Jedną z par, które wzięły udział w badaniach prowadzonych przez Fishela, byli Paula i Paul Chapmanowie z Mansfield w angielskim hrabstwie Nottinghamshire. Zarodek, który wówczas przetransferowano Pauli, prawidłowo zagnieździł się w macicy, a ciąża zakończyła się zdrowym urodzeniem. Dziś ich córeczka Jaycie ma 3 lata, a jej rodzice bardzo cieszą się, że skorzystali z nowej techniki.

– Mogliśmy obserwować rozwój Jaycie od samego początku jej istnienia – mówi Paul Chapman w rozmowie z Daily Mail.

Chociaż technika ciągłego monitoringu zarodka została opracowana z myślą o zabiegach in vitro, naukowcy obecnie upatrują w niej szans na usprawnienie procesów diagnostycznych w codziennej praktyce medycznej. Szczegółowo zostanie przedstawiona za kilka miesięcy – podczas konferencji naukowej organizowanej w maju 2018 r. we Włoszech.

Źródło: rbmojournal.com, dailymail.co.uk

Polecamy również: Dowiedziała się, że jest w ciąży, 45 minut przed porodem

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Teddi Mellencamp szczerze o niepłodności i in vitro

Teddi Mellencamp (Żony Beverly Hills)
Fot.: mat. Bravo TV

36-letnia Teddi Mellencamp, gwiazda reality show Żony Beverly Hills, opowiedziała przed kamerami o swoich zmaganiach z niepłodnością, zapłodnieniu in vitro i kontrowersjach związanych z wyborem płci dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż program Żony Beverly Hills, ukazujący życie zamożnych kobiet z zachodniego wybrzeża USA, kojarzyć się może głównie z sukniami od znanych projektantów i diamentowymi koliami, w ostatnim odcinku zrobiło się w nim znacznie poważniej. Teddi Mellencamp i jej partner Erwin Arroyave szczerze opowiedzieli o trudnych chwilach, przez które przeszli, starając się o dziecko.

– Smutna prawda jest taka, że nie mogę zajść w ciążę naturalnie. Nasze pierwsze dziecko, Slate, zostało poczęte w wyniku inseminacji – wyznała Teddi Mellencamp.

Niepłodność była dla gwiazdy Żon Beverly Hills bardzo bolesnym doświadczeniem. Parze zależało jednak na kolejnym dziecku, dlatego wspólnie zdecydowali się na zabieg in vitro.

– To jedno z najtrudniejszych doświadczeń dla kobiety. Kiedy nie możesz zajść w ciążę, masz poczucie, że zawodzisz – opowiedziała w programie.

Szczere wyznanie Żony Beverly Hills

Teddi i Erwin chcieli, by ich roczny wówczas syn Slate zyskał brata, dlatego z 12 otrzymanych zarodków wybrali ten, który w testach genetycznych został oceniony jako męski.

– Mieliśmy możliwość wybrania płci dziecka i zdecydowaliśmy się na chłopca – wyjaśniła Teddi.

Gdy po wielu próbach udało się uniknąć komplikacji i utrzymać ciążę, Teddi i Erwin liczyli, że czekają ich już wyłącznie łzy szczęścia. Niestety – po długim i wyczerpującym porodzie okazało się, że nowo narodzony synek Cruz ma problemy z sercem i wymaga natychmiastowej reanimacji.

– On nie oddychał, a ja mogłam tylko siedzieć i patrzeć – wspominała dramatyczny moment Mellencamp.

– Modliłem się: Boże, daj mi jeszcze tę jedną szansę. Obiecuję, że już nigdy więcej tego nie zrobię – dodał Arrovaye, nawiązując do wyboru płci dziecka.

Teddi Mellencamp: „Jego płeć to mój wybór, nie Boga”

Choć u małego Cruza ostatecznie zdiagnozowano wadę serca, wydaje się, ze najgorsze już za nimi. Mimo to rodzice obwiniają się o stan zdrowia 3-letniego dziś synka.

– Jestem jego matką. Powinnam go chronić, a czuję, że jest wynikiem selekcji. Jego płeć to mój wybór, nie Boga. Już zawsze będę się czuła z tego powodu trochę winna – wyznała Mellencamp.

Obciążeni trudnymi doświadczeniami, Teddi i Erwin zdecydowali, by nie podejmować starań o kolejne dziecko. Jak zaznaczają, dwójka wspaniałych synów spełniła ich marzenia o rodzicielstwie i nie potrzebują do szczęścia nic więcej.

–  Każdego dnia jestem wdzięczna za nasze dwa prezenty od losu – podkreśla Mellencamp.

Źródło: bravotv.com, people.com

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Przez 10 lat czekali na cud. Dzięki in vitro w ich życiu pojawił się Jaś!

Niemowlę /Ilustracja do tekstu: Mają dziecko dzięki in vitro
Fot. Pixabay.com

Długie lata starań o dziecko, dziesiątki wizyt u specjalistów, setki testów ciążowych i powoli niknąca nadzieja. Po wielu dotkliwych porażkach zły los się odwrócił – Anna i Krzysztof ze Szczytna zostali rodzicami dzięki in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Anna i Krzysztof ze Szczytna są małżeństwem od 14 lat. Oboje marzyli o dużej rodzinie, dlatego niedługo po ślubie rozpoczęli starania o dziecko. Gdy kolejne próby nie dawały rezultatu, postanowili poszukać przyczyny u specjalistów.

Bolesna cisza pod sercem

Powtarzające się wizyty u lekarzy i diagnostów oraz długotrwałe leczenie niepłodności nie przynosiły jednak spodziewanych efektów. Mimo nieustannych starań, wiadomość o upragnionej ciąży wciąż nie nadchodziła.

— Bolesna była ta cisza pod sercem — opowiada p. Anna. — Co kilka dni kupowałam testy ciążowe, wokół widziałam tylko wózki z niemowlakami. Nie da się opisać, co czuje kobieta, która pragnie być matką — tłumaczy w rozmowie z Gazetą Olsztyńską.

Po blisko 10 latach leczenia niepłodności lekarz oznajmił małżonkom, że najprawdopodobniej nie uda im się począć dziecka w sposób naturalny. Ostatnią nadzieją dla nich było zapłodnienie in vitro.

— Przez rok rozpaczałam, zaglądałam do wszystkich wózków, przystawałam, patrząc na bawiące się dzieci. Podjęłam decyzję, że spróbujemy in vitro; jeśli się nie uda, zaczniemy starać się o adopcję — przywołuje wspomnienia p. Anna.

Upragnione dziecko dzięki in vitro

Choć decyzja o poddaniu się procedurze in vitro nie należała do łatwych, małżonkowie ze Szczytna postanowili znów zgłosić się do kliniki leczenia niepłodności i rozpocząć przygotowania do zabiegu. Od pary pobrano komórki do zapłodnienia pozaustrojowego, a dwa uzyskane w ten sposób zarodki przetransferowano do macicy p. Anny.

Następne 10 dni wypełniło nerwowe oczekiwanie na badanie stężenia hormonu hCG. Obawiając się kolejnej porażki i konieczności ponownego zmierzenia się z trudem przygotowań do zabiegu, para zdecydowała, że będzie to ich jedyna próba. Na szczęście kolejne nie były potrzebne – pierwszy cykl zakończył się sukcesem!

Gdy lekarz oznajmił im radosną nowinę o ciąży, nie mogli powstrzymać łez wzruszenia, które popłynęły im po policzkach.

— Z tej radości nie potrafiłem nic powiedzieć. Patrzyłem na żonę — płakała, ja też nie mogłem powstrzymać łez. I dziś, gdy patrzę na synka, to wiem, że wszystko, przez co przeszliśmy, pozwala nam docenić, jakim cudem jest nasze dziecko — mówi wzruszony Krzysztof.

Szansa na rodzicielstwo

Ciąża przebiegła prawidłowo. Mały Jaś przyszedł na świat w zimowy poranek i z miejsca rozkochał w sobie całą rodzinę. Dzięki szczęśliwemu finałowi Anna i Krzysztof przekonali się, jak wielką szansą dla niepłodnych par jest procedura in vitro. Kontrowersje, które w wielu środowiskach budzi ta metoda poczęcia dziecka, nie są dla nich zrozumiałe.

— Z in vitro problem mają ludzie, którzy albo nigdy nie chcieli mieć dzieci, albo mają dzieci bez żadnych trudności — uważają małżonkowie. — Nie wiemy, dlaczego ludziom odbiera się szansę na rodzicielstwo. Nikt na tym nie cierpi, nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie jest zmuszony, żeby stosować in vitro — podkreślają Anna i Krzysztof.

Młodzi rodzice są wdzięczni za każdą chwilę, którą mogą spędzić z Jasiem. Zastanawiają się nawet, czy nie rozpocząć starań o rodzeństwo dla synka.

— Tylko ten, kto przeszedł ciężką drogę w staraniach o dziecko, wie, jakim szczęściem jest posiadanie potomstwa. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać nad kolejnym dzieckiem – mówią radośnie.

Parze życzymy kolejnych dobrych wiadomości!

Źródło: szczytno.wm.pl

Polecamy również: 14 symptomów, które mogą świadczyć o zaburzeniach hormonalnych

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.