Przejdź do treści

Przekonać przekonanych?

ich zakazy nasze prawa

Od czasu zmian ustrojowych w Polsce toczy się debata nt. realizacji praw do zdrowia reprodukcyjnego. Nastąpiła pozornie skrajna polaryzacja na środowiska opowiadające się za realizacją praw reprodukcyjnych oraz ultra-konserwatywny establishment  związany z Kościołem Katolickim postulujące całkowity zakaz aborcji, antykoncepcji, leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego oraz zastąpienie rzetelnej edukacji seksualnej kultem wstrzemięźliwości. Te ostatnie grupy nie potrafią i nie chcą zrozumieć, że współczesna medycyna opiera się na faktach wynikających z badań naukowych, a nie na dogmatach i naukach religijnych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W miniony piątek, 3 marca 2017 r. odbyła się w Sejmie debata pt. „Ich zakazy, nasze prawa” zorganizowana przez Koalicję Mam Prawo. Poprawnie przygotowana, sensownie moderowana przez Dorotę Warakomską z Kongresu Kobiet oraz skupiająca szerokie grono ekspertów debata była niestety kolejnym aktem desperacji wobec wojny przeciwko kobietom wytoczonej przez rząd PiS.

Przez ostatnie półtora roku rząd doprowadził do Czarnego Protestu, kiedy miliony Polek wyszły na ulice, a zainspirowane nimi Koreanki, Amerykanki oraz rzesze kobiet na całym świecie w ramach solidarności i wsparcia też dołączyły do protestów w obronie praw do zdrowia reprodukcyjnego. Niestety rząd i środowiska związane ze skrajną prawicą nie widzą (bo nie chcą zobaczyć) przyczyny protestów obywatelskich z ostatnich kilkunastu miesięcy, która jest bardzo prosta: upodlenie kobiet i sprowadzenie ich do roli służących dla rasy Panów (jak można wywnioskować ze sformułowania, którym ostatnio posłużył się Jarosław Kaczyński).

Upadek realizacji praw do zdrowia reprodukcyjnego należy datować na przełom lat ’80. i ’90 kiedy rozpoczęto prace nad ustawą o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Weszła ona w życie w 1993 r. i stanowi, że aborcja jest przestępstwem, a nie podlega ściganiu i karaniu w następujących przypadkach: ciąża jest wynikiem przestępstwa (wymagane zaświadczenie o toczącym się śledztwie), ciąża zagraża życiu matki bądź płód jest obarczony ciężkimi i nieodwracalnymi wadami lub chorobami. Jest to najbardziej restrykcyjne prawo antyaborcyjne w Europie, a podobne obowiązuje tylko w Irlandii i na Malcie. Kolejne rządy III RP tylko pogłębiały kryzys realizacji podstawowych praw człowieka do których należy prawo do zdrowia reprodukcyjnego. Przez 28 lat nie wprowadzono rzetelnej edukacji seksualnej, leczenie niepłodności nie jest świadczeniem gwarantowanym, a klauzula sumienia (relikt przeszłości w pozostałych krajach Europy) panoszy się ponad miarę i to lekarze-fanatycy dyktują i ograniczają kobietom ich podstawowe prawa.

Politycy w III RP sprawiają wrażenie, że zasada „my body, my choice” („moje ciało, mój wybór”) jest im obca, gdyż podmiotowe traktowanie kobiet jak maszynek do seksu i przymusowych inkubatorów jest łatwiejsze dla ich patriarchalnych zapędów. Lewica sprzedała nasze prawa reprodukcyjne w nieformalnym cyrografie z biskupami w zamian za ich poparcie referendum akcesyjnego, pierwszy rząd PiS-Samoobrona-LPR zagrzebał resztki obiektywnej edukacji seksualnej, a 8 lat rządów PO przyniosło nam tragiczną i dyskryminującą ustawę o leczeniu niepłodności.

Wracając do debaty, paneliści stanowili grono znanych lekarzy, psychologów, polityków i dziennikarzy, podobnie jak pozostali uczestnicy i widownia. Na sali nie było ani jednego przedstawiciela partii PiS, Kukiz ’15 i PSL. Eurodeputowany Janusz Korwin-Mikke, który dosłownie zajął szturmem salę obrad był jedyną „atrakcją”, gdyż wiało nudą, bo ile można przekonywać już przekonanych? To, że spotkamy się w szeroko pojętym feministycznym gronie i powtórzymy wszystkim nam znane fakty i slogany niczego nie zmieni. Każdy na sali wiedział, że antykoncepcja awaryjna nie ma działania poronnego, że edukacja zdrowotna i seksualna to podstawa do realizacji wszystkich praw reprodukcyjnych, a możliwość decydowania o tym czy, kiedy, ile, z kim i jak mieć dzieci to indywidualna decyzja każdej kobiety, a nie realizacja polityki rządu.

Kolejna debata/spotkanie/konferencja w tym samym gronie, ale „not-so-old girls network” nie da rady zmienić istniejącego stanu rzeczy, gdyż to nie my, twarze różnych organizacji walczących o prawa reprodukcyjne jesteśmy przy władzy, tylko faktyczną władzę sprawuje poseł Jarosław Kaczyński z siedziby PiS na Nowogrodzkiej. Niestety poseł Kaczyński nie jest zainteresowany pogłębieniem swojej wiedzy o realizacji praw reprodukcyjnych. Ściana furii przed siedzibą PiS w trakcie Strajku 8. Marca przekaże elementarną wiedzę w imieniu naszego środowiska. Pozostaje mieć nadzieję, że Prezes będzie pilnym uczniem i zrealizuje nasze postulaty…

A więc co możemy zrobić? Są dwie opcje, obie równie realne jak to, że ja w tym roku dostanę Nagrodę Nobla z medycyny. Możemy działać jak Boy-Żeleński pracą u podstaw lub wziąć sprawy w swoje ręce, stworzyć rząd na uchodźstwie i przeczekać złe czasy tak jak rząd w Londynie w czasie wojny i PRL. Oni czekali 51 lat, może nam uda się odzyskać naszą podmiotowość szybciej? Mamy już za sobą 28 lat, więc zróbmy wszystko, by nasze córki nie były skazane na piekło jakie nam zgotowały rządy III RP, a obecny przelał już czarę goryczy wkładając swoje brudne łapy w nasze majtki i do naszych brzuchów. Trzeba skończyć z kółkami wzajemnej adoracji, przekonywaniem już dawno przekonanych i „spacerami po mieście”, a siły i środki spożytkować na realne działania, czy to działania polityczno-lobbystyczne, czy przyziemną pomoc poszkodowanym przez własny rząd. Czas zakasać rękawy i przypomnieć „Panom” pewną patriotyczna piosenkę:

Gdy naród do boju wystąpił z orężem,

Panowie o czynszach radzili,

gdy naród zawołał: „Umrzem lub zwyciężym!”,

Panowie w stolicy bawili.

O, cześć wam, Panowie magnaci,

za naszą niewolę, kajdany.

O, cześć wam, książęta, hrabiowie, prałaci,

za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany!

Wszak waszym był synem ów niecny kunktator,

Co wzbudzał przed wrogiem obawę,

I wódz ten naczelny, pobożny dyktator,

I zdrajca, co sprzedał Warszawę.

O cześć wam panowie…

Lecz kiedy wybije godzina powstania,

Magnatom lud ucztę zgotuje,

Muzykę piekielną zaprosi do grania,

A szlachta niech wtedy tańcuje.

O cześć wam Panowie…

Powstańcy nie znają wiedeńskich traktatów,

Nie wchodzą w układy z carami,

Lecz biją Moskali, wieszają magnatów,

I mścić się umieją stryczkami.

O cześć wam Panowie…

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Jak zaplanować ciążę? Ten planer pomoże ci w przygotowaniach!

jak zaplanować ciążę?
fot. Fotolia

Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być poprzedzona solidnymi przygotowaniami. W końcu to ogromna zmiana w życiu!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedstawione poniżej informacje nie są gotowym planem, a jedynie wskazówkami, które pomogą ci skomponować swój indywidualny kalendarz. Dzięki niemu będziesz wiedziała, na co szczególnie zwrócić uwagę podczas przygotowań do ciąży.

Zdrowa sperma, silne jajeczka i macica

Na poczęcie, ciążę i zdrowie dziecka ma wpływ stan zdrowia rodziców. Należy się tu przede wszystkim zatroszczyć o jakość żeńskich i męskich komórek rozrodczych oraz macicę.

Warto wiedzieć, że pozytywne różnice w samopoczuciu i ogólnym stanie zdrowia można zaobserwować już po 3 lub 4 miesiącach od wprowadzenia zmian w stylu życia. Zmiana diety i rozpoczęcie aktywności fizycznej znacznie podwyższa szanse na zajście w ciążę.

Jak zaplanować ciążę? Najważniejsze fundamenty

Tworząc swój plan, musisz wziąć pod uwagę kilka jego najważniejszych elementów- fundamentów. To:

  • Dieta
  • Styl życia
  • Dbanie o ogólny stan zdrowia
  • Detoksykacja organizmu
  • Ograniczenie stresu
  • Badania

Zobacz także: Witaminy płodności. Zobacz, które pomogą ci zajść w ciążę

Dieta równa się płodność

Jedzenie to podstawa naszego zdrowia i paliwo wszystkich komórek w organizmie. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą poprawić swoje zdrowie spożywając konkretne pokarmy. O diecie płodności przeczytasz TU.

Oprócz zdrowej diety, pary planujące dziecko sięgają również po różnego rodzaju suplementy. Dla kobiet najważniejszy jest kwas foliowy. Jest on potrzebny przede wszystkim do prawidłowego wzrostu komórek i ich reprodukcji. Jego niedobór może doprowadzić do powstania wad ośrodkowego układu nerwowego, a nawet powodować niedorozwój łożyska. Nierzadko jest przyczyną poronień.

Należy również pamiętać o odpowiednim poziomie magnezu i wapnia.

Panowie powinni postawić na pokarmy bogate w:

  • cynk
  • selen
  • koenzym Q10,
  • L-karnitynę,
  • glutation,
  • kwas foliowy,
  • witaminy E, C oraz z grupy B.

Dobrym pomysłem przed rozpoczęciem suplementacji jest wykonanie testu na poziom minerałów w organizmie, a następnie opracowanie indywidualnej strategii suplementacji.

Zobacz także: Jak starać się o dziecko i nie zwariować? Z pamiętnika staraczki

Styl życia

Wybory, które podejmujemy w naszym życiu, mają ogromny wpływ na zdrowie i płodność. Ma to przełożenie na każdym etapie życia, również podczas przygotowań do ciąży. Warto odpowiedzieć sobie na pytania:

  • czy palimy
  • czy pijemy alkohol (i w jakich ilościach)
  • czy pijemy kawę (i w jakich ilościach)
  • jaki jest stan naszego uzębienia
  • czy zażywamy lekarstwa
  • jaki jest ogólny stan naszego zdrowia

Jeśli nie wyobrażasz sobie dnia bez przysłowiowego dymka, postaraj się rzucić palenie. Kila butelek piwa zamień na jedną lampkę wina tygodniowo i ogranicz spożycie kofeiny. To znacznie ułatwi starania o dziecko.

Ogólny stan zdrowia

Nie zapominajmy, że ogólny stan zdrowia człowieka również przekłada się na jego zdolności rozrodcze. Przykładem mogą być choroby pozornie niezwiązane ze zdrowiem reprodukcyjnym, na przykład choroby tarczycy. Kobiety z niedoczynnością tarczycy częściej mogą mieć problemy z naturalnym zajściem w ciążę.

Jeżeli zauważasz  u siebie niepokojące objawy, to najwyższy czas, aby udać się do lekarza. Możesz zaoszczędzić sobie kłopotów i stresów na przyszłej drodze do rodzicielstwa.

Zobacz także: Rzeczy codziennego użytku, które zaburzają płodność

Detoksykacja

Większości słowo „detoks” kojarzy się z zielonymi sokami o wątpliwych walorach smakowych. Tutaj mamy jednak na myśli zupełnie coś innego.

Współcześnie wiele osób żyje w szalonym pędzie, w środowisku zdominowanym przez zanieczyszczenia. Możemy znaleźć w jedzeniu, wodzie i powietrzu. Wiele z tych toksycznych substancji wpływa negatywnie na równowagę hormonalną.

Choć nie jest to łatwe, możemy pozbyć się części trujących substancji z naszego otoczenia. Warto przyjrzeć się etykietom kosmetyków, środków czystości i produktów spożywczych i wybierać te, które mają najmniej szkodliwych składników.

Zredukuj stres

Stres to kolejny plaga współczesnych czasów. Może zaburzyć równowagę hormonalną, cykle miesiączkowe i tym samym wpływać na płodność. Stres może się również przyczynić do gwałtownego spadku popędu seksualnego, co również znacznie utrudnia starania o dziecko.

Matka natura zaprojektowała ludzki organizm w taki sposób, aby jego rozmnażanie było niemożliwe w okresie dużego stresu. Ma to sens, ponieważ otoczenie, które generuje silny stres u rodzica, nie będzie bezpiecznym miejscem na wychowywanie potomstwa.

Dlatego tak ważne jest wyeliminowanie choćby jednego stresora ze swojego życia. Może być to trudne, jeżeli stres wynika z walki z niepłodnością.

Zobacz także: 12 badań, które warto zrobić przed zajściem w ciążę

Badania

Badania to bardzo ważny etap przygotowań do ciąży. Kobiety, które planują dziecko powinny wykonać:

  • badanie ogólne krwi i określenie grupy krwi. Na podstawie badania krwi można wykryć niedokrwistość, stan zapalny w organizmie, zmierzyć poziom cukru jak i ustalić niedobory witamin i mikroelementów w organizmie.
    Z kolei określenie grupy krwi i współczynnika Rh obojga przyszłych rodziców jest niezbędne do sprawdzenia konfliktu serologicznego.
  • Badanie moczu. Pozwala na ujawnienie chorób układu moczowego, które należy wyleczyć przed ciążą.
  • Badania hormonalne. Zaburzenia hormonalne mogą być nie tylko przyczyną niepłodności, ale także poronienia i ciążowych powikłań
  • Badania genetyczne . Pozwalają na określenie potencjalnego ryzyka wad u dziecka. Im starsza jest kobieta, tym większe ryzyko, że ciąża nie będzie donoszona lub u dziecka wystąpią różnego typu mutacje.
  • Cytologię. Przed ciążą lekarz powinien pobrać wymaz z szyjki macicy, aby wykonać cytologię, czyli badanie profilaktyczne raka szyjki macicy oraz badanie bakteriologiczne, czyli sprawdzić czystość pochwy.
  • Badanie USG narządu rodnego Niektóre nieprawidłowości w budowie narządów rodnych mogą utrudniać zajście w ciążę. Lekarz może je wykryć podczas badania USG
  • Badanie na obecność przeciwciał przeciw toksoplazmozie. Dowiesz się, czy przebyłaś tę pasożytniczą chorobę. Jeśli tak, twój organizm wytworzył przeciwciała. Zarażenie toksoplazmozą w czasie ciąży jest bardzo groźne – może doprowadzić do uszkodzenia płodu i poronienia.
  • Badanie na obecność przeciwciał przeciw wirusowi cytomegalii. Przed ciążą możesz również sprawdzić, czy przechodziłaś cytomegalię. Jeśli okaże się, że jesteś nosicielką cytomegalowirusa, łatwiej będzie zapobiec zarażeniu dziecka.
  • Badanie na obecność przeciwciał przeciw różyczce. Jeśli nie chorowałaś w dzieciństwie na różyczkę ani nie byłaś na nią szczepiona, zbadaj poziom przeciwciał i koniecznie zaszczep się przed ciążą. Zespół wrodzonej różyczki u dziecka może skutkować wieloma wadami rozwojowymi.
  • Badanie na obecność antygenu Hbs. To badanie pozwoli określić, czy jesteś nosicielką wirusa żółtaczki wszczepiennej WZW typu B. W przypadku pozytywnego wyniku, lekarz powinien zlecić kolejne badania, aby wykluczyć zapalenie wątroby.
  • Badanie stomatologiczne. Zdrowe zęby to podstawa planowania ciąży. Po pierwsze, niewyleczone zęby, mogą doprowadzić do stanu zapalnego, co utrudnia zajście w ciążę.
  • Badanie na obecność wirusa HIV. Warto je zrobić przed ciążą, nawet jeśli jesteś przekonana, że nie mogłaś się zarazić. To bardzo ważne, bo w przypadku dodatniego wyniku można zmniejszyć ryzyko zarażenia dziecka.

Pamiętaj, że badania powinno się wykonać na sześć miesięcy przed planowaną ciążą.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Fertility Road

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

WZW typu C: jak wykryć tę groźną chorobę nim doprowadzi do powikłań? [WIDEO]

Zmęczenie, bóle mięśniowo-stawowe – te objawy nie zawsze wskazują na infekcję grypopodobną. Ich przyczyną może być niebezpieczne w skutkach wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV). Szacuje się, że w Polsce choruje na nie nawet 700 tys. osób, ale tylko co 10 z nich zdaje sobie z tego sprawę. Jak wykryć tę groźną chorobę, by uchronić się przed jej konsekwencjami, wyjaśnia dr n. med. Olga Tronina, specjalista transplantolog, nefrolog z Alab Laboratoria.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV) to schorzenie, które może przez wiele lat nie dawać żadnych objawów, zaś te, które występują u części osób, zwykle nie wskazują na istotny problem zdrowotny. Jednak niewykrycie na czas tej groźnej choroby i niepodjęcie odpowiednich działań leczniczych może mieć dotkliwe konsekwencje dla zdrowia.

– Nieleczone wirusowe zapalenie wątroby typu C może po 20-30 latach doprowadzić do marskości wątroby, konieczności transplantacji, a nawet raka wątrobowokomórkowego – mówi dr n. med. Olga Tronina, specjalista transplantolog i nefrolog z Alab Laboratoria.

CZYTAJ TEŻ: Bezpieczeństwo i precyzja. Test alergiczny nowej generacji- ALEX Panel 282

Wirusowe zapalenie wątroby typu C: groźne powikłania

Rak wątrobowokomórkowy to najcięższe powikłanie wirusowego zapalenia wątroby.

– Jeżeli jest rozpoznany zbyt późno, kiedy interwencja chirurgiczna nie może już dać żadnej poprawy, jest rozpoznaniem śmiertelnym – podkreśla dr Tronina.

ZOBACZ TAKŻE: Diagnostyka niepłodności; o czym warto pamiętać? [WIDEO]

Badania przesiewowe w kierunku WZW typu C

Laboratoria Alab dołączyły do światowej kampanii badań przesiewowych przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu C.

Wykonanie prostego testu kasetowego – poprzez nakłucie opuszka palca, pobranie kropli krwi, odczytanie wyniku po minucie i weryfikacji wyniku po 15-20 minutach – pozwala na szybkie wykonanie testu przesiewowego. Ten zaś, w przypadku wyniku dodatniego, jest weryfikowany testem genetycznym – dodaje dr Tronina.

Test przesiewowy  w kierunku WZW typu C można wykonać codziennie – wystarczy wybrać się do najbliższego punktu pobrań.

POLECAMY TEŻ: Cichy zabójca i wróg płodności. Choroby nerek atakują miliony osób, często nie dając objawów


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Monika Zauerman i jej obraz "Drzwi do snów" /Ilustracja do tekstu: Historia Moniki, pacjentki kliniki Miracolo. Operacja endometriozy w klinice Miracolo
Monika Zauerman i jej obraz "Drzwi do snów"

Rzuciła korporację, zamieszkała na wsi, gdzie odkryła na nowo siebie i swoją kreatywną stronę. Dziś, mimo wielu trudnych doświadczeń i długiego oczekiwania na diagnozę, udowadnia, że z endometriozą da się szczęśliwie żyć. Poznajcie historię p. Moniki, pacjentki kliniki Miracolo.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Monika Zauerman walkę z endometriozą zaczęła równo 10 lat temu – nie wiedząc jeszcze, z jakim wrogiem przyszło jej się mierzyć. A droga do diagnozy była kręta.

– Pierwsze symptomy pojawiły się ok. 2008 r., kiedy przestałam brać tabletki antykoncepcyjne. Jak mi później wytłumaczył lekarz, gdy odstawia się tabletki, endometrioza rośnie w naszym organizmie jak grzyby po deszczu. Myślę, że gdybym nie brała antykoncepcji hormonalnej, to choroba pojawiłaby się wcześniej – przyznaje p. Monika.

Endometrioza nie jest w głowie

Z każdym kolejnym rokiem przebieg choroby zaostrzał się i powodował pogłębienie symptomów.

– Było ich coraz więcej, a ja byłam w coraz większym bólu. I to nie były bóle tylko podczas miesiączki, ale też bóle migrenowe, bóle stawów, problemy z układem trawiennym, z żołądkiem. Nawet ze skórą – podkreśla p. Monika.

Lekarze za każdym razem przepisywali leki, które miały na celu zatrzymanie poszczególnych symptomów. A to – w rzeczywistości – jeszcze pogarszało sprawę.

– W pewnym momencie zaczęli patrzeć na mnie wręcz z politowaniem, dając mi do zrozumienia, że chyba muszę wybrać się do psychologa, bo to jest wszystko w mojej głowie.

Nie pomagała też praca, która wymagała działania pod presją czasu, z nastawieniem na wyniki.

– Pracowałam bardzo długo w korporacji – w banku w Anglii. Stres powodował zaostrzenie objawów i różnego rodzaju bóle. Kiedy przychodziłam do pracy obolała lub nafaszerowana lekami przeciwbólowymi, to wpływało oczywiście na to, w jaki sposób pracowałam. Wtedy podjęłam decyzję, że praca w korporacji czy biurze, które jest nastawione na szybką i stresującą pracę, nie jest dla mnie. Postanowiłam, że więcej sobie tego nie zrobię.

Apogeum bólu

Zgodnie z dostępnymi statystykami, pacjentki z Anglii na diagnozę endometriozy czekają średnio 8 lat. Dokładnie tyle czasu musiało upłynąć, nim p. Monika zyskała potwierdzenie swoich przypuszczeń. Stało się to w 2016 r. – już po powrocie do Polski. Ale i tam początkowo musiała zmierzyć się z brakiem zrozumienia lekarzy.

– Byłam już w takim apogeum bólu, że nie byłam w stanie wstać z podłogi. Turlałam się, żeby gdziekolwiek dojść – do toalety, do kuchni. W momencie, gdy poczułam się trochę lepiej, poszłam do lekarza w Poznaniu. Pani doktor – emerytowana pani ginekolog – nawet nie zbadała mnie porządnie i zrzuciła wszystko na moją psychikę. Po raz kolejny kazano mi pójść do psychologa. Ja kilka dni wcześniej byłam w takim bólu, że dobrze wiedziałam, że to jest kompletna bzdura – opowiada p. Monika.

Z nadzieją na bardziej empatyczną konsultację p. Monika wybrała się do ginekologa w Szczecinie, u którego ostatecznie otrzymała rozpoznanie choroby.

– Lekarz zrobił mi porządne USG i od razu potwierdził, że to jest endometrioza. Skierowano mnie wtedy na operację. Ale nie zdecydowałam się na nią wówczas. Intuicyjnie czułam, że nie powinnam robić laparoskopii w zwykłym szpitalu.

Siła diety i intuicji

Odnalezienie gotowości do operacji, ale i godnego zaufania miejsca, z empatycznym i kompetentnym personelem, trwało 1,5 roku. W międzyczasie p. Monika – za radą innych pacjentek, z którymi była w kontakcie na forach internetowych – postanowiła wdrożyć specjalną dietę. Okazało się to przełomem w dotychczasowym leczeniu endometriozy.

–  Na anglojęzycznych forach czytałam, że dziewczynom, które zmagały się z tym samym problemem, bardzo pomagała dieta. Zainteresowałam się tym, ale też postanowiłam wsłuchać się w siebie. Kiedy człowiek jest chory, powinien posłuchać swojego ciała – mówi p. Monika.

Intuicja nie zawiodła jej i tym razem.

– Zaczęłam odstawiać rzeczy, które czułam, że mi szkodzą, a zostawiać i dodawać te produkty, które mogły mi pomóc. Zaczęłam stopniowo – gdy mamy swoje przyzwyczajenia żywieniowe, to ciężko zerwać z nimi z dnia na dzień. Ale ponieważ miałam bardzo poważne problemy z jelitami, w pierwszej kolejności odstawiłam gluten, nabiał i kawę. Już po tygodniu poczułam się lepiej – przyznaje p. Monika.

Z czasem codzienne menu wzbogaciło się o kolejne prozdrowotne składniki, które pozwoliły na uzyskanie jeszcze lepszych rezultatów i nowych sił do walki o siebie.

– Oprócz odstawienia wspomnianych produktów zaczęłam używać wielu zdrowych produktów, m.in. nasion konopnych, które są bogatym źródłem minerałów i witamin. Są łatwo dostępne w każdym sklepie ze zdrową żywnością i gorąco polecam je każdemu. Mnie dodały bardzo dużo energii.

Operacja endometriozy w klinice Miracolo. „Trzy tygodnie później jeździłam na nartach”

Już po trzech miesiącach od przejścia na dietę p. Monika przestała odczuwać ból. Wcześniej jednak choroba zdążyła się znacznie rozwinąć. Torbiel, która miała 3 cm, do czasu operacji w klinice Miracolo urosła do ogromnych rozmiarów: miała aż 10 cm.

– Były, oczywiście, zrosty, cysta była duża, co przeszkadzało w funkcjonowaniu. Ale gdy trafiłam do kliniki Miracolo w Dortmundzie, dr Jan Olek spytał mnie, jaki ból odczuwam podczas mojej miesiączki – w skali od 1 do 10. Odpowiedziałam, że 0,5, a czasami nawet 0. Wszystko dzięki diecie.

Innowacyjna operacja laparoskopowa wykonana w klinice Miracolo dopełniła efektu terapeutycznego i wniosła do życia p. Moniki nową jakość.

– Przede wszystkim sprawiła, że ta wielka cysta, która sięgała aż do pępka, zniknęła z mojego brzucha. Jak mówił dr Olek, 70% mojej miednicy mniejszej było zajęte przez endometriozę. Dzięki operacji poczułam się dużo lepiej – zniknęły ogniska choroby, ale też bóle podbrzusza spowodowane zrostami. Trzy tygodnie po operacji jeździłam już na nartach – przyznaje.

CZYTAJ TEŻ: Endometrioza to nie wyrok! Jak ją skutecznie leczyć i jak z nią żyć?

Poprawa samopoczucia przed operacją utwierdziła p. Monikę, że zmiany w sposobie odżywiania się warto wprowadzić na stałe. W kolejnych miesiącach przeszła na dietę wegańską i zdecydowała się na wzmocnienie jej efektu poprzez ziołoterapię. W efekcie tych działań druga torbiel endometrialna zmalała z 6 cm do zaledwie 2,5 cm.

– Po laparoskopii wynik histopatologiczny pokazał, ze ogniska endometriozy były nieaktywne – zaznacza p. Monika.

Odnaleziona harmonia

Nie bez znaczenia dla rezultatu terapii była zmiana trybu życia. Obecnie p. Monika mieszka w malowniczej norweskiej wiosce – w otoczeniu lasów i pól.

– Gdy żyje się w mieście, jest bardzo dużo zanieczyszczeń. Postanowiłam, że muszę to wszystko zmienić. W tym momencie do najbliższego sąsiada mam 10 minut. Ale też przekwalifikowałam się. Zaczęłam zajmować się renowacją pomieszczeń, mebli i ram do obrazów. Mój mąż robił to wcześniej i nauczył mnie wszystkiego od podstaw. Zaczęłam też malować obrazy [można je obejrzeć tutaj – przyp. red.].

Nowe zajęcie i rytm życia, w zgodzie z naturą i samą sobą, pozwoliły p. Monice odzyskać spokój wewnętrzny. Dziś pokazuje też innym chorym na endometriozę, że dojście do tego punktu jest możliwe.

– Bardzo polecam chorym na endometriozę, ale też jakąkolwiek inną chorobę, by zaglądać w siebie. Żeby wyciszać się, medytować, praktykować jogę. To jest właśnie wszystko to, co ja robiłam. Zaczęłam bardzo dużo medytować – również ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Uważam, że wiele chorób, na które zapadamy, jest związanych z dzieciństwem. Tkwią w nas trudne, nieprzerobione emocje, które później wychodzą pod postacią choroby.

Ponieważ medytacje bardzo jej pomagały, zaczęła tworzyć własne – z myślą o sobie, ale też innych kobietach.

– Mam swój kanał na YouTube: jest tam dużo medytacji uspokajających, mówiących o zdrowiu, afirmacji dla kobiet z endometriozą. Na którejś z grup związanych z endometriozą dziewczyny poprosiły mnie, bym utworzyła medytację dla kobiet, które poddały się zapłodnieniu in vitro. Stworzyłam więc i taką medytację.

ZOBACZ TAKŻE: 25 afirmacji na płodność. Te słowa mają niezwykłą MOC!

Różne akty kreacji

Sama na skutek endometriozy postanowiła zrezygnować z macierzyństwa.

– Gdy 8-9 lat temu postanowiłam zajść w ciążę, skończyło się to tak, jak u większości kobiet z endometriozą – poronieniem. W kolejnych latach nie zachodziłam w ciążę, ale nie stawiałam też sobie takiego celu. Zamieniłam swój instynkt macierzyński na pomoc innym kobietom – przyznaje.

Podkreśla jednak, że rezygnacja z macierzyństwa lub bezdzietność wynikająca z niepłodności nie musi – i nie powinna – oznaczać rezygnacji z aktu tworzenia na innych płaszczyznach.

– Endometrioza, jak wiadomo, znajduje się tam, gdzie jest macica. Za to miejsce odpowiedzialna jest druga czakra – sakralna, która wiąże się z kreatywnością. Ja bardzo połączyłam się z tą czakrą i różne rzeczy zaczęły – w cudzysłowie – kreować się wokół mojego życia. Ale kreacja to też poczęcie dziecka. Dla kobiet, które nie mogą zajść w ciąże, mam taką radę, żeby zaczęły kreować gdzieś indziej. Ważne, by zająć się czymś innym, przestać trochę myśleć, że nie mogą zajść w ciążę, odciążyć głowę. Wtedy może los zmieni bieg i ta dzidzia się pojawi? – podpowiada Monika Zauerman.

Efekt kuli śnieżnej

Dziś p. Monika podkreśla, że kluczem do szczęścia jest szukanie pozytywów i nieustawanie w walce o samą siebie. Dodaje jednak, że walka nie jest już słowem, którym określiłaby swoje życie z chorobą.

– Nie lubię określenia „walka z endometriozą”. Ja przestałam z nią walczyć. Pogodziłam się z tym, że ona jest, i w pewnym sensie zaprzyjaźniłam się z nią. To ułatwiło mi sprawę. Gdybym ciągle z nią walczyła i negatywnie się nastawiała, to myślę, że ciągle byłabym chora – uważa.

Bo choć endometrioza, przychodząc, wywróciła jej życie do góry nogami, przyniosła ze sobą też dobre zmiany.

– Jestem teraz szczęśliwa. Stałam się zupełnie innym człowiekiem – znalazłam drugą stronę samej siebie. Zmieniłam dietę, nauczyłam się bardzo dużo o zdrowym odżywianiu, udzielam wielu rad na różnych grupach. Znalazłam swoją stronę kreatywną: maluję obrazy, tworzę stronę internetową, by je na niej umieścić. Oprócz tego poznałam wiele fajnych osób, które są chore lub pomagają ludziom chorym na endometriozę. Jestem też w trakcie tworzenia programu coachingowego dla kobiet z endometriozą, które chciałyby zacząć zdrowo się odżywiać i zmienić swój styl życia, ale potrzebują wsparcia. Przekułam tę chorobę w coś pozytywnego i bardzo jestem z tego zadowolona – podsumowuje.

POLECAMY RÓWNIEŻ: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.