Przejdź do treści

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie in vitro w Policach

Police pomyłka przy in vitro

W trakcie zabiegu in vitro doszło do pomyłki, w efekcie której kobieta urodziła nieswoje dziecko z licznymi wadami genetycznymi. Prokuratura umorzyła śledztwo – informuje portal poranny.pl

Opinia biegłego sądowego jest jednoznaczna – podczas zbiegu nie doszło do narażenia zdrowia i życia matki oraz dziecka. Dlatego nie można nikogo postawić przed odpowiedzialnością karną.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To już kolejne postępowanie prokuratury w tej sprawie. Po raz pierwszy w ogóle odmówiono wszczęcia śledztwa. Sąd jednak nakazał powtórne rozpatrzenie sprawy. Powołany ekspert miał zbadać, czy podczas zabiegu na uszczerbek zdrowia lub życia narażono matkę i dziecko.

Pomyłka

Dwa lata temu, po wykonanym w Policach zabiegu in vitro, kobieta urodziła dziecko z wieloma wadami. Badania DNA potwierdziły wątpliwości rodziców, dziecko nosiło inne geny niż jego matka. Najprawdopodobniej doszło do pomyłki podczas zapłodnienia pozaustrojowego i kobiecie zaimplementowano zarodek innej pary.
Do odpowiedzialności za fatalną pomyłkę podciągnięto dr Tomasza Bączkowskiego, który ówcześnie miał być koordynatorem Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w Policach. Ten jednak nie przyznaje się do winy, twierdząc, że laboratorium podlegało pod kierownictwo prof. Rafała Kurzawy. Profesor również odpiera zarzuty tłumacząc, że laboratorium w tamtym czasie było samodzielną placówką.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro

5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro
fot. Fotolia

Podchodzisz do in vitro i nie wiesz, czego możesz się spodziewać? Te porady pomogą ci się przygotować do leczenia. Oto 5 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak zmieni się twoje życie podczas leczenia niepłodności? Przeczytaj, a być może unikniesz tych błędów!

1. Życie podporządkowane zastrzykom

Pierwszy zastrzyk zrobiłam sobie na tylnym siedzeniu samochodu, po meczu mojej ulubionej drużyny hokejowej. Później na spotkaniach towarzyskich musiałam wykradać się w poszukiwaniu wolnego pokoju, aby zrobić sobie zastrzyk.

Czułam się trochę jak narkomanka. Nie ukrywaliśmy przed ludźmi tego, że podchodzimy do in vitro, jednak nie miałam ochoty tłumaczyć się wszystkim, że muszę wyjść i się „ukłuć”.

Zobacz także: Jak starać się o dziecko i nie zwariować? Z pamiętnika staraczki

2. Ekstremalne wahania nastrojów

Wyobraź sobie najgorsze PMS w swoim życiu. Teraz pomnóż to przez 100, a otrzymasz wynik. Myślę, że nic nie jest w stanie przygotować kobiety na taki emocjonalny roller coaster.

Każdy organizm inaczej reaguje na leki, jednak w moim przypadku nawet najdrobniejsze rzeczy wywoływały smutek i płacz. Straciłam 90 proc. mojej cierpliwości. Bywały dni, w których nie mogłam wstać z łóżka. Czułam się bezużyteczna.

Martwiłam się też wpływem hormonów na moje zdrowie. Zdecydowanie za dużo czasu spędziłam szukając w Google potencjalnych zagrożeń wynikających z terapii hormonalnej.

Miałam depresję, bolało mnie całe ciało, straciłam apetyt. Pamiętajcie, że kliniki leczenia niepłodności oferują usługi psychologów, którzy pomagają uporać się z trudnymi emocjami i uczuciami. Warto skorzystać z tej opcji.

3. Zmiana w wyglądzie

Przed in vitro trenowałam fitness, jogging i wspinaczkę. Miałam najlepszą, od 9 lat figurę i czułam się świetnie. Kiedy zaczęłam przyjmować zastrzyki, powiedziano mi, że muszę rezygnować z wszelkiej aktywności fizycznej. Pielęgniarka poinformowała mnie, że i tak nie będę miała ochoty ćwiczyć. Myliła się.

Wariowałam siedząc w jednym miejscu. Miałam na tym punkcie obsesję i odliczałam dni, kiedy znów będę mogła uprawiać sport. Ponadto zaczęłam maniakalnie liczyć zjadane kalorie i szacować, ile czasu będę potrzebować na ich spalenie. Dresy stały się jedynym ubraniem, które mogłam założyć na wzdęty i posiniaczony brzuch.

Zobacz także: Jak się wspierać podczas starań o dziecko? Co radzi psycholog

4. Nieszybki powrót do formy

Halloween to dla mnie święto niezwykle ważne i stawiam je na równi z Bożym Narodzeniem. Wszystkie dekoracje robiłam zawsze z wielotygodniowym wyprzedzeniem i z radością odliczałam dni do nadchodzącej imprezy.

Tegoroczne przyjęcie zaplanowaliśmy już na kilka miesięcy przed poznaniem naszego harmonogramu leczenia. Tuż przed Halloween miałam się zgłosić na pobranie komórek jajowych.

Zamiast odpoczywać po zabiegu, uparłam się, że MUSZĘ uczestniczyć w tak dawno zaplanowanym i wyczekiwanym przyjęciu. Całą imprezę przesiedziałam w bólu, z poduszą na brzuchu. Nie cieszył nawet mój genialny strój ropuchy.

Dopiero tydzień po imprezie zaczęłam się czuć lepiej. Byłam w końcu w stanie pospacerować dłużej niż pięć minut bez bólu. Postanowiłam zatem spróbować szybkiego marszu na bieżni. Skończyłam wyjąc z bólu na podłodze.

Dlatego pamiętajcie, że powrót do formy może trochę zająć– nie spieszcie się. W tym czasie organizm musi się przygotować na transfer zarodka. To krótki odstęp czasu, więc dbajcie o siebie.

Zobacz także: Czy macierzyństwo po in vitro jest inne?! – ciekawe spostrzeżenia psychologa

5. Skupienie na leczeniu

Możesz mieć wrażenie, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i ciałem. Twój harmonogram będzie podporządkowany zastrzykom, testom krwi, badaniom ultrasonograficznym, wizytom lekarskim itp.

Podczas procedury in vitro starałam się żyć zgodnie z moim poprzednim rytmem. W tym czasie organizowałam uroczystą galę dla jednej z organizacji charytatywnych. Stres związany z tym wydarzeniem był tak duży, że w ostateczności nie byłam w stanie uczestniczyć w gali. Patrząc wstecz, nigdy nie powinnam się podejmować tak wielkiego zadania.

W trakcie leczenia opuściłam też kilka spotkań rodzinnych i imprez towarzyskich. Doświadczałam wtedy ogromnej huśtawki emocjonalnej. Na szczęście bliscy wykazywali się zrozumieniem i nigdy nie dali odczuć, że są zawiedzeni moim zachowaniem.

Gdybym bardziej skoncentrowała się na leczeniu, a nie usilnym udowadnianiu, że w trakcie in vitro mogę żyć tak, jak dotychczas, być może uniknęłabym powyższych problemów. Zachęcam was, abyście w tym szczególnym czasie skupiły się w większej mierze na leczeniu. To duże przedsięwzięcie, zasługuje na Waszą uwagę!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: fertilitymatters.ca

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Kolejne pary otrzymają dofinansowanie do in vitro. Rusza rekrutacja: sprawdź, kto może się zgłosić!

Uśmiechnięte niemowlę z plikiem banknotów /Ilustracja do tekstu: Dofinansowanie in vitro w Chojnicach. rusza rekrutacja; kto może się zgłosić?

Z początkiem lata rusza program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców Chojnic. W toku konkursu wyłoniono trzy ośrodki, w których małżeństwa zmagające się z niepłodnością będą mogły skorzystać z dofinansowania do in vitro. Pierwsi pacjenci już zgłaszają się do kliniki INVICTA w Gdańsku, która została jednym z realizatorów programu na lata 2018-2020. O jego znaczeniu, warunkach udziału i zasadach kwalifikacji mówią eksperci z tej placówki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Bardzo się cieszę, że samorząd w Chojnicach zdecydował się pomóc niepłodnym parom w realizacji ich pragnień. Dla ok. 15-20% naszych pacjentów metoda in vitro to jedyna szansa na poczęcie potomstwa. Jednocześnie jest to procedura specjalistyczna, zatem kosztowna. Część par ze względów finansowych ma ograniczony dostęp do takiej terapii, dlatego możliwość uzyskania dopłaty do zabiegu może okazać się bezcenna – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Dofinansowanie in vitro w Chojnicach: sprawdź, kto może skorzystać

Program dofinansowania in vitro w Chojnicach skierowany jest do par małżeńskich bezskutecznie starających się o dziecko, które:

  • mieszkają na terenie Chojnic,
  • rozliczają się tam z podatków.

Warunkiem skorzystania ze wsparcia są stwierdzone niepowodzenia wcześniejszej diagnostyki i leczenia lub posiadanie bezpośrednich wskazań do zapłodnienia pozaustrojowego. Nie bez znaczenia jest także wiek. Kobieta musi mieć 21-40 lat (według rocznika urodzenia), choć warunkowo ( na podstawie wskazań) dopuszcza się także udział pań nieco młodszych (od 18. roku życia) i starszych (do 42. roku życia).

Kwalifikacja do programu wymaga wcześniejszej diagnostyki – wykonania badań hormonalnych (w tym AMH, LH, FSH, LTH) oraz badania USG, a także konsultacji ze specjalistą. W pierwszym roku z dopłat skorzystać będzie mogło ok. 30 par.

ZOBACZ TEŻ: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Dofinansowanie in vitro w Chojnicach: 5 tys. zł do pojedynczej procedury

Chojnicki projekt przewiduje dofinansowanie w wysokości 5 tys. zł do pojedynczej procedury in vitro. Świadczenia obejmują:

– Pacjenci finansować będą jedynie różnicę między dopłatą z budżetu miasta a całkowitym kosztem leczenia, w którym uwzględnić należy niezbędne badania laboratoryjne, wizyty lekarskie, leki oraz ewentualne dodatkowe procedury. To rozwiązanie bardzo korzystne, bo umożliwia spersonalizowanie terapii. Możemy uzupełnić podstawowy proces leczenia o działania, które zmaksymalizują szanse na uzyskanie ciąży u danej pary, w kontekście jej indywidualnych potrzeb – ocenia prof. Łukaszuk.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dofinansowanie do in vitro w województwie łódzkim

Zgłoszenia już w najbliższych dniach

Rekrutacja do programu rozpocznie się w najbliższych dniach, ale pierwsi pacjenci już zgłaszają się do kliniki INVICTA w Gdańsku, by poznać szczegóły oferowanego wsparcia.

– W wyniku realizowanego między 2013 a 2016 rokiem programu rządowego wiele rodzin może teraz cieszyć się szczęściem swoich dzieci (…).Wierzę, że program dofinansowania in vitro w Chojnicach powtórzy jego sukces – podsumowuje specjalista z INVICTA.

Pacjenci zainteresowani udziałem w programie dofinansowania in vitro w Chojnicach mogą już teraz kontaktować się z personelem kliniki INVICTA (telefonicznie: 58 58 58 801 lub przez formularz na stronie: www.klinikainvicta.pl). Para zostanie zaproszona na badania i wizytę kwalifikacyjną. Może również otrzymać wzory dokumentów, których podpisanie będzie wymagane przed rozpoczęciem leczenia.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Badania kliniczne w leczeniu niepłodności. Szansa na poprawę skuteczności inseminacji

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

„Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Zdjęcie Moniki Majtczak, która opowiedziała swoją historię o in vitro
Fot.: arch. Moniki Majtczak

Zapłodnienie pozaustrojowe jest często jedyną szansą dla par, które marzą o biologicznym potomstwie. Droga, która wiedzie do upragnionego celu, jest jednak wyboista i pełna przeszkód – nie tylko ze względu na koszt zabiegu. Problemem są także silne i trudne emocje, które towarzyszą parze, gdy procedura ta zawodzi. O bardzo osobistych i bolesnych – wręcz fizycznie – doświadczeniach z in vitro opowiedziała podczas X Kongresu Kobiet Monika Majtczak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika i jej partner, pan Krzysztof, starają się o dziecko od wielu lat. Mają za sobą trzy podejścia do procedury in vitro. Niestety, mimo pokładanych w nich nadziei, żadna z prób nie zakończyła się sukcesem.

– Zacznę od tego, że słuchałam w radiu zapowiedzi naszego panelu [„Fakty i mity o in vitro” w ramach X Kongresu Kobiet – przyp. red.]. Jedna pani pomyliła się, mówiąc, że w konferencji będzie uczestniczyć kobieta, która jest mamą dziecka z in vitro. Zaraz też przeprosiła, mówiąc: ta kobieta nie jest mamą. Popłakałam się – mówiła wyraźnie poruszona pani Monika.  – To mi pokazało, jak – po półrocznej przerwie od pracy – wciąż bolesny jest to dla mnie temat. I pewnie dla innych kobiet, które pragną być w ciąży i być mamami, a im się to nie udało – podkreśliła Monika Majtczak.

Podczas sobotniego panelu dyskusyjnego p. Monika podkreśliła, że choć na temat procedury in vitro mówi się coraz więcej, wiele kobiet wciąż pozostaje ze swoim doświadczeniem sama. Nie sposób bowiem wyrazić tego, co przechodzą pary, które muszą wybrać tę długą i wyboistą drogę, by zyskać szansę dotarcia do upragnionego celu: rodzicielstwa.

– Od samego początku niepewność, strach i ból – te uczucia i odczucia towarzyszyły mi przy każdej procedurze – mówiła p. Monika.

Wielka niewiadoma. In vitro a podejście lekarzy

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden istotny problem związany z leczeniem niepłodności. To kwestia podejścia lekarzy do pacjentek i pacjentów, których bolesne doświadczenia wymagają wyczucia i empatii.

– Jest wiele spraw, o których należy mówić głośno i otwarcie. Chcę tutaj wyrazić – oprócz swojej wielkiej nadziei na sukces – swój wielki i głęboki żal do lekarzy z powodu ich podejścia do pacjentów. Bo karygodne i niedopuszczalne jest to, czego doświadczyłam na różnych etapach starań, we wszystkich procedurach.

W pamięci p. Moniki zapisała się już sama wizyta wstępna, która towarzyszyła pierwszej procedurze in vitro. Wykonano jej wówczas bardzo bolesny zabieg scratchingu (uraz w obrębie śluzówki).

– Nie byłam uprzedzona przez lekarza o tym zabiegu ani do niego przygotowana. Potem przyswojenie wiedzy, jak kolejno przyjmować leki po tym krótkim, a trudnym dla mnie doświadczeniu, było niemal nie do ogarnięcia. Dopiero w domu rozszyfrowywałam rozpiskę – w napięciu, czy na pewno wszystko dobrze rozumiem. Nie otrzymałam żadnej wiedzy, jak będzie wyglądała cała procedura. Nie wiem, czy można wyjść z założenia, że wszystko jest dostępne np. w internecie – podkreśliła Monika Majtczak.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Deficyt empatii

Choć sposób przyjmowania kolejnych medykamentów był niełatwy, nikt – ani lekarz, ani pielęgniarka – nie udzielił pacjentce niezbędnych instrukcji, mimo że ulotki jasno mówiły o takiej konieczności. To zaś skutkowało dodatkowym stresem, który nie pozostał bez wpływu na kondycję psychiczną p. Moniki.

– Ze strachem pierwsze wkłucia w brzuch. Poczucie ciągłej niewiadomej, obawa, co mnie czeka i czy wszystko robię tak, jak powinnam. Przy tych wszystkich niewiadomych uruchamia się eskalacja nerwów, napięcia, złości przy drobnym bodźcu, przy którym wcześniej nie zareagowałabym wcale.

Jak przyznała p. Monika, takie podejście personelu sprawia, że pacjentka przestaje być traktowana podmiotowo. Czuje, że jest dla lekarza kolejnym zadaniem do odhaczenia.

–  Masz się stosować i nie zadawać pytań. O tym mówi pośpiech, a zadawane pytania są traktowane ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem. Nie wiem, czy to kwestia przypadku, że tak obchodzili się ze mną panowie. Była jednak pani doktor prowadząca moją ostatnią procedurę, która wykazała się empatią, zrozumieniem i zaopiekowaniem. Jej podejście, dystans i jednocześnie bliskość, a przede wszystkim sposób widzenia mechanizmów sterujących płodnością były dla mnie czymś do tej pory niespotykanym. (…) Poza tą panią nie doświadczyłam ze strony lekarzy żadnej empatii ani choćby pytania, jak się czuję. Nie ma wsparcia psychologicznego, które – moim zdaniem – powinno być równoległe do całej procedury.

Najwyższa kumulacja

Monika Majtczak przyznała, że brak odpowiedniego podejścia i pośpiech to niejedyne zarzuty, jakie kieruje do lekarzy przeprowadzających jej dotychczasowe procedury in vitro. Podczas tej trudnej drogi spotkała się nawet z jawnie wrogim podejściem – gdy jeden z lekarzy zakwestionował zasadność zewnętrznej konsultacji lekarskiej i badania, które – jak się później okazało – powinno zostać zlecone pacjentce w pierwszej kolejności (!).

– Nie chcę i nie będę tu wymieniać nazwisk. Ale proszę sobie wyobrazić, jak może się czuć kobieta, gdy zgłasza się na pobranie komórek, czyli jeden z kluczowych elementów zabiegu, stojąc w piżamce półnaga, i słyszy, że nie ma jej na liście zaplanowanych zabiegów, nie ma jej dokumentów i pobrania komórek nie będzie. Nikt nie wpadł na to, że ja i mój partner możemy mieć różne nazwiska, a dokumenty mogą być spięte razem – opowiadała p. Monika.

Wymieniła też inne błędy, m.in. w nazwisku partnera na karcie informacyjnej po wykonanym transferze. Także w tej sytuacji p. Monika spotkała się z niedopuszczalną reakcją personelu, który winą za pomyłkę niesłusznie obarczył pacjentkę.

– Zastanawiałam się, czy takie błędy byłyby tu przeze mnie pominięte, gdyby procedura zakończyła się ciążą. Doszłam do wniosku, że wielkim błędem byłoby, gdyby nie były one wypowiedziane. Uważam, że należy mówić o tym i nie wolno nam się bać – mówiła przejęta Monika Majtczak.  – Walczmy o swoje prawa do traktowania nas po ludzku. Mamy uczucia, a w całym in vitro jest ich największa kumulacja – tak jak w lotto.

Za in vitro idzie też – jak cień – depresja, która grubym murem odgradza kobiety od otoczenia.

Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje. Są straty. Są kobiety, które straciły dziecko w wyniku poronienia, a nawet podczas porodu – gdy lekarz zamiast wykonać wskazane cesarskie cięcie, zmusił kobietę do naturalnego porodu. Potem taka kobieta boi się iść do kliniki po zamrożony zarodek, bo nie wie, czy lekarze będą do niej nastawieni pozytywnie, czy lepiej tu nie zaryzykować.

ZOBACZ TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

In vitro powinno łączyć, nie dzielić. „To przecież nadzieja na cud”

Uczestniczka panelu dyskusyjnego podkreśliła jednak, że zwrócenie uwagi na błędy i niedociągnięcia związane z realizacją poszczególnych etapów procedury nie jest równoznaczne z krytyką samego in vitro.

– Całkowicie uważam, że in vitro jest potrzebne. Mam mnóstwo koleżanek, którym się udało, które zachodzą w ciążę w sposób naturalny po tym, gdy in vitro się nie powiodło. Ale to in vitro przyczyniło się do wejścia w procedurę leczenia i naprawiania pewnych mankamentów – zaznaczyła.

Podczas swojego wystąpienia Monika Majtczak skierowała także słowa do przedstawicieli rządu, który nie kryje swojej niechęci do procedury in vitro.

– Trwa wciąż wojna polityczna rządu, związanego z Kościołem, i opozycji. In vitro powinno być przecież ponad tymi podziałami. To przecież nadzieja na cud dla ludzi chorych. Niepłodność ma wiele przyczyn – wiele jeszcze niepoznanych. Rozejrzyjcie się, państwo, w zatłoczonym markecie: co piąta para walczy z niepłodnością. To aż niepojęte, że jest nas tak dużo i nie mamy odwagi mówić o tym głośno.

CZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

In vitro to lawina łez i ból. Ale najważniejszy jest cel

W czasie swojego wystąpienia p. Monika podkreśliła też wyraźnie, że procedura in vitro powinna być refundowana z budżetu państwa – jako wsparcie dla niepłodnych par, które pragną zostać rodzicami.

– In vitro to nie fanaberia, to nie sklep, w którym wybiera się kolor skóry dziecka, uśmiech czy kręcone włoski. In vitro to lawina łez i bólu – najczęściej w ukryciu, nawet przed najbliższymi. Procedura na sztucznym cyklu zakłada, że kobieta ma wyprodukować jak najwięcej komórek zdolnych do zapłodnienia. To jazda organizmu X procent ponad normę, która nie może przejść bez skutków ubocznych. To huśtawki nastrojów przez wysokie dawki hormonów, wypadające włosy, pryszcze, spuchnięte ciało przez zatrzymaną wodę w organizmie. To obolały, zasiniony od zastrzyków brzuch. Ulotki przy każdym leku z niekończącą się listą skutków ubocznych przerażają. Każda z nas odkłada tę lekturę na zawsze. Bo przecież najważniejszy jest cel: dziecko.

Leczenie za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego to też „zakładana ciągle maska przed innymi rodzinami, gdzie są ciąże i są dzieci, a ich widok rozdziera serce, które pragnie tego samego” – opowiedziała szczerze p. Monika.

– Niepłodni poświęcają swoje życie dla innego życia: wyczekanego i na 100% zabezpieczonego w miłość, która jest ponad każde pieniądze – podkreśliła.

W grupie siła. I wsparcie

Uczestniczka panelu dyskusyjnego zwróciła także uwagę na samotność, której doświadczają kobiety zmagające się z niepłodnością. W obawie przed oceną społeczną i negatywnymi opiniami unikają one publicznych rozmów o in vitro. Wsparcie i zrozumienie łatwiej im znaleźć w świecie wirtualnym, np. na dedykowanych forach internetowych lub w  grupach.

– Proszę mi wierzyć, że kobiety boją się wyjść ze swojej skorupy przez napiętnowanie in vitro jako szeroko pojętego zła. Choć niewiele osób ma jakiekolwiek pojęcie, na czym polega ta procedura.

Internetowe dyskusje, w których uczestniczą osoby przechodzące przez procedurę in vitro, są zawsze tajne – to gwarantuje dyskrecję, poczucie bezpieczeństwa, ale też wspólnoty, o którą tak trudno w świecie zewnętrznym.

– To wspaniałe, jeśli finał tego cierpienia jest w postaci dziecka. Ale jeśli nie? – pytała retorycznie p. Monika.

Wyczekane słowo: „Mamo”

W tych niezwykle trudnych chwilach nie do przecenienia jest wsparcie partnera, który pomaga uporać się z bólem, ale również pozostawia przestrzeń do samodzielnego przeżywania emocji. Pani Monika ma szczęście mieć u swojego boku taką właśnie osobę.

– To, ile ten kochany, niestrudzony i cierpliwy człowiek dał mi ciepła w ostatnim czasie, szczególnie przy ostatniej próbie, jest nie do opisania – podkreśliła wyraźnie wzruszona p. Monika.

Na koniec swojego wystąpienia p. Monika zaapelowała do publiczności, by wykazała się empatią w stosunku do każdej poznanej kobiety, która przechodzi przez procedurę in vitro.

– Pomyślcie, jak wiele trudu znosi, by mieć nadzieję, że w końcu będzie miała możliwość usłyszeć słowo: „Mamo”.

Całe poruszające wystąpienie p. Moniki Majtczak podczas panelu „In vitro: fakty i mity”, który odbył się podczas X Kongresu Kobiet w Łodzi, można obejrzeć poniżej:

POLECAMY TEŻ: Na panelu o in vitro na Kongresie Kobiet nie obyło się bez łez wzruszenia

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Ani złotówki” na in vitro. Kandydat na prezydenta Warszawy ma jasne stanowisko

Patryk Jaki nie chce in vitro
fot. Facebook - Patryk Jaki

Patryk Jaki – kandydat na prezydenta Warszawy przyznaje, że prywatnie nie jest przeciwnikiem in vitro. Polityk zaznacza jednak, że „na sprawy ideologiczne” nie wyda ani złotówki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak stwierdził Patryk Jaki „samorządy są od tego, żeby rozwiązywać problemy wszystkich mieszkańców”. Zdaje się, że takim problemem nie jest dla niego leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. 

Kontrkandydat Jakiego- Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej obiecuje z kolei kontynuację i rozbudowę samorządowego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców Warszawy.

Zdaniem Jakiego wybór Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy będzie zatem wyrazem poparcia dla sporów ideologicznych.

Tymczasem jeszcze w kwietniu tego roku Patryk Jaki deklarował poparcie dla in vitro. – Moja stanowcza deklaracja jest taka: jeżeli chodzi o samo in vitro – to popieram – mówił w programie” Fakty po faktach”.

Dodał jednocześnie, że według niego dofinansowanie in vitro w Warszawie byłoby za jego kadencji możliwe.

Zobacz także: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Patryk Jaki nie chce in vitro

Warto przy tym zauważyć, że program in vitro kosztuje miasto 10 mln rocznie. Pieniądze te nie pozwolą raczej na zrealizowanie innych celów, takich jak budowa kolejnych pasów jezdni czy utworzenie sieci publicznych przedszkoli i żłobków.

Likwidacja programu może natomiast mieć przykre konsekwencje dla mieszkańców Warszawy, którzy z różnych powodów nie mogą począć dzieci drogą naturalną.

Program in vitro będzie realizowany do 2019 roku, jednak jego dalsze losy stoją jednak pod znakiem zapytania. Obecnie zakwalifikowanej do programu parze przysługuje dofinansowanie w wysokości do pięciu tys. zł do każdej procedury i nie więcej niż 80 proc. całej procedury.

Maksymalnie para może skorzystać z trzech zabiegów, o ile w wyniku poprzednich prób nie doszło do urodzenia dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Polityka

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.