Przejdź do treści

Prof. Szamatowicz: In vitro w Polsce będzie nieskuteczne, nieetyczne i niebezpieczne

Prof. Szamatowicz nazywany ojcem polskiego in vitro ostro krytykuje działania polityków. W medycynie rozrodu osiągnął wszystko. Dzisiaj już nic nie musi, mimo to, nie poddaje się i nadal walczy, o prawa kobiet, o prawa człowieka.

Za chwilę kończy się refundacja, najprawdopodobniej będą też zmiany w ustawie in vitro, którą ledwie rok temu przyjął polski parlament.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Marian Szamatowicz: Leczenie metodą in vitro w Polsce odbywa się już ponad 27 lat. W tej chwili funkcjonuje 39 ośrodków, które świadczą usługi tego typu. W Polsce nie ma problemu z dostępem do leczenia in vitro, natomiast jest bariera finansowa. Wielu osób nie stać na leczenie za pomocą metod wspomaganego rozrodu. W ostatnich trzech latach zaistniał program, który dawał szansę na ciążę dla 15 tys. par.

Przez trzy minione lata finansowane było in vitro, a od około dwóch lat jest również częściowa refundacja leków stosowanych przy tej procedurze.

Niestety, według zapowiedzi, tego typu udogodnienia dla par mają być zniesione. To jest coś okrutnego, skierowanego przede wszystkim, wobec ludzi niezamożnych. Ich pragnienia, ich chęć posiadania dzieci jest podobna, jak u ludzi zamożnych.

Jednak zamożni mogą wędrować do różnych krajów Europy i korzystać z różnych usług. Niestety, nowe restrykcje dotkną osoby niezamożne.

W 1991 roku ministrem zdrowia został Władysław Sidorowicz. W jednym ze swoich rozporządzeń ustalił, że zabiegi kosmetyczne oraz zabiegi in vitro nie są procedurami medycznymi, więc nie mogą być finansowane ze środków publicznych. Taka sytuacja trwała 22 lata. Dopiero w 2013 roku pojawił się program rządowy dający szansę na refundację procedur, a trochę później również na częściową refundację leków.

Koszt jednego zabiegu in vitro w programie refundacyjnym został wyceniony na 7150 zł. Może teraz, jak nie będzie refundacji, kliniki obniżą stawki.
Ceny są dość zróżnicowane. Niższe są w ośrodkach związanych z akademickimi placówkami, a wyższe w ośrodkach prywatnych. Nie ma żadnego przymusu, ani rygoru określającego, jak procedura ma być wyceniania. Jest to umowa między świadczącymi usługi, a zgłaszającymi się pacjentami.

Czyli jest szansa, żeby in vitro kosztowało nie siedem, a dwa tysiące złotych?
Oczywiście, że tak. Z mojego rozeznania wynika, że pacjentki leczące się w białostockim ośrodku miały szanse na leczenie w granicach 8 tys. zł, a w ośrodkach w bogatszych regionach za ok. 12–13 tys. zł.

Czytał Pan projekt nowelizacji ustawy?

Nie czytałem i nie chcę go czytać, ale wiem, że to bardzo zły pomysł. Prawo, które zostało uchwalone w zeszłym roku, nie jest prawem idealnym. Jest prawem dobrym, mającym pewne defekty.

Daleko idące ograniczenia, które chce się w tej chwili wprowadzić, są przedmiotowym i nieludzkim traktowaniem kobiety. Chce się maksymalnie obniżyć skuteczność leczenia, uczynić je nieetycznym, a w niektórych sytuacjach niebezpiecznym.

Chce się zlikwidować u ludzi pragnienie posiadania własnego potomstwa. To jest kwestia podejścia do prawa. Ja stoję na stanowisku, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Obecnie jest inna wykładnia, teologiczna. Człowiek ma potencjalną możliwość zostać rodzicem poprzez kontakty seksualne, ale te w ponad 50 proc. nie kończą się ciążą.

Ze statystyki wynika, że ok 90 proc. populacji nie ma problemu z rozrodem, ale 10 proc. (w warunkach polskich to jest ok. 2 mln. par) potrzebuje pomocy. Część z nich powinna być leczona za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego, bo tylko w ten sposób mają szansę na urodzenie własnego dziecka.

Niepłodność jest dużym problemem?
Światowa Organizacja Zdrowia nie ma wątpliwości, że jest dużym problemem. Poprzez fakt zasięgu, niepłodność nazywa się chorobą społeczną.

Czeka nas katastrofalne widmo włoskich doświadczeń?
Myślę, że tak. Na 3. edycji Międzynarodowej Konferencji Endokrynologii i Rozrodczości pod patronatem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, były przewodniczący ESHRE, Luca Gianaroli, opowiadał o skutkach ustawy. We Włoszech, w 2004 roku, pod wpływem Kościoła katolickiego wprowadzono restrykcyjne prawo. W efekcie zmniejszyła się skuteczność in vitro i nasiliła turystyka reprodukcyjna. Ostatecznie Sąd Najwyższy zaczął eliminować te zakazy. Były one nieludzkie.

Mamy jeszcze jakieś szanse?

To zależy od obecnych rządzących. Poprzedni parlament uchwalił ustawę regulującą kwestie leczenia i dającą szansę skorzystania z metod rozrodu wspomaganego medycznie. Dodatkowe restrykcje zdecydowanie obniżą skuteczność in vitro. Są zakusy, żeby w ogóle wyeliminować tego typu leczenie, przy okazji przedstawiając jednoznacznie kłamliwą tezę, jakoby naprotechnologia mogła zastąpić in vitro.

                                        Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro!

To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze za to biorą niemałe pieniądze.

Nie ma przyszłości w naprotechnologii?

Stoję na stanowisku, że człowiek ma prawo wyboru. Jeśli za własne pieniądze chce iść do naprotechnologa, niech idzie do naprotechnologa. Musi mieć jednak świadomość, że w pewnych sytuacjach naprotechnologia nie daje żadnych szans. Nie da szansy, jeśli są nieodwracalnie uszkodzone jajowody, nie da szansy, jeśli jest zaawanasowana endometrioza, nie da szansy, kiedy jest zaawanasowany czynnik męski. Jeśli leczono za pomocą naprotechnologii przez parę lat, i w tym czasie  kobieta się zestarzała, to w ogóle pozbawi się ją szans na posiadanie potomstwa.

Zwodzenie naprotechnologią jest złodziejstwem czasu?
Tak. Mogę się pod tym podpisać.

Odważne.
Dlaczego? Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Pamiętam swoją pierwszą dyskusję na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, podczas której powołałem się na uniwersalne prawo człowieka – prawo do posiadania potomstwa. Tam się dowiedziałem, że takiego prawa w ogóle nie ma. Jest tylko prawo do odbywania stosunków seksualnych, prawo do prokreacji. Jeśli dziecko się pojawia, trzeba to przyjąć z wdzięcznością, jeśli nie, to z pokorą. To jest kwestia postaw. Ja pod taką postawą się nie podpisuję.

Czyli in vitro się cofnie?
Co roku organizowane są kongresy Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE). Najbliższe spotkanie ma się odbyć w Helsinkach. Według organizatorów przyjedzie na nie 9 tys. osób, przedstawiciele różnych krajów, różnych religii. Postawione zostanie jedno pytanie „w jaki sposób najskuteczniej pomagać niepłodnym parom”. O dziwo, w Polsce dyskutuje się, w jaki sposób pozbawić  skutecznego sposobu leczenia.

Przypomnę, za leczenie metodą in vitro, Robert Edwards dostał nagrodę Nobla. W uzasadnieniu napisano „największe osiągnięcie medycyny klinicznej XX wieku”. A my co?


Jedyną możliwością, żeby powstrzymać epidemię niepłodności jest in vitro?
Nie. Niepłodność jest zjawiskiem stałym. W skali świata ponad 58 milionów par ma problemy z rozrodem i tym parom medycyna chce i powinna pomagać, nie można w tej kwestii stawiać żadnych zakazów. Jeśli politycy chcą ingerować w procedurę in vitro, to tylko dlatego, że traktują kobiety jak rzecz, narzucając im cały szereg niestosownych rozwiązań.

Zajmuje się pan in vitro od 27 lat, jest pan autorytetem w dziedzinie medycyny rozrodu.
To za duże słowa. W tej chwili są młodzi ludzie, ja mam już swoje miejsce. Rzeczywiście, wraz ze swoim zespołem w 1983 roku zainicjowałem przygotowania do in vitro, a w 1987 roku dzięki temu urodziło się pierwsze dziecko. Jego matka wcześniej była operowana i leczona według standardów naprotechnologicznych. Nie miała żadnej szansy, poza in vitro, na urodzenie własnego dziecka. Zgodziła się na procedurę i urodziła Magdę. Dziś Magda jest szczęśliwą kobietą, ma dwójkę dzieci.

Nie jest panu po prostu przykro, że pańskie starania mogą pójść na marne, że in vitro w Polsce przestanie się rozwijać?

Miałem w życiu kilka największych marzeń. Żeby wystąpić razem z orkiestrą symfoniczną w Białymstoku śpiewając Arię Skołuby. Spełniło się. I aby wreszcie refundacja stała się ciałem. A kiedy wreszcie refundacja zaistniała nowy rząd chce wszystko zablokować.

Opadają ręce?

Nie poddaję się. Ja spełniłem się już w zakresie rozrodu. Mam własne dzieci, pasierbicę i stado wnuków. Mnie to wszystko bardzo cieszy.

Jeśli w ogóle występuję publicznie, to tylko w interesie nieszczęśliwych kobiet.

Mam z tymi kobietami kontakt. Kiedyś zgłosiła się do mnie para, której jedyną szansą na dziecko było, tylko i wyłącznie, zapłodnienie pozaustrojowe, powiedziałem im to. Oni oświadczyli, że są katolikami i nie chcą skorzystać z in vitro. Wrócili do mnie po trzech latach, zmienili zdanie. Dziś mają dwójkę dzieci. Takie sytuacje  utwierdzają mnie przekonaniu, że nadal trzeba działać, a kwestia rozstrzygnięć i osądów jest poza moim zasięgiem.

Pan jest wierzący?

Jestem agnostykiem. Jestem ochrzczony, wierzę, że istnieje siła wyższa i twierdzę, że Kościół katolicki z tą siłą nie ma nic wspólnego.

NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU CHCEMY BYĆ RODZICAMI DO KUPIENIA TUTAJ!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Poznań: pierwsze dzieci z programu in vitro są już na świecie. I to z ciąży mnogiej!

Noworodek na kocyku /Ilustracja do tekstu: Poznań: dzieci z programu in vitro już na świecie
Fot.: Picsea/Unsplash.com

W Poznaniu przyszły na świat dzieci pierwszej pary, która skorzystała z miejskiego programu dofinansowania in vitro. To zdrowe bliźnięta: dziewczynka i chłopiec.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak poinformowały media, dwójka dzieci urodziła się w szpitalu przy ul. Polnej w Poznaniu.

 – Niezwykle uradowała mnie wiadomość, że para, która skorzystała z miejskiego programu in vitro, doczekała się upragnionych pociech. To pierwsze narodziny – i od razu bliźniaki – powiedział prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak w rozmowie z portalem TVN24.

CZYTAJ TEŻ: Radny PO: Poznań podąża za Europą, dlatego popiera in vitro

Wkrótce kolejne dzieci z programu in vitro

To oczywiście niejedyny sukces programu dofinansowania in vitro w Poznaniu. Jak informują władze miasta, obecnie dziecka spodziewa się niemal 90 kolejnych rodzin, które skorzystały z refundacji procedury.

Przypomnijmy, że program dofinansowania in vitro w Poznaniu funkcjonuje od ubiegłego roku. Jego założenia przygotowało stowarzyszenie „Nasz Bocian” wraz z radnymi PO i Zjednoczonej Lewicy.

Pary, które uzyskają kwalifikację do programu, mogą otrzymać trzykrotne dofinansowanie:

lub

  • w wysokości 2 tys. zł do procedury adopcji zarodka (jeżeli poprzednia dofinansowana procedura zapłodnienia pozaustrojowego lub adopcji zarodka nie była skuteczna, czyli że nie urodziło się w jej wyniku dziecko).

Dofinansowana procedura in vitro w trzech poznańskich placówkach

Do procedury można przystąpić w jednej z trzech poznańskich placówek, które wybrano w konkursie. To Ginekologiczno-Położniczy Szpital Klinicznym Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego  oraz kliniki leczenia niepłodności: InviMed i IVITA.

Na realizację dofinansowania in vitro w Poznaniu przeznaczono rocznie 1,8 mln zł. Program ma obowiązywać do 2020 roku, ale urzędnicy miejscy zapowiadają, że w razie zaistnienia takiej potrzeby, zostanie przedłużony na kolejne lata.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Kandydat na prezydenta Poznania chce się wycofać z dofinansowania in vitro?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Na zdjęciu: Patryk Jaki /Ilustracja do tekstu" Patryk Jaki o in vitro: Popieram
Fot.: Facebook.com/PatrykJaki

Znamy już czołowych kandydatów na fotel prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Rywalem Rafała Trzaskowskiego, popieranego przez PO i Nowoczesną, zostanie Patryk Jaki. Jego kandydaturę z ramienia Zjednoczonej Prawicy oficjalnie ogłosił wczoraj Jarosław Kaczyński.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na decyzję zarządu PiS o kandydaturze Jakiego na prezydenta Warszawy błyskawicznie zareagował Rafał Trzaskowski. Na Facebooku zamieścił film, w których pyta kandydata Zjednoczonej Prawicy o 12 kwestii istotnych dla wielu warszawiaków. W internetowym wystąpieniu podnosi temat m.in. finansowania organizacji pozarządowych, które chciałyby wprowadzić edukację seksualną, oraz wsparcia m.in. dla in vitro, WOŚP i Parady Równości.

Rafał Trzaskowski: „Warszawiacy potrzebują kogoś, kto ma własne zdanie”

Trzaskowski pytał Patryka Jakiego także o to, czy planuje poprzeć „skandaliczną ustawę przygotowaną dla złych deweloperów, która pozwoli budować osiedla mieszkaniowe byle gdzie, w totalnym substandardzie, z pogwałceniem planowania, bez żadnej infrastruktury” oraz „zmieniać nazwy ulic, budować pomniki, grodzić ulice, przejmować place bez żadnych uzgodnień z warszawiakami”.

– Warszawiacy potrzebują kogoś, kto słucha ludzi, zna miasto od podszewki i przede wszystkim ma swoje zdanie, a nie powtarza wyłącznie rozkazy oderwanego od rzeczywistości Pana z Nowogrodzkiej – podsumowuje Trzaskowski.

CZYTAJ TEŻ: Miejski program in vitro w Warszawie. Kto może z niego skorzystać?

Patryk Jaki: „Wybór Trzaskowskiego to utrzymanie tej samej administracji”

Na reakcję Patryka Jakiego nie trzeba było długo czekać. Wkrótce po nominacji polityk PiS opublikował na Facebooku grafikę opatrzoną hasłem: #Jaki2018 vs. #4KadencjaHGW, na której zamieścił zdjęcie Rafała Trzaskowskiego w towarzystwie Hanny Gronkiewicz-Waltz.

– Sądzę, że wybór Rafała Trzaskowskiego oznaczać będzie jedynie zmianę na fotelu prezydenta z utrzymaniem tej samej administracji na kolejne lata. Administracji, która odpowiada za aferę reprywatyzacyjną czy chaos w polityce przestrzennej i rozwojowej miasta. Tysiące warszawiaków nie zgadza się na taką pozorną zmianę i czwartą kadencję Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie – napisał Patryk Jaki.

Podkreślił również, że zależy mu na realizacji wizji Warszawy jako „miasta różnorodnego, dumnego, sprawnego oraz uczciwego” i że chce poświęcić się służbie mieszkańcom nie tylko w sprawie reprywatyzacji, ale również w każdej innej sferze działalności miasta.

Dofinansowanie in vitro w Warszawie – co po wyborach?

Konkretny program działań Patryka Jakiego nie jest na razie znany – na szczegóły będziemy musieli poczekać.

Tymczasem postulaty Rafała Trzaskowskiego klarują się już od wielu miesięcy. Polityk wielokrotnie podkreślał, że filarami jego programu na najbliższe wybory samorządowe są: walka o prawa kobiet, dofinansowanie in vitro, wsparcie dla rodziców i osób planujących dziecko oraz edukacja seksualna warszawiaków.

POLECAMY TEŻ: Deklaracje ws. in vitro i walki o prawa kobiet – tym kandydat PO chce przekonać warszawiaków

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przygotowania do in vitro – jak to wygląda? [WIDEO]

Przygotowanie do in vitro do skomplikowany proces, który składa się z wielu etapów i wymaga odpowiednich przygotowań. Jak wyglądają one z punktu widzenia kobiety i mężczyzny? Opowiedziała nam o tym dr Katarzyna Kozioł z Przychodni Lekarskiej nOvum, specjalistka położnictwa i ginekologii, embriolog kliniczny PTMRiE, senior clinical embryologist ESHRE.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przygotowanie do in vitro – etap pierwszy: stymulacja hormonalna

Pierwszym etapem przygotowań do zapłodnienia pozaustrojowego jest stymulacja hormonalna jajników. Polega ona na podawaniu pacjentce leków hormonalnych a oczekiwanym rezultatem stymulacji jest uzyskanie wzrostu kilku do kilkunastu pęcherzyków jajnikowych. 

Po ok. dwóch tygodniach dojrzałe pęcherzyki jajnikowe powinny osiągnąć odpowiednią wielkość, czyli 17-20 mm. – Takich pęcherzyków, które osiągną odpowiednią wielkość, musi być przynajmniej trzy, co pozwala sądzić, że większość komórek jajowych będzie dojrzała. Stymulacja hormonalna zostaje wtedy zakończona i podaje się lek hormonalny (najczęściej hormon hCG), który wyzwala owulację. Podaje się go na ok. 36 godzin przed planowaną punkcją jajników.

– Uważa się, że stymulacja hormonalna przebiega dobrze i szansa na ciążę jest największa jeśli pęcherzyków jajnikowych rokujących dojrzałość jest 8 ÷ 15– wyjaśnia nam dr Katarzyna Kozioł.

Przygotowanie do in vitro – etap drugi: punkcja jajników. Jak wygląda i czy jest bolesna?

Jak wyjaśnia ekspertka, punkcja jajników jest przeprowadzana w krótkim znieczuleniu ogólnym.
– Pacjentka śpi i nie czuje nic,  dzięki czemu punkcja jest przeprowadzona bezboleśnie. Sen jest bardzo przyjemny – zazwyczaj nasze pacjentki miło wspominają te chwile – podkreśla dr Kozioł.

Punkcja jajników polega na pobraniu komórek jajowych z pęcherzyków jajnikowych, które urosły w wyniku stymulacji hormonalnej. Taki pęcherzyk jest wypełniony płynem, w którym znajduje się komórka jajowa – uwolniona pod wpływem leku wyzwalającego.  

– Punkcję przeprowadza się przezpochwowo pod kontrolą USG. Lekarz nakłuwa długą igłą wszystkie duże, dojrzałe pęcherzyki jajnikowe i przy pomocy specjalnej pompy delikatnie wysysa do próbówek płyn pęcherzykowy wraz z komórkami jajowymi. Probówki z pobranym płynem pęcherzykowym przekazywane są do laboratorium embriologicznego. Tam embriolog w pobranym materiale, wyszukuje komórki jajowe. 

Komórki umieszczane są w inkubatorze w temperaturze ludzkiego ciała – opisuje przebieg zabiegu dr Katarzyna Kozioł.

Przygotowanie do in vitro – etap trzeci: pobranie nasienia

W międzyczasie partner pacjentki oddaje nasienie. W szczególnych przypadkach nasienie oddawane jest wcześniej i zamrożone czeka na dzień pobrania komórek jajowych. 

– Partner pacjentki oddaje nasienie w specjalnym pomieszczeniu, zapewniającym intymność. Następnie jest  ono przekazywane do laboratorium seminologicznego. Po wstępnej ocenie parametrów nasienia, czyli liczby plemników i ich ruchliwości, jest ono przekazywane do laboratorium embriologicznego. Tam jest odpowiednio przygotowywane, żeby mogło być użyte do zapłodnienia pozaustrojowego – mówi dr Katarzyna Kozioł. 

Przygotowanie do in vitro  – etap czwarty: zapłodnienie in vitro – klasyczne lub ICSI

  Jeśli parametry nasienia są prawidłowe, czyli odpowiednia jest liczba plemników (ok. 15 mln/ml) oraz ich ruchliwość (powyżej 40% ruchliwości, w tym  32% ruchliwości postępowej), to takie nasienie jest kwalifikowane do tzw. klasycznego zapłodnienia pozaustrojowego – wyjaśnia dr Kozioł.

Oznacza to, że po odpowiednim przygotowaniu nasienia dodaje się je do pobranych wcześniej komórek jajowych. Plemniki te – w szalce, dodane do  odpowiedniej pożywki, w której wcześniej umieszczone zostały komórki jajowe – samodzielnie docierają do komórek i zapładniają je.

– Tu trzeba podkreślić, że zgodnie z prawem u pacjentek poniżej 35. roku życia można zapłodnić maksymalnie sześć komórek, więc nawet jeśli udało się uzyskać ich więcej, to te ponad 6 komórek nie mogą być zapłodnione, mogą natomiast być zamrożone i możliwe do wykorzystania, jeśli ta próba by się nie powiodła albo jeśli pacjentka będzie chciała wrócić po kolejne dziecko – opowiada dr Kozioł.

Jeśli natomiast parametry nasienia są niezadowalające lub jeśli istnieje ryzyko, że z jakiegokolwiek innego powodu komórki jajowe mogą samoistnie się nie zapłodnić, wtedy należy zastosować odmianę zapłodnienia pozaustrojowego, która nazywa się mikroiniekcją plemnika do komórki jajowej (ICSI).
– W skrajnych przypadkach może w ogóle nie być plemników w nasieniu. Wtedy należy poszukiwać ich w jądrze lub najądrzu – mówi ekspertka nOvum. Pozyskiwanie takich plemników odbywa się podczas zbiegu (w znieczuleniu ogólnym) biopsji jąder lub najądrzy męża lub partnera pacjentki jeszcze na etapie przygotowania do in vitro.

Spośród pozyskanych plemników embriolog wybiera najlepsze plemniki (najlepiej zbudowane i najbardziej ruchliwe) a następnie przy pomocy szklanej, bardzo cienkiej pipetki pod mikroskopem wstrzykuje pojedynczo do wnętrza komórki jajowej. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Te narodziny to pierwszy taki przypadek w historii kraju. Zobacz, dlaczego są takie wyjątkowe

Tammy Duckworth jest pierwszą kobietą w historii Senatu USA, która urodziła dziecko w czasie trwania kadencji. Dlaczego to tak rzadkie zjawisko.
Na fotografii Tammy Duckworth, jej mąż Bryan i pierwsza córka Abigail // fot. Facebook - Tammy Duckworth

Tammy Duckworth jest pierwszą kobietą w historii Senatu USA, która urodziła dziecko w czasie trwania kadencji. Dlaczego to tak rzadkie zjawisko?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dziewczynka przyszła na świat 9 kwietnia. Otrzymała imię Maile Pearl na cześć swojej babci, która w czasie II wojny światowej była pielęgniarką.

Nie moglibyśmy być bardziej szczęśliwi witając małą Maile Pearl jako nowego członka naszej rodziny – napisała na Twitterze świeżo upieczona mama.

50-letnia senator o ciąży publicznie wypowiedziała się dopiero w styczniu tego roku. Wtedy ujawniła również, że skorzystała z metody in vitro. Tammy Duckworth ma jeszcze jedną córkę, która również została poczęta metodą zapłodnienia pozaustrojowego.

Zobacz także: Ciąża nie ochroni ciężarnej przed zwolnieniem? Szykują się zmiany w Kodeksie pracy

Tammy Duckworth jako pierwsza senator, która urodziła podczas kadencji

Duckworth przyznała, że połączenie macierzyństwa z polityką może stanowić nie lada wyzwanie. Okazuje się, że gdyby zdecydowała się pójść na urlop macierzyński, nie mogłaby głosować. Mimo wszystko postanowiła wziąć 12-tygodniowy urlop, który spędzi w Waszyngtonie i w razie potrzeby stawi się na głosowanie.

Tammy zapowiada, że będzie dążyć do zmian zasad działania Senatu tak, aby matki mogły pracować również w czasie urlopu macierzyńskiego.

Warto wspomnieć, że od początku działania Senatu USA zasiadło w nim zaledwie 51 kobiet (na dwa tys. mężczyzn). Duckworth jako pierwsza w historii Senatu została matką w czasie kadencji. Jest też pierwszą Amerykanką azjatyckiego pochodzenia, która zasiada w Izbie Reprezentantów.

Pani senator jest także weteranką wojenną i osobą niepełnosprawną. Podczas służby w Iraku w roku 2004 straciła obie nogi. Helikopter Black Hawk, który wtedy pilotowała, został zestrzelony.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Onet Kobieta

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.