Przejdź do treści

Prof. Szamatowicz: In vitro w Polsce będzie nieskuteczne, nieetyczne i niebezpieczne

Prof. Szamatowicz nazywany ojcem polskiego in vitro ostro krytykuje działania polityków. W medycynie rozrodu osiągnął wszystko. Dzisiaj już nic nie musi, mimo to, nie poddaje się i nadal walczy, o prawa kobiet, o prawa człowieka.

Za chwilę kończy się refundacja, najprawdopodobniej będą też zmiany w ustawie in vitro, którą ledwie rok temu przyjął polski parlament.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Marian Szamatowicz: Leczenie metodą in vitro w Polsce odbywa się już ponad 27 lat. W tej chwili funkcjonuje 39 ośrodków, które świadczą usługi tego typu. W Polsce nie ma problemu z dostępem do leczenia in vitro, natomiast jest bariera finansowa. Wielu osób nie stać na leczenie za pomocą metod wspomaganego rozrodu. W ostatnich trzech latach zaistniał program, który dawał szansę na ciążę dla 15 tys. par.

Przez trzy minione lata finansowane było in vitro, a od około dwóch lat jest również częściowa refundacja leków stosowanych przy tej procedurze.

Niestety, według zapowiedzi, tego typu udogodnienia dla par mają być zniesione. To jest coś okrutnego, skierowanego przede wszystkim, wobec ludzi niezamożnych. Ich pragnienia, ich chęć posiadania dzieci jest podobna, jak u ludzi zamożnych.

Jednak zamożni mogą wędrować do różnych krajów Europy i korzystać z różnych usług. Niestety, nowe restrykcje dotkną osoby niezamożne.

W 1991 roku ministrem zdrowia został Władysław Sidorowicz. W jednym ze swoich rozporządzeń ustalił, że zabiegi kosmetyczne oraz zabiegi in vitro nie są procedurami medycznymi, więc nie mogą być finansowane ze środków publicznych. Taka sytuacja trwała 22 lata. Dopiero w 2013 roku pojawił się program rządowy dający szansę na refundację procedur, a trochę później również na częściową refundację leków.

Koszt jednego zabiegu in vitro w programie refundacyjnym został wyceniony na 7150 zł. Może teraz, jak nie będzie refundacji, kliniki obniżą stawki.
Ceny są dość zróżnicowane. Niższe są w ośrodkach związanych z akademickimi placówkami, a wyższe w ośrodkach prywatnych. Nie ma żadnego przymusu, ani rygoru określającego, jak procedura ma być wyceniania. Jest to umowa między świadczącymi usługi, a zgłaszającymi się pacjentami.

Czyli jest szansa, żeby in vitro kosztowało nie siedem, a dwa tysiące złotych?
Oczywiście, że tak. Z mojego rozeznania wynika, że pacjentki leczące się w białostockim ośrodku miały szanse na leczenie w granicach 8 tys. zł, a w ośrodkach w bogatszych regionach za ok. 12–13 tys. zł.

Czytał Pan projekt nowelizacji ustawy?

Nie czytałem i nie chcę go czytać, ale wiem, że to bardzo zły pomysł. Prawo, które zostało uchwalone w zeszłym roku, nie jest prawem idealnym. Jest prawem dobrym, mającym pewne defekty.

Daleko idące ograniczenia, które chce się w tej chwili wprowadzić, są przedmiotowym i nieludzkim traktowaniem kobiety. Chce się maksymalnie obniżyć skuteczność leczenia, uczynić je nieetycznym, a w niektórych sytuacjach niebezpiecznym.

Chce się zlikwidować u ludzi pragnienie posiadania własnego potomstwa. To jest kwestia podejścia do prawa. Ja stoję na stanowisku, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Obecnie jest inna wykładnia, teologiczna. Człowiek ma potencjalną możliwość zostać rodzicem poprzez kontakty seksualne, ale te w ponad 50 proc. nie kończą się ciążą.

Ze statystyki wynika, że ok 90 proc. populacji nie ma problemu z rozrodem, ale 10 proc. (w warunkach polskich to jest ok. 2 mln. par) potrzebuje pomocy. Część z nich powinna być leczona za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego, bo tylko w ten sposób mają szansę na urodzenie własnego dziecka.

Niepłodność jest dużym problemem?
Światowa Organizacja Zdrowia nie ma wątpliwości, że jest dużym problemem. Poprzez fakt zasięgu, niepłodność nazywa się chorobą społeczną.

Czeka nas katastrofalne widmo włoskich doświadczeń?
Myślę, że tak. Na 3. edycji Międzynarodowej Konferencji Endokrynologii i Rozrodczości pod patronatem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, były przewodniczący ESHRE, Luca Gianaroli, opowiadał o skutkach ustawy. We Włoszech, w 2004 roku, pod wpływem Kościoła katolickiego wprowadzono restrykcyjne prawo. W efekcie zmniejszyła się skuteczność in vitro i nasiliła turystyka reprodukcyjna. Ostatecznie Sąd Najwyższy zaczął eliminować te zakazy. Były one nieludzkie.

Mamy jeszcze jakieś szanse?

To zależy od obecnych rządzących. Poprzedni parlament uchwalił ustawę regulującą kwestie leczenia i dającą szansę skorzystania z metod rozrodu wspomaganego medycznie. Dodatkowe restrykcje zdecydowanie obniżą skuteczność in vitro. Są zakusy, żeby w ogóle wyeliminować tego typu leczenie, przy okazji przedstawiając jednoznacznie kłamliwą tezę, jakoby naprotechnologia mogła zastąpić in vitro.

                                        Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro!

To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze za to biorą niemałe pieniądze.

Nie ma przyszłości w naprotechnologii?

Stoję na stanowisku, że człowiek ma prawo wyboru. Jeśli za własne pieniądze chce iść do naprotechnologa, niech idzie do naprotechnologa. Musi mieć jednak świadomość, że w pewnych sytuacjach naprotechnologia nie daje żadnych szans. Nie da szansy, jeśli są nieodwracalnie uszkodzone jajowody, nie da szansy, jeśli jest zaawanasowana endometrioza, nie da szansy, kiedy jest zaawanasowany czynnik męski. Jeśli leczono za pomocą naprotechnologii przez parę lat, i w tym czasie  kobieta się zestarzała, to w ogóle pozbawi się ją szans na posiadanie potomstwa.

Zwodzenie naprotechnologią jest złodziejstwem czasu?
Tak. Mogę się pod tym podpisać.

Odważne.
Dlaczego? Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Pamiętam swoją pierwszą dyskusję na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, podczas której powołałem się na uniwersalne prawo człowieka – prawo do posiadania potomstwa. Tam się dowiedziałem, że takiego prawa w ogóle nie ma. Jest tylko prawo do odbywania stosunków seksualnych, prawo do prokreacji. Jeśli dziecko się pojawia, trzeba to przyjąć z wdzięcznością, jeśli nie, to z pokorą. To jest kwestia postaw. Ja pod taką postawą się nie podpisuję.

Czyli in vitro się cofnie?
Co roku organizowane są kongresy Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE). Najbliższe spotkanie ma się odbyć w Helsinkach. Według organizatorów przyjedzie na nie 9 tys. osób, przedstawiciele różnych krajów, różnych religii. Postawione zostanie jedno pytanie „w jaki sposób najskuteczniej pomagać niepłodnym parom”. O dziwo, w Polsce dyskutuje się, w jaki sposób pozbawić  skutecznego sposobu leczenia.

Przypomnę, za leczenie metodą in vitro, Robert Edwards dostał nagrodę Nobla. W uzasadnieniu napisano „największe osiągnięcie medycyny klinicznej XX wieku”. A my co?


Jedyną możliwością, żeby powstrzymać epidemię niepłodności jest in vitro?
Nie. Niepłodność jest zjawiskiem stałym. W skali świata ponad 58 milionów par ma problemy z rozrodem i tym parom medycyna chce i powinna pomagać, nie można w tej kwestii stawiać żadnych zakazów. Jeśli politycy chcą ingerować w procedurę in vitro, to tylko dlatego, że traktują kobiety jak rzecz, narzucając im cały szereg niestosownych rozwiązań.

Zajmuje się pan in vitro od 27 lat, jest pan autorytetem w dziedzinie medycyny rozrodu.
To za duże słowa. W tej chwili są młodzi ludzie, ja mam już swoje miejsce. Rzeczywiście, wraz ze swoim zespołem w 1983 roku zainicjowałem przygotowania do in vitro, a w 1987 roku dzięki temu urodziło się pierwsze dziecko. Jego matka wcześniej była operowana i leczona według standardów naprotechnologicznych. Nie miała żadnej szansy, poza in vitro, na urodzenie własnego dziecka. Zgodziła się na procedurę i urodziła Magdę. Dziś Magda jest szczęśliwą kobietą, ma dwójkę dzieci.

Nie jest panu po prostu przykro, że pańskie starania mogą pójść na marne, że in vitro w Polsce przestanie się rozwijać?

Miałem w życiu kilka największych marzeń. Żeby wystąpić razem z orkiestrą symfoniczną w Białymstoku śpiewając Arię Skołuby. Spełniło się. I aby wreszcie refundacja stała się ciałem. A kiedy wreszcie refundacja zaistniała nowy rząd chce wszystko zablokować.

Opadają ręce?

Nie poddaję się. Ja spełniłem się już w zakresie rozrodu. Mam własne dzieci, pasierbicę i stado wnuków. Mnie to wszystko bardzo cieszy.

Jeśli w ogóle występuję publicznie, to tylko w interesie nieszczęśliwych kobiet.

Mam z tymi kobietami kontakt. Kiedyś zgłosiła się do mnie para, której jedyną szansą na dziecko było, tylko i wyłącznie, zapłodnienie pozaustrojowe, powiedziałem im to. Oni oświadczyli, że są katolikami i nie chcą skorzystać z in vitro. Wrócili do mnie po trzech latach, zmienili zdanie. Dziś mają dwójkę dzieci. Takie sytuacje  utwierdzają mnie przekonaniu, że nadal trzeba działać, a kwestia rozstrzygnięć i osądów jest poza moim zasięgiem.

Pan jest wierzący?

Jestem agnostykiem. Jestem ochrzczony, wierzę, że istnieje siła wyższa i twierdzę, że Kościół katolicki z tą siłą nie ma nic wspólnego.

NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU CHCEMY BYĆ RODZICAMI DO KUPIENIA TUTAJ!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

Kaja Godek o in vitro
fot. screen z programu "Tłit" z 3.07.2018 r.

„To procedura, w której giną ludzie” – takie i inne słowa na temat in vitro padły wczoraj z ust znanej działaczki pro-life, Kai Godek. Co jeszcze miała do powiedzenia?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W poniedziałek 2 lipca posłowie zajęli się obywatelskim projektem ustawy pt. „Zatrzymaj aborcję”, której autorką jest Kaja Godek. Projekt zakazuje m.in. usuwania ciąży w przypadku nieuleczalnych wad płodu. Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny zdecydowała, że projektem zajmie się nadzwyczajna podkomisja.

We wtorek Kaja Godek została zaproszona do programu Marka Kacprzaka „Tłit”. Podczas rozmowy „pierwsza antyaborcjonistka III RP” w ostrych słowach wypowiedziała się na temat in vitro. Skrytykowała również pomysł Rafała Trzaskowskiego dotyczący utworzenia całodobowego dyżuru ginekologicznego.

Zobacz także: Manuela Gretkowska o duchowym leku po poronieniu. „Kościół wie lepiej, co ci jest i na co cierpisz – chociażby na in vitro”

Kaja Godek o in vitro

W kwietniowym programie „Fakty po Faktach” konserwatywny polityk Patryk Jaki niespodziewanie wyraził poparcie dla in vitro. Taka postawa kandydata na prezydenta Warszawy zdecydowanie nie spodobała się Godek.

Ja uważam, że in vitro nie powinno być finansowane. Uważam, że procedura, w wyniku której giną ludzie, bo to są mali ludzie, nigdy nie powinna być finansowana z pieniędzy podatnika, powinna być w ogóle zabroniona. To dotyczy i szczebla lokalnego, i szczebla parlamentarnego – powiedziała Godek w rozmowie z Markiem Kacprzakiem.

– Mamy do czynienia również z utrzymywaniem w polskim prawie pełnej legalizacji in vitro i wszystkich patologii z nim związanych – dodała.

Zobacz także: Kaja Godek na konferencji o bioetyce. Patronat nad wydarzeniem ma izba lekarska

Dyżur ginekologiczny czy dyżur aborcyjny?

– To może przynajmniej inicjatywa innego kandydata, Trzaskowskiego, jest dobra? – dopytywał gospodarz programu. Polityk zaproponował wprowadzenie całodobowego dyżuru ginekologicznego.

– No bardzo pięknie brzmi dyżur ginekologiczny, tylko tu chodzi po prostu o dyżur aborcyjny i to trzeba nazwać po imieniu – powiedziała Kaja Godek.

– To nie jest żaden ukłon w kierunku kobiet, to jest po prostu stwarzanie miejsca, gdzie można przyjść i zabić dziecko w każdej chwili. Z obrzydzeniem patrzę, jak formują ten postulat mężczyźni, bo to jest tak naprawdę postulat nieodpowiedzialnych mężczyzn, którzy nie chcą brać na siebie skutków swojego działania – skwitowała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: wawalove.wp.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Argumenty zwyciężyły nad ideologią. Radni przyjęli uchwałę o dofinansowaniu in vitro!

Kobieta w ciąży; na brzuchu dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: argumenty zwyciężyły. Będzi dofinansowanie in vitro w Kołobrzegu

Podczas czwartkowej sesji rady miasta Kołobrzegu radni zajęli się projektem uchwały o dofinansowaniu in vitro. Mimo gorącej dyskusji – nie tylko na argumenty – udało się przyjąć rozwiązanie, które wesprze niepłodne pary z tego miasta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Projekt uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Kołobrzegu wzbudził w ostatnich tygodniach wiele emocji. Członkowie lokalnej Akcji Katolickiej usiłowali wpłynąć na radnych, apelując do nich w wystosowanym liście, by opowiedzieli się przeciwko przyjęciu tego rozwiązania. Argumentowali m.in., że większość mieszkańców miasta jest ochrzczona, a Kościół katolicki nie daje przyzwolenia na stosowanie metody in vitro.

W piśmie znalazły się też argumenty pseudomerytoryczne, które nie mają poparcia w badaniach naukowych. Przytoczono je także podczas czwartkowej sesji – uczestniczyły w niej bowiem sygnatariuszki listu.

– Jako lekarz zmam obowiązek troską otoczyć nie tylko małżeństwo, parę cierpiąca z powodu niepłodności, ale również poczęte dzieci. Znając procedurę,w której planowo dopuszcza się ich śmierć, a niekiedy wywołują celowo, muszę powiedzieć, że nie zgadzam się na finansowanie takiej metody z pieniędzy publicznych – mówiła jedna z nich, praktykująca lekarka.

CZYTAJ TEŻ: Dofinansowanie in vitro zagrożone? Kościół straszy wiernych i przedstawia skandaliczne tezy

Troska o interes wszystkich, czyli nikogo

Innego kalibru zarzut wobec projektu uchwały przedstawił radny Marek Młynarczyk z PiS.

– Ja bym chciał się odnieść do argumentacji tej uchwały. (…) To nie jest profilaktyka, tylko sposób leczenia. A skoro tak, to ja zwracam się do Wysokiej Rady, abyśmy uchwalili przeznaczenie po 50 tys. na każdy rodzaj choroby, jaki występuje obecnie w Kołobrzegu, żeby wszyscy, którzy chorują, mieli równy dostęp do leczenia. Nie możemy wybiórczo traktować jednego rodzaju choroby; mamy dbać o interes wszystkich mieszkańców – mówił.

– Nie wiem, czym zasłużyły sobie takie osoby, żeby rada miasta uchwaliła taką uchwałę i przeznaczyła na to 50 tys. zł. Jest wiele osób chorych – dzieci, osób starszych – które potrzebują wsparcia finansowego i nie otrzymują go. Jest to nie w porządku i rada miasta nie powinna tak wybiórczo traktować mieszkańców naszego miasta. Trzeba zadbać o wszystkich mieszkańców, żeby stać ich było na dobrą opiekę zdrowotną, w czym pomaga nam obecny rząd i wspiera leczenie innych chorób – dodał.

Radna Wioletta Dymecka z Porozumienia dla Kołobrzegu zauważyła, że taka krytyka jest nieprzedmiotowa – radzie nie przedstawiono bowiem innych propozycji związanych z leczeniem mieszkańców miasta.

Gdzie jest projekt takiej uchwały? Niech pan to zaproponuje i będziemy głosowali. Proszę coś przygotować, czymś się wykazać. Ja podpisałam się pod tym projektem uchwały […], ponieważ konkretne osoby poprosiły mnie, abym go poparła. Ja sama, gdyby chodziło o mnie czy o moją córkę, moje dzieci, zrobiłabym dokładnie to samo: wsparłabym, pomogłabym, bo jest to sposób leczenia – odpowiedziała radna Dymecka.

Poparła ją radna Aneta Cieślicka z Platformy Obywatelskiej.

– Wiele osób mówi o śmierci, o zabijaniu. To są tak drastyczne określenia, że myślę, że mają one na celu zniechęcenie kogoś do takich działań – zaznaczyła.

Naprotechnologia nie zastąpi dofinansowania in vitro

Radna Cieślicka zwróciła dodatkowo uwagę, że naprotechnologia, określana przez środowiska kościelne i prawicowe jako moralna alternatywa dla in vitro, to w rzeczywistości metoda, którą ginekolog stosuje na pierwszej wizycie lekarskiej.

– Ta szumnie brzmiąca nazwa to przekazywanie informacji o podstawowych sposobach zwiększenia szans na zapłodnienie, czyli: podjęcia edukacji w zakresie tzw. kalendarzyka małżeńskiego, badania śluzu, skierowanie na podstawowe badania, m.in. poziomu hormonów. To są sposoby, z których już wiele par skorzystało – podkreśliła radna Aneta Cieślicka.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Przyjęto projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu

Choć atmosfera podczas sesji rady miasta była napięta, a radni klubów Prawa i Sprawiedliwości oraz Niezależnego Kołobrzegu wyrazili kategoryczny sprzeciw wobec projektu uchwały o dofinansowaniu in vitro, ostatecznie udało się go przyjąć większością głosów. Głosy za oddali radni Platformy Obywatelskiej i Porozumienia dla Kołobrzegu Wioletty Dymeckiej – wnioskodawcy projektu.

Projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu zakłada wsparcie finansowe w wysokości do 5 tys. zł dla par w wieku 19-45 lat, które zmagają się z niepłodnością. Aby można było z niego skorzystać, para musi uzyskać kwalifikację medyczną, a jedno z partnerów musi być zameldowane na terenie miasta Kołobrzegu.

POLECAMY TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Na zdjęciu: Panelistki podczas dyskusji Fakty i mity o in vitro na X Kongresie Kobiet

Problem niepłodności dotyczy w Polsce aż 1,3 mln par. Dla wielu z nich szansą na biologiczne potomstwo jest procedura in vitro. W ostatnich miesiącach ta metoda poczęcia spotyka się jednak z rosnącym sprzeciwem niektórych grup społecznych, które nie szczędzą jej słów krytyki. Czy w tych opiniach jest ziarno prawdy? Podczas X Kongresu Kobiet z popularnymi mitami na temat in vitro rozprawiła się embriolożka z łódzkiej kliniki Salve Medica.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MIT: In vitro zwiększa ryzyko wad genetycznych u płodu

Jednym z czołowych argumentów przeciwko in vitro, podnoszonym szczególnie przez środowiska prawicowe i kościelne, jest to, że procedura ta rzekomo wiąże się z ryzykiem powstania wad genetycznych u płodu. Pogląd ten rozpowszechnił w ostatnim czasie m.in. ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, autor kontrowersyjnego podręcznika dla katechetów „Wobec in vitro”. Czy taka teza ma poparcie w badaniach naukowych? Nie!

Jak podczas X Kongresu Kobiet zauważyła Małgorzata Wójt, kierowniczka laboratorium embriologicznego Salve Medica w Łodzi, to nie sposób poczęcia wpływa na zwiększenie ryzyka wystąpienia wad genetycznych u płodu, ale wiek i choroby rodziców. Ekspertka podkreśliła, że jednym z powodów, które mogą przyczynić się do zwiększenia ryzyka takich wad, jest niepłodność wynikająca z obecności mutacji w genach rodziców.

PRZECZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

MIT: In vitro jest metodą eksperymentalną

Zwolennicy tej teorii utrzymują, że in vitro jest procedurą nową i nieznane są jej długofalowe skutki dla życia i zdrowia dzieci. Tymczasem pierwsze dziecko z zapłodnienia pozaustrojowego, Luise Brown, przyszło na świat już w 1978 r. Dziś ma już 40 lat, jest w dobrym stanie zdrowia i ma dwójkę synów poczętych droga naturalną.

– To pokazuje, że niepłodność nie przekłada się na kolejne pokolenia – zauważyła Małgorzata Wójt z Salve Medica.

Od 1978 r. na świat przyszło ponad 6 mln dzieci poczętych metodą in vitro i nie obserwuje się u nich większych problemów zdrowotnych niż w ogólnej populacji dzieci.

MIT: Naprotechnologia jest zamiennikiem procedury in vitro

W 2016 r. ruszył narodowy program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił funkcjonującą dotychczas rządową refundację procedury in vitro. W nowym programie, opartym o naprotechnologię, resort zdrowia zrezygnował z dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego. Jak wyjaśniał wówczas minister Konstanty Radziwiłł, realizowany wcześniej program in vitro jedynie „redukował problem zaburzeń płodności i jego rozwiązywania do jednej procedury o (…) niezbyt dużej skuteczności, a jednocześnie budzącej kontrowersje natury etycznej”.

Ile w tym prawdy? Zdaniem łódzkiej embriolog, niewiele – naprotechnologia nie może być bowiem traktowana jako skuteczny zamiennik procedury in vitro. Pierwsza z tych metod opiera się na diagnozowaniu niepłodności i dokładnej obserwacji cyklu kobiety. In vitro zaś to metoda leczenia niepłodności o udowodnionej skuteczności, wynoszącej ok. 40%.

– Leczeniem jest każde działanie medyczne, które ma na celu wyeliminowanie przyczyny lub skutku choroby – mówiła ekspertka podczas panelu na X Kongresie Kobiet.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wypowiedź profesor o in vitro szokuje…

MIT: Procedura in vitro wiąże się z niszczeniem lub klonowaniem embrionów

Ustawa z dnia 25 czerwca br. o leczeniu niepłodności, która reguluje kwestie związane z procedurą in vitro w Polsce, jest jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie. Zakres ochrony, którą obejmuje ona zarodki powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, jest bardzo szeroki.

– Chyba nie ma większej ochrony w stosunku do zarodków niż ta, którą gwarantuje polska ustawa – mówiła Małgorzata Wójt podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Jednym z punktów ustawy o leczeniu niepłodności jest zakaz niszczenia zarodków, które nie zostały wykorzystane w transferze:

Niedopuszczalne jest niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju powstałych w procedurze medycznie wspomaganej prokreacji nieprzeniesionych do organizmu biorczyni” – czytamy w ustawie.

Zgodnie z tym rozporządzeniem, pozostałe zarodki, które powstały w wyniku dawstwa partnerskiego lub dawstwa innego niż partnerskie i są zdolne do prawidłowego rozwoju, „są przechowywane w warunkach zapewniających ich należyta ochronę do czasu ich przeniesienia do organizmu biorczyni”.

Ponadto – w myśl ustawy – obowiązuje zakaz klonowania zarodków. Mówi o tym jasno kolejny fragment dokumentu:

„Niedopuszczalne jest tworzenia zarodka, którego informacja genetyczna w jądrze komórkowym jest identyczna z informacją genetyczną w jądrze komórkowym innego zarodka, płodu, człowieka, zwłok lub szczątków ludzkich”.

Nieprawidłowe postępowanie z zarodkami wiąże się z odpowiedzialnością karną. Lekarz, który nie zastosuje się do zapisów tej ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.


Małgorzata Wójt – embriolożka specjalizująca się w procedurach rozrodu, kierowniczka laboratorium embriologicznego łódzkiej kliniki Salve Medica. Odbyła szereg szkoleń w Polsce i na świecie. Posiada certyfikat ESHRE: Senior Clinical Embryologist, który uprawnia ją do wykonywania zawodu embriologa klinicznego we wszystkich krajach Europy.

Swoją wiedzą podzieliła się podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Co jeszcze działo się podczas X Kongresu Kobiet? Sprawdź TUTAJ.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Milion euro na badania nad płodnością. Innowacyjne projekty czekają na realizację

In vitro ICSi - zbliżenie /Ilustracja do tekstu: Granty na badania nad płodnością

Firma Gedeon Richter ogłosiła sześciu zwycięzców w tegorocznej edycji programu FORWARD, który oferuje wsparcie innowacyjnych badań nad płodnością i rozrodczością. Nagrodzeni otrzymają granty w łącznej wysokości 1 mln euro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Komitet Naukowy inicjatywy FORWARD, w którego skład wchodzą eksperci PregLem i Gedeon Richter mający wieloletnie doświadczenie w dziedzinie technik wspomaganego rozrodu, endokrynologii reprodukcyjnej, embriologii, zarządzania badaniami klinicznymi i kwestiami regulacyjnymi, dokonał przeglądu wszystkich otrzymanych zgłoszeń. W tym roku nadesłano ich aż 65, a ich autorzy pochodzą z 16 krajów europejskich.

Jak zapewnili przedstawiciele Komitetu, zgłoszenia cechowały się bardzo wysokim poziomem akademickim. Rozpiętość tematów, którymi zajęli się naukowcy, była bardzo szeroka: od zdolności gamet do przeżycia, przez receptywność endometrium, po przewidywanie wyników leczenia z wykorzystaniem algorytmów uczenia maszynowego w celu poprawy obowiązujących protokołów leczenia niepłodności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Miasto sfinansuje badania w kierunku niepłodności. Ruszyła rejestracja!

FORWARD 2018. Granty na badania nad płodnością dla sześciu osób

Ostateczna lista osób, którym przyznano granty, prezentuje się następująco:

  • dr Maria Elisa Varela Sanz i dr Juan Garcia-Velasco z Hiszpanii – badania nad zastosowaniem steroidów płciowych w celu reaktywacji telomerazy w komórkach ziarnistych u kobiet z zaburzoną rezerwą jajnikową – w celu poprawy wyników procedury in vitro,
  • Samir Hamamah z Francji – badania nad zastosowaniem krążącego miRNA jako nieinwazyjnego parametru prognostycznego żywotności zarodków i potencjału implantacji,
  • dr Christophe Blockeel z Belgii – badania nad stymulacją jajników rekombinowanym ludzkim FSH (Bemfola®) w późnej fazie pęcherzykowej,
  • dr Veronika Grzegorczyk-Martin z Francji – badania nad narzędziem wykorzystującym uczenie maszynowe do prognozowania wyników technik wspomaganej prokreacji (in vitro, ICSI) i transferu zarodków,
  • Anja Pinborg z Danii – badania nad endometrium w modyfikowanych naturalnych zamrożonych i rozmrożonych transferach zarodków,
  • Ermanno Greco z Włoch – za badania nad blastocystami euploidalnymi u kobiet po in vitro i ICSI.

Jak argumentuje komisja, decyzję podjęto, biorąc pod uwagę wykonalność propozycji, innowacyjność i wkład w daną dziedzinę nauki. Ważna była również zgodność proponowanych projektów z zaangażowaniem spółki Gedeon Richter na rzecz wykorzystywania wyników badań w praktyce i poprawie leczenia niepłodności u pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami.

– Inicjatywa FORWARD jest świadectwem ciągłego zaangażowania spółki Gedeon Richter na rzecz wspierania innowacyjnych badań nad płodnością na całym świecie – podkreśla Pablo Arriagada, wiceprezes PregLem ds. medycznych. – W ciągu kolejnych 5 lat te międzynarodowe zespoły klinicystów i naukowców otrzymają w sumie milion euro na prowadzenie swoich innowacyjnych badań. Ich obiecujące i nowoczesne projekty mogą zaowocować trwałymi korzyściami dla pacjentów pragnących zostać rodzicami. Niecierpliwie czekamy na możliwość finansowania tych wizjonerskich badań i wspierania ich sukcesu.

Więcej informacji na temat zwycięzców grantów FORWARD i ich pracy znajduje się na stronie internetowej www.forwardgrant.com.

POLECAMY TAKŻE: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.